IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wolfgang Rhyd

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Wolfgang Rhyd


Liczba postów : 3
Join date : 13/10/2018
Skąd : Polska

PisanieTemat: Wolfgang Rhyd   Nie Paź 14, 2018 1:31 am



Metryka:

Imię/Imiona i Nazwisko: Rhydian Naurielith

Płeć: Samiec

Wiek i Data Narodzin: Łódź 1944 [wygląda na 22 lata]

Pochodzenie: Polska

Rasa: mutant

Profesja: Przestępca

Wzrost: 213cm

Waga: 174kg

Pseudonim/Tajna Tożsamość: Monster - Wolfgang Rhyd

Jawność Tożsamości: Uznawany jest za zmarłego. Nikt nie wie, kim jest.

Przynależność: działa na własną rękę.

Słabości:
- Najważniejszą ze słabości Rhyda jest woda. Żywioł ten działa na młodzieńca niczym kwas. Nawet kropla jest w stanie przeżreć jego skórę i dojść do poważniejszych organów. Woda sprawia mu ogromny ból, nad którym ciężko zapanować.
- Rhyd cierpi na ŁZS. Jest to łojotokowe zapalenie skóry i objawia się tym, że w okolicach nosa, oczu i za uszami łuszczy się skóra. Jest to nieprzyjemny widok, a sama dolegliwość jest nieuleczalna i dosyć denerwująca. Rhyd musi stosować specjalne leki.
- Mutant nie może żywić się ludzkim jedzeniem. Zaszkodzi mu to i źle wpłynie na jego metabolizm. Tym bardziej, jeżeli chodzi o płyny. Wszystko co ma w sobie odrobinę wody jest dla niego szkodliwe.
- Bywa, że chłopak traci kontakt z rzeczywistością. Jest wtedy nieobliczalny i staje się potworem. Moc góruje nad jego świadomością. Tylko ogień się wtedy liczy. Tylko zemsta i tylko wspomnienie tej, za którą zawsze będzie walczył.
- Pęknięcia na skórze jakie posiada nie zawsze są czymś dobrym. Rhyd często krwawi z tych "wyłomów" jego duszy, co sprawia, że praktycznie zawsze odczuwa ból. Nigdy nie może być szczęśliwy. Krwawienie zmusza go do częstszego pożywiania, gdyż musi się regenerować.
- Nieprzyjemna dolegliwość, która polega na tym, że naczyńka krwionośne w organiźmie pękają powodują krwotoki z nosa, z oczu oraz uszu. Często dochodzi również do wymiotów i zawrotów głowy. Delikwent dostaje dreszczy i gubi się w otoczeniu. Jest zmuszony przeczekać atak, gdyż ruch tylko pogarsza sytuację.
- ma lęk wysokości.


Fizjonomia:
Mężczyzna mierzy sobie 213 cm wysokości i jest dość barczysty. Ponadto waży 174kg. Wśród rówieśników uchodził za olbrzyma. Ma krótko przystrzyżone czarne włosy i ciemne oczy, które często nazywane są "morderczymi". Całe ciało ozdobione jest pęknięciami na skórze, które musi ukrywać pod ubraniem. Kończą się na szyi, nadgarstkach i kostkach, dlatego musi uważać, by nikt ich nie zauważył, gdyż są oczywistym dowodem jego mutacji. Dodatkowo można zauważyć, że łuszczy mu się skóra w okolicach twarzy. Wcześniej nie miał podobnych dolegliwości, więc zapewne jest to powiązane z przemianą organizmu i zmianami genetycznymi. Rhyd często ubiera się w kurtkę moro i brązowe spodnie. Czasami, ale rzadko można go spotkać z czapką na głowie, ale wstydzi się takowe zakładać, gdyż twierdzi, że kiepsko w nich wygląda. Ale co tam, i tak ma wszystko w d****.


Cechy Charakteru:
Rhydian jest dość skomplikowany. Ile jest odcieni kolorów na świecie, tyle on ma twarzy. Dosłownie. Każda przemiana go zmienia, ale zawsze pozostaje jakaś cząstka z tej poprzedniej.  Obecnie jest zagubiony i nieufny. Ma mętlik w głowie, gdyż jest to taki etap jego mutacji, kiedy wszystko mu się przypomina. Myśli, że oszalał i nie wie co oznaczają koszmary, które go nękają. Jest wrażliwy, ale przez swoją przeszłość jego empatia jest zakopana pod grubą warstwą bestii, która nim zawładnęła. Zabijał, kradł, niszczył i twierdzi że jest zgubiony. Nie ma dla niego ratunku. Zanim oszalał wołali na niego Silver Shield, ale to przeszłość. Stracił zmysły. Zaczął robić straszne rzeczy i wszyscy się go bali. Iv sprowadziła go na ziemię, ale na jak długo? W każdej chwili może wybuchnąć. Nieważne kto przy nim jest. To imię pozostanie z nim już na zawsze. Lilith, Lilith, Lilith. Gdzie jesteś?

Akta Biograficzne:
Rozdział I

Odkąd pamiętał był poddawany eksperymentom. Wszystko zaczęło się w 1986 roku, kiedy to ludzie znaleźli go podczas ewakuacji ośrodka w Czarnobylu. Miał całą popękaną skórę i nie wyglądał zbyt dobrze. Wszyscy też zastanawiali się skąd on się tam wziął. Odpowiednie służby zainteresowały się tym wydarzeniem i postanowili "zaopiekować się" chłopcem, jeżeli tak to można nazwać. Po wstępnych badaniach naukowcy zgodnie stwierdzili, że dziecko niczego nie pamięta i oprócz posiadanego genu X wszystko z nim wporządku. Nie został poddany promieniowaniu, chociaż niby z jakiego powodu miałby być poddany radiacji? Na zewnątrz świat myślał, że elektrownia została uszkodzona i ogromny teren ziemi został narażony na skażenie. Tak naprawdę sprawcą całego zajścia była nie elektrownia, a potężny mutant, który sprowokował eksplozję i naraził wszystkich na zagrożenie. To Rhydian spowodował wybuch, ale nie brano go pod uwagę. Jedynie nieliczni podejrzewali, że posiada on moc zdolną zrobić takie zniszczenia. Pytanie tylko skąd u sześciolatka takie opanowanie mocy? Wszystko miało się wyjaśnić dopiero za kilkadziesiąt lat...

***

Każdy dzień wydawał się taki sam. Badano jego możliwości, ale mimo wszystko starano się nie wywierać na chłopcu presji. Miał 12 lat, kiedy poznał kolejny obiekt zainteresowań organizacji zwalczającej przestępców z nadludzkimi zdolnościami. Miała na imię Lilith i potrafiła się przenosić gdzie tylko chciała. Niestety była młoda i nie kontrolowała swoich umiejętności. Jeszcze nie. Byli jedynymi dziećmi w placówce, więc nic dziwnego, że szybko sobie zaufali i powierzyli sekrety o swojej przeszłości.
- I niczego nie pamiętasz? - Zapytała Lilith zatroskana. Było jej przykro, że ktoś chłopca porzucił i to w takim miejscu.
- Nie, ale mam koszmary. Śni mi się, że nie jestem sobą.
- To znaczy?
- Chodzę korytarzami i krzywdzę ludzi, których napotykam. Szukam kogoś, ale nie mogę ich znaleźć. Są uwięzieni, a ja nie mogę im pomóc.
- Komu? Kto jest uwięziony?
- Moi rodzice...
Zapada niezręczna cisza. Dziewczyna w końcu postanawia przytulić Rhydiana, ale ten odsuwa się od niej i zerka na nią mając lekko spuszczoną głowę.
- A jeżeli byłbym do tego zdolny? - Zadaje sobie pytanie i podnosi się z dywanu, by po chwili nacisnąć czerwony guzik.
- Nikogo byś nie zranił! - Lily niemal krzyknęła oburzona tym podejrzeniem. Znali się już kilka lat i poznała się na Rhydianie. Nigdy by go nie podejrzewała o coś podobnego, chociaż czasami wyobrażali sobie w jaki sposób uciekliby z ośrodka.
- Być może nie. Nie świadomie. - Stwierdził chłopak i kiedy przyszła pielęgniarka wyszedł z pomieszczenia, które po jego wyjściu ponownie zamknęło się na cztery spusty.

***

Nastolatek leżał na swoim łóżku i podrzucał piłeczką w nadziei, że w końcu za którymś razem uda mu się ją złapać. Nie dramatyzował. Nawet zaczynało go bawić to, że nie radzi sobie z tak prostym zadaniem jak łapanie gumowej piłeczki. Nagle drzwi małego pokoiku otworzyły się i w progu pojawił się jego lekarz. Nie ufał mu chociaż był bardzo sympatycznym facetem.
- Pora karmienia?
- Pora karmienia. - Przytaknął Rhydian i wstał z łóżka lekko uniesiony całą tą sytuacją. Nie mógł jeść tak jak Lilith. Miał dość wyszukaną dietę, jeżeli chodzi o zaspokojenie swoich potrzeb.
Wyszli z pokoju i udali się do specjalnej komory, prześmiewczo nazywanej jadalnią od kiedy pracownicy dowiedzieli się czym żywi się chłopiec.
- Rozbierz się, a ja ustawię parametry. - Poprosił Jeremy. Dzieciak zdjął więc ubranie ukazując interesujące pęknięcia na skórze. Nie sprawiały mu bólu, ale zwracały na siebie dużą uwagę. Brzegi pęknięć były czarne, a wglębienia zawierały brązowawy smar.
Nagi stanął przy drzwiach i czekał na pozwolenie by wejść do jeszcze mniejszego pomieszczenia. To tam już za chwilę miało pojawić się jego pożywienie.
Lampka zaświeciła się na zielono, a on wszedł do środka czekając. Już po chwili czuł jak powietrze zaczyna się nagrzewać, a z krat poniżej wydobywa się gorąco.
3
2
1
Płomienie buchnęły na kilka metrów, a on momentalnie przestał być sobą. Stał się wolny i czuł się bezpieczny. Ogień otaczał go z każdej strony, a on wsysał go. Żywił się nim zapominając o tym gdzie się znajduje. Żywioł był dla niego jak narkotyk. Pękniecia zaczynały się żażyć, a oczy i włosy płonąć. Cała postać jakby stała się magmową bestią, ale nic się nie topiło. Jeszcze jeden wdech, i jeszcze jeden. Nie miał dość. Mógłby tak wiecznie chłonąć płomienie, ale w końcu zapaliła mu się w głowie ostrzegawcza lampka, że już dość. Granica została niemal przekroczona, a on nie mógł sobie pozwolić na zbyt ogromne pokłady energii. Przebudził się i szybko przestał pochłaniać żywioł, który nawet wtedy nie robił mu żadnych szkód. Rhydian podbiegł do szyby i dał znać, że to już koniec.
Piec zgasł, a po kilkunastu minutach drzwi ponownie się otworzyły i chłopiec mógł wyjść na zewnątrz, gdzie czekał na niego Jeremy.
- Możemy wracać.
- A nie zapomniałeś o czymś? - Zapytał opiekun przekrzywiając kamerę w bok, by nie mogła zobaczyć tego, co za chwilę miało się wydarzyć.
- A-ale to dopiero za tydzień. - Mutantowi nie bardzo się to spodobało. Szybko podbiegł do wyjścia, ale było zamknięte, a tylko Jeremy znał kod dostępu.
- Tak, ale wyjeżdżam. Nie każ mi tyle czekać... - Poprosił go czule opiekun i zaczął się rozbierać...

***

- Lilith?
- Tak?
- Myślałaś kiedyś o ucieczce?
- Źle ci tutaj? - Zapytała go. Fakt, też chciała zobaczyć jak wygląda świat na zewnątrz, ale nie chciała się narazić na gniew opiekunów. Ponownie chciała go dotknąć, ale odtrącił ją. Nie lubił, jak ktoś go dotykał. Wtedy mu się przypominało.
- Wszystko w porządku?
- Nie, nic nie jest w porządku. - Odparł i odszedł.


Rozdział II

Lata mijały, a Rhydian coraz lepiej panował nad swoją mocą. Wspomnienia z poprzednich wcieleń zaczynały powracać, a do niego dotarło, że jest odpowiedzialny za wybuch w Czarnobylu. Nie dzielił się tym z nikim, nawet z Lilith. Bał się, że weźmie go za potwora. Z czasem ich znajomość zaczynała się komplikować. Odsuwał się od niej, a ona nie potrafiła zrozumieć przyczyny. Zboczenia jego opiekuna zaczynały się pogłębiać. Już nie wystarczał mu stosunek seksualny. Zaczął krzywdzić chłopca, nacinać jego skórę wiedząc, że Rhydian wyleczy się i nie zostanie żadna blizna.
Miał 15 lat, kiedy stracił już cierpliwość. Jeremy zabrał go, żeby się pożywił. Po wszystkim po raz kolejny zaczął się dobierać do chłopaka, ale tym razem Rhydian mu się postawił.
- Znasz zasady. Albo dasz mi to czego pragnę, albo to ostatni raz, kiedy się pożywisz. - Powiedział mężczyzna z początku łagodnie, lecz z biegiem słów jego ton stawał się coraz bardziej agresywny.
- Powiedziałem NIE! - Krztknął mutant. Miał już dość tego wszystkiego. Dość koszmarów, wspomnień o rodzicach i dość krzywd. Wiedział na co go stać. Nie pamiętał wszystkiego, ale wiedział do czego był zdolny on i jego ojciec, po którym odziedziczył mutację.
- Jak sobie życzysz! - Warknął zboczeniec i już zamierzał włączyć alarm, kiedy nagle ognisty podmuch uderzył nim o ścianę. Dłonie Rhydiana płonęły, podobnie jak pęknięcia i oczy.
- Nigdy. Więcej. Mnie. Nie. Skrzywdzisz! - Wykrzyczał chłopak przez zaciśnięte zęby i ponownie zaatakował opiekuna. Robił to raz za razem, a ten krzyczał. Mutant napawał się tym głosem, tym krzykiem. Napawał się cierpieniem, który był jedynie namiastką tego, co sam przeżył.
- Co, jeszcze ci mało? Masz jeszcze! Wybacz, ale nie będziemy się widzieli przez długi czas. Chyba nie chcesz, bym tyle czekał? - Mówił wyładowując cały swój gniew. Żywioł zapanował nad nim i nie był już sobą. Kiedy ciało się zwęgliło, Rhydian wyważył drzwi i ruszył korytarzem spalając każdą napotkaną osobę.
- Dobrze ci? Chcesz więcej?! - Krzyczał. Po chwili włączył się alarm, ale nawet nie zwrócił na to uwagi kierując się do wyjścia.
- Rysiek? - Usłyszał za plecami i zobaczył Lilith klękającą przy zwęglonej ofierze.
- C-co ty robisz?
- Uciekam!
- A-ale dlaczego!
- DLACZEGO? - Warknął i cofnął się by po chwili przygnieść ją do ściany i spojrzeć w jej przerażone oczy.
- BO JESTEM POTWOREM!

***

Skołowany i zagubiony błąkał się ulicami przy okazji starając się zetrzeć krew z dłoni. Czuł się bardzo osłabiony. Nigdy jeszcze nie czuł się tak bezbronnie. Jakby był naczyniem, a to naczynie byłoby puste.
- Pomóc ci? - Zapytał go ktoś? Chłopak spojrzał na nieznajomego tępo, po czym osunął się o ścianę i stracił przytomność. Obudził się na statku płynącym do Stanów Zjednoczonych. Mężczyzna, który go tam umieścił nie wydawał się być złą osobą, ale Rhydian nikomu nie mógł zaufać.
- Uciekasz z Polski?
- Skąd?
- No znalazłem cię w gdańsku... wiesz w ogóle gdzie jesteś? - Mutant pokiwał głową i przymknął oczy próbując sobie przypomnieć.
- Co oni ci zrobili... - Ze współczuciem starszy człowiek okrył chłopaka kocem i zostawił go samego by wrócić do steru.

***

- To on?
- Chyba tak... niczego nie pamięta. Nie wie kim jestem. - Westchnął starzec spoglądając na resztę towarzystwa.
- Kiedy mu powiesz?
- W swoim czasie. i tak zbyt długo go szukaliśmy.
- Ale ma znamię?
- Tak.
- Więc to on. To musi być on.

Rozdział III

Ludzie, którzy go uratowali nie byli mu obcy, chociaż nie mógł sobie przypomnieć jak wiele ich łączy.
- Więc po każdym wybuchu tracę pamięć?
- Tu nie chodzi tylko o pamięć. Resetujesz się. To trochę tak jakbyś odradzał się na nowo. Nowy charakter, nowa osobowość, nowe życie.
- Ale mam wspomnienia...
- Cudze, nie własne. To nie byłeś ty! - Mężczyzna już któryś raz z kolei próbował wytłumaczyć chłopcu kim jest, ale było to dość trudne zadanie. To jak rzucanie piłeczką o ścianę...
- A moi rodzice?
- Dawny ty miał rodziców. Porwali ich i próbowałeś ich uratować. Zamknęli ich w ośrodku w Czarnobylu, ale coś poszło nie tak.
- Ten wybuch...
- Tak, to byłeś ty. Coś sprowokowało cię do "resetu" więc zgodnie stwierdziliśmy, że twoi rodzice zginęli, a ty razem z nimi.
- Dlaczego?
- Twój Tata miał brata bliźniaka z podobną mocą. Raz się odrodził, ale drugi raz nie. Nie zawsze jest to możliwe, niewiadomo co jest przyczyną.
- Aha... - Tylko tyle był w stanie teraz z siebie wydusić. Potrzebował chwili dla siebie, więc wyszedł z kajuty i udał się na dziób statku. Woda, wszędzie pełno wody. Żywioł, który mógł go zabić w jednej krótkiej chwili. Tak dużo się dowiedział. Potrzebował tego, ale miał też mętlik w głowie. Zbyt wiele informacji jak na jeden dzień. Jego spokój przerwały krzyki dochodzące z pokładu. Odwrócił się i zobaczył Lilith szamotającą się z innymi. Nagle zniknęła i pojawiła się w innym miejscu, a potem w jeszcze innym.
- Przestańcie. Ja ją znam! - Machał ręką by przestali, ale nie na wiele się to zdało. Dziewczyna w końcu go zauważyła i przestała się teleportować.
- Jak mogłeś mnie tam zostawić! - Wydarła się na niego, po czym zniknęła i pojawiła się tuż obok by po chwili zdzielić go w twarz!

***

Minęły godziny zanim się przebudził. Kręciło mu się w głowie i czuł nieprzyjemny ból w miejscu, gdzie trafił cios.
- No, w końcu! Czemu się nie zregenerujesz?
- Jestem głodny i mam mało energii. Muszę ją oszczędzać. - Stwierdził kwaśno chłopak i wstał, ale szybko tego pożałował.
- Gdzie ona jest?
- Wyrzuciliśmy ją za burtę.
- Co?! - Chłopak był w szoku. Automatycznie wróciły mu siły i zaczął szarpać za kołnierz starca, który wydawał się rozbawiony całą tą sytuacją.
- Kobiety przynoszą pecha na morzu. Zresztą na nic nam ona.
- Ja ją znałem! - Zaczął się wydzierać i gdyby nie to, że nie miał energii wysadziłby cały statek. Nadmiar emocji sprawił, że ponownie opadł na łóżko i przymknął oczy zmęczony swoim głupim życiem. Życiem, które nie należało do niego.

***

Po kilku tygodniach uciekł stamtąd. Czekał tylko, aż nadarzy się okazja by zwlec się ze statku. Nie czuł się najlepiej w towarzystwie ludzi, którzy znają go lepiej niż on sam. Zaczął wędrować po kontynencie i żyć w sposób koczowniczy. Nigdy nie zostawał dłużej niż kilka tygodni. Kradł, żywił się i ruszał dalej. Wpadł w dość nieprzyjemne towarzystwo, ale mimo to stworzył zasady, których nie mógł złamać. Chciał skończyć z zabijaniem. Kiedyś jednak zabił i pamiętał to uczucie. Niezwyciężony, potężny, bezpieczny i czysty.
- Dobrze się bawisz? - Usłyszał jej głos i chociaż to nim wstrząsnęło, to postanowił udawać, że nic to dla niego nie znaczy.
- Niezbyt. - Stwierdził podnosząc kolejny kamyk i puszczając kolejną kaczkę. Dlaczego tak bardzo lubił żywioł, który mu zagrażał? Bo tylko on mógł go skrzywdzić. Nie pierwszy raz myślał o samobójstwie.
- Fajnie. - Westchnęła obojętnie i przysiadła się tuż obok. Chyba godzinę tak siedzieli oddaleni od siebie o kilka metrów, dopóki Rhydian nie odważył się wszystkiego jej wyjaśnić. Dlaczego uciekł, co robił mu Jeremy i dlaczego stracił kontrolę.
- To nie tłumaczy dlaczego zabiłeś resztę personelu.
- Nie, nie tłumaczy. Nie żartowałem mówiąc, że jestem potworem. Lilith, ja... Ciągle czuję głód. Muszę karmić się coraz częściej. Muszę używać mocy coraz częściej, bo inaczej zwariuję. Tracę się! Ja już nawet nie wiem kim jestem!
Mógł ciągnąć ten monolog, ale przerwała mu biorąc go za ręce i nie przyjmując sprzeciwu.
- Ja wiem kim jesteś. Będę ci przypominać.
- Będziesz moją niezapominajką? - Wyśmiał ją, ale jej twarz nawet nie drgnęła.
- Nie. Będę największą kurwą pod słońcem. Będę cię terroryzowała i wkurzała na maksymalnych obrotach. Będę cię nękać i gnębić i nigdy się mnie nie pozbędziesz.
- Dzięęęęki!
- Nie ma za co. - Spojrzała na niego groźnie, ale po chwili na jej twarzy zagościł uśmiech.

***

- Nie mogłeś się powstrzymać, co?
- Tam był ich ośrodek i trzymali tam mutantów!
- Myślisz, że w ten sposób ich zniszczysz? - Dziewczyna wywróciła oczami zerkając na artykuł z gazety dotyczący TAJEMNICZEGO WYBUCHU w oklahoma city.
- Zdobyłem informacje!
- Debil! - Lilith wywróciła oczami i wyszła z mieszkania, które wynajmowali. Nie zawsze się ze sobą zgadzali. Nie podobało jej się to, co robił.
- Ja chcę tylko, żebyśmy w końcu gdzieś się zatrzymali. Na stałe. - Tłumaczyła mu kiedyś. Chciała odpocząć, żyć jak inni ludzie. On pragnął zemsty i tu tkwił haczyk. Zemsta nie brała pod uwagę osiedzenia się gdzieś na stałe.

Rozdział IV

Mijały miesiące, a te przeistoczyły się w lata. Ciągle myślał o przeszłości, ale kochał ją. W końcu to do niego dotarło i spróbował zapomnieć. Miewał koszmary, ale wolał cierpieć każdej nocy u jej boku, niż dokonać zemsty, ale radzić sobie w samotności. Za skradzione pieniądze kupili skromne mieszkanie w Seattle. Lilith zaszła w ciąże i nic nie wskazywało na to, by coś miało zakłócić ten spokój. Jak dotąd Fortuna im sprzyjała. Ciężko im się wiodło, ale Rhydian znalazł pracę i posługując się innymi danymi nie mógł zostać znaleziony przez organizację, a przynajmniej tak uważał. Pewnego dnia wrócił do domu trzymając w dłoni zabawkę dla swojej niedawno narodzonej córeczki. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zamiast żony i dziecka zastał w mieszkaniu kartkę z symbolem organizacji. Znakiem, które było mu obce przez tyle pięknych lat spędzonych z Lilith.

***

Mówili, że to był samolot. Zamach terrorystyczny. Cóż, zamach to był na pewno. Zamach na ludzkie życie. Zamach na siedzibę organizacji, która dopuściła się gwałtu na jego szczęście!
Liczyły się tylko one, nic więcej. Z pomocą "przyjaciół" z poprzedniego wcielenia porwał jeden z samolotów i uderzyli w jeden z wieżowców. Jeden z mutantów miał podobną moc do Lilith, ale miał bardzo krótki zasięg teleportacji. Kiedy byli na odpowiednim dystansie przenieśli się, a samolot pasażerski uderzył o ścianę budynku powodując niemały wstrząs. Długo je szukał, aż w końcu znalazł. Lilith leżała na fotelu przykuta i związana, a na drugim końcu sali było łóżeczko całe we krwi.
- Lilith? - Wymówił jej imię w nadziei, że się obudzi, ale nie oddychała. Dlaczego nie uciekła? Dlaczego się nie przeniosła?
- Lilith proszę cię, j-ja nie poradzę sobie bez ciebie. - Szturchał ją raz za razem. Oszalał. Budynek zaczął się kruszyć, ale on nie chciał uciekać, nie chciał jej zostawić. Jej i córki, która też gdzieś tu była. Czy robili na niej eksperymenty jak na nim? Stąd ta krew? Ale przecież była taka malutka!
- Błagam cię promyczku otwórz oczy. Otworzysz zaraz oczka, prawda? Lily? Skarbie? - Powtarzał. Posadzka była zalewana od jego łatwopalnych łez. Po chwili pojawili się nieliczni, którzy mu pomogli, w tym mutant.
- To na nic Rhydian. Musimy uciekać...
- Wy idźcie, ja zostaję
- Ale ...
- WYNOCHA! - Warknął i w przypływie agresji uformował kulę ognia, która pomknęła w ich stronę. Nie zrobił im krzywdy, ale przenieśli się bez zbędnych tłumaczeń.
- Opowiedzieć ci coś? Opowiem. Żył sobie kiedyś potwór. Był straszny Lily. Był bardzo straszny, ale pojawiła się gwiazda i wskazała mu drogę swoim światłem i szczęściem. Wiesz kto był tą gwiazdą Lily? - Zapytał lekko się uśmiechając w jej bezwładne ciało.
- To byłaś ty, gwiazdeczko. To byłaś ty... Kocham... - Nie zdążył dokończyć czując jak zrywa się pod nimi podłoga. Przymknął oczy i przytulił się mocno do tej, która wskazała mu drogę...

Rozdział V

Ludzie szukali ciał. Nie sądzili, że znajdą kogoś ocalałego, a już na pewno nie w tak młodym wieku. W szpitali zapytali się go jak ma na imię, a on im powiedział. Tylko to pamiętał.
- Rhydian, mam na imię Rhydian.
- No dobrze, ale skąd jesteś? Jak masz na nazwisko?
- Lilith?
- Słucham? - Zapytała się go pielęgniarka lekko zagubiona. Tymczasem on już błądził w mroku uczepiony tego jedynego wspomnienia, którego nie zamierzał się pozbyć za żadne skarby.
- Nazywam się Rhydian, Rhydian Naurielith. Moi rodzice zginęli w zamachu...

***

Trafił do domu dziecka, co było oczywiste. Przechodził z rodziny do rodziny, bo nikt nie potrafił się nim zająć. Posiadano już pewną wiedzę o mutantach i to że był jednym z nich nie było żadną tajemnicą. Ludzie się go bali, więc pewnego dnia trafił do placówki, gdzie byli młodociani posiadający gen X i porzuceni przez swoich rodziców. Uciekł po kilku latach. W 2012 roku zaczął kraść i szło mu to bardzo dobrze. Wiedział gdzie się ukryć by go nie znaleźli i jak radzić sobie w takim środowisku. Czuł się tak, jakby już kiedyś to robił. Przychodziło mu to z łatwością, ale nie wszystko było proste. Pamiętał kogoś. Pamiętał, że stracił w poprzednim życiu kogoś bardzo cennego.
- Czy wierzysz w życie po życiu?
- W reinkarnację?
- Tak, tak to się chyba nazywa.
- Dorośnij cwelu i wracaj na dzielnicę bawić się w kotka i myszkę.
Rhydian westchnął i oddalił się od przyjaciela.
- Oszalałem. Powiedz mi, proszę, jesteś gdzieś tam? Kim do kurwy nędzy jesteś! - Rzucił kamieniem w szybę nie mogąc nad sobą zapanować. Coraz częściej zdarzały mu się napady agresji.
- Lilith! Kurwa zakochałem się w osobie, która nieistnieje, ale jaja. - Zaczął się śmiać. Z początku szczerze, potem hiserycznie, aż w końcu rechot przeszedł w szloch i nic nie było już takie jak dawniej.

***

- Lilith, Lilith, Lilith... - Nucił. Już tylko to się liczyło. Niektórzy pouciekali z jego gangu zaczynając się bać, że Rhydian zrobi im krzywdę.
- Widziałeś Lilith? Zrobiłeś jej krzywdę?
- Odwal się! Nie znam zadnej twojej suki!
- Nie mów tak o niej! - Krzyknął i w mgnieniu oka spalił chłopaka żywcem. On tu dowodził i nie mógł sobie pozwolić na takie traktowanie swojej dziewczyny.
- Lilith Lilith, Lilith... - Powtarzał bujając się to w przód to w tył.
- Czy jesteś moją gwiazdeczką, Lilith?

***

- Miałem ja życie na ziemi, miałem ja cel. Ukarali nas jednak. Ją przemienili, mnie zakuli w biel. I widzę ją każdej nocy jak woła mnie co tchu. Odpowiedzieć jej nie mogę. Boli, straszne to uczucie i myśl, że widywać się możemy jedynie w świecie snów.
- Piękne. - Usłyszał i nie był na to gotowy. Często pisał przy świetle księżyca. Fakt, niszczył sobie oczy, ale wtedy najlepiej pamiętał. A może to urojenia? Odwrócił się ostrożnie uważając, by nie spaść z dachu. Niedaleko leżała gazeta z widoczną datą w rogu [11 maja 2014 r].
- Kim jesteś? - Zapytał  podnosząc się i spoglądając na cień ukryty na drugim końcu.
- A ty kim jesteś? - Odpowiedział mu kobiecy głos pytaniem na pytanie.
- Nie wiem... - Stwierdził osamotniony i runął bezsilnie na komin, by po chwili przykucnąć i się o niego oprzeć.
- Długo cię obserwuję, wiesz?
- Chyba zbyt krótko. Wiesz co robię z niezapowiedzianymi gośćmi?
- Nie zabijesz mnie.
- Tak? A skąd wiesz?
- Bo chcę ci pomóc. Przypomnę ci kim jesteś. - Odpowiedziała dziewczyna i chociaż było czuć pewność siebie w jej tonie, to jej ostrożne ruchy świadczyły o czymś innym. Bała się, tak samo jak on.
- Jestem Iv.
- A ja Rhydian.
- Miło mi cię poznać, Rysiu. - Uśmiechnęła się lekko i przekrzywiła lekko głowę co go rozbawiło. Wytarł oczy i mokre od łez policzki i odwdzięczył się uśmiechem.
- Nie mów tak do mnie wariatko.
- Dobrze Rysiu, nie będę.

Rozdział VI

Od tamtej pory uciekali razem. Ona trzymała go przy rzeczywistości. Była jego kotwicą i chociaż często zdarzało mu się odpłynąć, to wystarczył jej słodki głos, który utrwalił mu się w pamięci i był dla niego wybawieniem. Nie wiedział czy coś do niej czuje, ale wystarczyło, że ktoś krzywo na nią spojrzał, a ta osoba zaraz miała do czynienia z bestią.
- Jesteś pewny, że jest pusty?
- Widziałem samochód. Weźmiemy jedzenie, jakieś ciuchy i spadamy. - Pocieszył Ivette i przeskoczył przez ogrodzenie ponaglając ją, by robiła to co on.
- Mogłabym się zmienić w ptaka...
- Ciekawe co ty byś zrobiła, jakbym ci pokazał swojego ptaka! - Zażartował i po chwili jęknął uderzony dość silnym kuksańcem.
- To nie to samo! - Warknęła i kopnęła go jeszcze kilka razy, co by sobie zapamiętał.
Rhydian zręcznie i zawodowo z pomocą karty płatniczej i kilku drucików otworzył drzwi pewnie przekraczając próg.
- Łatwizna.
- Debil! - Zrugała go i minęła biorąc się za poszukiwanie kuchni, a tym samym jedzenia. Tymczasem Rhydian stał jak sparaliżowany atakowany jednym z urojeń.
- Rhydian? Rhydian obudź się! Przepraszam, nie jesteś debilem!
- Co? - Po chwili stał wpatrując się w jej przerażone oczy. Nie mógł sobie przypomnieć co się stało, ale czując załzawione oczy szybko je przetarł. We wszystkim nie pomógł fakt, że na zewnątrz usłyszeli ryk auta.
- Uciekajmy!
- A jedzenie? Szybko pakuj co się da i chodu! - Szepnął jej na ucho i podbiegli do lodówki pakując z niej produkty do worków.
- Co tu się odpierdala? - Wszyscy trzej spojrzeli na siebie. Rhydian zerkał to na mężczyznę, to na Iv nie bardzo wiedząc jak przerwać tę niezręczną ciszę.
Nagle ni stąd ni zowąd mężczyzna uśmiechnął się i wskazał palcem na dziewczynę.
- Ty do łazienki pod prysznic. Cuchniesz.
Rhydian chciał zaprzeczyć, ale po chwili palec został wycelowany w niego.
- Ty też! - Stwierdził po na myśli gospodarz uprzednio długo się nad czymś zastanawiając. Rhydian był poddenerwowany całą tą sytuacją, ale facet bez koszuli dość sprawnie odwracał jego uwagę od powagi sytuacji.
- Nigdzie nie idę!
- Idziesz!
- Nie!
- Tak!
- Bujaj się!
- Sam się bujaj! Idziesz, albo sam cię tam wrzucę! - Rhydiana zatkało, Iv również. Nie było czasu na te głupoty, a jeżeli wezwał gliny?
- Iv? Bierz swój worek. Idziemy stąd.
- Nie, nigdzie nie idziesz. - Stwierdził młodzik i z całej siły uderzył mutanta, który robiąc pełen obrót padł na podłogę...



Potencjał Bojowy:

Siła: 3/5/7
Szybkość: 3/5/10
Zręczność: 3/6/6
Wytrzymałość: 3/7/8
Zdolności Bojowe: 4/5/6
Regeneracja: 6/7/8
Celność: 2/5/6
Inteligencja: 3/4/5

Wyposażenie:

Broń: nie posiada

Pancerz: nie posiada

Plecak/Ekwipunek Podręczny:
- scyzoryk
- telefon
- mp3
- słuchawki
- notatnik
- kilka książek

Przechowalnia: brak.

Lokum: Nie posiada dachu nad głową, ale też nie zależy mu, by jakiekolwiek mieszkanie posiadać. Nie jest wymagający. Wystarcza mu zwykła kryjówka bezdomnych.

Środek Transportu:Posiada motocykl. To nim się przemieszcza z punktu A do punktu B. Czasami jeździ nawet wtedy, kiedy nie musi. Lubi grzebać w tym złomie i jeszcze bardziej go psuć.

Pieniądze: Rhyd nie posiada zbyt dużo pieniędzy. Ma zazwyczaj tylko tyle, by starczyło mu na tydzień. Kiedy zaczyna brakować mu pieniędzy, to zaczyna kraść i tak toczy się jego życie w błędnym kole.



Moce:

Fizycznie:
- Całe jego ciało ozdobione jest pęknięciami. Brzegi są czarne i osmalone, a wgłębienia zawierają nieprzyjemną ciecz przypominającą ropę, tyle, że jest brązowawa.
Relinie są głębokie i ciągną się po całym ciele, kończąc swoją podróż na twarzy i dłoniach, oraz przy kostkach na nogach. Bolą i swędzą, ale przy okazji wydobywa się z nich wydzielina, która ma właściwości mocnej używki. Ciecz zawiera feromon, który powoduje u innych istot oraz zwierząt niejasne silne reakcje. Wszystkie zmierzają w stronę traktowania mężczyzny jako osobą niegroźną, którą należy szanować, a może nawet bronić. Są zwierzęta i istoty, które mniej lub bardziej reagują na feromon. Zapach powoduje mniejszą reakcję, niż posmakowanie wydzieliny, która smakuje... i tu znów pojawia się problem. Dla każdego smakuje inaczej, w zależności od upodobań. Każdemu smak się spodoba i bynajmniej nie spowoduje to groźne zachowanie. Ciecz mocno uzależnia i skupia na siebie uwagę powodując, że zwierzę bądź człowiek zaczynają ignorować otoczenie. Wpadają w trans myśląc tylko o jednym. Jak przysłużyć się mężczyźnie. Jak mu pomóc, dogodzić, sprawić, by był z nas zadowolony. Pamiętajmy jednak, że to efekty po skonsumowaniu feromonu. Zapach nie powoduje oszołomienia, a tylko łagodzi dzikie instynkty i zachęca do bliższego poznania.

info dodatkowe
~ Na co dzień feromon nie oznacza musu bronienia czy próby przypodobania się Rhydowi. Może być, ale jego właściwości będą na tyle niewielkie, by inni nie musieli się "martwić" mentalnością swojej postaci.
~ Gracze sami decydują, czy feromon działa na nich silnie, czy też mają niewielki wpływ na ich percepcję i ocenę sytuacji.
~ Gracze sami decydują, czy uzależnią się od zapachu, czy też go zignorują po sesji i zapomną o nim.
~ Moc jest niiekontrolowana. Zapach wydziela się cały czas i mutant nie panuje nad tym, a tym bardziej nie ma wpływu na to jak zareaguje na kogoś feromon i w jaki sposób. To nie hipnoza.
~ Podczas trudnej sytuacji, kiedy to Rhyd jest w jakikolwiek sposób zagrożony, wykonuje się rzut kostką. 1 i 6 oznacza, że przeciwnik został dotknięty zapachem i jego zdanie co do osobnika zaczyna się zmieniać. Zawahanie trwa jednak krótko. Dwa posty i nie może zostać powtórzone.
~ Zwierzęta z góry pokojowo są nastawione do delikwenta, jednak Bestie mogą zignorować zapach i pozwolić sobie na agresywne zachowanie. Aby to ocenić wykonuje się rzut kostką. 1 i 6 oznacza, że Bestia postanawia być spokojna, a w najmniejszym stopniu zignorować nieproszonego gościa.
- W okolicach kręgosłupa znajdują się sztyleciki, które ciągną się od kości ogonowej do kręgów szyjnych coraz bardziej się zmniejszając.
- Posiada drobne różki skierowane do tyłu. Są króciutkie i ukryte pod włosami.
- Temperatura ciała mutanta waha się w granicy 42 - 64 stopnie.
- Chłopak nie zawiera krwi. Ciecz która przepływa przez jego ciało ma właściwości łatwopalnej cieczy. Jest czarna jak ropa.


Moc:
Umiejętność Rhydiana polega na pożeraniu ognia i przeistaczaniu go w pewnego rodzaju energię. To ta energia trzyma chłopaka przy życiu. Może wykorzystać energię by wzmocnić swoją siłę, wyostrzyć któryś ze zmysłów lub na powrót przeistoczyć ją w ogień. Rhydian potrafi panować nad ogniem, ale tylko nad tym, który sam wytworzy. Ponadto wyczuwa źródła ognia. W głowie ma mapę każdej najmniejszej iskierki w promieniu dziesięciu kilometrów. To jakby inny świat, w którym lubi spędzać czas. Zamyka oczy i widzi ciemność pełną setek tajemniczych gwiazd. Niektóre się zapalają i rodzą, a niektóre gasną.

Wybuch:
Najważniejszy aspekt jego mocy. Kiedy Rhydian jest bardzo pobudzony, lub ma nadmiar energii, może spowodować ogromny wybuch. Po takim wybuchu albo przeżyje, ale odradzając się na nowo, albo zniszczy również siebie i umrze.

Opanowanie Mocy: 3/5/5
Zasięg Mocy: 3/4/9 < jeśli moc jest w stanie oddziaływać na otoczenie

Umiejętności:
Ciche poruszanie - pozwala na bezszelestne poruszanie się, zachodzenie kogoś od tyłu, przekradanie się, nie czyni jednak niewidocznym.
Gibkość - pozwala na uwolnienie się z pochwycenia, bądź zaklinowania.
Nasłuchiwanie - pozwala dosłyszeć dźwięki, których inne postacie usłyszeć nie mogą.
Równowaga - utrudnia powalenie i przewrócenie postaci.
Nieustępliwość - pozwala postaci na pokonanie bólu i działanie mimo przeciwności.
Krav Maga - Sztuka walki zazwyczaj uczona w wojsku. Nauczono ją Rhydiana w ośrodku badawczym. Zakładano, że Rhyd będzie bronią i robiono wszystko, by odpowiednio wykorzystać go w przyszłości, co nie doszło do skutku biorąc pod uwagę jego ucieczkę.


Informacje Dodatkowe:
- Jest biseksualny.
- Kocha Iv, ale boi się jej to wyznać.
- Ma 213cm wzrostu i waży 174kg. Byczek z niego.
- Jeremy, chłopak u którego się zatrzymali razem z Ivette wprawia Rhydiana w zakłopotanie. Pożeracz coś do niego czuje, ale nie wiadomo jeszcze co. Kryje się z tym tłumacząc sobie, że po prostu bardzo się lubią.
- Ryś nie lubi jak ktoś zdrabnia jego imię. Tylko dwie osoby na świecie mogą to robić.
- Potrafi grać na gitarze, ale jest to dla niego większa tajemnica od mocy. Nikomu nie wolno o tym mówić, a on sam trzyma się od muzyki z daleka. Twierdzi, że podczas grania przeżywa zbyt wiele emocji, a to pobudza jego wspomnienia z przeszłości. To boli, a on nienawidzi bólu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Wolfgang Rhyd


Liczba postów : 3
Join date : 13/10/2018
Skąd : Polska

PisanieTemat: Re: Wolfgang Rhyd   Nie Paź 14, 2018 7:53 pm

podpinam :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Wolfgang Rhyd
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Formalności postaciowe :: Zbiór Kart Postaci-
Skocz do: