IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 When magic meets technology | post Infinity War AU [Shuri & Strange]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Shuri


Liczba postów : 12
Join date : 10/04/2018
Skąd : Wakanda

PisanieTemat: When magic meets technology | post Infinity War AU [Shuri & Strange]   Sob Cze 02, 2018 9:30 pm

Kolejny dzień w Wakandzie. Niby normalny, a jednak inny. Wszyscy to czuli. Każdy kogoś stracił. Jednak jedna z nich była szczególna dla wszystkich. Wszyscy stracili króla. Niby nie pierwszy raz. Niektórzy w kraju przeżyli kolejnego króla, co nie zmieniało faktu, że to wciąż była wielka strata. Jednak nikt nie przeżywał tego tak jak kilka mu najbliższych osób.
Minęło kilka dnia, a Shuri wciąż nie wierzyła w to, co się stało. Tak wiele osób zginęło, lecz co najgorsze, jej brat. Po raz kolejny. Tym razem nie wydawało się, żeby miał wrócić. Zawsze miała sposób na wszystko, a teraz nic. Znowu. Nie wierzyła jednak, że tym razem jej się poszczęści i T’Challa znowu powróci ze zmarłych. Z drugiej strony koty mają dziewięć żyć, więc kto wie. Musiała się pogodzić z tą myślą, ale nie chciała. On nie powinien zginąć. Nawet się z nim nie zobaczyła po walce. To powinna być ona na jego miejscu. Co gorsza, wiedziała, że zawiodła. Brata. Rodzinę. Kraj. Świat. Wszechświat. Gdyby tylko wyjęła ten przeklęty kamień, wszystko byłoby dobrze. Niby zdawała sobie sprawę, że czasu nie mogła cofnąć, a tego procesu i tak nie dało się przyspieszyć, ale w tej kwestii nie potrafiła sobie poradzić z poczuciem winy.
Weszła do sali tronowej, jak każdego dnia od tego nieszczęśliwego wydarzenia, która była wciąż pusta. Liczyła, że może to tylko zły sen i zobaczy tutaj brata. Za każdym razem jednak się myliła. Pomieszczenie tylko raz było zajęte od tamtego dnia, żeby omówić sprawy związane z przyszłością Wakandy. Shuri była przy tym obecna, ale i tak mało pamięta, nie mogąc się skupić. Raz prawie zemdlała, przytłoczona tym wszystkim, lecz Ramonda zareagowała w odpowiedniej chwili. Mimo to pamiętała jedną, najważniejszą decyzję – to ona miała stać się nową królową. Była zaskoczona tym, chciała nawet protestować, ale i tak nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Nie było nikogo innego. Jej matka nie chciała stanowiska, a wierzyła w córkę, więc decyzja zapadła. I takim sposobem została bez brata, zawiodła wiele osób i jeszcze będzie musiała panować krajem, choć nigdy tego nie chciała i nie uważała, żeby nadawała się do tej roli. Ale czy kiedykolwiek władca mógł decydować w każdej własnej sprawie?
I tak znalazła się tutaj, przyglądając się tronowi, na którym jutro ma zasiąść. Już następnego dnia miała się odbyć koronacja, a ona miała stać się królową. Istniała jeszcze szansa, że ktoś się zgłosi do pojedynku. W tym by nie miała szans, ale mogłaby komuś przekazać władzę. Wiadomym jednak było, że wszyscy się zgodzili i nie znajdzie się nikt na jej miejsce. To było już pewne. Dotknęła oparcia tronu, zaciskając na nim dłoń. Znowu ogarnęły ją silne emocje i z trudem powstrzymała się przed ich całkowitym zawładnięciem nią, lecz i tak poczuła jak łzy spływają jej po policzkach. Przynajmniej była sama. O jej stanie wiedziała już mama i Okoye. Mimo wszystko dalej starała się grać twardą przed nimi. Nie chciała ich martwić bardziej. Pozwalała sobie na trochę więcej tutaj, ale i tak nie za bardzo. W końcu zaraz będzie musiała zachowywać się jakby wszystko było w porządku cały czas i nie było mowy o chwilach słabości. Musiała już teraz się tego nauczyć. Ale jak miała to robić, kiedy strata brata tak bardzo ją bolała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 31
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Re: When magic meets technology | post Infinity War AU [Shuri & Strange]   Sro Lip 25, 2018 9:49 pm

To co zrobił, było potworne. Zdawał sobie sprawę, że nie miał żadnego prawda decydować o życiu tylu istnień, a mimo to… Zdecydował się zaryzykować i spróbować uzyskać to jedno, jedyne zakończenie z czternastu milionów poznanych. Byleby wygrać, by mieć nadzieję, że wszystko doprowadzi do dobrego finału, nawet jeśli teraz będą cierpieć. Wszyscy ci, którzy przeżyją i będą musieli się zmagać ze stratą, kiedy on sobie „bezpiecznie” zniknie.
There was no other way…
Ale chyba była inna droga. Rany nadal piekły, a płuca paliły od wysiłku. Nie znikał. Star-Lord, Mantis, Drax, nawet biedny Spider-Man. Wszystko było tak, jak widział. Poza jednym wyjątkiem. On nadal siedział tam, skąd oddał Kamień Czasu Thanosowi. Wpatrywał się przed siebie niewidomym spojrzeniem. Jak tylko mógł unikał bezpośredniego patrzenia na Starka. W uszach szumiała krew zagłuszając cichą rozpacz ojca, który stracił syna… A to z jego winy. Na dodatek sam teraz żył w tej niepewności, w której chciał zostawić innych. Czy na pewno uda się to wszystko naprawić.
Strach ścisnął jego gardło i przywołał do rzeczywistości. Byli w kosmosie, a gdzieś na Ziemi szaleje chaos. Muszą tam wrócić. MUSZĄ TO NAPRAWIĆ.
Cokolwiek się stało, musi znaleźć sposób na to, aby zobaczyć zakończenie, które widział. Nie do końca szczęśliwe. Nie zwróci osób, które już zmarły, ale jest nadzieja dla połowy Wszechświata, która zniknęła za pomocą pstryknięcia.
A na pewno musiało być jakieś rozwiązanie. Przecież… Nie mógł… Sama myśl, że oddał Kamień Nieskończoności i pozwolił Thanosowi na dalsze zniszczenia nie dawała mu spokoju. Myśl, że to właśnie przez niego mogli zaprzepaścić wszystkie szanse… Nie! Musiał istnieć jakiś inny sposób. A odpowiedź mogła leżeć zarówno w magii, jak i nauce.
Zmusił się w końcu do spojrzenia na Tony’ego i zacisnął usta w wąską kreskę. Jakkolwiek przydałaby mu się pomoc tak inteligentnego człowieka, to nie miał prawa o nic go teraz prosić. Wątpił też, czy ten dałby rade jednak pracować. Z jednej strony wszystko to dla przywrócenia i Petera, ale… Straty nie da się ot tak zapomnieć. A nadzieja jest bardzo krucha.
Będzie musiał znaleźć kogoś innego. Na szczęście Stark nie był jedynym geniuszem i kiedy tylko wrócili na Ziemię mógł skontaktować się z kimś, kto mu pomoże. A przynajmniej miał taką nadzieję. Chociaż jej wiek nastawiał go sceptycznie do jej umiejętności, to nie miał innego wyboru. Musiał uwierzyć w to, co słyszał i zmusić się do spotkania z nią. Był jednak jeszcze jeden problem w ich współpracy. Jej brat, Król Wakandy, zginął i poniekąd winnym za to był właśnie Strange.
Nieważne jak wiele razy wmawiał sobie, że to wszystko naprawi. Zawsze istniało ziarenko, czasami ogarniające go całego, że zawiódł. Pozwolił Thanosowi wygrać. On sam.
Kiedy Shuri przebywała sama w sali tronowej, otworzył się za nią portal, z którego wyszedł i sam doktor. Minęło już sporo czasu, ale potrzebował go do zregenerowania sił. Walka mocno go wycieńczyła, a nieraz przypominając ją sobie miał wrażenie, że wszystkie jego ataki były dziecinne. Schludny i w swoim stroju stanął na posadzce patrząc na wprost. Jedynym co zdradzało jego udział w walce była peleryna, zszyta w kilku miejscach oraz zmęczenie widoczne na twarzy pomimo odpoczynku i żal w oczach.
- Księżniczko? – zapytał łagodnie i skłonił się nie chcąc jej urazić. – Przepraszam, że naruszam prywatność… Jestem doctor Stephen Strange. Znałem księżniczki brata… Zachwalał księżniczki wiedzę i mam nadzieję, że… Że może uda nam się we dwoje… - Nie, nie tak miało wyglądać to przedstawienie. Cały zarys tego, co miał powiedzieć przepadł widząc ją. Domyślał się, jak źle musiała znieść stratę kolejnego członka rodziny w tak krótkim czasie. A to on się do tego przyczynił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
When magic meets technology | post Infinity War AU [Shuri & Strange]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Odrealniona strefa-
Skocz do: