IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [2013] Central Park, Nowy Jork

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: [2013] Central Park, Nowy Jork   Sob Lis 04, 2017 9:26 pm



Wrzesień 2013
Central Park to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Nowego Jorku. W ciągu dnia odwiedzają go tłumy ludzi, jednak w chłodne, jesienne wieczory jest tu niemal pusto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Sob Lis 04, 2017 9:44 pm

Zapowiadała się na prawdę łatwa robota. Jej celem był mężczyzna w średnim wieku i pokaźnym majątkiem, który najwyraźniej podpadł swojemu wspólnikowi. Niemalże wzorcowy obywatel, płacący rachunki, wierny mąż, ojciec dwójki dzieci. Na pytanie dlaczego ktoś chciałby jego śmierci, Averith odpowiedziałaby: A kogo to obchodzi? Dopóki za jego głowę oferowano sporą sumę pieniędzy, nie miało znaczenia kim był.
Wiedziała o nim niemal wszystko, gdzie mieszka, gdzie pracuje, w której restauracji jada w niedziele obiady z rodziną, o której godzinie wraca do domu, że jego największym problemem jest palenie papierosów. I wiedziała też, że tego dnia, wraz ze współpracownikami będzie świętował podpisanie nowego kontraktu w jednym z lokali niedaleko Central Parku. Idealna okazja, by go zamordować. Wystarczyło zaczekać aż wyjdzie na papierosa (zawsze robił to sam i w jakieś odludne miejsce, bo wstydził się nałogu), zaskoczyć go, zaciągnąć do zaułka za restauracją i przebić dwuręcznym mieczem. Banalna robota pomyślała dziewczyna zdejmując z jego dłoni obrączkę - dowód, którego zażądał zleceniodawca. Schowała złoty krążek do kieszeni i upewniwszy się, że na ubraniu nie ma żadnych śladów krwi, skierowała swoje kroki w stronę Central Parku.
Noc była chłodna, ale pogodna, na niebie nie było ani jednej chmurki (nie licząc smogu). Po długim spacerze, Averith wypatrzyła ławeczkę niedaleko ścieżki. Usiadła na niej po turecku i wyjęła z kieszeni piersiówkę. Rankiem uda się na spotkanie ze zleceniodawcą i odbierze nagrodę. Cóż za owocna noc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
The Flash
Never on time

Liczba postów : 124
Join date : 13/08/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Sob Lis 04, 2017 10:29 pm

Wrzesień był całkiem ładny. Nie padał jeszcze deszcz, powietrze chociaż rześkie, dalekie było od zimnego powiewu, świadczącego o zbliżającej się zimie. Nawet świeciło słońce! Pogoda zapraszała na spacer, a Barry nie mógł nie skorzystać z tego zaproszenia. Nie wiedział czego się spodziewać. Może pustki w parku? Mimo pięknej pogody, sporo osób jeszcze siedziało w pracy, a studenci mieli zajęcia. Na pewno nie spodziewał się, że dostanie informację o tym, że znajduje się w pobliżu miejsca zbrodni. Na razie jednak spacerował jedną z szerokich alejek, zapuszczając się w mało uczęszczane miejsce, do którego można było trafić jedynie schodząc ze ścieżki.
Dobrze było od czasu do czasu złapać oddech, dlatego też wrócił na aleję, trzymając się jak na razie bardziej zagęstwionej części otoczenia. Mimowolnie jakoś tak czuł się lepiej. Nawet jeśli w sumie i tak byl zbyt szybko aby ktoś mógł go zobaczyć w razie czego. Warto jednak było uważać. Jeśli Nowy Jork to centrum szaleństwa to Central Park jest istną wylęgarnią dziwnych akcji i zdarzeń.



I'll never let the pain, the darkness, determine who I am.

Battle song ||Run Barry, run! ||Super Friends ||Come running home to you ||

I cannot stop this sickness taking over
It takes control and drags me into nowhere.
I need your help I can't fight this forever.
Save me if I become my demons

Karta Postaci || Relacje ||

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Nie Lis 05, 2017 6:33 pm

Averith siedziała na ławce, delektując się chłodnym, spokojnym wieczorem. Opróżniła piersiówkę z jej zawartości w przeciągu zaledwie dwudziestu minut, po czym postanowiła się zrelaksować po pracy. Wydawać by się mogło, że bycie najemnikiem to łatwe zajęcie, bo trzeba jedynie odebrać komuś życie, ale nie było to takie proste. Samo zabójstwo to wisienka na torcie, poprzedza ją mozolne planowanie, zbieranie informacji, które niejednokrotnie drwa długie tygodnie, później trzeba opracować strategię i modlić się, by ofiara nie zrobiła czegoś niespodziewanego. Na szczęście zleceniodawcy sporo płacili za takie usługi, a im trudniejsza robota tym więcej można się było dorobić. W oddali słychać było nadjeżdżające karetki i radiowozy, kierujące się w stronę lokalu, w którym odbywała się firmowa impreza. Najwyraźniej ktoś znalazł zwłoki leżące za restauracją. Dziewczyna dla pewności włożyła rękę do kieszeni, upewniając się, że obrączka jest bezpieczna. W końcu za ten głupi krążek ktoś chciał zapłacić pokaźną sumę.
Nocą Central Park był co prawda niemalże opuszczony, ale przez to stanowił idealne miejsce do spotkań marginesu społecznego, a samotna, niewysoka blondynka siedząca na ławce tuż obok ścieżki, niewątpliwie kusiła. Dziewczyna pogrążona była w rozmyślaniach, z których wyrwał ją dźwięk kroków. Wysoki, potężnie zbudowany mężczyzna zmierzał w jej kierunku. Jego ręce pokryte były tatuażami, tak samo jak łysa głowa i część twarzy, na której malowało się okrucieństwo. Averith wyjęła ręce z kieszeń, skrzyżowała je na piersi, wciąż siedząc po turecku. Przybysz uśmiechnął się krzywo do dziewczyny, jasno zdradzając swoje zamiary wobec niej, pewnie robił to wielokrotnie i wiedział, że nikt nie usłyszałby jej krzyków. Niestety gorzej trafić nie mógł. Prawdopodobnie spodziewał się, że niedoszła ofiara zacznie uciekać, ale Ave ani myślała ruszać się z ławki, zamiast tego zmaterializowała w dłoni sztylet, tak by mężczyzna niczego nie zauważył. Jeszcze kilka kroków i będę miała czysty rzut pomyślała, uważnie śledząc jego ruchy. Gdy znalazł się odpowiednio blisko, zamachnęła się ręką i wypuściła sztylet, celowała tak, by przeleciał zaledwie cal od jego głowy. Gdy znalazł się za nim, teleportowała się, wykonując kolejny zamach, tym razem z zamiarem rozorania mu pleców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
The Flash
Never on time

Liczba postów : 124
Join date : 13/08/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Nie Lis 05, 2017 6:49 pm

Barry usłyszał zarówno karetkę jak i policję. Musiał się pokazać tam wkrótce, zrobić to co miał zrobić. Pozbierać ślady, poszukać szczegółów jakie pominęli śledczy. Miał zamiar przenieść się w okolicę popełnionego przestępstwa, kiedy zauważył samotną kobietę na jednej ławce i tajemniczego mężczyznę. Nie wyglądało jakby się znali. Przez moment jedynie obserwował, gotowy zareagować. Jego ciało było gotowe do biegu, elektryczne iskry krążyły po nim, powodując pewną niecierpliwość w napiętych mięśniach i niemal ból przez wymuszony stan spoczynku. W slow motion zobaczył jak kobieta nagle rzuca sztyletem znikąd w stronę domniemanego oprawcy i zaraz znika. Nie czekał na rozwój akcji, nie mógł pozwolić aby ktokolwiek stracił życie. Zerwał się natychmiast z miejsca, zostawiając za sobą sporo opadających liści.
Po drodze złapał klapę z jednego ze śmietników i zatrzymał się między kobietą, a jej ofiarą, zatrzymując jej broń na metalowej klapie. Było to niemal całkiem odruchowe, dopiero kiedy na nią spojrzał uświadomił sobie, że zaliczył wpadkę. Widziała jego twarz o zdolności, mogła łatwo go rozpoznać, nie potrzebowała do tego żadnej zaawansowanej technologii.
Kątem oka zauważył, że mężczyzna którego ochronił, zamierza zaatakować, będąc zapewne w alkoholowym szale. Korzystając z prędkości uderzył go niemal jednocześnie w brzuch i w szczękę a także w tył głowy, zaraz zabierając go w stronę ławki, gdzie błyskawicznie związał mu ręce jego własnym paskiem do spodni. Dopiero wtedy znalazł się przed kobietą.
- Wszystko w porządku? - Zapytał cicho. Nie dzieliło ich nic, gdzieś w międzyczasie odrzucił swoją prowizoryczną tarczę.



I'll never let the pain, the darkness, determine who I am.

Battle song ||Run Barry, run! ||Super Friends ||Come running home to you ||

I cannot stop this sickness taking over
It takes control and drags me into nowhere.
I need your help I can't fight this forever.
Save me if I become my demons

Karta Postaci || Relacje ||

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Nie Lis 05, 2017 7:23 pm

Ostatnim czego dziewczyna się spodziewała to fakt, że ktoś będzie w stanie zablokować jej uderzenie. W pierwszej chwili pomyślała, że mężczyzna również był mutantem lub czymś w tym stylu, lecz po sekundzie zauważyła kogoś innego stojącego między nią i niedoszłym trupem. Niemal instynktownie odepchnęła się ręką od metalowego przedmiotu, który znalazł się na drodze jej sztyletu i wylądowała miękko na ścieżce. Nim zdążyła ogarnąć co się dzieje, wytatuowana kupa mięśni siedziała spacyfikowana na ławce, ze związanymi rękami. Averith zamrugała kilkukrotnie, przenosząc wzrok z jednego na drugiego. Uznawszy swoją niedoszłą ofiarę za zupełnie niegodną uwagi, zwróciła się w stronę nowo przybyłego. Wyglądał zupełnie zwyczajnie, jak każdy przeciętny nowojorczyk.
Na jego słowa zareagowała prychnięciem, ale nie opuściła gardy, wciąż trzymając w pogotowi sztylet.
- A wyglądam jakby było inaczej? - zapytała zaczepnie. Facet wkurzył ją do białości. Nie staje się pomiędzy łowcą i ofiarą. - Po cholerę się wtrącałeś? Ten palant dostałby to na co zasłużył.
Spojrzała w stronę ławki, oceniając, czy byłaby w stanie ukatrupić nieprzytomnego mężczyznę, nim ten nowy się połapie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
The Flash
Never on time

Liczba postów : 124
Join date : 13/08/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Nie Lis 05, 2017 8:20 pm

Fakt faktem, Barry nie wyglądał jak ktoś dysponujący mocami, a samego siebie określał jako przeciętnego. Pewnie nawet jakby Averith spodziewała się, że ktoś stanie między nią a jej ofiarą, nie postawiłaby na bruneta o lekko miedzianym odcieniu włosów oraz niezbyt przerażającej aparycji. Spojrzał na nią zielonymi, aż zbyt szczerymi oczami, nie kryjąc pewnego zagubienia. Nie powinien był jej pokazywać swojej twarzy ale nie miał czasu aby to obmyślić. Nie miał nawet kiedy na dobrą sprawę. Trochę zawahania i ofiara kobiety byłaby martwa. Nawet najgorszego przestępcę należy chronić przed śmiercią. Przez takiego bydlaka, ktoś inny może skończyć w paskudny sposób. Na przykład w więzieniu, a przecież jeśli zabijesz mordercę to liczba morderców się nie zmieni, więc po co to robić?
- Wyglądasz jakbyś potrzebowała pomocy, nie w ten sposób co sądziłem. Zostaw sztylet.- Wyciągnął rękę w jej stronę, jakby chciał samym swoim spokojem oraz opanowaniem powstrzymać ją przed robieniem głupich rzeczy. Nie rozbroił jej tylko z jednego powodu: chciał najpierw zdobyć jej zaufanie, a tego się nie robi wyrywajac komuś broń z ręki. - Dostanie to na co zasłużył. Jestem policjantem, zabiorę go na komisariat a tam ocenią czy należy go zamknąć. Możesz wnieść skargę na tego obywatela.- Odchrząknął zaraz, nadal pozostając w czujności. Ona miała broń, a on nie chciał tu więcej rozlewu krwi.



I'll never let the pain, the darkness, determine who I am.

Battle song ||Run Barry, run! ||Super Friends ||Come running home to you ||

I cannot stop this sickness taking over
It takes control and drags me into nowhere.
I need your help I can't fight this forever.
Save me if I become my demons

Karta Postaci || Relacje ||

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Pon Lis 06, 2017 1:08 pm

Averith nigdy nie przejmowała się faktem, że ktoś zobaczy jej twarz. Zazwyczaj nawet nie zdążał się przyjrzeć, bo kończył martwy, po co więc kłopotać się z zakładaniem maski, skoro ofiara i tak nikomu niczego nie opowie. Poza tym w jej wyglądzie nie było nic nadzwyczajnego, była niewysoką blondynką o szarozielonych oczach, to opis niemalże połowy kobiet w Nowym Jorku. Jedyne co ją wyróżniało to arsenał broni, które mogła przyzywać znikąd, ale idąc po ulicy wyglądała zupełnie przeciętnie. Nie podobało jej się, że Barry stanął jej na drodze, a tym bardziej, że czuła się traktowana jak dama w opałach.
- Nie potrzebuję niczyjej pomocy. Potrafię o siebie zadbać - rzuciła przez zaciśnięte zęby, zupełnie ignorując wzmiankę o sztylecie. Odłożenie go nie wchodziło w grę, co prawda mogła zmaterializować nowy w każdym momencie, ale facet był cholernie szybki i z łatwością by jej przeszkodził. Na wzmiankę o policjancie roześmiała się w głos. - Ty chyba sobie żartujesz. Mam gdzieś kim jesteś i nie ma mowy żebym pozwoliła Ci gdziekolwiek go zabrać. - powiedziała wskazując na mięśniaka na ławce pustą ręką, powstrzymując się by nie stwierdzić, że pozwoli mu zabrać co najwyżej jego zwłoki.  
Nie była pewna czy Barry faktycznie jest policjantem, z drugiej strony nie znała żadnego superbohatera z takimi zdolnościami, w sumie nie znała ich zbyt wielu, po za tym w obecnych czasach tak wiele było durnych organizacji z misją ratowania świata, że łatwo się w tym pogubić. Na wszelki wypadek zmaterializowała większy, jednoręczny miecz w drugiej ręce, a kryształki zawirowały w powietrzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
The Flash
Never on time

Liczba postów : 124
Join date : 13/08/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Pon Lis 06, 2017 6:06 pm

- Nie pytam o zgodę. - pokręcił mimowolnie głową, stwierdzając oczywisty fakt. Nie pytał, bo nie musiał. Po prostu znalazł się przy mężczyźnie i zniknął z nim, wracając dopiero kiedy podrzucił go bo na komisariat z zaczepioną karteczką hańby, głoszącą "Zaczepiałem panie w Central Parku". Oni już powinni teraz wiedzieć co z tym mężczyzną zrobić, a Flash mógł wrócić do parku, akurat w chwili kiedy jego rozmówczyni zmaterializowała sobie miecz.
- Nie chcesz tego, wiem że nie. Odłóż broń i porozmawiaj ze mną. - Uniósł lekko dłonie, wracając do poprzedniej pozycji. Jak dla niego nie wyglądała na mordercę. Owszem, miała takie zdolności. Owszem, miecz w jej dłoni był przerażający, a ona próbowała zabić człowieka, ale nadal bardziej przypominała mu zagubioną ofiarę niż łowcę. Możliwe że przez fakt iż wyglądała krucho i niewinnie, a może wina leżała w jej całym byciu. Gdyby była w końcu zła, pewno próbowałaby skrzywdzić też speedstera a tymczasem polowała na okoliczną szumowinę. Możliwe też ze Flash widział w ludziach zbyt wiele dobra.
Gdyby spojrzeć na to z dystansu, kobieta próbowała dokonać morderstwa. Dla niego w tej sytuacji było to po prostu ratowaniem samego siebie przed niebezpiecznym przestępcą. Możliwe, że wybielał jej obraz w swoich oczach ale dla niego właśnie taka była. Nie jak kat a jak ofiara systemu. Chciał jej pomóc.



I'll never let the pain, the darkness, determine who I am.

Battle song ||Run Barry, run! ||Super Friends ||Come running home to you ||

I cannot stop this sickness taking over
It takes control and drags me into nowhere.
I need your help I can't fight this forever.
Save me if I become my demons

Karta Postaci || Relacje ||

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Pon Lis 06, 2017 10:57 pm

Fakt, że Barry wtrącił się w jej sprawy był wkurzający, ale zabierając niedoszłą ofiarę po za zasięg dziewczyny doprowadził ją niemalże to ataku furii. Z trudem powstrzymywała się przed zaatakowaniem mężczyzny, powtarzając sobie w głowie cztery słowa, niczym mantrę: Nie jest tego wart. Dała sobie chwilę na ochłonięcie, wzięła kilka głębokich wdechów nim ponownie spojrzała na Barrego.
- Nie masz pojęcia czego chcę - powiedziała, emanując ledwo hamowaną furią. - Chcesz rozmawiać, proszę bardzo, ale nie zamierzam pozbywać się broni.
Nikt nigdy nie widział w Averith dobrej osoby, już w dzieciństwie przypięto jej łątkę "Zło wcielone" i przez wszystkie te lata wmawiano jej, że taką właśnie rolę ma odegrać. Zdolności, którymi dysponowała, równi dobrze mogły służyć czynieniu dobra, gdyby tylko inaczej ją wychowano. No i właśnie tu był pies pogrzebany, bo na świecie byłą tylko jedna osoba, próbująca wpoić dziewczynie zasady życia w społeczeństwie, zmarła, gdy ta miała zaledwie pięć lat.
Spokój mężczyzny nieco jej się udzielił, więc podeszła do ławki, na której jeszcze przed chwilą siedział wytatuowany facet i usiadła po turecku. Bronie skrzyżowała na nogach w pogotowiu, gotowa po nie sięgnąć w każdym momencie.
- O czym chcesz rozmawiać? - zapytała, siląc się na nieco bardziej przyjazny ton.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
The Flash
Never on time

Liczba postów : 124
Join date : 13/08/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Wto Lis 07, 2017 7:06 pm

Gdyby próbowała go zaatakować, po prostu nie dałby się trafić. Nawet teleporterowi byłoby trudno złapać speedstera, w sumie ciekawy układ. Na dobrą sprawę, taka zabawa mogłaby trwać aż obie strony opadną z sił, ale w sumie po co?
- W porządku. Niech broń zostanie, jeśli czujesz się tak bezpieczniej. Nie mam jednak zamiaru cię skrzywdzić, chcę tylko z tobą porozmawiać.- Uśmiechnął się do niej delikatnie, uspokajając kobietę samym swoim spokojem, którego miał zadziwiająco wiele jak na speedstera. W przeciwieństwie do wielu jemu podobnych, on umiał zatrzymać się, kiedy wymagała tego sytuacja, nawet jeśli całe jego życie polegało na bieganiu. Cały czas biegał, nie mógł nigdzie zatrzymać się na dłużej, ale kiedy już się zatrzymywał, bo uznawał że warto, wtedy poświęcał komuś cały swój czas, którego miał przecież więcej niż reszta ludzi.
- Warto zacząć od przedstawienia się chyba. Nazywam się Barry, jak tobie na imię? - Powoli podszedł do ławki, nie chcąc jej wystraszyć i usiadł w pewnej odległości, aby nie naruszać jej poczucia bezpieczeństwa, będąc jednocześnie na tym samym poziomie co jego rozmówczyni. Dzięki temu nie było mentalnego wymuszania uległości. Wychowanie się pod skrzydłami detektywa, miało jednak zalety! Dzięki temu Barry wiedział jak podejść do kobiety.



I'll never let the pain, the darkness, determine who I am.

Battle song ||Run Barry, run! ||Super Friends ||Come running home to you ||

I cannot stop this sickness taking over
It takes control and drags me into nowhere.
I need your help I can't fight this forever.
Save me if I become my demons

Karta Postaci || Relacje ||

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith


Liczba postów : 30
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Sro Lis 15, 2017 12:38 am

Dla sprawdzenia się i dla zabawy, oczywiście. Averith uwielbiała walczyć, a rzadko kiedy miała okazję do prawdziwego pojedynku. Jej praca ograniczała się raczej do skrytobójstwa, aniżeli bitew godnych upamiętnienia. Z drugiej strony lepiej by nikt nie uwieczniał jej w roli mordercy, ponieważ anonimowość to podstawa tego zawodu... profesji?
Słysząc słowa speedstera, krzywy uśmieszek pojawił się na twarzy dziewczyny, lecz wesołość nie sięgnęła oczu; te pozostały lodowato zimne. Mimo jego pokojowej postawy i spokojnego tonu, Averith cały czas pozostawała czujna, opuszczenie gardy choć na sekundę mógłby oznaczać dla niej wyrok śmierci. W końcu Barry mógł być kolejnym najemnikiem wysłanym w pogoni za nią. Drugi raz nie popełni tego samego błędu. Po przygodzie z Gabrielem, zdobycie jej zaufania stało się niemalże niemożliwe.
- To nie kwestia mojego bezpieczeństwa - stwierdziła chłodno. Miała ochotę po raz kolejny zakpić z Flasha, ale powstrzymała się. Jakieś tam podstawy kultury jej wpojono, więc skoro on był wobec niej uprzejmy, ona też nie zamierzała mu skakać do gardła bez powodu. W sumie jedyną "złą" rzeczą, jakiej wobec niej dopuścił się Barry, to wyniesienie wytatuowanego faceta po za jej zasięg, ale to kwestia czasu nim dziewczyna dopadnie go ponownie. To, że nie Ave nie obliczała w głowie tangensów kątów pod jakimi powinna rzucić sztylety, by zrobić z głowy Barrego ser szwajcarski, wcale nie oznaczało, że zamierza być dla niego miła. Zlustrowała spojrzeniem mężczyznę od stóp do czubka głowy. - Na Twoim miejscu martwiłabym się o to czy ja nie zamierzam krzywdzić Ciebie.
Z każdą chwilą, Averith coraz bardziej wątpiła, że Barry chciał jej śmierci. Nie oznaczało to, że dziewczyna zamierzała się z nim przyjaźnić, ale nic nie stało na przeszkodzie by porozmawiać. Śledziła wzrokiem mężczyznę, pozwalając by usiadł koło niej. Przez chwilę milczała, zastanawiając się czy może zdradzić mu swoje imię. Na szczęście nikt nie powiązał jej z morderstwami, których się dopuściła, więc, póki co mogła sobie pozwolić na luksus nie używania pseudonimu.
- Averith - rzuciła, odkładając sztylet na ławeczkę, tuż obok siebie. - Co sprowadza Cię do Central Parku w środku nocy? O tej porze to nie jest miejsce dla normalnych ludzi.  
Mówiąc "ludzi" miała na myśli istoty człekopodobne, które w jakiś sposób żyły w społeczeństwie, wśród zwykłych śmiertelników. Barry, co prawa, dysponował mocami, ale zdecydowanie sprawiał wrażenie osoby, która pasuje do tej grupy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
The Flash
Never on time

Liczba postów : 124
Join date : 13/08/2017

PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   Sob Lis 18, 2017 2:38 pm

On sam raczej nie angażował się w wielkie bitwy, nawet nie był w pobliżu kiedy większość takowych się działa. Poza tym, nawet jeśli brał przy czymś takim udział, jego celem było usunięcie zagrożenia dla cywili, a więc biegał i zabierał ich gdzieś daleko. I tyle. Nie robił absolutnie nic więcej, bo zanim ogarnął sytuację, agenci kończyli swoją powinność. Nie do końca podobało mu się to wycofanie, ale nie miał innego wyboru. Instrukcje postępowania mówiły jasno. Nie mógł sam sobie narzucać rozkazów ale wypełniać te przełożonych. Nie mógł też nikogo zostawiać w bezpośrednim zagrożeniu na śmierć albo kalectwo.
Barry nie wyglądał jak najemnik, co prawda nie było jakiegoś kanonu najemnika, ale po prostu było w nim coś takiego, co jasno klasyfikowało go jako tego dobrego. Może aura, może pewien sposób bycia, ale naprawdę ciężko było mu nie ufać. Chociaż z drugiej strony to mogła być niezła farsa.
Podejrzewał, że kobieta uważa się za bezpieczną. W końcu jakby nie patrzeć, większość ludzi chodzących z bronią miało pewne poczucie bycia ponad całą resztę. On sam nie umiał się temu nadziwić. Przecież gdyby był po złej stronie mocy, mógłby ją zabić w ułamku sekundy, chociażby przefazowując jej ciało i niszcząc serce w jej klatce piersiowej. Mógłby też skręcić jej kark, a także pobiec do Atlanty po ostry nóż i wbić jej go w szyję, zanim zdążyłaby mrugnąć.
- Wydaje mi się, że nie jesteś złą osobą. Po prostu... może trochę zagubioną. Dlatego się nie martwię o moje bezpieczeństwo.- Powiedział spokojnie, nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów. Nie chciał dodatkowo jej stresować i prowokować.
Kiwnął lekko głową, kiedy podała swoje imię. Nie miał mocy wyczuwania fałszu, ale dziwne uczucie mówiło mu, że kobieta nie kłamie, a to przecież krok bliżej do osiągnięcia...czegoś pozytywnego? Chciał jej pomóc, wydawało mu się, że kobieta potrzebuje po prostu zobaczyć alternatywę aby trochę zmienić swoje życie.
- Musiałem coś rozchodzić. Każdy czasem ucieka przed problemami, a spacer pomaga pozbyć się swoich własnych demonów.- Powiedział po krótkiej chwili. Nie chciał w to głębiej wnikać, po prostu nie czuł się ostatnio na siłach.



I'll never let the pain, the darkness, determine who I am.

Battle song ||Run Barry, run! ||Super Friends ||Come running home to you ||

I cannot stop this sickness taking over
It takes control and drags me into nowhere.
I need your help I can't fight this forever.
Save me if I become my demons

Karta Postaci || Relacje ||

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [2013] Central Park, Nowy Jork   

Powrót do góry Go down
 
[2013] Central Park, Nowy Jork
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Nowy Świat

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: