IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [2009] Manhattan, Nowy Jork

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Gość
Gość


PisanieTemat: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Sro Kwi 04, 2018 3:45 pm

Shot oparty o swój motocykl, z rękoma w kieszeni beznamiętnie przekładał za pomocą języka wykałaczkę z jednego kącika ust, do drugiego. Słońce grzało niemiłosiernie mimo, że był dopiero początek maja. W firmowym garniturze było mu zdecydowanie zbyt ciepło. Już i tak zdjął marynarkę, która obecnie spoczywała tuż obok niego, na jego maszynie, ale to nie wystarczało. Po paru chwilach poluzował krawat i podciągnął rękawy białej koszuli. Obecnie wyglądał jak ktoś... Kto mógłby się wytoczyć wczesnym rankiem z wesela, na którym już absolutnie nikt nie przykłada wagi do swojego wyglądu. Najczęściej powodem jest zbyt duża ilość spożytego alkoholu. Cóż... On był trzeźwy jak świnia, ale nadal gdyby jego przełożeni zobaczyli jak reprezentuje "firmę", pewnie zebrałby op... No, że nie byliby zadowoleni znaczy. Cóż... Nigdy jakoś nie potrafił przejmować się przyjętym Dress codem. Owszem, wciskał się w te szyte na miarę fatałaszki jeśli koniecznie musiał, ale zaledwie po paru godzinach wyglądały, jak wyjęte psu z gardła. Tak też było i tym razem.
Kątem oka krytycznie zerknął na zegarek. Nie pamiętał o której godzinie dokładnie mieli się spotkać. Nie wiedział też jak dziewczyna ma wyglądać... Jedyne o czym go poinformowano to jej imię oraz godzina i miejsce spotkania. No i nadal miał klucze do jej nowego mieszkania... Mimowolnie wyciągnął pęk z kieszeni garniturowych spodni i podrzucił je niedbale kilka razy skupiając się na zwykły, codziennym ruchu ulicznym.
Powrót do góry Go down
avatar
Rebecca Barnes
Strażnik Chatboxa

Liczba postów : 143
Join date : 09/03/2018

PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Sro Kwi 04, 2018 6:17 pm

Becca nie pojmowała otaczającej jej rzeczywistości. Głównie z dwóch powodów; przespała ponad sześćdziesiąt lat zamrożona w komorze oraz wciąż miała przed oczami swój świat, przepełniony wojną i cierpieniem. Cokolwiek z nią zrobili, odczuwała teraz tego skutki. Niekoniecznie fizycznie, ale jednak. Doprowadzona do stanu pozwalającego na kontaktowanie z środowiskiem, z grubsza zapoznana z dzisiejszym Nowym Jorkiem, została w końcu wysłana do jej nowego ''domu''. Dom, przynajmniej z tego co jej raczyli wyjawić, miał mieścić się na Manhattanie. Oczywiście dostała instrukcje co, jak i gdzie, ale jakby wszystko jej wyleciało z głowy na sam widok neonowych reklam i zamieszania na ulicy. Pierdyliard żółtych taksówek, masa ludzi przepychających się nawzajem. Miasto, którego nie rozpoznawała. Marszczyła czoło przyglądając się przechodniom. Zbyt kolorowo. Za głośno. Dłuższą chwilę stała tak oszołomiona tymi wszystkimi bodźcami, które zaatakowały umysł. Otrząsnęła się zdając sobie sprawę, że zegar tika. Tik, tak. A ktoś na nią czeka.
Nomad ubrana jak cywil, w luźną, białą koszulę i jeansy usiłowała nadgonić czas, bo faktycznie była troszeczkę spóźniona ale dla Shota i tak nie warto się wysilać. Ubiór, jakikolwiek nie był, krępował ruchy kobiety. Czuła się niekomfortowo i najchętniej zamieniłaby to na wygodną sukienkę, ewentualnie mundur z czasów swej służby w Siłach Powietrznych. Mimo wszystko zaletą koszuli był fakt, że miała krótkie rękawy. Dzięki bogu!
Barnes rozejrzała się uważnie. Dotarła we wskazane miejsce, szukała wzrokiem osoby, która miała na nią czekać. Wedle opisu...Tak. To on. Złapała w pole widzenie Shota bawiącego się kluczami ''I dotąd nosił wielki pęk kluczów za pasem, Uwiązany na taśmie ze srebrnym kutasem.'' W ruchu ulicznym prezentował się dziwnie. Tylu wokół zabieganych ludzi, a tamten czeka cierpliwie bądź nie. I nikt nie zwracał na mężczyznę najmniejszej uwagi. Także, po ponownym upewnieniu się, podeszła do niego.
- Rebecca - usłyszał kobiecy głos, który zapewne ''wybudził go z transu''. Nie ma na świecie nic bardziej wciągającego od wpatrywania się bez celu w ulice! - Miałam spotkać się z panem w sprawie mieszkania - zagadnęła dalej oczekując reakcji. Mrużyła przy tym delikatnie oczy. Słońce niemiłosiernie raziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Sro Kwi 04, 2018 6:41 pm

Brzęk, brzęk, brzęk - Klucze podzwaniały niemal wesoło za każdym razem, gdy pęk lądował ponownie w dłoni Shota. Widać było po nim znudzenie, może lekki zniecierpliwienie? Cóż, właśnie cierpliwość nigdy nie była jego mocną stroną... Szybko ją tracił, zaczynał się nudzić... Tak też było i tym razem. Ruch uliczny nie był na tyle interesujący, by zaprzątnąć uwagę agenta na dłużej niż ledwie kilka chwil. Znał to wszystko zbyt dobrze, zbyt długo. Spowszedniało. Zgiełk, tłumy i samochody. Nauczył się ich niemal nie zauważać i tylko teraz, na potrzeby chwili zajął się obserwowaniem mijających go dziewczyn. Niezbyt nachalnie, ale... Co innego mu pozostało?
Z tej jakże interesującej czynności wyrwało go głos. Kobiecy głos. Drgnął lekko zerkając na nieznajomą. Milczał dość długo. W czasie tej niezręcznej ciszy powoli otaksował nowo przybyłą od stóp do głów, a potem, z cichym westchnieniem wydobył z kieszeni spodni mocno pomiętą, naderwaną karteczkę. Zerknął na nią ukradkiem. Na skrawku papieru było napisane tylko i wyłącznie jedno słowo: Rebecca. Tak się właśnie przedstawiła.
- Zgadza się... - Odparł kiwając powoli głową twierdząco, a następnie jakby nigdy nic rzucił pęk kluczy w górę, lekko po łuku tak, by mogła je bez problemu złapać.
- Pluvier. - Przedstawił się krótko, samym tylko nazwiskiem. Podrapał się z zafrasowaniem po głowie. Kilka kosmyków jego włosów wymknęło się spod spinających je gumki. Szybko ciągnął ją, zebrał swoją grzywę obiema dłońmi i związał ponownie - tym razem skuteczniej.
- To ten... Poradzisz sobie sama? Trzecie piętro, mieszkanie 69, czyli tak gdzie sąsiad ma duży pokój, ty masz ciasną kuchnię... - Rzucił sucharem tak czerstwym, że z fasad okolicznych budynków posypał się tynk. Tak, tak... Właściwie swoje zrobił. Miał się spotkać, przekazać klucze i wyjaśnić co i jak. Hmm... Czy można było, że się wywiązał ze zleconego mu zadania? Pfff... Taaakk.... No dobra, nie... Podanie piętra i numeru lokalu nie kwalifikowało się jako "wyjaśnienie co i jak" nawet jak na wyjątkowo niskie standardy Chrisa. Westchnął ciężko.
- To chodźmy... - Rzucił ze słabo udawanym entuzjazmem.
- Jeśli masz jakieś pytania... Wal! - Oświadczył wkładając ręce w kieszenie i ruszając w kierunku wejścia.
Powrót do góry Go down
avatar
Rebecca Barnes
Strażnik Chatboxa

Liczba postów : 143
Join date : 09/03/2018

PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Sro Kwi 11, 2018 11:35 am

Przyjrzała się uważnie mężczyźnie. Można powiedzieć, że gapili się tak na siebie bez większego celu dłuższy czas. Nie spuszczała ani na moment błękitnych oczu z loczkowatego. Mrużyła przy tym delikatnie oczy. Słońce cholernie oślepiało. Zresztą...podczas badań w bazie S.H.I.E.L.D wyszło, że Rebecca potrzebuje skorygowania wzroku. Zapewne musiały to być skutki długiego snu i nieznajomego pochodzenia substancji w jej organizmie. Naukowcy mieli dopiero zacząć rozpracowywać projekt S.E.N i zobaczyć czy faktycznie mogą do niego powrócić. W końcu Becca była chodzącym przykładem skuteczności ów projektu, ale pozostawało wiele niewiadomych.
Złapała zgrabnie klucze w prawą dłoń i schowała do kieszeni spodni. W swym całym życiu nie widziała mężczyzn spinających włosy. Nikt na froncie nie miał aż tak długich włosów. Chociaż wizja robienia warkoczyków Steve wyglądała obiecująco...nie.
- Miło poznać - rzuciła już nieco luźniej. A na pytanie nie odpowiedziała. Zdążył wyczytać jednoznaczną odpowiedź po jej mimice. Pogładziła dłonią kark i ruszyła za nim. Trzecie piętro. Mieszkanie 69. Prawdopodobnie nadrobi kondycje biegając w tą i z powrotem po schodach. To bardzo dobry i wypróbowany sposób!
- Nie wiem, od czego zacząć. Miasto rozrosło się niesamowicie i łatwo zbłądzić - stwierdziła wchodząc właśnie po schodach. W tym czasie nie spuszczała wzroku z towarzysza, jakby w każdej chwili mógł się na nią rzucić.
- Jak długo mam tu mieszkać?


Wojna
opiera się na ludzkich błędach i nieludzkich czynach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Nie Kwi 15, 2018 11:00 am

Cheis wbiegał po schodzą co dwa stopnie, z rękoma w kieszeniach spodni. Robił to zaskakująco lekko i jakby entuzjastycznie choć jeszcze chwilę wcześniej nic nie wskazywało, by miał wykazywać taką postawę. Ciężko było stwierdzić, co było przyczyną nagłej zmiany nastawienia - Fakt, że niedługo jego rola w tym przedstawieniu dobiegnie końca, czy też coś zupełnie innego, jaka myśl która nagle i nieoczekiwanie zagościła w jego głowie. Gdzieś na wysokości drugiego piętra zaczął nawet pogwizdywać "Black Betty" zespołu Ram Jam. To zdecydowanie była jego ulubiona piosenka
Co jakiś czas oglądał się przez ramię, w kierunku Rebbeci tak, jakby chciał sprawdzić czy na pewno idzie za nim, a chwilę potem ruszał tak samo energicznie jak wcześniej.
Gdy oboje dotarli na trzecie piętro, jakby nigdy nic oparł się ramieniem o ścianę klatki schodowej i skinieniem głowy wskazał drzwi prowadzące do nowego mieszkania agentki Barnes.
- To tutaj. - Zakomunikował jednocześnie dyskretnie zerkając na jej nogi. Cóż, był tylko... Soba. Z pewnymi słabościami nie umiał, a nawet nie chciał i co za tym szło nie usiłował walczyć. Skoro było na co popatrzeć (A w tym przypadku zdecydowanie było) i nikomu nie przysparzało to szkody... To czemu nie? Szybko zamarkował ruch głową, jakby obiektem jego oględzin wcale nie były nogi jego towarzyszki, a coś innego, znajdującego się dalej.
- Miasto jak miasto. Dla mnie zawsze wydawało się nieco zbyt głośne. Choć może nie... - Zamyślił się jakby unosząc wzrok wbijając go gdzieś w ścianę. Pogrążył się we wspomnieniach. Nie tak znowu odległych.
- Nie. Po namyśle nie... Dopiero po powrocie z Kambodży zaczęło takie być. Jakby rozrosło się w międzyczasie, napuchło. Bardziej osaczało. - Wyjaśnił lekkim tonem znowu poprawiając kosmyk włosów, który nie chciał dać za wygraną.
- Oczywiście wiem, że to farmazon. To przez kontrast. Było gorze, a teraz znowu zaczynam czuć się jak w domu. Ty też przywykniesz, nawet szybciej niż myślisz. - Sprostował czekając aż kobieta otworzy drzwi od swojego lokum.
- Tak naprawdę... - Zaczął, ale urwał zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie nie powinien wnikać. W S.H.I.E.L.D. nie powiedzieli mu absolutnie nic o Becc, a sam też nie szukał, nie drążył bo i czemu by miał, ale... zastanowiło go to. Wspomniała, że "Miasto rozrosło się niesamowicie". To ile czasu jej tu nie było? Kilka lat? Mimo wrażenia bycia przytłoczonym po powrocie z Kambodży nie odniósł wrażenia, by metropolia stała się większa... Fizycznie. Owszem, budowała się, ale nie na taką skalę, by to samo w sobie szokowało. Ile mogła mieć lat? Nigdy nie był dobry w szacowaniu czyjegoś wieku, ale... Dwadzieścia dwa lata? Na pewno nie więcej niż trzydzieści? Coś takiego? To nadal za mało..
No nic. Nie było sensu się nad tym rozwodzić. Wolał skupić się na pytaniu, które mu zadano.
- Więc możesz mieszkać tu tak długo jak będziesz potrzebowała lub zechcesz. Oczywiście dla T.A.R.C.Z.Y. w sposób oczywisty wygodnym będzie, byś właśnie tutaj została jak najdłużej, ale jakby to powiedzieć... No łańcuchami do kaloryfera cię nie przykujemy... - Nakreślił sprawę dość enigmatycznie i zaśmiał się ze szczerym, nieudawanym w najmniejszym stopniu rozbawieniem.
Powrót do góry Go down
avatar
Rebecca Barnes
Strażnik Chatboxa

Liczba postów : 143
Join date : 09/03/2018

PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Wto Kwi 24, 2018 5:58 pm

Próbowała nadążyć za susami mężczyzny. Długa hibernacja nie wpłynęła raczej pozytywnie na kondycje Beccy. Można by rzec, że wręcz przeciwnie. Ale już niedługo treningi przygotowawcze S.H.I.E.L.D.U miały postawić ją z powrotem na nogi w pełni dawnych sił, a nawet w jeszcze w lepszej formie. Krótkich nóg też nie miała, więc nie zostawała w tyle. Może faktycznie powinna zacząć biegać z parteru na trzecie piętro dwa razy dziennie? Dobra. Nie oszukujmy się. Gdy stanie się pełnoprawnym agentem będzie łazić w tą i z powrotem nie jeden, ani nie dwa razy. Trudno przewidzieć, kiedy dostanie się niespodziewanie wezwanie na misje. Nawet, kiedy teoretycznie ma się wolne.
Rebecca złapała powietrza w usta i spojrzała w kierunku wskazanych drzwi. Wyprostowała się, przeciągnęła, wyłapując kątem oka spojrzenie towarzysza. Uniosła delikatnie brew. Była dość spostrzegawcza i w pierwszej chwili myślała, że wpatruje się w jej, jakże zgrabne, nogi. W drugiej chwili pomyślała, że komplementuje równie piękne dziury po odpadającym tynku. Ah ci faceci! Wróciła spojrzeniem do trzymanych w dłoni kluczy i bez wahania włożyła je w zamek drzwi.
- Zdecydowanie nie. Nowy Jork był oazą względnego spokoju. Bardziej stonowany - odparła przekręcając klucz i popychając delikatnie drzwi, niemal zderzając się w niezwykle agresywnym wieszakiem. Mrugnęła kilkakrotnie oczami, dłonią odsunęła niebezpieczny przedmiot pod ścianę wąskiego korytarza. Szare ściany nie wyglądały jakoś tragicznie, ale zdecydowanie przydałoby się malowanie. Wkroczyła do środka.
- Przebywałeś w Kambodży? - zapytała z wewnątrz, czekając aż sam wejdzie. Nie wypadało rozmawiać przez ściany. Pominęła już sam fakt, że nie kojarzyła takiego miejsca. A powinna? W każdym razie na myśl o nowym domu pokiwała głową. No tak. Częściowo Nowy Jork był jej domem. Ale już nie tym samym. Stracił swój urok i przywodził same złe wspomnienia z przeszłości. Z czasem wszystko się zmieni. Czas leczy rany, czy coś w tym guście.
Rozejrzała się po kuchnio-jadalnio-salonie.
- Będzie trzeba to jakoś urządzić... - mruknęła bardziej do siebie niż do Chrisa, przekładając kosmyk niesfornych włosów za ucho. Pomieszczenie było niemal puste. Zajmowane przez stół, trzy krzesła, niezbędne urządzenia kuchenne i...i to właściwie wszystko.
- Jestem w stanie wyobrazić, że bylibyście w stanie to zrobić. - Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. - Wygraliśmy wojnę. Wciąż to zaskakujące. - Odwróciła się do Oneshota, by po chwili spojrzeć na czajnik elektryczny. Bała się, że jednym dotknięciem wszystko zepsuje.
- Będziemy wspólnie pracować?


Wojna
opiera się na ludzkich błędach i nieludzkich czynach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Czw Maj 10, 2018 2:37 pm

Kiedy Rebecca ruszyła wgłąb mieszkania, Shot przykleił tym razem wzrok do jej pośladków. Zrobił to o wiele bardziej dostanie niż poprzednio albowiem... Mógł. Idąca przodem kobieta i tak nie zauważyłaby oczu mężczyzny wodzących po tym, po czym wodzić zapewne nie powinny. Fakt faktem spodobało mu się to co zobaczył, a kącik jego ust oraz brew uniosły się nieznacznie w wyrazie uznania. Cóż było poradzić? Chris był tylko facetem i to facetem wyjątkowo podatnym na kobiece wdzięki, a tutaj zwyczajnie było co podziwiać. Nigdy w życiu by nie przypuszczał, że ma przed sobą stulatkę i... Pewnie nawet gdyby ktoś go o tym poinformował to... By zwyczajnie nie uwierzył.
Gdy tylko znalazł się w przedpokoju, jak gdyby nigdy nic rzucił swoją marynarkę tak, by zawisła na wieszaku. Zrobił to tak niedbale, że element jego stroju mundurowego wyglądał obecnie jak szmata. Znaczy... Jeszcze bardziej jak szmata.
- Ano byłem. - Potwierdził zdawkowo rozglądając się po pomieszczeniach, ale bez szczególnego zainteresowania. Jego ręce były ukryte w kieszeniach, a myśli skupione na tej ładnej panience.
- Tam mnie tak naprawdę zwerbowali i tak siedzę w S.H.I.E.L.D. już... Kilka lat... - Dodał po krótkim namyśle znowu taksując jej nogi.
- A ty? Gdzie ciebie wykopali i czym podpadłaś, że musisz robić w Tarczy? - Zagaił lekko, z wyraźnym rozbawieniem. Oczywiście żartował. Robota nie była taka zła, jeśli wiedziałeś co robić i liczyłeś się z potencjalnym ryzykiem. Tak naprawdę w porównaniu z Kambodżą był to jeden wielki cholerny piknik.
Kiedy dziewczyna oglądała sypialnię on stanął w progu opierając się plecami i potylicą o framugę. Widział wiele takich mieszkań. Wszystkie był podobne, ale chyba żaden agent jeszcze nie zaczął od "trzeba będzie urządzić". No w końcu kobieta. Jemu samemu nie przeszkadzałby odpadający tynk i zarywające się łózko, ale jeśli chciała, to czemu nie?
-O której wojnie mówisz? - Zdziwił się nagłym zachwytem czy też może zaskoczeniem, które wyraziła jego towarzyszka. Tak naprawdę postawione przez niego pytanie nie było wcale głupie, wszak USA słynęło ze szczodrego, charytatywnego eksportu demokracji do krajów, które wcale jej nie chciały albo nie potrzebowały. Najczęściej kraje te dziwnym zbiegiem okoliczności miały dość bogate złoża ropy.
- Czy będziemy razem pracować... Tego akurat nie wiem. Zależy jaki dostałaś albo dostaniesz przydział. Ja pracuję głównie w terenie. - Wyjaśnił nieoczekiwanie podchodząc do jednego z gniazdek elektrycznych. Kucnął przy nim opierając łokcie na kolanach i zaczął rozkręcać wydobytym z kieszeni scyzorykiem. Po chwili wyciągnął obudowę ze ściany, ostrożnie rozchylił kable i spomiędzy nich wyciągnął małą pluskwę - standardowy i podstawowy podsłuch. Zamontował gniazdko na jego poprzednim miejscu, a urządzonko umieszczone na opuszce palca wskazującego pokazał Becc.
- ...Myślę, że w sypialni tego akurat nie potrzebujesz. Od razu uprzedzam - W łazience też sprawdź. To à propos tego wcześniejszego "łańcucha". - Uśmiechnął się szeroko pokazując garnitur nieskazitelnie białych zębów.
- Wiesz, Agentowi trzeba ufać ale należy sprawdzać czy jest wierny. - Dodał znowu zajmując swoje wcześniejsze miejsce w drzwiach.
- No niemniej jeśli nawet nie będziemy pracować razem to nic nie stoi na przeszkodzie, by nieco lepiej się poznać. - Nie mógł się powstrzymać. Był w końcu sobą.
Powrót do góry Go down
avatar
Rebecca Barnes
Strażnik Chatboxa

Liczba postów : 143
Join date : 09/03/2018

PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Pon Maj 21, 2018 7:07 pm

Nie zwracała większej uwagi na strój mężczyzny ani na jego tyłek . W chwili obecnej istniały o wiele ciekawsze rzeczy. Chodź sam fakt, że ludzie odeszli od starej mody nieco przytłaczał. Teraz wszystko było takie barwne i jaskrawe. Dodajmy do tego wszechobecność neonów i reklam dotyczących sprzedaży alkoholu i tym podobne, a utrata wzroku gwarantowana. Właściwie Becca już źle widziała. Siedzenie tyle lat w komorze, śpiączka i sam wiek złożyły się na drobną wadę wzroku, którą na chwilę obecną skorygowano soczewkami. Oczywiście niekomfortowo się z nimi czuła i miała ochotę je jak najszybciej ściągnąć, ale jeszcze by sobie krzywdę zrobiła. Ważne, że widziała.
- Jak tam jest? - przekrzywiła nieco głowę. Była ciekawa świata, jaki ją otaczał. Kambodża brzmiała zachęcająco. Musiała tyle zwiedzić...i tyle rzeczy poznać.
- Z gruzów tajnego laboratorium w Wielkiej Brytanii, kilka metrów pod ziemią. - Shot nawet nie wiedział, jak trafnie zażartował. Chwilę milczała, zastanawiając się czy odpowiedzieć na drugie pytanie. Odgarnęła w tym czasie kosmyki niesfornych włosów z twarzy. Nie była jeszcze ślepa i dostrzegała ukradkowe, albo i nie, spojrzenia Shota. Była już do tego przyzwyczajona. W końcu przez wiele lat pracowała w barze. Przejechała dłonią po karku.
- Nawet nie wiem. Nie wyjaśnili mi wszystkiego. Podobno to długo zajmie, procedury... - dodała po tej chwili, odwracając się ponownie w stronę sypialni. Już wybierała nowy kolor dla ścian. No dobra, nie zajrzała nawet do tych katalogów z farbami i fikuśnymi nazwami, ale po co to komu?
- Jak to której? - odwróciła się gwałtownie w jego stronę, szczerze zaskoczona pytaniem. Myślała że to oczywiste. W końcu, gdyby nie ta wygrana, nie byłoby ich tutaj. Prawdopodobnie. Nie wiadomo, co zrobiłby z tą władzą człowiek tak okrutny...
- Oczywiste, że mam na myśli drugą wojnę światową. To było koszmarne. Tyle śmierci na własne oczy, niepotrzebnej. - Przeczesała dłonią włosy, podchodząc bliżej, gdy mężczyzna zaczął majstrować przy gniazdku.
Technologia to świństwo. I to wielkie, co właściwie tylko potwierdzał podsłuch w mieszkaniu przyszłej agentki. Przyjrzała się uważnie małemu urządzonku i zmarszczyła brwi.
- Dziękuje. Sprawdzę. - Skinęła głową w podzięce i wyprostowała się, spoglądając raz jeszcze po pomieszczeniu. - W takim razie, mów mi Becca. Tak prościej. Napijesz się czegoś? - zapytała całkowicie zapominając o jakże pięknym, elektrycznym czajniku.


Wojna
opiera się na ludzkich błędach i nieludzkich czynach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Wto Maj 22, 2018 8:05 am

Chris dość długo nie ruszał się z miejsca. Co ciekawe jeszcze nie kazała mu spierdalać co wbrew pozorom nie było aż tak oczywiste. Jego wrodzony wdzięk, bezpretensjonalność i "przesadna otwartość na relacje damsko-męskie sprawiały, że nawiązywanie relacji nie było proste. No... Przynajmniej nie takich, jakich oczekiwały względnie normalne i moralne kobiety. Na jego szczęście pozostawały jeszcze te mniej moralne. Kiedy tylko miał okazję, raz za razem przyklejał się wzrokiem do Becc, jednak robił to możliwie mało inwazyjnie i... Milczał. Milczał dość długo, dając kobiecie czas, na zapoznanie się ze swoim nowym "apartamentem".
- Jak tam jest? - Powtórzył wreszcie w zamyśleniu unosząc wzrok ku sufitowi. Nie było to teatralne. Po prostu na chwilę naprawdę się zamyślił, wrócił wspomnieniami do czasów, kiedy z konieczności został najemnikiem. Następstwo głupich, życiowych wyborów. Było naprawdę ciężko i niewdzięcznie. Trudno było spać kiedy deszcz leje ci się za kołnierz i nie wiesz czy jak zamkniesz oczy, to je jeszcze otworzysz.
- Było gorąco i mokro... - Odparł po dość długim namyśle. Początkowo planował na tym zakończyć, ale nie wiedząc czemu i jakby nieco wbrew sobie kontynuował:
- Zajmowaliśmy się... Powiedzmy ochroną. To był paskudny rejon. Kilu zwalczających się, walczących o wpływy watażków, a pomiędzy nimi my. Byli bardzo słabo uzbrojeni, ale co ważniejsze byli u siebie, a my nie. Czasami zamykałeś oko tyko na pięć minut, by dać mu odpocząć i uważałeś to za luksus, a nawet wtedy zastanawiałeś się, czy je jeszcze otworzysz. Ale ci, którzy pracowali pod nami, których zabezpieczaliśmy mieli gorzej... Nam dobrze płacono i nie zastanawialiśmy się czy zginiemy, tylko co sobie potem kupimy, oni nie mieli nic. Więc jeśli pytasz jak tam jest: Ciężko, a jak bardzo zależy od roli, w jakiej się tam znajdziesz. - Wyjaśnił drapiąc się wreszcie po niedogolonym policzku. Mówił to bardzo spokojnie. Nie bez emocji, ale bez żalu czy pretensji w głosie. Nie miał w zwyczaju się nad sobą użalać, biadolić. Było jak było.
Z każdą kolejną minutą coraz bardziej zastanawiał się skąd ona się urwała. Była... Dziwna. Fajna, ładniutka jak z obrazka ale tak niesamowicie odklejona od rzeczywistości.
- Tajne laboratoria. Te lubię najbardziej. - Sarknął, ale szybko przeszedł w ten swój szczery, szeroki uśmiech. Nie. Zdecydowanie nie czuł potrzeby, by zacząć teraz  opowiadać o swoich własnych doświadczenia z tajnymi kompleksami badawczymi. Swoją drogą to dość zabawne. Można było odnieść wrażenie, że wystarczy rzucić kamieniem w losowym kierunku, by trafić nim w zamaskowany właz prowadzący do kolejnej sekretnej pracowni.
- No... O której wonie mówisz... - Powtórzył swoje pytanie.
- Wojnie koreańskie z 1950, o kryzysie kubańskim, o Wietnamie, Zatoce Perskiej czy Iraku? - Wyliczył z pamięci. Trochę się tego namnożyło i tak naprawdę brał pod uwagę każdą z nich, ale nie Drugą Światową.
- Chwila... Zaraz... - Wyciągnął przed siebie obie ręce w stopującym geście.
- Jeszcze raz, ale wolniej. Mówisz o II Światówce? Tej z austriackim akwarelistą z wąsikiem? - Upewnił się patrząc na swoja towarzyszkę tak, jakby chciał się upewnić, że nie robi sobie z niego kolokwialnie mówiąc jaj.
- I jak " na własne oczy"? To ile ty właściwie masz lat? - Zapytał wreszcie wprost. Było to subtelne jak usypianie niemowlęcia młotkiem ciesielskim, ale taki właśnie był.
- Tak... Zdecydowanie muszę się napić. A wmawiałem sobie, że nic mnie już nie zaskoczył. - Dodał po chwili wyjmując stalową piersiówkę. Odkręcił nakrętkę i już miał ją przytkną do ust, jednak przypomniał sobie, że nie jest sam.
- Dziabniesz? - Znowu odsłonił zęby w uśmiechu.
- Dobra... Mów mi Chris albo Oneshot. Jak wolisz... Becca... - Zrewanżował się.
Powrót do góry Go down
avatar
Rebecca Barnes
Strażnik Chatboxa

Liczba postów : 143
Join date : 09/03/2018

PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Wto Maj 22, 2018 7:46 pm

Być może na nieszczęście Chrisa Becca była moralną kobietą i w żaden sposób nie pchała się w relacje damsko-męskie prowadzące do całkiem wygodnego łóżka w nowej sypialni. Albo na blat. Pralkę. Cokolwiek. Można wymieniać w nieskończoność, ale nie o to w tym chodzi. Szansa na to, że Oneshot poderwie z miejsca akurat tą kobietę, była stosunkowo niewielka. Ba! Mógł zacząć prawić jej komplementy, przynieść kwiaty i ulubione czekoladki z musem truskawkowym, ale z całą pewnością nie dałaby się na to nabrać. Z doświadczenia, i ostrzeżeń braciszka jak i rodziców, wiedziała, jak takie rzeczy się kończą. Relacje z mężczyznami należały do trudnych i nieprzewidywalnych. A nie chciała skończyć z brzuchem. Co by powiedział na to Steve? Albo James? Cholera! Co by sama o sobie powiedziała? W końcu nie była pierwszą lepszą z ulicy, nawet jeśli teoretycznie pracowała w barze jako striptizerka.
Nomad nie spodziewała się wylewnych słów ze strony towarzysza. Raczej myślała, że zakończy na tych pierwszych słowach. Osobiście nie należała do osób, które zwierzały się na prawo i lewo. Swoje przeżycia wolała zachować wyłącznie dla siebie. Ale wybudzenie, szok który doznała i to wszystko skumulowało się. Czuła wewnętrzną potrzebę porozmawiania z kimś na te wszystkie tematy. Chciała rozwiać wątpliwości i niepokój, który ją ogarniał. Bała się przyszłości. I tego, co zostawiła za sobą. Ten moment miał być przełomowym w jej życiu. Bezustannie zadawała sobie jedno pytanie; czy przetrwa w tych czasach? Pragnęła przydać się na coś i poważnie rozważała szczerą i obopólną współpracę z SHIELD. Ci wybudzili ją, dzięki tej dziwnej organizacji żyje, teraz oczekiwali od niej zaangażowania. Może to wcale nie taki zły pomysł? Za czasów wojny broniła kraju. Teraz też mogłaby to robić, ale w nieco inny sposób.
Wysłuchała go w całkowitej ciszy. Jasnobłękitne oczy nie odrywały się od twarzy mężczyzny, gdy ten opowiadał. Cóż, iluzja przyjemnego miejsca do spędzenia wolnego czasu prysła niczym bańka mydlana. To musiało być straszne dla tych ludzi. I ogólnie rzecz biorąc, Becca rozumiała, że na świecie są jeszcze miejsca, które prezentowały się w taki, a nie w inny sposób.
- Wiele przeżyłeś - zauważyła przenosząc ciężar ciała na lewą nogę. Powoli w głowie kreowała sobie postać Shota. Oceniała jego zachowanie, sposób w jaki się wypowiadał. Wszystko, co mogło pomóc jej przybliżyć się do niego bądź też oddalić. Trzeba w końcu poznawać mocne i słabe strony ludzi, by w razie potrzeby wiedzieć jakie stanowią zagrożenie. Nie żeby uznawała go za jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Był agentem TARCZY. Nie zrobiłby jej krzywdy..no dobra. Może gdyby faktycznie chciał, to by zrobił. I dostałby srogi ochrzan od przełożonych...ale to już inna kwestia.
- To tyle się działo? Opowiedz mi o nich. Wszystkich, proszę. - wtrąciła się zanim ten postanowił wyrazić swoje zdziwienie. Rikki oparła dłonie o biodra i pochyliła się nieco do przodu, taksując go wzorkiem. Czy on pytał się na poważnie?
- Jeśli masz na myśli Adolfa Hitlera, owszem - odpowiedziała całkiem serio. Nawet powieka jej nie drgnęła, a usta pozostawały w cienkiej linii.
- Zwyczajnie. Pilotowałam myśliwce i przewoziłam zaopatrzenie za linie frontu. Dam o wiek się nie pyta. W każdym razie, odpowiadając, 97 lat. - dodała jakby to było całkiem normalne. No bo, to nic dziwnego, że ma 97 lat i mówi o drugiej wojnie światowej, w której sama brała udział. Prawda?
- Uhmm...wybacz, nie spożywam trunków alkoholowych. Wyłącznie wino od okazji. - Uśmiechnęła się słabo i zaczęła grzebać po szafkach, by odnaleźć cokolwiek, co mogło się nadać do zrobienia ów kawy. A przy okazji poszukiwała samej kawy. TARCZA chyba powinno ją zaopatrzyć w takie rzeczy.


Wojna
opiera się na ludzkich błędach i nieludzkich czynach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Wto Maj 22, 2018 8:41 pm

Cóż, Shot o moralności Becc w oczywisty sposób wiedzieć nie mógł, ale na obecnym etapie nawet nie pomyślał o próbie zaciągnięcia jej do łóżka. Dobra, pomyślał! Ale tylko przez chwilkę i szybko porzucił tę myśl na rzecz kontemplowania urody poszczególnych partii jej ciała. Nawet jak na jego standardy relacja "Cześć, to Twoje nowe mieszkanie, a to twoje nowe łóżko. Sprawdzimy czy skrzypi?" była dziwna. Był kobieciarzem, ale zachowywał przynajmniej pozory przyzwoitości i klasy. Jeśli się przyglądał to raczej dyskretnie. Jeśli komplementował to tylko szczerze. Jeśli uwodził to dlatego, że była tego warta.
Cóż...  Ta zdecydowanie warta była. Przynajmniej jeśli chodziło wizualne. Werbalnie też go do siebie nie zraziła, nie rzucała "Lol" co wcale nie było takie oczywiste? Czy istniało coś bardziej aseksualnego? No, może nieogolone nogi. Jednak nadal zdawała się jakaś dziwna... Jakby nie do końca radziła sobie z otaczającym ją światem? Jakby wszystko ją dziwiło i fascynowało. Niby starała się nad tym panować, ale Chrisowi nie umknął ten dziwny, pełen ekscytacji błysk w jej oczach. No ale musiał przyznać - dobrze trzymała fason.
Bardzo szybko sprawa stała się jasna. Pluvier nawet nie miał zamiaru maskować swojego zaskoczenia, kiedy kobieta wyjaśniła mu ile ma lat. Zwyczajnie, najprościej na świecie rozdziawił usta, wybałuszył oczy i przez dłuższą chwilę po prostu wpatrywał się w towarzyszkę bez cienia zażenowania.
- Dobrze się trzymasz! - Oświadczył wreszcie radośnie kiedy nieco przetrawił informację. Tak naprawdę robił dobrą minę do złej gry i starał się wyglądać na mniej zszokowanego niż był w rzeczywistości. I znowu uśmiechnął się szeroko, rozbrajająco i niezbyt mądrze, ale co zrobić? Taki właśnie był.
- No to faktycznie masz trochę do nadrobienia. - Przyznał pociągając z piersiówki do dna. Jednym duszkiem opróżnił metalową manierkę, potrząsnął kilka razy tak, by ostatnie krople wpadły do jego przełyku i wreszcie westchnął lekko unosząc brwi. No jednak te wynalazki miały trochę mocy.
- Ale na opowiadanie o wojnach chyba czasu nie mamy. No, w każdym razie nie aż tyle ile by to wymagało! No i weź pod uwagę, że nie jestem historykiem. Wiem o nich tyle o ile. Hej, ale co za problem sprawdzić? Google zapewne zaspokoją twoją ciekawość. Tylko jakbyś miała kawałek kartki to zaraz zapiszę ci byś nie zapomniała... - Zaczął oklepując kieszenie w poszukiwaniu długopisu, ale szybko przestał.
- Wiesz jak posługiwać się Googlami nie? - Zapytał, bo właściwie po namyśle to wcale nie było aż takie oczywiste?
- No wiesz... Komputer, laptop? Coś ten..? Ogarniasz tak trochę? - Pytał zupełnie serio, bez cienia szyderstwa. Nie brał tego wcześniej pod uwagę, ale faktycznie ten świat mógł jej się wydawać dziwny i taki inny... Właściwie miał podobnie po powrocie z Kambodży choć na mniejszą skalę.
Powrót do góry Go down
avatar
Rebecca Barnes
Strażnik Chatboxa

Liczba postów : 143
Join date : 09/03/2018

PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   Pią Maj 25, 2018 7:00 pm

O nieogolone nogi Chris nie musiał się martwić. Ani o rzucanie ''lol, żal'' czy podobnymi słówkami, których Becca obecnie jeszcze nie ogarniała. Ta dziwna mowa współczesnej młodzieży była niezwykle irytująca i wybijająca z rytmu. Albo te ich dziwaczne stroje. Kto wymyślił tą całą nowoczesną modę?! Kiedyś to było, a nie to, co teraz!
- Dziękuje. To nie moja zasługa. - mimowolnie odwzajemniła uśmiech, którym obdarował ją Oneshot. Zwyczajnie nie potrafiła tego nie zrobić. Wyglądał na sympatycznego, a same jego stwierdzenie nieco rozbawiło tą żywą skamielinę. W końcu...faktycznie wyglądała młodo. Ba! Wciąż nie odchodziła od swojej trzydziestki. A wszystko dzięki serum, lekowi, który jej podano w celu uratowania jej życia. Gdyby nie projekt S.E.N prawdopodobnie zostałaby odłączona od wszelkiej aparatury i pogrzebana w grobie, który obecnie był bez ciała. Tak jak ten Rogersa czy jej własnego brata. Oczywiście jeszcze nie wiedziała o tym z własnym nagrobkiem i Steve'a, chociaż była pewna tego, że żaden z jej przyjaciół nie przetrwał do dziś. W ewentualności byli staruszkami, mieli wnuki...których chętnie by poznała!
- Trochę? To chyba za mało powiedziane. - odparła przyglądając się jak opróżnia swą piersiówkę. Nigdy nie piła i nie popierała tego. Głównie przez swe doświadczenia z ojcem. Zawsze obawiała się, że James podzieli przypadłość ich rodziciela i zacznie pić na umór. Jeśli miała już pić to wyłącznie od wyjątkowej okazji i w towarzystwie kogoś, komu w pełni ufała. No i dodajmy, że naprawdę niewielką ilość.
- Google? W jaki sposób moje gogle lotnicze mają pokazać mi to, co działo się....- urwała zdając sobie sprawę, że mężczyzna mówił całkowicie o czymś innym. Zażenowała się tym. Jedyne gogle jakie znała to te, które nosiła do munduru i okulary. Ale żeby słyszała o czymś takim jak wyszukiwarka? No...nie. Niestety nie. Odwróciła na moment wzrok zmieszana.
- Komputer? - uniosła wysoko brew. Technologia była jak najbardziej przeciwko niej. - Nie. Co to jest?


Wojna
opiera się na ludzkich błędach i nieludzkich czynach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [2009] Manhattan, Nowy Jork   

Powrót do góry Go down
 
[2009] Manhattan, Nowy Jork
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Nowy Świat

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Porzucone retrospekcje-
Skocz do: