IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [1863] Crawley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Evie Frye


Liczba postów : 13
Join date : 19/09/2018
Skąd : Crawley

PisanieTemat: [1863] Crawley   Wto Gru 04, 2018 9:02 am

09.11.1863, Fabryka na obrzeżach Crawley

Miejsce przymusowej, niemal niewolniczej pracy dzieci. Niewiele różni się od innych fabryk tego typu. Warunki dalekie od bezpiecznych. Całą fabryką zarządza należy do Templariuszy mężczyzna - Rupert Ferris. Właśnie on oraz jego współpracownicy zostali wyznaczeni na pierwsze cele rodzeństwa Frye.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Evie Frye


Liczba postów : 13
Join date : 19/09/2018
Skąd : Crawley

PisanieTemat: Re: [1863] Crawley   Wto Gru 04, 2018 9:36 am

Crawley, 9 listopada 1863.
Wyznaczono nam cele. Rada pokłada w nas niezwykłą wiarę, albo ojciec na nich jakoś wpłynął. Zaczynamy w każdym razie od naprawdę dużego celu. Nie będzie to pojedyncze morderstwo pod osłoną nocy, a pełnoprawna akcja w sam środek dnia. Ojciec mówi, że nie tylko udowodnimy tak swoją wartość ale przy okazji nasi wrogowie nie będą wiedzieć kiedy się nas spodziewać. Do tej pory brytyjskie Bractwo działało jedynie w ciemności. Mamy być pierwszymi, którzy przełamią schematy. Tak bardzo jak w nas wierzę, tak też się obawiam o mojego brata. Jacob jest świetnie przygotowany, ale nie zmienia to faktu, że jest impulsywny, wybuchowy i zdecydowanie ma tendencję do wpadania w kłopoty. Oby ta misja była tak łatwa jak mówił ojciec. Obecność jego i George'a w pobliżu jakoś nie obniża moich obaw, a wręcz przeciwnie. Jak znam mojego brata, może to być nawet utrudnienie. Będzie pewno chciał wszystkim udowodnić, że jest gotowy, nawet jeśli nie będzie.
Obyśmy to przeżyli.


Evie zerknęła w stronę płaszcza wiszącego na dębowym wieszaku, czując znowu ten dziwny ucisk gdzieś w żołądku, zupełnie jakby ktoś położył jej na brzuch ciężki głaz. Bała się, nieważne co mówili wszyscy inni. Strach był naturalną reakcją, której nie mogła się pozbyć, nawet jeśli udawała że wcale go nie czuje. Podniosła się ciężko z krzesła, zostawiając otwarty dziennik na blacie stołu, aby wysechł tusz, którym pisała, miała nadzieję że nie ostatnie słowa. Wierzyła, że dadzą sobie radę, w razie czego George i Ethan mieli mieć na nich oko, ale mimo wszystko zakładała zawsze najgorszy scenariusz, a tych nagle było aż zbyt wiele. Wyjrzała przez okno na budzący się do życia świat i westchnęła zaraz, podchodząc do wieszaka. Płaszcz wydawał się taki ciężki, nieporęczny. Wiedziała, że był wzmacniany aby zapobiec ranom ciętym czy nawet zminimalizować szkody zadane bronią palną. Nie chciała umierać w dniu swoich urodzin, ale bardziej niż o siebie martwiła się o swojego brata, który naprawdę wpadanie w kłopoty miał we krwi. Nie mówiąc o tym że działał bez planu.
To był zdecydowanie czas aby się przygotować. Psychicznie bardziej gotowa nie będzie, więc mogła tylko zadbać o to aby prezentować się jak asasyn. Zdjęła z siebie halkę aby na gorset zaciągnąć koszulę, którą spięła wysokim pasem mającym dodatkowo chronić brzuch przed obrażeniami. Założyła też buty, których cholewa sięgała kolan, zlewając się kolorystycznie ze spodniami. Uczesała włosy w ciasny wianek, z którego i tak wyszły krótsze kosmyki zanim założyła na siebie kamizelkę i płaszcz. Był lżejszy niż wyglądał, co zauważyła z pewnym zdumieniem.
Najważniejsze jednak było przed nią. Poukrywała ostrza przy swoim pasie, a także w niewielkiej torbie, podobnie jak dwie bomby dymne, aby wreszcie założyć karwasz. Na próbę wysunęła ostrze, zanim je ukryła znowu i założyła na lewą rękę czarną rękawiczkę, prawa była osłonięta przez metalowe wykończenie karwasza, stylizowane na pazury. Na lewą dłoń założyła kastet, chowając po chwili pod płaszcz nadziak. Podeszła do stołu aby zamknąć dziennik, który też schowała pod połami płaszcza. Spojrzała w lustro i po krótkiej chwili przypięła do swojego stroju półpelerynę a także schowała do kieszeni trzy jedwabne, haftowane chusty, na których miała się znaleźć krew ważniejszych wrogów. Dopiero po tym wszystkim wyszła ze swojego pokoju, zmierzając od razu do jadalni, gdzie spodziewała się znaleźć brata jeśli ten zwlekł tyłek z łóżka o tak wczesnej porze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Jacob Frye


Liczba postów : 9
Join date : 03/10/2018
Skąd : Z powieści A. C. Doyle'a

PisanieTemat: Re: [1863] Crawley   Sro Gru 05, 2018 3:45 pm

O dziwo… Nie spał! Obudził się jeszcze przed świtem, ale starał się wyleżeć jeszcze trochę, aby nie pojawiać się na posiłku niepokojąco wcześnie. Prawda była taka, że ledwo mógł w ogóle spać z tych emocji! Bynajmniej nie ze strachu, ale ekscytacji. Na samą myśl, że dzisiaj będzie miał swoją pierwszą, poważną misję nosiło go, a energia rozrywała od środka. Nie mógł się doczekać, kiedy pokaże wszystkim, że jest już wystarczająco dojrzały do roli prawdziwego Asasyna. Miał wrażenie, że i tak już zbyt długo czekali i nie było nic, co mógłby się jeszcze nauczyć poza ogładą do bycia lepszym. Nie pojmował działań Rady, co zresztą często głośno oznajmiał i chyba tylko wstawiennictwo ojca, o którym nie miał pojęcia, sprawiło, że jego kwestionowanie postępowań wyżej postawionych nie zostało ukarane zdegradowaniem albo nawet banicją. Choć i to najpewniej nie powstrzymałoby jego niewyparzonej gęby…
Teraz jednak nie było mowy o narzekaniu na zasady. Dzień, w którym miał udowodnić swoją wartość nastał i nie było żadnej siły we wszechświecie, która by mu to zepsuła. Wpatrywał się w sufit zastanawiając się, jak do tego dojdzie. Jakie to uczucie w końcu będzie zanurzyć chustkę w czyjejś krwi z pełnym dostojeństwem? Do diabła! Nie był od planowania, więc przewijało mu się tysiące scenariuszy, a i tak w głowie była myśl, że to wszystko i tak potoczy się inaczej. Może nawet ciekawiej niż w jego najśmielszych snach? Czuł jak łomocze mu serce i chyba każdy mógł je w okolicy usłyszeć, ale to nieważne! Jeśli ktokolwiek go zauważy, to najwyżej go zabije. Każdy wróg padnie przed nim…
Gapienie się w szare ściany i kręcenie z boku na bok w końcu doprowadziło go do szewskiej pasji i zerwał się na równe nogi. Dość miał już tego leżenia! Nie zważając na zimną podłogę przebiegł po niej na bosaka do szafy, aby się ubrać. Nie przykładał takiej staranności do odzienia jak siostra, więc nawet nie zwrócił uwagi, że jeden z końców koszuli wystaje, a znikający gdzieś pod kamizelką guzik jest krzywo przypięty. Kogo to obchodziło?! Najważniejsze, że cały strój leżał i miał się dobrze. A przynajmniej w miarę okej. Na moment tylko spojrzał w rozbite lusterko przeczesując włosy palcami i sprawdzając, czy zarost jest nadal szczeciną. Choć utrzymanie brzytwy w tym stanie euforii mogłoby się skończyć dla niego tragicznie. Zamiast jednak takiego ostrza sięgnął po kukri z kufra, którym się zamachnął kilka razy dla wprawy i przyjrzał się broni. Nawet jeśli nie przepadał za ojcem, to ten prezent naprawdę wiele poprawiał w ich relacji – przywieziony z dalekich Indii oręż był egzotycznym dodatkiem, który od razu przypadł Jacobowi do gustu. Schował go i dozbroił resztę, pamiętając o najważniejszej rękawicy z ukrytym ostrzem, które też wysunął i zamachnął się dla sprawdzenia.
Kiedy wszystko było w porządku wedle jego własnego mniemania od razu wyskoczył na korytarz podekscytowany jak dziecko, które w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia ma zaraz zobaczyć prezenty pod drzewkiem. Niestety do rozpakowania jego prezentu miało jeszcze trochę czasu upłynąć, ale nie umniejszało to jego radości. Zeskoczył przez barierkę na schodach i przeturlał się niemal wpadając do kuchni i od razu wszystkich witając z szerokim uśmiechem i donośnie. Chyba jednak i tak każdy zauważył to, jak pośpieszył się ze wstawaniem z łóżka.
Ledwo usiadł przy stole, a usłyszał jak inny się zbliża. Odwrócił wzrok od razu na drzwi, w których stanęła jego siostra i ją także obdarzył uśmiechem.
- A kto to tak długo spał? Nie wiesz, leniuszku, że nie ładnie się tak wylegiwać? – zganił ją żartobliwym tonem, wiedząc jak wiele razy to on dostawał takie reprymendy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Evie Frye


Liczba postów : 13
Join date : 19/09/2018
Skąd : Crawley

PisanieTemat: Re: [1863] Crawley   Wto Gru 11, 2018 4:28 pm

Zawdzięczali ojcu zdecydowanie więcej niż sądzili, co Evie podejrzewała od zawsze. Ethan miał swoje tajemnice, rzeczy którymi nie chciał albo nie mógł się dzielić z nimi, co szanowała, nawet jeśli chciała i musiała być najbardziej doinformowaną osobą w otoczeniu. Informacja była ważna, nieraz stanowiła deficytowe dobro, które łatwo było utracić w mniej lub bardziej sprzyjających okolicznościach. Wiedziała, że akurat sekrety ojca nie były przeznaczone dla nich. Byli zdecydowanie zbyt nisko w hierarchii aby móc zgłębiać prywatne rzeczy członka Rady, nawet jeśli kusiło przejrzenie zawartości gabinetu aby poszukać czegoś pośród bibelotów, co mogło powiedzieć więcej o obecnej sytuacji samej Rady jak i miasta, które było dla niej kluczowe - Londynu. Szanowała jednak Ethana, dlatego nawet jeśli wiedziała jak się włamywać, a jej pamięć fotograficzna działała bez zarzutów, nie zrobiła tego do tej pory. Wierzyła, że informacje jakie dostają są wystarczające aby mogli bez zbędnego ryzyka podjąć własną misję. Tę misję, która miała zmienić wszystko.
Po drodze jeszcze zaczęła nasłuchiwać czy słyszy własne kroki, kiedy praktycznie poruszała się na palcach, wchodząc na najbardziej skrzypiące deski aby się upewnić że na nich też jej nie słychać, aby nawet użyć Wzroku Orła. Właściwie oznaczył wszystkich, co było pocieszające. Nie musiała się obawiać chociaż o to. Pytaniem pozostawało czy nie zwątpi w ostatniej chwili, jednak nie przebijając wroga ostrzem i uciekając jak tchórz. Tak nie mogło być, ale to wydawało się aż zbyt realistyczne. Nie wątpiła w siebie, przynajmniej tak sobie wmawiała cały czas. Naprawdę nie mogła przewidzieć wszystkiego a wszystko mogło się skończyć naprawdę źle. To ją nie tyle przerażało, co sprawiało że zaczynała czuć się nieco zagubiona. A nawet jeśli sobie poradzą... Co wtedy? Będą musieli jeszcze bardziej dbać o swoje emocje, o to aby ich nie pokazywać w niebezpieczny dla nich sytuacjach. W końcu, jeśli wróg wyczuje słabość to w nią uderzy.
- Pisałam notatki w dzienniku, na wypadek gdyby...się nie udało osiągnąć celu. - Nawet jeśli wyczuła, że Jacob żartuje, nie był to dobry czas na tak swobodne zachowanie. Jej obowiązkiem było pamiętać o co toczy się gra, a także ubezpieczenie brata. Nawet jeśli ojciec nie mówił nic w tej kwestii, już zwrócił jej uwagę o tym, żeby mieć otwarte oczy i dostrzegać więcej od innych. Wiedziała co to znaczy.
Przyjrzała się bratu, unosząc brew lekko, kiedy zobaczyła jak jest ubrany. Nic nie umykało jej czujnemu spojrzeniu kiedy ukryła przy pasie niewielką butelkę laudanum, często przecież nawet najlepiej przygotowani asasyni kończyli próbę z sukcesem ale zdobywając kilka ran, często brudzących strój, dlatego biały był kompletnie nieodpowiedni.
- Doceniam to jak szybko się podniosłeś z łóżka. Mogłeś jednak zadbać o większą dokładność. - Wskazała na jego ubiór. Nie potrzebowała być wszystkowidzącym asasynem żeby dostrzec że coś tu nie gra. Była po prostu kobietą, co wydawało się o wiele groźniejsze niż zabójca bez sumienia. Mimo wszystko, ten drugi okazywał czasem jakieś możliwości udzielenia komuś łaski czy wręcz humanitarnego traktowania. Z kobietami nie było tak łatwo. Mimo wszystko uśmiechnęła się lekko do brata. To był ich dzień. Ich szansa na zaistnienie w tym okrutnym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [1863] Crawley   

Powrót do góry Go down
 
[1863] Crawley
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: