IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 The Little Door

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: The Little Door   Wto Cze 19, 2018 4:30 pm


Francusko-śródziemnomorska restauracja znajdująca się na 8164 W 3rd St. Miejsce z klimatem, w którym spokojnie można się zatracić i zakochać. Idealne na bardziej uroczyste okazje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: The Little Door   Wto Cze 19, 2018 5:26 pm

Poranek minął jej dość leniwie. I to nie wcale tak, że dość późno wstała. Wcale! Alex ciężko był się  zwlec z łóżka. Długa podróż dała o sobie zwłaszcza znać, gdy przyszło do wstawania. Jednak w końcu to zrobiła pod namową Chey, która nie mogła się już doczekać spaceru ulicami Los Angeles. Nie, wcale nie słyszała marudzenia i jęczenia do ucha w tej sprawie. To nie tak, że Kanadyjka nie dała jej zwyczajnie spać.
Zebrały się, ogarnęły, przebrały i ruszyły na zewnątrz. Cel został taki sam jak wczoraj, ale pozostawała jedna kwestia przed, a dokładnie pustka w lodówce. Było trzeba znaleźć jakieś miłe miejsce na zjedzenie śniadania i wypicia porannej kawy, co w sumie nie okazało się takie trudne jak z początku mogło się wydawać.  Znalazły małą, ale przytulną kawiarenkę, w której zjadły na zewnątrz. Potem przyszła pora na dalszą część spaceru.
Chwilę po południu rozstały się, aby pogarniać te wszystkie sprawy związane z wieczornym wyjściem. Chey poszła na zakupy, a Alex w tym czasie poszła ogarnąć jakieś produkty spożywcze na kolejne dni. Gdy już miała wszystkie potrzebne rzeczy, wróciła do mieszkania, spakowała to do lodówki, a następnie znów wyszła, aby ogarnąć kwestie umycia auta po podróży.
Gdy już w końcu wróciła do domu, było już dość późno, a to zwiastowało potrzebę przebrania się i naszykowania na kolacje. Westchnęła wtedy do swoich myśli, bo wiedziała co to zwiastuje. Trzeba było się przebrać w tą koszulę, spodnie, kamizelkę, granatową muchę i eleganckie czarne buty. Poczekała jeszcze chwilę na ukochaną i się zaczęło.
Wychodziły właśnie z auta, Alex oczywiście otworzyła drzwi Chey, kierując się do wejścia do restauracji. Zżerał ją stres, ale musiała przyznać, że Kanadyjka wyglądała cudownie. Wright miała naprawdę problem oderwać od niej oczy…
Usiadły przy stoliku, a kelner zaraz podał im kartę z daniami. Amerykanka spojrzała ukradkiem na swoją towarzyskę. Milczała chwilę, aż się odważyła spytać.
- I jak ci się tu podoba?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 166
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: The Little Door   Wto Cze 19, 2018 9:33 pm

Sześć godzin snu to dużo. Naprawdę, nie ściemniam. Dla kogoś, kto zwykle przesypia może połowę z tego czasu, sześć godzin wystarczyło, aby całkowicie się wyspać. Pomimo faktu, że obudziła ją kolejna wizja czyjejś śmierci, czuła się jak nowo narodzona i już nie mogła się doczekać, aż będzie mogła w pełni korzystać z całego dnia, jaki to miały przed sobą. Szkoda, że tylko ona miała takie nastawienie. Grzecznie poczekała, aż Alex się obudzi, a gdy tylko zobaczyła, że dziewczyna otworzyła oczy, nie dała jej żyć. Tak po prostu. Niby starała się być delikatna i niezbyt upierdliwa, ale w końcu każdy by zmiękł. Nie inaczej było w tym wypadku. Po którymś marudnym "no chodź" i kolejnym dziabnięciu w szyję Wright po prostu musiała skapitulować, co Corneille odczuła jako swoiste zwycięstwo.
Poranna kawa jeszcze bardziej ją rozbudziła, toteż nic dziwnego, że energia i radość nie opuściła ją ani razu podczas ich krótkiego spaceru po okolicy. Kręciły się tak przez godzinę z kawałkiem, a Kanadyjka szczerze żałowała, że nie miały zbyt dużo czasu, bo najchętniej właśnie wynajęłaby jakieś zajebiste auto, żeby przejechać się nim po całym mieście, od Beverly Hills po Long Beach. Niestety lub stety, miały jeszcze inne plany. No i przecież nigdzie im się nie spieszyło. Przez czas, jaki miały spędzić w tym miejscu, zdążą przecież obejść wszystko minimum dwa razy.
Każdy może się domyślić jak wyglądają babskie zakupy. Szukanie tych idealnych rzeczy przez zdecydowanie więcej czasu, niż w ogóle powinno się to robić, aby koniec końców wziąć to, co się wypatrzyło na początku, a do tego kupić więcej par butów niż się planowało, bo tak. Tym bardziej zrobiło jej się głupio, gdy wróciła obładowana do mieszkania i okazało się, że Alex zdążyła w tym czasie wykonać piętnaście tysięcy drobnych, acz całkiem istotnych rzeczy i jeszcze do tego ubrać się tak, że Cheyenne nie mogła od niej oderwać spojrzenia jak tylko ją zobaczyła, a ona sama była dopiero przed długim etapem odstrzelania się jak stróż na Boże Ciało.
Grunt, że chyba jej się udało, bo prawie cały czas czuła na sobie wzrok niebieskowłosej, co jej niezwykle schlebiało. W długiej, czarnej sukience z rękawami do przedramion, rozcięciem na nodze i z odsłoniętymi plecami, spod której nieśmiało wychylały się jej tatuaże, wyglądała zabójczo. Po tylu godzinach spędzonych na zakupach, a później w łazience, nie mogło być inaczej. Gdy stanęła koło kobiety, była prawie jej wzrostu. Zdecydowanie warto było założyć szpilki, chociaż już wiedziała, że następnego dnia pewnie nie będzie w stanie chodzić.
Gdy tylko weszła do środka, od razu urzekł ją klimat tego miejsca, które zdawało się być żywcem wyjęte z bajki. Roślinność pnąca się po ścianach i suficie, całość utrzymana w śródziemnomorskim stylu, oświetlona dziesiątkami świec. Skubana trafiła w dziesiątkę, co łatwo mogła zauważyć, gdy Cheyenne roziskrzonym spojrzeniem rozglądała się po restauracji nawet, gdy już zajęły miejsce przy stoliku, chociaż starała się robić to ukradkiem. Słysząc więc pytanie Alex, na moment oderwała się od menu i zaśmiała się.
- A jak myślisz? To miejsce jest prześliczne - odpowiedziała, ponownie zawieszając na niej wzrok. Takie rzeczy nie zdarzały się normalnie, ale jeśli to był sen, chciała jeszcze chwilę pospać. - Dziękuję - dodała po dłuższej chwili. Tylko tyle i aż tyle, bo kompletnie nie wiedziała, co innego może powiedzieć. Chciała ją przytulić i podziękować jeszcze po stokroć, ale to musiało poczekać. Zbyt dużo sztywnych ludzi, którzy zdecydowanie nie pochwalaliby tak szczeniackiego zachowania. - To... co bierzemy? - spytała, ponownie zerknąwszy do karty dań. Początkowo ilość pozycji mniej lub bardziej jej znanych aż uderzyła ją po oczach, ale z czasem się z tym oswoiła na tyle, żeby nie stracić głowy. - Chyba wzięłabym ostrygi na początek - zaproponowała i spojrzała pytająco na swoją towarzyszkę, czekając na jej opinię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: The Little Door   Wto Cze 19, 2018 10:29 pm

Dziwnie się czuła, gdy Levittoux stanęła przy jej boku i była prawie tego samego wzrostu. Nie przywykła do tego, aby jej towarzyszka była aż tak wysoka. Okej, blondynka od czasu do czasu założyła szpilki, ale Alex nigdy nie potrafiła się do tego przyzwyczaić do tej różnicy wzrostu. To ona, Wright, robiła w tym związku za żyrafę.
Cóż, można powiedzieć, że wiedziała w jakie tony uderzyć, aby Chey czuła się jak ryba w wodzie. Znała trochę jej słabości i to co lubi, a Francja, klimaty śródziemnomorskie, ładne rzeczy i baśniowość jak najbardziej się do tego zaliczały. A przynajmniej tak zdawało się Wright i raczej się nie myliła w tym przypadku.
Miała wrażenie, że Chey jak najbardziej się podoba w tym miejscu. W końcu nie wyglądała w tej chwili na osobę, której się coś nie podoba. Wręcz przeciwnie, zdawało się obudzić w niej wewnętrzne dziecko, które było zachwycone miejscem, w którym się znalazło. Sama Wright musiała przyznać, że zdjęcia zdjęciami, ale na żywo wyglądało to jeszcze bardziej zajebiście. Speszyła się trochę, gdy Kanadyjka zaśmiała się z jej słów. Nie była zbytnio pewna czego powinna się spodziewać po jej kolejnej reakcji.
- Dla ciebie wszystko, słońce - odparła, uśmiechając się lekko. Może trochę wyglądała przy tym jak zadowolony dzieciak. W końcu udało jej się z tą niespodzianką. Misja wykonana, albo przynajmniej w części. Odwróciła spojrzenie od niej i wróciła do karty dań. W duchu westchnęła cicho. Cholera jasna, nic prawie z tego nie wiedziała. Uch, dlatego nigdy nie lubiła chodzić do restauracji. Cholera, może było jedna zrobić większy research w mieszkaniu, gdy miała jeszcze wolną chwilę... - Myślę, że na początek będzie dobre - powiedziała, spoglądając na nią. Czuła, że to będzie trudny wieczór, choć spodziewała się stresu tylko i wyłącznie z jedne strony, a tu proszę...
Zaraz kelner wrócił do ich stolika, a Wright miała okazję do zamówienia jedzenia oraz najlepsze czerwone półwytrawne wino jakie mieli. Tak, jak szaleć to szaleć. W końcu chciała zadbać o dzisiejszy wieczór jak najlepiej. Miał być on niezapomniany.
Trochę nie wiedziała co ma ze sobą począć. Denerwowała się, choć starała to ukryć. Zżerały ją nerwy. A mały przedmiot w kieszeni ciążył jej niesamowicie. Chciała by mieć to już za sobą, ale wiedziała, że nie powinna tego teraz robić. Tak... Ta noc zapowiadała się na długą i trudną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 166
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: The Little Door   Sro Cze 20, 2018 7:43 pm

Była pod wrażeniem. Ostatnimi czasy Alex wydawała się być jeszcze bardziej kochana i wyrozumiała niż zawsze. Widziała, jak uchodził z niej stres, częściej się śmiała i była gotowa zrobić dla Kanadyjki dosłownie wszystko. Nie żeby zwykle było inaczej, ale teraz wszystko wydawało się być takie normalne. Zabrała ją na wakacje, załatwiała wszystko, zabrała do restauracji. Levittoux przyłapała się na myśli, że tak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby wszystko potoczyło się normalnie. Mniej stresu i bólu, więcej szczęścia i cukru. Czy Wright byłaby wtedy szczęśliwsza? Nie była w stanie tego powiedzieć i nie miała zamiaru się nad tym zastanawiać, bo wiedziała, że i tak nie mogła ani cofnąć czasu, ani zmienić obecnego stanu rzeczy.
Znała ją aż zbyt dobrze i rozpieszczała za bardzo. Wystarczyło spojrzeć na to, że bez dyskusji przyjęła jej propozycję i jeszcze domówiła wino, w dodatku nie byle jakie i pierwsze z brzegu. Mimowolnie uśmiechnęła się szerzej. Bez wątpienia zapowiadał się niezwykle miły i niepowtarzalny wieczór.
Zachowywała spokój. Była dorosłą kobietą, nie pierwszy raz znajdowała się w restauracji. Jej towarzyszka również nie, ale widziała, jak się stresowała. No tak. Totalnie nie kręciły ją tego typu klimaty i zapewne niezbyt wiedziała, co zrobić albo bała się, że coś popsuje. Cheyenne przez chwilę udawała, że tego nie widzi, po czym po prostu wyciągnęła rękę w jej stronę i delikatnie ujęła jej dłoń.
- Wiem, że to kompletnie nie twoje miejsce, ale nie denerwuj się tak. Jest cudownie – mruknęła, posyłając jej delikatny, acz całkowicie szczery uśmiech. - Nic nas przecież nie zeżre ani nie zabije – zażartowała jeszcze, podparłszy podbródek o dłoń. Przynajmniej miała nadzieję, że tym razem nic nie rzuci się im do gardeł, tak jak całkiem niedawno, kiedy próbowały się rozerwać. Teoretycznie miała ukryty jeden karambit w torebce, ale bronienie się przed atakami w tym momencie było ostatnim, czego pragnęła. Nie chciała sobie poplamić sukienki krwią, w szpilkach się niefajnie ucieka, ogółem beznadzieja. Nie po to wychodziła na kolację, żeby bać się o własne życie, bo to akurat miała na co dzień.
Wkrótce kelner przyniósł i nalał wino im, a wkrótce później doniósł talerz ostryg ułożonych na lodzie razem z ćwiartkami cytryn oraz żytnim chlebem w misterną i jakże smaczną kompozycję. Najemniczka już pochyliła się, żeby przełożyć kilka na swój talerz, po czym zdała sobie sprawę z tego, że chyba o czymś zapomniała. Wzięła kieliszek w dłoń i spojrzała na Alex.
- Tym razem pozwolę ci wznieść toast – powiedziała, bo sama robiła to nie dalej niż wieczór wcześniej i, nie oszukujmy się, nie ona była tu gospodarzem całej imprezy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: The Little Door   Nie Cze 24, 2018 12:15 am

Nienawidziła nie mieć kontroli nad sytuacją. Frustrowało ją to. Sprawiało, że nieprzyjemny dreszcz wędrował po jej karki, a jej palce sama chciała wsunąć się pomiędzy błękitne kosmyki, aby móc się zaraz na nich zacisnąć. Bała się, że wszystkie sznurki, które tak misternie plątała przez ten cholernie długi czas, pod wpływem chwili i jednego nieuważnego ruchu się rozwiążą zostawiając ją z niczym. Ryzykowała wszystkim, choć bała się. Wiedziała czym może się to skończyć. Czemu, więc chciała ro zrobić? To było naprawdę zajebiście dobre pytanie. Po co ryzykować wszystkim, gdy prawie nic się nie zyska...? Tylko szaleniec mógł się na coś takiego przystać.
Miała nadzieję, że Chey nie zwróci uwagi na jej zdenerwowanie. Pewnie, gdyby był to ktoś obcy nawet nie przypuszczał by, że coś jest nie tak. Marzenie głupca... To w końcu była Levittoux, a nie ktoś przypadkowy. Kanadyjka ją za długo znała. Wzdrygnęła się w pierwszej chwili... Czyżby ona się w jakiś sposób dowiedziała? Nie... Niby jak? Wright spojrzała na dłoń Chey, kiedy ta spoczęła na jej własnej.
- Jest okej. Po prostu... potrzebuje chwili na przyzwyczajenie się - powiedziała, uśmiechając się do niej lekko i w ciut przepraszający sposób, odwzajemniając przy okazji uścisk dłoni Chey.
Czekała aż wróci kelner z ich daniem, a w międzyczasie starała się trochę ochłonąć i wyluzować. Nie mogła być przecież spięta przez tą całą randkę... Hm... Bo to chyba była randka, nie? Miała ochotę od razu wypić zawartość tego kieliszka do dna zarazem, ale powstrzymała się. W końcu tu nie wypadało, co nie? Westchnęła cicho do swoich myśli i już chciała przerzucić kilka ostryg na swój talerz, gdy Chey po raz kolejny się odezwała, wprowadzając Alex w stan jakiegoś dziwnego zdezorientowania.
- Daj spokój... Dobrze wiesz, że nie jestem w nich dobra - burknęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 166
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: The Little Door   Nie Cze 24, 2018 10:40 am

To było w pewien sposób komiczne. Seryjny morderca, najemnik, który imał się każdego, nawet najniebezpieczniejszego zadania, pewny siebie cwaniak, który stresował się zwykłą wizytą w restauracji. Zwykłą randką, jak już nazywamy rzeczy po imieniu. Fakt, że częściej wpakowywały kulkę w czyjeś serce niż chadzały na romantyczne kolacje wcale nie powinien sprawiać, że będą się czuły w takich miejscach niezręcznie. To, iż ostatnio wilkołak przerwał im zabawę, też było mało istotne.
Przytaknęła i po chwili cofnęła rękę. To było na swój sposób urocze, ale postanowiła powstrzymać się od komentarza, żeby nie peszyć jej jeszcze bardziej. Tego im brakowało: totalnego zmieszania i niezręczności do końca wieczora. Po prostu wolała się powstrzymać dla wyższego dobra. Nie po to tu przyszła, aby zachowywać się jak gówniarz na spotkaniu z koleżanką, a później wspominać do końca życia, jak żenujące ono było.
Tak samo zresztą jak w przypadku toastu. Słysząc jej próbę wykręcenia się, jedynie westchnęła cicho i pokręciła lekko głową. Jak z babą. I to taką typową babą, a nie taką całkiem ogarniętą, która rzekomo nosiła spodnie w ich relacji i która to na każdym kroku pokazywała, że ona tu jest górą. Kiedyś jej to wypomni. Kiedyś.
- W takim razie... Skoro za udane wakacje już piłyśmy, to proponuję po prostu za udany, miły i wyjątkowo spokojny wieczór - zaproponowała, lekko unosząc kieliszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: The Little Door   Pon Cze 25, 2018 12:30 am

Poczuła się ciut pewniej, gdy Chey trzymała ją za dłoń. Dawało jej to jakieś poczucie bezpieczeństwa. Cóż, niestety nie mogła mieć tego przez cały czas. Była tego świadoma, że Kanadyjka nie będzie jej tak trzymać wiecznie. W końcu nie przyszły tu, by siedzieć i trzymać się za rączki, tylko na wspólną kolację, co nie? Musi się po prostu uspokoić i choć na chwilę przestać o tym myśleć. Tak, to był dobry plan, teraz tylko trzeba było go wprowadzić w życie. Co w tej chwili nie wydawało się takie proste...
Skinęła lekko głową na zgodę, po czym złapała delikatnie za kieliszek, który zaraz podniosła do góry. Toast? Można odhaczyć z listy zadań. Reszta wieczoru upłynęła im spokojnie. Jadły, rozmawiały, popijały wino. Stres z niej uciekł, gdy myśli zajęły się czymś innym. Amerykanka znów zdawała się być tą uśmiechniętą i szczęśliwą Wright, którą była przez ostatnie dni. Pewnie gdyby były w domu, nie powstrzymywałyby się od śmiania na głos. No i pewnie szybko skończyłyby bez ciuchów... Cóż, uroki bycia pośród ludzi.
Czas mijał, a tematy rozmów powoli się kończyły. Mimo to atmosfera była naprawdę miła, a Alex cieszyła się, widząc na ustach Chey uśmiech. Nie wiedziała czemu, ale coś podpowiedziało jej, że to właśnie ten czas. Ten, w którym powinna to zrobić. Nie zwlekać dłużej. Nie było sensu tego robić.
- Słońce... - zaczęła ciut niepewnie, nie wiedząc zbytnio, jak ubrać swoje myśli w słowa. - Jesteśmy już tak długo razem. Jesteś dla mnie ważna jak nikt inny na świecie. Chciałabym cię o coś zapytać - dodała zaraz, powoli wstając i sięgając ukradkiem do kieszeni, w której znajdował się drobny przedmiot, tak bardzo ciążący Wright na początku spotkania. Podeszła do niej, aby klęknąć przed nią na jedno kolano z otwartym pudełeczkiem, w którym znajdował się srebrny pierścionek z brylantem, wyciągniętym w jej stronę. - Czy wyjdziesz za mnie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 166
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: The Little Door   Pon Cze 25, 2018 7:43 pm

To był naprawdę miły wieczór i całkiem przyjemne rozpoczęcie ich wspólnego wypoczynku w Los Angeles. Może i nie mogły pozwolić sobie na wiele rzeczy, które niezbyt wypadało robić w tak eleganckim miejscu, co nie zmieniało faktu, że Corneille było tu zwyczajnie dobrze. Była w pięknej restauracji z dobrym jedzeniem, w doborowym towarzystwie, rozmowa im się kleiła, a i Alex z czasem zaczęła się rozluźniać, co zdecydowanie wpłynęło na polepszenie atmosfery.
Do czasu. Cheyenne naprawdę nie wiedziała co się święci do samiusieńkiego końca. Naprawdę. Nie widziała niczego mega podejrzanego w tym, że kobieta zabrała ją na kolację, mimo, że zwykle się to nie zdarzało. Nie rozumiała jej wcześniejszego zdenerwowania. Dlatego gdy Wright zaczęła mówić o tym, jak jest dla niej ważna, jedynie spojrzała na nią z zaciekawieniem, niezbyt rozumiejąc, do czego to dąży. Dopiero gdy niebieskowłosa klęknęła przed nią z pierścionkiem i wypowiedziała cztery magiczne słowa, dotarło do niej, co się dzieje. Wszystko nagle stało się jasne i tak niejasne zarazem, aż mimowolnie podniosła się z krzesła, zakrywając usta dłonią, drugą zaś kładąc na oparcie krzesła, jakby potrzebowała mieć jakąś podporę.
Myśli w jej głowie zaczęły galopować w niesamowitym tempie. Całe zajście było tak niespodziewane, że kompletnie nie wiedziała, co zrobić. To mogło się wydawać głupie, ale ona dotychczas nawet nie wiedziała, co między nimi właściwie jest. Nigdy nie było w ich życiu kamieni milowych takich jak w zwyczajnych związkach - znajomość, zauroczenie, miłość, związek. Wszystko działo się w ich życiu tak płynnie i tak bardzo się przenikało, że Cheyenne właściwie nawet nie próbowała tego definiować. Wiedziała tylko jedno: zależało jej na tej kobiecie, z którą spędziła większość życia, z którą prała tyłki za pieniądze, aby później zjarać się wspólnie, pieprzyć się na blacie i zasnąć w swoich ramionach. Kochała ją i miała zamiar spędzić z nią resztę życia, ale nie myślała o przypieczętowaniu tego ślubem. To był duży krok. Dodatkowo pozostawała jeszcze kwestia tego, jak właściwie wyglądało ich życie. Wisiały gdzieś poza prawem, daleko od rodzin, pewnie zaraz obie skończą martwe. Czy to był dobry moment na ustatkowanie się?
Czuła na sobie spojrzenia wszystkich ludzi wokół i przede wszystkim jedno błękitne, wyczekujące spojrzenie skupione na niej. Zamiast odpowiedzieć, jak pewnie oczekiwali od niej wszyscy, ujęła podbródek kobiety i delikatnie pociągnęła ją do góry, aby wstała i zbliżyła się do niej.
- Masz świadomość, że nie będziemy żyć długo i szczęśliwie? - szepnęła, patrząc jej głęboko w oczy. Ludzie wokół, którzy to dosłyszeli, zapewne mogli się wzruszyć, dopowiadając sobie ckliwą historię z rakiem czy inną śmiertelną chorobą w roli głównej, lecz Alex powinna doskonale zrozumieć, o co jej chodziło. - Nie stworzymy szczęśliwej rodziny z dwójką dzieci i psem. Nigdy nie będziemy takie - dodała zaraz, trochę się plącząc, bo wcale nie jest łatwo mówić w pełni z sensem, kiedy w głowie masz totalny mętlik, z którego próbujesz wyciągnąć jedynie kilka myśli. W końcu jednak zamilkła, jedynie wpatrując się w kobietę i czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: The Little Door   Wto Cze 26, 2018 9:24 pm

Czuł się dziwnie. Strach mieszał się z ekscytacją i przerażeniem. Nie była pewna jak powinna teraz zareagować. Spodziewała się najgorszego, odrzucenia z miejsca, a już zwłaszcza wtedy, gdy zobaczyła pierwszą reakcję Chey. To pomimo jej przypuszczeń nie nastąpiło. Kanadyjka niby nie odmówiła jej, ale zarazem też nie potwierdziła. Wahała się? Hm... Jeśli tak, to można było to jeszcze wygrać, co nie? Czekała, więc na dalsze posunięcie Chey. Miała nadzieję, że ta tylko nie postanowi zaraz zemdleć z tych wrażeń.
Posłusznie wstała, patrząc jej w oczy. Dobrze wiedziała, że nigdy nie będą idealną rodzinką jakie można zobaczyć w serialach czy filmach. Po prostu nie. Ich życie całkowicie nie pasowało do tego wszystkiego. Alex była jak najbardziej tego świadoma. Jednak chciała to zrobić. Pokazać, że Chey jest dla niej najważniejsza na świecie. Tylko ona, nikt inny.
- Wiem, że nie jest to nam dane. Nie obchodzi mnie to. To nie jest dla mnie najważniejsze. Najważniejsza jesteś ty - odparła i ani przez chwilę nie oderwała spojrzenia od niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 166
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: The Little Door   Sro Cze 27, 2018 8:42 am

Owszem, wahała się. Czuła się trochę jak saper na polu minowym. Bała się, że jeden zły ruch sprawi, iż właduje się w coś, czego bardzo nie chciała. I nie mówimy tutaj o samym cholernym ślubie. Nie chciała też zranić Alex i popsuć relacji, którą budowały latami. Miała wrażenie, że cokolwiek nie zrobi w tym momencie, wszystko się zmieni i posypie. To było jak zamek z piasku, układany ziarnko po ziarnku, sklejany wodą, aby jako tako się trzymał. Jeden zły ruch i mogło być po wszystkim.
O dziwo kobieta nie wydawała się specjalnie spłoszona przez jej niezbyt konkretną odpowiedź. Cheyenne nie wiedziała, czy to dobrze czy źle, ale jej słowa coś jej rozjaśniły w głowie. Wyglądało na to, iż obie zdawały sobie sprawę z tego, jak będzie wyglądać ich życie, a papier niczego w tym nie zmieni. Co tak naprawdę mogła stracić? Wolna i tak się czuła, tym bardziej przy niej. Rozwiązła nigdy nie była, a kokietowanie potencjalnych ofiar czy niedoszłych informatorów nadal będzie wpisane w jej repertuar zagrań czysto służbowych, nie prywatnych. Jedyne, czego naprawdę się bała, to wstawienia jej w jakieś ramy, z których nie będzie mogła uciec, lecz... czy ona w ogóle chciała uciekać? Stracić więc mogła naprawdę niewiele, a zyskiwała niejakie ugruntowanie, pewność, że żyły tylko i wyłącznie dla siebie nawzajem i nic, prócz śmierci, nie mogło tego zmienić.
- W takim razie jak mogłabym się nie zgodzić? - odrzekła, ale zorientowawszy się, że to nie jest najlepsza odpowiedź, dodała szybko: - t-tak, wyjdę za ciebie - chyba sama nie do końca wierzyła, że właśnie to robi. Że zobowiązuje się, że spędzi z kimś resztę życia, chociaż to akurat było dla niej oczywiste już od jakiegoś czasu. Zresztą, hej, robiły w życiu bardziej szalone rzeczy niż to.
Chcąc nieco zamaskować swoje zmieszanie, po prostu przesunęła dłoń z podbródka kobiety na jej policzek i ją pocałowała. Gdzieś w tle usłyszała brawa, ale je zignorowała, nie to było teraz najistotniejsze. W tej chwili liczyły się one dwie i wszystko wskazywało na to, że ten stan rzeczy utrzyma się jeszcze na długo po tym, jak stąd wyjdą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: The Little Door   Sob Lip 14, 2018 1:29 pm

Huh, nawet nie wiecie jak bardzo się stresowała tym wszystkim. Bała się odmowy, a mimo to podjęła ryzyko. Ba, nawet nie do końca wiedziała co powinna zrobić jeśli Chey się jednak nie zgodzi. Oczywiście już wcześniej się nad tym zastanawiała, ale dopiero teraz te wszystkie myśli stały się tak realne. Niemal namacalne. Uderzyło w nią to dość mocno. Starała się jednak nie panikować. To teraz nic nie da. Panikowanie nigdy nic dobrego nie przynosiło. Z resztą przecież jeszcze nic nie było przesądzone, prawda? Chey mogła się jeszcze zgodzić! Oczywiście, Wright starała się wyglądać jak najbardziej pewnie i spokojnie. Lata praktyki się na coś przydały, nie?
Nagle jednak to wszystko z niej uciekło. Nie pozostało nawet śladu. Wystarczył moment i kilka słów Chey, a cały strach i niepokój zniknął. Ba, zastąpiła go radość, która wręcz w niej buzowała. Było to widać po jej uśmiechniętej twarz, a zwłaszcza w wesołych iskierkach w spojrzeniu Alex. Tak, radość w niej była prosta, ale ogromna, a wręcz dzika. Sama Amerykanka chciała dać jej w jakiś sposób upust. Wright miała ochotę krzyczeć z radości, złapać Chey i obrócić się z nią w ramionach. Powstrzymała się jednak, choć emocje wręcz chciały z niej wybuchnąć. Jeszcze będzie miała czas uwolnić tę radość.
- Kocham Cię - zdążyła jeszcze szepnąć, zanim Kanadyjka złożyła na jej wargach pocałunek, na który Wright momentalnie odpowiedziała z pełną pasją i zaangażowaniem. Jej dłonie zaraz powędrowały na biodra, a ona sama przysunęła się jak najbliżej tylko mogła do ukochanej. I tak, nie potrafiła powstrzymać się od uniesienia Chey i obrócenia się z nią, śmiejąc.
W końcu jednak postawiła ją ostrożnie z powrotem na ziemi. Otworzyła pudełko z pierścionkiem, które w między czasie okazywania całej tej radości zamknęła, aby wyjąć go i założyć na palec Chey.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 166
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: The Little Door   Sob Lip 14, 2018 2:20 pm

Nie wiedziała, czy podjęła dobrą decyzję, której prędzej czy później nie pożałuje. Bądź co bądź nie było to coś, z czego mogła się łatwo wycofać, gdy emocje opadną i stwierdzi, że nie tego pragnęła. Z drugiej strony, do diabła, jej życie to było całe pasmo trudnych decyzji, od których później nie mogła się odwołać. Gdyby nie jedna z nich, nie stałyby tu właśnie. Kto wie, czy w ogóle stałyby gdziekolwiek, czy skończyłyby jak ich martwa przyjaciółka.
Widząc jednak radość na twarzy Wright, albo raczej emanującą z całego jej jestestwa, czuła, że nie popełniła błędu. Nie większego, niż mogła uczynić, odrzucając jej wyznanie. To mogłoby kompletnie wszystko zaprzepaścić. Już nigdy nie spojrzałyby na siebie tak jak wcześniej, co nie doprowadziłoby do niczego dobrego. Teraz... cóż, dalej mogło się coś spieprzyć, jak zawsze, ale przynajmniej nie pogrzebała szansy na to, że będzie lepiej.
Jej kąciki ust uniosły się w całkowicie szczerym uśmiechu. Chyba powoli docierało do niej, co się stało i udzieliła jej się radosna atmosfera. Bo co miała, kurwa, robić? Płakać? Cholera, żenić się miała, w dodatku nie z przymusu, a to zdecydowanie był powód do szczęścia! Wkrótce poczuła dotyk na biodrach, a zaraz później jej stopy utraciły kontakt z podłożem, aż mocniej chwyciła się Alex, żeby na pewno nie upaść. Gdy wreszcie stanęła na ziemi po tym festiwalu radości, niemal od razu jej dłoń została ujęta i zaraz skończyła z pierścionkiem na palcu. Cheyenne przyglądała mu się dłuższą chwilę, patrzyła, jak mieni się w blasku świec. Już wiedziała, gdzie zniknęła spora część hajsu za jedno z ostatnich zleceń. I jakoś nie miała nic przeciwko temu.
Zaraz ponownie przytuliła się do kobiety.
- Chodźmy się gdzieś przejść. Narobiłyśmy wystarczająco szumu - szepnęła jej na ucho. Po paru sekundach odsunęła się i gestem poprosiła kelnera o rachunek. Po zapłaceniu go i zostawieniu sowitego napiwku - bo tak, bo miała dobry humor i chciała się nim podzielić z całym światem - Kanadyjka po prostu pociągnęła swoją świeżo upieczoną narzeczoną do wyjścia, aby zaczerpnąć nieco świeżego powietrza.

// zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: The Little Door   

Powrót do góry Go down
 
The Little Door
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Kalifornia :: Los Angeles-
Skocz do: