IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Avengers | Infinity War part 2 (SPOILERY) [Stark&Romanoff]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Red Skull
( ͡卐 ͜ʖ ͡卐)

Liczba postów : 70
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: Avengers | Infinity War part 2 (SPOILERY) [Stark&Romanoff]   Pon Maj 14, 2018 12:25 am

„I don’t wanna go, mr. Stark”
Otworzył gwałtownie oczy patrząc na pusty salon skąpany w mroku nocy. W uszach nadal odbijały mu się słowa bohatera, który umierał w jego ramionach. Nie, zwykłego dzieciaka, za którego był odpowiedzialny. Którego zawiódł i pozwolił odejść na zawsze. Zacisnął z całej siły powieki starając się pozbyć sprzed oczu tego obrazu, ale nic to nie pomagało. Nadal widział przed sobą te przerażoną twarz młodego człowieka, który wpatrywał się w niego parą brązowych oczu szeroko otwartych w szoku. Nie wierzył w to, że umrze, ale tak się działo. Wpatrywał się w swojego idola, w głąb jego duszy, a on… był bezsilny. Mógł jedynie patrzeć, jak chłopak rozpada się w jego ramionach. Bez bólu, lecz czy w jakiś sposób umniejszało to cierpieniu?
Wziął gwałtownie powietrze uświadamiając sobie, że na chwilę przestał oddychać. Ciężkie dyszenie przeszywało ciszę panującą dookoła, a on myślał tylko o tym, że powinien przestać oddychać w ogóle. Nie zasługiwał na życie, nie miał nawet dla kogo żyć. To on powinien zniknąć, nie Peter. Dla wszystkich byłoby lepiej… Ale tak się nie stało. Nie mógł umrzeć i nie umarł wtedy. Jego klątwą było żyć ze świadomością, że przegrał. On! Wielki Tony Stark w końcu przegrał. I już wiedział, że to najgorsze uczucie na świecie. Coś czego warto się bać.
Chciał znów krzyczeć, ale już kilka dni temu zdarł gardło. Zresztą, nie było nikogo, kto by go usłyszał. Nikogo, kto przejąłby się bałaganem w całej rezydencji, pustej i przerażająco cichej. Bo jedna strata była najwyraźniej za mało zabawna dla pieprzonego świata. Los musiał dodatkowo go dźgnąć i to znów w serce. Potrząsnął głową i na ślepo przesunął dłonią obok siebie. Stuknięcie butelki zwróciło jego uwagę i powoli odwrócił się patrząc na przewrócony przedmiot. Ujął szklaną szyjkę i uniósł do góry zauważając, że denko jest puste. Rzucił butelką z całej siły, która obecnie była osłabiona alkoholem, ale ta jedynie potoczyła się po podłodze dołączając do kilku roztrzaskanych już wcześniej alkoholi. Tony mlasnął niezadowolony i z trudem dźwignął się opierając o ścianę. Zataczając przeszedł przez salon do barku, ale jego zawartość… się skończyła jakiś czas temu. Zaklął pod nosem i włócząc nogami po dywanie poszedł w kierunku kuchni. Zignorował, że bosymi nogami przeszedł po odłamkach pierwszych rozbitych butelek. Kiedy miał siłę i w rozpaczy ciskał nimi o ściany, ale nie dawało to nic poza utratą cennego teraz alkoholu. Tych kilku promili pozwalających mu na chwilę zapomnieć. O całym bólu, nie tylko poranionych stóp, ale i bólu straty.
Zatrzymał się przy drzwiach od łazienki i zadrżał. Nie umiał tam spojrzeć, ale odruchowo i tak właśnie to miejsce go przyciągało. Jakby jego ciało na siłę chciało mu przypominać w kółko i w kółko, co stracił. Oparł się ramieniem o ścianę i zakrył usta czując, jak łzy znów napływają mu do oczu. Nieważne ile ich wypłakał, one wciąż się pojawiały, nawet przy najmniejszym wspomnieniu.
Ciągle świeży był w jego głowie moment, kiedy wrócił. Chciał jedynie przytulić Pepper, powiedzieć jej, że ją przeprasza i na chwilę uciec od brzmienia utraty kogoś, kogo traktował jak syna. Swoje własne dziecko.
Wołał ją, ale nie odpowiadała. Drzwi były otwarte, więc musiała być w domu. Szybko przeszukał mieszkanie, ale zamiast Pepper w łazience znalazł test ciążowy. Przeczytał instrukcje na pudełku obok i na chwilę, dosłownie jeden moment, poczuł światełko w mrokach swojego życia. Jego sen był prawdziwy, a on mógł tym razem lepiej ochronić to, na czym mu zależało. Pełen energii podniósł głowę i nagle jego szczęście pękło niczym mydlana bańka. Upuścił test i upadł na kolana widząc, jak spod przypadkowo rzuconego na podłogę ręcznika wystawał szary pył. To przelało czarę goryczy.
Od tamtej pory pił. Ile to dokładnie? Nie pamiętał, ale czy było to ważne? Chciał jedynie uciec. Zapomnieć o wszystkim. Został sam więc i tak nic więcej mu nie zostało.
Powstrzymał drżące nogi i ruszył dalej. Do kuchni, gdzie znalazł kolejną butelkę whisky, której gorzki smak na chwilę wypalił troski. Na ten moment znów był wolny. Oparł się ciężko o wysepkę, a potem stoczył się na podłogę zamykając oczy.


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Black Widow
Cichociemna

Liczba postów : 33
Join date : 19/12/2016

PisanieTemat: Re: Avengers | Infinity War part 2 (SPOILERY) [Stark&Romanoff]   Czw Maj 17, 2018 7:01 pm

Minęło kilka dni od tego nieszczęsnego wydarzenia. Połowa wszechświata wymazana jednym pstryknięciem palców. To wciąż wydawało się nierealne dla Natashy. Każdego dnia miała wrażenie, że ktoś z jej przyjaciół, którzy po prostu zniknęli, odezwą się i okaże się wszystko jest w porządku. Ale tak się nie działo i z każdym dniem coraz bardziej docierało do niej ile, nie tylko ona, ale wszyscy jako drużyna stracili. Ile przegrali. Wanda. Vision. Sam. Bucky. T’Challa. Maria. Nick. Nie mówiąc o tych wszystkich osobach, o których nawet nie wiedziała.
Wszyscy mieli problem z pozbieraniem się po bitwie. Ciężko było uwierzyć w to co się stało i to było zrozumiałe, ale i tak woleli opuścić Wakandę jak najszybciej. Mieszkańcy mieli teraz swoje zmartwienia, ponownie zostając bez króla. Zresztą nie mieli już tam, co zrobić i musieli wrócić do Nowego Jorku. Po co? Sami nie wiedzieli, to był problem. Ale najważniejsze, żeby być już z dala od tego miejsca, nawet jeśli nie łatwo będzie zapomnieć o tym, co się wydarzyło.
I rzeczywiście nie było łatwo. Po powrocie do Nowego Jorku przez kolejne dni nie trudno było wyczuć jak napięta jest atmosfera. Nikt nie chciał mówić o tym, co się stało, ale zarazem musieli. Trzeba było coś zrobić, tylko nikt nie wiedział co.
Propozycja, którą postanowili wcielić w życie padła nie przy wszystkich, ale między Natashą i Stevem. Oboje potrzebowali prywatnej rozmowy i jak się okazało, to było najlepszym pomysłem. W końcu przekazali innym i zaczęli przygotowania.
Musieli zebrać ponownie drużynę i odłożyć na bok wszelkie spory, czy tego chcą, czy nie. Co prawda opinie były podzielone czy powrót Avengers to dobry pomysł. Przecież przegrali i nie mieli już kogo ratować. Sama Natasha miała przez moment wątpliwości, ale przecież nie mogli się poddać. Wciąż mieli kogo chronić. I co jeśli uda się to wszystko jakoś odwrócić. To wszystko było gdybaniem, ale spróbować nie zaszkodzi. Jednak wizja, że to akurat ona musi przekonać Starka do powrotu nie była dla niej zbyt przyjemna, zwłaszcza po tym jak ich ostatnia rozmowa się skończyła. Nie miała ochoty na rozmowy z nim od tego czasu, ale w obecnej sytuacji nie będzie się dziecinnie zachowywać i unikać Starka za wszelką cenę. No i robiła to dla Steve’a, bo wiedziała, że ta dwójka ma sobie wiele do wyjaśnienia i muszą się w końcu spotkać, nieważne jak źle między nimi było.
Pomimo całej obecnej sytuacji, wolała uważać na ulicach Nowego Jorku. Obecnie nie miała czasu na mierzenie się z czymkolwiek, co mogło ją czekać, gdyby ktoś ją zobaczył na ulicy. Zależało jej na szybkim wejściu, ale Friday jej to trochę utrudniła, nie chcąc jej początkowo wpuścić, ale jakoś sobie w końcu z nią poradziła. Cholerna sztuczna inteligencja.
Nie wiedziała czego się spodziewać, bo nikt nie słyszał od Tony’ego nawet słowa odkąd wrócił. Zresztą nawet to dowiedzieli się z wiadomości.
Pierwsze co została to cisza, która trochę ją zaskoczyła. Spodziewała się, że Stark będzie czymś zajęty, ale to, że nic się nie działo było nie w jego stylu. Nawet jakiejś muzyki w tle, kompletna cisza. Kolejną rzeczą był całkowity bałagan dookoła – pełno butelek po alkoholu, jakieś pojedyncze z nim, a także dużo porozbijanego szkła. Natasha przeszła przez pomieszczenie, rozglądając się za Tonym. Kiedy tylko jej wzrok spoczął na kuchni, od razu dostrzegła go wśród bałaganu, na podłodze. Ciężko było jej stwierdzić czy był nieprzytomny, czy działo się coś innego. Przynajmniej był tutaj. Część niej, wbrew sobie, cieszyła się, że go widzi. Chyba po prostu zaczęła doceniać każdą osobę, która wyszła cało z tego wszystkiego.
- Stark - odezwała się, podchodząc do niego, chcąc sprawdzić czy zareaguje w jakikolwiek sposób, czy jednak będzie musiała zastosować inne metody, żeby dotarło do niego, co się dzieje. Patrząc jednak dookoła siebie, można było się domyślić, że prędzej będzie zmuszona do tego drugiego. I nawet to nie będzie łatwe.




"Just human behavior. It's all about calculating how willfully blind a person is going to be.
And then exploiting that."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Avengers | Infinity War part 2 (SPOILERY) [Stark&Romanoff]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Odrealniona strefa-
Skocz do: