IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [1872] Bertha - baza główna rodzeństwa Frye

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Jacob Frye


Liczba postów : 9
Join date : 03/10/2018
Skąd : Z powieści A. C. Doyle'a

PisanieTemat: [1872] Bertha - baza główna rodzeństwa Frye   Sro Gru 05, 2018 6:04 pm

Cały Londyn już od dawna pogrążony był w mroku nocy i choć to idealna pora dla Asasynów, to ci jednak musieli jeszcze kiedyś sypiać! A czasy stały się trochę spokojniejsze… Wszyscy ich wrogowie pokonani, a największe zagrożenia dla całego nawet świata spoczywało martwe, pokonane przez rodzeństwo jakiś czas temu. Życie toczyło się spokojnie, choć przeplatane pojedynczymi epizodami! Pomocą przyjaciołom, walkami z niewielkimi grupami chcącymi odzyskać władze, no i dalszym przeczesywaniem bibliotek w poszukiwaniach nudnych artefaktów siostry. Nigdy nie wiedział, czemu postanowiła zostać z nim pomimo ich spięć. Już od dłuższego czasu widział, jak ich drogi się rozchodzą, głównie z powodu różnic w charakterze. Nie chciał tego, gdzieś tam czułby dotkliwie jej brak, ale rozumiał iż było to raczej nieuniknione. Można powiedzieć, że naprawdę dorośli!
Ale nic takiego się nie stało. Siostra postanowiła zostać, a żadne jej argumenty, łącznie z „muszę naprawiać to, co spieprzysz” do niego nie przemawiały. Nigdy jednak nie dowiedział się, że prawdziwym powodem był jej strach. Wiedza o zupełnie innej przeszłości, gdzie go straciła. I byłaby pewnie dla niego wielką zagadką, gdyby nie przebłyski tamtego czasu objawiające się w postaci koszmarów. Sporadycznie przeplatanych scen, które tworzyły makabryczne dzieło. Sztuka Śmierci! Bo odpowiedzialny był za nią znany mu już z przeszłości właściciel teatru.
Stukot kół pociągu odpłynął i zniknął gdzieś zastępując spalone ruiny teatru. Czemu tam przyszedł? Nie pamiętał… Stał jednak na środku placu wśród szkieletu bez dachu, kiedy usłyszał za sobą jego głos. Wyraźnie, jakby to była prawda. Odwrócił się i dostrzegł jak idzie w jego stronę. Wydawało się to tak rzeczywiste, a zarazem nierealne. Jego usta ułożyły się w słowa wypowiedziane na głos:
- Ty nie żyjesz…
Jego śmiech wdarł się do jego uszu, ale powitał go z nostalgią. Całą jego osobę, choć ich różnica doprowadziła do śmierci jednego z nich, to cieszył się trochę z tego spotkania. Nie odwracał oczu od jego oczu, które były coraz bliżej i bliżej. Był jakby rozczulony i znów nim zafascynowany, ale szybko na ziemię sprowadził go ból. Wszystko prysnęło jak mydlana bańka, a on spojrzał w dół na sztylet wbity w jego pierś. Cofnął się łapiąc za pierś, a ciało w rzeczywistości też zareagowało zwijając się na łóżku z cichym jękiem. We śnie jednak ciągle patrzył na powiększającą się plamę krwi, która zniknęła w blasku światła, razem ze wszystkim innym, kiedy osuwał się na kolana.
Gwizd lokomotywy wyrwał go ze snu, a właściwie koszmaru. Otworzył szeroko oczy starając się złapać oddech nadal leżąc w zmiętoszonej pościeli. Czuł jak zroszony jest potem, przez który kosmyki włosów przylepiają mu się do karku i czoła. Paliła go klatka piersiowa, a szczególnie miejsce, gdzie we śnie oberwał. Powoli podniósł się do siadu łapiąc za nagi tors w miejscu rzekomej rany. Starał się złapać oddech, ale nagle poczuł dziwne uczucie obserwowania. Nie miał siły aktywować wzroku, więc mrużąc oczy rozejrzał się po przedziale dla rodzeństwa, gdzie było łóżko i biurko szukając winowajcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Evie Frye


Liczba postów : 13
Join date : 19/09/2018
Skąd : Crawley

PisanieTemat: Re: [1872] Bertha - baza główna rodzeństwa Frye   Czw Gru 06, 2018 12:16 pm

Grobowe ciemności wydawały się nie mieć końca. Z jednej strony ułatwiały ukrycie się przed wrogiem, ale obydwoje musieli czasem odpocząć zamiast nieść misję, pokój i te wszystkie górnolotne idee, które gotowa była zaprzepaścić aby tylko odzyskać na nowo brata. Co właściwie zrobiła, a o czym on nie mógł wiedzieć. Nie chciała aby miał świadomość ile poświęciła aby go odzyskać, zwłaszcza biorąc pod uwagę że zmieniła cholerny czas dla niego, poświęcając prawdopodobnie każde istnienie jakie mieli uratować w przyszłości. Tamten ofiary nie miały jednak dla niej znaczenia, nie były istotne. Zawsze przekładała swojego brata nad wszystkich innych, jedyne nieracjonalne, pozbawione sensu ale pełne emocji decyzje podejmowała aby go ocalić. Racjonalne myślenie nie miało prawa istnienia kiedy mowa była o Jacobie i jego bezpieczeństwie.
Evie cały czas pamiętała słowa Juno, nawet bez nich miała świadomość, że za zabawy w czasie się płaci i to najwyższą cenę. Obawiała się, że jej przyjdzie stracić brata na co nie mogła sobie pozwolić. Dlatego też zamiast jak zwykle zająć się czytaniem do późna, szukaniem informacji o artefaktach aby wreszcie pójść spać w wagonie przerobionym na jej gabinet i bibliotekę w jednym, przemknęła do tego należącego do niej i brata, pchana jakimiś niewyjaśnionymi bodźcami. Coś sprawiało, że czuła się naprawdę niepewnie, zaczynała się po prostu o niego bać. Dlatego też zajęła miejsce na fotelu, obserwując go kiedy spał. Ciemność była błogosławieństwem, mogła się w niej ukryć, pozostając niezauważoną. Patrzenie na unoszącą się klatkę piersiową brata dawało jej pewnego rodzaju spokój, za który gotowa była zapłacić zmęczeniem czy lekkim rozkojarzeniem przez kolejną bezsenną noc. Póki oddychał, wszystko musiało być dobrze. Oparła się wygodniej, przymykając oczy kiedy ona sama zaczęła odczuwać senność, z którą starała się jednak walczyć zażarcie, aby nie dać się jej porwać. Musiała czuwać... Z objęć pogłębiającej się potrzeby zaśnięcia została wyrwana przez niespodziewany ruch ze strony brata. Nie wiedziała co takiego mogło mu się śnić, ale umiała rozpoznać koszmar. Nie zamierzała go budzić, każdy miał swoje demony z którymi musiał się mierzyć sam, poza tym jej obecność miała pozostać tu niezauważona. Nie wyszło tak jakby chciała, skupiła się całkiem na bracie kiedy ten się skulił i nagły gwizd lokomotywy, do którego chyba powinna przywyknąć, sprawił że prawie podskoczyła, zaciągając od razu kaptur i lokując się w ciemniejszym kącie.
Stanęła w bezruchu, licząc że Jacob jej nie zauważy. Było to naprawdę pobożne życzenie. Oprócz tego, że był wyszkolonym mordercą, posiadał możliwość widzenia więcej niż wszyscy inni. Dlatego szybko porzuciła ten pomysł, zdejmując kaptur i odsłaniając naprędce splecione w niedbały warkocz włosy oraz bladą skórę swojej niemalże porcelanowej twarzy. Słońce w Londynie nie rozpieszczało nikogo swoimi promieniami.
- Zły sen? - Zapytała cicho, udając że wcale nie jest dziwne stalkowanie brata nocami. Dla niej od dawna nie było, od momentu kiedy cofnęła czas na mocy umowy z żądną krwi boginią, która jednak obok bóstwa nie stała, czego Evie Frye jeszcze nie wiedziała i prawdopodobnie miała się nigdy nie dowiedzieć.
Wyprostowała się szybko, podchodząc do biurka żeby otworzyć jedną z szuflad. Nie miała planu na wypadek gdyby Jacob obudził się kiedy go obserwowała, nie umiała też improwizować ale wydawało się to dosyć wiarygodne, że czegoś potrzebowała z tej konkretnej szafki. Przynajmniej takie miała nadzieje, przeszukując zawartość w poszukiwaniu czegokolwiek co miałoby sens biorąc pod uwagę to czym zajmowała się wieczorami i nocami. Jednak nawet kiedy to robiła, zerkała na brata kątem oka. Nie wyglądał najlepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
[1872] Bertha - baza główna rodzeństwa Frye
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: