IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [2004] Nowy Jork

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Gilbert Beilschmidt


Liczba postów : 17
Join date : 12/10/2017
Skąd : Z twojego mokrego snu

PisanieTemat: [2004] Nowy Jork    Czw Lip 19, 2018 8:23 pm

[Nie chce mi się robić opisu lokacji, więc odsyłam do samego posta]

"Typy spod ciemnej gwiazdy" za absolutny kanon neutralnego miejsca spotkań zawsze wybierały sobie jakieś speluny, zaułki, opuszczone hale czy magazyny - i tym razem nie doszło do żadnego wyjątku, choć przedtem wszystko zostało już dokładnie ustalone, dogadane, i dla pewności ustalone jeszcze raz, na wypadek gdyby "całkowita dokładność" nie była wystarczająco dokładna. Teraz pozostało tylko odebrać przesyłkę, uprzejmie się pożegnać i wypełnić swoją część zobowiązania... co może niekoniecznie było Gilbertowi do końca na rękę, biorąc pod uwagę, na czym to zobowiązanie w ogóle miało polegać. Ostatni raz... problem tego typu miał na głowie osiemdziesiąt lat temu, i oo tamtej pory raczej bawił się w zabijanie - czy to na zlecenie "kogo popadnie", czy to, jak teraz, na zlecenie Hydry i swojego wspaniałego szefa - ale oczywiście niespecjalnie miał cokolwiek w tej sprawie do powiedzenia. A przynajmniej posiadał... wymagane minimum doświadczenia praktycznego i, powiedzmy, taktu, żeby być w stanie podejść do zadania tak delikatnego jak to, w przeciwieństwie do większości innych Hydrowców. Cała ta sytuacja wprawdzie nie jawiła mu się w specjalnie ciepłych barwach i nie był wyjątkowo zachwycony, ale nie zamierzał kręcić nosem - posłuszeństwo wobec odgórnych rozkazów mu akurat we krwi zostało w całkiem dużym stężeniu, więc przyjął zadanie. I zamierzał się z niego wywiązać jak najlepiej, nawet jeśli mocno odbiegało od standardu spraw, którymi z reguły się zajmował.
Zatrzymał motocykl przed magazynem i zdjął kask (nie, żeby w ogóle był mu specjalnie potrzebny), dla pewności sprawdzając raz jeszcze broń przy pasie - w końcu nigdy nic nie wiadomo - po czym wszedł do środka. Na szczęście najemnicy mieli również przydatną tendencję do ustalania wszelkich spotkań na pory późnowieczorne lub nocne, jak teraz, dzięki czemu Gilbert był całkowicie w swoim żywiole.
- Guten Abend, panowie - przywitał się krótko, podchodząc bliżej i lustrując uważnie spojrzeniem zebranych. Nie spodziewał się żadnego zagrożenia z ich strony, ale wyuczone odruchy sprawiały, że zachowywał przynajmniej minimum ostrożności. Błysnął krótko krzywym uśmiechem, a jego wzrok na moment ześlizgnął się nieco niżej, na tyle, by zdążył dodać jeszcze krótkie i nieco bardziej uprzejme "i panie". - Wszystko już chyba ustalone?
Naprawdę wolałby nie sterczeć w tym magazynie dłużej niż to absolutnie konieczne, zwłaszcza, że nawet nie było już o czym więcej rozmawiać.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith
Strażnik Chatboxa & Inteligencja 3

Liczba postów : 90
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2004] Nowy Jork    Czw Lip 19, 2018 9:25 pm

”Spakuj tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Pamiętaj, nie jedziesz na wakacje, po powrocie zostaniesz rozliczona.”
W myślach przedrzeźniała swojego mentora, gapiąc się na torbę podróżną leżącą pośród pościeli. Zdążyła włożyć do niej trochę ubrań, jakieś podstawowe kosmetyki, szczoteczkę do zębów, bandaże i kilka plastrów. Znów ją gdzieś odsyłali, ale tym razem oczekiwali jej powrotu. Mentor powiedział, że to jakiś specjalny trening z osobą, która pomoże opanować nietypowe umiejętności dziewczynki, ale Averith nie podchodziła do tego aż tak entuzjastycznie. Spędziła ponad rok w siedzibie najemników, więc wiedziała z czym wiążą się takie szkolenia - dużo krwi, bólu i płaczu.
Tym razem będzie tak samo pomyślała, dopinając torbę.
Chwilę później drzwi do pokoju stanęły otworem, a do środka wszedł wysoki mężczyzna. Szorstkim głosem rozkazał jej wziąć rzeczy i wyjść. Mała posłusznie zarzuciła ciężki bagaż na ramię. Dla dorosłego byłaby to pestka, ale drobniutka jedenastolatka ledwo radziła sobie z wielką torbą. Razem ze swoim mentorem opuścili siedzibę i udali się na miejsce spotkania. Gdy jechali samochodem, Ave oparła czoło o szybę i spoglądała na opustoszałe ulice, walcząc ze zmęczeniem. Cały dzień spędziła na torze przeszkód, nie miała kiedy odpocząć, a bardzo nie chciała zasnąć w drodze. Jedną wieczność później znaleźli się w porzuconym magazynie gdzieś na Bronxie i czekali na mężczyznę, który miał zabrać ją na szkolenie. Dziewczynka stała z nieszczęśliwą miną, marząc o własnym łóżku. Nagle na zewnątrz rozległ się warkot motocykla, a chwilę później zjawił się białowłosy facet, o dziwo przyszedł sam. Mała wymamrotała coś na powitanie i wbiła wzrok w swoje buty, w tym czasie mentor skończył ustalać wszelkie szczegółny, po czym pchnął ją w stronę nowo przybyłego. Włożył w to tyle siły, że Averith potknęła się o swoją torbę i prawie zaryła twarzą w ziemię. Najemnicy zarechotali, rzucając niewybredne komentarze o jej braku gracji i po prostu wyszli, zostawiając ją samą z tym facetem. Miał przerażające, czerwone oczy, w które dziewczyna bała się spojrzeć.
- Czyli to ty masz mnie szkolić? - powiedziała cicho, wciąż siedząc na ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Gilbert Beilschmidt


Liczba postów : 17
Join date : 12/10/2017
Skąd : Z twojego mokrego snu

PisanieTemat: Re: [2004] Nowy Jork    Sob Lip 21, 2018 2:28 am

Nie potrzebował dodatkowej obstawy, skoro chodziło tylko o prostą czynność odebrania "przesyłki" i zabrania jej do siebie - zwłaszcza że raczej nie podejrzewał, by ktokolwiek z tych najemników był na tyle głupi (jakkolwiek prawdopodobnie nie grzeszyli przesadną inteligencja, no ale nie w jego gestii to oceniać), żeby niespodziewanie próbować rzucać mu się do gardła. Zresztą, sam był jak mini-oddział skompresowany do jednego wiecznie szczerzącego kły wampira, a przez przesadną pewność siebie tym bardziej nie sądził, by miał się czego obawiać - może co najwyżej perspektywy spędzenia najbliższego czasu z niemal-całkowicie-ludzkim dzieckiem, które będzie konieczność karmić czymś innym niż krwią.
Patrzył bez specjalnego przejęcia na rozgrywające się przed nim krótkie przedstawienie; och, no tak, bo przecież najskuteczniejszym sposobem udowodnienia swojej siły jest popchnięcie jedenastolatki, to rzeczywiście wyjątkowo imponujące, stwierdził prześmiewczo w myślach, poświęcając mężczyznom ostatnie spojrzenie, a potem, kiedy opuścili magazyn, całkiem zbliżył się do dziewczynki. Z jego twarzy zniknęła odrobina zgryźliwości, a z oczu większość drwiny, którą obdarzył tamto wesołe towarzystwo na samym wejściu. Przy dzieciach zawsze trochę łagodniał.
- Na to wygląda - stwierdził lekko, posyłając jej już nieco mniej krzywy uśmiech. Wciąż nie wyglądał najprzyjemniej, ale mimo najszczerszych intencji Gilbert zawsze uśmiechał się tak, jakby w duchu z kogoś drwił. Jakkolwiek nie był zachwycony wizją najbliższej przyszłości (odzwyczaił się od bycia nianią kilkadziesiąt lat wcześniej), nie zamierzał odbijać swojego osobistego niezadowolenia na tej tu; w końcu to jeszcze dziecko, które miało pecha trafić w ręce bandy kretynów, którzy to z kolei przehandlowali ją na przechowanie wampirowi z neonazistowskiej organizacji dążącej do przejęcia kontroli nad światem. Nie jej wina, że życie dało jej kiepskie początki; ani nie interes Gilberta, ale jakoś nie miał ochoty się nad nią znęcać bardziej niż to będzie konieczne. Tamci najemnicy pewnie i tak wyrabiali trzysta procent normy, jak podejrzewał - Jestem Gilbert - przedstawił się krótko, tak na dobry początek. Schylił się nieco, żeby podnieść z ziemi torbę, a drugą dłoń wyciągnął w stronę Averith; trochę na powitanie, a trochę po to, żeby ewentualnie pomóc jej wstać, na wypadek gdyby postanowiła zapuścić korzenie na magazynowej podłodze - I zwykle nie gryzę - dodał jeszcze, widząc, że dziewczynka niespecjalnie pali się do nawiązania kontaktu wzrokowego (i tak po prawdzie to może nawet niekoniecznie jej się dziwił), jednocześnie łapiąc wspaniałą okazję do rzucenia zrozumiałym tylko dla siebie żartem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith
Strażnik Chatboxa & Inteligencja 3

Liczba postów : 90
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2004] Nowy Jork    Sob Lip 21, 2018 3:17 pm

Chwilę po tym jak mężczyźni opuścili magazyn, Ave zaklnęła siarczyście, wierzchem dłoni wycierając łzy, które napłynęły jej do oczu.
- Kiedyś ich pozabijam. Wszystkich - wyszeptała do siebie, wątpiła by Gilbert to usłyszał. Dwa lata temu nikt nie wziąłby na poważnie takiej groźby, ale po czasie spędzonym z najemnikami, Averith zaczęła nieco inaczej postrzegać zabijanie. Nie było już czymś zakazanym i karygodnym, sama miała na sumieniu dwie osoby. Dorośli zmuszali dzieci do wzajemnego zabijania się na treningach, w ten sposób ograniczali ilość bezwartościowych gęb do wykarmienia. Przeżywali tylko najlepsi rekruci.
Kątem oka zauważyła, że Gilbert się do niej zbliża. Skuliła się odrobinę bardziej, czekając na kolejny cios. Była niemal pewna, że białowłosy będzie taki sam jak inni najemnicy, którzy za jakiekolwiek okazywanie słabości karali w bolesny sposób, w najlepszym wypadku uderzając pięścią, w najgorszym używając noża albo broni palnej. Przymknęła oczy, spinając mięśnie, ale cios nigdy nie nadszedł. Zamiary Gilberta okazały się zaskakująco przyjazne, a to z kolei było bardzo miłą odmianą, od jej codziennej rutyny. Widząc jego wyciągniętą rękę, otrzepała dłonie z piasku i wstała, korzystając z jego pomocy, gdzieś z tyłu głowy mając myśl, że przecież może to być pułapka.
- Ja jestem Averith, ale moje imię pewnie znasz - powiedziała cicho, wciąż gapiąc się w podłogę. Uśmiechnęła się lekko na wzmiankę o gryzieniu. - Gdzie zabierzesz mnie na szkolenie?
Zachowanie Gilberta bardzo odbiegało od tego, do czego przyzwyczaili ją najemnicy, był zdecydowanie bardziej przyjazny i nie wyglądał jakby chciał wymierzać jej kolejne ciosy co chwilę. Niestety, trudne dzieciństwo nie zmieniało faktu, że miała zaledwie jedenaście lat i nadal była naiwna. Łapała się każdej okazji byle uciec od najemników, a skoro Gilbert na wstępie nie przywalił dziewczynce w twarz, jak zrobił to jej mentor, od razu poczuła do niego pewną sympatię.
Szybko speszyła się, a prze co buzia dziewczynki buraczany kolor, więc czym prędzej minęła mężczyznę i wyszła przed magazyn, szukając wzrokiem jakiegoś normalnego środka transportu. Na motocykl spoglądała bardzo sceptycznie, nigdy czymś takim nie jeździła, tym bardziej nie mogła sobie wyobrazić jak mają się na nim zmieścić we dwójkę ze sporą torbą podróżną (mimo, że była bardzo drobną i wychudzoną jedenastolatką, bagaż miała spory).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [2004] Nowy Jork    

Powrót do góry Go down
 
[2004] Nowy Jork
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Nowy Świat

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: