IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   Wto Maj 22, 2018 4:48 pm

Loving you forever can't be wrong
Even though you're not here, won't move on.


And there's no remedy for memory,
your face is like a melody
It won't leave my head


Your soul is haunting me
and telling me that everything is fine.
But I wish I was dead like you



Every time I close my eyes, it's like a dark paradise
No one compares to you, but there's no you,
except in my dreams tonight




Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   Wto Maj 22, 2018 5:11 pm

Nie był nigdy typem uciekiniera, każdą swoją walkę - jakkolwiek trudna by nie była - zawsze prowadził do końca. Tak było i tym razem, gdy jednak coś poszło nie tak, a energia wygenerowana przez wroga przerosła jego oczekiwania. Aura Speed Force przyjęła na siebie większą część wybuchu, przez co Barry jedynie został odrzucony w tył, uderzając plecami o twardą ścianę magazynu, w którym namierzyli wroga. Kiedy się pozbierał, zauważył pewnego rodzaju...ciszę. Nie było nigdzie mężczyzny z którym jeszcze niedawno walczył, wydawało się to wręcz niemożliwe, ale najwyraźniej on sam siebie unieszkodliwił, zmieniając się w czystą energię i doprowadzając do reakcji. W tym momencie, nie miało to dla niego żadnego sensu.
- Wygraliśmy -powiedział tylko tyle do komunikatora. To była ciężka noc, wiedział że jego przyjaciele będą zmęczeni, pewno wrócą do siebie aby położyć się spać. Wiedział też kto zostanie jeszcze te kilka minut, aby posprzątać swoje rzeczy, a także na niego zaczekać. Sprawdził dla pewności magazyn, upewnił się że wszystko jest w porządku i zaraz się zabrał do S.T.A.R. Labs, gdzie jak się spodziewał, zastał już tylko Caitlin.
- Za dużo pani pracuje, panno Snow. Czy to nie objawy pracoholizmu? - Posłał jej uśmiech, wyciągając zaraz w jej stronę niewielki bukiecik z drobnych kwiatków. Od zawsze zaskakiwał ją takimi prezentami bez okazji, tak po prostu aby wiedziała że kocha ją każdego dnia na nowo.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Huntress


Liczba postów : 57
Join date : 09/09/2017

PisanieTemat: Re: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   Sro Maj 23, 2018 12:40 am


Mimo że pracowała w zespole Flasha już dość długo, nadal za każdym razem, kiedy Barry opuszczał S.T.A.R. Labs w stroju, czuła to widmo niepokoju, że być może to ten jeden raz, kiedy Allen nie wróci żywy. Jak na razie jednakże zawsze wracał, szybko rozwiewając jej obawy. Tak było i tego dnia.
Kiedy wrócił do laboratorium, wszyscy zdążyli już wyjść, tylko ona cierpliwie czekała na jego powrót. Zresztą miała powód, zawsze zostawała, żeby zamienić z nim jeszcze parę słów sam na sam i zawsze wyczekiwała tego momentu z podchodzącą pod dziecinną radością. W międzyczasie rzeczywiście zajmowała się laboratorium, porządkowała rzeczy, dokańczała to, czego nie zdążyła zrobić w ciągu dnia albo przygotowywała zadania na następny dzień. Nie żeby marnowała ten czas, siedząc naprzeciwko drzwi i przebierając niecierpliwie nogami.
Uniosła wzrok na Barry’ego, kiedy usłyszała jego głos. Mimowolnie uśmiechnęła się i spojrzała na porządkowane papiery jak na dowód zbrodni. Praca pomagała jej się kiedyś oderwać od rzeczywistości, a teraz nadal lubiła te drobne, niewymagające skupienia czynności. Mogła w spokoju pomyśleć, podsumować w głowie dzień czy po prostu dać się ponieść wyobraźni.
Jeśli ty możesz ryzykować życiem w walce, mi nic się nie stanie, jeśli popracuję chwilę dłużej — powiedziała, odkładając wszystko na bok i podchodząc do niego. Przyjęła kwiaty, rumieniąc się lekko. To były takie drobne gesty, ale widziała przez to, że naprawdę musi mu zależeć i czuła się wyjątkowa. — Miałam zapytać, kiedy znalazłeś czas, żeby je zebrać, ale uświadomiłam sobie, że dla Flasha to nie problem — zaśmiała się pod nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   Sro Maj 23, 2018 2:05 am

Te chwile, kiedy zostawali sami w laboratorium, były dokładnie tym czego potrzebował. Mógł się wyciszyć, przestać biec przed siebie i po prostu zwolnić przy kobiecie, dla której gotowy był ruszyć świat, zmienić bieg historii czy postawić całe uniwersum do góry nogami, aby tylko jej było dobrze. Caitlin była jego piorunochronem, ściągała go zawsze do domu, nawet gdy znalazł się za daleko. Nie było chyba rzeczy jakiej by dla niej nie zrobił.
Pobieżnie spojrzał na dokumenty i jedynie się uśmiechnął do Caitlin, odgarniając niesforny kosmyk brązowych włosów z jej bladego policzka. Spojrzał w jej oczy, od razu dostrzegając w nich to czego szukał. Spokój, dobro i to ciepło, które czasem widywał nawet w chłodnym spojrzeniu Killer Frost.
- Niby racja, ale powinnaś więcej myśleć o odpoczynku. Może w weekend wybierzemy się do restauracji? Albo do kina? Mogę cię zabrać gdziekolwiek zechcesz, nawet jeśli wymarzysz sobie śniadanie w Paryżu. - Uśmiechnął się do niej, czując po chwili coś jak...uczucie nacisku z zewnątrz, jakby coś uwierało wszystkie jego mięśnie. Trwało to może kilka sekund. Dla zwykłego człowieka to było krótkie uczucie, dla niego ciągnęło się w nieskończoność, jednak gdy tylko minęło, uśmiechnął się znowu do Cait. Chyba nie zauważyła?
- Absolutnie żaden. -Przyznał szczerze, obejmując od razu doktor Snow. Uwielbiał jej bliskość, jej uśmiech, ją całą. Tak mocno jak kochał jej ciepło, tak też oszalał za jej chłodem. Mógłby całymi dniami mówić jej jak wyjątkowa i niezwykła jest, jak cudownie brzmi jej głos oraz jak pięknie wygląda. Był największym szczęściarzem na świecie, mając tak idealną partnerkę.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Huntress


Liczba postów : 57
Join date : 09/09/2017

PisanieTemat: Re: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   Pon Cze 11, 2018 8:54 pm

Caitlin zawsze dostrzegała i doceniała to dobro, którym wręcz promieniował Allen. Była chyba wrażliwsza na nie niż ktokolwiek inny. Widziała, jak mężczyzna zawsze stawia siebie na ostatnim miejscu. Ratuje cywili, zapewnia im bezpieczeństwo, nie dbając przy tym często o swoje życie; najpierw patrzy na nią, potem na siebie i tak cały czas. Potrzebował kogoś, kto potrafiłby i chciał zająć się nim — powstrzymać, kiedy zacznie za mocno się forsować; wybić z głowy głupoty, które z całą pewnością ściągnęłyby na niego śmierć czy chociażby dopilnować, żeby od czasu do czasu zapomniał o wszystkim i wszystkich, skupiając się na sobie, wyrzucił z głowy wszystkie problemy i po prostu się zrelaksował. Taką właśnie osobą starała się być dla niego Snow. Zawsze bardzo wrażliwa na to, czy Barry na pewno nie jest dla siebie zbyt surowy, z sercem pękającym za każdym razem, kiedy widziała go rannego i błagającą w duchu, aby nic mu się nie stało, kiedy zaczyna się robić niebezpiecznie.
Dokładnie, odpoczynek. Bez żadnych ekstremalnych emocji, najlepiej cały weekend lenistwa w domu, to jest dokładnie to, o czym marzę…
“I czego chcę dla ciebie”, dopowiedziała w myślach. Powąchała kwiaty z delikatnym uśmiechem.
Żadnych restauracji, Paryża, ludzi. Tylko my, porządna dawka snu i dobrego jedzenia, może być nawet fast-food. Będziemy liczyć, że świat nie zazna niespodziewanie potrzeby swojego bohatera i nie będziesz musiał biegać. Zalecenie lekarza — zapewniła pół żartem, pół serio. Być może te domatorskie plany brały się stąd, że Caitlin była naprawdę zmęczona. Zmęczona pracą, zmartwieniami i nie wyobrażała sobie, jak bardzo zestresowany musi być Allen.
Wtuliła się w mężczyznę chętnie, wdychając jego zapach i chłonąc ciepło, które sprawiało, że miała ochotę ułożyć się w jego ramionach i zasnąć, kiedy poczuła to nagłe spięcie mięśni i uniosła zaniepokojony wzrok.
Coś się stało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   Pon Cze 11, 2018 10:03 pm

On sam siebie nie uważał za kogoś dobrego, nie był dobry. Robił tylko to co musiał. Ratował świat, czasem musząc coś poświęcić, na przykład zdrowie. Co jednak znaczyło jego życie, kiedy mógł uratować setki innych osób? Kim by był, gdyby nie pojawił się im na ratunek?
Nie musiała aż tak o niego dbać, w końcu był dużym chłopcem i miał naprawdę sporo szczęścia, dzięki któremu jeszcze jakoś żył. Oczywiście, nie przeszkadzała mu jej troska, tylko martwił się, że ona się martwi. Miała zdecydowanie za dużo zmartwień na głowie. Jak nie jakaś opętana meta, jak nie Killer Frost, to jego misje. Pani doktor Snow zasłużyła na odpoczynek, zamierzał dopilnować aby spędziła miło czas.
- W porządku. Tylko my, telewizor, kanapa i góra jedzenia. Może nawet dam się wykazać innym bohaterom, Wally'emu na przykład. Spędzimy razem leniwy tydzień, martwiąc się tylko o zawartość lodówki, co ty na to? - Uśmiechnął się do niej, patrząc w oczy kobiety. Po cichu liczył, że nie zapyta o tamtą chwilę kiedy mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa, ale najwyraźniej jakiś Bóg postanowił z niego zakpić, bo dosłownie to pytanie padło. Odsunął się odrobinę od niej, kładąc dłonie na jej policzkach, zanim pocałował ją w czoło delikatnie.
- To nic...Tylko czuję się zmęczony, chyba za dużo biegałem. Jakoś tak...brakuje mi energii. - Przyznał, zgodnie z prawdą. Właśnie tak się teraz czuł, jakby tracił energię każdą komórką swojego ciała. Musiał się złapać blatu, żeby na nim utrzymać, gdy ugięły się pod nim nogi. Nie wiedział co się dzieje, ale zrzucił to na wybuch, spore emocje i po prostu stres, a także przemęczenie organizmu. Czym innym to mogło być jak nie tym?



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Huntress


Liczba postów : 57
Join date : 09/09/2017

PisanieTemat: Re: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   Sob Cze 23, 2018 10:39 pm

Caitlin postrzegała bohaterstwo inaczej niż Barry. Widziała, jacy byli ludzie; widziała, że często brakuje im odwagi, żeby stanąć w obronie innych w najbardziej prozaicznych, codziennych momentach, a zdarzało jej się myśleć, jak większość z nich zareagowałaby, mając takie umiejętności. Zresztą wystarczyło popatrzeć na proporcje dobrych i złych metahumans. Jak wiele razy to właśnie Barry musiał ryzykować swoim życiem, ponieważ dostawali moc, która ich przerastała i wykorzystywali ją do złych celów. Jak wiele razy ona sama… a raczej nie ona, tylko Killer Frost postępowała źle. Tymczasem Allen nie postrzegał tego jako czegoś, co mogłoby służyć mu tylko i wyłącznie po to, żeby spełniać swoje zachcianki — nie zależało mu na tym, żeby poczuć władzę, dostawać pieniądze czy poklask. Jedyne, czego chciał, to zapewnić innym bezpieczeństwo, kiedy ludzka natura i instynkt przetrwania podpowiadały ludziom, aby najpierw zadbali o siebie. Według Snow to był jeden z najlepszych przykładów bohaterstwa.
Dbanie o siebie nawzajem bardzo jej pasowało i nie zamierzała ukrywać, że czasami potrzebowała kogoś, kto i ją sprowadzi na ziemię. Musieli tylko pilnować, aby nie zamienić tej troski na wzajemną kontrolę i nadopiekuńczość, bo wtedy zaczęliby się dusić w tym związku zakrawającym na toksyczny. Pilnowała się zatem, aby nie wchodzić zbyt mocno na decyzje Allena i nie zamknąć go w klatce zmartwień.
Brzmi świetnie — powiedziała, uśmiechając się uroczo. — Od poniedziałku możesz wracać do ratowania świata, a jestem pewna, że w tym czasie reszta zespołu o wszystko zadba. Nie jesteś jedynym metaczłowiekiem stojącym na straży tego miasta.
Złapała delikatnie jego nadgarstki, kiedy złożył na jej czole pocałunek. Zaraz jednak przeniosła ręce pod jego ramię i podtrzymała go.
Lepiej usiądź. — Ostrożnie podciągnęła go do góry i pomogła mężczyźnie dotrzeć do stojącego nieopodal krzesła obrotowego. Gdy tylko upewniła się, że siedzi stabilnie, wróciła po przekąski opracowane specjalnie na jego potrzeby, a których zapas zawsze przechowywali w laboratorium. Wzięła kilka z nich i położyła na blacie obok Allena, po czym kucnęła przed nim z jednym ze słodyczy w ręce. Nie dawała się opanować nerwom, to nie było jak na razie nic poważnego. Zdarzało się, że speedster po prostu tracił siły, jeśli biegał zbyt długo bez uzupełniania zapasów, więc nie miała czym się niepokoić. Czuła jednakże podświadomie, że tym razem to może być coś gorszego i stąd w ogóle pojawiły się w jej umyśle obawy. Racjonalne myślenie wzięło jednak górę i po prostu wsunęła batonik w ręce Barry’ego. — Uzupełnij energię i wrócimy do domu. Odpoczniesz, sam widzisz, że bardzo tego potrzebujesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   Nie Cze 24, 2018 12:42 am

Moce potrafiły być straszne, okropne. Nie każdy się nadawał aby je mieć, w końcu byli tacy, co przez nie tracili wszystko, łącznie z własnym człowieczeństwem czy po prostu ludzką stroną natury. Niektórzy, tuż po otrzymaniu mocy, robili rzeczy, których normalnie by nie zrobili nigdy, a wszystko przez poczucie bycia lepszym od innych, ważniejszym, a nawet wybranym. Barry też na początku tak się czuł, później także miewał epizody podczas których zaczynał wierzyć we własną boskość. On jednak miał Caitlin oraz swoją drużynę. Nie pozwolili mu pogrążyć się w tym uczuciu i stać się samotnym, złamanym bogiem. Był im za to naprawdę wdzięczny, dzięki nim cały czas był sobą. Nawet jeśli czasem popełniał głupie decyzje.
- Wiem, że nie jestem. -Uśmiechnął się do niej, chociaż znowu zaczynał się odrobinę martwić. Oczywiście, był Wally który mógł go zastąpić jako speedstera. Była też Jesse, był Jay. Przeskoczenie z jednego świata na drugi, nie było dla nich trudne. Martwił się jednak, że coś im się może stać w jego mieście, w którym do tej pory ryzykował życiem w terenie zwykle sam, bez narażania innych. Westchnął ciężko, już się zgodził więc nie było możliwości wycofania się. Ten tydzień zamierzał spędzić z Caitlin.
Ważniejszym problemem była utrata energii. Westchnął ciężko, pozwalając jej sobie pomóc dotrzeć do obrotowego krzesła, na które ciężko opadł, czując się tak dziwnie. Nie umiał nazwać tego uczucia, było...po prostu niezrozumiałe dla niego. Patrzył za wychodzącą kobietą, zaraz odrobinę się kuląc, kiedy poczuł jakby coś się dopiero zbliżało. Nie wiedział ile minęło czasu, ten nagle zaczął mu się rozciągać do niewyobrażalnych szerokości. Chociaż Caitlin nie było głównie chwilę, miał wrażenie że to były lata. Wziął od niej jeden z batonów, żeby go otworzyć. Już w chwili w której poczuł zapach jedzenia, zaczął mieć obawy. Słusznie, bo już po pierwszym gryzie poczuł jak go mdli. Odsunął od siebie szybko jedzenie, biorąc głęboki wdech.
- Po prostu wróćmy do domu. - Podniósł się z miejsca, łapiąc jej dłoń. Po dosłownie sekundzie przez jego ciało przeszedł silny paraliż mięśni, uderzając falą bólu w speedstera, dosłownie przeszywając go czystym cierpieniem, jakby ktoś przypalał mu mięśnie i nerwy żywym ogniem. Puścił dłoń kobiety, dokładnie moment przed tym jak zaczął błyskawicznie drżeć, przez co fazował na częstotliwościach jakich sam nie znał. Dopiero po dłuższej chwili, jego organizm się uspokoił, ale nadal...nadal Barry nie mógł przestać się zwijać z bólu przed jednym z ekranów. Miał wrażenie, że dosłownie każdy jeden nerw w jego ciele płonie i się spala, boleśnie obracając się w popiół. Szybko w zielonych oczach pojawiły się łzy, którym jednak nie pozwolił spłynąć po policzkach. - C-Cait... daj mi...chwilę.  - Nie rozumiał co się dzieje, ale nawet oddychać było mu ciężko. Coś się stało. Coś musiało wyjść naprawdę paskudnie.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Huntress


Liczba postów : 57
Join date : 09/09/2017

PisanieTemat: Re: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   Wto Lip 31, 2018 10:36 am

Wspólny weekend szybko wypadł z głowy Caitlin, kiedy zobaczyła, co się dzieje. Starała się przypomnieć sobie, co mogło tak wpłynąć na Barry’ego. Meta, która napromieniowała go czymś szkodliwym? Trucizna? O takim działaniu? Przemknęła jej przez głowę nawet myśl, że to może mieć jakiś związek ze speedforce.
Nie znając przyczyny, była niemalże bezsilna. To działo się zbyt szybko, w jednej chwili trzymała Barry’ego za rękę, wyglądało na to, że… wszystko jest w porządku, a w drugiej ten sam mężczyzna wił się spazmatycznie po podłodze.
Barry, hej, Barry. Pamiętasz coś, co mogło to wywołać? — zapytała, klękając przed nim i próbując spojrzeć mu w oczy. Jej twarz zastygła w zaniepokojonym grymasie, ale starała się nie zdradzać przed nim zbyt wieloma nerwami. To nikomu by nie pomogło, gdyby zaczęła panikować. Musiała zachować zimną krew i jak najszybciej mu pomóc. Ulżyć jakoś w cierpieniu. Strach jednakże powoli wgryzał się w jej świadomość coraz głębiej.
Czuła, że zaczyna tracić kontrolę, a na wierzch chce wydostać się Killer Frost, żeby przejąć stery, ale Caitlin rozpaczliwie trzymała się świadomości. Nie mogła teraz zostawić Barry’ego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   Pią Sie 10, 2018 2:29 pm

Nie miał pojęcia co się działo, przecież jeszcze niedawno czuł się dobrze, wszystko było w porządku. Nie oberwał nawet aż tak aby konieczna była pomoc lekarska czy jakakolwiek inna. Przecież nic się nie stało, pokonał niepokonywalnego łotra i wrócił do bazy. Naprawdę myślał, że to koniec, a jego problemy wynikają tylko i wyłącznie z braku energii spowodowanej tym, że za mało zjadł. Jakby jednak nie było, nagle nie czuł potrzeby aby jeść. Był bardziej zmarnowany, a nawet się nie ruszył z miejsca. I ten ból... nagły, przeszywający i zupełnie ścinający z nóg speedstera. Spojrzał na kobietę, nie mając pojęcia co jej powiedzieć. Wziął głęboki wdech, przykładając zaciśniętą w pięść dłoń do swojej klatki piersiowej kiedy znowu było mu ciężko oddychać. Wziął chrapliwy wdech, starając się nie myśleć o tym, że się dusi. Nie było to łatwe, wcale nie powinno nikogo to dziwić. Miał wrażenie, że dosłownie czuje płomienie albo inną parzącą rzecz w swoim przełyku, ale przecież nie było powodu aby się miał tak czuć.
[color=gold]- Podczas walki...ten meta użył silnego wybuchu. Nie powinienem przeżyć, ale musiał zostać zneutralizowany przez energię Speed Force. Może to po prostu...zakłócenia w wymiarze. - Zmrużył oczy, patrząc na kobietę. Złapał mocno jej dłoń, zaciskając zaraz zęby, kiedy kolejna fala bólu przetoczyła się przez jego ciało, wymuszając kolejne wibracje. Puścił ją od razu, nie chcąc skrzywdzić Caitlin.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Huntress


Liczba postów : 57
Join date : 09/09/2017

PisanieTemat: Re: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   Pon Paź 01, 2018 8:39 pm

Choćby nie wiadomo jak się starała, Caitlin nie miała wpływu na domniemane zakłócenia Speed Force i pozostawała bezradna. Jedyne, co mogła to obserwować biernie wszystko to w nadziei, że wkrótce minie. A gdyby nie minęło… mogła zawsze wezwać pomoc, innego speedstera, fizyka.
Ujęła rękę Barry’ego, zaciskając ją mocno, żeby dodać mu otuchy. Jemu i samej sobie. Wychodzili już z wielu kryzysowych sytuacji, z których wyjścia zdawało się nie być. Czemu teraz miałoby być inaczej? Barry Allen był w stanie przetrwać wszystko, głęboko w to wierzyła i takie chwilowe zasłabnięcie również nie mogło być niczym, co go powali. Nie mieściło jej się po prostu w głowie, że może być inaczej.
Wezwę pomoc, dasz radę — próbowała uspokoić sytuację, wstała i pobiegła w stronę blatu, na którym został jej telefon. Wróciła zaraz z urządzeniem w ręku, próbując drżącymi palcami wybrać numer, lecz opuszki nie trafiały w odpowiednie przyciski. Szybko opanowała to drżenie; nie mogła poddawać się panice z takiego powodu, to do niczego dobrego nie prowadziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]   

Powrót do góry Go down
 
When I die, I would love to die smiling [Snowbarry]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Odrealniona strefa-
Skocz do: