IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Komnata gościnna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 20
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Komnata gościnna   Pon Lut 05, 2018 10:24 am


Wnętrze Sanctum Sanctorum jest podatne jedynie magicznym prawom, dlatego nikogo nie powinno dziwić, że na parterze znajduje się dość sporo gościnnych pokoi, z czego także i ten.
Przestronne byłoby eufemizmem przy tak ogromnym pomieszczeniu z wysoko opartym sufitem. Samo wnętrze przypomina iście komnaty z czasów średniowiecza swym surowym wyposażeniem w postaci drewnianych mebli o misternych zdobieniach, ale ze względu na parkiet i boazerie z tapetą nie ma się uczucia całkowitego chłodu. Dodatkowymi elementami dekoracyjnymi są wielkie obrazy wiszące na ścianach przedstawiające ludzi.
Pomieszczenie rozświetla zdobny żyrandol umieszczony wysoko, jeszcze nad purpurowym baldachimem wygodnego łoża. Na przeciwko dębowych drzwi rzuca się w oczy charakterystyczny kominek z dwoma świecznikami na nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 20
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Pon Lut 05, 2018 11:14 am

Chociaż nie każdy człowiek otwierał sobie portale na zawołanie, to jednak każdy zwykły śmiertelnik mógł tego się nauczyć. A przynajmniej taki, który posiadał w sobie zapał do nauki i porzucił doczesną wiedzę przyjmującą za pewnik brak takich umiejętności.
Nie wiedział co powiedziała, ale domyślał się po jej niemrawej próbie odepchnięcia go, że była to prośba o postawienie jej. Na co godzić się nie mógł. Nie miał zamiaru traktować jej jak damy w opałach... Poznał wystarczająco dużo kobiet, aby pozbyć się tego… szowinistycznego podejścia. A już na pewno w przypadku kobiety, która jeszcze chwilę temu całkiem sprawnymi ruchami cięła drzewo. Traktował ją teraz jednak jako przede wszystkim pacjenta. Kogoś, kim powinien się zająć. I to lepiej niż w czasach swojej prawdziwej kariery w służbie zdrowia. Była już i tak wyczerpana, więc zmuszanie jej do chodzenia byłoby głupotą… Tak samo zostawienie tutaj.
Po powrocie do Sanktuarium delikatnie odłożył ją na łożu i sprawdził, czy na pewno nie ma innych obrażeń. Brak możliwości porozumienia się, zmuszał go niejako tylko do ogólnych oględzin. Nie chciał teraz na siłę zdejmować z niej ubrań, aby sprawdzić czy na pewno wszystko z nią w porządku. Na sam koniec tego „badania” uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Odpoczywaj. – Mimo, że nadal jego słowa były dla niej obce, to starał się brzmieć łagodnie. Jednocześnie dłońmi pokazał jej, aby nie wstawała. Mógł mieć jedynie nadzieję, że chociaż to zrozumie. Pewnie i tak nie miała za wiele siły, ale w obcym miejscu adrenalina mogła zmuszać do działania, a najważniejszy był teraz dla niej odpoczynek.
Przykrył ją ciepłym kocem i sam wyszedł z pomieszczenia zabierając ze sobą jej broń. Nie chciał, aby zrobiła sobie krzywdę (albo komuś) i przy okazji sprawdzi, czy nie jest on jakimś zaginionym artefaktem. Przy okazji na pewno przyda jej się coś do picia i jednocześnie dobrze, aby w międzyczasie nauczył się jej języka. Oby znalazł na to jakieś zaklęcie…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Diorbhail Hallrdottir


Liczba postów : 31
Join date : 21/03/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Pon Lut 05, 2018 5:04 pm

Można powiedzieć, że w pewien sposób Dior czuła, iż mężczyzna ją uleczył- rana przestała krwawić, a nawet boleć. Jednakże taki czyn nie zmniejszył podejrzliwości, którą rzucała w stronę Doctora Strange'a w wielu spojrzeniach. Zwłaszcza, że ciągle trzymał w ramionach naszą wojowniczkę, a to się jej nie podobało. Niezbyt też ją obchodziły powody, jakie miał, by zgrywać wybawcę. Nie znali się, w normalnych okolicznościach Hallrdottir nigdy nie poprosiłaby o pomoc tak dziwacznie ubranego człowieka, wszak nie wyglądał jak wiking... W dodatku te niepokojące zdolności...
Po przejściu przez portal znaleźli się w innym miejscu. Wyglądało niemal tak osobliwie jak domniemana zjawa, która ją tu przyniosła. Zdziwienie, jakie zapłonęło w dziewczęciu, nie wpłynęło na jej wyraz twarzy. Dior zaczęła sobie wmawiać, iż kompletnie nie dziwią ją te wszystkie rzeczy.
Jednak pojawił się w naszej blondynce niemal tak duży niepokój jak wtedy, gdy usłyszała o nieznanym bogu niejakich chrześcijan. Niby sama informacja w żaden sposób jej nie dotykała, ale czuła, iż może stać się coś złego. I stało się, mnisi przyjeżdżali na misje nawracające pogan, które kończyły się źle albo dla jednej, albo dla drugiej strony. Tak samo teraz... Pomieszczenie było niecodzienne, bogato urządzone (jak dla kobiety, która całe życie egzystowała w ledwo stojącej chatce), lecz nie chciała w nim przebywać. Zdawało jej się, iż nigdy nie powinna znaleźć się w nim, w tych czasach.
Kiedy została odłożona na łoże, nawet nie drgnęła. Patrzyła pustym wzrokiem na Stephena, który obserwował czy nie posiada żadnych obrażeń. Miała małe rany, zadrapania i siniaki, które były jedynymi, aczkolwiek nietrwałymi dowodami na toczone wcześniej walki w jej świecie.
Uśmiechnął się, powiedział coś do Dior, a następnie wyszedł. Dziewczyna chwilę leżała i wzrokiem szukała swojego miecza w pokoju. Nie miała czasu, aby napawać się pięknem jego wystroju, więc rzuciła jeszcze kilka spojrzeń. Na widoku nie było nic, co mogłoby pomóc Diorbhail uciec. Westchnęła, a potem przekręciła się na łóżku tak, by zobaczyć co jest pod nim. Zwisająca głowa w rzeczywistości mogła wyglądać komicznie, jednakże małe śledztwo naszej blondynki było niezwykle poważne. Gdy zobaczyła, że pod łożem nic nie było, to powoli z niego zeszła. Była okropnie zmęczona, ale nie mogła zostać w obcym świecie, musiała coś zrobić.
Podeszła do miejsca, w którym otworzył się portal i zaczęła dłonią odgarniać powietrze. Pragnęła jakoś powrócić do ruin swego domu, musiała to wszystko odkręcić- wrócić do swoich czasów, a potem zabić brata bliźniaka, który wykończył jej ukochaną rodzinę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 20
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Sob Lut 10, 2018 10:34 am

Wychodząc czuł niepokojące przeczucie, że dziewczyna raczej nie uleży zbyt długo na łóżku po jego wyjściu. Była słaba, ale napędzać ją mogło wiele innych czynników, które ignorowały jej stan bez względu na konsekwencje nadwyrężenia ciała. Na szczęście udało mu się uleczyć jej najpoważniejszą ranę i pozostałe nie powinny stanowić większego problemu, ale i tak będzie wolał ją później obejrzeć dokładniej. Miał nadzieję, że w tym czasie nie zrobi czegoś głupiego… Świat za oknem musiał być wystarczająco przerażający, aby jednak nie postanowiła wyskakiwać, ale czy nie wpadnie na inny pomysł? Na wszelki wypadek wolał nie zwlekać zostawiając jej samej i odłożył miecz w gabinecie, aby zająć się innymi sprawami. Na razie bowiem musiał się skupić na porozumieniu z nią. Bez tego dalsza współpraca na pewno nie będzie możliwa.
Po odnalezieniu odpowiedniego zaklęcia i rzuceniu go na siebie zrobił swojemu gościowi herbaty i zabrał zwyczajną apteczkę, aby do końca opatrzyć gościa nie wzbudzając w nim większego przerażenia i niechęci do nadnaturalnych zdolności. Na całe szczęście pamiętał jeszcze sporo ze swojej medycznej wiedzy z czasów studiów…
Po powrocie do pokoju, w którym zostawił blondynkę, na szczęście nie został od razu zaatakowany, ani ogłuszony świecznikiem, o którym przypomniał sobie, możliwe że za późno, bo już po wejściu do pomieszczenia. Okno było całe, a dziewczyna, jak przewidywał, stała już na nogach rozglądając się badawczo wokoło. Jęknął w duchu… Dlaczego pacjenci nie chcieli słuchać poleceń?
- < Kiedy cię zostawiałem, wolałem abyś leżała i odpoczywała. > - Tym razem odezwał się już normalnie w jej języku. Drzwi zamknęły się za nim same, chociaż na przeciąg nie można było narzekać i odstawił tace z ciepłym napojem na stoliku obok łóżka, a niewielką czarną torbę na podłodze obok. Dzbanek i czarka różniły się zapewne od jej naczyń, ale poza doprecyzowanym kształtem były prostymi, glinianymi przedmiotami codziennego użytku. Na pewno ozdobna porcelana zrobiłaby nieufne wrażenie.
Odwrócił się spokojnie do niej, mając pewność, że z pomieszczenia się nie wydostanie. Nie chciał jej więzić, ale obecnie była zagubiona i chciał jej pomóc. Nawet jeśli trochę wbrew jej woli, to na pewno kierując się szlachetnymi pobudkami. W trosce o bezpieczeństwo jej i osób wokoło…
- < Zatem jeszcze raz... Jestem Doktor Stephen Strange, magiczny obrońca Ziemi. Ty zaś znajdujesz się w Sanctum Sanctorum, najważniejszym budynku utrzymującym barierę wokół tej planety chroniącej jej przed najeźdźcami z innych wymiarów. Nie musisz się bać, nie zamierzam cię skrzywdzić. Pragnę ci jedynie pomóc. Wydajesz się bardzo zagubiona. > - wyjaśnił jej obecne położenie i swoją rolę w dotychczasowych działaniach. Skoro udało mu się już znaleźć z nią wspólny język, to może wyjawi mu, co właściwie robiła w rezerwacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Diorbhail Hallrdottir


Liczba postów : 31
Join date : 21/03/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Nie Lut 11, 2018 12:26 am

Machanie dłonią w powietrzu nie sprawiło, iż znalazła sposób, by otworzyć anormalne przejście stworzone przez nieznajomą istotę, którą zaczęła nazywać zjawą przez pierwsze odczucia jakie w niej wywołał Strange. Stephen niepokoił Diorbhail niemal tak samo jak dziwny pojazd Larsa czy sam strażnik parku. W dodatku dziwne zdolności zjawy, których nie potrafiła racjonalnie wyjaśnić, zaczęły ją ciekawić. Zastanawiała się czy mają taką samą genezę jak jej moce... Mężczyzna wyglądał na obeznanego w używaniu swoich umiejętności, toteż Dior podejrzewała, że nawet jeśli nie mówi w jej języku, to również został wybrany przez bogów.
Dlatego też nie próbowała go zaatakować. Był wybrańcem, tak jak ona, więc zrobienie mu krzywdy byłoby naprawdę głupie. Nasza bohaterka nie chciała na siebie sprowadzać gniewu najwyższej istoty, a Wszechojciec mógłby skarcić Hallrdottir za takie zachowanie. Zatem przez blond głowę nawet nie przeszła myśl, aby poczekać na Stephena i zdzielić go świecznikiem czy innym przedmiotem z komnaty.
Nie zamierzała jednak zostać w tym pokoju. Strange mógł być wybrańcem, jednakże Dior miała ważniejsze sprawy niż poznanie tajemniczego mężczyzny. Była już niemal pewna, że przeniosła się w czasie oraz niesamowicie zdeterminowana, by wrócić do swojego świata. Miała zamiar oskórować bliźniaka za to co zrobił lub dopiero miał zrobić. Chciała użyć mocy i trafić do chaty zanim zjawi się tam ten bezlitosny morderca.
Jednakże nic nie szło po jej myśli. Najwidoczniej tylko zjawa potrafiła otwierać portale, ponieważ nie była w stanie znaleźć niczego co uaktywniałoby działanie osobliwych przejść. Niestety Dior nie mogła próbować przenoszenia się w czasie w tym pomieszczeniu, ponieważ, jeżeli jakimś cudem udałoby się jej, to wylądowałaby niezliczoną ilość kroków od domu, a wtenczas z pewnością nie uratowałaby rodziny.
Obróciła się w jego stronę, gdy tylko Strange wrócił. Pierwsze na co zwróciła uwagę to brak jej miecza. Zmarszczyła brwi i spojrzała na niego specyficznym wzrokiem. Zimne, błękitne oczy, które jeszcze były czerwone od płaczu i wcześniejszej histerii, nie odrywały się od zjawy. Dokładnie obserwowała jego ruchy, a w każdej chwili gotowa była zareagować. W pewnym momencie szybko zerknęła na drzwi, by przekonać się, że droga ucieczki nie istniała, więc wróciła do śledzenia poczynań Stephena.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że wchodząc, mężczyzna przemówił w jej języku. Otworzyła szeroko oczy i odsunęła się od niego. Jak to możliwe?
Nie mogła zrozumieć, dlaczego nie użył tejże mowy już w ruinach. Nie pojmowała zachowania i intencji zjawy, a gdy ponownie otworzył usta... Sprowadził na nią kolejne wątpliwości, pytania oraz zaniepokojenie. Co to w ogóle oznaczało "być obrońcą Ziemi"? Jakie wymiary, jaka bariera? O czym on do cholery mówił?
Bać? Zagubiona? Diorbhail wysiliła się na pogardliwy śmiech, którym obdarowała Stephena. Nie obchodziło ją czy zachowuje się nieodpowiednio w stosunku do osoby, która ją uratowała. Liczyło się, by dobitnie pokazać, iż mężczyzna jest w ogromnym błędzie, a ona robi mu przysługę wyprowadzając Strange'a z niego.
- Nie ma we mnie strachu oraz zdezorientowania- stwierdziła ostro Dior, specjalnie ignorując resztę jego słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   

Powrót do góry Go down
 
Komnata gościnna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Czarna Komnata

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: New York City :: Manhattan :: Greenwich Village :: Sanctum Sanctorum :: Parter-
Skocz do: