IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mostek kapitański

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Star-Lord


Liczba postów : 8
Join date : 23/06/2018
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Mostek kapitański   Czw Lip 12, 2018 6:57 pm

A konkretnie główne miejsce statku, gdzie zasiadają Strażnicy podczas lotu. Z przodu oczywiście miejsce dla Kapitana oraz drugiego pilota, z tyłu dla pasażerów i nawigatora. Nie jest tu za wiele miejsca, ale i za dużo rzeczy się dzięki temu nie błąka bez celu. A jeśli już coś się znajduje, to jest mocno przytwierdzone do ścian, sufitu lub podłogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Star-Lord


Liczba postów : 8
Join date : 23/06/2018
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mostek kapitański   Czw Sie 02, 2018 12:13 pm

Pamiętał, jak jeszcze tuż po porwaniu chciał wracać do domu. Na Ziemię, do swojego dziadka, który był jego jedyną rodziną. W nocy szlochał cicho wspominając także matkę, której powrotu też chciał. Ale z czasem stało się to tylko przeszłością, którą zostawił za sobą. Skupił się na przyszłości i kiedy przywykł do surowego życia Ravagers zapomniał o swojej rodzinnej planecie i skupił się na podbijaniu kosmosu. Ciekawego Wszechświata, który stał dla niego otworem. Gdyby wtedy wrócił na Ziemię, pewnie nigdy nie ujrzałby tego wszystkiego. Nie poznałby osób, które teraz może nazywać przyjaciółmi. Nie poznałby Gamory…
- Hell with it, baby causa you’re fun and you’re mine and you look so divine~ – do głośno puszczonej muzyki zaśpiewał wers piosenki kierując słowa w kierunku byłej morderczyni, która teraz była dla niego całym światem. Chociaż dla reszty mógł to być jedynie komediowy akcent, do którego przywykli spędzając czas z Quillem jeszcze na Milano. Po prostu uwielbiał podśpiewywać i przy tym robić jeszcze te głupie gesty, jakby faktycznie występował na scenie. Ale tak naprawdę nie bez przyczyny skierował słowa właśnie do niej, bo dla niego była naprawdę boska. Z tą zabawną można polemizować, ale była także jego. Chociaż Gamora zapewne nie lubiła należenia do kogoś w jakimkolwiek znaczeniu, w czym pasowali do siebie idealnie, to po ostatnich wydarzeniach było pewne, że są ze sobą. Prawie oficjalnie! Nawet jeśli oficjalnie nie zaprezentował jej rodzicom, ani nawet grupie jako dziewczyny. Swojej dziewczyny. Chociaż prawdopodobnie już wszyscy się domyślali. Chyba nawet Drax umiał to zauważyć.
- Ostatni skok. – przerwał naglę piosenkę patrząc na ekran przed nim. Zostało przejść ostatni tunel i viola! Co dziwne, nie czuł szczególnie nic do powrotu do domu. Kolejny zwykły lot, kolejna odwiedzona planeta. Spodziewał się nieco więcej ekscytacji z tego lotu, ale nic takiego się nie stało. Przynajmniej do czasu, aż nie wynurzyli się na wprost Błękitnej Planety. Niby widok na planetę, jaki był mu znany, a jednak… Nagle wróciły wszystkie wspomnienia. Cała tęsknota za domem, o którym zdołał już zapomnieć. Czający się także strach czy uda mu się odejść, jeśli chociaż na chwilę się tam zatrzyma. Wpatrywał się w planetę na chwilę odrywając się od rzeczywistości. Zalały go wspomnienia, ale i najróżniejsze przemyślenia. Zaczął też zastanawiać się czy było warto. Chciał kiedyś reszcie pokazać Ziemię, ale zaczął zastanawiać się czy to oraz potrzeba kilku piosenek jest warta tego, co czuje teraz, a czego się nie spodziewał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Gamora


Liczba postów : 4
Join date : 30/06/2018

PisanieTemat: Re: Mostek kapitański   Sro Sie 08, 2018 7:14 pm

W pewnym sensie rozumiała chęć Petera do powrotu na swoją rodzinną planetę. Sama kiedyś czegoś takiego pragnęła, po tym jak Thanos zabrał ją ze sobą. Z czasem po prostu o tym zapomniała. Ale teraz? Po latach bałaby się tam wrócić. W dodatku, nie miała tam czego szukać. Było jej dobrze tak jak jest, choć momentami zdarzało jej się wspominać Zen-Whoberi. Dlatego też nie dziwiła się Peterowi i przystała na jego propozycję odwiedzenia Ziemi, ale upewniwszy się najpierw, że na pewno tego właśnie chce.
Przewróciła oczami, kiedy skierował do niej słowa piosenki, choć mimowolnie lekko się uśmiechnęła. Puszczona muzyka podczas ich podróży była już normą, tak samo jak śpiewanie Quilla i nie miała nic przeciwko temu. Sama coraz częściej łapała się na tym, że robiła niewielkie ruchy w takt piosenki, która akurat leciała. Zdarzało się jednak, że czasami Peter na nowo bawił ją tym swoim wygłupianiem się. Inaczej sprawa się miała z tym, które konkretnie słowa skierował do niej. Wciąż nie przywykła do końca do myśli, że byli razem. Rzeczywiście nie lubiła należenia do kogoś, ale zdawała sobie sprawę, że oboje są w tym zgodni i nie musi się obawiać, że Peter przekroczy jakąś granicę w tej kwestii. Zresztą, działało to w obie strony. Często jednak wciąż czuła się z tym wszystkim dziwnie, nie mając nigdy nawet styczności z byciem w związku. Wszystko w tym było nowe i czasami jeszcze się gubiła, nie do końca wiedząc, co zrobić. Oczywiście starała się tego po sobie nie pokazywać, ale akurat to pewnie nie było trudne do przeoczenia. Z drugiej strony, za wiele się nie zmieniło, poza tym, że teraz po prostu to się nazywało prawie oficjalnie związkiem.
Informacja o ostatnim skoku wyrwała ją z wsłuchiwania się w muzykę. Spojrzała przed siebie, czekając aż im oczom ukaże się Ziemia. Dla Gamory były to po prostu odwiedziny kolejnej planety, choć wiedziała też jakie znaczenie ma to dla Petera, ale w pierwszej chwili była po prostu ciekawa miejsca. Widziała już wiele w swoim życiu, lecz wciąż się zdarzały momenty, że potrzebowała chwili, aby móc się zachwycić jakimś widokiem. W kosmosie czasami można było zobaczyć niesamowite rzeczy, a teraz w końcu miała na to czas. No i o to też chodziło w ich podróżach. I właśnie widok Ziemi był takim momentem. Zaraz jednak otrząsnęła się z zachwytów. Oderwała wzrok od planety i spojrzała na Petera, chcąc się upewnić, że wszystko w porządku. Cały czas zdawała sobie sprawę jak trudne to może być dla niego i obserwowała go dla pewności. Nie była pewna, co czuje, ale na pewno jego milczenie nie było normalną rzeczą.
- Jesteś pewny co do tego? Zawsze możemy polecieć gdzie indziej - upewniła się, łagodnym tonem. Przekonywał ją wiele razy, że to jest to co chce, ale nie chciała, żeby to na niego źle wpłynęło i musiała mieć pewność, że jest na to gotowy. Nawet jeśli była ciekawa Ziemi, mogła zrezygnować z zobaczenia jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Star-Lord


Liczba postów : 8
Join date : 23/06/2018
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mostek kapitański   Sro Sie 22, 2018 10:39 pm

Czy sam miał do czego wracać? Na Ziemi pewnie już nie było nikogo… Jego matka zmarła, dziadek pewnie też. Za wielu znajomych nie miał, a nawet jeśli, to najpewniej nie zostali w rodzinnych stronach. Nie mieszkał w jakimś wielkim mieście oferującym nie wiadomo co! Pewnie także wiele się zmieniło od jego porwania. Wielu rzeczy nie miał sam okazji za dobrze poznać mając ledwo osiem lat. Można nawet zastanawiać się czy jego chęć powrotu nie wiązała się z ciekawością. Jego chęcią poznawania tego, co niezbadane i bawienia w odkrywcę. Co za wyprawa! To prawie jak eksploracja planety z bardzo zacofaną cywilizacją… Chociaż, nie. Chyba nie mogło być aż tak tragicznie? Jednak Ziemianie musieli sobie zdawać sprawę z życia poza ich planetą i nie zrobić mu wiochy przed przyjaciółmi traktując ich jak ufoludków, którzy nie wiadomo skąd są i trzeba ich przywitać włóczniami. Prawda? Po czymś takim zdecydowanie zaniechałby wspominania o swoim ziemskim rodowodzie… Teraz jednak nie było już odwrotu. Skoro założył jakiś kurs, to na pewno się tam udadzą. Nawet jeśli zawsze jego plany były podejmowane impulsywnie i bez zastanowienia, to konsekwentnie brnął w nie do samego końca.
- Co? – wyrwany z letargu odwrócił powoli głowę w kierunku Gamory i ściągnął brwi próbując zrozumieć, co do niego powiedziała. Dosłownie po chwili dotarły do niego jej słowa i „wrócił na Ziemię” całkowicie już porzucając niepotrzebne przemyślenia, w tym i lęki.
- Tak! – powiedział nieco bardziej nerwowo niż planował. Niemal wypalił tak szybko, że gdyby to było całe zdanie, to nie dałoby się go zrozumieć. A może nie dało? Wziął wdech i pokiwał twierdząco głową.
- Jestem pewny. – dodał już nieco spokojniej mocnym tonem. Jakby to wyglądało, gdyby teraz się wycofał? Co pomyślałaby o nim załoga?! No dobra, Rocket zawsze ma o nim złe zdanie… Ale był zbyt uparty i sam sobie nie mógłby spojrzeć w twarz po takiej ucieczce. Faktycznie się trochę bał, ale tym bardziej powinien przełamać ten lęk po prostu tam wracając. Bo nie ma to jak pokonywać słabości rzucając się zawsze na głęboką wodę?
- Będzie fajnie! Może uda nam się zwinąć kilka fajnych pamiątek, albo nie wiem… Znów uratować wszystkich? Nie mówcie, że nie jesteście podekscytowani! To jak wyprawa do lunaparku. Tyle fajnych atrakcji, których może nie być na żadnej innej planecie. Ekscytujące oczekiwanie, a potem cała masa zabawy. – zapewnił entuzjastycznie sam starając się pozytywnie nakręcić do tej wizyty. W końcu na pewno będzie wszystko dobrze. Kto wie? Może nawet nie wiedzą, że są najemnikami i nie będą patrzeć na nich podejrzliwie? Mogliby sobie spokojnie chodzić i zwiedzać. Aż uśmiechnął się do własnych myśli ignorując możliwe dogryzki szopa i skupił się na wejściu w atmosferę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Gamora


Liczba postów : 4
Join date : 30/06/2018

PisanieTemat: Re: Mostek kapitański   Czw Wrz 20, 2018 5:53 pm

Mogłoby się wydawać, że kiedy nie masz do kogo wracać, nie powinno się decydować na powrót, ale czasami dawało to szansę na pewnego rodzaju nowy start. W niektórych przypadkach aż potrzebny, żeby spojrzeć na wszystko inaczej. Na pewno było to trudne, ale czasami wręcz potrzebne, będąc zarazem najlepszym wyjściem. Może i dla Gamory też powrót do starego domu byłby pewnym rodzajem rozwiązania dawnych problemów, lecz ona wolała od tego uciekać. Ziemia jednak była dla niej po prostu kolejnym punktem ich przygód. Punktem, który chciała odwiedzić, nasłuchawszy się o tym miejscu sporo od Petera. Wiele rzeczy, o których usłyszała, wydawało jej się bardzo dziwne i czasami wręcz głupie, ale nie da się ukryć, że wywoływało w niej coraz większą ciekawość. Chciała więc to zobaczyć na własne oczy. W dodatku, wiele niewiadomych mogło im się tam wciąż przytrafić i wszystko mogło się okazać niespodzianką, nawet jeśli się usłyszało co nieco o planecie.
Wciąż nie była pewna czy to najlepsza decyzja, ale przecież nie będzie zakazywać niczego Peterowi, nawet jeśli ten robi to by coś sobie, lub innym, udowodnić. Znała go nie od dziś i wiedziała, że teraz się już nie wycofa, ale może to i lepiej. Zdawała sobie sprawę z tego jak bardzo tego potrzebuje. Istniała też ogromna możliwość, że ten wypad mu pomoże. Może ta cała wyprawa wyjdzie im wszystkim na lepsze. Jeśli oczywiście nic po drodze nie pójdzie w złą stronę, a z ich fartem do trafiania na nieszczęścia… to jest bardziej niż możliwe. Cóż, przynajmniej będąc obok mają większą szansę uratować innych.
Przemilczała te zawahania, skupiając się bardziej na pozytywnym aspekcie, który pojawił się później u Quilla. Uśmiechnęła się lekko, widząc ten entuzjazm, który także jej się trochę udzielał. I pewnie nie tylko jej.
- Najpierw wylądujmy, a potem będziemy decydować co robimy - skomentowała dosyć poważnie, ostudzając trochę jego zapał, który był wręcz dziecięcy. To ona najczęściej patrzyła logicznie na sprawy, choć rzeczywiście wizja, którą opisał była naprawdę kusząca. Najpierw jednak trzeba było się tam znaleźć, a po drodze może wyjść jeszcze trochę problemów. Zawsze lepiej dmuchać na zimne i nie zakładać najlepszego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Star-Lord


Liczba postów : 8
Join date : 23/06/2018
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mostek kapitański   Sob Paź 13, 2018 2:24 pm

W przeciwieństwie do Gamory jednak jego planeta jeszcze była zamieszkana przez znaczną część ludzi. Nie spotkała jej inwazja Thanosa kasująca połowę życia na planecie. Pewnie dlatego nawet jego powrót byłby… łatwiejszy? Docierając na Ziemię nie zakładał znalezienia tam zgliszczy poprzedniej cywilizacji wyciętej w pień przez szalonego Tytana. Właściwie sam nie umiał powiedzieć czego konkretnie oczekuje po trafieniu na ląd. Minęło tyle lat, a on widział już tyle cudów, że naprawdę trudno byłoby go zaskoczyć i kto wie, czy jednak nie skończy się to syndromem paryskim, że każdy będzie zawiedziony nijaką planetą. Owszem, z ich szczęściem było wielce prawdopodobne, że dadzą się wciągnąć w jakąś grubszą aferę, ale w pierwszej chwili rozczarowanie może przybić morale drużyny. A już szczególnie te kapitana, który zapamiętał swój dom jako najlepszy na świecie! Może faktycznie lepiej uciec? Może zrujnowanie swojej wizji z dzieciństwa nie jest tego warte? Nie… Nie powinien myśleć negatywnie. Lepiej wierzyć w to, że będzie nawet lepiej niż kiedy stąd go porwano. A jeśli nie, to i tak postara się udowodnić pozostałym członkom załogi, że jest to fajne miejsce.
- Zabawne, teraz mając statek mogę polecieć w dowolne miejsce we Wszechświecie, a co dopiero miejsce na świecie. Wiecie, to duża planeta i ma ogromną ilość atrakcji, których nie mogłem zwiedzić jak byłem mały. Nigdy nie miałem okazji nawet być w stolicy swojego kraju… A przecież jest jeszcze Paryż, Rzym, Moskwa czy Wiedeń. No, dużo by można wymieniać! – kiedyś widział jak mama oglądała jakiś film romantyczny i bohaterowie trafili akurat do Paryża, który był manifestacją wszystkiego, co kojarzyło się z miłością. Dlatego też w pierwszej chwili pomyślał o tym mieście patrząc w kierunku zielonoskórej kosmitki już wyobrażając sobie ich romantyczny wieczór na Wieży Eiffla. Szybko jednak wrócił do pilotowania, bo w końcu musieli nie spłonąć w atmosferze, a potem jeszcze nawigować na konkretny punkt na mapie. Zdecydował na lądowanie w Nowym Jorku. Ciągnęło go gdzieś indziej, ale jednak większa metropolia na pewno przypadnie reszcie do gustu i od razu wzbudzi w nich zainteresowanie. Sam zaś może potem uda się do St. Charles. Nie wiedział czego tam szukać, ale i tak chciał tam na moment zakotwiczyć statek… Chociażby dla pobycia sam na sam z własnymi myślami i przeszłością.
- Proszę państwa mówi wasz kapitan. Podchodzimy do lądowania, zatem proszę o schowanie stolików i zapięcie pasów. – powiedział miłym głosem niczym bohaterowie z filmów o samolotach, które kiedyś mignęły mu w tle. Za oknem zaś faktycznie rozpościerała się już panorama Złotego Jabłka, zatłoczonego, gwarnego i głośnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Mostek kapitański   

Powrót do góry Go down
 
Mostek kapitański
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Kosmos :: Statek Strażników Galaktyki-
Skocz do: