IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [1947] You saved my life once

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Margaret Carter


Liczba postów : 42
Join date : 09/05/2017

PisanieTemat: [1947] You saved my life once   Pią Cze 23, 2017 11:18 pm

Winter Soldier & Margaret Carter
I know you wanna rest your head and just forget the night,
so know I’m gonna stay right here, I’ll sit by your side.

Peggy dostaje wpierdol. Tak w skrócie. No, tutaj sobie wstawię piękny opis później, aj promys.


Ostatnio zmieniony przez Margaret Carter dnia Nie Cze 25, 2017 1:34 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Margaret Carter


Liczba postów : 42
Join date : 09/05/2017

PisanieTemat: Re: [1947] You saved my life once   Sob Cze 24, 2017 12:08 am

Margaret była zmęczona. Tak okrutnie zmęczona jak potrafi być tylko kobieta po długim treningu i spotkaniu z upierdliwymi rosyjskimi agentami. Ten dzień miał być lepszy, różniący się od innych, ale... Peggy powtarzała sobie to każdego ranka. Powoli gubiła znaczenie słowa lepszy. Życie po wojnie miało być lepsze. Jak się okazało, o zgrozo, nie było. Gdyby porównywać tamten okres z aktualnym stanem Carterówny, linia na wykresie niebezpiecznie zbliżałaby się do zera. Znaczy, wiadomo, nie było najgorzej. Brunetka przeżyła już straszniejsze rzeczy. Tylko że wtedy miała... no, wsparcie. Przecież nigdy nie była sama. A teraz, pomimo towarzystwa wielu dobrze wyszkolonych żołnierzy, czuła się dziwnie odosobniona. Wrażenie samotności nie opuszczało jej od kilku lat. Może to kwestia kobiecej wrażliwości, która czaiła się gdzieś w najciemniejszych zakamarkach duszy Margaret, upchnięta tam niemal butem.
Miało być lepiej, a każdy dzień zlewał się z poprzednim i był nieustanną walką o przetrwanie. Chociaż wojna się skończyła, kobieta w NRS łatwo nie miała. Szczególnie, gdy przyszło jej współpracować z członkami 107. oddziału piechoty, dowodzonego kiedyś przez Steve'a Kapitana Amerykę. Utrata bohatera bolała do tej pory, choć Peggy nie dawała tego po sobie poznać. Cicha akceptacja okazała się najlepszym sposobem na żałobę.
I wiecie... mogłaby nauczyć się akceptować taki stan rzeczy. Dopóki okazywano jej szacunek, dopóki nie traciła iskry, pozostawała tą samą Margaret. I chociaż nie malowała się przed nią kolorowa przyszłość, przynajmniej jakąś posiadała. Tak przynajmniej się jej wydawało, do pierwszego strzału.
Pocisk wbił się w drzwi pojazdu, wywołując u agentów natychmiastowe reakcje. W takich okolicznościach nie było miejsca na strach. Peggy zupełnie odruchowo uniosła ramię, zakrywając większą część twarzy. Zmarszczyła czoło, sięgając dłonią do skórzanej walizki. Tego w zasadzie można było się spodziewać; brunetka przyzwyczaiła się już, że Europa lubi zaskakiwać. Usłyszała za plecami szczęk odbezpieczanej dłoni i zerknęła w tył, na pasażerów wozu i kolejny pojazd, który powoli zatrzymywał się kilka metrów dalej. Drugi pocisk przebił drzwi w tym samym miejscu, a Carterówna w ogólnym harmidrze i trzaskających drzwiach, za którymi znikali żołnierze, mogła tylko westchnąć ciężko i obiecać sobie, że tym razem też nie umrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1947] You saved my life once   Sob Cze 24, 2017 12:55 am

Dwa lata. Dokładnie tyle czasu minęło od wdrożenia w życie tajemniczego projektu Winter Soldier, kierowanego przez Departament X pod czujnym okiem Zoli. Dwadzieścia cztery miesiące pracy nad psychiką Obiektu, niezliczone godziny treningów, wpajania propagandy sowieckie. Wcześniej kilka dni śpiączki po operacji, aby naukowcy mieli pewności, że ich nowa zabawka będzie działać jak powinna. Całe życie Jamesa od rzekomej śmierci było wyliczone w godzinach i poddane pod rozkazy. Tresowany jak zwierzę, miał nauczyć się mordować na rozkaz, stać się maszyną. Miał wątpliwości na początku, zadawał sporo pytań, próbując zrozumieć co się stało. Stopniowo jednak zaczął milczeć. Tego od niego oczekiwano, za milczenie nikt nie karał. W wolnych chwilach od treningów i indoktrynacji, był obecny albo oglądał przesłuchania amerykańskich szpiegów. Atakowany psychicznie oraz fizycznie - chociażby przez różnego rodzaju tortury, a trzeba przyznać, że Rosjanie byli kreatywni - zdołał w jakiejś części wyzbyć się empatii, nadal jednak pamiętał Steve'a i dziewczynę czerwonej sukience. Nadal gdzieś tliła się świadomość, że był żołnierzem i nie mógł porzucić swoich wartości. Przeprowadzano do niego cele, nie potrafił jednak na początku ich zabijać. Nie mordował na początku niewinnych, pogardliwie nazwano go dobrodusznym, zanim pierwszy raz zabrano na czyszczenie pamięci. Wyizolowane pomieszczenie rozbrzmiało wtedy krzykami i błaganiami. Nikt się nie zlitował, nie takie były rozkazy. Za pomocą czyszczenia pamięci usunęli z jego umysłu najlepszego przyjaciela, zacierając jego obraz w umyśle mężczyzny. Równie sprawnie usunięto piękną kobietę w czerwonej sukience.
Nadszedł wreszcie dzień wielkiego testu. Ubrany w czarny uniform, wyposażony w kilka sztuk broni oraz całkiem spory oddział sowieckich agentów, miał pozbyć się kilku amerykanów. Nic łatwiejszego. Nakazał gestem działać swoim podwładnym. Znali rozkazy, a on nie mógł się odzywać bez potrzeby. Idealni żołnierze mieli w końcu zachować ciszę podczas misji i niepodważać słów swoich przełożonych.
Winter Soldier umiejscowił się w najbardziej odpowiednim miejscu i na szybko złożył broń snajperską, mechanicznie ładując magazynek i wymierzając w cel, którym jak na razie był pojazd. Jeden strzał - zatrzymanie pojazdu - przeładowanie - drugi strzał - trafienie niemal dokładnie w to samo miejsce. Poczekał aż agenci nieco rozproszą amerykanów, nim wyciągnął karabin, jeden z tych jakie nosił podczas wojny. Skutecznie unieszkodliwił dwie, może trzy osoby, jednak ich nie zabijając. Zostawił to agentom. W ogólnym harmiderze, mógł się rzucać w oczy. Nie atakował na oślep. Spokojnie stał, odbijając ręką zabłąkane pociski i częstując wrogów kulami niczym egzekutor. Jeden pocisk, jedna osoba. Nie było mowy o jakiejkolwiek pomyłce czy spudłowaniu.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Margaret Carter


Liczba postów : 42
Join date : 09/05/2017

PisanieTemat: Re: [1947] You saved my life once   Nie Cze 25, 2017 1:33 am

Chociaż w żaden sposób nie można porównywać tego, co przeżyli, Peggy również nie miała się najlepiej w ciągu ostatnich dwóch lat. Nie chodzi nawet o utratę Stevena. I tak miała wrażenie, że po domniemanej śmierci Bucka jakakolwiek głębsza relacja z Kapitanem nie miałaby prawa bytu. Chociaż sierżanta Barnesa spotkała tak niewiele razy, że wszystkie mogłaby zliczyć na palcach jednej dłoni, przeżywała jego zaginięcie razem z Rogersem. Może nie tak mocno i nie otwarcie, ale zaznała cierpienia. Z jakiegoś powodu potrafiła budzić się w nocy, goniona złymi przeczuciami. A w śnie... cóż, wiele razy tańczyła. Tańczyła i żałowała, że nie skorzystała z zaproszenia, gdy szarmancki brunet proponował jej chwile zapomnienia.
W tamtym momencie wydawało się przecież, że są bezpieczni. Że chociaż biorą udział w wojnie, ona częściowo ich nie dotyczy. Margaret mogła zatopić się w spojrzeniu jasnych oczu, a dziewczyna w czerwonej sukience wryła się głęboko w pamięć Jamesa. Może nie na tyle, by był w stanie uchwycić się myśli o niej podczas operacji, ale wystarczająco, by nie oddał swojego jestestwa zbyt łatwo.
Boże, gdyby oddział dostał wówczas jakikolwiek znak, jakiekolwiek prawdopodobieństwo, że Bucky żyje, Peggy i Steve byliby gotowi postawić na baczność każdą jednostkę wojska, byleby dotrzeć do przyjaciela. Przyjaciela Kapitana, oczywiście, bo Margaret nie miała prawa go w ten sposób nazywać. Przecież krótka wymiana spojrzeń tamtego gorącego wieczora, pocałunek dłoni i obietnica rychłego spotkania do niczego jej nie upoważniały.
Nigdy jednak nie spodziewała się, że ten James będzie w stanie strzelać do dawnych braci. Jak by na to nie patrzeć - w obu pojazdach znajdowali się członkowie jednego z najbardziej elitarnych oddziałów. Tego samego, do którego należał sierżant Barnes. Teraz panna Carter przyglądała się, jak dwoje z nich potyka się, podpierając kolanem o ciemną drogę, ranieni pociskami. Przełknęła ślinę, wysiadając z pojazdu. Jedyną dobrym elementem tej sytuacji był fakt, że... no, znajdowała się po tej bezpieczniejszej stronie. Nie wystawiona na ostrzał, miała chwilę żeby przyjrzeć się przeciwnikom. I, wierzcie mi, widok zamaskowanego faceta z metalową dłonią naprawdę ją zdziwił. Na tyle, że nagle dotarło do niej, że jeden pistolet na niewiele się przyda. Sięgnięcie na tył pojazdu wiązało się jednak z dość sporym zagrożeniem, a przelatujące nad głową pociski nie nastrajały pozytywnie.
Carterówna wychyliła się nieco, chwyciła jednego z rannych żołnierzy za ramię i pomogła przeciągnąć za samochód. Chociaż rana w nodze okrutnie krwawiła, brunetka z jakiegoś powodu bardziej zainteresowała się karabinem. Z miłym "przepraszam, pan pozwoli" niemal wyszarpała broń z rąk poszkodowanego i oparła o pojazd, niemal natychmiast wyłączając jednego z rosyjskich agentów z dalszej gry. Może i nie była tak dobra jak wytrenowani żołnierze, ale grunt, że za drugim razem trafiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1947] You saved my life once   Nie Cze 25, 2017 1:58 am

W obecnej chwili nie pamiętał zaproszenia do tańca czy chociażby imienia panny Carter. Nie potrafił też przypomnieć sobie Steve'a ani zrozumieć czemu widok niektórych żołnierzy powoduje coś co przypomina ciężki głaz ulokowany w żołądku. Nie mógł w końcu pamiętać jak Dum Dum się nim zajmował, kiedy James złapał zapalenie płuc. Nie mógł pamiętać ile razy chronił tyły Howling Commandos, a oni chronili jego. Dawny James wolałby popełnić samobójstwo niż skrzywdzić któregokolwiek z dawnych braci, ale tamten James był martwy. Nie zginął na miejscu, leżąc w śniegu pouupadku ze sporej wysokości. Nie. Umierał powoli i każdego dnia na nowo aż stał się zupełnie obcą, inną osobą. Winter Soldier, tak się teraz nazywał. Obiekt, jak to nazywano go czasem. Pozbawiony tożsamości i w gruncie rzeczy całego swojego jestestwa stał się niemalże pustą skorupą. Sowieci rozbili jego osobowości na drobne kawałki i złożyli na nowo, według własnego pomysłu. Już teraz niewiele w nim było z amerykańskiego sierżanta, a to był początek gruntowych zmian.
Czekał cierpliwie na stosowny moment, aby pozbyć się większej ilości wrogów. Był w końcu żołnierzem idealnym, pozbycie się wrogów nie było trudne, ale musiał udowodnić przełożonym, że nie zasługuje na więcej bólu i jest w stanie stanąć na wysokości zadania. Właściwie intrygująca jest kwestia doboru celów. Gdyby wiedział kim ci ludzie są, pewno sam by się zaczął zastanawiać czy chodziło o pozbycie się ważnych przeciwników czy to miał być ostateczny test, mający na celu pokazanie, że nawet dawnych znajomych jest w stanie się pozbyć.
Trzy kolejne kule sięgnęły celów, zostawiając je ranne, kiedy ruszył powoli w stronę pojazdów. Był pewny, że ktoś się ukrywał za nimi. Wiedział przecież mniej więcej jak reagują ludzie. Naturala była potrzeba ukrycia się, a gdzie najlepiej jak nie za samochodem. Z każdą chwilą coraz bardziej był zdenerwowany. Miało pójść szybciej, miała to być prostsza misja. Opór wrogich jednostek go irytował, czego upust dał raniąc kolejnych żołnierzy nim wrócił do obojętności, której nie można było zobaczyć na jego twarzy, zasłoniętej maską.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [1947] You saved my life once   

Powrót do góry Go down
 
[1947] You saved my life once
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Porzucone retrospekcje-
Skocz do: