IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [2013] Bronx, Nowy Jork

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 145
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: [2013] Bronx, Nowy Jork   Nie Paź 29, 2017 12:36 am

Nowy Jork
Styczeń, 2013

Bronx, jedna z tych dzielnic cudownego Nowego Jorku, która nie cieszy się najlepszą sławą zarówno wśród mieszkańców miasta, jak i turystów; a z całą pewnością pozytywne opinie szerokim łukiem omijają jej gorsze regiony, jak zapuszczone slumsy, zniszczone magazyny czy opuszczone budynki. Ciemne ulice Bronx, pełne podejrzanych typów, z całą pewnością nie są miejscem, które przeciętny obywatel szanujący swoje życie i zdrowie wybrałby na cel wieczornego spaceru.
W miesiącu styczniu Bronx dodatkowo nabiera nieprzyjemnego charakteru i odpychającej powierzchniowości, gdy dzielnica pokrywa się warstwą szarego śniegu zalegającego na chodnikach i dachach.





Ostatnio zmieniony przez Reaper dnia Pon Paź 30, 2017 5:53 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 145
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Nie Paź 29, 2017 1:22 am

Skończył się sezon świąteczny, a Gabrielowi skończyły się pieniądze. Co roku, gdy bezlitosna wizja braku środków do przeżycia zaglądała mu przerażającym, ponurym spojrzeniem prosto w zapadnięte oczy, Ramírez zadawał sobie pytanie, dlaczego wciąż kultywuje idiotyczną tradycję powstrzymywania się przed morderstwami w trakcie Bożego Narodzenia. Później przypominał sobie, krzywił się nad swoim idiotycznym sentymentalizmem, który prędzej czy później odbije się na nim brutalnie i bez krzty litości (na którą Gabriel przestał zasługiwać całe lata temu, której nie chciał i nie oczekiwał), wrzucał zdjęcia na dno szuflady i szukał zleceń. W styczniu rok rocznie chwytał się niemal wszystkiego, co zostało mu zaproponowane, zapominając na moment o godności na rzecz potrzeby zdobycia pieniędzy. Jakichkolwiek.
Doskonale orientował się w utarczkach i problemach przestępczego światka. Wybrał sobie niebezpieczne zajęcie, które wymagało od niego zdobywania informacji na temat tego, co się dzieje, co się zmienia, na kogo uważać, gdzie nie zaglądać. Musiał, dla własnego bezpieczeństwa i wygody, wiedzieć, co dzieje się wśród najemników, przynajmniej z bliższego otoczenia. Nie ominęły go więc informacje o krwawej masakrze i masowym morderstwie na zorganizowanej grupie najemników sprzed ponad pół roku. Po takim czasie, jak mu się zdawało, sprawę można było uznać za z grubsza zamkniętą i zakopaną w odmętach ciemnych porachunków niezrozumiałych dla nieświadomych cywili. Najemnicy mordowali siebie nawzajem: nikt nie lubił konkurencji, często zdarzały się konflikty, a gdy ktoś nie ma oporów przed zabiciem przypadkowego człowieka, nie będzie miał oporów przed zabiciem jednego ze "swoich". Najemnicy nie ufali nikomu. Nie mieli przyjaciół: najwyżej chwilowych sojuszników i bardzo ulotne, kruche ramy organizacji. Prędzej czy później chciwość zwykle wygrywała. Prędzej czy później wszystko trafiał szlag.
Jak się jednak okazało, sprawa wcale nie była tak zamknięta, jak przypuszczał. Dotychczas panowało przekonanie, że we wspomnianej masakrze (swoją drogą, co musiał przyznać, dość imponującej) bynajmniej nie zginęli wszyscy najemnicy. Ostał się jeden, co Gabriel nazwałby cudem, gdyby wierzył w cuda: zamiast tego myślał o tym jako o mniej lub bardziej złośliwym zrządzeniu kapryśnego losu, który darowywał życie tym, którzy najmniej na to zasługiwali. Z lekką goryczą myślał wówczas o sobie, uśmiechając się kwaśno do własnych myśli, tak, jak kwaśno uśmiechał się do niego poturbowany, ocalały i bardzo wkurwiony najemnik. Ledwo chodził. Do branży już nie wróci, jak podejrzewał Gabriel, ale nie towarzyszyło mu współczucie: tylko zainteresowanie ofertą, która została mu przedstawiona. Wprawdzie niemal wszystko wydawałoby mu się teraz interesujące, ale propozycja byłego "kolegi z branży" - uśmiechającego się do niego tylko połową ust; druga połowa nie przypominała już nawet twarzy - naprawdę była dobra. Warta zaryzykowania polowania na najemnika. A raczej najemniczkę, co jednak nie miało teraz specjalnego znaczenia.
Wyciągnął z niego wszystko, co musiał wiedzieć. Co to za jedna, jak się nazywa, jakie ma umiejętności, moce, poziom przeszkolenia, znane słabe i mocne strony. Charakter, skrócony życiorys, gdzie najczęściej przebywała, w jakim towarzystwie. Wszystko, co mogło mu się w jakiś sposób przydać w wykonaniu zlecenia. Znalezienie jej było kwestią czasu, zresztą, niedługiego, kiedy wiedziało się jak i gdzie szukać. Zdawało się, że Averith nawet nie próbuje się ukrywać. Zapewne sądziła, że nie ma powodu, skoro zabiła wszystkich.
Niespodzianka.
Bary w gorszych regionach Bronxu wyglądały bardziej jak niemal powojenne, ułożone naprędce ze starych cegieł i desek klitki, niż faktyczne bary. Idealnie wpasowywały się ponury, paskudny klimat ciemnych uliczek zepchniętych na margines dzielnicy, tam gdzie żyły również podobne marginesy społeczne. Nocą wyglądały nawet gorzej i bardziej podejrzanie niż zwykle. Nie miały jednak potrzeby wyglądać lepiej, skoro ich klienci nie mieli specjalnie wygórowanych wymagań i oczekiwań. Większość z nich zaglądała do nich w jednym celu: przepuścić ostatnie, pewnie kradzione, pieniądze, upić się, zapomnieć. Potem zacząć cykl od nowa. Cudowny, kurwa, krąg życia.
Averith Lucis Caelum. Averith Lucis Caelum. Averith Lucis Caelum.
Drzwi skrzypnęły żałośnie, kiedy Gabriel pchnął je, wchodząc do środka. Buty stuknęły o podłogę, która jęknęła w proteście do symfonii z drzwiami. Naniósł śniegu, ale na starym drewnie pod jego stopami i tak widniały mokre ślady wielu innych par nóg, które zajrzały tu dzisiejszej nocy. Nikt szczególnie tutaj o to nie dbał. Ramírez nie odstawał od reszty towarzystwa w barze, zresztą, nie musiał się nawet starać: zmęczona, ponura, niedogolona twarz z większym zarostem niż zwykle, nieco podkrążone oczy zakryte półcieniem rzucanym przez naciągnięty na głowę kaptur. Przyszedł tu w cywilu, bo zamierzał załatwić sprawę szybko, a nie chciał się zakradać i bawić w Reapera. Jak dobrze pójdzie, nikt go nie rozpozna i nie zapamięta, zresztą, mało kto o to dbał. Pod ciemnym płaszczem sprawnie ukrył dwie sztuki broni; zwykłe pistolety, które - jak sądził - powinny wystarczyć. Do tego długi nóż, na wypadek gdyby cudowna zdobycz współczesnej techniki go zawiodła. Wystarczyło szybkie spojrzenie, krótkie rozejrzenie się po wnętrzu rozświetlonym tanimi lampami, żeby ją zauważył. Czyli trafił. Świetnie.
Podszedł do baru, przy którym siedziała, i zajął miejsce obok, jak gdyby nigdy nic.
Averith Lucis Caelum.
Nie patrzył na nią. Była najemniczką, z całą pewnością nie była głupia i prawdopodobnie zauważyłaby nawet najbardziej ukradkowe spojrzenie. Miał to na uwadze. Jeszcze chwila.
- To trochę kiepskie miejsce dla kobiety - stwierdził krótko, zaczepiając ją. Nie planował urządzać sobie pogawędki, ale orientował się w sytuacji. Nie zamierzał tego specjalnie przeciągać. Jeśli się uda, to tylko jeden szybki, czysty strzał. Był jednak przygotowany na ewentualność zakładającą, że nie będzie tak łatwo. W przypadku najemników zwykle nie było.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Nie Paź 29, 2017 7:23 pm

Wieczór zapowiadał się równie paskudnie co zwykle, wszędzie śnieg, w dodatku zimno jak cholera. Zima to ohydna pora roku, nie dość, że bez kożucha nie ma po co wychodzić z domu, to dodatkowo ciężko o jakieś sensowne zlecenia. Zabawne pomyślała Averith zakładając futrzaną kamizelkę na skórzaną kurtkę. Bycie zabójcą to cholernie sezonowa praca. Gdy jest ciepło ludzie o wiele chętniej planują morderstwa. W dodatku w grudniu są święta i wszystkim odwala na ich punkcie, na ten okres każdy staje się dobrodziejem, pomaga biednym i odstawia cały ten teatrzyk pod tytułem: "Rodzina, miłość i wzajemne obdarowywanie się".Żałosne. Pozerskie myślała, przeliczając pieniądze w portfelu, po czym wcisnęła stówę do kieszeni. Może gdyby dziewczyna choć raz w życiu przeżyła prawdziwe Boże Narodzenie rozumiałaby to lepiej, ale nie licząc tych kilku lat, które spędziła z rodziną nie było jej to dane. Najemnicy raczej nie praktykowali wspólnej wigilii, ubieranie choinki i całej reszty tej szopki. Zamyślona, sięgnęła po szalik i wyszła z mieszkania. Gdy zimny wiatr rozwiał jej włosy skrzywiła się, jednocześnie otulając się futerkiem. Mimo, że od Bożego Narodzenia minęło już kilka tygodni, w wiele domów wciąż ozdobionych było świątecznymi pierdołami, a w ich wnętrzach stały choinki.
Averith zawsze powtarzała, że lubi swoje życie takie jakim jest, ale gdy w jej polu widzenia pojawiła się radosna rodzina, głośno rozmawiająca o wspólnej kolacji samotność znów boleśnie dała o sobie znać. Smutek szybko przerodził się we wściekłość. Wkurzona na samą siebie zgarbiła plecy i przyspieszyła kroku. Z braku alkoholu znów dała się ponieść emocjom, ostatnio zbyt często jej się to zdarzało. Potrzebowała czegoś mocnego i potrzebowała tego natychmiast. Na szczęście bar, do którego zmierzała znajdował się niedaleko, jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów. Chociaż bar to ciut za dużo powiedziane. Brudna i ciemna speluna w podłej okolicy. Jedynym plusem tego miejsca jest barman-kretyn, który za kilka miłych słów leje alkohol za darmo uśmiechając się krzywo na wspomnienie szpetnego faceta, ominęła grupkę nastolatków pijących na ulicy. Chwilę później pchnęła ciężkie drzwi, z których płatami odłaziła farba. Od razu powitał ją znajomy zapach stęchlizny, żuli i papierosów. Idealne miejsce na spędzenie wieczoru. I to towarzystwo, sama śmietanka pomyślała, siląc się na uśmiech. Młody barman uniósł głowę, gdy dziurawa podłoga skrzypnęła pod jej stopami, jego paskudne oblicze rozpromieniło się w momencie, w którym ją rozpoznał. Chłopak był zaledwie kilka lat starszy od niej i mógłby być całkiem przystojny, gdyby nie brudne włosy, przetłuszczona broda pełna okruszków i wielka blizna na twarzy. Idąc w stronę baru, dziewczyna uśmiechnęła się, machając do niego. Zdejmując kurtkę widziała, że na ladzie stoi już szklanka whiskey.
- Dzięki - rzuciła, posyłając barmanowi buziaka. Chłopak wyraźnie się rozpromienił, a Averith już wiedziała, że tego wieczora pije za darmo. Jej myśli wciąż zaprzątały te gówniane święta, więc by je zagłuszyć, szybko opróżniła zawartość szklanki, która w magiczny sposób od razu się napełniła (barman musiał ją na prawdę lubić). Nie ma się co dziwić, jego lokal odwiedzali głównie mężczyźni o wątpliwej reputacji, nie żeby reputacja mutantki była lepsza.
Powoli sączyła whiskey, przyglądając się barmanowi wycierającemu szklanki brudną ścierką, gdy kolejny przybysz wszedł do speluny. Od razu zwrócił się w jej stronę, a dziewczynie zjeżyły się włoski na karku, a ręce świerzbiły ją, by dobyć sztyletu. Siedziała, gapiąc się w zawartość szklanki, jakby whiskey skrywała odpowiedzi na wszystkie pytania świata. Nie uniosła wzroku, gdy usiadł obok niej. Podejrzewała, że to jakiś napalony kretyn, który widząc drobną blondynkę postanowił się "zabawić". To się zdziwi pomyślała. Na jego zaczepkę zareagowała krzywym uśmieszkiem.
- Pokaż mi choć jedną osobę, dla której to miejsce nie jest kiepskie - rzuciła kpiąco. Niewątpliwie był uzbrojony. Zapowiada się ciekawa noc.
Postanowiła trochę się zabawić i skinęła na barmana, by podał nowemu alkohol. Chłopak łypiąc groźnie na przybysza postawił przed nim szklankę w whiskey, najwyraźniej był zazdrosny i gdyby sytuacja nie była tak napięta, Averith niewątpliwie parsknęłaby śmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 145
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Nie Paź 29, 2017 9:45 pm

Pamiętał normalne, zdrowe obchody magicznych świąt Bożego Narodzenia, choć upłynęło już dobrych parę lat, od kiedy obchodził je po raz ostatni. Miał jeszcze w pamięci tandetną plastikową choinkę obwieszoną równie tandetnymi bombkami, zbieranymi na wyprzedażach przez całe lata; obrzydliwe lampki świąteczne, porozwieszane wszędzie gdzie się dało, straszące kakofonią barw, odbijające się w szybie i na brudnym śniegu przed progiem; czasem pokraczne, domowej roboty sweterki i wspólne picie. Nie wspominał tego, ale pamiętał. Do tej pory w jego życiu uchował się tylko jeden element dawnej tradycji. Ten ostatni, choć ukrócony o element "wspólne".
Nie miał za wiele do roboty w czasie świąt, skoro przez wzgląd na durny, niemal zapomniany sentyment omijał zlecenia. Pił więc na umór: najtańsze wino, najtańszą wódkę, czasem do tego stopnia, że nawet jego wzmocniony organizm w końcu się poddawał i Gabrielowi na chwilę udawało się zapomnieć, jak w ogóle się nazywa. Zimowe wieczory spędzone w chłodnym, ciemnym mieszkaniu nie należały do najprzyjemniejszych, ale kiedy większość czasu uciekała w alkoholowym delirium dni mijały szybko. Kończyły się już jednak pieniądze nawet na alkohol, a to oznaczało potrzebę powrotu do zawodu. Styczeń przynosił sporą ulgę, nie tylko pieniężną: Gabriel po prostu wiedział, co ma ze sobą zrobić.
Jeszcze zanim podszedł do baru - nie spiesząc się szczególnie - obserwował Averith. Nie gapił się jej bezczelnie w plecy, co z całą pewnością nie umknęłoby jej uwadze, ale po prostu obserwował, jakby na tej podstawie mógł się na jej temat dowiedzieć czegoś nowego. I, cóż, dowiedział się, że flirtuje z barmanem w zamian za alkohol, a w każdym razie na to właśnie wyglądało. Prawdę mówiąc, niespecjalnie się jej dziwił - on za alkohol łamał przepisy i cudze nosy, ona, jako kobieta, miała prawdopodobnie szerszy zakres możliwości od niego. Nie umknęły jego uwadze także głodne spojrzenia rzucane w jej stronę przez zgromadzoną w środku cudowną śmietankę spod ciemnej gwiazdy. Gabriel może nawet zastanowiłby się, czy dziewczyna nie obawia się gwałtu, ale wciąż miał na uwadze kogo i jak zabiła. Nie miał wątpliwości, kto wyszedłby na takiej próbie gorzej. Niedługo jednak i tak przestanie to mieć jakiekolwiek znaczenie.
Raz jeszcze, już siedząc przy ladzie, przesunął spojrzeniem po towarzystwie w środku. Część z nich najprawdopodobniej miała broń - tacy jak oni zwykle mieli - ale wątpliwej jakości: na lepszą zazwyczaj nie było ich stać. Zaś wątpliwej jakości broń lubiła się zaciąć i szwankować na mrozie, a w lokalu nie było wiele cieplej niż na zewnątrz. Prawdopodobnie zresztą i tak nikt nie zechce jej użyć: nikt tu nie wyglądał na rycerza w lśniącej zbroi, gotowego bronić kobiety w opałach. Jeśli w ogóle zdążyliby zareagować nim Gabriel utopi podłogę w jej krwi. Optymistyczny scenariusz zakładał więc, że nikt mu nie przeszkodzi i nie utrudni zadania ani w trakcie, ani już po nim. Zerknął na barmana. Młody. I głupi, sądząc po tym, jak dawał się wykorzystywać na lanie alkoholu za darmo tylko na widok ładnej buźki. W dodatku sprawiał wrażenie zazdrosnego przez sam fakt, że Gabriel w ogóle ośmielał się tu siedzieć; wyglądał na mocniejszego w gębie niż w czynie, więc stanowił zagrożenie bliskie zera. Pod ladą pewnie trzymał broń, ale Ramirez nie przypuszczał, by miał dość odwagi by w ogóle po nią sięgnąć. Ryzyko konfrontacji z załogą tego tonącego w śniegu okrętu było więc znikome. Niemal nie mógł sobie wymarzyć lepszej sytuacji.
- Dzięki - rzucił niby w eter, kiedy przed jego nosem stanęła szklanka whiskey. Nachylił się nad ladą, opierając na niej łokieć i podnosząc szklankę złotego trunku do ust. Drugie ramię zwisało z baru, z dłonią jakby lekko zbliżoną do pasa. - Cóż, przynajmniej można się tu napić.
Nie zamierzał tego dłużej przeciągać. Wiedział, na czym stoi. Kończąc ostatnie słowo odchylił się nieco na swoim miejscu, opuszczając ramię i zapewniając sobie płynny dostęp do broni; błyskawicznym ruchem ręki sięgnął do pasa, po odbezpieczony już pistolet. Podniósł go i szybko skierował w jej stronę. Nie celował w głowę, jako że strzelał bez dokładnego wymierzenia - miał mniejsze szanse trafienia, za duże ryzyko, że spudłuje. Celował w klatkę piersiową, gdzie strzał, nawet jeśli nie okaże się śmiertelny, powinien przynajmniej wywołać szok i umożliwić mu oddanie drugiego.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Nie Paź 29, 2017 11:14 pm

"Rodzina" była pojęciem tak odległym, że nie znaczyło zupełnie nic. Stała się jedynie pustym słowem, które nie niosło ze sobą żadnych emocji, zero poczucia bezpieczeństwa, zero radości, nie kojarzyło się ze wsparciem, nie kojarzyło się z ciepłem. Averith straciła swoją, nim zrozumiała czym tak na prawdę jest rodzina. Nie było przy niej nikogo gdy dorastała, gdy kreowała własną osobowość, formowała charakter. W tym wszystkim zabrakło tylko i rodziny. W wieku pięciu lat straciła matkę, ojciec porzucił ją chwilę później, wymazując tym samym wszelką miłość. Opiekunki w sierocińcu wykonywały obowiązki, bo im za to płacili, nie kochały. Najemnicy byli jeszcze gorsi. Krzywdzili, upokarzali dziewczynę na każdym kroku, karali za jakiekolwiek oznaki przywiązania, wymazali wszystkie wartości jakie przez te lata jej wpajano. Ostatecznie wymazali również poczucie moralności. Stworzyli pozbawioną uczuć maszynę do zabijania, dla której liczył się jedynie zysk. Jednak człowiek zawsze pozostanie tylko człowiekiem i pewnego dnia, gdzieś tam w środku, samotność skrywana przez lata, da o sobie znać. Wówczas pojawiają się problemy, powraca ból, a osoba oduczona życia w społeczeństwie radzi sobie z tym tylko w jeden sposób - alkohol. Averith nigdy się do tego nie przyzna, ale jest jak dziecko błądzące we mgle, desperacko próbując odnaleźć swoje miejsce wśród ludzi, którzy nigdy nie zaakceptują mordercy.
Jednak w tej chwili siedziała spokojnie na starym i cholernie niewygodnym stołku przy barze. Były na tyle wysokie, że dziewczyna nie dostawała do ziemi, więc swobodnie machała nogami w powietrzu. Bycie kurduplem ma swoje plusy pomyślała mimowolnie. Na szczęście nie wypiła na tyle dużo, by alkohol zaburzał jej zmysły, więc przełączyła swój umysł na najwyższy poziom ostrożności. Widziała, że jeśli dojdzie do konfrontacji z tym nowym nikt nie zareaguje, większość z nich była już zbyt pijana, pozostali za głupi lub za wolni, a barman jest zwykłym tchórzem, więc nawet nie spróbuje ocalić swojej "wybranki".
Ponownie uśmiechnęła się krzywo na stwierdzenie nieznajomego, wciąż próbując rozpoznać jego intencje. Gdy odchylił się na stołku, jednocześnie sięgając w dół wiedziała, po prostu wiedziała co oznacza i pierwszy raz w życiu podziękowała najemnikom za wpojenie jej powalonego poczucia bezpieczeństwa. Wchodząc do baru zostawiła w kurtce jeden ze swoich sztyletów, który teraz, prawdopodobnie, uratował jej życie. Rozpoznała precyzję ruchów nieznajomego, poruszał się z gracją i szkoloną przez lata dokładnością, lecz tym razem zdołała umknąć. Nim pociągnął za spust, przeniosła się do swojego sztyletu, przewracając przy tym stojak na ubrania, jednocześnie materializując w ręce mały miecz, a w powietrzu zawirowały kryształki. Nasłano na nią profesjonalnego morderce i skoro podjął się tego zadania musiał być w tym dobry, może nawet doskonały, nie zdziwiłoby jej gdyby nie był do końca człowiekiem. Mógł też być totalnym debilem, ale w to szczerze powątpiewała. Oznaczało to, że ktoś chce jej głowy, szybko próbowała stworzyć listę osób, którym podpadła, ale przy trzynastej pozycji porzuciła ten pomysł, głównie z braku czasu na myślenie. Stała na lekko zgiętych nogach, z broniami w rękach. Twój ruch pomyślała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 145
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Nie Paź 29, 2017 11:44 pm

Przez długie lata wiedział, czym jest rodzina. Averith niemal przez całe życie towarzyszyło poczucie pustki, wrażenie, że czegoś brakuje, że coś zostało jej brutalnie odebrane, nim jeszcze zdołała dobrze to zasmakować, zanim jeszcze dowiedziała się, czym właściwie jest rodzina. Z kolei Gabriel pamiętał, jak to jest - twarze matki i ojca wciąż zajmowały miejsce w jego pamięci, jako jedna z tych rzeczy, których nie wypruł z siebie całkowicie w ciągu następnych lat życia. Był dorosły, kiedy zginęli, i poradził sobie z tym bólem - w przeciwieństwie do Averith doskonale wiedząc co traci i co tak brutalnie wyrwano mu z rąk. Najpierw odebrano mu jedną rodzinę, później drugą. Choć tę drugą, tak naprawdę, odebrał sobie sam.
Averith została wyhodowana do bycia morderczynią. Gabriel podjął tę decyzję sam.
Zdawał sobie sprawę, że przynajmniej domyślała się jego zamiarów. Wiedział o niej całkiem sporo, ale już po samej skuteczności dokonanej przez nią masakry można było się domyślić, że nie jest byle żółtodziobem, który dopiero wyleciał z najemniczego gniazda i rzuca się nieporadnie w mrokach nocy. Być może trochę brakowało jej doświadczenia - w jej metodzie Gabriel doszukał się chaosu, nieco nieprofesjonalnego - ale na pewno dobrze wiedziała, na czym stoi i co robi. Prawdę mówiąc, spodziewał się, że będzie starsza, ale jeśli szkolono ją od dziecka, miała prawo osiągnąć na tyle wysoki poziom. Z kolei bycie najemnikiem wiązało się nie tylko z umiejętnością zabijania - oprócz tego trzeba było umieć szukać, czekać, słuchać i widzieć. Byłby zatem bardziej zdziwiony, gdyby w ogóle nie miała podejrzeń co do niego. Nie było sensu bawić się w podchody, ale Gabriel wolał to od natychmiastowej konfrontacji, mogąc przynajmniej wybadać teren. Zresztą... do niej teraz właśnie doszło.
Strzelił w powietrze, tam, gdzie jeszcze przed chwilą była. Kula nie trafiła jej, ale za to dosięgnęła Bogu ducha winnego obywatela przy stoliku za nim, kończąc jego krótki i nieszczególnie udany żywot. W barze zapanował chaos. Część ludzi, co bardziej narwanych i być może rozsądniejszych, prawdopodobnie także bardziej trzeźwych, po pierwszym, lekkim szoku dopadła drzwi. Druga część schowała się za stołami i ławami, przynajmniej ci z nich, którzy panowali jeszcze nad swoją własną rzeczywistością przy takim alkoholowym upojeniu. Gabriel nie poświęcał im wielkiej uwagi, mając szczerą nadzieję, że nikt nie postanowi do niego strzelać. Bardzo nie lubił marnować amunicji.
Szybka jest, stwierdził, powiódłszy na nią wzrokiem. Zdawał sobie sprawę z tego, jakie miała moce, więc przynajmniej po części był przygotowany na to, co czeka go w tym starciu. Teleportacja. Nie trafił jej pierwszym pociskiem, więc teraz będzie trudno, teraz może mu uciekać. Na szczęście są w dość niewielkim pomieszczeniu, gdzie możliwości takiej zabawy w ganianego są ograniczone na jego korzyść.
Poderwał się prędko ze stołka, unosząc także i broń. Był wyższy od niej, co miało swoje mocne strony, ale także i minusy. Łatwiej będzie jej przed nim zwiewać, na to jednak nie zamierzał jej pozwalać zbyt długo, zresztą, sam też miał swoje asy w rękawie. Wymierzył, strzelił znów, będąc przygotowanym, że nie trafi - praktycznie będąc tego pewnym, bo jego głównym celem było ją przepłoszyć, zmusić do uskoku lub kolejnego rzutu, ucieczki. Teraz spojrzeniem uważnie śledził ruch jej ręki, nadgarstka, patrząc, gdzie celuje i wymierzając gdzie się znajdzie. Jeśli rzuciła, w tym samym momencie zastosował swoją własną sztuczkę - rozpłynął się, na moment znikając w cieniu lokalu. Wyliczył, w którym mniej więcej miejscu Averith może znaleźć się z powrotem, samemu materializując się zaraz obok lub za nią, w zależności od miejsca wymierzając jej bronią mocny cios w kark lub schylając się i uderzając łokciem pod żebra, wkładając w to sporo siły... której nie poskąpiły mu wzmocnione możliwości organizmu. Zdezorientować, ogłuszyć, zabić.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Pon Paź 30, 2017 12:52 am

Tym razem udało jej się uniknąć strzału, ale kolejnym może nie mieć tyle szczęścia. Gdyby teleportowała się choć ułamek sekundy później, jej radosne życie dobiegłoby końca w tym obskurnym miejscu. Kątem oka zauważyła, że pocisk trafił w faceta, który był tu stałym bywalcem. Nie przejęła się tym zbytnio, bo gdyby rozproszyła się choć na moment prawdopodobnie dołączyłaby do niego.
Wystrzał przepłoszył większość osób, które znajdowały się w barze, ale znalazło się kilku, którzy sięgnęli po broń i zaczęli celować do Averith i Gabriela. Żaden nie pociągnął za spust, ale było to jedynie kwestią czasu. Byli spanikowani i pijani, nie stanowili wielkiego zagrożenia, ale mogli sporo namieszać, więc dziewczyna uwzględniała w ich w planowaniu kolejnych posunięć. Jej przeciwnik niewątpliwie był doskonałym zabójcą, a co za tym idzie wchodząc do lokalu musiał wiedzieć jakimi zdolnościami dysponowała, a przynajmniej znać ich ogólny zarys. Nie miała już więcej ukrytych sztyletów, a po za tym na własne oczy zobaczył jej moc, więc o kolejnej, prostej ucieczce nie było mowy. Jej umysł osiągał prędkość nad świetlną w wymyślaniu kolejnych posunięć, miała zaledwie kilka sekund nim Gabriel ponownie spróbuje ją zastrzelić. W dodatku nie widziała ile jego broń mieści pocisków. Póki co zmarnował jeden.
Szybkim ruchem, z niemal chirurgiczną precyzją rzuciła sztyletem z lewej ręki przez salę, materializując w dłoni kolejny. Wbił się w jeden ze stolików. Spodziewała się, że właśnie tam wyceluje mężczyzna, więc nie przeniosła się od razu. Zamiast tego, zaledwie sekundę później rzuciła w tamto miejsce drugi sztylet, ale nie spodziewała się, że on również posiada zdolność umożliwiającą szybkie przemieszczanie się. Cholera pomyślała, rzucając mieczem, który wciąż trzymała w prawej dłoni. Ostrze wbiło się w szafkę za barem, zrzucając ubogą kolekcję alkoholi znajdującą się na półkach. Barman wrzasnął i odskoczył, potykając się o własne nogi. Dziewczyna wciąż nie ruszyła się z miejsca, uważnie obserwując swojego przeciwnika, czekając na najmniejszy ruch, który zdradziłby jego zamiary. Zdematerializowała pierwszy sztylet, chcąc pozostawić sobie furtkę do ataku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 145
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Pon Paź 30, 2017 6:52 pm

Gabriel był na przygotowany i całkowicie świadomy, że teraz będzie musiał się za nią trochę pouganiać. Przede wszystkim nie mógł jej stąd wypuścić. Drzwi frontowe, od zaplecza, okno, wszystko to musiało znaleźć się poza jej zasięgiem, inaczej błyskawicznie mu umknie, a on nie miał nastroju na zabawę w kotka i myszkę. Nie dało się zauważyć, że pod względem szybkości i zwinności miała nad nim przewagę - jakkolwiek organizm Gabriela nie działałby na zwiększonych odwrotach, Averith sprawnie wymykała mu się spod lufy i z rąk przez drobne gabaryty i moce, dzięki którym co chwilę mogła znikać. Ale ona... też w końcu się zmęczy.
Czekać na to jednak nie zamierzał i nie powinien zbyt długo, z racji na napiętą sytuację w barze. Większość z tego towarzystwa nie mieszała się w nie swoje konflikty, ale zawsze znalazło się kilkoro co bardziej brawurowych, którzy czując się zagrożeni sięgali po broń. Gabrielowi ani trochę nie był potrzebny tłum przeciwników, więc musiał się trochę pospieszyć. Denerwowało go takie uganianie się za ofiarą, ale potrafił zachować spokój i trzeźwość umysłu - był profesjonalistą i podczas wykonywania zleceń najczęściej wyłączał emocje. Jedynie chłodno kalkulował, tak jak teraz.
Niestety zanosiło się na to, że będzie musiał tego wieczora zmarnować trochę amunicji, ale szczęśliwie nie był skazany wyłącznie na broń palną. Notabene chwilowo niezbyt skuteczną. Widział, gdzie znajdują się jej sztylety, czyli miejsca, gdzie może się zaraz pojawić. Zastanowił się i w ułamku sekundy strzelił znów, tym razem celując tam, gdzie wciąż jeszcze była, nie dając jej czasu na stanie w miejscu i czekanie na jego ruch - nie zamierzał pozostawiać jej możliwości złapania oddechu. Mógł się tylko domyślać, w którym miejscu się pojawi, i jako najbardziej oczywistą możliwość wybrał bar - gdzie wbity w szafkę znajdował się jej miecz. Było tam pozornie najbezpieczniej, skoro teoretycznie miała się gdzie schować i dokąd uciec, więc gdy ponownie się rozpłynął, z powrotem zmaterializował się właśnie tam. Trochę postawił na przeczucie, ale przynajmniej po części ufał swoim instynktom. Jeśli udało mu się dobrze "zgadnąć", zapewne pojawił się tam zaraz po niej - jako że on prędkości światła w trakcie przemieszczania się nie osiągał. Stojąc za nią, obie ręce wykręcił jej za plecy (choć w jednej dłoni wciąż trzymając broń, nie przeszkadzało mu to w objęciu jej ramienia własnym i pociągnięcia go do tyłu), brutalnie, ograniczając jej ruchy, żeby nie mogła ponownie rzucić sztyletem. Nie dał jej jednak okazji na zastosowanie jakiejś innej sprytnej taktyki ucieczki, od razu po tym napierając na nią ciężarem ciała i popychając i przygwożdżając ją do baru, w który, wedle planu, powinna uderzyć klatką piersiową. Jeśli nie dawała się trafić z pistoletu, zamierzał wypróbować walki w zwarciu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Pon Paź 30, 2017 8:24 pm

Dziewczyna dawno nie walczyła z tak doświadczonym przeciwnikiem. Nie dość, że Gabriel był o wiele lepiej wyszkolony niż ona, to dodatkowo dysponował wieloletnim stażem w mordowaniu, a przynajmniej tak jej się wydawało. Na domiar złego również dysponował zdolnością przemieszczania się w niematerialny sposób, której nie ograniczały bronie, tak jak w jej przypadku. Averith podejrzewała, że na tak małej przestrzeni jaką stanowił bar, jej przeciwnik mógł się korzystać ze swojej mocy bez problemu. Podsumowując była w cholernie kiepskiej sytuacji. Jedynym jej atutem była szybkość, jednak nie mogła skakać po meblach bez końca, bo prędzej czy później się zmęczy i dobicie jej pozostanie tylko formalnością.
Sama odcięła sobie drogę ucieczki, po raz kolejny nie doceniając przeciwnika, z którym walczyła. Nie spodziewała się, że Gabriel może się teleportować (lub posiadać zdolność bardzo podobną do teleportacji) i dlatego rzuciła drugi sztylet w to samo miejsce, jednak w momencie, w którym znalazł się tam mężczyzna, ostrze okazało się zupełnie nieprzydatne. Nie mogła teleportować się wprost w jego ręce, bo wydałaby na siebie wyrok śmierci. W miejscu, w którym stała też nie mogła zostać, zwłaszcza, że Gabriel właśnie uniósł broń, by ją zastrzelić. Za żadne skarby nie zdołałaby uniknąć pocisku w inny sposób niż teleportując się do jedynej "wolnej" broni, czyli miecza za barem. Było to tak oczywistym posunięciem, że miała ochotę dźgnąć sama siebie za karę, ale mężczyzna nie pozostawił jej wyboru. Zaledwie sekundę po złapaniu rękojeści, poczuła ruch za sobą, jednak nim zdążyła zareagować silne ręce złapały ją i unieruchomiły. Nawet nie próbowała się wyrywać, bo Gabriel był od niej ponad dwadzieścia centymetrów wyższy i o wiele silniejszy. Zamiast tego gorączkowo myślała jak uwolnić się w inny sposób, jednak gdy przeciwnik pchnął ją na ladę, tępy ból zagłuszył jej zmysły, a z gardła wyrwał się jej krzyk zaskoczenia. Nie spodziewała się, że jest tak silny, lecz napierając na nią swoim ciałem, wbił ją w kant blatu tak mocno, że z jej płuc uleciały resztki powietrza. Przez kilka sekund nie mogła złapać oddechu, a każda próba kończyła się bolesnym pulsowaniem, niewątpliwie miała złamane lub przynajmniej pęknięte żebro.
Chcąc wyjść z baru w jednym kawałku (względnie jednym kawałku), nie mogła tracić czasu na użalanie się. Na szczęście Gabriel nie uszkodził jej dłoni i mogła nimi dość swobodnie poruszać, więc wykręciła nadgarstek tak, by znajdował się między nimi i zmaterializowała sztylet, skierowany ostrzem w stronę mężczyzny. Ignorując ból w boku, szarpnęła ręką zostawiając krwawą szramę na jego udzie. Musiało go to zaskoczyć na tyle, że na moment stracił czujność. Wówczas dziewczyna podwinęła nogi, przeważając Gabriela i oboje runęli na brudną podłogę. Wyczuwając szansę na ucieczkę, spróbowała przenieść się do sztyletu, który nadal powinien tkwić w stoliku, ale z przerażeniem uświadomiła sobie, że gdy mężczyzna złamał jej żebro, na sekundę straciła czujność i jej ostrza rozsypały się w pył. Nie pozostało jej nic innego, jak zapasy z o wiele cięższym i silniejszym przeciwnikiem, dodatkowo miała złamane żebro. Tak ekstremalnie źle jeszcze nigdy nie było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 145
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Pon Paź 30, 2017 10:59 pm

Do zabicia najemnika potrzebny był inny najemnik. Doświadczony, na podobnym poziomie, najlepiej wyższym, dla większej gwarancji powodzenia. Jeśli nie załatwiało się swoich porachunków osobiście, potrzeba było do tego pary sprawnych rąk - które Gabriel posiadał i potrafił świetnie wykorzystać w zleceniach na morderstwa. Averith nie powinna być zdziwiona. Skoro ktoś chciał jej śmierci, musiała mu się narazić; a skoro tak, nie mogła przewidywać, że będzie to łatwa konfrontacja.
Dla Gabriela z pewnością była trudniejsza, niż by chciał. Wprawdzie nie liczył specjalnie, że idealny plan A, zakładający stuprocentowe powodzenie, rzeczywiście wypali, ale nie miał ochoty na gierki. Nie, kiedy zasób jego pieniędzy topił się szybciej niż lód w ciepłej whisky. Zabić, dostarczyć dowód, zgarnąć pieniądze, żyć dalej. To nie było takie trudne. Skupił się przede wszystkim na obecnym zadaniu, panując nad wszystkimi emocjami i niepożądanymi odruchami, które mogłyby mu w tej sytuacji dotrzymywać towarzystwa.
Uderzenie w ladę poszło zgodnie z planem. W teorii powinno mu to dać chwilę na dokończenie dzieła, w czasie gdy Averith będzie próbowała złapać oddech, ale w praktyce nie było tak kolorowo. Była najwidoczniej wytrzymalsza, niż wskazywało na to jej kruche, drobne ciało. Wygiął jej ręce jeszcze mocniej, już chcąc oderwać ją od blatu i władować słodką porcję ołowiu w płat potyliczny, ale kobieta zdążyła wykorzystać fakt, że nie był w stanie do końca ograniczyć jej dłoni. Miała zwinne nadgarstki, jak mógł się domyślić, i nim zdążył cokolwiek zauważyć - zresztą, i tak nie miał jak - poczuł nieprzyjemny ból w udzie. Mimo przytępionych zmysłów zabolało, a efekt mimowolnego zaskoczenia zrobił swoje. Wprawdzie był od Averith sporo cięższy, ale kiedy oderwała się od ziemi i cała ich wspólna waga została oparta na nim - uszkodzona noga ugięła się pod nim i stracił równowagę, upadając na ziemię. Syknął z bólem, ale nie zamierzał się nad tym rozczulać; zagoi się. Jeśli wykona zadanie, będzie miał wystarczająco dużo pieniędzy, żeby użyć dolarów jako bandaża.
Przy upadku nieprofesjonalnie wypuścił z dłoni pistolet, który chwilowo uciekł poza zasięg jego dłoni. Kurwa jego mać, sarknął w myślach, przeklinając chwilę nieuwagi. Zwykle mu się nie zdarzały, ale nawet on popełniał błędy; niestety nie dało się tego przeskoczyć, nawet po tylu latach. Nie tracił jednak czasu na roztrząsanie tej wpadki, szczególnie, że w zapasie miał jeszcze drugi pistolet, który w razie potrzeby mógł przecież wykorzystać. Teraz jednak, gdy oboje zostali sprowadzeni do parteru, inna broń wydawała mu się odpowiedniejsza. Usidlenie Averith w bezpośredniej konfrontacji tym bardziej zapewniało mu przewagę, przynajmniej tak długo, jak nie mogła uciec poza jego zasięg. Przy upadku puścił ramiona Averith, sam miał więc teraz wolne ręce - dźwignął się na łokciu, podrywając wyżej, na kolana, z zamiarem zawiśnięcia nad dziewczyną albo przynajmniej obok niej, nim jeszcze zdążyła znowu mu uciec; z rozciętego uda pociekła krew i skapnęła na podłogę, gdzie od razu zaczęła parować w drobnej, cienkiej strużce dymu. Sięgnął do pasa, wyjmując nóż, zatoczył drobny łuk od góry i opuścił ostrze, z zamiarem przebicia Averith gardła.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Wto Paź 31, 2017 12:38 am

Nie oszukujmy się, na pierwszy rzut oka, Averith wyglądała niewiele groźniej niż mała panda. Nikt nie będzie uciekał przed malutką blondynką, nawet jeśli ta trzyma w dłoni nóż. Jednak pozory bywają mylące. Kimkolwiek była osoba, która zleciła Gabrielowi zamordowanie jej, niewątpliwie sporo za to zapłaciła, a gdy Averith dopadnie ów zleceniodawcę zadba o to, by umierał w męczarniach. Ironia. Zostać zabitym przez osobę, którą chciało się zabić. Ramirez nie miał przed sobą łatwego zadania, Averith lubiła swoje życie, nawet jeśli było do dupy.
Pomysł przewrócenia Gabriela okazał się zaskakująco skuteczny, bo po raz kolejny dziewczyna uniknęła śmierci, przynajmniej chwilowo. Natomiast sporą jego wadą był fakt, że znalazła się pod nim, w dodatku wciąż była zwrócona plecami do mężczyzny, co bardzo utrudniało wyswobodzenie się. Uderzenie w twardą podłogę przypomniało o złamanym żebrze, do tego stopnia, że dziewczyna krzyknęła z bólu, a łzy napłynęły jej do oczy, zamazując obraz. Averith rozproszyła je mruganiem, bo w zaistniałej sytuacji nie mogła sobie pozwolić na jakikolwiek przejaw słabości, czując w ustach smak krwi. Upadając słyszała brzdęknięcie metalu, co oznaczało, że Ramirez właśnie stracił broń. Małe zwycięstwo pomyślała.  Widziała, że jeśli szybko nie wydostanie się spod Gabriela skończy jako trofeum, więc gdy mężczyzna uniósł się i sięgnął do pasa, dziewczyna, wykorzystując prawdopodobnie jedyną okazję, przewróciła się a plecy, lądując twarzą w twarz z najemnikiem. Rzut oka na jego dłoń, ściskającą nóż wystarczył, by ocenić kierunek, w którym zostanie wyprowadzony cios. Celem było jej gardło. Gwałtownie szarpnęła ciałem, odpychając się stopami od podłogi, byleby zminimalizować obrażenia, ostrze przecięło skórę na jej szyi i rozorało ramię. Powstrzymując krzyk, zamachnęła się i łokciem zdrowej ręki uderzyła mężczyznę w głowę, chciała go ogłuszyć, ale ból spowodował, że cios nie zrobił na nim żadnego wrażenia. Pierwszy raz w życiu dziewczyna spanikowała. Zmaterializowała sztylet w dłoni i rozpaczliwym rzutem posłała go w powietrze, po czym zmusiła swoje ciało do teleportacji. Broń była w locie, więc dziewczyna na ułamek sekundy zawisła nad Gabrielem. Aby nie upaść z powrotem w ręce zabójcy, rzuciła sztyletem wzdłuż lady, w miejsce gdzie wcześniej upadł barman. Szpetny chłopak nie ruszył się stamtąd nawet na krok, więc ostrze przebiło jego ciało. Niewiele myśląc, dziewczyna teleportowała się, upadając wprost na niego, po czym przetoczyła się na plecy. Potrzebowała chwili by zebrać myśli i złapać oddech, ale wątpiła by Gabriel obdarował ją tym czasem. Ból falami przechodził przez jej ciało, a ubranie nasiąkało krwią. Musiała szybko wymyślić jakiś plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 145
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Wto Paź 31, 2017 6:25 pm

Lata doświadczenia nauczyły go, że nie należy lekceważyć żadnego przeciwnika, nawet jeśli wygląda niepozornie - a raczej szczególnie wtedy, bo przez niegroźną aparycję można było wyciągnąć bardzo, bardzo błędne wnioski. Nieraz zwykła dziewczynka mogła być bardziej niebezpieczna od postawnego mężczyzny. W takim świecie, w jakim żyli, posunięciem bardzo nierozsądnym było ocenianie czyichś możliwości na pierwszy rzut oka. A Gabriel dodatkowo wiedział, czego się po Averith spodziewać. Mogła na początku sprawiać wrażenie wręcz bezbronnej, ale to niczego nie zmieniało.
Tylko przez chwilę w myślach klął na swoją chwilę nieuwagi i rozkojarzenia, dzięki której dziewczyna sprowadziła go - ich oboje - do poziomu podłogi, po raz kolejny utrudniając mu zadanie i odwlekając jego wykonanie. Odwlekając, bo Gabriel nie poddawał się łatwo jeśli w grę wchodziły duże pieniądze, nawet mimo trudności, więc nie zamierzał szybko jej odpuszczać. Nie zamierzał w ogóle jej odpuszczać, tak długo aż w końcu będzie miał ją u stóp martwą. Taki był plan.
Prawdopodobnie dopiero teraz, leżąc pod nim, mogła w pełni zobaczyć jego twarz. Oczywiście, raczej specjalnie nie miała czasu się mu przyglądać, ale zapewne dało się zobaczyć w jego wyrazie niemal przerażający spokój. Ciemne oczy uważnie spoglądały na nią, rejestrując każdy ruch i próbując przewidzieć kolejny. Gabriel nie posiadał jednak daru jasnowidzenia, więc nie mógł w stu procentach wiedzieć, co zrobi - jedynie się domyślać. Podejrzewał, że będzie chciała uniknąć ciosu, choć liczył, że się jej to nie uda. Nieszczęśliwie, udało się, a on zamiast w gardło, wbił ostrze w jej ramię. Niekoniecznie było to to, o co mu chodziło, ale im bardziej uszkodzi im teraz, tym łatwiej będzie ją wykończyć. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Wyprowadzony w głowę cios rzeczywiście nie zrobił na nim wielkiego wrażenia. Zanim jednak zdążył po raz drugi zamachnąć się nożem lub zrobić cokolwiek innego, Averith po raz kolejny sprytnie wykorzystała swoje moce, po raz kolejny mu uciekając. Zauważył jednak u niej panikę - a w panice człowiek działa pochopnie i podejmuje nieprzemyślane decyzje. Powoli zaczynało mu działać na nerwy to jej uciekanie, w dodatku atmosfera w barze i wymierzone w ich kierunku lufy broni nie zachęcały szczególnie do zabawy. Nikt nie lubił, kiedy ktoś urządzał burdy na jego podwórku. Poderwał głowę i odszukał ją spojrzeniem przy barmanie, aktualnie bardziej martwym niż żywym. Niewielka strata. Podniósł się na dłoni i wstał, ignorując szarpanie w udzie jak mógł - bolało, przecież nie był ze stali, ale musiał to znieść. Nie zamierzał dawać czasu na odpoczynek ani jej, ani sobie, ale w tym czasie Averith miała krótką, ulotną chwilę na podjęcie decyzji.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Sro Lis 01, 2017 1:13 pm

Patrząc w jego oczy, czuła się jakby spoglądała w oblicze samej śmierci. Jego wzrok był chłodny, kalkulujący, ale gdzieś w głębi krył się mrok, jakiego dziewczyna się nie spodziewała. Wiedziała, że sporo przeszedł, bo co rano, patrząc w lustro, widziała dokładnie to samo spojrzenie. Zresztą... kto o zdrowych zmysłach zdecydowałby się zostać najemnikiem, mordercą wykluczonym ze społeczeństwa, nie mającym żadnych szans na szczęśliwe zakończenie, z własnej woli. Dla takich jak oni nie było "happy endu", mogli liczyć jedynie, że pewnego dnia na ich drodze stanie przeciwnik, który zakończy ich życie szybko i bezboleśnie. Gabriel był takim właśnie przeciwnikiem, ale Averith nie była jeszcze gotowa i odrzuciła ten dar, za mało zaznała wolności, by tak szybko z niej zrezygnować. Zamierzała walczyć i wygrać, a przynajmniej walczyć i pozostać przy życiu.
Kilka sekund, które mężczyzna podarował jej nim ponownie zaatakował, pozwoliło dziewczynie zebrać myśli i opanować drżenie dłoni. Usiadła podpierając się zdrową ręką. Rana na ramieniu paliła żywym ogniem, żebro pulsowało, a każdy wdech był wyzwaniem. Wstała na nogi, nie spuszczając wzroku z Gabriela, szukając jakichkolwiek wskazówek, które pozwoliłyby rozszyfrować jego kolejny ruch. Jeszcze jedna rana i prawdopodobnie nie zdoła nawet uciec.
Nagły silny ból przeszył jej bok, dziewczyna głośno syknęła, garbiąc się. Zdrową ręką objęła się za obolałe żebra, podczas gdy druga zwisała jej luźno wzdłuż boku, nie chcąc jej przeciążyć. Co prawda podczas szkolenia nauczono ją, jak korzystać z rannej kończyny, zmuszając ją do pracy, ale było to bardzo niebezpieczne, więc wolała nie ryzykować, póki nie było takiej potrzeby. Ból uświadomił jej, że by przetrwać spotkanie z Gabrielem, musi przestać uciekać i zacząć atakować, inaczej będzie skończona. Szybko omiotła wzrokiem otoczenie szukając czegoś, co dałoby jej przewagę i los się do niej uśmiechnął. Na podłodze, zaledwie kilka kroków od niej spoczywał pistolet Gabriela. Dziewczyna chciała to wykorzystać, nim Ramirez też go zauważy. Na szczęście najemnicy, którzy ją wychowywali zmusili ją, by nauczyła się obsługi broni palnej i jak na złość, teraz właśnie ta zdolność miała ocalić jej życie. Zmaterializowała w dłoni sztylet i rzuciła nim, mniej więcej w kierunku mężczyzny, nie zależało jej by trafić, chciała jednie na chwilę go rozproszyć. Gdy tylko ostrze opuściło jej dłoń, odbiła się i wykonała szybki przewrót w przód, niemalże mdlejąc z bólu. Dokładnie wymierzonym ruchem chwyciła pistolet, wycelowała w tors Gabriela i wystrzeliła, choć widząc jakimi zdolnościami dysponował, wątpiła by w ten sposób pozbawiła go życia. Oczekiwała, że znów rozpłynie się w cieniu, więc szybko wstała z kolan, wykonała krok w przód, licząc, że zmusi go by wycofał się i uderzył plecami w ścianę za barem, celując w miejsce, w którym powinna znaleźć się jego głowa. Kilka metrów dalej, na podłodze, leżał sztylet - wyjście awaryjne, gdyby Gabriel zrobił coś nieoczekiwanego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 145
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Sro Lis 01, 2017 3:49 pm

Z kolei on patrząc na nią widział po prostu przestraszoną, młodą kobietę - ile mogła mieć lat? Dwadzieścia? - która zdążyła zmarnować sobie życie, obierając taką a nie inną drogę. Choć właściwie ktoś wybrał tę drogę za nią, odbierając jej wybór; Gabriel jednak nie zamierzał jej z tego powodu współczuć. W żadnym stopniu emocjonalnie nie liczyło się dla niego kim była i jak bardzo złośliwy los czy jeszcze bardziej złośliwi ludzie zdążyli ją doświadczyć. Dostawał zlecenia na ludzi w zasadzie niewinnych i je wykonywał, więc w jej przypadku tym bardziej nie zamierzał się powstrzymywać.
Powiększał swoją przewagę, co aktualnie było jego głównym celem. Skoro tak zgrabnie uciekała, wystarczyło ją po prostu zmęczyć. Była zdolna, widział to, i sporo umiała - o tym nawet został poinformowany, ale musiała prędzej czy później opaść z sił. On też, ale jak do tej pory trzymał się lepiej od niej, mając zresztą, jak się zdawało, silniejszy fizycznie organizm. Nie świętował jednak jeszcze zwycięstwa, szczególnie że był przygotowany, że Averith - niestety - może go jeszcze czymś zaskoczyć. I, oczywiście, zaskoczyła.
Na chwilę zignorował pistolet, który bezczelnie wyślizgnął mu się z ręki. Nie chciał marnować czasu i odwracać się od kobiety choćby na moment, bo w każdej chwili mogła mu gdzieś zniknąć. Usiłował ją więc zapędzić w kozi róg, "rozbroić" na tyle ile mógł, pozbawić możliwości obrony i ataku, jednocześnie nie zwracając uwagi na leżącą niedaleko broń. To był błąd, za który ponownie przeklął samego siebie - mógł to przewidzieć, ale teraz zamiast zapobiegać musiał poradzić sobie z konsekwencjami.
Sztyletu uniknął, na moment dając się rozproszyć, powiódł jednak za nią wzrokiem, zauważając jej zamiary. Było jednak za późno, by jej przeszkodzić, więc widząc jak unosi pistolet i mierzy w niego, mógł jedynie spróbować uciec przed kulą. Uskoczył w bok, jednocześnie z zamiarem ponownego zniknięcia, odpowiednio szybko, by pocisk nie trafił go w klatkę piersiową, ale za wolno, by nie dosięgnął go wcale, przeszywając ramię. Syknął z irytacji i bólu, i choć wciąż zachowywał chłodny, profesjonalny spokój, coraz mniej mu się to podobało.
Potrzebował. Tych. Pieprzonych. Pieniędzy.
W formie niematerialnej próby przyparcia go do ściany mijały się z celem, a więc i zamiar trafienia go w głowę. Nie mógł jednak pozostawać w tej postaci zbyt długo, ryzykując zbyt dużą utratę energii, więc zaraz pojawił się z powrotem, obok, wpadając na nią zdrowym ramieniem wraz z całym swoim ciężarem ciała. Nie było czasu, by wykonywać zamach nożem (który wciąż trzymał w ręce), więc planował takim rodzajem ciosu ogłuszyć ją, pozbawić równowagi i wytrącić jej broń z dłoni. Rana w udzie szarpnęła nieprzyjemnie w ramach protestu, ale Gabriel wytrzymał ból. Nauczył się go ignorować, przynajmniej po części. Widząc sztylet Averith leżący na podłodze, wiedział z której strony spodziewać się następnego ataku; nie zamierzał znowu dać się zaskoczyć. Nie lubił niespodzianek.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Sro Lis 01, 2017 7:21 pm

Czy była przerażona? Niewątpliwie. Tak dawno nie bawiła się ze śmiercią w kotka i myszkę, że zupełnie zapomniała jak to jest. Ostatni raz stanęła z nią oko w oko, gdy razem z Jamesem mieli misję zabicia tamtego biznesmena i wtedy udało jej się uciec. Od tego czasu nie spotkała przeciwnika, który jakkolwiek by jej zagrażał, z każdym rozprawiała się bez najmniejszego problemu, więc obrosła w piórka. Teraz, gdy spojrzała w twarz mężczyzny, którego jedynym celem było wpakowanie jej kulki w łeb, była przerażona.
Strzałem udało jej się spowodować o wiele większe szkody niż planowała, bez swojej niematerialnej formy Gabriel był równie powolny co przeciętny facet. Tylko o wiele bardziej wkurzający. I znacznie mniej przewidywalny. W dodatku krwawił jak zwykły człowiek, ale pozory mogły mylić. Tym razem nie mogła dać się zaskoczyć, więc wolała dmuchać na zimne, bo zmiana w ducha mogła nie być jego jedyną zdolnością. Od dawna nie stoczyła pojedynku na tak wysokim poziomie. Odkopanie wszystkich rzeczy, których uczyła się przez lata chwilę zajęło, ale teraz gdy była w pełni skupiona, stała się na prawdę groźnym przeciwnikiem. Ty głupia dziewczyno, jak mogłaś pozwolić mu się zastraszyć? To tylko kolejny kretyn wymachujący Ci bronią przed nosem. Nieco bardziej wyszkolony, ale to wciąż zwykły palant powiedziała do siebie w myślach, czekając, aż Gabriel ponownie przybierze materialną formę. Ponownie próbował wykorzystać swoje gabaryty by posłać ją na podłogę, ale tym razem nie dała się zaskoczyć. Był na prawdę wysoki i cholernie silny, dlatego Ave nie miała szans na przetrzymanie ciosu. Pod jego ciężarem upadła na jedno kolano, dokładnie tak jak zaplanowała, w dłoni wciąż ściskając pistolet. Nie zamierzała się teleportować, bo właśnie tego od niej oczekiwał, że znów ucieknie w bezpieczne miejsce zamiast przyjąć cios, ale się mylił, a o ile znała się na matematyce (i broni, a do tego została zmuszona) to nie wykorzystali jeszcze wszystkich strzałów. Celowo przyjęła cios na ranne ramie, by drugie pozostało niczym nieskrępowane. Nim Gabriel zdążył się podnieść, zgięła zdrową rękę w łokciu, wciskając pistolet pod żebra Ramireza. Naciskając spust spojrzała mu w oczy uśmiechając się słodko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 145
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Sro Lis 01, 2017 9:27 pm

Bawił się ze śmiercią w kotka i myszkę średnio kilka razy w tygodniu, znał zasady tej gry, więc walka z Averith była dla niego tylko kolejnym punktem tego makabrycznego programu jakim było jego życie. Jeden z wielu dni, gdzie może zginąć, i jeden z wielu, gdzie zdecydowanie nie zamierza. Nie spieszyło się mu do umierania, zresztą, to nie on z ich dwojga był dzisiaj umówiony na herbatkę ze śmiercią. Co najwyżej na taniec. A danse macabre znał całkiem nieźle.
Musiał przyznać przed sobą, zresztą już jakiś czas temu, że Averith była trudnym przeciwnikiem. Młodsza, mniejsza, lżejsza, wyglądała niepozornie, na nie groźniejszą od małego kotka - i choć Gabriel był przygotowany na wyzwanie (wciąż chodziła mu po głowie myśl, co stało się z tamtymi najemnikami. Nie walczył z żółtodziobem, walczył ze sprawnym mordercą), i tak dawał się jej zaskakiwać. Ciężko, by przewidział wszystko, ale perspektywa porażki nie rysowała mu się w wyobraźni w ciepłych barwach. Nie chodziło o głupią dumę czy o to, że pokonała go małolata, kobieta (których nigdy nie zdarzało mu się lekceważyć), w dodatku drobna; nie bardzo miał honor, który mógłby zaboleć taki cios. Miał za to ludzkie potrzeby i puste butelki w mieszkaniu.
Rzeczywiście spodziewał się, że po prostu się teleportuje jeśli jego zamiar uderzenia w nią zostanie spełniony, więc znów czekała go pewna niespodzianka. Zaczynało go to drażnić. Poważnie. Wprawdzie spotkał się z podłogą, ale wiedział, jak upadać, więc wylądował gładko i bez szkody, nadwyrężając jedynie uszkodzone ramię. Zaklął pod nosem, gotów z powrotem zerwać się na nogi i kontynuować starcie, ale zanim zdążył - poczuł ucisk pod żebrami, niebezpieczny i zdecydowanie nie zwiastujący nic dobrego.
Noż kurwa.
Zdążył. Zdążył, w ciągu ułamka sekundy przeklinając i wysyłając do diabła wszystko, co zdarzyło się od pory, kiedy wszedł do tego zapuszczonego baru. Nie zamierzał jednak odpuszczać - oboje igrali dziś ze śmiercią, a Gabriel planował udowodnić Averith, że jest w tym lepszy. Powoli zaczynał przesadzać z użyciem mocy i odczuł to; na razie jednak zmęczenie z nim nie wygrywało, także przez wzgląd na buzującą w nim adrenalinę. Znów zniknął tylko na moment, na tyle, by uniknąć kuli. Pojawiając się sekundę później obok, rękojeścią noża uderzył ją w ramię, w miejsce, gdzie wcześniej wbił ostrze - jeśli trafił, powinno porządnie zaboleć. Drugą ręką, mniej sprawną, chwycił ją za nadgarstek, tam, gdzie trzymała pistolet, krzywiąc się z bólu, gdy poczuł nieprzyjemny impuls przechodzący przez cały bark. Zignorował go jednak. Nie miał wyboru.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Sro Lis 01, 2017 11:31 pm

Skoro przyszedł tu by ją zabić, to nie zamierzała mu tego ułatwiać. Wręcz przeciwnie. Zamierzała utrudnić mu zadanie do granic możliwości, przy okazji uprzykrzając życie i, jeśli tylko nadarzy się okazja, sprezentować mu kilka blizn. W najgorszym wypadku, gdyby jakimś cudem udało mu się ją zabić, była gotowa zabrać go ze sobą. Może ten plan wydawał się ambitny, ale odpuszczenie mu nie wchodziło w grę, nawet gdyby był jednym z facetów typu: "Robię to bo mam rodzinę na utrzymaniu, muszę czymś nakarmić dzieci" lub "Zmusili mnie, mają moją żonę!". Zwłaszcza, że Averith nie miała żadnych skrupułów jeśli chodziło o zabijanie, żadne życie się dla niej nie liczyło. No może z wyjątkiem jej własnego.
Gabriel niewątpliwie należał do ludzi, którzy wiedzieli jak zadać cios, by sprawić jak najwięcej bólu. I tym razem trafił. To było czyste i bezbłędne uderzenie. Averith zawyła niczym banshee. Ból zupełnie ją zamroczył, kolana się pod nią ugięły i całym ciężarem ciała zawisnęła na Gabrielu, nawet nie próbując utrzymać pistoletu w dłoni. Przegrałam pomyślała nieprzytomnie. Czyli jednak skonam w tej pierdolonej, brudnej melinie... Ciekawe ile kasy za mnie dostanie.
I wtedy ratunek przyszedł z najmniej oczekiwanej strony.
Gdzieś na sali rozległ się huk upadającego krzesła. Kilku mężczyzn, którzy do tej pory chowali się za stolikami, w końcu postanowiło zareagować. Wstali, krzyczeli coś czego dziewczyna zupełnie nie rozumiała. Wtedy usłyszała charakterystyczny dźwięk przeładowywania broni, z pewnością nie był to Gabriel, bo odgłos był zbyt odległy. Wiedziała, że ma zaledwie kilka sekund nim banda pijanych mężczyzn zacznie strzelać mniej więcej w kierunku Ramireza. Potykając się o własne nogi, wkładając w to całą siłę jaką dysponowała, wywinęła się mężczyźnie i przykucnęła tuż obok, chowając się za barem. Dodatkowo postanowiła użyć Gabriela jako żywej tarczy. Wtedy padł pierwszy strzał. Zaraz później kolejny.
Nie liczyła na wiele ze strony żuli. Podjęcie decyzji o ratowaniu damy w opałach zajęło im zaledwie sto lat. Zastrzelenie Ramiereza trwałoby wieczność, pod warunkiem, że stałby w miejscu. Przynajmniej dali jej chwilę na wymyślenie nowego planu, choć ilość opcji kurczyła się z każdą chwilą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 145
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Czw Lis 02, 2017 12:44 am

Averith wyjątkowo dobitnie dała mu odczuć, jak bardzo nie ma dzisiaj zamiaru dać się zabić, a Gabriel równie dobitnie to odczuł. Była szybka, zwinna i sprytniejsza niż by chciał, co musiał jej z pewną goryczą przyznać. Co chwilę mu się wymykała, wyślizgiwała z rąk, akurat, gdy już ją miał, niepomiernie działając mu tym samym na nerwy. Fasada cierpliwości chwiała się niebezpiecznie z każdą kolejną nieprzyjemną niespodzianką. Widocznie oboje byli równie uparci jeśli szło o nie umieranie.
Nie był sadystą, przynajmniej zwykle nie. Z zabójstw nie czerpał przyjemności, tylko zysk, ale krzyk bólu Averith zdecydowanie był satysfakcjonujący - choć zapewne zasadniczo przez to, że dał mu pojęcie, jak bardzo tym razem udało mu się trafić w punkt. I dokładnie o to mu chodziło, żeby otumanić ją bólem, ogłuszyć, odebrać jej możliwości obrony i w końcu wysłać na drugą stronę, gdzie czekał na nią już zapewne cały konwój. Nie upuścił jej tylko dlatego, że obawiał się, że znów mu ucieknie: był niemal pewien, patrząc na cały przebieg tego starcia, że byłaby w stanie, i wolał nie ryzykować. Szybkim ruchem wyrwał jej broń z ręki, z ulgą ważąc ją w dłoni, swojej, tam, gdzie było jej miejsce. Nie był specjalnie przywiązany do tego pistoletu, ale nie lubił, kiedy strzelał z niego ktoś inny niż on sam. W dodatku do niego.
Już miał przymierzyć się do strzału, ale najwidoczniej wszystkie duchy z nieba i ziemi (i zapewne jakieś cholerstwo prosto z piekła) sprzysięgły się dziś przeciwko niemu. W tym przypadku przyjęły postać bandy mocno podpitych facetów z pistoletami, którzy pistolety te skierowali właśnie w jego stronę. Nie mogło być lepiej. Dźwięk odbezpieczanej, zapewne kiepsko zakonserwowanej, ale wciąż niebezpiecznej broni dotarł do jego uszu niemal w zwolnionym tempie, przepuszczony przez wzmacniacz. Był uczulony na takie odgłosy jak na nic innego. Pozwolił Averith wymknąć mu się z ramion, chowając nóż i samemu odwracając się przodem do barowego bydła.
Fasada cierpliwości runęła.
- Teraz wam się, kurwa, przypomniało?! - zdążył rzucić z irytacją, zanim sam oddał strzał i schylił się. Celność tej wesołej gawiedzi zapewne pozostawiała sobie wiele do życzenia, ale Gabriel nie zamierzał ryzykować, że któryś z nich wygra dzisiaj w Totka i szczęśliwym zrządzeniem losu zasadzi mu w mózgu ołowiane nasionko.
Bar przerodził się w strzelnicę dla ubogich. Nieszczęśliwie dla jego bardziej regularnych bywalców - Gabriel strzelał lepiej. I był trzeźwy. Nie pozostawiał im więc zbyt wielu szans, choć w pośpiechu nie zawsze udawało mu się trafić. Po krótkiej chwili takiej wymiany ognia, nachylił się do Averith i dźwignął ją do góry; zabłąkana kula świsnęła mu koło ucha, zirytowany Gabriel chwycił kobietę za gardło, podniósł i przerzucił przez ladę jak szmacianą lalkę, na moment, przynajmniej wedle zamiaru, rozpraszając i powstrzymując przeciwników. Wymierzył, strzelił, zabił kolejnego, aż skończyły mu się chętne do bitki cele, których na jego szczęście wiele nie było. W lokalu w końcu zapadła cisza.
Schował broń z pustym już magazynkiem za pas. Odwrócił się i podniósł sztylet Averith z ziemi, przeskoczył przez bar, zrzucając z niego odłamki szkła i przeszedł kilka kroków przez salę,  oddychając nieco ciężej niż chwilę temu. Stanął nad nią, wyjął nóż i przykucnął, z zamiarem poderżnięcia jej gardła. Nie sięgał po drugi pistolet. Nie chciał ryzykować, że złośliwa zmowa jakichś przeklętych sił nadprzyrodzonych sprawi, że się zatnie. Noże się nie zacinają.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Czw Lis 02, 2017 9:55 pm

Gdy Gabriel wchodził do baru, Averith gotowa była postawić swój roczny zapas alkoholu na to, że mężczyzna to zwykł kretyn, który minął się z powołaniem. Chwała Panu i wszystkim świętym, że tego nie zrobiła. Musiałaby sama siebie dźgnąć mieczem w brzuch za karę. Patrząc jak zabija mężczyzn w lokalu zaczynała rozumieć dlaczego podjął się zadania odebrania jej życia - był pierwszym przeciwnikiem, który miał na to realną szansę.
Wtedy zrobił coś czego nigdy by się nie spodziewała. Złapał ją i przerzucił przez ladę. I nie zrobił tego delikatnie, wręcz przeciwnie, zrobił to tak, by sprawić jak najwięcej bólu. Po raz kolejny mu się udało. Dziewczyna uderzyła głową w podłogę z głuchym trzaskiem, na kilka sekund tracąc świadomość. Czuła w ustach metaliczny smak krwi. Na szczęście Gabriel był zajęty dobijaniem resztki walecznych rycerzy, którzy stanęli przeciwko niemu, więc nie wykorzystał jej słabości. Gdy zamroczenie minęło, dziewczynę zalały emocje, nad którymi przestała panować. Najpierw był szok i niedowierzanie. Nim Gabriel zdążył wszystkich pozabijać, Averith, podpierając się zdrową ręką, podniosła się do pozycji wpółsiedzącej.
- Czy Ty jesteś jakiś popierdolony? - krzyknęła, nim zdążyła się zastanowić. Po chwili w miejsce niedowierzania pojawił się gniew, wściekłość zalała ją od czubka głowy po koniuszki palców u stóp. Zaczęła oddychać szybciej, niemal nie zauważając Gabriela, który zmierzał w jej stronę.
Nikt, ale to nikt nie ma prawa mną rzucać! Krasnoludem Mną się nie rzuca!
Zawsze wykorzystywała niski wzrost na swoją korzyść, ale gdy ktoś używał jej gabarytów przeciwko niej... Na dziewczynę działało to jak płachta na byka. Ledwo panowała nad furią, ale gdy zobaczyła nóż w ręce Ramireza, poczuła się jakby ktoś wylał jej na głowę wiadro zimnej wody. Przez własną głupotę straciła ostatnią szansę ucieczki. Zamiast ulokować sztylet w jakimś bezpiecznym miejscu by się do niego teleportować, wolała wyzywać Gabriela. Brawo Ave. Mam nadzieję, że wybrałaś sobie jakiś ładny cytat na nagrobek? Jej położenie stało się krytyczne, bez szans na ucieczkę mogła mieć nadzieję, że zabije ją bezboleśnie.
Była jeszcze jedna opcja, ta której za wszelką cenę chciała uniknąć. Tym razem będzie musiała sięgnąć po swoją najsilniejszą kartę. Podniosła wzrok na Gabriela, a w jej głowie tłukła się tylko jedna myśl: Armiger.
Wypuściła powietrze i zamknęła oczy, zaledwie na sekundę. Gdy ponownie je otworzyła, źrenice miała tak małe, że prawie niewidoczne, a tęczówki wyglądały jak diamentowe. Twarz dziewczyny zbladła, stała się niemal biała - wyglądała jak porcelanowa laleczka wprost z horroru. Gdyby ktoś zapytał ją jakie to uczucie odpowiedziałaby: To tak, jakby mój duch opuścił ciało, stał się wolny, niczym nieskrępowany. Ostrza nie przybierają stalowej formy, wyglądają jak diamenty uformowane w misternie strojone bronie. Stają się przedłużeniem mnie, mogę nimi poruszać tak samo jak poruszam rękami - za pomocą myśli. I słyszę ich głosy. Delikatne dźwięczenie kryształu, z którego są stworzone. Jestem tylko ja, moje bronie i ich śpiew. Czuję ich głód (a może mój własny?), chcą zabijać, pić krew, kosztować dusz, chcą by z moich wrogów pozostał jedynie pył. Ciało stanowi jedynie powłokę, w tym stanie nie odczuwam bólu, zmęczenia, radości czy smutku. Kryształowe bronie, wszystkie czternaście, zmaterializowały się w powietrzu, wirując wokół niej, emanowały ostrym, białym światłem. Wiatr, który wywołały, rozrzucił brudne od krwi włosy dziewczyny. Sztyletem, który wcześniej podniósł Gabriel nie musiała się przejmować - rozkruszył się gdy pojawiły się pozostałe. Jedno z ostrzy odesłała za siebie. Leciało o wiele szybciej niż rzucone, zbyt szybko by przeciętny człowiek mógł ocenić czy był to miecz czy włócznia. Averith teleportowała się do niego, uciekając tym samym od Gabriela.
Kilkoro mężczyzn, którzy wciąż ukrywali się za stolikami, zerwało się do ucieczki. Dziewczyna nie zamierzała dopuścić, by ktokolwiek znający jej sekret wybiegł z baru żywy. Przechyliła głowę w ich stronę, kładąc palec na ustach, w tym samym momencie dwa miecze ruszyły z miejsca, zataczając okręgi w powietrzu, uśmierciły tych nieszczęśników, po czym wróciły do szeregu.
Został tylko Gabriel. Cała uwaga dziewczyny skupiła się na jego osobie. W głowie słyszała cichą kryształową pieśń: Zabij... Nie próbowała walczyć ze swoim pragnieniem. Wszystkie bronie skierowały się w stronę mężczyzny i wystrzeliły wprost w niego. Averith teleportowała się od jednej do drugiej, samodzielnie zadając ciosy na oślep. Jedenaście... Dziesięć... Dziewięć... odliczała czas pozostały do końca Armigera. Czternaście ostrzy jednocześnie uderzyło w miejsce, w którym znajdował się Gabriel. Dziewczyna nie wiedziała czy zdołała go zabić, widziała jakimi zdolnościami dysponował, więc istniała szansa, że udało mu się umknąć. Była natomiast pewna, że nie wyjdzie z tego bez szwanku.
Gdy zostało jej zaledwie kilka sekund, zmusiła bronie by rozbiły okno, tworząc drogę ucieczki. Teleportując się do kolejnych ostrzy opuściła lokal. Gdy Armiger dobiegł końca, była już daleko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 145
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Sro Lis 08, 2017 8:26 pm

Będąc najemnikiem dobrze było nie wyglądać na najemnika; a Gabriel, przynajmniej w tak przeklętym miesiącu jakim był styczeń, przypominał bardziej zwykłego, trochę zapijaczonego zbira zadowalającego się kradzieżą kieszonkową. Jeśli już miałoby się go brać za najemnika, to pewnie dość miernego, dlatego niespodzianka, którą zgotował Averith była tym dotkliwsza. Pozory bywały bardzo mylące!
Teoretycznie miało być prościej; a przynajmniej miało się obyć bez całej tej szopki z ganianiem jej po barze jak w kiepskiej komedii, oraz mordowania cywilów. Gabriel nie lubił bałaganu, a to właśnie pozostawiało po sobie niezaplanowane morderstwo - nie było mu szkoda tych ludzi (nie był typem człowieka, który powtarzał sobie "przecież on może mieć rodzinę!", bo, kurna, gówno go to obchodziło), raczej amunicji, czasu i energii, które mógł spożytkować na przeciwnika znacznie ważniejszego niż ta szaro-bura zgraja chlejących meneli. Klął w duchu, że nie może całkowicie skupić się na Averith, która naprawdę musiała mieć tego wieczora cholernie dużo szczęścia. Szczęścia połączonego z umiejętnościami, które - niestety - potrafiła wykorzystać.
"Czy Ty jesteś jakiś popierdolony?", zabrzmiało mu w uszach, dudniąc w unoszącej się w lokalu upiornej ciszy. Drgnął mu kącik ust, czy to w krzywym uśmiechu, czy w grymasie - ciężko było stwierdzić. Cóż, był popierdolony. Przede wszystkim jednak bez pieniędzy, a i kobieta miała przecież swoje grzeszki; i to niemałe. Słodka, słodka hipokryzja, tak bardzo typowa dla najemników. Wziął głębszy wdech, normując rytm serca, bijącego nieco szybciej ze zmęczenia. Wciągnął do płuc paskudnie przyjemny zapach krwi, alkoholu i dymu, unoszący się w zimnym powietrzu lokalu.
Tak pachnie kasa. Albo śmierć. Właściwie... wszystko jedno.
Wyprzedziła go o ułamki sekund, nim zdołał rozpłatać jej gardło. Zdążył zobaczyć zmianę w jej oczach, cokolwiek upiorną, ale nie to go powstrzymało. Nie dawał się zbijać z tropu takimi dziwami... powstrzymało go za to nagłe pojawienie się kilkunastu broni, ewidentnie skierowanych w jego stronę, skutecznie blokujących mu drogę do gardła Averith, a przede wszystkim - grożących rychłą, bolesną i krwawą śmiercią. Nie wiedział co to. Nie był na to przygotowany. Najemnik od którego dostał zlecenie był pod tym względem oszczędny w słowach, zachowywał się, jakby nie wiedział i nie pamiętał, co właściwie dokładnie się stało, przez co Gabriel zwyczajnie nie spodziewał się czegoś takiego. Wprawdzie mógł podejrzewać, że Averith może mieć jakiegoś asa w rękawie, ale nie przypuszczał, że to będzie taki as.
Zdawał sobie sprawę, że nie ma co z tym walczyć. Na szczęście kobieta najpierw skupiła się na mężczyznach w barze, a nie na nim, więc nie musiał reagować natychmiastowo i mógł uniknąć tego mało kuszącego sposobu na śmierć. Wbrew pozorom ani trochę nie śpieszyło mu się na drugą stronę (zwłaszcza, że na pewno nie oczekiwały go tam uśmiechnięte zastępy anielskie). Nie liczył, że zdoła jej uciec, ale mógł się przynajmniej wycofać i liczyć na odpowiedni moment, by zniknąć. Nie mógł zostać w tej formie przez cały czas, ale dawała mu ona jakieś szanse. Zginąć zaszlachtowanym przez błyszczące nożyki w jakimś zamelinowanym barze było zbyt żałośnie nawet jak na jego standardy.
Za mało wziąłem za to zlecenie, pomyślał kwaśno, gdy zobaczył pierwsze ostrze posłane w jego stronę. Nie miał zamiaru posyłać mu całusa. Jakoś niespecjalnie było mu do twarzy... bez twarzy.
Zniknął, zdematerializował się i pojawił znów, czując całym swoim ciałem, jak bardzo zaczął przesadzać z mocą. Poczuł bolesne szarpnięcie w klatce piersiowej, ale z całą pewnością nie zamierzał tak łatwo sobie odpuszczać. Unikał ostrzy jak mógł, nie skupiając się tyle na zaskoczeniu spowodowanym tą kolejną niespodzianką Averith, ani nawet na szargającym go gniewie, co po prostu na ucieczce i unikach - które, niestety, nie udały mu się wszystkie. Sporo z jego krwi splamiło ciemną, gęstą czerwienią brudną podłogę baru, zostawiając na niej makabryczny, abstrakcyjny obraz spektakularnej porażki Gabriela.
Tym razem to jego uratowało połączenie szczęścia z umiejętnościami, kiedy ledwo co udało mu się uniknąć ostrzy, które uderzyły w miejsce, gdzie dosłownie ułamek sekundy temu był. Po tym... było już cicho. Opierając się o ścianę, z powrotem w materialnej postaci, mógł tylko patrzeć, jak Averith niknie za oknem i rozmywa się z mroku styczniowego wieczora. Nie miał szans jej dogonić. Zaklął paskudnie, stwierdzając, że porządnie skopała mu dupę. Oprócz uszkodzonego już przedtem ramienia i uda, do puli nagród za zjebanie sprawy doszedł jeszcze głęboko rozcięty bok i przebita łydka, a w każdym razie to Gabriel odczuł najdotkliwiej, bo nie miał wątpliwości, że było tego więcej. Przejechał dłonią po prawej stronie twarzy, sprawdzając, czy jeszcze w ogóle ma oko; bolało niemiłosiernie, a krew z rozbitego czoła i łuku brwiowego zalały mu całą wizję. Z pewną ulgą odkrył, że nie przyszło mu przerodzić się w nieco mniej żywotną wersję Nicka Fury'ego i obie jego gałki oczne znajdowały się w stanie, powiedzmy, nienaruszonym. Krótko ocenił straty i swoją sytuację, która nie rysowała się w najlepszych barwach. Zaklął znów, wyciągając kawałek szkła z dłoni. Dorwie tę Averith. Znajdzie ją. Tylko najpierw... musi doprowadzić się do porządku.
Oderwał się od ściany i nieco chwiejnym krokiem przeszedł kilka kroków, opierając się jedną ręką o stolik. Po drodze potknął się o wiotką dłoń którejś z przypadkowych ofiar, nieomal znów zaliczając randkę z podłogą. Przycupnął na moment na blacie jednego ze stołów, opanowując nierówny oddech.
- Za stary jestem na uganianie się za babami - rzucił niby to do siebie, niby do przypadkowego, zaplutego krwią Johna Smitha leżącego u jego stóp.
Westchnął ciężko i ruszył do wyjścia, po drodze zgarniając ze stołu cudem ocalałą szklankę jakiejś wódki. Utykając nieco, podniósł ją do ust i wychodząc wlał zawartość do gardła, zaraz po tym krzywiąc się okrutnie. Zabiłby właściciela baru za lanie takiego gówna, gdyby ten już nie był martwy. Co za pech.
Trzasnął drzwiami i ruszył przez śnieg naprzód. Zdecydowanie zamierzał zażądać więcej kasy za ten blond łeb. I zdecydowanie zamierzał ten blond łeb ustrzelić.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   

Powrót do góry Go down
 
[2013] Bronx, Nowy Jork
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Nowy Świat

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: