IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Kitty Pryde


Liczba postów : 33
Join date : 23/03/2017

PisanieTemat: Las   Nie Sty 14, 2018 4:23 pm

[You must be registered and logged in to see this image.]
Jeden z niewielu lasów, które uchowały się w bliskim sąsiedztwie samego miasta. Nie zdumiewa może wielkością, ale jest to całkiem przyjemne, zielone miejsce, gdzie można na chwilę odetchnąć (pozornie czystszym) powietrzem z dala od zaludnionego Nowego Jorku i jego gromady facetów w lateksie.




[You must be registered and logged in to see this image.]
Just like a classic fairy tale. We're all gifted with powers... for which we each pay a price.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kitty Pryde


Liczba postów : 33
Join date : 23/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Nie Sty 14, 2018 4:32 pm

Kitty może nie była typem człowieka jakoś specjalnie przywiązanego do życia na łonie natury, ale przynajmniej raz na jakiś czas lubiła się wyrwać z miasta - trochę za dużego na jej standardy (Deerfield może było miastem, ale znacznie mniejszym), i choć oferującym na pewno znacznie więcej możliwości (i znacznie więcej wstrętnych tyłków złoczyńców do skopania), na dłuższą metę mogło być trochę męczące. Poza tym, dobrze było raz na jakiś czas odetchnąć od towarzystwa innych, nawet, jeśli wyjątkowo się je lubiło, i trochę pobyć sam na sam.
A przynajmniej taki był plan, kiedy Kitty podjęła dojrzałą, odważną decyzję i wybrała się za miasto. W sumie... nawet nie miała konkretnego planu, po prostu chciała gdzieś iść, więc zameldowała się tylko, że wychodzi i wróci później (dobrze było informować o takich rzeczach, patrząc na to, jak podejrzanie wszystkie nietypowe wypadki zawsze z jakiegoś powodu przytrafiały się osobom z mocami) i tyle ją widzieli. Być może chodzenie na własną rękę po lesie nie było jakąś wyjątkowo odpowiedzialną decyzją, ale Kitty nie była tu pierwszy raz. Zresztą - nie było to też miejsce kompletnie wyludnione, kręciło się tu trochę ludzi (z pominięciem sezonu zimowego), więc raczej nie miała się czego obawiać. Pomijając oczywiście te całkowicie standardowe zagrożenia, jakie mogły spotkać łażącą po lesie nastolatkę, ale z tym akurat powinna sobie poradzić. W razie czego miała zresztą komunikator.
Ktoś tu musiał być racjonalny, nie?
Nie robiła nawet nic szczególnego. Po prostu kręciła się po lesie - na szczęście nie bez ładu i składu, nie zamierzała się gubić, a poza tym miała mapę i kompas! - z podstawowym ekwipunkiem jak woda i coś do jedzenia. Dni w maju były już całkiem ciepłe, jasne, długie i zwyczajnie ładne, więc wykorzystała okazję do zrobienia kilku zdjęć. Fotografem nie była, ale kto jej zabroni?
Przemknęła jej przez głowę myśl, ze następnym razem mogłaby zabrać ze sobą Laurę. Może wycieczka dobrze by jej zrobiła. Pozostawał problem, czy nie naraziłaby jej przez to na jakieś niebezpieczeństwo, ale to już będzie musiała obgadać z Profesorem. W jakiś niewytłumaczalny sposób on zawsze... wiedział.




[You must be registered and logged in to see this image.]
Just like a classic fairy tale. We're all gifted with powers... for which we each pay a price.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 123
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Nie Sty 14, 2018 6:55 pm

Logan pogrzebał niemrawo grubym konarem w ognisku, które wlaśnie rozpalał. Smugi siwego dymu leniwie wypełzały spomiędzy ulożonych w stożek gałązek. Wątłe płomyki lizały igliwie i suche liście usypane na dnie paleniska. Całość spoczywała w niezbyt głębokim dołku otoczonym kamieniami, które to miały zapoboec niekontrolowanemu rozprzestrzenieniu się ognia. Mutant pochylił się, zbliżył twarz do stosu drewienek i dmuchnął kilkakrotnie. Iskry sypnęły mu prost w twarz. Przeklął paskudnie acz niezbyt donośnie przecierajàc dłonią miejsca, w których jego skóra zpstala delikatnie przypalona. Nie było to nic czym mógłbh siè przejmować ktokolwiek, nawet bez regeneracji Rosomaka, ale uczucie i tak było nieprzyjemne.
Odczekał jeszcze chwilè, a potem rozsiadł się pod jednym z drzew opierając plecami o szorstki, chropowaty pień. Zdecydowanie tego potrzebował. Spokoju. Ciszy. Samotności. Uganianie się za tym pajacem... Jak mu było? Chemistro..? Chyba... Tak czy inaczej pościg i wcześniejsza potyczka z czubkiem w stroju narciarskim na terenie doków sprawiły, że chwilowo miasto z całym dobrodziejstwem inwentarza wyszło mu bokiem. Nie wspominając o wszechobecnym hałasie, zgiełku, tłumach przetaczających się zaśmieconymi ulicami, klaksonach, irytujących zombie- nastolatkach z ich sluchawkami, wpatrujących się w telefony i oczywiście o smrodzie. Smrodzie wytaczającym się z fabrycznych kominów, z kanałów... Dla kogoś z tak czułym węchem bylo to o wiele bardziej nieznośne. Tutaj... Czuł się swojsko. Spokojnie.
Ze starego plecala wydobył okopcony garnuszek i dwie puszki fasoli. Wykwintne? Nie i wlaśnie dpatego dobre. Następnie wyjął niewielkie zawiniątko - lniana szmatkę, w ktorej ukryte zostały niewielkie, intensywnie żółte jagody. Już miał zabrać się za otwierznie konserw, kiedy rozproszył go dźwięk migawki. Wolverind zamarl na chwilę, napiął się a jego rysy stężały. Nasluchiwał. Kroki... Niezhyt glośne. Kimkolwiek była zbliżająca się osoba z czałą pewnością nie byla ciężka. Szybko wykluczył mężczyznę Dziecko albo kobieta. Jedna osoba. Dzieci samych nie puszczali do lasu. Więc... Pociągnął kilkakrotnie nosem. Tak, nie było mowy o pomyłce - kobieta, a właściwie gorzej, bo nastolatka. Warknął cicho. Nawet tutaj nie mógł liczyć na chwilę spokoju. Po paru minutach zobaczył ją...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kitty Pryde


Liczba postów : 33
Join date : 23/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Pią Sty 19, 2018 7:04 pm

Po długich miesiącach deszczu i wiatru, a potem deszczu, wiatru, śniegu i ujemnych temperatur, powrócił w końcu pełną sezon na spędzanie wolnego czasu na łonie natury. Maj był zielony, ciepły, i jak do tej pory pozbawiony ogromnych katastrof wagi państwowej lub światowej - w każdym razie innych niż te, z którymi nieszczęsne ludzkie dusze musiały radzić sobie na co dzień. Kitty napotkała więc po drodze kilka osób, które akurat też wpadły na pomysł rekreacyjnego spaceru po lesie; z tym, że ona trochę zboczyła ze ścieżki, ale jakoś nie bała się, że się zgubi.
Nie zdziwił jej zatem widok kolejnej inteligentnej podobno formy życia siedzącej pod drzewem. Ot, ktoś się dla relaksu wylegiwał (wysiadywał, właściwie) u stóp majestatycznego pomnika przyrody, organizując sobie przy okazji, jak się zdawało, prowizoryczny piknik. Kitty wcale nie miała w planach nikomu przeszkadzać, zwłaszcza że w teorii jej wyprawa miała być "osobista" i spędzona w samotności... ale miała długi język i była towarzyska, a rzucenie kilku słów do przypadkowego turysty to jeszcze chyba nie grzech. Nawet jeśli nie wyglądał ani na specjalnie zadowolonego z życia, ani jakby miał być zadowolony, że ktokolwiek zakłóca mu spokojną kontemplację kory drzewnej, ale to nawet lepiej. To znaczy - lepiej według pewnej bardzo pokrętnej definicji Kitty, dotyczącej mniej lub bardziej subtelnego narzucania się obcym.
- Dzień dobry - Na początku przywitała się grzecznie, skoro już znalazła się w stosunkowo bliskiej odległości. - Nie boi się pan mrówek? - zapytała żartobliwie, z uśmiechem, zwracając uwagę na fakt, że jegomość spokojnie przesiadywał sobie na gołej ziemi. Przy okazji, w środku wypowiadania zdania zatrzymała się i pozwoliła sobie na zrobienie kolejnego zdjęcia.
Tak z jednej strony ciężko było naruszać czyjąś prywatność, kiedy przebywało się na terenie należącym do państwa. Zresztą, żadnego płotu tu nie było, a Kitty... była po prostu ciekawska.




[You must be registered and logged in to see this image.]
Just like a classic fairy tale. We're all gifted with powers... for which we each pay a price.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 123
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Pią Sty 19, 2018 7:45 pm

Dobrze, co mogło pójść nie tak? Jedna wścibska smarkula tarabaniąca się po lesie jak stado słoni (A przynajmniej tak było to postrzegane przez Logana) nie mogła stanowić problemu. Owszem, sama obecność nieco irytowała... Głównie dlatego, że właśnie w tej chwili bardzo chciał być sam, a znalezienie takiego miejsca w okolicach Nowego Jorku graniczyło z cudem. Był przekonany, że ten zakątek lasu będzie dostatecznie... Odludny? Było takie słowo? Chyba tak. Cóż, tak czy inaczej najwyraźniej się mylił. Dobrze, spokojnie. Przejdzie, ruszy w swoją stronę, obrzuci go niechętnym spojrzeniem lub ewentualnie przestraszy się go. To były najprawdopodobniejsze możliwe scenariusze.
Chwilowo tracąc zainteresowanie nieznajomą powrócił do przygotowywania posiłku, choć stwierdzenia "przygotowywać" i "posiłek" były tutaj pewnym nadużyciem. Bezceremonialnie złapał puszkę fasoli w pomidorach, wysunął jeden z pazurów i pewnym ruchem usunął niepotrzebny fragment metalowego opakowania. Górna część puszki jak gdyby nigdy nic opadła na ziemię. Linia cięcia była idealnie równa. Wolverine przyjrzał się jej z perfekcyjnie skrywaną satysfakcją. Później ukrył narzędzie zbrodni, pozwalając mu ponownie ukryć się w jego przedramieniu i wreszcie przelał czerwoną breję do garnka i postawił na ognisku.
Wpatrywał się dłuższą chwilę w tańczące płomienie i wtedy właśnie TO się stało - Odezwała się. Melodyjny, wesoły dziewczęcy głos był dla Rosomaka jak młotek ciesielski uderzający o jego potylicę. Mutant drgnął lekko, niemal niezauważalnie. W jego postawie nie zmieniło się absolutnie nic. W pozornie. W pierwszej chwili. Kątem oka zerkał na natręta nastolatkę i wreszcie odwrócił głowę w jej kierunku. Jego oblicze wyrażało... Cóż, może być to zaskakujące, ale kompletną obojętność. Owszem, można by było spodziewać się grymasu zwiastującego rychły mord, ale nie... Nie było go tam. Było jedno wielkie, przerażające nic. Spoglądał tak czas jakiś, w ciszy przerywanej jedynie odległym śpiewem ptaków.
- Mama nie uczyła cię, by nie rozmawiać z nieznajomymi dzieciaku..? - Odpowiedział wreszcie kompletnie ignorując pytanie dotycząc mrówek.
- To może być niebezpieczne. Tak jak samotne włóczenie się po lesie... - Pociągnął lekko nosem.
- A jesteś tutaj sama... - Nie zapytał. Stwierdził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kitty Pryde


Liczba postów : 33
Join date : 23/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Nie Sty 28, 2018 9:19 pm

Okej, zagadywanie nieznajomych facetów w środku lasu, daleko od jakiejkolwiek częściej uczęszczanej ścieżki, nie było pewnie najmądrzejszym pomysłem, na jaki mogła wpaść Kitty, ale... mówi się trudno. Przynajmniej zachowała racjonalny i subiektywnie wystarczająco bezpieczny dystans od tego leśnego zbójcy z mrówkami w gaciach, więc chwilowo nie czuła się jeszcze jakoś bardzo zagrożona. Trochę głupio byłoby kogoś napadać w biały dzień, szczególnie taki ładny, to absolutnie nie jest dobra pora na robienie czegokolwiek złego i społecznie nieakceptowalnego. No, każde wyjaśnienie swojej zaczepności dobre.
Może nawet sama straciłaby zainteresowanie - bywała trochę wścibska, ale nie do przesady, a nie miała zamiaru być... przesadnie upierdliwa, to znaczy, bardziej niż już i tak jest - ale coś ją zatrzymało i kazało postać w miejscu jeszcze przez chwilę. Prześledziła wzrokiem perfekcyjne cięcie puszki; pazurem, który już gdzieś kiedyś widziała. Nie na tych dłoniach, wprawdzie, w ogóle nie u tej osoby, ale sama rzecz była... znajoma. Zmrużyła oczy, zmarszczyła nieco brwi i uruchomiła nieco większą czujność (skoro wiedziała już przynajmniej, że z całą pewnością nie ma do czynienia ze zwykłym człowiekiem). Laura. Laura miała... bardzo podobne, tylko dwa, zamiast jednego. Kitty odbyła w głowie cały skomplikowany proces myślowy, skompresowany do czasu mieszczącego się w jakichś dwóch sekundach, gdy nieznajomy mówił, który odmalował się na jej twarzy konsternacją, zaciekawieniem i obawą jednocześnie. Tym bardziej powinna się przymknąć i... po prostu sobie pójść, kalkulując zagrożenie i prawdopodobieństwo, jak bardzo złym pomysłem jest mówić cokolwiek - nie tyle przez to, co ten mężczyzna powiedział (trochę jej to przez zamyślenie umknęło), co przez ten pazur. Tę znajomą rzecz, którą mógłby ją przy odrobinie szczęścia pokroić, jeśli działało to podobnie jak u Laury. Równie dobrze mogło nie działać, jasne, taka możliwość też istniała, ale przypadki... przypadki nie lubiły Kitty. Zdarzały się nieczęsto.
- Jesteś... to znaczy, jest pan mutantem? - zapytała, z pewną dozą ostrożności, pozostając w swoim stałym miejscu we względnie bezpiecznej odległości. Wyglądała, jakby nic się nie zmieniło, ale włączyła tryb zwiększonej czujności. Słowa zabrzmiały po prostu jak zwykłe ciekawskie pytanie, a nie coś wypowiedzianego z odrazą czy wstrętem - ciężko żeby było inaczej, skoro Kitty sama (sama, nie tylko ona, o ile się nie myliła, a pazur nie był wynikiem jakiejś sprytnej manipulacji technologicznej... albo przypadkowego wąchania grzybów po drodze, od którego mogło jej się poprzewracać w głowie) była mutantką. Choć na pierwszy rzut oka nie wyglądała.
Jakkolwiek mężczyzna nie był przerażający, ciekawość wygrała. Za wyraźne było skojarzenie z Laurą, choć wcale nie musiało być trafione, ale po prostu... było. W razie czego będzie uciekać.
Biegała całkiem szybko. I mogła przenikać przez drzewa, co trochę to zadanie ułatwiało.




[You must be registered and logged in to see this image.]
Just like a classic fairy tale. We're all gifted with powers... for which we each pay a price.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 123
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Pon Sty 29, 2018 7:32 pm

Coś poszło zdecydowanie nie tak. W tym wypadku nawet bardzo. Czy ta dziewucha była kompletnie pozbawiona instynktu samozachowawczego? Każdy inny, każdy normalny nastolatek najprawdopodobniej dawno już straciłby rezon, nie miał ochoty na dalsze rozmowy, pytania czy nawet samo przebywanie w pobliżu Wolverina. Tak naprawdę powinno zakończyć się to natychmiastową ucieczką, krzykiem, wzywaniem pomocy lub desperackim biegiem przed siebie na oślep z okrzykiem "potwór" na ustach. Tymczasem nie... Ona, być może nieco mniej entuzjastycznie, ale jednak brnęła w to! Oczywiście widziała jego pazur. Inaczej nie zagadnęłaby o to czy jest mutantem.
Cóż, temat ostatnimi czasy dość popularny, modny można powiedzieć choć zdecydowanie z wydźwiękiem  pejoratywnym. Nagłówki w gazetach nie zwykły głosić "Bohaterski mutant przeprowadził staruszkę przez jezdnię". Były to raczej tytuły "Banda zmutowanych dziwolągów splądrowała sklep". Takie hasła lepiej się sprzedawały. O ile łatwiej było się bać i pogardzać.
A ona? Czego ona od niego chciała? Ciekawska nastolatka, która chce pochwalić się przed znajomymi, że wdziała prawdziwego odmieńca? Ciekawe...
- ... co dalej..? Zdjęcie czy wywiad do gazetki szkolnej..? - Sarknął CICHO, pod nosem nie zdając sobie nawet sprawy, że wyraził swoje myśli werbalnie. Przez dłuższy czas zupełnie nie zwracał uwagi na Kitty, jedynie mieszając fasolę w rondelku i mając nadzieję, że zignorowanie jej sprawi, że... Po prostu sobie pójdzie. Pomidorowa masa bulgotała wesoło. Wokół zaczął roznosić się cudowny zapach taniego, puszkowanego, podłego jedzenia którym prawdopodobnie nawet wygłodniały pies by pogardził. Ale nie Logan. On jedynie nabrał odrobinę cieszy na łyżkę i siorbnął głośno. Zamlaskał, otarł usta przedramieniem i kątem oka zerknął w stronę dziewczyny. Nadal tam stała. Cholera jasna... Chciał jedynie odrobiny spokoju. Czy tak dużo wymagał?
- Czego ty właściwie chcesz..? - Warknął wreszcie, a jego głos brzmiał jak toczące się po górskim zboczu kamienie. Szorstko, nieprzyjemnie.
- Czy naprawdę wyglądam na kogoś kto ma ochotę na rozmowy..? Albo na kogoś z kim TY powinnaś rozmawiać? - Zapytał ponownie mieszając w garnuszku. Fasola zaczynała nieco przywierać do dna.
- Jeśli się zgubiłaś to z radością pokażę ci drogę powrotną. Nie będzie pogadanek na temat dziwnych umiejętności. Nie będzie pokazu sztuczek cyrkowych... - Odniósł się oczywiście do "bycia mutantem". Co miał zrobić? Wysunąć pazury i zacząć ryczeć jak wściekła bestia by ją przepłoszyć? Nie... Nawet jeśli byłoby to... Cóż, skuteczne... I... Niezależnie jak miałby ochotę to zrobić... Nadal miał przed sobą dzieciaka...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kitty Pryde


Liczba postów : 33
Join date : 23/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Pon Lut 05, 2018 7:23 pm

Była całkowicie świadoma, że najmądrzejszą decyzją, jaką mogła teraz podjąć, było po prostu powoli się wycofać, nic więcej nie mówić i udawać, że nic się nie stało; ale niestety, bardzo nieszczęśliwie, Kitty posiadała ten specyficzny dla znakomitej większości początkujących zbawców ludzkości zmysł przekorności, który kazał jej zostać i, być może, narażać się na pewnego rodzaju ryzyko bez żadnego logicznego powodu. Wiedziała, że to lekkomyślne, i powinna zostawić tego mężczyznę sam na sam z jego puszką fasoli (która na szczęście nadal wydawała mu się ciekawsza od niej!), ale jakby jednak przyrosła do ziemi, przez ciekawość, zaintrygowanie, czy inną mistyczną siłę kierującą młodymi umysłami. Poza tym w pamięci miała Laurę, a w głowie milion myśli, czy to możliwe, że mogą się znać, czy to możliwe, że ten tu ma coś wspólnego z polowaniem na nią, a może wręcz przeciwnie. Ale nie miała bladego pojęcia, ani większych podstaw, by cokolwiek przypuszczać, a mimo wszystko i tak stała tu jak kołek i gapiła się na faceta jak cielę w malowane wrota, z podobną co to cielę konsternacją w spojrzeniu.
Bywała stanowczo zbyt ufna w stosunku do ludzi, niestety, dobra wola okazywała się być rzeczą cholernie niebezpieczną, ale w tym przypadku zachowywała ten minimalnie rozsądny dystans. Może przez ten pazur, albo przez te słowa, albo przez myśl o tym, że ten tu może jednak faktycznie mieć coś wspólnego z całym tym zamieszaniem. Nie zamierzała tu nikogo oskarżyć, myśl nawet nie była specjalnie głośna, ale tłukła się gdzieś w podświadomości i to wystarczyło, by mimo całego pogodnego podejścia Kitty została jednak przy drzewie, przy którym stała do tej pory. Wydawało się być jakby bardziej przyjaźnie nastawione.
Zmarszczyła lekko nos na ten zapach roznoszący się od puszki, ale nie jej sprawą był wybory kulinarne tego jegomościa. No, dobra, ten jegomość tym bardziej nie był jej sprawą, ale...
- Niczego nie chcę - odparła lekko, w zasadzie szczerze, bo żadnego konkretnego celu w tej rozmowie nie miała. Tylko jakoś w niej... utknęła. O ile można było w ogóle nazwać ją rozmową, bo zaangażowanie było dość jednostronne. W każdym razie ten dobry rodzaj zaangażowania. - Po prostu... to jeszcze nie grzech do kogoś się odezwać! A kogoś mi pan trochę przypomina - Oszczędziła sobie szczegółów, uznając że mówienie więcej byłoby już zupełnie nierozsądne. No, cholera, Kitty, jakby sama twoja obecność tutaj nie była nierozsądna.
Na kilka następnych zdań jej dłonie, jedna wciąż z telefonem, powędrowały w górę w poddańczo-obronnym geście. Chyba została źle zrozumiana. Całe jej jestestwo zostało źle zrozumiane. Kysz, Kat, idź dręczyć kogoś innego!
- Nie o to mi chodziło. To znaczy, nie w złym sensie - zaczęła ostrożnie, poważniej zastanawiając się nad porzuceniem tej rozmowy. Absolutnie nie chciała go prowokować, a patrząc na jego podejście, ten szpon, całą dziwną otoczkę... cóż. - W zasadzie to ja sama jestem mutantką, więc tym bardziej nie mam wrogiego ani niechętnego nastawienia, tylko... pytałam.
Kitty nie miała w zwyczaju robić z tego faktu tajemnicy. Szczególnie przy kimś, kto... najprawdopodobniej sam rzeczywiście był mutantem (patrząc po reakcji), albo przynajmniej nieco odstawał od zupełnie zwykłego człowieka w inny sposób.




[You must be registered and logged in to see this image.]
Just like a classic fairy tale. We're all gifted with powers... for which we each pay a price.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 123
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Pią Lut 09, 2018 4:16 pm

Logan podrapał się po poliku. Starał się ukryć zainteresowanie. Dość skutecznie, trzeba przyznać. Nieczęsto zdarzało się, by ktokolwiek, zwłaszcza młodzi oświadczali radośnie "Jestem mutantem". Było to zaskakujące, choć sam Wolverine uważał, że również niesamowicie lekkomyślne. On potrafił sobie radzić. Miał też głęboko gdzieś opinię otoczenia. Dawno zrozumiał, że jego odmienność wiąże się nierozerwalnie z brakiem akceptacji społeczeństwa, przejawami agresji werbalnej i fizycznej. Teraz pozostawała jedynie pogarda i cynizm, które niczym niezniszczalna zbroja chroniły Howlett'a. A ona? Czym ona mogła się obronić? Zastanawiającym było, że... Że była tak... Bezpośrednia. Czy jeszcze nie spotkała się z ostracyzmem? Wydawało się to nieprawdopodobne, ale... Może było to też jej pierwsze "Wyjście z szafy"? Podyktowane nagłym impulsem, natchnione tą jedną chwilą w której pokazał pazur? Jeśli tak faktycznie było, to powinien był się sam za to kopnąć w dupę. Z drugiej strony nie miał prawa tego przewidzieć.
Powoli podniósł się z ziemi. Zrobił to leniwie, pozornie ospale, nie fatygując się, by nawet otrzepać. znoszone jeansy z igliwia i liści. Jego dłoń spoczęła na pniu drzewa, o które do tej pory opierał się plecami. Wpatrywał się w Kitty długo, przenikliwie, w kompletnym milczeniu.
- Więc mówisz, że jesteś mutantką dzieciaku..? - Zapytał wreszcie starając się, by jego głos ociekał wystarczającą dozą obojętności. Nie chciałby być posądzony o coś tak trywialnego jak "ciekawość".
- I jaką masz moc? Bycie super irytującą? W dzień zwykła uczennica, nocami zaś bohaterka, która nęka ludzi serią pytań, na które wcale nie mają ochoty odpowiadać? - Sarknął marszcząc lekko nos, jednak grymas ten był... Cóż... Wymuszony. Nie taki, jakim zwykł obdarzać osoby, który w niedalekiej przyszłości miały pożegnać się ze swoimi kończynami. Znowu zamilkł oczekując jakiekolwiek reakcji.
- Nie obnoś się z tym dzieciaku. - Dodał wreszcie łagodniej. Nieco. Nie przesadzajmy z wylewnością.
- Zapewniam cię, że nie przysporzy ci to przyjaciół i popularności. W każdym razie nie takiej, jakiej byś sobie życzyła... - Zakomunikował siadając ponownie przy ognisku, zamieszał w garnku, wyciągnął łyżkę i siorbnął gęstego, pomidorowego sosu.
- Więc... Załóżmy, że jestem mutantem. Co zatem dalej? Mówiłaś, że kogoś ci przypominam... Kogóż to jeśli wolno zapytać? - Dodał przyciągając do siebie zawiniątko z owocami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kitty Pryde


Liczba postów : 33
Join date : 23/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Sob Lut 17, 2018 4:29 pm

Nie obnosiła się z byciem mutantką, ale też na siłę się z tym nie kryła. Choć po prawdzie przyznawanie się do tego tak otwarcie i bezpośrednio, w środku lasu, jakiemuś obcemu facetowi, też nie było jakoś wybitnie bystre - ale przecież, powtórzyła sobie raz jeszcze w głowie, on sam nie wydawał się do końca zwyczajny, więc nawet jeśli nie "też" mutant, to po prostu... ktoś inny. Zresztą - Kitty nie zamierzała się wstydzić tego, kim jest, i nawet jeśli opinie na temat osób obdarzonych genem X nie były, delikatnie mówiąc, pochlebne, nie chciała chować się w szafie i udawać do końca życia, że jest, według powszechnej definicji, "normalna". Może to nie było najlepsze miejsce i czas na wywlekanie takich rzeczy, na przyznawanie się i dyskusję na ten temat, ale niech, to jakiekolwiek miejsce i czas w ogóle były na tym świecie dobre?
Drgnęła nieco, widząc, jak się podnosi. Była ufna, otwarta i miała zdecydowanie za dużo wiary w ludzi, ale jakąś dozę ostrożności zachowała - choćby wyuczoną, z racji nauki w szkole Profesora. Mężczyzna zdawał się jednak nie mieć zamiaru spełniać poprzednich gróźb, choć tego akurat Kitty przewidzieć nie mogła - ale po prostu stała i czekała na jeszcze jakąś reakcję, oprócz dość upiornego wpatrywania się w nią. Wolała mu nie przerywać tej chwili ciszy. Nawet jeśli chwili, która trochę się przeciągnęła na bitwę spojrzeń.
Wydęła nieco wargi, odruchowo, jakby nieco ją oburzyły jego pytania - grymas jednak szybko zniknął z jej twarzy, zastąpiony, co za niespodzianka, kolejnym uśmiechem, który może nawet przykleiłby się do ust Kitty na stałe, gdyby na dłuższą metę nie bolały od tego policzki.
- Nękam ludzi pytaniami także za dnia, jak widać - odpowiedziała, najwidoczniej uznając, że przybranie luźnego tonu, gdy mężczyzna nie wygląda jakby zamierzał ją zabić, nie było takim złym pomysłem. Samo zapytanie o moc pominęła jednak wymownym milczeniem; to już byłoby chyba za dużo informacji?
Kiedy już tak nie warczał, nie wydawał się jakoś bardzo straszny. Kitty widywała straszniejsze osoby. I to takie, które faktycznie zamierzały ją zamordować.
- Nie urodziłam się wczoraj, wiem, jak wygląda podejście do mutantów - Głos stał się odrobinę ostrzejszy, ale nie tyle w stosunku do samego Logana, co na wspomnienie tego, jak się ta rzeczywistość maluje - A wynika głównie ze strachu, który zasadniczo bierze się z niewiedzy. Chowanie się po kątach i udawanie, że nie istniejemy, niczego nie zmieni. Nie na lepsze. Będą się tylko bać bardziej.
Zastanowiła się krótko; nie powinna zdradzać mu zbyt wielu szczegółów. Kto wie, skąd wzięło się to podobieństwo? Czy było to bardziej pozytywne czy negatywne?
- Jedną moją znajomą - odparła, nadal z pewnym dylematem. Może powinna najpierw zapytać Profesora? I samej Laury, czy go zna? Problem leżał w fakcie, że w pobliżu nie było nikogo z tej dwójki. - To przez ten pazur - postukała palcem w wierzch swojej dłoni, pokazując jej tę oczywistą oczywistość, o którą jej chodzi.




[You must be registered and logged in to see this image.]
Just like a classic fairy tale. We're all gifted with powers... for which we each pay a price.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 123
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Nie Lut 25, 2018 7:48 pm

Chwilę rozplątywał materiał, w który zawinięte były owoce. Wreszcie rozsupłał go i nabrał w dłoń kilka żółtych jagód. Obracał je w palcach pozornie poświęcając im całą swoją uwagę. Tak, jakby były obecnie jedyną rzeczą zaprzątającą uwagę Logana. Dobra, wyszczekana była. To musiał przyznać. Mimowolnie uśmiechnął się samymi kącikami ust. Był to na tyle lekki grymas, że dziewczyna nie powinna była go zauważyć. Co jak co, ale Wolverine potrafił panować nad swoją mimiką. Zazwyczaj. Chyba, że akurat wpadał w morderczy szał.
- Bać będą się zawsze... - Odpowiedział wreszcie spokojnym, obojętnym tonem.
- Nie nas, to kogoś innego... Odpowiedz sobie dzieciaku na pytanie dlaczego tak naprawdę się boją? Twierdzi, że z niewiedzy. A może z bezsilności.? Uważasz, że nie mają powodu by się bać? - Zapytał ciekawy odpowiedzi. Nie usiłował bronić żadnej tezy. Po protu przedstawił odmienny punkt widzenia.
- Strach często bierze się z niezrozumienia, to prawda. Ale bezsilność też go powoduje mała. Tu nie chodzi tylko o mutantów. Tu chodzi o coś, z czym nie jesteś w stanie się mierzyć... Wyobraź sobie kolesia, którego zatrzyma tylko kula armatnia i to, czy wykorzysta to przeciwko tobie jest zależne tylko od jego sumienia... Tylko to powstrzymuje go przed wejściem do twojego domu, wzięcia tego, na co ma ochotę... Nie zatrzymasz go kijem bejsbolowym jak zwykłego szmaciarza z ulicznego gangu... - Kontynuował cierpliwie.
- Łatwo jest oceniać. Nas, ich... Świat nie jest taki prosty. To nie szachy gdzie masz jasno pokazane gdzie czarne, gdzie białe i wszystkie pola kwadratowe. - Mruknął nieco ciszej mrużąc oczy. W jednej chwili wiele obrazów przetoczyło się przez jego głowę. Wyrwane płuca, jelita wypadające na laboratoryjną, sterylną posadzkę, front, huk dział czołgowych i żołnierze rozrywani jego własnymi pazurami. I Itsu... I ich wspólne dziecko, któremu nie dane było przyjść na świat. I Zimowego Żołnierza. Nie, nie był mutantem. Ale był groźny. Był silny. Był nie do zatrzymania dla kogoś, kto również nie posiadał niezwykłych zdolności. Sabretooth... Tak, zdecydowanie bywały powody by się bać...
- Jesteśmy tacy sami jak oni mała. I dobrzy i źli i brzydcy... - Nie wierzył, że kiedyś przestana się bać i ani on, ani ta dziewczyna nie mieli na to wpływu. Zamilkł, zamarł w bezruchu i wreszcie otrząsnął się - wyrwał z ponurych, czarnych myśli zalewających jego umysł, duszę i serce smołą rozgoryczenia. Znowu zamieszał w garnku. Fasola zaczynała lekko przywierać do jego dna.
Kwestie egzystencjonalne musiał chwilowo odrzucić na rzecz czegoś, co w tej chwili o wiele bardziej zaprzątało jego uwagę. O jakiej znajomej do cholery jasnej mówiła i co miały z tym wspólnego jego pazury?
- Możesz mówić jaśniej mała? Wybacz, ale nie umiem czytać w myślach. - Starał się tego nie okazywać, ale był zainteresowany, zaciekawiony. Może nie wybitnie, ale jednak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kitty Pryde


Liczba postów : 33
Join date : 23/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Sro Mar 07, 2018 6:50 pm

Mocą Kitty nie był niestety sokoli wzrok, więc mimowolny uśmiech Logana jakoś umknął jej uwadze - chociaż przypatrywała mu się dość uważnie. Trochę ją ten facet intrygował. Zachowywał się... specyficznie, a Kitty może nie potrafiła czytać w myślach i nie była ekspertką, ale potrafiła zwęszyć ludzi, którzy sporo w życiu przeszli. Ten na takiego wyglądał. Może to by tłumaczyło jego sceptyczne podejście? W końcu będąc innym nietrudno spotkać się z ostracyzmem.
Wysłuchała go jednak uważnie. Potrafiła uszanować cudze zdanie, przynajmniej zazwyczaj się starała, ale miała własne. W tym wypadku może nie kompletnie odmienne, bo z niektórymi rzeczami ciężko było się nie zgodzić znając sytuację, ale pogląd miała jednak inny. Młody umysł, inne podejście i inne spojrzenie na świat - była po prostu bardziej otwarta.
- Być może. Może będą - Z jej głosu nie zniknęło ani trochę zaciętości. Kitty "swoje wiedziała" i miała swoje ideały, których się trzymała. - Ale nie możemy tak po prostu machnąć ręką i zignorować problemu, powiedzieć, że "skoro się boją i dalej będą bać", to nie ma sensu się starać. Bo jeśli będziemy się ukrywać, to strachu będzie tym więcej, bo staniemy się tym większą zagadką, i tym mniej będzie można nam ufać, skoro nic o nas nie wiadomo. Poza tym... Bać się można wszystkiego. Wszystko jest potencjalnie niebezpieczne, ale to nie znaczy że zawsze. To, że jeden czy drugi mutant, czy ktokolwiek, postępuje niewłaściwie, wcale nie znaczy, że dotyczy to wszystkich i wszyscy są źli. I niektórzy to rozumieją, naprawdę, nie wszyscy mają nas za potwory, albo za coś obcego. Zwyczajnie... ta świadomość jest jeszcze za mała, i nad tym powinniśmy pracować.
Zdecydowanie była idealistką; optymistycznie i z wiarą nastawioną do ludzi. Momentami pewnie trochę naiwnie, ale nie całkiem głupio. Nadal starała się patrzeć na rzeczywistość dość realnie, ale odrobina entuzjazmu, na pewno w jej opinii, była zdrowa - po prostu trochę nadziei i jasnego patrzenia w przyszłość.
- Właśnie. Tacy sami - uśmiechnęła się; trochę do siebie, trochę do niego, trochę do całego wszechświata. Zrozumiała to jak chciała - och, i nawiązanie do westernu też załapała. - Ani idealni, ani całkiem okropni. Wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi, i nad zrozumieniem tego trzeba popracować. Nie mamy czego się wstydzić.
Od czegoś trzeba było zacząć. Może nie od zupełnej otwartości, to by było lekkomyślne, ale... stopniowo, powoli, po prostu zaczynać żyć bez konieczności ukrywania się i uciekania. Jasne, Kitty nie wierzyła w całkiem utopijną wizję świata, nie była aż tak niepoprawnie optymistyczna, ale na pewno wierzyła w porozumienie.
Znowu zawahała się na jego pytanie. Może jednak powinna była w tej sprawie milczeć? Cóż, pewnie tak, ale teraz już nieco za późno!
- Ma podobne pazury - stwierdziła w końcu, ostrożnie dawkując informacje. Nie chciała powiedzieć za dużo, nigdy nie wiadomo. - Tylko że dwa.




[You must be registered and logged in to see this image.]
Just like a classic fairy tale. We're all gifted with powers... for which we each pay a price.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 123
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Sob Mar 10, 2018 7:20 pm

Jedno musiał przyznać - mała była całkiem wygadana. Nie miało najmniejszego znacznie to, że w ocenie samego Wolverina przemawiała przez nią dziecięca naiwność i brak życiowego doświadczenia. Nie liczyło się to, że nie zgadzał się z tym co mówiła, że nie wierzył w zmianę status quo dotyczącego mutantów, nadludzi i innych odmieńców oraz ich relacji ze zwykłymi ludźmi. Była wyszczekana. Znowu lekko się uśmiechnął. Nieco wyraźniej niż poprzednio, jednak z perspektywy kogoś, kto nie przywykł do mimiki Logana, mogło być to odebrane jako kwaśny, kpiący grymas.
Nie, nie mała racji. Nie miał zamiaru jej tłumaczyć dlaczego. Była na to zbyt młoda i nie widział sensu, by kalać jej umysł krwawymi wizjami i obrazami, które na stałe zagościł w jego własnym.
Ta wojna nie miała końca i był przekonany, że nie będzie go miała. Nie liczyło się jak wielu "obdarzonych" będzie dążyło do pokoju. Nie liczyła się polityka, slogany. Wystarczyło, że raz na jakiś czas ktoś, z genem X wysadzi w powietrze budynek i cały dialog szlag trafi. Potem jakiś wojskowy wymyśli, że kolejnego mutanta przerobi na super broń. Tutaj wariantów mogło być kilka: Mogło mu się udać i w efekcie poszczuć swój twór na... Kogokolwiek. Oczywiście zleceniodawca takiego ataku pozostałby anonimowy i odpowiedzialność za całe spustoszenie spadłaby niezawodnie właśnie na mutantów "Te zdegenerowane potwory i dziwolągi". Słyszał to już tak wiele razy. W innym wypadku "Super Broń" mogła się zbuntować, uciec... Obrócić przeciwko swojemu stwórcy co znowu prowadziło do rozlewu krwi. Skąd on to znał..? Brzmiało to tak dziwnie znajomo, choć sam nie wiedział czemu...
- Nie dzieciaku. - Zdecydował się wreszcie wyrazić swoje wątpliwości, jednak nie tak dosadnie, jak mógłby to zrobić.
- To się nigdy nie zmieni. Walczysz o Utopię, idealny świat, który nie ma prawa istnieć. - mówił powoli z obojętnością.
- Jeśli chcesz znać moje zdanie mała, to naucz się żyć w tej rzeczywistości, z którą każdego dnia się zmieniamy. Dostosować się do niej. Zrobisz co zechcesz czyli najpewniej dokładnie odwrotnie niż to, co ci doradzam... - Stwierdził znowu skupiając swoją uwagę na garnku fasoli.
- ... życzę ci powodzenia. Serio dzieciaku. Ale... Jeśli już musisz to robić, jeśli musisz "naprawiać świat" to rób to mądrze. Nie narażaj się tak, jak to zrobiłaś teraz. Nie myl ufności z naiwnością, bo to jedynie przysporzy ci bólu. - Mruknął ciszej, nieco jakby grobowo. Drążyły go od środka mieszane uczucia. Z jednej strony porażała go ten infantylizm, z drugiej zaś... Zazdrościł optymizmu. Jemu samemu nie zostało już nic. Robił to co robił, wtedy kiedy było trzeba choć sam nie wiedział czemu, dlaczego. Postępował słusznie, według swojego własnego sumienia i wątpliwego kodeksu moralnego mimo obezwładniającej niechęci i braku motywacji. Nie robił tego dla kogoś, bo i nie miał nikogo dla kogo warto byłoby zmieniać świat na lepsze. Ani celu. Ale zawsze robił to. Robił, ale bez nadziei i wiary, że w dłuższej perspektywie to cokolwiek zmieni. Czy właściwie go to obchodziło..?
Nie wiedział. Nie chciał się nad tym zastanawiać. Może tak było wygodniej? Zawsze znalazł się temat zastępczy. To było wygodne... Takim była też ta tajemnicza znajoma, która rzekomo przypominała nowo poznanej dziewczynie Logana. Słysząc o dwóch ostrzach zmarszczył lekko czoło, zamyślił się jakby.
- Bzdura... - stwierdził wreszcie mówiąc bardziej do siebie niż do swojej rozmówczyni.
- Musiałaś się pomylić mała. Zapewniam cię, że NIKT nie ma takich pazurów jak ja. - Oświadczył z całą stanowczością, będąc święcie przekonanym, że ma rację. Mogły być podobne, ale nie takie same. Nie chodziło nawet o ilość, ale o to, czym były pokryte.
- I przebijam twoje dwa... - Dodał, a ciszę rozdarł metaliczny zgrzyt w chwili, w której spomiędzy knykci Rosomaka wysunęły się trzy lśniące ostrza. Teraz mogła im się dokładnie przyjrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kitty Pryde


Liczba postów : 33
Join date : 23/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Sob Mar 17, 2018 2:21 pm

Tę zmianę wyrazu twarzy już zauważyła, ale trudno jej było ją zinterpretować - równie dobrze mógł się dziwnie uśmiechnąć albo skrzywić, tego nie mogła być pewna. Ale może nie powinna się nad tym tak zastanawiać; nie znała go i zupełnie nic o nim nie wiedziała, mogła się tylko na podstawie prostych obserwacji domyślać, że to jeden z tych, którym wiatr zawsze wiał w oczy. Kitty spotykała się z podobnym sceptycyzmem, który przejawiał ten tu - i naprawdę mu się nie dziwiła, bo były do niego powody, to musiała przyznać, zwyczajnie więcej w niej było determinacji niż pogodzenia się z losem. Ale nie mogła nikogo za takie podejście winić: zwłaszcza nie znając dokładnie powodów. A te zwykle bywały podobne - sparzenie się. Raz lub wiele razy. Zawód na ludziach. Niesprawiedliwość. Zaznanie okrucieństwa. Brak akceptacji. Brak alternatywy. Błędy, swoje lub cudze.
Kitty miała tylko siedemnaście lat: nie przeszła może wielkiej traumy, ale dla niej życie też nie zawsze było w pełni fair, tylko zawsze mówiła - i co z tego. Trzymała gardę i wierzyła, że z czasem - może i za kilkadziesiąt lat - coś w końcu się zmieni na lepsze. Nie dało się całkowicie wyeliminować, wytępić, zdusić inności, nie sądziła, by się dało, więc jedynym, długofalowym rozwiązaniem było się z tą innością pogodzić; tak właśnie myślała, bo ile razy w przeszłości historia wyglądała podobnie?
Znowu uważnie go posłuchała - słuchać też umiała, nie tylko mówić. I naprawdę próbowała zrozumieć, i naprawdę trochę rozumiała jego punkt widzenia. Był starszy, więc pewnie widział i przeszedł więcej, w to właściwie nie wątpiła. Ale w jej opinii niczego to nie zmieniało.
- Nie wierzę w Utopię. Po prostu w trochę lepszy świat. Bo wiem, że nigdy nie będzie idealny... nie wiem, jak bardzo musiałabym być naiwna, żeby uważać inaczej. Ale może być choć trochę bliżej tego ideału, trochę bardziej sprawiedliwy. To się da zrobić. W przeszłości już się udawało, to nie jest wcale tak nierealna perspektywa, jak się wydaje - Teraz to i ona znów się uśmiechnęła. I to zdecydowanie nie krzywo. Jasne, nie sądziła, by mogła go przekonać do swojej racji, tak jak on nie mógł przekonać jej do swojej, ale mogła mu chociaż udowodnić, że faktycznie wierzy w to, co mówi, ale nie jest to wizja całkiem wyidealizowana. Przynajmniej nie dla niej, a to przecież wszystko subiektywna opinia.
Za to na pewno musiała się zgodzić z ostatnią uwagą. Fakt, trochę zbyt otwarcie się zachowała - do tego miała tendencję, wiedziała, że niezbyt dobrą.
- Wiem. Ale dziękuję - Skoro umiał jej chociaż życzyć powodzenia, zamiast całkiem jadowicie wyśmiać, może nie był jednak aż tak zgorzkniały, na jakiego chciał wyglądać. A może był, ale nie całkiem; nie wydawał się zły. Trudno było wydawać taki osąd (zwłaszcza że faktycznie nie powinna być tak naiwna), ale Kitty i tak o tym pomyślała.
Zaraz jednak pojawiła się kolejna rzecz - i nagle okazało się, że pazury są trzy, a nie jeden. Och, tego nie do końca się spodziewała. W pierwszej chwili nawet kusiło ją, by zaprzeczyć, bo była absolutnie pewna, że pazury Laury wyglądały dokładnie tak samo - jakby żywcem skopiowane, ale powstrzymała się. Nie, trzeba było dać sobie na wstrzymanie; nigdy nic nie wiadomo. Wypadałoby porozmawiać z Profesorem.
- Och - skomentowała niezbyt elokwentnie, patrząc na pazury. Dopiero w tym momencie udało się jej zastanowić, czy to boli; wygląda, jakby bolało. - Były trochę podobne, ale... nie przypatrywałam się im jakoś specjalnie.




[You must be registered and logged in to see this image.]
Just like a classic fairy tale. We're all gifted with powers... for which we each pay a price.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 123
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Sob Mar 31, 2018 8:03 am

Logan przyglądał się Kitty z dobrze skrywanym, ale rosnącym zainteresowaniwm. Nie tym dziwnym rodzajem niezdrowego zainteresowania jakim starszy pan z lasu mógł obdarzyć nieletnią, przypatkowo napotkaną dziewczynę, ale ze zwykłym zaciekawieniem. Jak na nastolatkę nie była AŻ TAK irytująca. To nie zdarzało się często. Tak naprawdę nie zdarzało się prawie nigdy, by nie miał ochoty... No... Powoedzmy, że dzieciaki były tym rodzajem towarzystwa, którego wolał unikać dla dobra zarówno swojego jak i ich zdrowia psychicznego. Niemniej nadal miał mieszane uczucia co do jej altruizmu i entuzjazmu. Twoerdziła, że chce uczynić świat trochę lepszym, że nie oczekije niczego nierealnego... Nie uważał tak. Nie sądził, by ten świat można było uczynić nawet odrobinę lepszym. Owszem, można było próbować raz za razem, raz za razem, ale miejsce jednej szumowiny zajmowała kolejna, miejsce jednych uprzedzeń inne. To nie miało końca... Jak sięgał pamięcią, zawsze tak było i dalej tak jest. Dlaczego? Bo ludzie nie próbowali? Oczywoście, że próbowali. Po prostu nic to nie dawało. Jak walka z wiatrakami.
- Nie zmarnuj życia mała... Nie zmarnuj go goniąc za czymś nieosiągalnym. Podziwiam twój zapał, serio, ale...  Eh...- Westchnął ciężko kręcąc powoli głową z wyraźną rezygnacją.
- Wiesz jaki jest wasz problem? Popadacie w skrajności... Jeśli akurat nie czujecie potrzeby zbawiania świata, to tkwocoe z nosami w tych swoich telefonach... Powinniście nauczyć się drobnymi przyjemnościami jak choćby piwo.- wyjaśnił, zamyślił się marsząc lekko czoło i chrząknął.
- Dobra, może to akurat  nietrafiony przykłada, ale ... Zobacz. - Nabrał w dłoń owoców ze swojego zawiniątka i wyciągnął je w stronę dzowwczyny.
- Powąchaj te mirabelki! - Zachęcił ( : D). Odczekał chwilę  wcale nie licząc na to, że nastolatka skorzysta z jego propozycji, a potem odłożył je na miejsce. On sam właśnie w otoczeniu przyrody, jej zapachów i dźwięków czuł się najlepiej. Spokojny, bezpieczny... Pozwalało mu przynajmniej na chwilę uwolnić się od bolesnych wspomnień. Odcinał się od świata i przeszlości. Cóż, przynajmniej do chwili, w której ktoś nie przeszkodził mu i nie wyrwał go z objeć natury tak jak teraz.
- Skąd się tutaj właściwie wzięłaś dzieciaku? - Zadał pytanie, które tak naprawdę powinien był zadać już na samym początku tej niezbyt długiej rozmowy. Znajdowali się w samym środku niczego i mimo, że były to obrzeża Nowego Jorku, to jednak ludzie nie zapuszczali się tu przesadnie często. Powodów byłko kilka: Po pierwsze dotarcie tutaj zajmowało masę czasu. Po drugie nie było tu nic do roboty, a ludzie dawno przestali czuć potrzebę oderwania się od miejskoego zgiełku. Jemu samemu oczywiście bardzo to odpowiadało...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kitty Pryde


Liczba postów : 33
Join date : 23/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Sob Kwi 14, 2018 12:41 am

Nadal nie posiadała niezawodnych, wspaniałych umiejętności odczytywania ludzkich myśli i zamiarów z samych tylko oczu, więc ciężko było jej jakkolwiek określić podejście Logana - nabrała tylko pewności, że nie miał jakichś złych zamiarów (pozory lubiły jednak mylić!), bo przypuszczalnie gdyby zamierzał coś jej zrobić - zrobiłby to już dawno. Zresztą, zdawał się za bardzo mieć to wszystko gdzieś, żeby w ogóle się na coś takiego pofatygować; tylko sobie siedział i żulił się w krzakach kontemplował okoliczną florę. I nawet nie wydawał się być tak negatywnie nastawiony jak na początku; może zwyczajnie rozdrażniła go tym przerywaniem mu jego zajęć? Tak, to brzmiało całkiem prawdopodobnie.
O dziwo okazywał się też być niezłym towarzyszem rozmowy - Kitty lubiła rozmawiać z ludźmi, nawet jeśli, a może właśnie szczególnie wtedy, gdy ich opinie różniły się od jej. To było całkiem... kształcące, a przy okazji pozwalało się czegoś dowiedzieć. Tak o indywidualnym człowieku, jak i może o określonej grupie, która miała podobne poglądy. A ten tu... właściwie mówił coś, co Kitty zdarzyło się już wcześniej słyszeć. Wciąż w to nie wierzyła, ale nie zamierzała go na siłę przekonywać; to mijało się z celem.
- Staram się - stwierdziła, nadal pogodnie, na uwagę o marnowaniu sobie życia. Nie uważała, by je marnowała; wierzyła, że to, co robi, i to, co chce robić, jest słuszne- I jak do tej pory całkiem nieźle mi te starania wychodzą.
Bo grunt to zdrowa dawka pewności siebie.
Na następną uwagę odruchowo przewróciła tylko oczami. Nie tyle czysto z irytacji, co ze "zmęczenia materiału", jak to typowa nastolatka, która po raz tysięczny słyszy jedno i to samo - a w każdym razie część, bo akurat cieszenie się z drobnych rzeczy w postaci piwa pojawiało się jakby rzadko. Nie wspominając już o wąchaniu mirabelek (!!!), na które to pozwoliła unieść sobie w konsternacji brwi.
- ...to całkiem porządne mirabelki - skomentowała tylko, decydując, że może powącha je sobie innym razem.
No, przynajmniej zawsze to jakiś rodzaj radości z życia...
- Spaceruję - odparła krótko, nie uznając tego faktu za coś specjalnie niezwykłego. Ot, włóczenie się samotnie po lesie; dzień był w końcu całkiem ładny, a ona miała czas i ochotę, więc dlaczego nie? - Lubię od czasu do czasu wyrwać się z miasta, można się udusić między tymi wieżowcami - Jakkolwiek nadal była raczej bardziej miejskim typem, każdy potrzebował czasami chwili oddechu w nieco bardziej zielonym otoczeniu. - A pan? - wyrwało się jej jakoś odruchowo, chociaż zasadniczo nie miała powodów pytać.




[You must be registered and logged in to see this image.]
Just like a classic fairy tale. We're all gifted with powers... for which we each pay a price.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 123
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Nie Kwi 15, 2018 11:25 am

Gdyby ekspresja Logana przekraczała nieco możliwości nieoheblowanej deski, prawdopodobnie na stwierdzenie "Spaceruję" zareagowałby przewróceniem oczami, jednak tego nie zrobił. Nieczęsto sięgał po takie sposoby manifestowania zniecierpliwienia, nawet jeśli ktoś ewidentnie traktował go jak idiotę. Właśnie tak jak teraz.
- Ah... Spacerujesz mała... - Powtórzył za Kitty z poważną, niewzruszoną miną.
- Wspomnij jeszcze, że znajdujemy się w lesie na wypadek, gdybym tego nie wiedział. Te drzewa, które nas otaczają faktycznie mogłyby na to wskazywać, ale nigdy nie wiadomo... - Sarknął krzyżują ręce na piersi. Dobra, może faktycznie nieco przesadzał, choć sam nie chciał tego przed sobą przyznać. Cierpliwość nigdy nie była jego mocną stroną. Tak naprawdę była to chyba jedna z jego najgorzej wykształconych cech, a jej zasoby były szczuplutkie jak anorektyczna po półrocznych wczasach odchudzających. No tak, ale nadal rozmawiał z dzieciakiem, a co za tym szło powinien się hamować. I robił to. Na miarę swoich możliwości. W każdym razie się starał. Dobra! Usiłował się starać! To chyba najbliższe prawdy stwierdzenie z wszystkich, które do tej pory padły.
- Dobrze wiesz, że nie o to pytałem. Kiedy pytam "skąd się tutaj wzięłaś" mam na myśli "skąd się tutaj wzięłaś", a nie "Co tutaj robisz?" - Doprecyzował wreszcie z głośnym westchnieniem rezygnacji, bowiem naprawdę liczył, że jednak dziewczyna sama domyśli się o co mu chodziło.
- Rodzice puścili cię samo? Czy zwyczajnie nawiałaś..? - Uniósł lekko brew i... Jeden z kącików ust w imitacji kpiącego uśmiechu.
- To niebezpiecznie. Ile ty w ogóle masz lat..? Z czternaście..? - Drążył tym razem wyraźnie zmarszczywszy czoło w wyrazie głębokiego zamyślenia. To musiało być zamyślenie, bowiem jakakolwiek troska czy obawa o jej bezpieczeństwo były niemożliwe! W końcu to Wolverine! Rrrrr...
- Dotarcie tutaj z miasta... - Zaczął ale urwał słysząc, że teraz to nastolatka kontruje jego pytania.
- Właściwie to samo co ty mała. Uciekam przez miejskim syfem. Jedyna różnica miedzy nami, że ja nie robię tego "Od czasu do czasu". - Mruknął nieco markotnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kitty Pryde


Liczba postów : 33
Join date : 23/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Sob Maj 05, 2018 2:33 pm

Na szczęście Kitty była stosunkowo dobrze przyzwyczajona do wszelkiego rodzaju przejawów bucery czy "starczego marudzenia" (które niekoniecznie nazywała "starczym marudzeniem", na wypadek, gdyby ktoś miał się obrazić...), i nie robiły na niej takiego wrażenia złośliwe czy sarkastyczne odzywki - nawet jeśli rzucał je ktoś tak dość groźnie wyglądający jak ten tu; zwłaszcza że zdążyła nabrać pewności, że nie stanowi specjalnego zagrożenia no chyba że biologiczne, i zwyczajnie ma gorszy dzień. Miesiąc. Tudzież w ogóle całe życie, ale przynajmniej nie ma w planach poćwiartować jej tymi wyrośniętymi nożami na pięściach.
- Siedemnaście - postanowiła uściślić uprzejmie, tak na dobry początek, zastanawiając się tylko, czy to kolejny przytyk, czy może jednak temu miłemu panu przydałyby się okulary. Albo więcej kontaktu z cywilizacją. Albo w ogóle jedno i drugie - Nie, nie nawiałam, uprzedziłam się i wiem, co robię, dziękuję za zainteresowanie - teraz to ona prawie przewróciła oczami, choć nadal i tak byłoby to bardziej z dozą rozbawienia niż irytacji. Standardowe teksty Tych Dorosłych i Odpowiedzialnych™️, ile ona się tego w życiu zdążyła nasłuchać to aż trudno zliczyć. Nie żeby ten tu wyglądał na jakoś bardzo odpowiedzialnego (nie żeby go jakkolwiek oceniała-), ale zgadzał się przynajmniej fakt bycia "dorosłym" - jakby magiczna granica zaczynająca się od trójki z przodu dawała prawo do kręcenia nosem na wszystko wokół. Ją też to czeka? Boże, wolałaby nie.
- Jeszcze trochę i zacznę myśleć, że pan tu mieszka - parsknęła pod nosem, w żartach, oczywiście, ale potem spojrzała na niego jeszcze raz i w głowie zamigotała jej maleńka, czerwona lampka.
A może...? Właściwie wyglądał jak żywcem wyjęty z filmu Wielka Stopa jakby spędzał w takim dzikim otoczeniu podejrzanie dużo czasu, więc cholera go wie...!




[You must be registered and logged in to see this image.]
Just like a classic fairy tale. We're all gifted with powers... for which we each pay a price.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 123
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Las   Czw Maj 17, 2018 7:33 pm

Nieczęsto miewał okazję, by porozmawiać z kimś dłużej, a nawet jeśli taka okazja się nadarzała, to koniec końców i tak zawsze kończyła się mordobiciem, łamaniem kijów bilardowych na czyichś plecach, rozbijaniem kufli po piwie o cudze głowy lub cięciem miał (Czy to przy pomocy noży, czy jego własnych pazurów) i tak naprawdę ten dialog był pewną formą odmiany i do tego... TFU, miłej..? No, może akurat to słowo było pewnym nadużyciem, ale na pewno zaczynało go bawić.
- Bardzo sprytnie unikasz odpowiedzi na moje pytanie dzieciaku. - Zauważył unosząc znacząco brew i tym razem bardzo nieudolnie usiłował zamaskować rozbawienie. Po chwili, jak gdyby nigdy nic, wydobył z wewnętrznej kieszeni kurtki cygaro, odgryzł jego końcówkę, wypluł i wreszcie odpalił benzynową zapalniczką. Pociągnął kilka razy pozwalając tytoniowi się rozżarzy, by na koniec wypuścić kółko z siwego, gęstego dymu. Dłuższą chwilę nie odzywał się. Jedynie jego nozdrza poruszały się nieco intensywniej.
- Pachniesz... Tłumem. - Stwierdził wreszcie spokojnym głosem.
- I to bardzo intensywnie... Tak, jakbyś dopiero co wyrwała się z autobusu szkolnego... Jednak jesteś tutaj sama. - Zupełnie otwarcie wyznał to, co udało mu się wydedukować. To nadal było dziwne. Przypominało nieco szkołę, jednak było o wiele bardziej intensywne... Cóż, tak naprawdę nie interesowało go to tak bardzo z jakiegoś konkretnego powodu. Bardziej intrygowały go te uniki.
- Ta, mieszkam... - Skinął głową tak, jakby drwiący ton dziewczyny zupełnie się go nie imał. Strzepnął niedbale nadmiar popiołu.
- Raz tu, raz tam. Teraz jesteś w moim salonie mała... - Znowu uśmiechnął się odsłaniając tym samym jeden ze swoich nieco zbyt ostrych kłów? Może nie przesadnie, ale jednak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Las   

Powrót do góry Go down
 
Las
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: