IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Komnata gościnna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 31
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Komnata gościnna   Pon Lut 05, 2018 10:24 am


Wnętrze Sanctum Sanctorum jest podatne jedynie magicznym prawom, dlatego nikogo nie powinno dziwić, że na parterze znajduje się dość sporo gościnnych pokoi, z czego także i ten.
Przestronne byłoby eufemizmem przy tak ogromnym pomieszczeniu z wysoko opartym sufitem. Samo wnętrze przypomina iście komnaty z czasów średniowiecza swym surowym wyposażeniem w postaci drewnianych mebli o misternych zdobieniach, ale ze względu na parkiet i boazerie z tapetą nie ma się uczucia całkowitego chłodu. Dodatkowymi elementami dekoracyjnymi są wielkie obrazy wiszące na ścianach przedstawiające ludzi.
Pomieszczenie rozświetla zdobny żyrandol umieszczony wysoko, jeszcze nad purpurowym baldachimem wygodnego łoża. Na przeciwko dębowych drzwi rzuca się w oczy charakterystyczny kominek z dwoma świecznikami na nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 31
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Pon Lut 05, 2018 11:14 am

Chociaż nie każdy człowiek otwierał sobie portale na zawołanie, to jednak każdy zwykły śmiertelnik mógł tego się nauczyć. A przynajmniej taki, który posiadał w sobie zapał do nauki i porzucił doczesną wiedzę przyjmującą za pewnik brak takich umiejętności.
Nie wiedział co powiedziała, ale domyślał się po jej niemrawej próbie odepchnięcia go, że była to prośba o postawienie jej. Na co godzić się nie mógł. Nie miał zamiaru traktować jej jak damy w opałach... Poznał wystarczająco dużo kobiet, aby pozbyć się tego… szowinistycznego podejścia. A już na pewno w przypadku kobiety, która jeszcze chwilę temu całkiem sprawnymi ruchami cięła drzewo. Traktował ją teraz jednak jako przede wszystkim pacjenta. Kogoś, kim powinien się zająć. I to lepiej niż w czasach swojej prawdziwej kariery w służbie zdrowia. Była już i tak wyczerpana, więc zmuszanie jej do chodzenia byłoby głupotą… Tak samo zostawienie tutaj.
Po powrocie do Sanktuarium delikatnie odłożył ją na łożu i sprawdził, czy na pewno nie ma innych obrażeń. Brak możliwości porozumienia się, zmuszał go niejako tylko do ogólnych oględzin. Nie chciał teraz na siłę zdejmować z niej ubrań, aby sprawdzić czy na pewno wszystko z nią w porządku. Na sam koniec tego „badania” uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Odpoczywaj. – Mimo, że nadal jego słowa były dla niej obce, to starał się brzmieć łagodnie. Jednocześnie dłońmi pokazał jej, aby nie wstawała. Mógł mieć jedynie nadzieję, że chociaż to zrozumie. Pewnie i tak nie miała za wiele siły, ale w obcym miejscu adrenalina mogła zmuszać do działania, a najważniejszy był teraz dla niej odpoczynek.
Przykrył ją ciepłym kocem i sam wyszedł z pomieszczenia zabierając ze sobą jej broń. Nie chciał, aby zrobiła sobie krzywdę (albo komuś) i przy okazji sprawdzi, czy nie jest on jakimś zaginionym artefaktem. Przy okazji na pewno przyda jej się coś do picia i jednocześnie dobrze, aby w międzyczasie nauczył się jej języka. Oby znalazł na to jakieś zaklęcie…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Diorbhail Hallrdottir


Liczba postów : 37
Join date : 21/03/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Pon Lut 05, 2018 5:04 pm

Można powiedzieć, że w pewien sposób Dior czuła, iż mężczyzna ją uleczył- rana przestała krwawić, a nawet boleć. Jednakże taki czyn nie zmniejszył podejrzliwości, którą rzucała w stronę Doctora Strange'a w wielu spojrzeniach. Zwłaszcza, że ciągle trzymał w ramionach naszą wojowniczkę, a to się jej nie podobało. Niezbyt też ją obchodziły powody, jakie miał, by zgrywać wybawcę. Nie znali się, w normalnych okolicznościach Hallrdottir nigdy nie poprosiłaby o pomoc tak dziwacznie ubranego człowieka, wszak nie wyglądał jak wiking... W dodatku te niepokojące zdolności...
Po przejściu przez portal znaleźli się w innym miejscu. Wyglądało niemal tak osobliwie jak domniemana zjawa, która ją tu przyniosła. Zdziwienie, jakie zapłonęło w dziewczęciu, nie wpłynęło na jej wyraz twarzy. Dior zaczęła sobie wmawiać, iż kompletnie nie dziwią ją te wszystkie rzeczy.
Jednak pojawił się w naszej blondynce niemal tak duży niepokój jak wtedy, gdy usłyszała o nieznanym bogu niejakich chrześcijan. Niby sama informacja w żaden sposób jej nie dotykała, ale czuła, iż może stać się coś złego. I stało się, mnisi przyjeżdżali na misje nawracające pogan, które kończyły się źle albo dla jednej, albo dla drugiej strony. Tak samo teraz... Pomieszczenie było niecodzienne, bogato urządzone (jak dla kobiety, która całe życie egzystowała w ledwo stojącej chatce), lecz nie chciała w nim przebywać. Zdawało jej się, iż nigdy nie powinna znaleźć się w nim, w tych czasach.
Kiedy została odłożona na łoże, nawet nie drgnęła. Patrzyła pustym wzrokiem na Stephena, który obserwował czy nie posiada żadnych obrażeń. Miała małe rany, zadrapania i siniaki, które były jedynymi, aczkolwiek nietrwałymi dowodami na toczone wcześniej walki w jej świecie.
Uśmiechnął się, powiedział coś do Dior, a następnie wyszedł. Dziewczyna chwilę leżała i wzrokiem szukała swojego miecza w pokoju. Nie miała czasu, aby napawać się pięknem jego wystroju, więc rzuciła jeszcze kilka spojrzeń. Na widoku nie było nic, co mogłoby pomóc Diorbhail uciec. Westchnęła, a potem przekręciła się na łóżku tak, by zobaczyć co jest pod nim. Zwisająca głowa w rzeczywistości mogła wyglądać komicznie, jednakże małe śledztwo naszej blondynki było niezwykle poważne. Gdy zobaczyła, że pod łożem nic nie było, to powoli z niego zeszła. Była okropnie zmęczona, ale nie mogła zostać w obcym świecie, musiała coś zrobić.
Podeszła do miejsca, w którym otworzył się portal i zaczęła dłonią odgarniać powietrze. Pragnęła jakoś powrócić do ruin swego domu, musiała to wszystko odkręcić- wrócić do swoich czasów, a potem zabić brata bliźniaka, który wykończył jej ukochaną rodzinę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 31
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Sob Lut 10, 2018 10:34 am

Wychodząc czuł niepokojące przeczucie, że dziewczyna raczej nie uleży zbyt długo na łóżku po jego wyjściu. Była słaba, ale napędzać ją mogło wiele innych czynników, które ignorowały jej stan bez względu na konsekwencje nadwyrężenia ciała. Na szczęście udało mu się uleczyć jej najpoważniejszą ranę i pozostałe nie powinny stanowić większego problemu, ale i tak będzie wolał ją później obejrzeć dokładniej. Miał nadzieję, że w tym czasie nie zrobi czegoś głupiego… Świat za oknem musiał być wystarczająco przerażający, aby jednak nie postanowiła wyskakiwać, ale czy nie wpadnie na inny pomysł? Na wszelki wypadek wolał nie zwlekać zostawiając jej samej i odłożył miecz w gabinecie, aby zająć się innymi sprawami. Na razie bowiem musiał się skupić na porozumieniu z nią. Bez tego dalsza współpraca na pewno nie będzie możliwa.
Po odnalezieniu odpowiedniego zaklęcia i rzuceniu go na siebie zrobił swojemu gościowi herbaty i zabrał zwyczajną apteczkę, aby do końca opatrzyć gościa nie wzbudzając w nim większego przerażenia i niechęci do nadnaturalnych zdolności. Na całe szczęście pamiętał jeszcze sporo ze swojej medycznej wiedzy z czasów studiów…
Po powrocie do pokoju, w którym zostawił blondynkę, na szczęście nie został od razu zaatakowany, ani ogłuszony świecznikiem, o którym przypomniał sobie, możliwe że za późno, bo już po wejściu do pomieszczenia. Okno było całe, a dziewczyna, jak przewidywał, stała już na nogach rozglądając się badawczo wokoło. Jęknął w duchu… Dlaczego pacjenci nie chcieli słuchać poleceń?
- < Kiedy cię zostawiałem, wolałem abyś leżała i odpoczywała. > - Tym razem odezwał się już normalnie w jej języku. Drzwi zamknęły się za nim same, chociaż na przeciąg nie można było narzekać i odstawił tace z ciepłym napojem na stoliku obok łóżka, a niewielką czarną torbę na podłodze obok. Dzbanek i czarka różniły się zapewne od jej naczyń, ale poza doprecyzowanym kształtem były prostymi, glinianymi przedmiotami codziennego użytku. Na pewno ozdobna porcelana zrobiłaby nieufne wrażenie.
Odwrócił się spokojnie do niej, mając pewność, że z pomieszczenia się nie wydostanie. Nie chciał jej więzić, ale obecnie była zagubiona i chciał jej pomóc. Nawet jeśli trochę wbrew jej woli, to na pewno kierując się szlachetnymi pobudkami. W trosce o bezpieczeństwo jej i osób wokoło…
- < Zatem jeszcze raz... Jestem Doktor Stephen Strange, magiczny obrońca Ziemi. Ty zaś znajdujesz się w Sanctum Sanctorum, najważniejszym budynku utrzymującym barierę wokół tej planety chroniącej jej przed najeźdźcami z innych wymiarów. Nie musisz się bać, nie zamierzam cię skrzywdzić. Pragnę ci jedynie pomóc. Wydajesz się bardzo zagubiona. > - wyjaśnił jej obecne położenie i swoją rolę w dotychczasowych działaniach. Skoro udało mu się już znaleźć z nią wspólny język, to może wyjawi mu, co właściwie robiła w rezerwacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Diorbhail Hallrdottir


Liczba postów : 37
Join date : 21/03/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Nie Lut 11, 2018 12:26 am

Machanie dłonią w powietrzu nie sprawiło, iż znalazła sposób, by otworzyć anormalne przejście stworzone przez nieznajomą istotę, którą zaczęła nazywać zjawą przez pierwsze odczucia jakie w niej wywołał Strange. Stephen niepokoił Diorbhail niemal tak samo jak dziwny pojazd Larsa czy sam strażnik parku. W dodatku dziwne zdolności zjawy, których nie potrafiła racjonalnie wyjaśnić, zaczęły ją ciekawić. Zastanawiała się czy mają taką samą genezę jak jej moce... Mężczyzna wyglądał na obeznanego w używaniu swoich umiejętności, toteż Dior podejrzewała, że nawet jeśli nie mówi w jej języku, to również został wybrany przez bogów.
Dlatego też nie próbowała go zaatakować. Był wybrańcem, tak jak ona, więc zrobienie mu krzywdy byłoby naprawdę głupie. Nasza bohaterka nie chciała na siebie sprowadzać gniewu najwyższej istoty, a Wszechojciec mógłby skarcić Hallrdottir za takie zachowanie. Zatem przez blond głowę nawet nie przeszła myśl, aby poczekać na Stephena i zdzielić go świecznikiem czy innym przedmiotem z komnaty.
Nie zamierzała jednak zostać w tym pokoju. Strange mógł być wybrańcem, jednakże Dior miała ważniejsze sprawy niż poznanie tajemniczego mężczyzny. Była już niemal pewna, że przeniosła się w czasie oraz niesamowicie zdeterminowana, by wrócić do swojego świata. Miała zamiar oskórować bliźniaka za to co zrobił lub dopiero miał zrobić. Chciała użyć mocy i trafić do chaty zanim zjawi się tam ten bezlitosny morderca.
Jednakże nic nie szło po jej myśli. Najwidoczniej tylko zjawa potrafiła otwierać portale, ponieważ nie była w stanie znaleźć niczego co uaktywniałoby działanie osobliwych przejść. Niestety Dior nie mogła próbować przenoszenia się w czasie w tym pomieszczeniu, ponieważ, jeżeli jakimś cudem udałoby się jej, to wylądowałaby niezliczoną ilość kroków od domu, a wtenczas z pewnością nie uratowałaby rodziny.
Obróciła się w jego stronę, gdy tylko Strange wrócił. Pierwsze na co zwróciła uwagę to brak jej miecza. Zmarszczyła brwi i spojrzała na niego specyficznym wzrokiem. Zimne, błękitne oczy, które jeszcze były czerwone od płaczu i wcześniejszej histerii, nie odrywały się od zjawy. Dokładnie obserwowała jego ruchy, a w każdej chwili gotowa była zareagować. W pewnym momencie szybko zerknęła na drzwi, by przekonać się, że droga ucieczki nie istniała, więc wróciła do śledzenia poczynań Stephena.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że wchodząc, mężczyzna przemówił w jej języku. Otworzyła szeroko oczy i odsunęła się od niego. Jak to możliwe?
Nie mogła zrozumieć, dlaczego nie użył tejże mowy już w ruinach. Nie pojmowała zachowania i intencji zjawy, a gdy ponownie otworzył usta... Sprowadził na nią kolejne wątpliwości, pytania oraz zaniepokojenie. Co to w ogóle oznaczało "być obrońcą Ziemi"? Jakie wymiary, jaka bariera? O czym on do cholery mówił?
Bać? Zagubiona? Diorbhail wysiliła się na pogardliwy śmiech, którym obdarowała Stephena. Nie obchodziło ją czy zachowuje się nieodpowiednio w stosunku do osoby, która ją uratowała. Liczyło się, by dobitnie pokazać, iż mężczyzna jest w ogromnym błędzie, a ona robi mu przysługę wyprowadzając Strange'a z niego.
- Nie ma we mnie strachu oraz zdezorientowania- stwierdziła ostro Dior, specjalnie ignorując resztę jego słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 31
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Pon Mar 19, 2018 1:00 pm

Nie przejął się jej lodowatym spojrzeniem, bo w jego mniemaniu nadal była tą zapłakaną dziewczyną, która zagubiła się w obcym świecie. Im dłużej nad tym się zastanawiał, tym więcej teorii snuł i nawet jednak pomyślał nad tym, że dziewczyna w jakiś niewyjaśniony sposób przeteleportowała się tutaj z któregoś z pozostałych nordyckich wymiarów. Może Wanaheim, jeśli jednak w Asgardzie mieli lepsze pojęcie o Midgardzie? Zabrana z rozległych pól mogła faktycznie poczuć się sfrustrowana, a nawet tak cudownej krainy nie opuszcza wojna i inne walki z niestworzonymi istotami.
Zaprzestał jednak rozmyślania nad domysłami i skupił się na blondynce. Tak czy inaczej, będzie musiał się o niej więcej dowiedzieć, aby móc jej pomóc. A z najwyraźniej twardym charakterem będzie musiał nieco się nagimnastykować, aby jakoś do niej dotrzeć. Na szczęście nie było dla niego problemem trochę poudawać potulnego i chowając dumę dać jej przyjemność z bycia tą mądrzejszą.
- < Oczywiście. > – przytaknął jej usłużnie i skinął głową, jakby przepraszał za tak haniebne słowa. Musiał jak najbardziej zdobyć jej zaufanie, a wchodząc w konflikt raczej mu się to nie uda. Najwyraźniej będzie musiał lepiej dobierać słowa, bo jego Alicja niekoniecznie chciała współpracować w poznawaniu drugiej strony lustra.
- < Jeśli mi pozwolisz, to opatrzę twoje rany. W między czasie możesz mi odpowiedzieć skąd jesteś i jak się znalazłaś w tamtym lesie? > – spytał łagodnie, jednak nie robił nic bez jej wyraźnej zgody. Może jednak ta strata czasu nie będzie dla niej zgubna? Wolał mieć jednak pewność, że nic nie zagraża już jej życiu i przy okazji będzie mógł poznać jej historię. To ułatwi mu na pewno zadanie. – < Oczywiście jedynie tyle, abym mógł spróbować ci dzięki temu pomóc. > – Nie zapewniał jej o swojej pomocy. Nie był pewien czy mu się uda, a składanie obietnic bez pokrycia mogło mieć zgubne konsekwencje. Niemniej jednak jego jedynym celem było uzyskanie równowagi poprzez odesłanie jej tam, skąd przybyła. Miał nadzieję, że pomoc z jej poważną raną pozwoli jej na odrobinę więcej zaufania wobec maga.



OffTop: Najmocniej przepraszam, że tak długo. W razie następnego opóźnia ponaglaj mnie na PW albo przez adminów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Diorbhail Hallrdottir


Liczba postów : 37
Join date : 21/03/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Wto Kwi 24, 2018 5:05 pm

Gdyby tylko wiedziała, że Strange ciągle myśli o niej tak samo, jak wtedy gdy zobaczył ją po raz pierwszy w furii podczas bezsilności w związku z losem jaki przyszło jej wieść, to z pewnością nie byłaby zadowolona. Bez wątpienia chciałaby mu udowodnić, że jej osoba powinna wzbudzać w nim strach oraz szacunek, a nie coś na wzór litości nad zagubioną w obcym świecie dziewczyną.
Spojrzenie Dior pozostało niezmienione, a gdy tylko zjawa przytaknęła, to dziewczyna poczuła swoistą satysfakcję, że udało jej się zdominować swojego rozmówce. Nie wiedziała, że mag sprytnie próbuje ominąć wszelkie blokady, które ustawiła Hallrdottir dla obcych. Jej charakter nie pozwalał na przyznanie się do jakiejkolwiek słabości, zwłaszcza, iż miała samą siebie za niesamowicie wytrwałą i niebojaźliwą istotę. Nic dziwnego, że przez jego uwagi poczuła się nieswojo i choć odbiegały od bezpodstawności, tak nie było opcji, by Diorbhail się przyznała do tego, iż jest w beznadziejnej sytuacji, z której nie wie jak i nie potrafi się wydostać. Zjawa mogła to wyczytać z wcześniejszego śmiechu oraz ostrego tonu dziewczęcia, które sygnalizowały, że kobieta nie chce słyszeć takich uwag na temat swojej osoby.
Jedno było pewne- potrzebowała pomocy Strange’a. Do tego czasu była niemal pewna, że to bogowie go przysłali. Świadczyły o tym te przedziwne umiejętności oraz zdolność przemawiania w języku wikingów. To musiało coś znaczyć, prawda?
Poza tym większość rzeczy wokół niej działo się zbyt szybko. Po raz pierwszy zmieniła swoje położenie przechodząc przez świecący portal, w kilka godzin straciła rodzinę oraz dotychczasowe życie. Psychika dziewczyny ledwo wytrzymywała, a stres narastał w niej coraz bardziej. Była nauczona działać. A teraz? Teraz stała bezczynnie oddalona od familii, którą może dałoby się jeszcze uratować.
Podeszła bliżej mężczyzny i dopiero teraz zdała sobie sprawę jak bardzo wysoki jest jej rozmówca. Był wyższy niż większość mężczyzn, jakie było jej dane zobaczyć.
- Pozwolę ci opatrzyć moje rany- powiedziała jakby robiła mu łaskę, iż w ogóle może dotknąć jej ciała, a potem dodała- Jestem Diorbhail Hallrdottir, córa wielkiego wojownika Hallra i bogobojnej Gillian, pierwsza tego imienia, wojowniczka zwana Kuling, odkrywczyni nowych lądów, oddana bogom zwłaszcza Wszechojcu… Odynowi…
Mówiła jeszcze przez chwilę wymieniając swoje tytuły, zupełnie jakby nauczyła się tego pamięć i teraz wyrecytowała owe słowa. Przedstawiała samą siebie z tak poważną miną, że gdyby Strange miał wątpliwości i sądził, że dziewczyna z niego drwi, tak jej lico było potwierdzeniem powagi Dior.  
Następnie zamilkła i czekała, aż mężczyzna ją opatrzy. Choć była wyczerpana, tak miała plan, by sprawdzić wszystkie swoje domysły. Chciała dotknąć dłonią skóry Stephena i odczytać skrawki jego przeszłości. Nastawiona była na szukanie informacji o Odynie, który zesłałby zjawę na drogę Dior. Wiedziała, iż było to nie fair w stosunku do maga, ale nie ufała mu i musiała sprawdzić czy ma rację uważając na jego osobę. W końcu nie powierzy swej historii w byle jakie ręce.


[nie ma problemu, w końcu kim ja jestem, by oceniać szybkość postów, skoro mi również nie udaje się odpisać na czas i jest maaaałe opóźnienie]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 31
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Sob Kwi 28, 2018 7:56 am

To nie była litość, ale współczucie. Najlepiej znał pojęcie bezsilności i niemocy w obliczu szalejącego dookoła świata. Może nie wiedział dokładnie jak to jest, kiedy traci się rodzinę z rąk kogoś bliskiego, ale sam stracił Ancient One, którą darzył ogromną dozą przyjaźni, która prawie od czterdziestu lat była mu obca. I chyba także dzięki swojej nauczycielce nie traktował Dior jak zwykłej dziewczynki, która potrzebuje stałej opieki. Przynajmniej nie na co dzień, w swoim własnym świecie potrafiła pewnie o siebie zadbać lepiej niż niejeden mężczyzna. Tylko tutaj została rzucona w zupełnie inny wir i to tak gwałtownie, że każdy mógłby poczuć się niepewnie, nawet największy wojownik. Możliwe, że sam czułby się podobnie na jej miejscu, ale duma nie pozwoliłaby mu się przyznać do tego, że nie panuje nad sytuacją. Bo to w jakiś sposób jest kolejnym przerażającym stwierdzeniem, które chce się odpychać w chwili załamania innymi problemami.
Nie musiała na głos przyznawać się do tego, że potrzebuje jego pomocy. On sam nie miał też zamiaru wypominać jej tego faktu, ale gdyby jednak postanowiła dalej z nim walczyć, to musiałby użyć mocniejszych argumentów działających na jej zostanie w Sanktuarium. Przynajmniej na krótki czas, aby mógł sprawdzić czy nie uda mu się jej pomóc. Była wojowniczką, ale nie wydawała się groźna. Może to z powodu jej odniesionych ran i desperacji przy pierwszym spotkaniu postawił pochopną diagnozę, ale zarazem w samej kobiecie było już coś, co pozwalało jej ufać. Nie puściłby jej samej na miasto, to byłoby szaleństwo i dla niej, ale był gotowy zaryzykować skupiając się na jej ranach nie zważając na możliwie ukryty gdzieś sztylet, którym mogłaby go dźgnąć.
Skinął głową w podziękowaniu za tak wielką łaskę możliwości opatrzenia jej i zaraz wyjął z walizki odpowiednie rzeczy, aby oczyścić jej rany i sprawdzić czy jej narządy wewnętrzne nie są uszkodzone. Przy pozostałych zadrapaniach szczypanie nie powinno być bardzo odczuwalne, ale gotowy był przerwać, na wypadek gdyby nie spodobał jej się ten rodzaj potrzebnego bólu. Jednocześnie słuchał uważnie jej przedstawienia się i bynajmniej nie odebrał go jako żartu. Sam dużą uwagę przykładał do nazywania go doktorem, więc czemu ktoś inny miałby nie mieć podobnie dumnego miana?
- < Kuling? Jak dźwięk do nawoływania stada? Nie wyglądasz na pasterkę. > – powiedział na głos swoje przemyślenia. A kiedy po świecie podróżuje Thor, a na twojej liście Top10 najniebezpieczniejszych istot magicznych jest Loki, to tym bardziej chcesz się nauczyć o nordyckiej kulturze jak najwięcej. Bo miał już absolutną pewność, że Diorbhail była naprawdę z okolic Skandynawii i to z czasów pogańskich.
- < Przepraszam. Powiedz, czy w twojej… teraźniejszości działo się coś, co było ważnym wydarzeniem? Mam na myśli bitwy, podboje, ludzie, którzy nie wierzyli w bogów z Asgardu? > – spytanie jej o to, w którym wieku się urodziła mogło nie przynieść spodziewanego efektu. Była wojowniczką, nie uczennicą, a daty poszczególnych plemion mogły się różnić. Nie mógł ryzykować odesłania jej do przypadkowo innych czasów, bo wtedy mogłaby już nie znaleźć kogoś, kto jej pomoże. – < Twój ojciec, Hallr, był przywódcą? Zasłynął z jakieś bitwy? > – spytał już mniej precyzyjnie mając nadzieję, że i swego ojca dumnie przedstawi, a gdyby mu się poszczęściło i był znanym wojownikiem, to miałby jeszcze większe konkrety odnośnie życia zagubionej w czasie.
Strój Strange’a był jakby idealnie stworzony do przeciwdziałania zdolnościom Dior. Koszula z wysokim kołnierzem, surdut z ciasno owiniętymi mankietami skórzanym pasem, sam pas, długie spodnie i buty oraz peleryna, która broniła jego szyi i w znacznej części policzków. Poza twarzą mogła liczyć na dłonie, ale i te Strange zakrył nitrylowymi rękawiczkami do opatrzenia jej ran.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Diorbhail Hallrdottir


Liczba postów : 37
Join date : 21/03/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Sob Kwi 28, 2018 11:59 pm

Dior postrzegała takie zachowanie jako litość. Współczuciem było samo uczucie smutku związanego z losem innych, w tym  przypadku z losem Hallrdottir, która zdezorientowana trafiła do nieznanej rzeczywistości. Litością, w jej zrozumieniu, był sam fakt pomocy Diorbhail, która była przytłoczona uczuciem bezsilności jak nigdy wcześniej. Nie posiadała rozległych opcji w swojej głowie na rozwiązanie tego problemu, choć była niegłupia. Po prostu ta sytuacja zdawała się być urzeczywistnieniem najgorszego koszmaru. Gdzie w tym wszystkim byli bogowie? Wołała każdego z nich w wielu myślach, a nie dostała odpowiedzi. Dlatego też tak usilnie wierzyła, że zjawa to ich wysłannik, ktoś kto został obdarowany przez nich jasnym celem… Uratowania Dior.
Niestety do tej pory nie znalazła dokładnego dowodu. Do wcześniejszej tezy przekonywała ją umiejętność mówienia w ojczystym języku Bhail oraz moce niespotykane u zwykłych ludzi w jej czasach. Jednakże nieraz Diorbhail, by w  cokolwiek uwierzyć, potrzebowała niezbitego dowodu i nierzadko tymi potwierdzeniami były wspomnienia innych, które pozwalały rozwiać wszelkie wątpliwości.
Wzrok blondynki badawczo spoczął na osobie Strange’a, gdy ten ją opatrywał. Mężczyzna mógł odnieś wrażenie, że po prostu przypatruje się mu z ostrożności, lecz ona szukała odkrytych miejsc na ciele maga, które ewentualnie pozwoliłby jej odsłonić tajemnice dziwacznego wybawiciela.
Zmarszczyła lekko brwi, gdy poczuła działanie środków oczyszczających rany. Zaraz potem dostosowała swoją mimikę do dobrze jej znanej obojętności, a lekki ból stał się dla niej całkiem znośny, choć musiała przyznać, iż rzadko odczuwała taki rodzaj cierpienia. Mogła go uznać wręcz za śmieszny, gdyby chciała porównać ten ból do śmiertelnego ciosuw brzuch od jej ukochanego brata.
Na wspomnienie zdrady coś zakuło ją w sercu i znów poczuła, iż musi  wziąć się do działania. Niestety Stephen był niemal cały osłonięty, zupełnie jakby przewidział taką sytuację. Podniosła głowę, by spojrzeć na jego twarz i ocenić czy ma szansę zbliżyć się do niego na tyle długo, aby dostać potrzebną informację, a jednocześnie nie dodawać sytuacji groteskowości i móc się wyplątać ze swego dziwnego zachowania. Teoretycznie mogła przystawić mu dłoń do policzka, jednakże wiedziała, iż nie będzie to normalne postępowanie… Mogła wytłumaczyć to jakimś zwyczajem i wmówić mu, że jest to powszechny gest w jej kulturze. Nie chciała stracić osoby, która mogła wyleczyć ją z okropnych ran.
Na słowa Stephena dziewczyna podniosła brwi do góry, a komnata (i może sama Dior) usłyszała, już od dawna nie używany, dźwięczny śmiech dziewczęcia. Trwał on krótko, jednakże był naprawdę szczery. Rozbawiona spojrzała na zjawę, a potem postanowiła wytłumaczyć, co takiego ją rozbawiło.
- Chyba masz na myśli Kulning, zaś ja przedstawiłam się Kuling- powiedziała, zwracając szczególną uwagę na wymowę.
Dopiero potem zapalił się w niej płomyczek niepewności, który sprawił, że ogień poczucia zagrożenia wypełnił ciało blondynki. Przedstawiła się, a on nawet nie poznał z kim ma do czynienia. Bogowie nie mogli go wezwać, zwłaszcza, że po wyjawieniu mu swojego imienia i tytułu- on pomylił dwa skandynawskie słowa, które dla Dior wydawały się być zupełnie różne. Może rzeczywiście powinna zareagować agresywnie na wszystkie jego ruchy, bo skoro bogowie go nie przysłali, to dlaczego tak bardzo się tym przejmuje? Nie kupowała bajeczki o byciu strażnikiem tego świata, bo to była funkcja bogów, a skoro on za nich nie przemawiał, to…
Wysłuchała następnych jego słów, patrząc się na swoje kolana i starając się znaleźć dobre rozwiązanie całej tej sytuacji. Kolejne pytania o bitwach, podbojach i innowiercach sprawiły, że coraz wolniej zbierała się do odpowiedzi. Niby Strange uzasadnił szczegółowość swych pytań pomocą, ale teraz dziewczyna nie chciała od niego wsparcia. Zapragnęła nagle wydostać się z komnaty, lecz najpierw chciała jak najbardziej skorzystać z jego medycznych zdolności. Zdała sobie sprawę, że bardzo łatwo powierzyła się w ręce obcego człowieka przez swoje głupie myśli. Poczuła wstyd zmieszany ze złością.
Milczała z premedytacją do chwili, gdy przypomniało jej się, iż mężczyzna zabrał jej cenną broń, dlatego też zamiast odpowiedzieć na pytania… Zadała własne.
- Gdzie mój miecz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 31
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Wto Maj 22, 2018 3:29 pm

Nie podawał się za wysłannika jednego z bogów znanych dziewczynie. Co prawda jego tytuł był mylący i prawdopodobnie używany nad wyraz, ale nie miał za wiele wspólnego z Thorem czy Odynem. No, poza jego polowaniem na Lokiego w sytuacji, gdyby ten znów pojawił się na Ziemi. W inkantacjach znanych zaklęć miał za to inne byty nadprzyrodzone, które nie były znane nikomu ze śmiertelników nie związanych z magią. Ale pomimo powoływania się na pomniejsze bóstwa, nie wierzył w to, aby bogowie, jacykolwiek, czuwali nad losem żyjących. Nie wykluczał jednak, że może samo przeznaczenie ich ku sobie zesłało? Ono jak i bogowie lubiło tworzyć pewne okoliczności, ale bez dawania jawnych znaków ingerencji. Musiałeś sam wyłapywać, że sytuacja, w której się znalazłeś, wcale nie jest przypadkowa, nawet jeśli na taką wygląda.
Spojrzał na nią w pierwszej chwili nieco zdezorientowany, ale po chwili delikatnie się uśmiechnął. Wyczuł szczery śmiech i dostał potwierdzenie tego także w jej mimice. Nieco pokrzepiło go to, że udało mu się ją rozbawić. Niestety nie na długo mógł cieszyć się tym, że nie rozbawił jej jedynie w sarkastyczny sposób. Jej wyjaśnienie dało mu do myślenia, dlaczego nagle zmieniła nastawienie do niego. Zganił się w myślach za zbyt poufałe słowa. Nie powinien pozwalać sobie na takie rozluźnienie w relacjach, jeszcze było na to zdecydowanie za wcześnie, nawet jeśli odrobina rozluźnienia by jej dobrze zrobiła, to wpierw powinien z dystansem podejść do jej sprawy. Za późno jednak sobie zdał z tego sprawę i cały ton rozmowy znów zszedł na oschły i nieufny.
Wziął głęboki wdech patrząc na nią zawiedziony taką zmianą. O wiele bardziej pomogłaby mu odpowiadając na pytania, to na pewno jakoś przybliżyłoby to ich do celu. Nawet jeśli nie wiedział, jak miałby odesłać ją do jej czasów. Może i Oko miałoby taką moc, ale nigdy nie trenował takich zaklęć i wątpliwe, aby pozwolono mu teraz próbować takich rzeczy. Mógł jednak jeszcze wykorzystać to, w jaki sposób się tutaj znalazła… To, co pamiętała z ostatnich chwil mogło mu pomóc, ale zakładał, że teraz nie tak łatwo będzie się tego dowiedzieć.
- < Jest w bezpiecznym miejscu. > – odrzekł krótko, nie do końca odpowiadając na jej pytanie. Nie mógł jednak jeszcze jej pozwolić na samowolkę, a obawiał się, że szybko ulotniłaby się z bronią z Sanktuarium. Nawet jeśli wyjście, jak i znalezienie czegokolwiek w tym budynku, było niełatwym zadaniem, kiedy nie byłeś magiem.
Podniósł się zdejmując rękawiczki i wrzucając je do torby. Nie bardzo wiedział, jak ma odzyskać te łatwość komunikacji jeszcze z przed chwili, ale musiał jej jakoś pomóc.
- < Nie chcę zrobić ci krzywdy. > – zaczął łagodnie, postanawiając postawić na szczerość. – < Moim obowiązkiem jest jedynie pomóc ci wrócić tam, skąd przybyłaś. Do tego jednak przydałaby mi się twoja pomoc. Gdybyś chciała współpracować, na pewno szybciej udałoby mi się to jakoś rozwiązać. > - Sięgnął po kubek z herbatą i wyciągnął w jej stronę. – < Napij się i opowiedz mi, co pamiętasz z momentu zanim pojawiłaś się w tamtym lesie. >
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Diorbhail Hallrdottir


Liczba postów : 37
Join date : 21/03/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Nie Cze 10, 2018 4:16 pm

Postanowiła jeszcze raz przeanalizować swoją sytuację. Nie wiedziała gdzie jest, o ile lat przenosiła się w czasie oraz jak powrócić do swojej rzeczywistości. W dodatku osoba, która miała jej wszystko ułatwić… Utrudniła cały proces powrotu. Nie dość, że zjawa zabrała ją z lasu, który niegdyś był domem Diorbhail, to jeszcze uniemożliwiła dostęp do broni. Jedynym plusem całej sytuacji, w której się znajdowała, były uleczone rany od brutalnych ataków jej bliźniaka.
Na samo wspomnienie brata, dziewczę wciągnęło powietrze do płuc, zacisnęło zęby, a potem powoli wypuściło je nosem. Czas nieubłagalnie mijał na pogaduszkach z człowiekiem podającym się za obrońcę tego świata, a w tym czasie Ingvar pewnie pozbawiał życia matkę i siostrę wojowniczki. Ta myśl nie dawała spokoju Diorbhail, a jej zwierzęca natura wręcz syciła się tym gniewem. Dior pragnęła zemsty na bliźniaku, a każde wspomnienie twarzy ojca czy brata zestawione z ich śmiercią sprawiało, iż blondynka ledwo mogła usiedzieć w komnacie. Musiała coś zrobić.
Dlatego jak usłyszała, że Doctor Strange nie podał jej dokładnego miejsca, gdzie znajduje się jej miecz, na twarzy Hallrdottir pojawił się dość nieprzyjemny grymas. Doktor mógł zobaczyć w jej oczach coś niespotykanego u współczesnego człowieka. Niemal odczłowieczony gniew, zupełnie jakby dziewczyna miała się zaraz na niego rzucić i przegryźć zębami jego tętnice.
Aczkolwiek Bhail nie była aż tak nierozważna i choć chętnie pozbyłaby się już zjawy ze swojej historii, tak znając kawałek jego możliwości nie pozwoliłaby sobie na walkę. Zwłaszcza, że jej stan polepszył się tylko wizualnie. Ciągle była tak samo zmęczona i bez energii jak w lesie, a rozmówca Diorbhail posiadał umiejętności, których możliwe, że nie byłaby w stanie pokonać przy pełni swych sił.
Kolejny raz wysłuchała słów maga, choć wyglądało to bardziej jak gdyby Strange mówił do ściany. Blondynka nawet nie patrzyła w jego stronę, gdy zjawa próbowała wyjaśnić, dlaczego jej pomaga. Celowo go znieważyła, a jak tylko wyciągnął w stronę Bhail kubek z herbatą to, choć dziewczyna była niesamowicie spragniona, wytrąciła mu z ręki owe naczynie.
- Co pamiętam z momentu zanim pojawiłam się w tamtym lesie?!- wrzasnęła, wstając i zbliżając się do Strange’a.
Widać było, że jest wyprowadzona z równowagi. Zupełnie jak wtedy, gdy krzywdziła bezbronne drzewo, które rosło w ruinach jej domostwa. Łagodność Stephena była idealnie zestawiona z furią, jaką emanowała w tym momencie dziewczyna.
- Hmm… Co takiego mogę pamiętać? Ach tak! Mój cholerny brat zabił całą moją rodzinę, a ja… Ja nic nie zrobiłam! Rozumiesz?! Widziałam jak ich ciała padają zakrwawione obok, ale się nawet nie ruszyłam… Nic nie zrobiłam! Kompletnie nic… Nic…-  krzyknęła, wyrzucając z siebie cały żal, całą pogardę do swojej osoby.
Przecież był moment, w którym z łatwością mogła dopaść jednookiego mordercę, ale zastygła zupełnie jak czas, który zatrzymała. Dlatego musiała tam wrócić i zmienić bieg wydarzeń. Dior podejrzewała, że zjawa stała się dla niej swoistą przeszkodą, którą bogowie zesłali. Musiała dowiedzieć się o magu czegoś więcej, a jedynym sposobem był dotyk, za którego pomocą mogła przeczytać przeszłość Strange’a.
Dlatego, gdy już była wystarczająco blisko jego osoby, wyciągnęła obie dłonie i spróbowała je położyć na policzkach Stephena, bądź czole. Już ją naprawdę nie obchodziło, aby zrobić to niepostrzeżenie. Nie miała czasu na gry, musiała działać, bo w końcu czas nie był po jej stronie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 31
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Sro Lip 25, 2018 7:34 pm

Mógł się domyślić, że taka odpowiedź niezbyt zadowoli jego gościa, ale obecnie naprawdę nie mógł sobie pozwolić na jej samowolkę, a już tym bardziej z bronią. Niewątpliwie mogłaby zostać złapana przez policje, a wtedy na pewno nie miałaby żadnych szans na powrót, chyba że sama zdołała stworzyć ową podróż w czasie. Co byłoby fascynujące, ale w obecnej chwili wątpił, by nawet posiadając taką moc panowała nad nią na tyle dobrze, aby wrócić do domu.
A gdyby chociaż trochę mógł poznać jej myśli, bez naruszania jej umysłu wbrew woli, to pomógłby jakoś pocieszyć. Przekonać, że niezależnie od tego ile czasu spędza w teraźniejszości, może cofnąć się w czasie na tyle, aby uratować bliskich. Albo by chociaż móc się zemścić, bo najwyraźniej to także było w jej żyłach. Dzikość w oczach, chociaż ostudzona trzeźwym myśleniem i nie zaatakowaniem go frontalnie, wskazywała na taki rodzaj osobowości. Taki rodzaj środowiska dorastania. Jakieś prymitywne plemię, w którym istotna była siła. No, jej racjonalne myślenie też pasowało, bo Nordycy cenili sobie zarówno inteligencje jak i siłę. Niestety… Wnioskując z jej zachowania nie był ani trochę bliżej rozwiązania zagadki skąd się wzięła w tamtym lesie, ani czy może jej jakoś pomóc. To wymagało współpracy, ale i cierpliwości, której obecnie brakowało dziewczynie i po jej wybuchu mógł nawet zrozumieć dlaczego.
Kiedy wytrąciła mu kubek z herbatą, to uniósł dłonie w obronnym geście pozwalając naczyniu rozbić się o podłogę. Mógł je złapać za pomocą telekinezy, ale wybuch z jej strony mógł okazać się niebezpieczny i wolał skupić się jedynie na niej. Chociaż nie były to warunki, w których chciałby się dowiedzieć czegoś o niej, to dzięki emocjom była bardziej rozmowna. I nawet jeśli nie pomoże to w jego dochodzeniu, to na pewno może udać mu się ją jakoś uspokoić. Może nie był psychologiem, a już na pewno nie kimś bliskim dla niej, ale musiał się postarać jakoś jej pomóc. Także poradzić się z tym, co ją spotkało. Chociażby dla dobra świata, bo niestety, ale wszystko co nieznane miało jakieś prawdopodobieństwo zniszczenia świata. Wiele mutantów było zagrożeniem, jeśli pozwalało eksplodować emocjom, w jej przypadku może być podobnie, a na to nie mógł pozwolić. Jeszcze krzyknie „No more wizards” i by miał problem…
- Dior… - chciał ją uspokoić, na moment przemówić do rozsądku i jakoś racjonalnie wyjaśnić, co dookoła się niej działo, ale nim zdołał wymówić jej imię, wojowniczka błyskawicznie ruszyła do przodu. Poza medycyną i magią nauczył się walczyć, więc odruchowo zacisnął dłonie w pięści i korzystając, że są już podniesione uniósł gardę chroniąc boki głowy, jednak dając jej dostęp do czoła. A takiego dotyku spodziewał się najmniej, a jeszcze mniej spodziewał się tego, czemu miał służyć…



OffTop: Znów nie udało mi się zbytnio znaleźć czasu na odpis, mam nadzieję, że nie jesteś za bardzo tym sfrustrowana? Przy okazji, nie umiem wybrać jakiegoś wspomnienia i nie jestem pewien, jak konkretnie miałoby to wyglądać. Administracja stwierdziła, że w przyszłości będzie to robił Mistrz Gry, ale obecnie dam ci możliwość wyboru czegoś z historii Strange’a. W razie jakichkolwiek wątpliwości, możesz pisać do mnie na PW.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Diorbhail Hallrdottir


Liczba postów : 37
Join date : 21/03/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Nie Sie 05, 2018 4:31 pm

Wciąż towarzyszyło jej wspomnienie zimnego wiatru, które musnęło jej półzakryty kark, wywołując nieprzyjemne uczucie wszechogarniającego chłodu. To było kilka chwil przed tym jak strzała przeszyła ciało Dior. Lodowate powietrze wydało się wtenczas niezwykle pieszczotliwą łaskotką przy fali bólu jaka rozlała się po Hallrdottir.
Teraz nie czuła już cierpienia. Nie spotkała się z tak szybką zdolnością uleczania od czasów historii o pewnej plemiennej wieszczce, nad którą czuwają  bogowie. Ona również potrafiła ratować ludzi z sytuacji, jakie zwykli wieśniacy uznaliby za ostateczny wyrok.
Matka Dior znała się na ziołach. Potrafiła sporządzić wiele poprawiających samopoczucie wywarów. Kilka razy uratowała Hallra od groźnych zakażeń, które mogłyby skończyć jego życie. Z pewnością byłaby zainteresowana umiejętnościami zjawy. W czasach Diorbhail dobre zdrowie było powiązane ze szczęściem i tym, że bogowie ci sprzyjają, toteż każdy przepis na przydatną miksturę mógł być wiele wart.
Tymczasem Dior za tak cenny dar, jej własne życie, postanowiła nie okazać wdzięczności. Ba! Nawet nie podziękowała, zaś postanowiła jeszcze zaatakować swojego dobroczyńcę. Niektórzy ją zrozumieją, inni pogratulują Strange’owi cierpliwości. Sam fakt, że mógł ją zatrzymać, a tego nie zrobił, Bhail z pewnością wydałby się absurdalny. W końcu ona nigdy nie pozwoliłaby na to, żeby ktoś nieproszony się do niej zbliżył.
Dopiero, gdy miała dotknąć jego twarzy zorientowała się, iż mężczyzna jest niesamowicie wysoki. Przewyższał najzacniejszych wojowników jakich widziała, ale budowę ciała miał od nich kompletnie inną. Dziewczę nie pozwoliło, by uczucie zdziwienia ją rozproszyło. Kiedy zobaczyła dłonie Stephena ustawione po bokach głowy, to skupiła uwagę na przestrzeni nad brwiami maga.
Wspięła się na palce, położyła dłoń na jego czole i zamknęła oczy.
Wpierw była ciemność, a potem dziewczyna otworzyła ślepia, a następnie spojrzała na swoje dłonie. Potrzebowała chwili, by zorientować się, iż wymykające się spod panowania, drżące kończyny nie są jej- teraz patrzyła oczami wspomnienia na wydarzenie, które wiązało się z historią zjawy.
Strange wstał (a ona razem z nim), by obmyć twarz, a w lustrze ujrzała lico Stephena pogrążone w zmęczeniu. Następnie widziała już niewiele rzeczy. Magiczny trening, samotne zgłębianie tajemnic ksiąg, melancholię i ciężką pracę. Nie rozumiała też czym są niektóre przedmioty, w jej czasach ich nie było. Z scen do scen przeskakiwała w zawrotnym tempie, aczkolwiek zaczynała powoli wiązać fakty, choć jej umysłowi ukazało się zaledwie kilka dni życia zjawy i to jeszcze nieumiejętnie pocięte. Była zbyt zmęczona, żeby zobaczyć czystszy oraz dłuższy obraz czyjegoś życia.
Jak cały proces odczytywania wspomnień wyglądał dla Strange’a? Trwał on zaledwie chwilkę, był całkowicie bezbolesny i pół minuty po zamknięciu oczu, Dior je znów otworzyła, toteż jeżeli jej nie odepchnął, wtenczas dziewczyna sama się oddaliła. Aczkolwiek zamiast szybko odskoczyć od Stephena, to wojowniczka powoli zabrała dłonie z jego czoła i cofnęła się kilka kroków, patrząc na swoje ręce. Wyglądała jakby była w transie, cały czas analizowała obrazy, jakie zobaczyła. Gniew z niej uleciał, możliwe, iż na chwilę zapomniała nawet o swoim koszmarze.
Mag mógł zobaczyć, że pierwszą rzeczą, na którą spojrzała Dior były jego nieosłonięte dłonie. Patrzyła jakby próbowała się w nich doszukać wcześniejszej dysfunkcji.
Teraz też dotarło do Hallrdottir jak śmiało i głupio postąpiła. Przypomniała jej się magia, którą widziała w jego wspomnieniach oraz posługujących się nią innych ludzi. Nie miałaby z nimi szans, nawet jeżeli jakimś cudem udałoby się blondynce zdobyć swój miecz.
- Nie chciałam… Nic ci nie będzie, nie rób mi krzywdy…- powiedziała, czując, iż musi się jakoś usprawiedliwić.
Sama przecież chciała się stąd polubownie wydostać, więc może w końcu nastał czas na długo oczekiwaną współpracę? Zwłaszcza, iż w jej uczuciach do zjawy, oprócz wdzięczności, niechęci i niezrozumienia, pojawił się również szacunek. Widziała jego ciężką pracę, którą skojarzyła z własnymi, morderczymi treningami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Doctor Strange


Liczba postów : 31
Join date : 04/05/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Pon Sie 13, 2018 6:58 pm

Na pewno z chęcią pomógłby nauczać magii, w zamian za uzyskanie informacji o ziołach. Skupiając się na zaklęciach omijał dziedzinę alchemii i ziołolecznictwa, a była równie ważna. Chyba jednak tego rodzaju spotkanie będzie musiało poczekać, bo Strange borykał się ciągle z jeszcze początkowymi problemami dogadania się z Diorbhail. Nawet jeśli przełamał barierę językową, która stanowiła naprawdę duże wyzwanie, to obecnie wciąż nie umiał przekonać dziewczyny do tego, że chce jej tylko pomóc i nie ma złych zamiarów. Niemniej był przygotowany, że coś takiego może nie być łatwe. Fatycznie wykazywał się ogromną cierpliwością, ale nauczył się jak istotne jest zachowanie spokoju i czekanie. Żmudne i pracochłonne próby przemówienia jej do niego mogły się okazać bezskuteczne, ale Strange nie chciał się poddawać. Chociażby z prostego powodu – dla niej. Nie znał jej, ale mimo to chciał pomóc. Nawet jeśli usilnie starała się odpychać go. Nie miał jednak prawa jej o to winić, był w końcu dla niej kimś obcym, a każdy o zdrowym rozsądku z dystansem podchodziłby do kogoś takiego.
Podnosząc gardę musiał niejako się lekko pochylić uginając nogi w kolanach, ale na pewno dla niżej o 20 centymetrów dziewczyny i tak było wyzwaniem go dotknąć. I może faktycznie naiwnie postąpił pozwalając jej na dotyk. Nie wiedział o niej prawie nic, a mimo to zaryzykował kontakt. Cóż, poniekąd mógł sobie pozwolić na to, w końcu byli na jego terenie. W Sanktuarium znajdował się jeszcze Wong, a w każdej chwili i mogła wrócić Clea. Aczkolwiek uczennicy nie chciał narażać na żadne niebezpieczeństwo.
Stał więc gotowy do odepchnięcia jej, ale nie poczuł nic, co by mu zagrażało. Zacisnął dłonie w pięści sprawdzając jednocześnie czy może się ruszać, a zarazem nieco opanować drżenie zbyt długo uniesionych rąk, których mięśnie zaczęły przypominać o tym, że wysiłek jakikolwiek, nawet zwykłe uniesienie ich, je nadwyręża. Nie odepchnął jej, ani nie skontrował zadając cios. Przyglądał się jej jedynie, przyłapując się na tym, że znów bardziej martwi się o jej stan fizyczny niż o to, co mogła mu sama zrobić.
Chwila napięcia nieco opadła, kiedy blondynka złagodniała. Westchnął cicho opuszczając dłonie domyślając się, że ta już chce współpracować. Nie wiedział co zrobiła i czemu to na nią tak wpłynęło. Może będzie miał czas potem o to spytać, ale na razie najważniejsze było jej pomóc.
- < Nie mam zamiaru cię skrzywdzić. Chcę ci tylko pomóc. > - powtórzył wcześniej użyte już zwroty. Pomimo dziwnej sytuacji, jego cele się nie zmieniły i dalej wyrażał chęci pomocy w jej powrocie do domu.
- < Proszę, usiądź. Jesteś słaba i lepiej abyś odpoczywała. > - wskazał jej łóżko mając nadzieję, że teraz faktycznie lepiej będzie im dogadywać się i skoro nie jest jej wrogiem, to zaufa mu i pozwoli sobie pomóc, nawet w tak prostej teraz sprawie jak jej wyczerpanie. Jego magia mogła uleczyć rany, ale nie zwróci jej szybko utraconej energii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Clea
Female Hokus Pokus

Liczba postów : 114
Join date : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   Pon Sie 20, 2018 4:53 pm

Clea najpierw wylądowała na korytarzu Sanktuarium, gdzie przez chwilę dochodziła do siebie po podróży. Po tym skupiła się na samym mistrzu, by znów otworzyć portal w miejscu gdzie w pomieszczeniu znajdowały się drzwi i przejść przez nie. Otworzyła szeroko oczy i uśmiechnęła się do mężczyzny.
- Mistrzu Strange, dobrze cię widzieć! - musiała się przywitać, a potem poczuła ukłucie podświadomości, że przecież miała powiedzieć mu o dziwnym mężczyźnie, który capił demonami.
Wróciła więc do poważnej miny i już miała powiedzieć o tym co ją sprowadza, gdy jej uwagę przykuła obecność dziwnej kobiety. Zamrugała gwałtownie, prostując ramiona i marszcząc brwi. Po czym spojrzała skonfundowana na swojego mistrza.
- Kim... kim ona jest? - spytała wpatrując się uważnie w wojowniczkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Komnata gościnna   

Powrót do góry Go down
 
Komnata gościnna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Czarna Komnata

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: New York City :: Manhattan :: Greenwich Village :: Sanctum Sanctorum :: Parter-
Skocz do: