IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulice

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Gość
Gość


PisanieTemat: Ulice   Pią Maj 05, 2017 10:09 pm

Nowojorskie ulice jakie są każdy widzi - pełne tłoku i kolorowych neonów w centrum. Poza centrum są tylko zatłoczone. Jedno jest pewne, to miasto nigdy nie śpi.
____________________________________________________

Peter rozglądał się dookoła coraz bardziej zaniepokojony. Wprawdzie udało mu się dotrzeć do obu uniwersytetów, które chciał odwiedzić, ale zbyt długo zamarudził w jednym z parków po drodze i zdążyło się ściemnić. I po co mu było się pchać w samo serce NY? Mógł poczekać jeszcze z pół roku, może nastąpiłaby jakaś globalna katastrofa i wcale nie musiałby się martwić, czy dostanie się tam, gdzie chciał. Ale nie, musiał. A profesor, zamiast mu odradzić podróż do najbardziej zatłoczonego miasta jakie Norton znał, jeszcze go zachęcił... Cholera wie, może chciał go sprawdzić. Albo po prostu liczył, że chłopak całkiem zeświruje i będzie miał ten chodzący kataklizm z głowy. Wszystko jedno. Jakby tego było mało, miał do wyboru czekać dwie godziny na następny autobus, wolał więc pójść pieszo. Przecież nie jest aż takim idiotą, by zgubić się mając mapę, prawda?
Pół godziny później spojrzał na mapę i dotarło do niego, że jednak jest. Prawdopodobnie źle skręcił kilka (lub kilkanaście) razy, przeszedł nie przez ten park i w efekcie miał jedynie mgliste pojęcie, że znalazł się gdzieś w Hell's Kitchen, co nie rokowało zbyt dobrze. W kieszeni miał zaś tylko tyle pieniędzy co na autobus powrotny do Salem i bilet miejski. Brawa dla niego, przynajmniej udawało mu się uchronić przed myślami przechodniów... ale nie przed zdradzieckim krawężnikiem, o który się potknął.
- Świetnie - mruknął pod nosem, gramoląc się z ziemi. - Co jeszcze może pójść nie tak?
Powrót do góry Go down

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Maj 07, 2017 7:33 pm

Można się zastanawiać, co Kanaya, u licha, robiła w takiej dzielnicy Manhattanu jak Hell's Kitchen. To miejsce nie było raczej powszechnie kojarzone zbyt dobrze, a Maryam i na pierwszy, i na drugi rzut oka pasowała tu jak pięść do nosa. Szczególnie, że z wyglądu była zupełnie zwykłą, dobrze ubraną i wyglądającą na dość zamożną kobietą spacerującą samotnie o zmroku. Chodząca przynęta na kłopoty. Kanaya jednak miała tu coś załatwienia (i co to było pozostanie tajemnicą tak długo, aż nie wymyślę czegoś rzeczywiście sensownego) i raczej niespecjalnie przejmowała się tym, że stanowi idealny wabik na przestępców. Jak do tej pory była wolna od kłopotów i nie widziała powodu, by czuć się choćby w najmniejszym stopniu zagrożoną. Zresztą, do samochodu został jej już tylko kawałek drogi, góra kilka minut. A całkiem lubiła wieczorne spacery, gdzie nowojorskie powietrze zdawało się trochę spuszczać z tonu i jego próby dokonania bolesnego mordu na płucach stężeniem spalin były nieco słabsze niż za dnia.
Zerknęła tylko w telefon, sprawdzając aktualną godzinę, a kiedy podniosła wzrok - zauważyła zapoznającego się bliżej z ziemią blondyna, mamroczącego pod nosem. Dawno temu nauczyła się już ignorować większość głosów w tłumie, bo musiałaby zwariować słuchając każdego z osobna, ale ten akurat przyciągnął jej uwagę. Cóż, dosłownie miała jego niezadowolonego właściciela pod nogami! Mogła go wyminąć i iść dalej, ale zatrzymała się zaraz przed nim, zaintrygowana ludzką niezdarnością.
- Bardzo wiele rzeczy może pójść nie tak - stwierdziła nagle, wyciągając do niego rękę. Czysta, wyuczona grzeczność, wypadało chociaż zaoferować pomoc - Przewrócenie się nie jest jeszcze takie złe. Zakładając, że obyło się bez poważnych uszczerbków na zdrowiu.
Czy ktoś ją pytał o zdanie? Nie. Czy ją to obchodziło? Cóż. Nie!
Powrót do góry Go down

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Maj 18, 2017 6:55 pm

Mogło być gorzej. Miał jedynie lekko zdartą skórę na dłoniach, ale nie poranił się do krwi. Tego by tylko brakowało, szukania apteki kiedy nie potrafi się znaleźć nawet drogi na dworzec. Cudowna perspektywa. Nie martwił się tym jednak w tej konkretnej chwili, z uśmiechem przyjmując pomoc od kobiety.
- Zawsze można zarobić w twarz od niezadowolonej róży - palnął, dopiero po chwili orientując się co właściwie mówi. Nie dość, że wyszedł na ciamajdę to jeszcze pewnie na świra. Świetnie. Po prostu świetnie.
- Em... Jeśli mogę spytać, w którą stronę na dworzec? Trochę zabłądziłem. - Uśmiechnął się przepraszająco. Cóż, większego idioty już z siebie nie zrobi, a może uda się wybrnąć z sytuacji bez komunikowania nauczycielom, że lepiej nie wypuszczać go za bramę, bo jeszcze zamorduje go przypadkowo napotkany królik. Miał dzięki temu chwilę na przyjrzenie się kobiecie. Już na pierwszy rzut oka coś mu w niej nie pasowało. Przy drugim błyskotliwie zauważył, że jej strój mocno odbiega poziomem (czyt. ceną) od ubioru mijanych dopiero co osób. Jakaś hipsterka, która uwidziała sobie tanie mieszkanie, czy zgubiła się tak samo, jak ja? W takim razie za wiele mi nie pomoże...
Mimo wszystko, nie dał po sobie poznać, że coś jest nie tak, wciskając łapki do kieszeni i próbując zignorować fakt, że jakieś auto właśnie odjechało z połową jego mapy na masce.
Powrót do góry Go down

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Pon Maj 22, 2017 6:15 pm

Peter nie wyglądał, jakby zrobił sobie poważną krzywdę. Nie wył z bólu, nie skręcał się w miejscu, nie krwawił (w każdym razie nie widocznie, i bardzo dobrze, bo jeszcze zrobiłaby się głodna...), w dodatku wyglądał całkiem pogodnie, a skoro udało mu się wstać Kanaya nie zamierzała się specjalnie przejmować tym drobnym wypadkiem. Przynajmniej zaproponowała mu pomoc, to już dostateczne zainteresowanie!
- Rzeczywiście, złośliwa róża może być nawet gorszym problemem od, zdaje się, złośliwego krawężnika - stwierdziła zaskakująco poważnie jak na taką dość dziwnie brzmiącą dla większości osób uwagę. Może to był jakiś sprytnie zamaskowany żarcik albo żartobliwa uwaga, którą ciężko wyłapać przez jej ton głosu? Kanaya... taka zagadkowa! Nie zamierzała jednak raczej już na wstępie uznawać Petera za świra. W każdym razie... nie większego niż większość ludzi, bo, oczywiście, jedną z cech gatunkowych ludzi stanowiło bycie świrami.
- Powiedziałabym, że nawet trochę więcej niż "trochę", bo do dworca stąd jest dość daleko - odparła bardzo spokojnie, ale rzeczywiście wskazała Peterowi kierunek... dłonią. W końcu o to właśnie pytał! - Zdaję się, że właśnie zgubiłeś mapę - zauważyła jeszcze, spoglądając za złodziejskim pojazdem. Posłała zagubionemu Nortonowi uprzejmy uśmiech. Wydawał się jej taki... zakręcony. Co z jednej strony było na swój sposób dość pocieszne, a z drugiej wzbudzało w niej wątpliwości, jakim cudem przeżył tak długo; bo wyglądał jej na biologicznie dość dojrzałego osobnika.
Powrót do góry Go down

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Czw Cze 15, 2017 10:46 pm

Cóż. Na pewno nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Może kobieta sama była stuknięta i dlatego nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia? Choć Peter mógłby przysiąc, że wyczuł w tym lekki przytyk do swojej niezdarności, ale może to tylko jego przewrażliwienie, dawało o sobie znać.
- Zdecydowanie. Chodnik nie ma kolców - palnął. W sumie zaczynało być mu wszystko jedno, byle tylko wrócił do Salem w jednym kawałku... Poprawka, po prostu żywy. Jakoś nie wierzył, że zdoła wrócić bez uszkodzenia się bardziej.
Jęknął żałośnie, słysząc że jednak znalazł się w czarnej niewymownej. I jeszcze to "zgubiłeś mapę". Ta kobieta albo była złośliwa, albo miała skille interakcji ze społeczeństwem na poziomie Nortona. Co i tak oznaczało bycie w czarnej. Gorzej chyba być nie mogło... Chociaż nie. Mogło zacząć padać. Westchnął, spoglądając na kobietę. I jeszcze ten miły uśmieszek. Jak nic, czysta złośliwość - podsumował kwaśno. Mimo tego odwzajemnił jej tak samo uprzejmym uśmiechem. Zasada numer sześć - nie daj po sobie poznać, że ktoś cię drażni. Zacznie bardziej.
- Nie żebym się nie spodziewał. Najwyraźniej ściągam całego pecha z okolicy - zażartował.
Powrót do góry Go down

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Cze 25, 2017 4:05 pm

Życie na Ziemi bywało jednak dość skomplikowane pomimo upływu lat, więc w improwizowanych sytuacjach na które Kanaya nie miała dokładnie opisanego i zaplanowanego wzorca reakcji (jakoś nie zdarzało się jej często zaczepiać zagubionych fajtłap, które potykają się o krawężniki) wyłaziło z niej to "bycie stukniętą". Przynajmniej wedle ludzkich zasad postrzegania... tak naprawdę to ludzie byli stuknięci. Wszyscy. I po prostu dziwni. Nie, żeby było to coś złego, przynajmniej było interesująco. No i zawsze można było zrzucić dziwne zachowanie na żart!
- Z drugiej strony krawężnik nie wyglądałby tak ładnie postawiony w wazonie, ale chyba nie o tym rozmawiamy - urwała filozoficzne rozmyślania na temat natury roślin i upierdliwego elementu chodnika.
Wcale nie zależało jej na byciu złośliwą. No, może czasami, ale Peter nie wydawał się odpowiednią partią do rzucania zamaskowanymi uszczypliwościami. Jego jedyną winą, i to nie wobec Kanayi, było przepadnięcie o chodnik. Chodnik mógł się o to obrazić jak najbardziej, ale skoro dziennie łazi po nim tylu ludzi to powinno być mu wszystko jedno... ale zdecydowanie chodnik nie był w tym momencie tematem przewodnim.
- Zawsze mogło być gorzej - stwierdziła, wykazując się pewną dozą optymizmu. Mógł rozbić czaszkę i wykrwawić się, niezapamiętany przez nikogo, czyli naprawdę nie było tak źle - Masz przynajmniej pieniądze na autobus albo taksówkę? - zapytała, umiarkowanie przejęta losem Szarego Człowieka.
Powrót do góry Go down

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Sob Lip 15, 2017 7:08 pm

- Teoretycznie mam, ale nie mam pojęcia jak dojechać na dworzec - odparł wzruszając ramionami. - Nawet nie wiem gdzie tu jest przystanek.
Tak, Pan Pierdoła nie pomyślał nawet o tak prozaicznej rzeczy jak zapamiętanie, czy mijał jakiś słupek czy wiatę przystankową. Właściwie to stał teraz ze zmarszczonymi lekko brwiami, próbując to sobie przypomnieć. Całkowicie przez to zapomniał o utrzymaniu bariery i zaczęły do niego docierać myśli ludzi dookoła. Nawet tego kolesia, stojącego w bramie po drugiej stronie ulicy.
- [b]Tamten koleś w skórze cię obserwuje. Liczy na dobry łup, więc chyba lepiej jak sama znajdziesz szybki transport
- poinformował ją dość swobodnym tonem, jakby mówił o pogodzie, mówił jednak znacznie ciszej niż do tej pory. Skoro ona mu próbowała pomóc, to czemu miałby jej nie ostrzec? Nic go to nie kosztowało. Zresztą zaraz przypomniał sobie, że miał ćwiczyć BLOKOWANIE cudzych myśli i wzniósł swoją osłonę na nowo, wyciszając otoczenie.
I dopiero wtedy zrozumiał, że mógł się właśnie nieźle wkopać.
Powrót do góry Go down

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Wto Sie 15, 2017 1:16 pm

Skoro Peter miał pieniądze (choć Kanaya niekoniecznie przyjęła do wiadomości określenie "teoretycznie", ale wolała nie pytać, ostatecznie nie jej interes), to rozwiązywało to chociaż jeden problem. W końcu niby łatwiej się odnaleźć w nieznanym miejscu, niż wyczarować pieniądze z powietrza. No, chyba że ktoś ma ochotę bawić się w kieszonkowca, ale to już swoją drogą.
 - Gdzieś niedaleko powinien być plan okolicy - Powinno to być pomocne, skoro Peter zgubił swoją mapę. Z drugiej strony, skoro zapodział się w mieście mając ją do pomocy... cóż. Kanaya ponownie spojrzała na ekran telefonu, zerkając na godzinę. Właściwie nawet nie musiała, bo i tak nigdzie się nie spieszyła. Wedle woli mogłaby się włóczyć tutaj i całą noc i byłaby to wyłącznie jej sprawa - Ale jeśli wolisz mogę cię zaprowadzić na dworzec. Lepiej żebyś nie zgubił się tu jeszcze bardziej - Mogła raz na jakiś czas zrobić jakiś dobry, bezinteresowny uczynek. Korona jej od tego z głowy nie spanie, a podobno to się potem zwraca, czy... cokolwiek.
Dyskretnie obejrzała się przez ramię, zawieszając spojrzenie na wspomnianym mężczyźnie. Wyglądał dość podejrzanie, ale proszę, kto w tym mieście NIE wyglądał podejrzanie? Nie można było ufać nawet tym niespiesznie przemierzającym chodniki starszym paniom. Nowy Jork, wylęgarnia dziwów i niebezpieczeństw.
 - Lepiej dla niego, żeby wybrał sobie jakiś inny cel - zawyrokowała, również zaskakująco swobodnie. Nie bała się - większość podrzędnych zbirów nie była dla niej wyzwaniem - Aczkolwiek dziękuję za ostrzeżenie.

// I znowu przepraszam za... MIESIĘCZNĄ zwłokę. Shame on me! Pouciekało mi wszystko, a powiadomienia nie ułatwiają mi życia.
Powrót do góry Go down

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Sob Paź 28, 2017 2:35 pm

Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ekscytujący. Pierwszy raz od dłuższego czasu mogła znów się pojawić w świecie ludzi. Była szczęśliwa, że Black Bolt zdecydował się na poznawanie ludzi i spokojne poznawanie tego, jak żyją i co robią. Koniec kwarantanny. Koniec separacji. Dziewczyna liczyła, że pozna masę nowych ludzi. Jeszcze bardziej liczyła, że ponownie spotka ukochanego i ten będzie jeszcze o niej pamiętał.
Na wycieczkę zdecydowała się po obiedzie. To chyba najlepsza pora dnia, by pospacerować po zatłoczonych ulicach Nowego Jorku. Jak tylko skończyła swój posiłek, przebrała się w coś odpowiedniego, odnalazła Lockjawa i z jego pomocą teleportowała się do tego wielkiego miasta. Na szczęście psiak już znał trochę miasto, więc nie wylądowali na środku ulicy, tylko w jednej z mniejszych uliczek.
- Bądź grzeczny - zwróciła się do psa, klepiąc go delikatnie po karku. Powoli ruszyli przed siebie, wychodząc na większą ulicę i idąc prosto chodnikiem. Wiedziała, że wielgachny buldog zwraca trochę na siebie uwagę. Wiedziała również, że mieszkańcy Nowego Jorku mieli już do czynienia i z kosmitami i z ludźmi o dziwnych mocach, więc pewnie wielki pies nie był dla nich tak szokującym zjawiskiem choć mógł wzbudzić ciekawość.
Powrót do góry Go down
avatar
Huntress


Liczba postów : 57
Join date : 09/09/2017

PisanieTemat: Re: Ulice   Sob Paź 28, 2017 4:47 pm

Hela należała do ludzi cierpliwych, niektórzy powiedzieliby, że nawet bardzo cierpliwych. Trzymając jednakże w dłoni list z więzienia, wręcz od środka wypalała ją chęć otworzenia go i zapoznania się z jego zawartością, gdyż doskonale wiedziała, kto był jego nadawcą. Świadomość tego nie pozwalała jej skupić się na czymkolwiek innym, a próby odsunięcia myśli od wątku listu na dłuższą metę nic nie dawały.
Przesunęła kciukiem po wierzchu koperty, której pilnowała jak najcenniejszego skarbu. Nie chciała czytać pierwszego od ponad pół roku listu od kuzyna w pośpiechu, pośrodku zatłoczonej ulicy. Wolała poczekać z tym, aż dotrze do mieszkania, usiądzie spokojnie i będzie mogła całkowicie skoncentrować się na jego treści. To była zbyt ważna korespondencja, żeby zapoznać się z nią w otoczeniu hałaśliwych ludzi oraz w obliczu zagrożenia zderzeniem z przypadkowym przechodniem.
Z każdym krokiem jednak traciła resztki swojej silnej woli. W pewnym momencie po prostu podniosła kopertę i ją rozerwała. Było to tak impulsywne i nieprzemyślane, że od razu chciała samej sobie udzielić wewnętrznie nagany za to zachowanie, ale się powstrzymała. Skoro list i tak został odpieczętowany, nie potrafiła zostawić go tak po prostu w środku. Ostrożnie wysunęła ze środka kartkę i, nadal idąc w pośpiechu, ze wzruszeniem spojrzała na równe pismo kuzyna, które doskonale znała.
Była wdzięczna światu za to, że obdarował ją instynktowną umiejętnością poruszania się w tłumie, i mogła czytać, nie przestając iść i niemal całkowicie nie podnosząc oczu znad listu. Wraz z kolejnymi słowami, żołądek Heleny coraz wyżej podchodziło do gardła.
Wiadomość zaczynała się słowami, dodającymi otuchy i motywacji tym bardziej, że autorem ich był Sal. Dotarła może do połowy tekstu, kiedy zatrzymała się wpół kroku, coś było nie tak. Wokół siebie nie słyszała wielu ludzi, więc podniosła wzrok znad listu i odkryła, że stoi naprzeciwko psa. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jego… rozmiar.
Co do… – zaczęła, a oczy jej źrenice rozszerzyły się z zaskoczenia.


Ostatnio zmieniony przez Huntress dnia Sob Paź 28, 2017 11:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Sob Paź 28, 2017 7:14 pm

Nowy Jork był niesamowicie fascynującym miejscem. Tylko tutaj się działo. Samochody, masa ludzi, przeróżne sklepy. Crystal nie wiedziała, gdzie ma patrzeć. Wszystko ją interesowało, wszystko chciała zobaczyć. Lockjaw cały czas szedł u jej boku, jedynie wzrokiem zwracając uwagę na inne psy. Czasem pochylił głowę, by któregoś powąchać, ale nie zaczepiał ich. Wiedział dobrze, że nie są takie jak on. On jeden był inny. Nie był zwykłym psem.
Crystal wiedziała, że jej pupil nie wda się w żadne warczenie z innymi psami, nie musiała się o niego martwić. W dodatku ten cały czas ją pilnował. A blondynka w którymś momencie skoncentrowała się na wystawach sklepowych kiedy zaczęli mijać sklepy z ciuchami, butami i biżuterią. Najbardziej interesowały ją ubrania i naszyjniki. Ciekawił ją, co kobiety z tego miasta preferują. Może kiedyś, jak już zaczną przebywać wśród ludzi Crystal będzie mieć trochę amerykańskich dolarów, kupi sobie coś.
Przez to, że Inhumanka zwolniła kroku dla wystaw, Lockjaw nieco ją wyprzedził choć ciągle trzymał się w miarę blisko. Kiedy jakaś kobieta niemal na niego wpadła, psiak zamerdał lekko ogonem i odchylił głowę, by ją powąchać. Rozmiarów był imponujących. W samym kłębie mierzył sto pięćdziesiąt centymetrów, a jak dodać do tego głowę to już w ogóle olbrzym z niego był. Podobnie miała się sytuacja z długością zwierzaka, która w jego przypadku wynosiła dobre dwa metry.
Crystal w końcu oderwała wzrok od kolejnej wystawy i dopiero wtedy zauważyła, że jej opiekun zaczepiał jakąś kobietę. Szybko podeszła do niego i klepnęła delikatnie w bok.
- Lockjaw, mówiłam żebyś nie zaczepiał ludzi - odezwała się do psa, po czym skierowała spojrzenie na nieznajomą - Przepraszam, czasem jest okropnie ciekawski - wytłumaczyła.
Powrót do góry Go down
avatar
Huntress


Liczba postów : 57
Join date : 09/09/2017

PisanieTemat: Re: Ulice   Pon Paź 30, 2017 10:19 pm

Zastygła w bezruchu, kiedy pies próbował ją obwąchać i łypała na niego kątem oka. Miała nadzieję, że nie przyjdzie mu do głowy, aby ją polizać po twarzy, włosach… lub gdziekolwiek indziej. Normalne psy zwykły od czasu do czasu na powitanie lizać ją po rękach czy, o zgrozo, skakać na nią i opierać się łapami o brzuch lub nogi w zależności od rozmiaru psiaka. Gdyby ten postanowił zrobić coś podobnego, to prawdopodobnie nie skończyłaby zbyt wesoło.
Zastanawiała się chwilę, czy nie bezpieczniej byłoby się wycofać, ale ostatecznie została na miejscu. Powoli wsunęła list do torby i sprawdziła, czy w środku na pewno jest broń. Tak na wszelki wypadek.
Wystawiła ostrożnie drugą dłoń do przodu, jakby chciała pogłaskać psa, a wtedy nadeszła dziewczyna, najwyraźniej właścicielka zwierzaka. W pewnym sensie ulżyło jej na ten widok. Oznaczało to, że ktoś może zapanować nad tym stworem i nie zrobi on raczej nikomu wielkiej krzywdy. W szczególności że nieznajoma nie wyglądała na osobę, która chciałaby zgładzić z pomocą futrzaka połowę ulicy.
Nie ma problemu – odpowiedziała, cofając rękę i unosząc delikatnie prawy kącik ust. – To twoja bestia? – zapytała, wykonując znaczący ruch głową w stronę psa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Sro Lis 01, 2017 3:09 pm

Jak tylko kobieta wysunęła jedną z dłoni do przodu, Lockjaw zaczął ją obwąchiwać. Nic więcej nie zrobił, gdyż wtedy właśnie nadeszła jego podopieczna. Psiak więc stał grzecznie w miejscu i tylko spojrzał krótko na blondynkę, kompletnie niewinny.
Crystalia uśmiechnęła się lekko do kobiety, opierając dłoń na boku Lockjawa.
- Bestią bym go nie nazwała. Lockjaw muchy by nie skrzywdził. No chyba, że ta mucha chciałaby skrzywdzić mnie - odpowiedziała nieznajomej, gdy ta nazwała jej psa bestią. Dosyć zabawne porównanie kiedy ten był jednym z najłagodniejszych przedstawicieli psowatych.
- Ale tak. To mój pies. Wiem, że jego rozmiary mogą wystraszyć, ale nie trzeba się go bać. Nie rzuca się na obcych. Bez powodu. - wytłumaczyła, zerkając na psa i przyglądając się mu. Zaraz jednak wróciła spojrzeniem do człowieka.
- To Lockjaw. A ja jestem Crystalia. Lub po prostu Crystal. Jesteśmy tu w odwiedzinach. - przedstawiła zarówno siebie jak i swojego towarzysza. W końcu tego wymagała kultura, a dziewczyna chciała robić jak najlepsze wrażenie na ludziach. Od tego zależało w końcu co ci będą myśleć o Inhumans.
Powrót do góry Go down
avatar
Huntress


Liczba postów : 57
Join date : 09/09/2017

PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Lis 03, 2017 6:21 pm

Kiedy usłyszała to zapewnienie, Bertinelli mimowolnie powróciła myślami do listu. Szczerze mówiąc, takie nietypowe spotkanie mogłoby być niezłą odskocznią. W końcu nie na co dzień ma się możliwość stać tak blisko gigantycznego psa.
Skoro tak twierdzisz – skwitowała. Nie zamierzała się sprzeczać, w tej sprawie mogła chyba zaufać nieznajomej. – Mimo wszystko rozmiar robi swoje. Mogę się założyć, że żaden z tych ludzi nigdy nie widział tak ogromnego psa i może to być lekki szok. – Obejrzała się dookoła, zerkając na ludzi, którzy z ogromną dozą ciekawości wymieszaną z niepokojem, mijali psa i jego właścicielkę.
Mnóstwo pytań cisnęło się na jej usta. Bertinelli sama zaliczała się do grupy, dla której to stworzenie pozostawało wielką niewiadomą, a tymczasem trafiła na okazję dowiedzenia się o nim czegoś więcej. Zastanawiała się również, czy powinna powiadomić jakieś służby. Policję? Właściwie pies do tego momentu nie sprawiał żadnych większych kłopotów i nie działał na niczyją szkodę, więc postanowiła to na razie odpuścić.
Nazywam się Helena. Miło was poznać. – Skinęła lekko głową na powitanie. – Skąd jesteście?
W tym wypadku “odwiedziny” nie brzmiały bynajmniej jak wizyta z innego stanu czy nawet kraju. Takie psy nie występowały w świecie ludzi, więc to pytanie wydawało się najlepsze na początek. Dobrze wiedzieć, z czym ma się do czynienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Wto Lis 07, 2017 1:14 pm

- Kiedyś już tu byłam w odwiedzinach. Może ktoś pamięta go. Wiem, że taki olbrzym to niecodzienność. Choć nawet nie wiem czy ludzie, którzy go wtedy widzieli, nadal tu mieszkają. - odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Wiedziała, że Lockjaw przyciągał uwagę, ale liczyła na to, że Nowojorczycy są przyzwyczajeni już do dziwnych zjawisk. Skoro mieli taką Fantastyczną Czwórkę to wielki pies nie powinien ich aż tak bardzo dziwić. Człowiek płonący ogniem na pewno był dużo dziwniejszy od wyrośniętego zwierzaka.
- Mała wyspa, pewnie nawet o niej słyszałaś. - co nie byłoby aż tak dziwne, bo w końcu większość ludzi nie znała małych państw. Ot, chociażby Oceania. Dla ludzi to była Australia i Nowa Zelandia. Nigdy nie pamiętali, że tam jest kilkanaście małych państw. Podobnie miało się z terytoriami zamorskimi.
- Wyspa się nazywa Attilan. Kawał drogi stąd choć samolotem nie aż tak długa podróż. - nazwę mogła zdradzić bez problemu. Przecież i tak nikt nie wiedział o Inhumans i ich pochodzeniu. Wystarczająco umiejętnie kryli się przez te wszystkie lata. Teraz powoli chcieć wejść w świat ludzi i zobaczyć jak ci na nich zareagują. Zapewne po powrocie do domu od razu poleci do Black Bolta, opowiedzieć mu o swoim dniu w Nowym Jorku.
Powrót do góry Go down
avatar
Huntress


Liczba postów : 57
Join date : 09/09/2017

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Gru 03, 2017 7:42 pm

Tak też mogło być – odparła, głaskając psa raz jeszcze. – Ja przeprowadziłam się tutaj stosunkowo niedawno i chyba nie miałam możliwości zobaczyć wcześniej twojego towarzysza.
Fakt, że ludzie nie zaczęli jeszcze uciekać w popłochu, a na miejsce nie zmierzał żaden oddział specjalny, zdecydowanie świadczył o tym, że Nowy Jork wiele już zdążył zobaczyć, a Lockjaw był tylko jednym z licznych nadnaturalnych zjawisk.
Możliwe, że kiedyś mi się obiła o uszy ta nazwa – powiedziała Helena. – Życzę wam zatem miłego zwiedzania, obyście zdążyli zobaczyć jak najwięcej ciekawych rzeczy i interesujących miejsc. – Nawet się przy tym lekko uśmiechnęła. – Jest tu wiele do zwiedzenia i na pewno nie będziecie się nudzić. Miłego dnia... i uważaj na psa – pożegnała się.
Szybkim krokiem minęła psa oraz kobietę, a odchodząc, wyciągnęła list od kuzyna z torby i wróciła do lektury. Gdyby nie znała Sala, pomyślałaby, że jest to zwykły list, który, jednak coś jej kazało wątpić w jego zwyczajność. Może to słowa, które nie brzmiały jak słowa, które wypowiedziałby lub napisał jej kuzyn. Może zbyt staranny charakter pisma. Było w tym jednak coś, co nie dawało jej spokoju.
Zeszła na bok, wydostając się z największego tłumu, w dali widziała nadal górującego nad ludźmi Lockjawa, jednak nie skupiała na psie zbyt wielkiej uwagi, skoncentrowana teraz całkowicie na treści listu.
Po chwili zastanowienia odnalazła w nim regułę – powtarzające się litery, długość wyrazów, sam dobór słów – wszystko wskazywało na szyfr, z którego korzystała kiedyś z Salem. Reszta poszła już łatwiej, rozszyfrowanie tekstu zajęło kilka dobrych minut, jednak wiadomość, którą odczytała z listu była… co najmniej szokująca, a zarazem sprawiła jej wiele radości.
“Uciekam, będę potrzebował twojej pomocy. Spotkamy się w Waszyngtonie”.
Dalej Salvatore wypisał pobieżnie szczegóły, o które miała zadbać Helena.
Niedługo potem kobieta szła ulicą Nowego Jorku, rozmawiając przez telefon z wujem, na którego pomoc przy swoim nowym zadaniu liczyła.

// zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Ulice   Pon Gru 11, 2017 7:52 pm

- Dziękuję, mam nadzieję zobaczyć jak najwięcej. - skinęła lekko głową kobiecie kiedy ta życzyła im miłego dnia. Rozmowa nie była specjalnie długa, ale jakoś to jej nie dziwiło. Ludzie w Nowym Jorku zawsze gdzieś się spieszyli. Ba, pewnie nie tylko w tym mieście. Ogólnie świat ludzi zdawał się pędzić gdzieś przed siebie, a Crystal nie wiedziała gdzie.
- I wzajemnie. - odpowiedziała Helenie na pożegnanie, unosząc jeszcze lekko dłoń do góry. Rozejrzała się dookoła, patrząc na resztę mieszkańców tego wielkiego miasta. Choć nikt się nie zatrzymywał to Lockjaw od czasu do czasu był obdarowywany ciekawskim spojrzeniem.
- Czas na dalsze zwiedzanie, może coś ciekawego zobaczymy jeszcze. - Blondynka delikatnie wzruszyła ramionami do siebie i poklepała psa po karku. Po chwili ruszyła z miejsca, a jej pupil podążył za nią.

z/t
Powrót do góry Go down
avatar
Jacob Frye


Liczba postów : 9
Join date : 03/10/2018
Skąd : Z powieści A. C. Doyle'a

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Lis 18, 2018 4:49 pm

Życie to impreza, na którą wszyscy są zaproszeni. A jak to angielska impreza, to musi być zawsze suto zakrapiana alkoholem. Gdyby były jakiekolwiek inne czasy, w których czułby się tak dobrze jak w rewolucji przemysłowej, to byłyby to lata siedemdziesiąte. Głośna muzyka, tłoczne puby, alkohol i bójki! Jak tu nie kochać Anglii? Problem w tym, że nigdy nie przewidywał podróży w czasie, ani tym bardziej przenoszenia się w przestrzeni. Jednak jego brudny i obskurny Londyn zmienił się w jakąś obcą uliczkę otoczoną wysokimi ścianami, które z powodu czerwonej cegły przypominały trochę dom, ale równocześnie były mu kompletnie nieznane. Wypadając z dziwnego portalu zatoczył się i właśnie o jedną z takich ścian się oparł czując, że jeśli kiedykolwiek miałby przesadzić z alkoholem, to właśnie tak wyglądałyby tego skutki. Świat wirował jak szalony, a jemu zbierało się na mdłości. Pochylił głowę, ale na szczęście nie puścił pawia. Przymknął oczy, gdy skutki szaleństwa nie miały i wziął głęboki wdech przez nozdrza od razu czując różnicę w powietrzu. Współczesne filtry na kominach chyba dawały rezultaty, bo orzeźwiające powietrze trochę rozjaśniło mu umysł. Zamrugał i powoli odepchnął się od ściany, aby chwiejnym krokiem przejść dalej do, jak uważał, większej ulicy. Kiedy był już w stanie, to musiał zająć się palącą i nie cierpiącą chwilą zwłoki, jaką było odnalezienie jego siostry.
Pamiętał, że razem z nim wpadła w dziwny portal. Skoro tak, to musiała być gdzieś w pobliżu? Tam od razu światło podrażniło jego oczy, kiedy wychyliło się zza budynków niemal go oślepiając. Schowane za dymem z kominów, mgłą lub chmurami burzowymi słońce w Londynie nigdy nie było tak silne, jak to majowe w… No właśnie gdzie? Przetarł oczy opierając się ramieniem o kant budynku i rozejrzał się dookoła. Zaraz musiał przetrzeć oczy jeszcze raz, ale nie za wiele zmieniło to w postrzeganiu jego percepcji. Nadal dookoła niego byli ludzie poubierani w śmieszne skrawki materiału… No dobra, na przechodzącej obok blondynce, gdzie spódnica ledwo zakrywała pośladki wyglądało to kusząco, ale jednak nadal dziwacznie. Choć co dziwne, to on wzbudzał większe zainteresowanie.
- Na co się gapicie, dupki?! – zawołał z brytyjskim akcentem do najbliższych osób i wyprostował się. Zrobił jeszcze kilka kroków i spojrzał na blokadę z dziwnych metalowych klocków postawianą przy ulicy, a jak się okazało chwilę później… która umiała sama jeździć. Bez koni!
Zaklną pod nosem odruchowo cofając się do tyłu, kiedy większa ciężarówka przejechała przed nim i wpadł na kogoś. Odwrócił się robiąc przepraszającą, ale ciągle skołowaną minę i od razu obrócił się idąc przed siebie dalej i rozglądając po kolejnych nowościach.
- Co tu się do kurwy nędzy dzieje? – mruknął do siebie, kiedy nagle potrącił go jakiś dzieciak. Już miał za nim wrzasnąć, by uważał, ale poczuł dziwne dejavu. Sięgnął do paska i od razu okazało się, że mały zwinął mu jego pieniądze. No cudowny początek! Od razu rzucił się w pogoń za uciekinierem, który zauważył, że jego sztuczka została zauważona i został odkryty winny.
- Oi, wracaj tutaj, złodziejaszku! – krzyczał w pogoni, ale jakoś nikt nie zareagował. Nawet przeciwnie, bo stając mu na drodze tylko spowalniał go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Evie Frye


Liczba postów : 13
Join date : 19/09/2018
Skąd : Crawley

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Lis 18, 2018 5:31 pm

Życie absolutnie nie było imprezą. Życie było nauką, niekończącą się pogonią za wiedzą, artefaktami oraz przede wszystkim sztuką skrytobójstwa. Nie zamierzała nigdy się bawić w szukanie imprez, miała ważniejsze rzeczy na głowie. Miała też być tą odpowiedzialną osobą w ich duecie, a podjęła decyzję, która prawdopodobnie zniszczyła ciągłość czasową, na pewno wymazując znaną jej przyszłość z istnienia, co z jednej strony było warte ryzyka a z drugiej... To naprawdę było egoistyczne, głupie i zupełnie nie przemyślane. Wybrała brata zamiast dobra świata - na całe szczęście ani Jacob ani tym bardziej ojciec będący jej wzorem i autorytetem o tym nie wiedzieli. Gdyby to wypłynęło na wierzch... Nie tylko wyszłaby na hipokrytkę, co wręcz mogłaby nawet ponieść adekwatną do przewinienia karę. Miała naprawdę nadzieję, że nie pojawi się okazja aby o tym wspomnieć nawet przypadkiem. Nadzieja jednak jest matką głupich i jednak nie każda matka kocha swoje dzieci.
Pojawienie się znikąd portalu było jak oczywisty sygnał jest źle. Nie spodziewała się, że Juno tak szybko uderzy po zapłatę, którą groziła. Konsekwencje grzebania w czasie miały być straszne, nie przejmowała się tym jednak tak długo jak długo jej brat miał żyć i po prostu być. Nie wyobrażała sobie go stracić, przeżyć jeszcze raz tej żałoby, która zostawiła krwawiącą ranę w jej egzystencji. Nawet mając brata tak blisko siebie, widząc że żyje, nie umiała podchodzić do niego inaczej niż przez pryzmat tego co się wydarzyło. Nawet nocami nieraz siedziała gdzieś na fotelu, patrząc na niego jakby miał zaraz zniknąć albo przestać oddychać. Dyskretnie też starała się go wycofać z większości akcji. Nie dała rady obronić go przed wpadnięciem do portalu. Rozejrzała się wokoło, zaciągając zaraz kaptur na głowę. Było za jasno i zbyt czysto, to nie mógł być ich Londyn, ale nie miało to aż takiego znaczenia.
- Jacob! - W tym momencie czuła jak chłodna panika zaciska pięść na jej gardle. Nie miało już znaczenia czy ktoś znajdzie jej pozycję, czy są tu Templariusze, jak bolesna będzie śmierć jeśli zostanie złapana. Musiała odnaleźć brata, a każdorazowo utrata go sprzed oczu mogła oznaczać...jego koniec. Ruszyła natychmiast ciasną uliczką w stronę głównej ulicy, gdy cofnęła się gwałtownie. To wydawało się abstrakcją. Powozy, które nie przypominały powozów, jeżdżące głośno i bez koni. Cofnęła się jeszcze bardziej, zamierzając wdrapać się na jakiś dach, kiedy usłyszała brata. Uczucie ulgi jeszcze nigdy nie sprawiało, że poczuła się tak... dobrze. Mogła normalnie w końcu oddychać. Jacob nadal żył.
Wyszła z bocznej ulicy akurat żeby złapać końcówką nadziaka małego złodzieja za kołnierz i przyciągnąć go do siebie.
- Nieładnie okradać starszych, urwisie. - Zauważyła poważnie, patrząc na małego złodzieja uważnie spod kaptura. Zabrała mu sakiewkę z której wyciągnęła jednak kilka szylingów i wepchnęła mu do kieszeni, puszczając dzieciaka który uciekł od razu. Przeniosła spojrzenie na brata, chowając broń i dopiero teraz okazując swoje zagubienie. Gdziekolwiek byli, chciała już wrócić do Londynu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Jacob Frye


Liczba postów : 9
Join date : 03/10/2018
Skąd : Z powieści A. C. Doyle'a

PisanieTemat: Re: Ulice   Sro Lis 21, 2018 5:28 pm

Nie trzeba było szukać imprezy, kiedy życie nią było! I to taką naprawdę szaloną, szczególnie kiedy każdy twój dzień był walką z całym Zakonem… No, przynajmniej dla Jacoba to było coś ekscytującego i niesamowitego, ale to właśnie on w głównej mierze zajmował się walką dość mocno ignorując te głupoty o zbieraniu złotych garnków, czy tam artefaktów. Jak na bliźniaków byli naprawdę różni, a to często miało swoje przełożenie na ich relacje, ale pomimo różnych punktów widzenia nigdy nie kłócili się na bardzo długo. Ich drogi się rozchodziły, choć nigdy nie zostawiając ich we wrogich stosunkach. A mogłoby, kiedy schodzili na temat ich ojca… Jak i w wielu innych rzeczach ich postrzeganie tego człowieka różniło się, ale był to zarazem najbardziej drażliwy dla Jacoba temat ze względu na jego zazdrość, do której jednak osobiście nigdy by się nie przyznał. Choć czy nawet to zdołałoby ich poróżnić? On nie zdawał sobie z tego sprawy, ale Evie byłaby pewnie zdolna mu nawet ustąpić, aby tylko być przy nim.
Zauważył jej dziwne zachowanie, tą asekuracyjną otoczkę, którą chciała go otoczyć. Czasem czuł jej spojrzenie na sobie w nocy, kiedy spał. Nie umiał jednak jej spytać czemu to robi, więc tylko udawał sen utrzymując równomierny oddech, aby się nie domyśliła. Oczywiście nie dało się go też tak po prostu wycofać z akcji. Nie byłby sobą, gdyby nie rzucał się w wir walki i nie ryzykował własnym życiem dla odrobiny adrenaliny. Nie umiał usiedzieć spokojnie, a już tym bardziej, kiedy ktoś próbował mu wmawiać, że powinien. Zawsze na przekór wszystkim i wszystkiemu. Pod wiatr, jakby trudy jedynie miały przysporzyć mu więcej zabawy. Taki już był i nie dało się tego zmienić, a wszelkie tego typu próby ze strony siostry zbywał. Nie bał się śmierci, nie swojej. Oczywiście zawsze martwił się o Evie, ale brak doświadczenia w jej całkowitej stracie nie pozwalałby mu jej zrozumieć. Nie pod względem prób zachowania tego drugiego żywym, choćby za cenę zamknięcia w złotej klatce. Bo gdyby tylko wiedział, co zrobiła, dla niego i dla niej, to nie umiałby być zły. Jak się wściekać o to, że poruszyła niebo i ziemię, aby go mieć obok siebie? To było naprawdę coś! Ale nie wiedział i mógł jedynie się irytować o jej zachowanie.
Kiedy już go puszczała, Jacob akurat do nich dobiegał trochę zasapany. Zdecydowanie te skakanie po czasie nie wzmacniało jego kondycji. Nadal zresztą czuł, jak szumi mu w uszach i trochę się rozmywa obraz przed oczami. Może to od ilości światła? W pojęciu zarówno słońca, jak i lamp… Poprawił cylinder w końcu łapiąc głęboki wdech i wyrównując oddech.
- Złapał bym go sam. – powiedział niczym obrażona nastolatka czując się głupio, że dał się okraść dzieciakowi. Ale tylko przez moment! Łatwo było sobie wyjaśnić, że to nie jego wina iż przeniosło go cholera wie gdzie i jak. Po chwili jednak spojrzał na siostrę z troską i czułością uśmiechając się przy tym.
- Dobrze, że też tutaj jesteś. – przyznał oddychając z ulgą, ale zaraz przybrał bardziej złośliwy wyraz twarzy. W końcu dogryzanie sobie było ich chlebem powszednim, a taka nerwowa okoliczność tym bardziej sprzyjała takiemu sposobowi rozluźnienia. – Znaczy, ja na pewno bym sobie sam poradził, ale ty beze mnie byś zginęła! –powiedział strapiony i się zaśmiał. Było to poniekąd prawdą, bo na pewno jakoś by przeżył. Już żył bez Evie przy boku i dawał radę! Ale ile głupot zrobiłby w tym świecie próbując ją znaleźć, aby dowiedzieć się, że ona jedynie żyje? – Ale… Skoro już jesteś, to może wiesz, co się do cholery stało? – spytał wskazując na wszystko dookoła. Zdecydowanie to on potrzebował jej…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Evie Frye


Liczba postów : 13
Join date : 19/09/2018
Skąd : Crawley

PisanieTemat: Re: Ulice   Pią Lis 23, 2018 12:04 pm

Życie nie było imprezą, było pasmem składającym się na pracę i wyrzeczenia w imię wyższych wartości. Nigdy nie patrzyła na egzystencję inaczej i zapewne to było powodem jej dziwnego chłodu, którym emanowała wokoło siebie, sprawiając że potencjalni partnerzy czy sojusznicy powoli zamarzali w jej towarzystwie. Cóż, nie każdy mógł być tak otwarty jak Jacob. Stan Evie pogorszył się zdecydowanie po tej drobnej zmianie w czasie, kiedy już w ogóle zaczęła się izolować od otoczenia, skupiając się na swojej misji, którą było utrzymanie przy życiu brata. Nic innego nie miało znaczenia, nawet walka z Zakonem czy poszukiwania artefaktów zeszły na drugi plan. Już raz przeżyła jego śmierć, która była jednym z najgorszych doświadczeń w jej życiu. Działała wtedy bez planu, bez żadnego logicznego działania, rozkojarzona przez sam fakt, że nieważne ile krwi przeleje, nie zwróci to życia jej bratu. Los miał jednak inne plany. Nie obchodziła ją cena jaką miała za to zapłacić, ważne było tylko to, że znowu mogła patrzeć na tego dupka, który po prostu był i to było aż tyle. O nic więcej nie zamierzała prosić wszechświat, nic więcej nie pragnęła niż właśnie aby Jacob jednak przeżył, żeby tamta sytuacja nigdy się nie wydarzyła. Nie została jednak wymazana z jej umysłu. Pamiętała nie tylko widok martwego ciała swojego brata, ale też czuła tamten rozrywający żal wymieszany z poczuciem straty i winy. Pierwszy raz wtedy emocje szarpnęły nią tak mocno, pchając do ślepej nienawiści oraz zemsty. Chociaż była asasynem, umiała zabijać szybko i cicho, zadbała aby każda osoba, która stanęła jej na drodze do osiągnięcia vendetty skończyła w wyjątkowo bolesny, okrutny sposób. Nie mogło to jednak załatać palącej dziury, która przeistoczyła się w zimną pustkę.
Obawiała się tylko jednej zapłaty. Nie była pewna co do końca oznacza umowa i o ile gotowa była zająć miejsce brata aby wyrównać porządek świata i odzyskać równowagę natury, o tyle za każdym razem uderzały wątpliwości co Juno miała na myśli. Co jeśli odbierze jej Jacoba po pewnym czasie? Nie umiała się więc uspokoić, w żadnym sensie rozluźnić. Musiała czuwać, nie mając świadomości, że Jacob może mieć przebłyski z tamtego poprzedniego życia. Ona sama pamiętała wszystko, nie była pewna czy to błogosławieństwo dzięki któremu będzie mogła go ochronić czy przekleństwo, które miało do końca życia uświadamiać ją, że w momencie w którym była potrzebna bratu, nie zdążyła pojawić się na czas.
- Nie złapałbyś. Poza tym, uznaj to za drobną pomoc. - Uśmiechnęła się do niego, wyrywając z własnych myśli, zanim rzuciła mu jego sakiewkę z pieniędzmi, wiedząc że nawet jeśli była lepsza w biegu długodystansowym, zręczność mieli na podobnym poziomie, prawdopodobnie w górnej granicy ludzkiej możliwości. Rozejrzała się uważnie wokoło, teraz kiedy miała brata blisko, mogła się skupić na otoczeniu i na tym co właściwie się stało. Pamiętała wpadanie do portalu, a później już była tutaj. W tym mieście świateł, tak różnym od Londynu z jego wąskimi uliczkami, zachmurzonym wiecznie niebem i stukotem kopyt na głównych drogach. Najważniejsze było ustalenie gdzie są, a na pewno żadne z nich tego nie wiedziało. Zagryzła lekko wargę, starając się zobaczyć coś więcej przy użyciu Wzroku Orła. Odruchowo się cofnęła kiedy świat wybuchnął naprzemiennymi kolorami. Czerwony, niebieski, biały, złoty. Wszystko się przeplatało, zmieniało. Z pewnym trudem, przytłoczona przez nadmiar informacji i bodźców, zdołała wrócić do zwykłego postrzegania świata.
- Beze mnie nie przeżyłbyś nawet dnia. - Rzuciła tylko, zanim zacisnęła zęby. To było dla nich naturalne, aby dogryzać sobie takimi tekstami, ale cholera, to przywoływało niechciane wspomnienia. Westchnęła ciężko, starając się skoncentrować. Najważniejsze to przypomnieć sobie co działo się zanim się tutaj znaleźli. Przez moment nawet rozważała czy nie wspomnieć o umowie jaką zawarła z boginią, czy czymkolwiek ta istota była, ale nie mogła przecież powiedzieć Jacobowi, że umarł a ona zmieniła czas, prawdopodobnie tworząc jakieś problemy w płynności rzeczywistości. I że miała za to zapłacić, a nawet nie zapytała o cenę. Nie była pewna czy Jacob mógłby zrozumieć co nią wtedy kierowało. Czy umiałby jej wybaczyć wepchnięcie świata na krawędź szaleństwa dla niego.
- Pamiętam jakiś wyłom. I błysk światła. Tylko tyle. - Westchnęła cicho. Wiedziała, że jest świetna w kłamaniu, pytanie tylko czy była w stanie ukrywać prawdę przed kimś kto znał ją na wylot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Jacob Frye


Liczba postów : 9
Join date : 03/10/2018
Skąd : Z powieści A. C. Doyle'a

PisanieTemat: Re: Ulice   Nie Gru 16, 2018 9:49 am

Na szczęście Jacob nadrabiał całym swoim urokiem osobistym za braki Evie i jeśli potrzeba było porozmawiać z sojusznikiem, to na pewno on zaradziłby ewentualnemu przerażeniu jej osobą u kogokolwiek. Można powiedzieć, że ona dawała profesjonalizm ich zadaniom, zaś on miał jedynie się dogadać, co do szczegółów współpracy. Najlepiej przy kuflu piwa. Bo pomimo swojego niekiedy irytującego charakteru, był człowiekiem bardzo towarzyskim i mile widzianym w grupie. Ot, zagadka, która dla każdego jest tajemnicą!
Jacob już był o włos od jednej śmierci i choć trochę utemperowało to jego charakter, to wątpliwe, aby nawet świadomość dosłownego skonania jeszcze bardziej by go ostudziła. Nie zmieniłby swojego życia, bo kochał robić to, co robi. Ryzykować, walczyć i pić! Nic więcej mu do szczęścia nie było potrzeba, no… Może czasami jednak choć trochę doceniał obecność siostry obok. Ale miał także świadomość, że ludzkie życie jest kruche. Sam odbierał je często, bezpowrotnie zamykając oczy przeciwnikom liczonych w setkach. Wiedział, że kiedyś także czeka to i jego. Ba! Nie raz miał nawet nadzieję, że umrze młodo. Że będzie żył pełnią życia korzystając ze wszystkiego, co może, a potem zginie w walce. Life hard, die young było dobrym mottem, bo obecnie ani trochę nie widział się jako dżentelmena w leciwym wieku. Sama myśl, że kiedyś mógłby być jak jego ojciec nie mieściła mu się w głowie i czasami nawet przerażała bardziej niż śmierć. Jednak jeśli to tyczyło się siostry…
Sam nie wiedział, jakby się czuł po jej stracie. Czasami chyba nawet zapominał, że jest ona tak samo krucha jak każdy inny człowiek. Może nawet bardziej? Ale w jego oczach była tą, która uciekała przed śmiercią. Umiała nie tylko się obronić, ale miała wystarczająco dużo silnej woli, aby uciec, jeśli coś idzie nie tak, nie narażając się. No i zawsze wszystko miała zaplanowane, aby nie dać się zaskoczyć. Nie podejmowała zbytniego ryzyka i zawsze była opanowana oraz skupiona. Trzeba przyznać, że czasem mu to imponowało, ale najzwyczajniej w świecie sam nie czułby się dobrze zachowując się w ten sposób. To nie był jego styl i dlatego głównie wypominał jej spróbowanie improwizowania.
- A właśnie, że bym złapał! – poczuł się w obowiązku stanąć w opozycji do jej stwierdzenia. Co prawda jakimś cudem faktycznie przegrywał z Evie w wyścigi, ale nigdy się nie poddawał i co jakiś czas i tak konkurował z nią w tej dyscyplinie. – I niech ci będzie. Uznam to za rekompensatę za to, ile razy ja pomogłem tobie. – odpowiedział nie zwracając uwagi na to, że z obiektywnego punktu widzenia, to raczej ona pomagała jemu niż on jej i złapał sakiewkę i na nowo ją przypinając do pasa. Wtedy też sam rozejrzał się dookoła, choć nie myśląc o używaniu wzroku orła. Po prostu zwracał uwagę na twarze, zachowania, stroje i gesty. Wszystko, co reprezentowali ludzie samymi sobą.
- Bez ciebie przeżyłbym jeszcze wszystkich na tej planecie. To ty mnie w końcu zaprowadzisz do grobu tymi swoimi narzekaniami i jojczeniem mi nad uchem. – Nieświadom, jak ciężki to jest temat dla Evie rzucił w swoim własnym mniemaniu dogryzkę na poziomie i przewrócił oczyma.
- To tyle, co i ja pamiętam… Słabo jak na początek. – powiedział kręcąc głową. Ich wspólna burza mózgów na niewiele się przydała, ale zaraz drgnął. – Zaraz! – Nim jednak zdołał wyjaśnić swój jakże cudowny plan, który obok planu nawet nie leżał, podszedł do pierwszej lepszej osoby na chodniku łapiąc ją za ramie.
- Oi, koleżko! Chcesz dołączyć do Rooks? Co to za miasto? – spytał tak bezpośrednio, jak tylko się dało i aż dziw, że zdezorientowany zapytany i tak w ostateczności wyjąkał nazwę Nowego Jorku. Choć chyba bardziej z powodu strachu o mocny uścisk na ramieniu aniżeli pomoc zabłąkanemu przechodniowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Ulice   

Powrót do góry Go down
 
Ulice
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: New York City-
Skocz do: