IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Red Skull
( ͡卐 ͜ʖ ͡卐)

Liczba postów : 81
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Sro Maj 16, 2018 7:08 pm

- To takie nie fair… - wybełkotał Stark siedząc pod ścianą w swojej pracowni z rozłożonymi nogami i patrząc tępo przed siebie spode byka. Jakby tuż przed nim był owy obiekt jego irytacji, który doprowadził go do tego stanu. A przynajmniej doprowadził do tego, że znów zgubił się w ilości tolerowanego alkoholu, bo to on był winowajcą obecnego położenia inżyniera. I butelka whisky do połowy pusta w jego rękach była zaledwie minimalnym procentem tego, co zdołał już wypić.
Zmierzwione włosy, mętny wzrok, czerwony nos i policzki, a do tego wymiętoszona koszula i jeansy. Sam Tony jednak nie zwracał większej uwagi na swój wygląd, nawet na brak butów i skarpetek, bo o wiele bardziej pochłonięty był własnymi myślami. Mieszaniną irytacji, gniewu, oburzenia i zwykłej bezradności. A to wszystko wywołane jedną rzeczą – zazdrością.
Kto by pomyślał? A jednak, ten milioner, geniusz, playboy i filantrop żałował, że nie ma czegoś, co ma ktoś inny. Możliwe, że to nie zżerałoby go tak bardzo, gdyby odnosiło się do kogoś innego. Właściwie mógłby zazdrościć tego znacznej części osób, ale sama myśl, że chciałby to samo narodziła się przy spotkaniu konkretnej osoby.
Wczoraj rano był umówiony na zwykłe, biznesowe spotkanie. Oczywista rzecz, a czasem nawet trzyma się ustalonego planu dnia i faktycznie żyje ze świadomością posiadania firmy… Nawet jeśli akurat to spotkanie najbardziej mógł odpuścić, to nie lubił przegapiać okazji do wytykania Osbornowi jego wad. Tak! Owe spotkanie było z nikim innym, jak Normanem Osbornem, prezesem firmy Oscorp. Tony lubił mu wypominać wiele rzeczy, ale tym razem, ten całkiem nieźle się odgryzł. Właściwie Stark sam był sobie winny, kiedy jego wzrok za długo zawisł na Harrym. Pierworodny syn przyszedł uczyć się fachu od ojca, aby w przyszłości móc przejąć udziały w firmie i zarządzać nią równie dobrze. Dziedzictwo, które nie zostanie zmarnowane, a przekazane w rodzinne ręce, tak jak i Howard oddał jemu swoje imperium.
To nie uszło uwadze Normana, który dał mu prztyczka wspominając, w sarkastyczny dla siebie sposób, że chociaż są w podobnym wieku, to Norman już dorobił się spadkobiercy swojej fortuny. Kogoś o wiele bardziej wartościowego od całego zysku Stark Industries. Och, jakże Howard byłby zawiedziony, że jego firma wpadnie w obce ręce…
Pierwszy raz od dawna krew się zagotowała w Tonym. Pierwszy raz dotarła do niego niewygodna prawda. Zignorował resztę spotkań i zaszył się w swojej pracowni pijąc. Najpierw szklankę na uspokojenie, potem drugą, a na koniec butelkę za butelką dla zalania żalu.  


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 410
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Sro Maj 16, 2018 8:33 pm

Informacja o tym, że Tony wrócił wcześniej zaskoczyła Steve'a. Ale z racji faktu, że geniusz był osobistością dość ekscentryczną, uznał że pewnie naszło go na jakieś super hiper ulepszenie do zbroi, które musiał wprowadzić koniecznie teraz. Więc nie zainteresował się, póki Jarvis nie powiedział mu, że Pan Stark zdecydowanie przesadza z alkoholem. Pewnie dla SI było ciężkie tak bezczelnie skapować swojego twórcę, ale koniec końców wreszcie się przełamał by poinformować tę bardziej odpowiedzialną część drużyny o incydencie w pracowni.
Tak więc Steve, wycierając ręce z olejnej farby, wszedł do środka pracowni, szukając głównego poszkodowanego. Dzięki pomocy Jarvisa udało mu się go znaleźć całkiem szybko.
- Tony - wyrwało mu się zmartwione westchnienie nim podszedł bliżej do mężczyzny, przykucajac przed tym obrazem nędzy i rozpaczy.
- co się stało? - zapytał o powód tego pijackiego szału. Może i Tony lubił wypić ale nie robił tego bez okazji. A nie wyglądał na takiego co świętował coś miłego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Red Skull
( ͡卐 ͜ʖ ͡卐)

Liczba postów : 81
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Czw Maj 17, 2018 5:55 pm

Wśród Avengersów każdy wiedział, że Tony ma swoje dziwactwa i czasami trudno za nim nadążyć. Uważał się za wizjonera, futurystę i nic dziwnego, że maluczkim umysłom trudno było zrozumieć jego tok pojmowania. Normalnie umiał porzucić wszystko dla nauki, dla kolejnego dzieła, które zrewolucjonizuje świat. Nawet praca w firmie schodziła na boczne tory, kiedy akurat do głowy wpadał mu jakiś pomysł. Coś, co musiał natychmiast wykonać, a co może przysłużyć się światu dużo lepiej, wedle jego mniemania, niż jego nudna korporacyjna praca.
Tym jednak razem do pracowni wcale nie zagnał go twórczy ciąg. Zaszył się tutaj, bo nie było nikogo, kto wchodziłby sobie tutaj ot tak. Nikt też nie zaglądał bojąc się przeszkodzić mu rozmyślanie nad jakimiś udoskonaleniem. Mógł pobyć w swej samotni nie niepokojony żadnymi osobami, a właśnie samotności potrzebował do picia i użalania się nad sobą. Bo właśnie to robiła ta kulka nieszczęść, którą Rogers znalazł w kącie.
W całym swym geniuszu Tony zapomniał o swoim SI, które miało nie tylko cięty język po twórcy, ale i sporą ilość empatii po innych członkach Avengers, z którymi przyszło mu współpracować. To właśnie tym kierował się Jarvis powiadamiając Rogersa w sprawię nie tylko samego nadużycia alkoholu, ale troską o niskie samopoczucie swojego kreatora.
Drgnął słysząc dopiero głos obok siebie. Mocniej zacisnął dłonie na butelce i odwrócił się patrząc na Rogersa z niedowierzaniem, jakby był martwy i nagle pojawił się przed nim byt z krwi i kości. Zamrugał przypominając sobie gdzie jest, ale po chwili na nowo zalały go emocje związane z powodem swojego picia. Skrzywił się jak zbity psiak i przechylił się w kierunku Kapitana rozkładając ręce, ale chyba nie obliczył dobrze jego odległości i swojego zachwiania.
- To takie niesprawiedliwe! On nie zasługuje… - zawył na nowo rozdrapując swoje problemy, których jak na razie… Steve niestety nie miał jak poznać.


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 410
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Pon Maj 21, 2018 12:16 pm

Steve jeszcze nie miał okazji dowiedzieć się, że to ego, którym Stark popisywał się na co dzień łatwiej zdmuchnąć niż domek z kart ułożony przez Hulka. Choć po zdmuchnięciu go nie okazywał się wściekły potwór, chcący rozerwać cię na strzępy.
Kapitan westchnął ciężko, od razu próbując Tony'emu zabrać butelkę dla dorosłych dzieci, nie chcąc by kontynuował swój brzydki proceder. Picie kojarzyło mu się z ojcem, który nie potrafił sobie poradzić z problemami, jakie przeżywali w Ameryce. Wierzył jednak wciąż, że ojciec nie był złym człowiekiem. Tony też nie był zły. Dlatego musiał zrobić wszystko, by ta historia się nie powtórzyła. Szczególnie, że pijany pan Rogers jedynie mógł zniszczyć swoją rodzinę, pijany Stark miał ciut większy arsenał i możliwości.
- Tony, nie powinieneś tyle pić... - uklęknął przed nim, gdy ten wyciągnął do niego ręce, lecąc prosto w jego stronę. Zaskoczony Rogers natychmiast go złapał i objął, przyciągając do siebie, aby ułatwić mu zasmarkanie i zapłakanie T-shirtu użalanie się nad sobą.
- Kto nie zasługuje? Czego? Dlaczego jest niesprawiedliwe? - tyle pytań, tak mało odpowiedzi, a jedyna osoba która może ich udzielić, właśnie jest w stanie nie do rozmawiania. Może Jarvis by wiedział co doprowadziło Starka do takiego stanu? Steve spojrzał w sufit, jakby licząc że SI powie co i jak, czy może uznało, że Rogers wywróży to sam ze stanu Tony'ego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Red Skull
( ͡卐 ͜ʖ ͡卐)

Liczba postów : 81
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Sob Maj 26, 2018 12:59 pm

Wbrew temu, na kogo Tony kreuje się niemal każdego dnia, prawda jest zupełnie inna. Pewnie kilka osób śmiało mogłoby wysunąć tezę, że właśnie za maską tego aroganckiego biznesmana kryje się wrażliwy mężczyzna zraniony w przeszłości. I chociaż sam Tony jest pierwszym do obalania tego i walenia taką ilością sarkazmu, że szybko człowiekowi odechciewa się współczucia mu dzięki takim myślom, to gdzieś w głębi jest to najszczersza prawda, której sam do siebie nie dopuszcza. Przeważnie, bo chociaż nie zawsze dawał po sobie tego pokazywać, to łatwo było właśnie rozgrzać w nim te wątpliwość i niepewność do własnej osoby. Alkohol natomiast zwielokrotniał efekty i doprowadzał w nadmiarze właśnie do takiego stanu załamania. A jak na złość często lubił po niego sięgać, bo z początku dawał względne zapomnienie.
Miał coś odpowiedzieć, że przecież nie wypił dużo, że jest duży i umie się kontrolować, albo coś jeszcze…ale w ostateczności machnął na to ręką nie umiejąc zebrać myśli w odpowiednie słowa i dał sobie odebrać alkohol w zamian za Rogersa, którymi ręce sobie zajął. No, a przynajmniej na chwilę, po do butelki prędzej lub później wróci i będzie się domagał jej zwrotu.
- On! – jęknął jakby to miało tłumaczyć wszystko. Niestety nie chodziło tutaj o jednego z antagonistów Atomówek, ale chwilowo Starkowi nawet przez gardło nie chciało przejść to nazwisko. Nie miał nic, gdy chodziło o mówienie pełnym imieniem Harry’ego, ale myśl, że wymieniałby Normana, już przyprawiała go o konwulsje. – On w ogóle go nie szanuje… Jest jak Howard! Byłbym o wiele lepszym ojcem od niego! – czy Tony byłby lepszym ojcem od Howarda czy od owego „niego” nie było tak proste do wyciągnięcia z tego zdania. Jarvis chociaż chciałby pomóc Rogersowi, to niestety ze swoim procesorem nie pojmował zachowania swojego twórcy.


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 410
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Pon Maj 28, 2018 4:28 pm

Steve był właśnie tym człowiekiem, który najczęściej łapał się na tym, że współczuł Starkowi, by zaraz mu to przeszło na rzecz zirytowania lub zniesmaczenia. Rekord Tony'ego wynosił trzy minuty i nawet Rogers poczuł się tym zażenowany.
Mimo to, jeszcze nie złamał swoich superbohaterskich postanowień i Stark pozostał w jednym kawałku, czyli nie mogło być tak źle jakby być mogło. Teraz aktualnie również budził w Kapitanie mieszane uczucia, bardziej skłaniając jednak do współczucia. Rogersowi zwyczajnie było potwornie przykro patrzeć na tego genialnego i wspaniałego (nawet jeśli powiedzenie mu tego w twarz od razu sprawiało, że chciał odwołać wszystkie słowa) mężczyznę w takim stanie.
Tony dał sobie zabrać butelkę, jest progres, Steve odłożył ją jak najdalej aktualnie mógł, skupiając się głównie na Tonym i jego rozpaczy. Objął go w pasie, podnosząc się z nim do pionu.
- Pora abyś poszedł do pokoju, a teraz mi spokojnie wszystko wyjaśnisz - wyjaśnił łagodnie, trzymając go mocno, żeby nie uciekł i pozwalając na sobie zawisnąć. Ruszył ze Starkiem prosto do jego komnat windy, z której pomocą mógł dostać się na piętro Iron Mana.
- Określenie "On" naprawdę niewiele mi mówi - dalej starał się przemawiać łagodnie i nie zachęcać Tony'ego do reakcji alergicznej i zmiany tematu. Choć w aktualnym stanie, to kwestia czasu kiedy Steve pozna wszystkie szczegóły, nawet takie których znać by nie chciał.
Wspomnienie Howarda trochę poruszyło Rogersa. Pamiętał go jeszcze z czasów wojny i chyba nigdy nie pomyślałby, że tamten mężczyzna mógłby nie nadawać się aż tak na rodzica. Choć... nie, mógł się tego spodziewać, patrząc po sposobie bycia Howarda. Ale w tamtych czasach rozważania o tym jakim kto będzie ojcem, nie przychodziły mu do głowy. Wolał się skupiać na praniu po ryjach nazistów.
- Ciężko mi stwierdzić, skoro wciąż nie wiem o kim mówisz. - Ale coś zaczynało świtać. Jakkolwiek Steve niezbyt interesował się wielkim światem, tak ważnych biznesmenów w okolicy Tony'ego posiadających dzieci było niewielu. Ale za cholerę nie mógł sobie teraz żadnego przypomnieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Red Skull
( ͡卐 ͜ʖ ͡卐)

Liczba postów : 81
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Sob Cze 02, 2018 2:04 pm

To i tak był rekord, bo Stark starał się od razu wybijać ludziom z głowy współczucie. Nie był już dzieckiem, aby litować się nad jego żałością, był dojrzałym mężczyzną i nie potrzebował od nikogo tak żałosnego uczucia. Może kiedyś potrzebował czegoś, co w młodym wieku mógł nazwać troską, ale obecnie starał się z całych sił ją odpychać, a pomagał w tym jego odpychający charakter. Wykreował się na dumnego i samowystarczalnego. Osobę, za którą każdy się ogląda i to inni pragnął jego atencji, bo on innych ma w nadmiarze. I to atencji, której głównym motorem jest podziwianie go. Może czasem chciał usłyszeć zapewnienie, że jest genialny, ale nie oszukujmy się, przeważnie sam siebie zapewniał w swojej wspaniałości i to wystarczało. Przeważnie. Bo czasami zdarzały mu się chwilę zwątpienia. Słabości, takiej jak ta, w której obecnie uczestniczy Kapitan.
- Nie chce… - wybełkotał przelewając się przez silne ramiona blondyna, ale nie mając wystarczająco siły, ani samozaparcia do stawiania znacznego oporu. Jedyne co go trzymało w laboratorium to grawitacja, która jednak przegrywała z mięśniami Rogersa, który i tak zaciągnął go do windy. A skoro tak, to sam Tony się poddał z dalszym werbalnym stawianiem się.
- Głupi… – skomentował jedynie powtarzanie, że blondyn nie wie o kim mowa. Jak on mógł nie wiedzieć o kim mowa?! Przecież to było tak oczywiste! No naprawdę, nie trzeba było być geniuszem, ale najwyraźniej Kapitan Ameryka jako kupa seksownych mięśni nie umiała wystarczająco szybko nadążać za tokiem rozumowania jego oświeconego umysłu. – Mówię o Osbornie. – sapnął wypluwając ostatnie słowo z całym jadem, jakie pasowało do tego zgobliniałego dziada. Na nowo przeszły go spazmy, kiedy zdenerwowany przypomniał sobie po co pił. Pił! Nagle całkiem trzeźwo poderwał się stając na chwiejnych nogach i wyszarpując Rogersowi w poszukiwaniu dookoła alkoholu. – Gdzie moja butelka? Chce moją butelkę! Rogers, co ty zrobiłeś?! – wybełkotał agresywnie machając energicznie rękoma, co jeszcze mniej pomagało mu zachować równowagę.



Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 410
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Wto Cze 05, 2018 1:06 pm

Między litością, a współczuciem podobno jest ta różnica, że w litości znajduje się jeszcze pogarda. Na razie Steve Tonym nie gardził, choć jeszcze tego brakuje by Stark sobie kupił kota. Albo od razu całe schronisko. Choć właściwie, na co ci koty jeśli masz na utrzymaniu żywą baterię gamma i bóstwo z Asgardu.
- Osbornie? - w sumie, to logiczne Hammer nie zdołałby doprowadzić Tony'ego do takiego stanu. Szybko dodał dwa do dwóch. Porównanie do Howarda... brak szacunku... och, musiało chodzić o Harry'ego.
- Więc... twierdzisz że Norman nie docenia swojego syna? - zasugerował rozwiązanie, które przyszło mu z tego sumowania do głowy, gdy Tony przypomniał sobie o alkoholu. Natychmiast teraz wyciągnął ręce, łapiąc go żeby przestał się miotać i nie wygrzmocił się na ziemię.
- Tony, przestań. Tony! Nie dostaniesz alkoholu, wypiłeś już za dużo. - skarcił go. No doprawdy, czasem ze Starkiem jak z dzieckiem, aż dziw że jego butelka z whisky nie ma smoczka - A teraz albo pójdziesz ze mną grzecznie, albo wezmę cię jak Shrek Fionę - zagroził, nawiązując do niedawno nadrabianego z Hawkeyem filmu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Tony Stark


Liczba postów : 47
Join date : 05/02/2017
Skąd : Stany Zjednoczone

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Nie Sie 05, 2018 5:48 pm

Może tak, może nie. Dla Starka obie te rzeczy brzmiały podobnie. Może dlatego, że sam mieszał pogardę zarówno do litości, jak i do współczucia, chociaż w przypadku tego drugiego nie zawsze świadomie. Naprawdę dziw, że inni jeszcze z nim wytrzymywali! Chociaż oczywiście Kapitan był wyjątkiem. Wszystko w nim było wyjątkowe, łącznie z anielską cierpliwością, tak obcą we współczesnym świecie gnającym i nie trwoniącym czasu, bo ten był pieniądzem, a tego także nikt nie chciał tracić.
Kto wie? Może Avengers samo w sobie jest wynikiem jakiegoś kryzysu? Niektórzy kupują sobie drogie samochody lub sypiają z najmłodszymi modelkami sprawdzając jak daleko zachodzi granica przyzwoitości, to kiedy masz ich już po czubek głowy (i samochodów i modelek), to znajdujesz sobie bardziej wyszukane zajęcie. Ekstrawagancja Starka zaś sięgała tak daleko, że posiadanie na utrzymaniu Asgardczyka i Żywej Baterii Gamma wydaje się być wystarczająco dobre na jego wybujałe ego. A zarówno za koty jak i te dwie wszystkożerne bestie w sumie i tak odpowiadała Pepper…
- Absolutnie! – przytaknął na pytanie Kapitana, które wydawało mu się oczywistą oczywistością. – Przecież to ci cały czas tłumaczę. – burknął oburzony, że musiał to potwierdzać. No naprawdę! Co ten Kapitan ma z głową, że go nie rozumie? Przecież mówi wprost i pełnymi zdaniami.
Kiedy Hammerem nawet by się nie przejął, to jednak Osborn w tym panteonie bogów USA miał swoje miejsce dość szanowane. I jakkolwiek duma Starka nie pozwalała mu być zazdrosna o cokolwiek u kogokolwiek, to Norman był specjalnie przez niego wyróżniony. Wszelkie próby dogryzania mu kończyły się dystyngowanym zbyciem. A jakby nie był idealnym przykładem konkurencji firmowej, człowiekiem zdystansowanym, to jeszcze zwyczajnie przypominał Tony’emu jego ojca w tym, jak traktował Harry’ego. I chociaż Peter nie raz zapewniał go o tym, jak mocno Norman kocha syna, to jednak i tak trudno było w to uwierzyć.
- Nie! – czknięcie – Nie istnieje pojęcie „za dużo wypiłeś”! – powiedział pewnie, chociaż obecnie jego osąd jako naukowca był zbyt mocno zaburzony, aby mu ufać. Równie mocno zaburzony był jego zmysł równowagi, więc chcąc nie chcąc musiał opierać się na wszystkim dookoła.
- Nie zrobisz tego. – bruknął niezadowolony i o dziwo był w tym przebłysk geniuszu, bo raczej lepiej dla Rogersa, aby nie przerzucał sobie Tony’ego w takim stanie, jeśli zależy mu na koszuli i podłodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 410
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Pon Sie 06, 2018 11:03 am

Steve mimo wszystko pozostawał tylko człowiekiem i czasem też miał ochotę Starkiem potrząsnąć. Sęk w tym, że to mogłoby przynieść efekt kompletnie odwrotny od zamierzonego. Więc pozostało mu robić za matkę polkę Avengers i łudzić się, że kolejne uwagi, upomnienia i próby przekonania go do innego postępowania coś dadzą.
Cóż, jaki mężczyzna i zasobność portfela, taki kryzys wieku średniego. Biedna Pepper, na której barkach spoczywało tyle obowiązków.
- Tak, pojedynczymi zdaniami, będąc w pijackim amoku - zauważył kąśliwie, ale wiedział że w tym stanie do Tony'ego nie dotrze. Westchnął więc tylko ciężko, odciągając go od butelki, dalej w kierunku windy.
- Istnieje i ty je właśnie grubo przekroczyłeś, Tony. - stanął pod drzwiami windy wciskając przycisk i czekając aż kabina pojawi się, aby zabrać ich z naturalnego środowiska Starka w bardziej neutralne miejsce.
- Może nie do końca tak, ale jakoś cię tam zatargam. Naprawdę, Tony, to nie jest najlepszy moment, by pogrążać się w żalu. Spodziewałem się raczej, że wyskoczysz z jakimś ambitnym projektem, a nie zaczniesz pić na umór - wątpił by jego słowa jakkolwiek wpłynęły na postępowanie Tony'ego, ale może choć na chwile uda mu się go zdekoncentrować.[/color]


Ostatnio zmieniony przez Kapitan Ameryka dnia Pon Sie 20, 2018 2:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Tony Stark


Liczba postów : 47
Join date : 05/02/2017
Skąd : Stany Zjednoczone

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Pon Sie 13, 2018 7:17 pm

Kompletnie zignorował narzekania Kapitana na to jak przedstawił mu sytuacje. Wiedział, że mu ją przedstawił i to blondyn był kompletnie nieogarnięty, że jej nie zrozumiał. Tak, tak było. Potwierdzam. Pewnie nawet na trzeźwo trzymałby się tej wersji, bo chociaż już lepiej przychodziło mu przyznawanie się do błędów, to na pewno w takim przypadku i tak szedłby w zaparte. Ale na nieszczęście Kapitana Tony nie był trzeźwy. A odstawienie go od alkoholu obecnie też nie było dla niego najmilszym przeżyciem, ale jak wiadomo… Kiedyś trzeba. Przynajmniej będąc cywilizowanym człowiekiem. I to człowiekiem odpowiedzialnym jednak za sporo rzeczy!
Pewnie nawet wyjdzie na tym lepiej, a i obecny kryzys mu przejdzie, ale obecnie nie myśląc trzeźwo nadal przechodził cierpienie z powodu tak idiotycznej rzeczy można pomyśleć. Właściwie dwóch rzeczy, bo zarówno zazdrościł Osbornowi syna, jak i miał go za najgorszego ojca życia. Serio, porównywanie go do Howarda to nie jest w żaden sposób dobre wyróżnienie!
Wybulkotał coś na słowa blondyna. Coś, co chyba w zamiarze miało brzmieć jak „brednie”, ale wyszło jak wyszło z plączącym się językiem i po prostu sobie stał naburmuszony. I można by pomyśleć, że trzeźwe słowa Capa o naturze naukowca nie przemawiają do Staraka, to tego faktycznie olśniło. Poderwał się aż i odwrócił do swojego tragarza kładąc dłoń na jego szerokiej piersi dla zachowania równowagi i spojrzał na niego w miarę bystro, ale jak łatwo się było domyślić po jego słowach nie do końca trzeźwo.
- Masz racje, Steve! Musimy zrobić sobie dziecko. – zdradził swój ambitny projekt, na który na pewno nie wpadłby, gdyby nie pił na umór. - Do laboratorium!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 410
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Pon Sie 20, 2018 2:12 pm

Przyznawanie się do błędów na poziomie przeciętnej ałtoreczki. Ale czego wymagać od bohatera, którego jest bardziej kruche niż kolekcja figurek Hulka, po wpuszczeniu do niej Hawkeye'a z potomkiem.
Tymczasem podziw Steve'a do Pepper rósł wprost proporcjonalnie do czasu spędzanego z Tonym. Jakim cudem ta niepozorna, rudowłosa i bez super mocy kobieta była w stanie wytrzymać ze Starkem tyle czasu, jeszcze być przez jakiś czas jego dziewczyną, nie miał zielonego pojęcia. Ale jednak to robiła, choć teraz najwidoczniej przerzuciła swoje stare obowiązki w niańczeniu na pierwszego lepszego frajera, który się nawinął i nie uciekł póki miał okazję Steve'a.
Nie spodziewał się reakcji, a tu proszę, jednak jest. Jakkolwiek obwieszczenie Starka kompletnie rozłożyło go na łopatki.
- Zaraz, co? Jak to zrobić dziecko? I to sobie?! - zauważył ogromną dziurę techniczną, która zawierała plan tego typu rozmnożenia. Bo, według dość miernej ale zawsze jakiejś, wiedzy z biologii dwóch mężczyzn nie może mieć genetycznie razem... choć w sumie, to dwudziesty pierwszy wiek, Stark może go czymś zaskoczyć. Zamiast więc pozwolić mu pójść z powrotem do laboratorium, wciągnął go do kabiny windy i wcisnął odpowiedni przycisk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Tony Stark


Liczba postów : 47
Join date : 05/02/2017
Skąd : Stany Zjednoczone

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Sob Sie 25, 2018 2:32 pm

Faktycznie, aż dziw, że ktokolwiek wytrzymywał ze Starkiem. Ale sam starał się stworzyć właśnie taki image. Przekonywał siebie, że to nawet lepiej, że ludzie za nim nie przepadają. Oczywiście muszą go słuchać, bo jest znany i bogaty, a na dodatek mądry, ale nie przywiązują się do niego. Czasami nawet życzą mu śmierci! Ale to dobrze, to dobrze. Przecież nie jest kimś ważnym… Są osoby dużo lepsze od niego, które bardziej zasługują na bliskość i prawdziwe uczucia. Tony’emu wystarczała przeważnie atencja jako celebryty i tyle. Poza fleszami aparatów był sam… I chciał by tak było. Być jak najbardziej dupkiem, by nikt nie musiał cierpieć z powodu jego straty. Nawet jeśli przez to cierpiał w samotności. Siedząc sam z własnymi przerażającymi myślami, które zalewał alkoholem popadając w błędne koło.
Fakt, jego samoocena jest bardzo krucha. Pomimo tej dumnej jak paw postawy na co dzień, to ojciec wystarczająco mocno stłamsił w nim prawdziwą pewność siebie.
I chyba tylko dlatego, że Pepper to naprawdę empatyczna kobieta, tak długo z nim wytrzymywała. Po prostu było jej żal takiego człowieka jak Tony. Chciała chociaż trochę mu pomóc, ale niestety to przypadek bez możliwości naprawy. Za bardzo już się zamknął, aby próbować się otwierać. No, a przynajmniej tak było do czasu powstania Avengers. Tony poczuł, na pewien krótki moment, że w końcu ma przyjaciół. Prawdziwych przyjaciół, którzy go lubią i bez znaczenia jak wielkim dupkiem będzie i tak stanął za nim murem pomijając Civil War, ale zakładamy te milszą wizję drużyny z animacji.
- No wiesz, Kapitanie… Nie uczyłeś się nigdy o pszczółkach i kwiatuszkach? – spytał aż nazbyt rozbawiony tą wizją. I jest pijany, nie oczekuj od niego trzeźwego myślenia! Chociaż chyba nawet był na tyle trzeźwy, aby sobie żartować. – Kiedy dwie osoby się bardzo kochają i dojdzie między nimi do zbliżenia… - przerwał i chwile obserwował Rogersa, aż w końcu nie wytrzymał i parsknął śmiechem.
Oczywiście, że nie był na tyle pijany, aby wierzyć, że tak uda mu się zrobić syna. No naprawdę Cap, on może jeszcze pić! Nie jest aż tak nietrzeźwy, by myśleć w tak głupi sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 410
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   Pią Sie 31, 2018 8:52 pm

Tony jak żywo przypominał mu o słowach dziadka. "Nie ma ludzi złych, są tylko ludzie zagubieni we własnych problemach" - choć słowa te padały w kierunku ojca Rogersa, tak teraz aż za bardzo pasowały mu do Tony'ego. Steve to widział i starał się przebić przez tę nieszczęśliwą skorupę, nawet jeśli było to trudne, a sam Stark niejednokrotnie starał się udowodnić, że bezcelowe. Mimo to, Rogers był uparty i zasilany nadzieją, że kiedyś mu się uda. Szczególnie gdy widział, te drobne momenty, gdy Tony opuszczał swoją mentalną zbroję. A w przeciwieństwie do Pepper, która nie dość że musiała ogarniać Starka, to jeszcze firmę, miał zdecydowanie więcej czasu, aby to robić.
Na słowa Tony'ego wyraźnie poczerwieniał na twarzy. Rewolucja seksualna była czymś co przespał i te tematy były dla niego swego rodzaju tabu. Tak jawne nawiązywania zawstydzały go i krępowały, nawet jeśli dotyczyły tłumaczenia "skąd się biorą dzieci".
- Proszę cię, Tony, przestań. - Za późno dotarło do niego, że to może sprowokować Starka do kontynuowania.
Śmiech Tony'ego przynajmniej przynosił nadzieję, że temat zostanie zakończony. Tak samo winda, która zatrzymała się na odpowiednim piętrze i Steve podziękował w duchu jej przyspieszeniu. Wyciągnął Starka po raz ostatni, starając się jednak nie pozwolić mu przypadkiem upaść.
- Może poczekaj na genialne pomysły i wcielanie ich w życie po wytrzeźwieniu, dobrze? - zaproponował uprzejmie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]   

Powrót do góry Go down
 
Zróbmy sobie synka! [Stark i Rogers]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Odrealniona strefa-
Skocz do: