IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [2014] Mount Sinai Hospital, Nowy Jork

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Agathe Klempner


Liczba postów : 15
Join date : 28/04/2018

PisanieTemat: [2014] Mount Sinai Hospital, Nowy Jork   Pią Cze 01, 2018 3:00 pm



fabuła

Tego dnia Averith miała wyjątkowo podły dzień, a Agathe wyjątkowo pracowity dyżur. Nie trzeba się domyślać, że blondynka trafiła pod skrzydła pani doktor, wprost do Mount Sinai Hospital w Nowym Jorku. Wielki, dobrze wyposażony szpital. Zadbany. Zewnątrz i wewnątrz wygląda elegancko. A lekarze z całą pewnością dobrzy w swoim fachu.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Averith
Strażnik Chatboxa & Inteligencja 3

Liczba postów : 93
Join date : 20/10/2017

PisanieTemat: Re: [2014] Mount Sinai Hospital, Nowy Jork   Sob Cze 02, 2018 10:12 pm

Wychodząc z mieszkania zarzuciła na siebie płaszcz z kapturem sięgający za kolana i wsunęła czarne, skórzane botki, nic nadzwyczajnego w marcu. Włosy zaplotła w luźny kok, zostawiając kilka luźnych pasemek przy twarzy, wyglądała przeciętnie, idealnie by wyjść na miasto w poszukiwaniu informacji. Ktoś zaoferował sporą sumkę za głowę pewnej kobiety, a ponieważ ostatnią robotę szlag trafił, Averith nie miała innego wyboru niż złapać się za ów zlecenie. Poprawiając płaszcz spojrzała na swoje zmarnowane oblicze w lustrze: blada skóra, dłonie pokryte bliznami, cienie pod oczami i rozcięty policzek. Kolejny dzień i znów ta sama rola do odegrania. Serce ze stali, udawanie, że nic na świecie nie jest w stanie cie zranić, że chce ci się żyć. Westchnęła głośno, prostując się i przybierając tak charakterystyczny dla siebie kpiący wyraz twarzy. Głupia, przestań się nad sobą użalać. Zasługujesz na takie życie, nie zapominaj o tym. To twoja kara. Rzadko pozwalała sobie na momenty słabości, ale czasem samotność była nie do zniesienia. Zwłaszcza gdy Antonia nie było obok. Na szczęście miała zlecenie, na którym mogła się skupić, więc szybko skończyła się szykować i wyszła na ulicę.
Pogoda wcale nie pomagała uwolnić się od depresyjnego nastroju, był to pochmurny, chłodny dzień. Averith szła powoli, z pochyloną głową i zgarbionymi ramionami, kierując się w stronę stacji metra. O tej porze nawet Bronx był zatłoczony, ale mutantka próbowała ignorować ludzi w około, czuła się bardzo nieswojo, była całkowicie pochłonięta wspomnieniami. Rozmyślała o czasach swojego dzieciństwa, o błędach i karze, która ją spotka. Nie wierzyła w Boga, ale wierzyła w to, że świat polega na zasadzie równej wymiany, więc każdy czyn obarczony jest konsekwencjami o tej samej wartości, a ponieważ jej życie polega na odbieraniu życia innym, nie trudno się domyślić jaką cenę przyjdzie zapłacić.
Gdyby ktoś zapytał ją w jaki sposób znalazła się w umówionym miejscu, czekając na swojego informatora, nie potrafiłaby odpowiedzieć. Przedostała się z Bronxu na drugi koniec miasta, nie zapamiętując z podróży niczego, w między czasie zaczęło się ściemniać. Spotkanie było umówione w opuszczonej uliczce, wzdłuż, której stały budynki grożące zawaleniem. I oczywiście wszystko musiał trafić szlag, bo jakim cudem Averith mogłaby mieć jedno proste i przyjemne zadanie. Zamiast informatora pojawił się napakowany frajer z pistoletem, bo jakżeby inaczej, na domiar złego nie był sam. W aucie zaparkowanym kawałek dalej siedziało jeszcze dwóch mężczyzn. Prawdopodobnie konkurencja. Biednemu zawsze wiatr w oczy... Po krótkiej wymianie zdań, Ave ustaliła, że uroczy dżentelmen z pistoletem grzecznie poprosił (torturami) informatora, by ten zdradził mu szczegóły zlecenia. Po kilku godzinach przypalania w końcu dostał to czego szukał i postanowił usunąć Averith z drogi. Zaatakował pierwszy, strzelając w głowę dziewczyny, ale ona okazała się szybsza. Był od niej większy i o wiele silniejszy, więc gdy zrozumiał, że pistolet był beznadziejną opcją, postanowił walczyć w zwarciu. Mutantka skończyła z poobijanym ciałem, rozciętym czołem, raną na żuchwie i uszkodzonym żebrem, natomiast mężczyzna stracił obie ręce. Wtedy do walki włączyli się jego przyjaciele, wysiedli z samochodu i ruszyli wprost w stronę Averith. Dziewczyna była zmęczona, rozbita emocjonalne, co bardzo obniżyło jej zdolności bojowe, nie potrafiła się skupić na tyle, by bez problemu pokonać takich przeciwników. Normalnie nie stanowiłoby to dla niej problemu, ale w takim stanie nie mogła sobie poradzić, dlatego zdecydowała się na ucieczkę. Używając swojej mutacji do teleportacji oddaliła się od mężczyzn, niestety niewystarczająco szybko. Usłyszała dźwięk, który rozpoznałaby wszędzie, wśród najgorszego zgiełku - wystrzał, a chwilę później kolejny. Nim zdążyła zareagować jej ciało sparaliżował ból, upadła na chodnik, w opustoszałej uliczce. Kula przeszyła ramię, które bolało niemiłosiernie. Wiedziała, że musi jak najszybciej się stąd wydostać. Lata treningów nauczyły ją jak ignorować ból i zmusić ciało do ruchu, poderwała się z ziemi i ruszyła biegiem w stronę bardziej uczęszczanej ulicy. Ponownie usłyszała strzały, ale tym razem mężczyźni chybili. Wypadła z zaułka, wprost pod koła samochodu, na szczęście poruszał się on powoli, więc nie zabił dziewczyny na miejscu, a jedynie ogłuszył. Upadła na twardy asfalt, zamroczona, nim straciła przytomność usłyszała spanikowany głos kobiety: "Zadzwońcie po pogotowie!" Averith chciała zaprotestować, nienawidziła szpitali, ale nie zdążyła, bo pochłonęła ją ciemność. Cholera, zniszczyli mi ulubiony płaszczyk...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
[2014] Mount Sinai Hospital, Nowy Jork
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: