IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [2013] Bronx, Nowy Jork

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 198
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Pon Wrz 10, 2018 12:25 am

Powinien był stąd zwiać już dawno. Kurwa, no oczywiście, że powinien, bo jeśli była jedna rzecz, którą najemnicy cenili sobie ponad pieniądze, z całą pewnością było tym ich życie, które Gabriel potraktował właśnie bardzo bez szacunku, ryzykując zdecydowanie więcej i zdecydowanie dłużej, niż początkowo zakładał i niż by chciał. Jasne - w tym zawodzie życie zawsze stawiało się na szali, ale była różnica pomiędzy igraniem ze śmiercią z zachowaniem rozsądku, a proszeniem się o nią z uporem maniaka; a tym właśnie było walczenie z Averith w takim stanie, i to tak długo. To było piekielnie lekkomyślne, bardzo nie w jego stylu, bo dał się wytrącić z równowagi i jego domniemany profesjonalizm bardzo na tym fakcie ucierpiał - a sam Gabriel jeszcze mocniej, i znacznie dotkliwiej od dumy bolało go teraz... cóż, właściwie to wszystko. W dodatku niemal na jego własne życzenie, bo gdyby umiał odpuścić wcześniej, z całą pewnością wyszedłby na tym dużo lepiej, i nie musiałby się teraz zastanawiać, jak w ogóle zamierza dotrzeć do mieszkania nie wykrwawiając się po drodze. Może i wychodził z gorszych rzeczy - kurwa, wykaraskał się nawet po czymś, co całkiem dosłownie na chwilę faktycznie go zabiło - ale w tym wypadku za rogiem nie czekał na niego jakiś lewy eksperyment TARCZY. Ani nawet żaden bandaż. Był więc w sytuacji co najmniej kiepskiej, i był z tego powodu co najmniej wybitnie niezadowolony.
Udało mu się jednak uciec, i mógł to zawdzięczać chyba przede wszystkim porządnej dawce adrenaliny, która kategorycznie zabroniła mu mdleć - czego prawdopodobnie, biorąc pod uwagę jego stan i to, jak bardzo przeforsował swoje możliwości, był w tym momencie dość bliski. Zdematerializowanie się tylko dodatkowo pogorszyło ogólną kondycję jego organizmu, ale przynajmniej pozwoliło mu wywinąć się z tej piekielnie niebezpiecznej sytuacji i oddalić się dostatecznie daleko, by przy odrobinie "szczęścia" Averith go nie znalazła. Choć akurat rzeczone szczęście jakoś niespecjalnie się go ostatnio trzymało.
Zmaterializował się z powrotem pod jakimś budynkiem, w jednej z węższych ulic, i w tym samym momencie, w którym stanął na własnych nogach, wszystko w nim gwałtownie zaprotestowało. Wyciągnął dłoń i wsparł się na niej o ścianę, nieomal tracąc równowagę i lądując twarzą w śniegu; jego sytuacja już i tak była dostatecznie żałosna, nie chciał dodatkowo się upokarzać, nawet jeżeli okolica była zupełnie pusta i jedynym świadkiem jego upadku mógł być co najwyżej bezdomny kot obserwujący go nieufnie z drugiej strony ulicy. Nagle znowu w środku nim szarpnęło, skręciło, i mimowolnie zgiął się w pół, lądując na kolanach i wyciągniętych dłoniach. Kaszlnął i wypluł na śnieg trochę krwi (która, jak właśnie sobie uświadomił, ciekła mu też z nosa), powstrzymując zbierający się w trzewiach odruch wymiotny. Uśmiechnął się kwaśno i wyjątkowo nieładnie, obserwując w bladej poświacie latarni, jak śnieg zmienia kolor na czerwony. Jego krew szybko wyparowywała, nie zostawiając śladów, ale jeśli Gabriel zamierza tu teraz w taki sposób zdechnąć, to wyjątkowe właściwości jego juchy raczej niewiele zmienią w kwestii zachowania jakiejkolwiek dyskrecji. Nie żeby trup pod ścianą był jakimś bardzo dziwnym zjawiskiem w miejscu takim jak Bronx.
Podniósł się nieco i usiadł pod ścianą, myśląc, jakie w ogóle ma w tym momencie opcje. Lista tychże wypadała bardzo biednie, bo na własną rękę miał bardzo nikłe szanse dotarcia do mieszkania, a jedyna inna możliwość, jaka przychodziła mu teraz do głowy, to skazanie się na potrzebę wysłuchiwania wypominań i przechwałek na temat "ratowania mu dupy" do końca życia. Z drugiej strony, jeśli nie to, to... ten koniec życia ma szansę wystąpić w niepokojąco najbliższym czasie.
Zaklął pod nosem i sięgnął do kieszeni po telefon. Ciężko było zdziałać cokolwiek, kiedy obie dłonie płynęły krwią, drżały i zdecydowanie nie chciały współpracować, a w dodatku obraz lekko wirował, ale w końcu udało mu się wybrać odpowiedni numer. Nie potrafił stwierdzić, czy odebrała za pierwszym razem, czy za drugim, i czy w ogóle dzwonił drugi raz, bo wszystko zaczynało zlewać mu się w mętną, niespójną całość, ale w końcu po drugiej stronie słuchawki odezwał się znajomy głos.
- < Sombra, potrzebny mi... transport. Na już. > - odezwał się od razu, po hiszpańsku, nie dając jej okazji do przesadnego rozgadania się. Podał też względnie zbliżony adres - nawet jeśli przypuszczał, że i bez tego nie miałaby problemu ze znalezieniem go, wolał dodatkowo nie prowokować losu do dodatkowego zagrania mu na nosie; już i tak kolejnym ryzykiem było w ogóle dzwonienie do Camili, która miała widoczną tendencję do nie traktowania rzeczy dostatecznie poważnie.
Mógł liczyć najwyżej na to, że jak raz postanowi jednak jakkolwiek go posłuchać.

Och, Gabriel, jak nisko upadłeś.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Sombra
Sombraro

Liczba postów : 92
Join date : 11/07/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Wto Wrz 11, 2018 11:41 pm

Sombra nie lubiła zimy. Nawet nienawidziła. To była jej pierwsza taka prawdziwa zima w życiu. Zawsze marzyła o zobaczeniu śniegu na żywo, bo w Meksyku mogła się nim jedynie pozachwycać na obrazkach. Chciała jednak doświadczyć tego na własnej skórze i móc zaszaleć w nim. I na żywo był równie piękny. Tylko dlaczego przy tym musiało być tak cholernie zimno. Przyzwyczajona do ciepłego klimatu Meksyku, było jej zimno kiedy temperatura spadała poniżej dziesięciu stopni, a gdy było już poniżej zera to zastanawiała się jak ludzie wytrzymują takie mrozy. Z cudownych planów pozostały jedynie marzenia, a Camila zabunkrowała się w swojej kryjówce, zarzekając się, że nie ma zamiaru się stąd ruszać dopóki na zewnątrz nie zrobi się cieplej. Choćby to miało, kurwa, trwać kilka miesięcy.
Dlatego właśnie można ją było zastać w jej mieszkaniu, w bardzo ciepłym swetrze, popijając gorącą czekoladę, opatulona szczelnie kocem. Podczas kiedy Gabriel walczył o życie, ona spędzała miło czas w swojej nagrzanej kryjówce. No, może nie tak miło, bo ktoś kilka minut temu postanowił ją całkowicie olać, kiedy akurat z nim rozmawiała i miała mu jeszcze wiele do powiedzenia. Camila wychodziła z założenia, że jej nie wolno przerywać, niezależnie od sytuacji i nie obchodziło ją czy ktoś umierał, czy nie. Ona była najważniejsza i jej się nie ignoruje. Koniec, kropka. Dostanie mu się jak się kolejny raz do niej odezwie. Ona nie miała zamiaru robić tego pierwsza.
Kiedy skończyła rzucać wiązki przekleństw i wyżywać na tym, co jest dookoła, postanowiła wrócić do swoich spraw, choć w paskudnym humorze. A miała taki dobry dzień! Teraz musiała się uspokoić. Zabić kogoś. Tak, to idealny plan. Włączyć jakąś grę, odciąć się od świata (nie żeby większość czasu nie była odcięta) i pozabijać wszystko, co ci się nawinie na celownik. Świat jednak postanowił się sprzeciwić i nie pozwolić na jakiekolwiek odstresowanie.
Nie minęło dużo czasu, a usłyszała ponownie dzwoniący telefon. Westchnęła, próbując się opanować, choć to i tak nie zdało się na wiele, bo, kiedy tylko zobaczyła kto jest osobą próbującą się do niej dodzwonić, zaraz miała znowu ochotę wyżyć się na czymś.
- < No chyba sobie, kurwa, żarty robisz. > - mruknęła, po hiszpańsku, zastanawiając się czy po prostu nie zignorować Gabriela. Skoro jednak dzwonił sam z siebie to pewnie nie odpuściłby tak łatwo. Pozostawała jeszcze opcja rzuceniem telefonem w cholerę, żeby nie musieć go słuchać. Ale wtedy musiałaby szukać nowego telefonu, a tego też jej się nie chciało robić. Jeszcze może w jego poszukiwaniu musiałaby wychodzić z domu. Brr. Nie.
Pozostawała jedynie opcja odebrania. Cóż, przynajmniej będzie mogła mu wygarnąć, co myśli.
W końcu odebrała telefon i przyłożyła go do ucha.
- < Proszę, proszę, któż to mnie zaszczycił telefonem? Nagle chcesz ze mną gadać? A wiesz co? Teraz to spieprzaj. > - przywitała go w jakże miły sposób, odzywając się pierwsza, po hiszpańsku. Miała dalej ciągnąc swój wywód, ale Gabriel śmiał jej, po raz kolejny tego dnia, przerwać. I pewnie zignorowałaby to i zaraz zaczęła mówić, ignorując każde jego słowo, szczególnie, że to właśnie przez niego była tak wściekła, ale powstrzymało ją to jak brzmiał. Każdy głupi mógłby dojść do wniosku, że coś jest nie tak, a ona akurat do inteligentnych należała. Zawahała się chwilę, ale po usłyszeniu co ma zrobić i gdzie ma przyjechać, jakikolwiek wstrzymywanie się przed powiedzeniem mu, co myśli, przeszło jej. - < O nie, nigdzie się nie ruszam z tego ciepłego miejsca. Wiesz jak cholernie jest zimno na zewnątrz? Nie, ty tego, kurwa, nie rozumiesz. To może powiem tak, to jak pieprzony biegun polarny! Niby dlaczego miałabym ryzykować zamarznięcie tylko po to, żeby cię zobaczyć po tym jak mnie, kurwa, olałeś? > - Naprawdę nie miała ochoty się ruszać ze swojego miejsca. Nie na ten mróz. Nie, żeby zobaczyć się w tym momencie z Gabrielem. Część niej jednak jeszcze zastanawiała się nad pomocą mu. W końcu przydawał jej się do wielu rzeczy i szkoda byłoby stracić kogoś, kogo wykorzystywanie do załatwiania spraw jest takie proste i wygodne. Robienie wszystkiego na własną rękę stałoby się odrobinę problematyczne. Zwłaszcza obecnie.
Niech go szlag trafi za to, że zrobiła się taka miękka dla niego.



mess with
the best


and die like
the rest
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 198
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Nie Wrz 16, 2018 8:57 pm

Pewnie mógł się domyślić, że Sombra będzie na niego fuczeć i warczeć za to, że bez słowa wyjaśnienia chwilę wcześniej przerwał rozmowę; pewnie mógł się domyślić, że będzie mu to miała za złe i podejmie próby ostentacycjnego udowodnienia mu, jak bardzo. Pewnie mógł. To w końcu Sombra, zna ją nie od dziś. Tak się jednak składało, że jakiekolwiek przeprosiny znajdowały się aktualnie na samym dole jego listy priorytetów, o ile już w ogóle miałyby się znaleźć na jakiejkolwiek liście, z racji, że Gabriel jakoś nie czuł się obowiązku korzyć się przed Camilą, i, prawdę mówiąc, nawet tego nie rozważał. Z całą pewnością mógł się za to domyślić, że rozmowa z nią tak czy owak łatwa nie będzie - i z tego akurat zdawał sobie sprawę. Sam fakt dzwonienia do niej był absurdalny i zaliczał się już do kategorii "desperacji", ale Gabriel naprawdę nie widział w tym momencie lepszego wyjścia; Sombra była... cóż, w zasadzie jedyną osobą, z którą utrzymywał jakikolwiek stały kontakt, i jedyną, której... powiedzmy bardzo nad wyrost, że ufał na tyle, by w ogóle wziąć pod uwagę opcję zwrócenia się do niej. Choć w normalnych warunkach oczywiście by tego nie zrobił. W normalnych warunkach Sombra była tylko narzędziem technicznym, które za opłatą odwalało za niego część brudnej roboty - ale to niekoniecznie były normalne warunki, bo w normalnych warunkach Gabriel nie wykrwawiał się w śniegu pod odrapaną ścianą; a w każdym razie nie do tego stopnia, by nie móc poradzić sobie z taką niedogodnością na własną rękę. A tak się składało, że akurat dużo silniejszy od jego dumy był instynkt przetrwania, który pozwolił na takie upokorzenie jak zwrócenie się o pomoc, o ile tylko miało to oznaczać dotarcie w jednym kawałku (względnie) z powrotem do mieszkania i przeżycie tej pieprzonej nocy. Wszystko, czego Gabriel potrzebował od Sombry, to drobna usługa szoferska - z resztą poradzi sobie sam. A przynajmniej taką miał nadzieję.
Najwidoczniej jednak nawet tak prosta rzecz zdecydowanie Camilę przerastała. Gabriel miał odpowiednio dużo energii, żeby z irytacją przewrócić oczami, kiedy tylko usłyszał pierwsze słowa, którymi powitał go głos po drugiej stronie telefonu.
Zdecydowanie mógł się domyślić.
Prawdę mówiąc, niespecjalnie zdziwiło go takie podejście; po pierwsze, rozmawiał z Sombrą, a ona zdecydowanie nie należała do osób, które cokolwiek traktowały specjalnie poważnie, dopóki nie dotyczyło to bezpośrednio jej samej. Po drugie, nawet przy założeniu, że udało jej się domyślić, że coś jest nie tak (a w to, że się domyśliła, to Gabriel akurat nie wątpił; chyba że naprawdę była głucha), niespecjalnie miała powody, by w ogóle ruszać się ze swojej kryjówki - a na pewno nie takie, które wynikałyby z odruchu jakiegokolwiek współczucia, bo, niech to szlag, dlaczego w ogóle by miała? Dlatego musiał podejść do tego nieco bardziej przedsiębiorczo; jakkolwiek jego aktualna sytuacja nieszczególnie stwarzała dogodne warunki do negocjacji.
- < Bo ci się to opłaci, dlatego > - odparował ostro, nie siląc się nawet na ambitniejsze komentarze, na które nie miał ani ochoty, ani czasu. Zresztą dyskutowanie z Sombrą było absolutnie bezcelowe; to już wiedział. Zdecydowanie nie zamierzał też tłumaczyć się z rzekomego "olewania", bo miał więcej niż dwanaście lat i więcej niż absolutne zero godności. - < Rusz dupę, gdzie ci powiedziałem, to porozmawiamy o wynagrodzeniu za fatygę > - Dysponowanie środkami, których aktualnie nie posiadał, nie było może najrozsądniejsze, ale tego, że ich nie miał, Sombra przecież nie wiedziała. A on z całą pewnością zdążył te środki zdobyć, jak tylko się z tego wykaraska i znajdzie tę cholerną blondynę, która napsuła mu zdecydowanie za dużo krwi; i zdecydowanie za dużo jej upuściła. Zresztą, taktyka "kija i marchewki" była jedyną, która w przypadku Camili jakkolwiek się sprawdzała. Wystarczyło przemówić do jej materializmu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Sombra
Sombraro

Liczba postów : 92
Join date : 11/07/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Wto Wrz 18, 2018 8:53 pm

Poleganie na Sombrze jako jedynej osobie to nie był najlepszy pomysł. Wręcz tragiczny. Oczywiście, że nie spieszyło jej się do ratowania mu dupy, bo w jej przeświadczeniu: a) po co miałaby to robić, b) chciała go ignorować równie mocno jak on zignorował ją, c) jest zimno. Każdy miał swoje priorytety, a Camila była wyjątkowo małostkowa i skupiała się jedynie na sobie. Ciężko było ją przekonać do czegoś, kiedy znalazła sobie własne, nawet jeśli głupie, powody. Gabriel jednak wiedział jak do niej uderzyć.
Obiecanie zapłaty to był idealny sposób na zmanipulowanie Sombry. Łatwy sposób na zarobek to coś, co uwielbiała, bo po co ma się męczyć w ataki na banki czy inne sposoby, które wymagają więcej wysiłku. Chociaż, czy to akurat było takie łatwe? Gabriel wymagał od niej, żeby wyszła na zewnątrz, na zimno. To już powinno być wliczane jako ogromne poświęcenie. Czy Camila się poświęcała? Nie. Ale… tak właściwie za odpowiednią sumę to czemu nie. Skoro już powiedział jej o wynagrodzeniu, to teraz było pewne, że mu nie odpuści. I jeszcze policzy sobie dodatkowo za to w jakich warunkach każe po siebie przyjść. Dodatkowo będzie mu wypominać tę sytuację przynajmniej przez najbliższych kilka tygodni, ale to w sumie jak z większością rzeczy, więc do tego już powinien być przyzwyczajony.
- < Niech ci będzie. > - odezwała się w końcu po dłuższej chwili namysłu nad propozycją, co było bardziej formalnością, bo oczywiście, że nie odmówi. Zresztą, jej się nie spieszyło z wyjściem z tego ciepłego mieszkania, więc każda zwłoka była dla niej korzystna. - < Ale srogo mi za to zapłacisz. I nie próbuj się wykręcać, bo znajdę sposób, żeby dotrzymał obietnicy. > - O ile Sombra gadała wiele i większością nie należało się przejmować, tak groźby, nawet jak brzmiała niczym grożące dziecko, lepiej było brać na poważnie, bo w zawiści potrafiła się zmusić do wszystkiego. I nawet Gabriel w tym wypadku nie miał taryfy ulgowej, więc lepiej, żeby te pieniądze dał jej szybko.
Chwilowo mu odpuściła wypominanie każdej możliwej rzeczy i zwyczajnie rozłączyła się. Będzie jeszcze miała okazję, a mówienie tego wprost jest bardziej satysfakcjonujące. Ociągała się jeszcze trochę z ubraniem (a samo to też zajęło chwilę, bo przecież musiała się ubrać bardzo ciepło) i samym wyjściem. No ale w końcu i tak nie dało się bardziej zwlekać, a jednak z całą wściekłością na Gabriela i faktem, że ich relacje były czysto biznesowe, tak nie chciała, żeby zdechł na śniegu, bo był jej bardzo przydatny. Na szczęście mogła się jeszcze nacieszyć chwilą ciepła w samochodzie, ale nie na długo, bo o tej porze poruszanie się przez Nowy Jork nie było tak uciążliwe, a i śnieg sprawiał, że większość pouciekała do domów. Camila zazdrościła im tej możliwości i tym bardziej przeklinała Gabriela w myślach.
W końcu jednak dojechała w wyznaczone miejsce. Poprzez podanie zbliżonego adresu Gabriel zaoszczędził jej trochę czasu na szukanie go, bo samo namierzenie dokładnego miejsca to była dosłownie kwestia kilku sekund. Zaparkowała więc pod uliczką, w której był i wysiadła, kierując się w jego stronę. Próbowała za wszelką cenę ignorować chłód, na który nie pomagało nawet kilka grubych warstw ubrań. Było. Tak. Cholernie. Zimno. Z trudem powstrzymywała szczękanie zębami, którego zwyczajnie nie mogła kontrolować.
- < Lepiej miej, kurwa, dobry powód, żeby mnie tu ciągnąć w ten zi-… > - przerwała widząc w końcu dokładniej Gabriela i przystanęła. Spodziewała się, że nie jest najlepiej. Przecież oczywiście, że musiało skoro zadzwonił do niej prosząc ją o pomoc (oj, już ona wiedziała bardzo dobrze, że to jest prośba o pomoc, nawet jeśli nie wprost), ale i tak nie spodziewała się, że może być aż tak źle. Zapomniała nawet o tym, że jeszcze chwilę temu zamarzała. Prawie podbiegła do niego, nie wiedząc do końca, co zrobić, ale po prostu nagle poczuła potrzebę pomocy mu, zapominając nawet jak te kilka minut temu wyklinała go. - < Co ci się stało?! > - Nie chciała brzmieć jakby się przejmowała, choć było to trudne. Ale ona przecież nigdy się nie martwiła o nikogo, jedynie o siebie. A jednak, widząc Gabriela w takim stanie panikowała. Zawsze mogła powiedzieć, że po prostu nie lubiła takich sytuacji. Tak, to dobre wyjście z tej niezręcznej sytuacji.



mess with
the best


and die like
the rest
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 198
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Wto Wrz 18, 2018 11:06 pm

Nie lubił był od kogokolwiek w jakikolwiek sposób zależny; nieważne czy chodziło o prostą, niewinną przysługę, czy o coś poważniejszego, jak teraz, kiedy w grę mogło nawet wchodzić jego życie. Nie lubił skazywać się na czyjąś mniej lub bardziej dobrą wolę, humor, nie lubił zawierać niekorzystnych układów tylko dla ratowania swojej skóry, właściwie to nie lubił nawet współpracy. Dlatego, że działanie na własną rękę bardziej mu się opłacało, mniej działało mu na nerwy, i było po prostu bezpieczniejsze - Gabriel nigdy nie czuł się komfortowo, kiedy był coś komuś winien, czy to pieniądze, czy przysługę; tymczasem właśnie władował się w oba te bagna naraz. Sombra już i tak była jednym z bardzo nielicznych wyjątków, z którymi Gabriel dla osobistej wygody i zaoszczędzenia czasu poszedł na jakikolwiek długoterminowy układ. Ale to był układ, a nie dług, bo cała ta sytuacja zdecydowanie zaliczała się do drugiej kategorii, a to... nie wróżyło dobrze. Prawdę mówiąc, w obecnej sytuacji wróżyło wręcz tragicznie, bo o ile w normalnych okolicznościach stosunkowo szybko mógłby jej wynagrodzić faktyczną fatygę, o tyle teraz, kiedy pieniądz zdecydowanie się go nie trzymał, praktycznie rzecz biorąc uprawiał bardzo niebezpieczną formę hazardu. Nie dość że ryzykował i swoją godnością (mniej ważne), i niewypłaceniem się (cholernie ważne), to jeszcze tym, czy Sombrze rzeczywiście w ogóle będzie chciało ruszyć się z domu. Jeśli nie... wtedy miałby realny, poważny problem.
Jakby wszystko to nie było już dostatecznie realnym, poważnym problemem.
Ten jeden miał jednak z głowy, kiedy Camila w końcu przystała na jego propozycje - nawet jeśli niespecjalnie spodziewał się innej odpowiedzi, to i tak dobrze było wiedzieć, że niekoniecznie jest skazany na desperackie szukanie innych opcji. Wiedział jak ją podejść, bo chcąc nie chcąc ją znał. Zdążył wywnioskować, w jaki sposób powinien z nią rozmawiać i jakich środków użyć, żeby osiągnąć przynajmniej po części zamierzony efekt, co zwykle się sprawdzało, i wcale nie potrzebował do tego zaawansowanej technologii i taktyk szpiegowskich; wystarczyło trochę mniej gadać, a trochę więcej słuchać i obserwować. Camila nie była zresztą pod pewnymi względami szczególnie skomplikowana; ciekawość i materializm zwykle wygrywały z jej przekornym uporem. To wiedział. Wiedział też, że mimo swojego usposobienia Sombra potrafiła być... piekielnie niebezpieczna, i zdecydowanie nie lubiła, kiedy łamało się dane jej słowo. Zwłaszcza jeśli chodziło o pieniądze. Które jej obiecał. Których nie miał.
Zabawne, jak bardzo jedna idiotycznie sentymentalna decyzja ciągnie za sobą lawinowo łańcuch zdarzeń, które ostatecznie prowadzą człowieka do podejmowania najbardziej idiotycznych, nierozsądnych decyzji, na jakie tylko może się zdobyć.
Tragi, kurwa, komedia.
Kiedy Sombra się rozłączyła, skupił się z powrotem przede wszystkim na utrzymaniu świadomości na swoim miejscu - czyli w świecie realnym, rzeczywistym, a co za tym idzie aktualnie krwawym i bolesnym. Ostatnie, czego teraz chciał, to utrata przytomności; i nie zamierzał pozwolić swojemu ciału, żeby zadziałało wbrew jego woli. Zresztą, jeszcze chwilę temu stał na własnych nogach, i zamierzał zaraz do takiego stanu powrócić. Nie miał innego wyjścia, szczerze mówiąc. Przycisnął dłonie... a w zasadzie dłoń, zwłaszcza ze druga, ze względu na złamany nadgarstek, nie nadawała się teraz specjalnie do czegokolwiek (nie, żeby ta druga była w wybitnie lepszym stanie) do rany na boku, która zdawała się stanowić aktualnie największy problem, żeby przynajmniej częściowo zatamować krwawienie. Miał dobrą krzepliwość, i całkiem przyzwoitą regenerację, ale mimo wszystko wykrwawiał się szybciej, niż obie te rzeczy były w stanie działać.
Nie miał pojęcia, ile czasu upłynęło, ale w jego opinii zdecydowanie za dużo - choć prawdopodobnie nie był specjalnie obiektywny, biorąc pod uwagę jego aktualne położenie. Widząc zbliżającą się do niego sylwetkę Sombry skrzywił się, choć nie na jej widok, a z bólu i wysiłku, kiedy wsparł się na dłoni i spróbował wstać.
- < Nieistotne > - odparł krótko, chłodnym, neutralnym tonem; pewnie dlatego że szkoda mu było marnować energię na warkotliwe odpowiedzi. Nie zamierzał się jej zresztą tłumaczyć z tego, że urządziła go tak młoda dziewczyna, teoretycznie bez wielkiego doświadczenia; to nie była ani odpowiednia pora, ani czas, ani tym bardziej osoba, żeby się z tego spowiadać. Przekręcił się nieco, oparł na przedramieniu i z pewnym wysiłkiem (większym, niż udało mu się to okazać) w końcu wstał, przechylając się trochę na bok, w stronę rannego boku; nadal zresztą wspierał się na ścianie. Posłał Sombrze nieco mętne spojrzenie, ale wciąż tak samo surowe i rzeczowe jak zwykle. - < Uspokój się > - zganił ją, widząc ten zalążek paniki, nad którą genezą nie chciał i nie próbował się zastanawiać. - < Jeszcze nie umieram. >
Z tym akurat można było polemizować.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Sombra
Sombraro

Liczba postów : 92
Join date : 11/07/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   Sro Wrz 19, 2018 1:26 am

Choć Gabriel i Camila byli kompletnymi przeciwieństwami w praktycznie każdej kwestii, tak jeśli chodziło o współpracę i jakiekolwiek poleganie na drugiej osobie, mieli dokładnie takie samo podejście. A mimo tego skończyli właśnie na tym, czego tak bardzo nie znosili. Może i właśnie ta obustronna niechęć skłoniła ich do tego, pomijając oczywiste korzyści, jednak nieważny był powód skoro ostatecznie nie było to dla nich aż takie złe. Cóż… przynajmniej dla Sombry. Nawet pomimo wzajemnego wykorzystywania się co chwilę, kończyło się to zwykle większą korzyścią niż gdyby załatwić coś samemu. Zresztą czego się można spodziewać po dwójce najemników, którzy na co dzień wykorzystują brudne metody zarobku.
Oboje już się o sobie trochę nauczyli i Gabriel idealnie wykorzystał tę sytuację. Ciekawość i pieniądze prawie zawsze sprawiały, że Camila zapominała o większości spraw. A czasami nawet o racjonalnym myśleniu, co potrafiło ją wpakować w nie lada kłopoty. Czasami aż za duże, jak się przekonała dosyć niedawno, ale to wolała przemilczeć. No i tym razem oczywiście Gabriel znowu ją kupił. Być może aż zbyt dosłownie. Nie wiedziała jednak, co ją czeka na miejscu, a to było już zdecydowanie coś, co jej się nie podobało.
Zwyczajowa satysfakcja, która wynikała z odniesionych korzyści przy ich współpracy, teraz zniknęła całkowicie. Już nawet nie obchodziła ją ta niewygoda w postaci ruszania się z mieszkania i znoszenia typowo nowojorskiej, zimowej pogody. Teraz to nawet pieniądze nie miały znaczenia, kiedy okazało się, że musi prawie dosłownie ratować jego dupę, bo wpakował się w coś tak idiotycznego, by doprowadzić siebie do takiego stanu. A to jej wmawiał, że ma inteligencję 2 jest idiotką. Właśnie dlatego nie lubiła pracy w terenie. Nienawidziła składać do kupy nawet siebie, a co dopiero kogoś!
Słowa Gabriela, nawet jeśli chciał uspokoić Camilę, miały dokładnie odwrotny wydźwięk dla niej i tylko pogarszały sytuację.
- < Nieistotne?! Wykrwawiasz się właśnie w pieprzonej uliczce i każesz mi sobie pomagać, a nawet nie dowiem się, co ty odpierdoliłeś, że doprowadziłeś siebie na skraj życia?! > - Nie chodziło jej nawet o poznanie tej informacji, żeby to wykorzystać przeciwko niemu (choć pewnie po wszystkim i tak to zrobi), ale dobrze by było wiedzieć w tej chwili, żeby mieć jakiekolwiek pojęcie jak może mu pomóc. Nawet jeśli to nie był odpowiedni czas i miejsce, ale akurat o tym Sombra nie pomyślała. Jak zwykle. Miała ochotę zacząć chodzić wokół nerwowo, jednak powstrzymała się, starając się opanować i wymyślić, co ona właściwie, do cholery, miała robić. Wyciągnęła ręce w stronę Gabriela, kiedy ten próbował wstać. Nie wiedziała czy mu pomóc, czy lepiej pozwolić mu samemu chociaż na tyle. Nie wiedziała nawet co może zrobić, a czego nie, żeby nie narobić więcej krzywdy. Skąd miała wiedzieć jak bardzo jest połamany i czy mu właściwie jakoś nie zaszkodzi zamiast pomóc skoro jej nic nie mówił? Na moment jednak znowu zapomniała o pomocy, kiedy powiedział o uspokojeniu się. - < Jak mam się uspokoić skoro wykrwawiasz się na moich oczach, a ja dalej nie wiem co mam zrobić?! Gówno prawda, że nie umierasz! Nie wciskaj mi kitu, bo nie jestem idiotką i widzę, co się dzieje! A tym bardziej nie jestem dzieckiem, któremu trzeba wmawiać, że wszystko będzie w porządku kiedy nie będzie! > - Wszelkie próby uspokojenia się były na nic. Była zarazem wściekła i spanikowana. - < Nienawidzę cię za to, że mnie w to wciągnąłeś. Dlaczego ja się na to zgodziłam? Mogłam to po prostu zignorować, ale nie, zlitowałam się nad tobą, a ty mnie wciągasz w takie gówno. Moja cena właśnie wzrosła i nie obchodzi mnie ile by cię to kosztowało. Masz mi przynieść te pieniądze byle szybko. > - mówiąc cały swój wściekły wywód (którym zresztą próbowała się jakkolwiek uspokoić), przytrzymywała Gabriela, gdyby ten nawet pomimo wspierania się o ścianę miałby znowu upaść, jednocześnie oglądając jak źle z nim jest. Przynajmniej z zewnątrz. W końcu spróbowała odsunąć jego dłoń, którą przyciskał do najbardziej krwawiącej rany i sama ucisnąć miejsce dokładniej. Chociaż na chwilę, dopóki nie dowie się dokładniej, co ma robić. Co prawda sama trochę się wciąż trzęsła i nawet nie wiedziała czy bardziej z zimna, czy już ze zdenerwowania. I tak było to lepsze niż to jak próbował ranę tamować swoją równie pokiereszowaną dłonią. - < A teraz powiedz mi, do kurwy nędzy, co ja mam robić?! > - Spojrzała na niego, prosto w oczy, czekając na odpowiedź, trochę zagubiona. I cholernie przerażona.



mess with
the best


and die like
the rest
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [2013] Bronx, Nowy Jork   

Powrót do góry Go down
 
[2013] Bronx, Nowy Jork
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Nowy Świat

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: