IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [1945] Nowy Jork

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Rebecca Barnes
Strażnik Chatboxa

Liczba postów : 63
Join date : 09/03/2018

PisanieTemat: [1945] Nowy Jork   Sro Mar 21, 2018 8:51 pm

Nowy Jork w 1945, Mieszkanie Barnesów
Nie za duże, ale też nie małe mieszkanie w Nowym Jorku. Z zewnątrz przypomina jak każdy inny dom za czasów wojny. No, nie był jeszcze w gruzach i trzymał się całkiem dobrze. Zanim wejdzie się do wewnątrz trzeba przekroczyć wiekową furtkę. Mieszkanie jest gustownie, oczywiście tanio, wygospodarowane. Znajdują się tu dwie małe sypialnie, łazienka, kuchnia i jako tako salon. Bardzo charakterystyczną cechą tego domu jest...kanapa. Kanapa, która jest tu od lat i wiążę ze sobą wiele wspaniałych wspomnień (jak i tych złych). Ponieważ mieszkanie długo nie było użytkowane, jest trochę zakurzone.


Przerażające zimno kuło bezlitośnie twarz i całe ciało, mimo ciepłego ubioru, jaki miała na sobie Rebecca. Wtuliła nos w materiał płaszczu chcąc nieco złagodzić szczypiący mróz. Nie przynosiło żadnych pozytywnych rezultatów. Stała tak na mrozie dobre kilka godzin zanim skierowała się do przytulnego mieszkania. Uprzednio odebrała rozkazy od wyżej postawionych przełożonych. W Nowym Jorku była od rana. Wylądowali około szóstej. A teraz marzli wymieniając ze sobą parę zdań. Rikki czuła się dobrze wśród swoich towarzyszy. Co prawda nie traktowali jej na równi z sobą, ale szanowali. Wredne docinki z pierwszych miesięcy służby w Siłach Powietrznych zniknęły. Przynajmniej nie pojawiały się co tydzień, a znacznie rzadziej. O ile w ogóle. Narzekając na ślimacze tempo szefostwa myślała o Buckym i Steve. Gdzie teraz byli? Co robili? I przede wszystkim - czy byli cali i zdrowi? Wiedziała, że nie mogła być przy nich. Zresztą, nie pozwoliliby na to. Stanowczo sprowadziliby ją na ziemię i zabroniliby za wszelkie skarby świata pchać się do wojaczki. Ale nie! Becca grała według własnych zasad, nikt nie będzie mówił jej, jak powinna postępować w tych ciężkich czasach. Pragnęła tego, co wszyscy - wolności dla ojczyzny i nie miała zamiaru siedzieć z założonymi rękoma. Dlatego też nie powiedziała mężczyznom o swym obecnym położeniu. Gdy tylko James poszedł do wojska, zrobiła to samo bez chwili wahania. Ukrywała to. Chociaż...skąd niby mieliby wytrzasnąć takie informacje? Na głowie mieli nazistów i coś znacznie gorszego. Widmo śmierci.
Barnes otrząsnęła się z rozmyślań. Stała na środku zadziwiająco spokojnej ulicy. Jutro mieli wyruszyć do Wielkiej Brytanii. Do tego czasu ogarnie się i przygotuje. Mając trochę wolnego czasu pierwsze co zrobiła, to skierowała się właśnie pod swój dom. Dowiedziała się, że Victor, oficer bliski kobiecemu sercu, jest daleko stąd i za szybko to nie wróci, więc co innego pozostało? Z drobną rezygnacją pchnęła furtkę. Ciche skrzypnięcie rozdarło ciszę. Nie zwróciła najmniejszej uwagi na listy wylewające się z skrzynki. Zajmie się tym później, jak już ogrzeje się i wypije ciepłą herbatę. Odłożyła płaszcz na wieszak. Po krótkiej chwili zdecydowała się przebrać w swobodne, cywilne ubrania. Nie spodziewała się, że ta decyzja miała uchronić ją od odkrycia prawdy przez pewnego blond osobnika. Zresztą, kto by ją tego dnia mógł odwiedzić? Tyle ludzi już pukało do drzwi mieszkania Barnesów, ale nikt od 1941 roku ich nie uchylił. Wewnątrz było ponuro i tylko minimalnie cieplej niż na zewnątrz. Rebecca zdała sobie sprawę, że gdziekolwiek nie spojrzała, widziała swych najbliższych. Z zaparzoną herbatą stanęła w progu kuchni i oparła się o framugę wpatrzona w kanapę. Steve. Od kiedy go znała, był strasznie chorowity. Becca nie potrafiła patrzeć na niego obojętnie, gdy tak cierpiał. To właśnie na tej kanapie przyszło mu spędzić pierwsze noce w mieszkaniu Barnesów. Potem Becca załatwiła mu wygodniejsze miejsce do spania we własnej sypialni, a sama przeniosła się do salonu. Oczywiście Bucky protestował, że to on zajmie jej miejsce. Nomad była uparta. To chyba dziedziczne. Rzecz jasna zaprotestowała.
Nie odciągała wzroku od mebla uśmiechając się pod nosem. Czy kiedykolwiek przyjdzie jej zobaczyć ich jeszcze razem? Tak radosnych, uśmiechniętych...przy nich była tak szczęśliwa...jak nigdy w życiu.
Przez skupienie na wspomnieniach całkowicie zapomniała o drzwiach, których nie domknęła. Nic dziwnego, że czuła chłodny powiew wiatru na twarzy, który ignorowała. Lecz dla zwykłego przechodnia widok ten mógł sugerować co najmniej włamanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 339
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Nowy Jork   Pią Mar 23, 2018 8:36 pm

Steve został odesłany do USA zaraz po ucieczce z feralnego pociągu. Akcja okazała się fiaskiem, poświęcenie Bucky'ego nic nie dało, a Rogers został otępiały, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Przy pomocy innych z Howling Komando udało się im przepchnąć będącego w szoku i pierwszych dniach żałoby Steve'a z powrotem do kraju, żeby nie narażać go na potencjalne niebezpieczeństwo. Rogers nie opierał się. Już nie miał czemu.
Dostał się do Nowego Jorku na krótkie zwolnienie. Tydzień na pożegnanie najlepszego przyjaciela, który niejednokrotnie ratował mu tyłek. Parszywy świat, parszywi naziści, ta potworna wojna. Steve wiedział jednak, że nie może się po prostu zaszyć w swoim domu i udawać, że świat nie istnieje. Miał jeszcze jedną misję do wykonania, choć miał wrażenie, że będzie ona dużo trudniejsza od tej w zamku Wolfenstein.
Choć z początku skrajnie obojętny, to im bliżej był domu Rebecci, tym czuł coraz większy niepokój. Bał się tego jak siostra Jamesa zareaguje na tak potworną i przerażającą informację. Owszem, już raz dostała list, że jej brat umarł, ale teraz... teraz Cap musi powiedzieć jej o tym prosto w twarz. I nie wiedział, czy jest gotów na pełnię konsekwencji swojego uczynku. Gdy stanął przez furtką jeszcze rozważał, czy nie uciec, ale jego ciało kompletnie go nie słuchało. Szedł równym, miarowym krokiem w stronę drzwi, nic sobie nie robiąc z zimna, na które był odporny. A przynajmniej nie odczuwał go w takim samym stopniu jak dawniej.
Jednak gdy zauważył otwarte drzwi od razu się zaniepokoił. Jego organizm, w chwili nagłego skoku adrenaliny, cicho wszedł do środka, uważnie rozglądając się za włamywaczem. Poczuł napływ złości, że nie dość że stracił przyjaciela, to ktoś śmie skrzywdzić jeszcze jego siostrę!
Ale na to Steve nie zamierzał pozwolić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Rebecca Barnes
Strażnik Chatboxa

Liczba postów : 63
Join date : 09/03/2018

PisanieTemat: Re: [1945] Nowy Jork   Sob Mar 24, 2018 12:43 am

Wspominała tak wpatrzona w kanapę. Nie wiedziała jak długo stoi oparta o framugę drzwi. Zastanawiała się nad życiem. A przede wszystkim nad losem jej dwóch mężczyzn. Jak im się wiodło? Czy byli bezpieczni? Wchodząc do mieszkania Steve nie wiedział na co się pisze. Musiał sprostać o wiele trudniejszemu wyzwaniu. Bowiem Becca nie dostała żadnych informacji o śmierci jej najdroższego brata. Tak właściwie to dostała, ale list z szczerymi kondolencjami tkwił w skrzynce i chyba nie miał zamiaru stamtąd szybko wyjść. Przeglądanie korespondencji po tak długiej nieobecności w Nowym Jorku nie było w tej chwili marzeniem Barnes. Potrzebowała odpoczynku od zgiełku wojny. Najlepiej w ramionach rodziny, ale niestety, nie było to możliwe z oczywistych powodów.
W końcu odwróciła się w stronę kuchni. Ogrzewała dłonie na kubku letniej herbaty. Upiła trochę z naczynia czując, jak przyjemne ciepło rozchodzi się po ciele. Tego chciała. Chwilowego odprężenia i ucieczki od świata zewnętrznego. Choć chciała, nie mogła wyzbyć się myśli o żołnierzach walczących na froncie. Myśli tak czy siak zawracały ku bratu i najbliższemu przyjacielu. Ostrożnie, nieśpiesznie odłożyła kubek na blat kuchenny. Trochę się zakurzyły od ostatniej wizyty Beccy w tym miejscu. Wypadałoby przetrzeć wilgotną szmatką. Z takim zamiarem zaczęła krzątać się po kuchni, nieświadoma o czyjeś obecności. Nim dobrze zaczęła dokładnie czyścić powierzchnie, już skończyła. Odwróciła delikatnie głowę w stronę salonu. Słyszała ciche skrzypnięcie podłogi. A może to tylko jej wyobraźnia? Rikki, przecież jesteś tu całkowicie sama. Kto by wchodził do opustoszonego mieszkania...ah no tak. Znaleźliby się tacy. Na przykład złodzieje. Zmarszczyła nieco brwi i nasłuchiwała dalej. To wiatr. Tak, dął strasznie i tym samym pobudzał wyobraźnie kobiety. Skarciła się w myślach. A wtedy pożałowała, że się przebrała. Gdy ujrzała kątem oka cień ludzkiej sylwetki poderwała się, sięgnęła do kabury...a zaraz, przecież jej nie miała! Broń została wraz z mundurem i innym sprzętem w dębowej szafie. Pokręciła głową. Zarys zniknął. Przewidzenia. Światła płata figle.
Znowu natura ją oszukała. Mlasnęła coś pod nosem i wzięła się za umycie zakurzonego noża. Wystarczyła chwila nieuwagi, by z jej gardła wydobył się krzyk, który z pewnością nie umknął Steve. Zobaczyła na dłoni krew. No cholera. Cięła się przez środek dłoni. Nie powinna brać się za takie rzeczy, gdy odpływa myślami gdzie indziej. No ale cóż, każdemu się zdarzy. Chyba w salonie były jakieś bandaże. A przynajmniej tak jej się wydawało. Wyszła z kuchni w tym samym momencie, w którym Steve ostrożnie wychylił się by sprawdzić salon. Przestraszyła się i to strasznie. Zamarła. Tyle dobrego, że nie trzymała w dłoni kubka, bo puściłaby go. A Szkoda marnować dobre naczynia. A tym bardziej dobrze, że odłożyła nóż. Jeszcze zrobiłaby zrobię krzywdę, albo co więcej - nieznajomemu. Nie rozpoznała Rogersa. Uznała go za włamywacza. Przynajmniej z początku. W końcu nie widziała go od bardzo dawna,  ''w nowym stanie'', albo nie chciała będąc pewna, że zmieni to charakter Steve. Już miała rzucić się po nóż, ale po chwilowym szoku zaczęła rozpoznawać poszczególne rysy twarzy. Czekała na jakiś ruch z jego strony. Dla upewnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 339
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Nowy Jork   Czw Mar 29, 2018 11:56 am

Słyszał jak ktoś krząta się po domu, ale starał się nie pokazać że znajduje się w mieszkaniu, aż do momentu gdy usłyszał krzyk. Zaalarmowany, rzucił się do salonu, gdzie stanął oko w oko z Beccą, z pokrytą krwią dłonią, natychmiast jego umysł uznał, że została zaatakowana i należy ją chronić. S
- Gdzie on jest?! - rzucił, przez chwilę nawet nie pamiętając, że przecież nie tylko jego ciało uległo poważnej zmianie, ale również głos. Podszedł bliżej kobiety, widząc jej wyraźne przerażenie, ale po chwili uświadomił sobie... że nikogo nie ma poza nią.
- Nie zamknęłaś drzwi, byłem pewien że coś ci się stało - wyjaśnił, uspokojony, że kobieta jednak jest cała, choć niekoniecznie zdrowa.
- Pomóc ci to opatrzyć? - na chwilę zapomniał dlaczego w ogóle pojawił się w tym domu, skupiając się przede wszystkim na kobiecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Rebecca Barnes
Strażnik Chatboxa

Liczba postów : 63
Join date : 09/03/2018

PisanieTemat: Re: [1945] Nowy Jork   Czw Mar 29, 2018 8:57 pm

Becca była przestraszona. Cofnęła się i uderzyła plecami o chłodną ścianę, gdy tamten krzyknął. Nie wiedziała o czym mówił. Kto? I co...co on tutaj robił, w jej mieszkaniu? Z otwartymi ustami przyglądała się mężczyźnie nie mając zielonego pojęcia, co zrobić. Więc stała tak bez najmniejszego ruchu. Wyłącznie jej klatka piersiowa unosiła się i opadała. Otrząsnęła się z pierwszego szoku, który zatuszował ból rozchodzący się po dłoni. Nie rozpoznała głosu Steve. Zmienił się. On cały uległ jakieś dziwnej przemianie. Uniosła pytająco brew. Czy to na pewno Rogers?
- Steve...? Skąd ty tutaj... - wyrzuciła z siebie zaskoczona. Wzięła głębszy oddech. Dopiero dotarło do niej, że faktycznie nie zamknęła za sobą drzwi. Poczuła się trochę...głupio. Przez niezamknięcie mieszkania blondyn myślał, że ktoś włamał się do jej i chciał zrobić krzywdę kobiecie. Wyrównała powoli oddech. Przeniosła wzrok na leniwie skapującą na podłogę krew i z automatu poczuła szczypiący ból. Zagryzła dolną wargę i przytrzymała dłoń nieruchomo za nadgarstek.
- Nic mi nie jest. - powiedziała po czym oderwała się od ściany i podeszła bliżej. Usiłowała przypomnieć sobie gdzie trzymali niegdyś bandaże, ale szybko skupiła się na mężczyźnie. Nie spodziewała się zobaczyć go w najbliższym czasie. Tym bardziej, że złapał ją idealnie tego dnia. Jutro już nie byłoby jej w Nowym Jorku. Dziękowała w duchu za to cholerne szczęście. Nie chciała by jej chłopcy dowiedzieli się o jej karierze wojskowej.
- Dlaczego tak ...wyglądasz? - Rebecca była zbyt zajęta życiem na wojnie by śledzić występy Kapitana Ameryki i raczej nie interesowała się pogłoskami o nim. Uważnie przyjrzała się przyjacielowi, a potem doznała olśnienia. Skoro Steve tutaj był...
- Gdzie Bucky? Poszedł zapalić? - zapytała i wyjrzała zza Steve by zobaczyć, czy jej brat wchodzi do środka. Nie wchodził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [1945] Nowy Jork   

Powrót do góry Go down
 
[1945] Nowy Jork
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Nowy Świat

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: