IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [2014] Nowy Jork, Queens

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: [2014] Nowy Jork, Queens   Sro Mar 14, 2018 11:43 pm

And all my life I promise to keep running home to you

Central City, dwa lata do przodu
Nowy Jork, luty 2014

Ostatnie wydarzenia jakie miały miejsce w tym mieście, zdecydowanie były w stanie pokazać największemu cwaniakowi jak kruche było życie. Zresztą nie tylko one. Śmierć w życiu bohatera wydawała się tak oczywista jak oddychanie. Nieważne jak szybko się biegnie, niektórych problemów nie da się po prostu wyprzedzić, tak jak nie zawsze da się uratować wszystkich. Bycie jednak zawsze o krok przed śmiercią, uświadomiło Barry'ego, jak łatwo stracić wszystko... zanim to się otrzymało. Długo zastanawiał się nad kolejnym krokiem, kilka razy już był blisko aby go postawić, ostatecznie jednak rezygnując. Tym razem nie zamierzał być tchórzem. Wiedział co powinien zrobić aby zawalczyć o kogoś, na kim mu zależało. Wziął głęboki wdech, patrząc na zdjęcie swoje i Iris, stojące na jednej z półek. Byli parą, znali się od zawsze. Pora aby w końcu wejść na nowy poziom. Odkąd zamieszkali razem, stali się sobie jeszcze bliżsi. Nie mieli przed sobą żadnych tajemnic, żadnych sekretów. Byli niemal parą idealną. Nie chciał jednak dłużej być jej chłopakiem, chciał więcej stałości, chciał mieć rodzinę. Pragnął aby ta kobieta - najpiękniejsza jaką kiedykolwiek widział, została jego żoną, dopóki śmierć ich nie rozłączy. Śmierć, od której był szybszy.
Siedział na kanapie, obracając w dłoniach małe, czarne pudełeczko z pierścionkiem zaręczynowym jego babci, a później też mamy. Był przywiązany do tradycji, a każda pamiątka po mamie była dla niego ważna, miał więc nadzieję, że spodoba się akurat ten pierścionek. Gotowy był jednak nawet wybiec w przyszłość jeśli kobieta wymarzy sobie jakiś futurystyczny. Zerknął w stronę drzwi, poprawiając zaraz białą koszulę. Miał nadzieję, że nic się nie stało Iris. Powinna już przecież wrócić...



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Iris West


Liczba postów : 12
Join date : 03/11/2017

PisanieTemat: Re: [2014] Nowy Jork, Queens   Nie Mar 18, 2018 3:37 pm

Korki były codzienną zmorą Iris, zarówno w drodze do pracy, jak i po niej. Dało się do tego niby przywyknąć, ale nadal trafiały się dni, kiedy miała ochotę po prostu wysiąść z samochodu i pójść na piechotę. Miała wrażenie, że byłoby o niebo szybciej. Stojąc w sznurze samochodów, które nijak nie ruszały się w żadną stronę, w pewnym momencie zaczęła z nudów bawić się swoją mocą. Podrzucała paczkę chusteczek i starała się zatrzymać ją w locie, zanim uderzy o siedzenie. Na początku raczej się jej udawało zamrażać przedmiot w powietrzu, ale w końcu znudzenie zaczęło przejmować kontrolę i już nawet się nie starała, pozwalając, żeby od czasu do czasu spadały. Czuła się, jakby miała lada chwila umrzeć od monotonnego wpatrywania się w ulice, a wnętrze pojazdu było jak więzienie. W końcu kolejka aut ruszyła, z początku powoli, ale z każdym metrem jej nadzieja na wydostanie się rosła.
Kiedy podjechała pod mieszkanie, była zmęczona, apatyczna i miała ochotę po prostu przestać istnieć. Choć wizja ciepłego prysznica i czegoś dobrego do jedzenia też nie była taka znowu zła. Weszła do środka, zostawiając w przedpokoju torbę, płaszcz i buty. Widziała, że obuwie Barry’ego również stało w holu, więc musiał już wrócić do domu.
Wróciłam, Barry — zawołała, wchodząc do salonu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: [2014] Nowy Jork, Queens   Pon Mar 19, 2018 6:35 pm

Korki były chyba zmorą wszystkich. On sam nie musiał się martwić o korki zwykle, ale rozumiał jak kłopotliwe muszą być. Jakby nie patrzeć, jemu najmniejsza chwila siedzenia bez żadnej akcji zajmowała wieczność, więc takie korki były znacznie bardziej drażliwe. Mimo to jednak, teraz skupił się na czymś innym. Na kroku, który dla ich związku miał być milowy. O ile kobieta nie odrzuci jego propozycji, bo całe życie z nadpobudliwym speedsterem nie brzmiało chyba jak łatwa droga na życie. Zwłaszcza dopóki śmierć nie rozłączy. Drgnął lekko, kiedy tylko usłyszał otwierane drzwi i wstał od razu z miejsca. Naszykował kolację, oczywiście że tak. Nawet zadbał o świece i całą atmosferę. Na stole w jadalni stały dwie długie świeczki, które natychmiast zapalił, w swoim nadprzyrodzonym tempie także rozkładając na stole talerze z ciepłym jedzeniem, specjalnie robiąc ulubione danie Iris, którego nazwy nawet nie umiał wypowiedzieć, ale spędził pół dnia we Francji, obserwując kucharzy w czasie pracy aby odwzorować ich technikę. Był dobrym uczniem, więc danie też powinno wyjść. Zadbał także o przygotowanie deseru. Teraz najważniejsze jednak było zadbać o kobietę, która...na pierwszy rzut oka wydawała się zmęczona i niechętna do życia. Uśmiechnął się do niej uroczo, kiedy tylko stanął tuż przed nią. Delikatnie dotknął jej policzek, przy okazji odgarniając rude włosy z jej twarzy. Kochał ją tak bardzo, tak wiele by dla niej poświęcił. Teraz się w sumie wahał czy chce zepsuć to co było między nimi. W teorii to krok więcej, ale w praktyce? Mogła odmówić. Miała takie prawo.
- Jak się czujesz? Wygląda jakbyś miała ciężki dzień. - Najważniejsze to wybadać grunt, prawda? Nie chciał się oświadczać jeśli stało się coś naprawdę złego w jej życiu. Nie chciał też, aby jej decyzja była kierowana emocjami. Powinna być świadoma tego w co się pcha. Życie z bohaterem pod jednym dachem było kłopotliwe. Cóż, stanie się żoną jednego także. Zawsze ktoś się mógł dowiedzieć i grozić jej śmiercią. Objął Iris w talii i zaprowadził zaraz do jadalni, gdzie nawet światło było idealnie przygaszone aby nie psuć atmosfery. Świece, bukiet kwiatów w wysokim wazonie, ciepłe jedzenie na stole. Starał się, a wiedzę czerpał jedynie z filmów, nie chcąc nawet pytać Westa jak się za to zabrać, wiedząc że Joe miewa problemy z kryciem entuzjazmu. Szybko złapał bukiet, dosłownie w ułamku sekundy znajdując się przed kobietą. Klęknął na jedno kolanu, w jednej ręce trzymając otwarte czarne pudełeczko, a w drugiej olbrzymi bukiet czerwonych róż.
- Iris Ann West... - zaczął, zaraz biorąc głęboki wdech i spojrzał na nią zaraz roziskrzonymi zielonymi oczami. To była dla niego ważna chwila. Najważniejsza w jego życiu prawdopodobnie. Przełknął zaraz ślinę, zanim podjął się kontynuowania - ...nigdy nie spotkałem lepszej, bardziej niesamowitej kobiety. Jesteś moim całym życiem, moim piorunochronem, który sprowadza mnie do domu. Całe moje życie, pragnę tylko wracać w twoje ramiona, być także dla ciebie ostoją i bezpieczeństwem, tak jak ty jesteś dla mnie...Iris, zechcesz zostać moją żoną aż do końca czasu? - Miał wrażenie, że serce mu wyskoczy z piersi, nie słyszał praktycznie nic poza szumem swojej krwi w uszach. Teraz wszystko zależało od Iris.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: [2014] Nowy Jork, Queens   Sro Kwi 04, 2018 9:48 pm

Iris West
Zmanipulowała mnie do dodania posta z przyczyn technicznych

Życie z nadpobudliwym speedsterem brzmiało o wiele mniej uciążliwie, kiedy potrafiło się za nim nadążyć. A raczej spowolnić wszystko dookoła, w tym jego samego, efekt był ten sam. Nie ukrywajmy, moce Iris ułatwiały wiele rzeczy. Mogła sprawić, że czas dla nich obojga biegł tak samo, no, może nie cały czas, bo to byłoby bardzo męczące i prędzej czy później padłaby chyba z wyczerpania, ale jako tymczasowe rozwiązanie sprawdzało się doskonale. Ponadto nadal pracowała nad udoskonalaniem swoich umiejętności, a okres, na jaki potrafiła spowolnić Flasha, nieustannie się wydłużał. Powoli, ale sukcesywnie dzięki treningom dochodziła do wprawy i rozwijała umiejętności.
To był ten rodzaj zmęczenia bardziej psychicznego niż fizycznego. Nuda zasiewała niechęć do życia w umyśle Iris, ale wystarczyło, że pojawiło się coś, co obiecywało dawkę emocji bądź pojawiał się jakiś fascynujący temat, od razu odżywała w niej dawna energia.
Jest w porządku — odpowiedziała, całując go delikatnie w policzek. Nie wiedziała, jak to możliwe, że po tylu latach Barry nadal niezmiennie wywoływał na jej ustach uśmiech. Ostatnio szczególnie, odkąd byli razem słuchała każdego jego słowa z jeszcze większą ciekawością, jeszcze chętniej dawała się odrywać od pracy, żeby spędzać z nim czas, a czasami wręcz porzucała dla niego to, czym się w tamtej chwili zajmowała, na bok. Wszystko to mogło poczekać, przecież zawsze mogła dokończyć obowiązki później. — Wynudziłam się, siedząc w samochodzie i tyle.
Dała się zaprowadzić do jadalni, wtulając w Barry’ego. Dobrze było mieć go koło siebie, taka bliskość była wręcz uzależniająca. Nie potrafiła wytłumaczyć, jak to się właściwie działo, że czerpała taką przyjemność z przytulania Allena, ale bynajmniej jej to nie przeszkadzało i starała się robić to jak najczęściej. Czuła się w jego objęciach bezpiecznie, jakby żadne złe rzeczy nie mogły jej wtedy dosięgnąć.
Kiedy jej oczom ukazało się zaciemnione, przystrojone uroczyście pomieszczenie na chwilę zaniemówiła z wrażenia. Zaraz potem pojawił się niepokój. Czyżby zapomniała o jakimś ważnym wydarzeniu?
Barry… — Odwróciła głowę, aby zapytać go, o co chodzi, ale ten pobiegł już po bukiet i zjawił się ponownie przed nią. Zanim jeszcze zdążył zadać pytanie, zrozumiała, co ma się zaraz wydarzyć. Nie mogła uwierzyć, że to się dzieje. W jednej chwili poczuła radosną ekscytację, szok i przede wszystkim ogromny nawał nerwów.
Chyba udzielił jej się trochę stres Barry’ego, czuła, jak serce zaczęło bić jej szybciej, a z każdym kolejnym słowem mężczyzny jedynie przyspieszało, ponieważ docierało do niej z coraz większą mocą, co się działo i jak wielki wpływ na jej życie będzie mieć. Zmieszało się to wszystko w wielką, poplątaną burzę uczuć, których nie mogła ani nawet nie próbowała uspokoić, ta chwila mogłaby trwać w nieskończoność. Wysłuchała go do końca, bezwiednie przykładając dłoń do ust, jakby w jakikolwiek sposób miało jej to pomóc się opanować.
To pytanie nie wymagało dłuższego zastanowienia. Od dawna wyobrażała sobie tę chwilę i w każdej z wymarzonych wersji odpowiedź była ta sama.
Tak, Barry, zostanę twoją żoną odpowiedziała głosem drżącym od emocji. W kącikach oczy zbierały się jej łzy szczęścia, ale nawet nie zwróciła na to uwagi.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: [2014] Nowy Jork, Queens   Sro Kwi 11, 2018 9:08 am

Często był jej wdzięczny za to, że potrafiła go zatrzymać. Nawet nie wiedział kiedy biegł zbyt szybko, gubiąc się w swoim własnym, szalonym pędzie który nie miał końca. Dzięki niej potrafił się zatrzymać, wziąć głęboki oddech i nie zgubić się całkiem, zatracając pamięć o tym kim jest i po co biegnie. Tak jak powiedział - Iris była jego piorunochronem, do którego był ściągany i który stał się jego uziemieniem, trzymającym go w tej właśnie chwili. Do niej zawsze wracał, bez znaczenia jak daleko by nie uciekł.
Teraz miał wrażenie jakby sam utknął w czasie i przestrzeni. Dosłownie sekundy zaczęły się ciągnąć w nieskończoność, co potęgowało jego stres. Oczywiście, gdyby odmówiła, zrozumiały to. Byłoby przez kilka dni dziwnie, ale ostatecznie by wrócili do poprzedniego etapu swojej znajomości. Chyba, nie wiedział jakby to wyszło w rzeczywistości. Może faktycznie by to ich zniechęciło do siebie na dłuższy czas? Może już na zawsze? Nie miał pojęcia, ciężko było mu zgadywać i nawet nie chciał tego rozważać.
Niemal poczuł jakby pięciotonowy kamień spadł mu z serce, kiedy dotarło do niego, że Iris się zgodziła zostać jego żoną. Jego światłem w ciemności, powodem aby za każdym razem starać się wrócić do domu.
Uśmiechnął się do niej, zanim odłożył bukiet aby założyć jej na palec pierścionek, ten sam który należał do jego matki, a wcześniej babci. Teraz był własnością panny West, kobiety która ukradła jego serce na zawsze. Podniósł się szybko i przytulił ją do siebie, czując to wspaniałe ciepło kiedy wszystkie dobre emocje zaczęły w nim wypierać strach czy pewne zwątpienie w siebie. Nie wiedział co powiedzieć, co powinien teraz zrobić, był za to dosłownie nie taką znowu małą bańką szczęścia. W tym stanie mógłby chyba latać.
- Nawet nie możesz sobie wyobrazić jak bardzo cię kocham. - Szepnął, odsuwając się trochę aby móc spojrzeć jej w oczy i dotknąć jej policzek. Chwilę później pocałował jej usta, czując się jak najszczęśliwszy człowiek na całym świecie. A może i nawet w multiwersum.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Iris West


Liczba postów : 12
Join date : 03/11/2017

PisanieTemat: Re: [2014] Nowy Jork, Queens   Czw Kwi 19, 2018 7:47 pm

Dała sobie włożyć na palec pierścionek, nadal nie dowierzając w to, co się przed chwilą stało. Jeśli to był sen, to wyjątkowo piękny i mógłby się nie kończyć. Choć oświadczyny nie wiązały ich jeszcze tak mocno, jak ŚLUB, na który z pewnością jeszcze przyjdzie czas, to nadal dawały pewne uczucie… stałości? Nie podejrzewała co prawda Barry’ego o to, że porzuciłby ją z dnia na dzień, kochali się i bez oświadczyn, które były jedynie potwierdzeniem tego uczucia. Ale to zobowiązanie czyniło ich związek bardziej namacalnym. Zapowiedź przysięgi małżeńskiej, którą niedługo z pewnością sobie nawzajem złożą, a wtedy nic już ich nie rozłączy. To oznaczało wspólne zakładanie rodziny, wspieranie się we wszystkim i trwanie razem do końca i cholera, było ekscytujące, kiedy miałeś u swojego boku najcudowniejszą osobę, jaką znasz. Która zawsze potrafi poprawić ci humor, wyczekujesz na jej opinię najbardziej na świecie, a słowa pocieszenia znaczą więcej niż wszystkich innych razem wziętych.
Spojrzała na prezent zaręczynowy — pierścionek przechodzący w rodzinie ukochanego z pokolenia na pokolenie. Mimo upływu lat nadal prezentował się pięknie i nie wymieniłaby go na żaden inny, ale najbardziej ujęło ją to, jakie znaczenie musiał mieć dla Barry’ego i jak ważna musiała być ona, by ofiarował jej coś takiego.
Być może ukradła serce Barry’ego, ale planowała dbać o nie najlepiej, jak potrafiła. W zamian oddała mu przecież swoje i mógł z nim zrobić, co chciał. Nawet wyrzucić i podeptać, gdyby tak postanowił, zaakceptowałaby to. Allen mógł w każdej chwili zranić ją mocniej niż jakiekolwiek ostrze czy kule, a ona nie miałaby jak się obronić, jeśli by odrzucił jej uczucia.
Chyba jednak potrafię, bo czuję dokładnie to samo — powiedziała, wtulając policzek w jego dłoń. Nie przestawała się uśmiechać, nawet gdy poczuła jego usta na swoich, była zbyt szczęśliwa. Odwzajemniła pocałunek, który nie oddawał nawet drobnego ułamka jej uczuć. Nic ich właściwie nie mogło dobrze oddać.
Zastanawiała się czasami, czy to normalne, że aż tak głęboko to przeżywa. Czy wszystkie pary na tym świecie odczuwały to tak samo? Wątpiła, czy oni tak naprawdę poznali ten pełen smak miłości, w końcu jej samej także zdarzały się związki, w których wydawało jej się, że naprawdę kocha drugą osobę, ale prawdziwe znaczenie tego słowa poznała dopiero przy Barrym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: [2014] Nowy Jork, Queens   Sob Maj 19, 2018 2:43 pm

On sam nie do końca wierzył w to co się działo. Nie tylko się oświadczył, ale kobieta przyjęła jego oświadczyny, a nawet wydawała się szczęśliwa! On sam był teraz zachwycony tym co się wydarzyło. Był tak po prostu najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, a może nawet w multiwersum.
Wiedział, że nawet bez zaręczyn byli blisko i nie potrzebowali tego aby czuć do siebie to co czuli, ale przecież to było takie scementowanie ich związku, takie przedostatnie słowo zanim przysięgną sobie miłość dopóki śmierć ich nie rozłączy i wierność oraz uczciwość małżeńską. Dopóki nie założą prawdziwej rodziny, takiej zbudowanej na długotrwałej przyjaźni, a później miłości, a więc silniejszej uczuciowo niż byle zauroczenie które przerodziło się w coś mocniejszego gwałtownie, a następnie równie szybko zgasło.
Uśmiechnął się do niej, łapiąc jej dłoń i patrząc przez chwilę na pierścionek na jej drobnym, delikatnym palcu. Od teraz mógł wreszcie mówić otwarcie, że Iris jest jego.
Jego światłem, jego piorunochronem który ściąga go do domu kiedy odbiegnie za daleko. Jego życiem i radością. Jego przyszłą żoną, dla której gotowy był odwiesić już w tym momencie swój strój i zamiast ratować świat zostać przykładnym przyszłym mężem.
- Cieszy mnie to. - Uśmiechnął się do niej i zaraz też przytulił kobietę do siebie, zanim zaprowadził ją do stołu i szarmancko odsunął od stołu krzesło aby Iris mogła usiąść. Zawsze traktował ją jak damę, w tym względzie nic się nie zmieniło.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Iris West


Liczba postów : 12
Join date : 03/11/2017

PisanieTemat: Re: [2014] Nowy Jork, Queens   Pon Cze 11, 2018 8:43 pm

Iris rozumiała teraz, co mieli na myśli ludzie, którzy mówili, że szczęście ich uskrzydla i mogliby latać. Radość rozsadzała ją do tego stopnia, że ona też czuła się, jakby miała zaraz odlecieć napędzana tą radością. Jedyne, czego jej w tamtej chwili brakowało to skrzydła.
Historia ich relacji utwierdzała ją w przekonaniu, że ten związek szybko nie upadnie. Skoro spędziła już z Barrym ponad połowę życia i nadal nie miała go dość, to nie zapowiadało się na to, żeby kiedykolwiek to uczucie miało zgasnąć. Na pewno z czasem będzie stopniowo się wypalać, aby dojść do poziomu, w którym będzie do końca płonąć stabilnie, ale obecnie Iris była szalejącym, niepowstrzymanym płomieniem miłości.
Patrzyła na pierścionek, który rzeczywiście był piękny, a na dodatek miał za sobą taką historię, po czym podniosła na niego wzrok, aby się uśmiechnąć. Była niemal pewna, że w jej oczach dało się dostrzec szalejące emocje, radość i podekscytowanie, choć w rzeczywistości nic się w nich prawdopodobnie nie zmieniło.
Uścisk pomógł jej rozładować trochę te pokłady euforii, ale nadal miała wrażenie, że jej serce bije szybciej niż zwykle, próbując poskromić wewnętrzną burzę. Usiadła na krześle i poczekała, aż Barry zajmie swoje miejsce.
Myślałam, że nigdy nie zapytasz, Barry — powiedziała, nie mogąc już dłużej hamować tej radości. — Wyobrażałam sobie to miliony razy, ale nic nie równało się… temu. — Powiodła ręką dookoła. — Jestem taka szczęśliwa. Kocham cię, naprawdę kocham.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [2014] Nowy Jork, Queens   

Powrót do góry Go down
 
[2014] Nowy Jork, Queens
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Nowy Świat

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: