IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gabinet Profesora X

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Charles Xavier
*Rejected*

Liczba postów : 34
Join date : 04/04/2017

PisanieTemat: Gabinet Profesora X   Wto Sty 02, 2018 3:32 pm

Po rozmowie z Kitty i Laurą Charles musiał wrócić do jednego ze swoich codziennych obowiązków. Formalności. Stosy papierów i piśmideł nigdy się nie kończyły i, mimo niesamowitego zorganizowania telepaty, wszystkie terminy dotrzymywane były „na styk”. Nie raz i nie dwa doradzano mu, aby zatrudnił sekretarkę albo asystentkę, ale on czuł się najpewniej wtedy, kiedy kwestie dokumentacji załatwiał sam. Złapał więc za jeden z plików, który wcześniej odłożył i zaczął go przeglądać. Ogarnęła go prawdziwa ulga, gdy okazało się, że te faktury nadają się wyłącznie do śmietnika. No, to wiele nam uprości. Otworzył zatem jeden z segregatorów, w których czekały kwestie ubezpieczeniowe niedawno przyjętych uczniaków. Pióro w dłoni profesora poszło w ruch, atrament zapełniał kolejne wykropkowane pola, aż po prawie godzinie Xavier uporał się ze wszystkim, co w jego umyśle zapisało się jako „naglące”. Mógł zwolnić tempo i tak też zrobił, chwytając za archiwa jednej z mieszkanek Instytutu. Oczywiście nie zamierzał nanosić tam żadnych poprawek, ot - przeglądał sobie interesujące go sprawy. Nie spodziewał się żadnych gości, aczkolwiek wiadomo, jak to wyglądało w szkole. Harmonogram spotkań może i był pusty, ale co chwila nawiedzały go nieporadne istotki, szukające pomocy. Ewentualnie mające ochotę na pogadankę, której to Charles nie odmawiał. Uczniowie zawsze na pierwszym miejscu, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora X   Wto Sty 02, 2018 7:45 pm

Jak dotąd dzień był jak każdy inny w Instytucie, gdzie o tej porze większość uczniów była albo na któryś z kolei zajęciach, albo mając nieco wolnego czasu, zajmowali się swoimi sprawami. Jedną z tych osobistości była właśnie Maggie. Nasza droga mutantka zaczęła dzień od spotkania, jakie zorganizował jeden z nauczycieli. Nie pamiętała już jednak do końca, co było jego tematem. Taki akurat miała dzień, że jej myśli odpływały gdzieś w odległe krainy. Nie zastanawiała się nad żadnymi ważnymi sprawami. Żadne wielkie pytania typu "jaki jest sens istnienia?" lub "czy jesteśmy sami we wszechświecie?". Głowę dziewczyny zaprzątało coś zupełnie innego. Miała się później tego dnia udać do gabinetu profesora Xaviera. Nie znała konkretnego powodu jego prośby. Zwrócił się do niej w tej sprawie parę dni temu i wyjaśnił, że chce z nią porozmawiać o paru sprawach. Ani trochę nie było to ogólnikowe wyjaśnienie. Gdyby coś się stało, jakby coś złego zrobiła, to chyba by o tym wiedziała, prawda? Z zasady nastolatki mają już chyba taki zwyczaj, że jak są gdzieś wzywani, to od razu pojawia się ta obawa, że coś złego się stało i zaraz im się dostanie za coś. Jak tylko miała trochę czasu, to udała się na zewnątrz, by zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Może nawet spróbować odrobinę się zrelaksować. Niewiele jej to pomogło. W końcu nastała pora, gdy profesor prosił ją o ów wizytę. Maggie ruszyła więc w stronę jego gabinetu. Nie spotkała po drodze wielu osób, wszyscy woleli najpewniej korzystać z pogody na zewnątrz niż zapuszczać korzenie w środku. Łapiecie? Korzenie? Nieważne. Po kilku minutach stanęła przed drzwiami, za którymi spodziewała się spotkać profesora. Do tej pory zdążyła dojść do wniosku, że prawdopodobnie nie ma czego się bać. Nic złego ostatnio nie zrobiła, przynajmniej nie przypominała sobie takiej ewentualności. Spokojnie zapukała do jego drzwi i po upływie paru sekund otworzyła je lekko, zaglądając przez kilkunastometrową wnękę do środka. Wciąż przy tym stała w korytarzu.
- Dzień dobry, profesorze. Chciał się pan ze mną widzieć? - zapytała się go, wciąż stojąc częściowo w korytarzu przed gabinetem, a częściowo w drzwiach. Czekała na odpowiedź swojego rozmówcy. To by dopiero było, gdyby zapomniał o tej wizycie! W sumie wyglądał, jakby był po uszy w robocie papierkowej, więc kto wie.
Powrót do góry Go down
avatar
Charles Xavier
*Rejected*

Liczba postów : 34
Join date : 04/04/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora X   Wto Sty 02, 2018 10:06 pm

Charles odsunął segregator z aktami, podniósł głowę i uśmiechnął się. W pierwszej chwili nie był w stanie przypomnieć sobie, kiedy poprosił Evergreen o rozmowę. Hmm...
- Tak, tak. Proszę, usiądź... – zaczął dość tajemniczo, z podbródkiem opartym o splecione dłonie. Chyba wypadałoby zacząć od wyjaśnienia powodu tego wezwania, gdyż studenci mieli ten niezdrowy zwyczaj, że zawsze myśleli, iż wezwanie do gabinetu = kara. Czy takie podejście wynikało ze składu mleka matki? Dlaczego tak wielu ludzi uważało, że zasługuje na karę? Czemu pozwalali sobie wmówić, że w ogóle czemukolwiek zawinili? Na szczęście w takich miejscach jak Instytut takie podejście się odkręcało, ale chwila… O czym my to?
- Od razu mówię, że nic złego nie zrobiłaś, nie masz się czym martwić. Właściwie, to chciałem tylko zapytać, jak się tak ogólnie czujesz? – uśmiechnął się szeroko. Kolejną zabawną kwestią w takich sytuacjach było to, że wielu ludzi próbowało kłamać. Okłamać telepatę. Naprawdę? Z drugiej strony – wolna wola była święta i Charlie tę świętość łamał wyłącznie w ekstremalnych przypadkach. Jeśli ktoś chciał ściemniać, to Xavier pozwalał tej osobie pociskać banialuki i już.
- Mam wrażenie, że ostatnio chodzisz przybita? Domyślam się, że to kwestia reakcji świeżych studentów na twoją mutację. – on sam był pod tym względem mniej liberalny niż Erik. Tak, Charlie należał do tych, którzy uważali, że warto się „dopasować”, że tak jest prościej, że nie ma sensu toczyć wojny ze wszechświatem. Stąd też wziął się pomysł holozegrka dla Kurta.
- Chcę, żebyś wiedziała, że to, co ktoś inny myśli lub mówi o tobie nie ma żadnej mocy sprawczej. „Widoczna” mutacja nie jest też niczym niezwykłym. Tak po prostu jest i tyle. Interweniować można w momencie, gdy wymyka się spod kontroli, mam nadzieję, że nie czujesz w tej sprawie żadnego niepokoju? – wziął głęboki oddech, otworzył szufladę w swoim biurku, a następnie położył holozegarek przed dziewczyną.
- Maggie, jeśli to ma poprawić twoje samopoczucie, to zorganizowaliśmy dla ciebie to samo urządzenie, którym posługuje się Kurt. Możesz je założyć i tym samym odzyskać dawny wygląd. Jeśli to jest to, czego naprawdę chcesz. – mówił dość spokojnie, z ojcowską troską w głosie. Nie naciskał, nie sugerował, po prostu dał jej wybór.
- Jest jeszcze jedna kwestia, ale to za chwilę... - zakomunikował, oglądając się w stronę wielkiego okna, przez które widać było bujną naturę otaczającą jego szkołę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora X   Wto Sty 02, 2018 11:13 pm

Przekroczyła próg gabinetu, jak tylko dostała potwierdzenie ze strony jego gospodarza, by weszła i usiadła przed jego biurkiem. Tak też zrobiła. Oczywiście po drodze nie omieszkała się rozejrzeć po jego wystroju. Profesor miał tu sporo rzeczy! Przede wszystkim różnego rodzaju książki, ale nie tylko. Nie miała oczywiście czasu przyjrzeć się wszystkiemu bliżej. W końcu najbardziej ciekawił ją powód tej wizyty. Zdążyła do tej pory uspokoić się, że raczej nic nieodpowiedniego nie zrobiła, ale cieszyło ją, że Profesor X podjął tę kwestię. Czyżby już zdążył wyczytać jej myśli? A może zwyczajnie znał się tak dobrze na swoich studentach? Była gotowa uwierzyć w drugą wersję, ponieważ po Instytucie krążyła o nim opinia człowieka dobrego, dbającego o swoich uczniów i stawiającego ich dobro na pierwszym miejscu.
- Czuję się w porządku - odpowiedziała profesorowi prawie natychmiast. Nie było to o tyle celowe kłamstwo, co raczej niedomówienie. Przez moment myślała, że chodziło mu o to, jak się czuje fizycznie, czy coś jej dolega, może ma jakieś problemy ze zdrowiem. Dopiero chwilę później zrozumiała, dlaczego pan Xavier poprosił ją o przyjście. Nie urodziła się wczoraj, a samego profesora zna odkąd przybyła do Instytutu. Wiedziała więc, że okłamywanie go nie ma sensu, bo on zwyczajnie wie od samego początku. Pewno go tylko ciekawi, czy dana osoba mimo wszystko postanowi w dalszym ciągu okłamywać go, albo raczej samą siebie, czy też otworzy się przed kimś.
- Nie jest to coś, z czym sobie nie radzę. Po prostu... wszyscy tu jesteśmy tacy sami. Dlaczego niektórzy nie mogą zrozumieć, że jestem... trochę inna? - zwróciła się z tym pytaniem do swojego rozmówcy. Jak już zostało wspomniane, nie widziała sensu w okłamywaniu Profesora X, więc równie dobrze mogła mu zadać pytanie, które dręczyło ją, odkąd w szkole pojawili się nowi uczniowie. Następnie wysłuchała, co jeszcze miał jej do powiedzenia. Czy czuła niepokój wobec swojej mutacji? Bała się faktu, że dostała nie tylko swoje moce? Z początku tak. Kto by nie czuł strachu w chwili, gdy cały świat się dla kogoś takiego zmienił? Z czasem jednak zaczęła się przyzwyczajać do takiego stanu rzeczy. Czasami przeszkadzało jej, że niektórzy, nawet jej tutejsi rówieśnicy, patrzyli na nią jak na dziwoląga. Maggie miewała niekiedy temperament, więc jakby ktoś otwarcie się jej postawił, to nie zawahałaby się wyrazić swojego zdania. Czy czuła niepokój z powodu tego wszystkiego? Ciężko jej było powiedzieć, ale jeśli miałaby teraz odpowiedzieć szczerze... po paru chwilach namysłu pokręciła głową w kierunku profesora na znak, że się nie obawia. Zaraz potem pan X sięgnął po coś do szuflady, z której wyciągnął coś na kształt zegarka. Początkowo nie rozumiała, co to takiego, lecz on nie czekał z wyjaśnieniami. Niewielki widok zaskoczenia pojawił się na jej twarzy, jeśli więc ktoś był spostrzegawczy, to nie potrzeba było telepatii, by odczytać jej reakcję. Przyglądała się przez moment urządzeniu, po czym zerknęła z powrotem na pana Xaviera.
- Nie wiem co powiedzieć... - nie dokończyła, bo zwyczajnie nie wiedziała co powiedzieć. Ta cała sytuacja trochę ją zaskoczyła. Mimowolnie sięgnęła po holozegarek i przyglądając mu się bliżej, zaczęła go obracać. Jednocześnie w jej głowie krążyło mnóstwo myśli, zastanawiała się. Na tych kilka chwil w gabinecie zapanowała cisza. Nagle położyła zegarek z powrotem na biurko. Przez moment trzymała jeszcze dłoń na urządzeniu, by po chwili w ogóle je puścić.
- Rozmawiałam ostatnio przez telefon z moją mamą. Przeprowadziła się niedawno do swojej siostry i jej męża. Czy przejmuję się, co inni o mnie mogą mówić? Pewnie, od czasu do czasu. Czy mi to przeszkadza? Odrobinę. Nauczyłam się z tym jednak żyć. Nie czuję się najlepiej, bo moja rodzina myśli, że przyjechałam tu, by się "leczyć". Nie wiem jak im powiedzieć, że... - wyjaśniła profesorowi, lecz znowu nie dopowiedziała swojego zdania do końca. Czuła jednak, że nie jest to konieczne, ponieważ jej rozmówca chyba rozumiał, o co chodzi. Spora grupa społeczeństwa traktowała mutacje jako chorobę i bywali też tacy, w tym jej bliscy, którzy wierzyli w to, że istnieje na to jakieś lekarstwo. To ją trapiło od jakiegoś czasu. Chciała im powiedzieć prawdę. Lekarstwa na to nie ma i nie powinno się tego traktować jak choroby. Martwiła się tylko tym, jak mogą to przyjąć.
Powrót do góry Go down
avatar
Charles Xavier
*Rejected*

Liczba postów : 34
Join date : 04/04/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora X   Sro Sty 03, 2018 11:25 am

Kolejną zabawną kwestią, która przyprawiała Charlesa o banana na mordce, był skonfundowany wyraz twarzy jego studentów, kiedy odpowiadał na pytania, zanim ci jeszcze je zadali. Bez używania swoich zdolności wiedział, że zastanawiali się w takich momentach, czy czyta im w myślach, czy jest po prostu dobrą mamusią, która poznała ich już na tyle dobrze, że po prostu wie. I już. Cóż, prawda zostanie odkryta chyba tylko dla tego telepaty! Przynajmniej na razie. Z drugiej strony – łatwo było się domyślić, która z tych opcji niosła większe prawdopodobieństwo. I nie, nie była to telepatia Erik, nie każdy ma manię kontroli jak na przykład Ty.
- Mhm… – odpowiedział dość cicho, zamykając kwestię jej zdrowia fizycznego. O nie także pytał, gdyż w przypadku mutacji tego typu nigdy nie wiadomo, kiedy organizm zacznie wariować. W przeszłości Profesorowi zdarzało się spotykać obdarzonych, którzy nie chcieli przyjąć pomocy i zazwyczaj kończyło się to dla nich tragedią. Niektórzy wybuchali, niektórzy tracili rozum i popełniali samobójstwa, jeszcze inni zamieniali się w różne dziwne rzeczy, które trzeba było po prostu unieszkodliwić… ech. Jeśli za coś szczególnie cenił Maggie, to było to jej zdroworozsądkowe podejście. Miło było czasem spotkać nastolatkę, która nie wywołuje katastrofy, gdziekolwiek się pojawi.
- Jesteś taka sama. – stanowczo zaprzeczył, nie pozwalając myśli o ‘piętnie inności’ przeżyć nawet milisekundy dłużej. - Chyba, że masz na myśli wyróżnianie się wyjątkową dojrzałością. W tym wypadku jestem zmuszony przyznać ci rację. – wydawało się, jakby puścił do  niej oczko. Czy naprawdę to zrobił? Cóż, magiczna natura ulotnych chwil sprawiała, że nigdy nie można być ich szczególnie pewnym!
Xavier spokojnie czekał, aż Evergreen zbierze myśli. Nie był w stanie przewidzieć, jak dziewczyna zareaguje na ten drobny prezent. To znaczy, może i był, ale nie zależało mu na tym, o. Cisza, która zapanowała w pomieszczeniu nie za bardzo przeszkadzała Charlesowi. Niektórzy mogliby stwierdzić, że to „cisza nerwowa”, „cisza stresująca”, „cisza przed burzą” lub „niezręczna cisza”, ale on doskonale wiedział, że nic nie ułatwia podjęcia rozsądnej decyzji bardziej niż właśnie ta cisza, którą on nazwałby „dobrą ciszą” lub „ciszą skupienia”; chociaż takich wyrażeń najpewniej w słownikach nie było.
Po wysłuchaniu tego, co mutantka miała mu do powiedzenia, telepata skinął na znak zrozumienia jej słów i pospieszył z odpowiedzią:
- Taaak… – zawiesił wymownie samogłoskę, ponownie splatając dłonie i na sekundę albo dwie odlatując w eter, szukając rozwiązania tej kwestii. Jak to on – stawiał na hasło „prawda nas wyzwoli”.
- Zwróciłem uwagę, że twoja mama nie do końca zrozumiała, co i jak za pierwszym razem… Nie przejmowałbym się tym. To całkowicie naturalne. Nie zdziwiłbym się, gdyby jej umysł spłatał figla i doprowadził do całkowitego wyparcia pewnych faktów ze świadomości. – tutaj na chwilę uciął, żeby nie powędrować w te kwestie. Gdyby zaczął rozważać naturę ludzkiego postępowania, to nie wyszliby stąd do jutra. Poza tym – nie będzie jej przecież zdradzał tematów zajęć, prawda? Zero taryfy ulgowej, dla każdego muszą być tak samo lasujące mózg.
- Dlatego właśnie pomyślałem, że warto byłoby ją tutaj zaprosić. I raz jeszcze wytłumaczyć wszystko, stawiając sprawę jasno. Zadbam o to, żeby to do niej dotarło. – ciężko było stwierdzić, czy to była obietnica, oferta pomocy czy groźba, ale na pewno zabrzmiało bardzo poważnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora X   Sro Sty 03, 2018 5:21 pm

Mutacja w przypadku Evergreen nie należała do rzeczy najprzyjemniejszych. W końcu w noc, kiedy to wszystko się stało, czuła tak ogromny ból, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Zupełnie jakby ktoś niewidzialną dłonią grzebał w jej wnętrznościach, przesuwał je i wykręcał jednocześnie. Może było nieco przesady w tym opisie, ale tak właśnie się czuła w tamtych pamiętnych chwilach. Nie obyło się bez komplikacji. Nie wspominając rzecz jasna o tym, że przyzwyczajanie się do "nowego" ciała było czymś... dziwacznym. Wystarczyło na nią spojrzeć, by zrozumieć, co przez to miała na myśli. Całe jej ciało wyglądało jak jedna wielka roślina. Początkowo miewała więc różne kłopoty z tego powodu. Z czasem zdołała się jednak przyzwyczaić do obecnego stanu rzeczy. Z drugiej strony było coś, do czego musiała się przyznać, choć podejrzewała, że profesor o tym wie.
- Znaczy... czuję się dobrze, ale... skłamałabym, mówiąc, że nie boję się, czy zaraz nie stanie się ze mną coś gorszego. Nie jestem nawet pewna, czy wiem o sobie wszystko, co powinnam - wyjaśniła Profesorowi X, nawiązując oczywiście do jego wcześniejszego pytania na temat jej stanu zdrowotnego. Czy Maggie naprawdę aż tak się wyróżniała na tle swoich rówieśników pod względem podejścia do mutacji, która ją spotkała? Nie była tego taka pewna. Racja, bywały osoby, które nie potrafiły się pogodzić z tym faktem, wariowały, albo coś gorszego się z nimi działo. Ona zwyczajnie... cóż, nie wariowała, ale wciąż trochę się bała. Tak, czuła przed samą sobą strach. Obawiała się tego, czy wciąż nie czekają na nią jakieś niespodzianki, i czy z ich powodów mogłaby wyrządzić krzywdę sobie lub ludziom w swoim otoczeniu. Uśmiechnęła się, reagując na słowa pana X na temat jej dojrzałości.
- Jeśli jestem dojrzała to dlatego, że musiałam być - po tych słowach jej uśmiech trochę zbladł, choć wciąż był w miarę widoczny. - Po tym, jak mój tata i brat... no i jeszcze co ze mną się stało... nie było wtedy wiele powodów do tego, by cieszyć się z dzieciństwa - dopowiedziała po chwili. Wydarzenia, o których mówiła miały miejsce ponad dwa lata temu i choć zdążyła się już z nimi pogodzić, to jednak prawda była taka, że strata najbliższych będzie kłuć już zawsze. To uczucie pustki niestety nie znika. Wysłuchała uważnie słów swojego rozmówcy odnośnie sytuacji z jej mamą oraz jakby tu ją ewentualnie rozwiązać. Maggie, jak to dziewczyna w jej wieku, miała jednak czasami tendencję do wyolbrzymiania problemów.
- Chce pan ją tu zaprosić? Nie wiem, czy to dobry pomysł - stwierdziła trochę zakłopotana. Perspektywa, że jej matka mogłaby się tu pojawić, przerażała ją w tym sensie, że jeśli nie spodobałoby się jej to, co miał jej do powiedzenia profesor Xavier, to mogłaby ją stąd zabrać. Jakby nie spojrzeć, perspektywa znalezienia lekarstwa dla córki była głównym powodem, dla którego zgodziła się, by jej córka przeprowadziła się do Instytutu. W jedną noc straciła i męża, i syna. Nie chciała tracić reszty swojej rodziny. Maggie za to z drugiej strony nie czuła się komfortowo z myślą zostawienia tego miejsca. Tęskniła za domem, ale to właśnie w Instytucie mogła być sobą. W domu pewno musiałaby się ukrywać przed wszystkimi, za to tu mogła spędzać czas z innymi osobami obdarzonymi mocami.
Powrót do góry Go down
avatar
Charles Xavier
*Rejected*

Liczba postów : 34
Join date : 04/04/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora X   Pią Sty 05, 2018 10:58 am

Charles czasem musiał się pilnować, żeby nie skwitować opowieści o potwornym cierpieniu młodego mutanta prostym „tak, wiem”. Po tylu latach człowiek po prostu uodparniał się na takie widoki, a nawet na takie odczucia, gdyż w swoim długim życiu Xavier wiele razy przeżywał dokładnie to samo, co osoba obdarzona genem X, której akurat starał się pomóc. Wchodzenie do przepełnionych cierpieniem umysłów oznaczało nawet dla najlepszych telepatów jazdę bez trzymanki. Czasem jego organizm tego nie wytrzymywał… różne rzeczy się zdarzały. Dlatego właśnie był bardzo ostrożny i szczególną opieką otaczał tych, którym mutacja szczególnie dała się we znaki. Dbał też o to, by żal w sercu młodego człowieka, nie przerodził się w gniew, bo na takich emocjach żerowały największe pijawy, które prały mózgi niewinnym adeptom szlachetnej sztuki życia. Trochę jak podpisywanie paktu z diabłem. Czart przychodzi zawsze w najgorszym momencie, oferując proste rozwiązania wszystkich problemów.
- Musisz pamiętać, że to ty masz kontrolę nad swoją mocą, a nie ona nad tobą. Wiem, że powtarzamy wam to uparcie od pierwszego dnia, kiedy przybywacie, ale to dlatego, że to jedyna dobra metoda. Zaufaj mi, silna wola potrafi zdziałać cuda... – ewentualnie silny telepata, który wycisza aktywność genu X, ale takie są konieczne tylko w ekstremalnych przypadkach.
- Rozumiem. – była to jedyna odpowiedź, którą miał dla niej w kwestii ojca i brata. Ten temat mieli już obgadany i profesor nie imał potrzeby go ponownie rozgrzebywać.
- Kwestia rodziców zazwyczaj jest bardzo trudna. Do czasu pełnoletności faktycznie warto „grać na zwłokę”. Nieraz zdarzało się, że rodzice żądali wypisania ucznia z Instytutu mimo mojego kategorycznego sprzeciwu, ale cóż zrobić. Zazwyczaj szybko wracali… – tutaj pozwolił ciszy wybrzmieć, przeskakując wzrokiem po półkach z książkami. A miał ich tutaj sporo.
- ...ale u ciebie to już chyba dość niedługo, hmm? Może faktycznie możemy nie martwić twojej mamy do tego czasu. – właściwie, to zależało tylko od niej. Przecież on nie przytarga tu na siłę rodzicielki dziewczyny tylko po to, żeby ta doznała rozczarowania i wzięła Maggie do domu w celu odizolowania jej od świata.
- Tę decyzję pozostawiam tobie. Chciałem cię jeszcze zapytać, jak ty sama oceniasz swoje postępy treningowe. – on oczywiście miał swoje statystyki, opinię doświadczonych nauczycieli… no i oczy, ale trudno było mówić o pełnej ocenie bez zdania osoby, której ów ocena miałaby dotyczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora X   Pią Sty 05, 2018 11:56 am

W tym miejscu Maggie nie czuła się aż tak samotnie. Wszyscy tu byli mutantami tak jak i ona. Mogła więc rozmawiać i spędzać czas z osobami, które w zasadzie miały te same lub przynajmniej podobne doświadczenia. Jej przypadek był jednak wyjątkowy i w całym Instytucie było tylko parę osób z tym samym poziomem mutacji. Sęk był w tym, że czuła się tu, jakby właśnie pasowała. Z jednej strony tęskniła trochę za rodziną, a z drugiej bała się, że w domu będą starali się ją zwyczajnie ukrywać przed światem. Ostatnie czego chciała to siedzieć zamknięta w przysłowiowej klatce, bez żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Na słowa otuchy ze strony profesora zareagowała ponownie uśmiechem. Oj tak, doskonale wiedziała o tym. Miał rację w tym, że od pierwszego dnia wszystkim tu wbijano do głów, że to oni są panami swoich mocy. Ich nadzwyczajne moce nie powinny dzierżyć na mutantami żadnej kontroli. Kwestia jej mamy kłopotała ją i jeśli faktycznie istniała możliwość, by poczekać z tym, to zamierzała chyba pójść tą drogą. W tym profesor miał też rację, że do pełnoletności mutantki było względnie niedaleko. Kiwnęła głową ze zrozumienia na pierwszą część wypowiedzi swojego rozmówcy, natomiast co do drugiej...
- Tak... niecały rok został - potwierdziła domysły mężczyzny, choć podejrzewała, że w jego przypadku było to zbędne. Ma w końcu do czynienia z telepatą! Pewno wiedział o niej nawet rzeczy, które sama o sobie nie wie. Chwila milczenia minęła - Myślę, że tak będzie najlepiej. Nie chciałabym opuszczać tego miejsca. Tu nie muszę się ukrywać. Mogę tu być... - tu ponownie urwała, ale nikogo by nie zdziwiło, gdyby pan Xavier podłapał, że słowo, którego chciała użyć to "sobą". Oczywiście nie tylko chodziło o fakt, że nie musi tu przed nikim skrywać tego, kim jest oraz co potrafi. Przez te dwa lata zdążyła tu poznać sporo osób. Część z nich może nazwałaby swoimi przyjaciółmi. W Instytucie przede wszystkim podobało jej się to, że absolutnie do niczego nie była zmuszana. Zawsze dawano jej wybór swojej dalszej drogi. Chwilę potem profesor zapytał się o jej własną opinię odnośnie postępów, jakie zdążyła tu zrobić. Było to pytanie, nad którym musiała się troszeczkę dłużej zastanowić. Szukała odpowiednich słów, by właściwie opisać swoje spostrzeżenia.
- Ciężko powiedzieć... - dała niezbyt długą odpowiedź, choć profesor z pewnością był w stanie wyczuć, że mówiła jak najbardziej szczerze. Kolejna chwila ciszy minęła, kiedy to Maggie powędrowała myślami, gdzieś indziej. Na jej twarzy ponownie zagościł uśmiech, jakby uświadomiła sobie coś, co sprawiało jej radość. Zerknęła ponownie w jego kierunku. Naszej drogiej Evergreen przyszło do głowy coś, co, myślała, w dość ciekawy sposób zilustruje postęp, jakiego dokonała od czasu jej zamieszkania w szkole.
- Kiedyś bałam się swoich mocy. Pewno słyszy to pan na porządku dziennym. Nie wiedziałam wtedy, do czego jestem zdolna. Przerażało mnie to. Pamiętam, jak ktoś na zajęciach niedawno powiedział, że boimy się tego, co nieznane - urwała znowu na moment, kiedy wzrokiem napotkała doniczkową roślinę stojącą gdzieś w kącie. Momentalnie można było zauważyć, że kwiatek, na który patrzyła, rozkwitł w zawrotnym tempie. Jego łodygi się rozciągnęły, kolory jakby stały się żywsze. Można było odnieść wrażenie, jakby odrobinę odmłodniał w ciągu mniej niż minuty - Teraz... nie zamieniłabym tego uczucia na nic innego. Trudno mi jest to opisać. Pomaga mi fakt, że nie jestem tu sama, ale też czuję coś w rodzaju więzi ze wszystkim, co mnie otacza - dokończyła wreszcie swoją odpowiedź, zerkając przy tym znowu w kierunku swojego rozmówcy. Lekki uśmiech z twarzy Evergreen w dalszym ciągu nie znikał. Trzeba było przyznać, że miała w sobie mnóstwo konfliktu. Obawiała się, czy odkrywając swoje limity, nie doprowadzi do jakieś katastrofy. W tym samym czasie, gdyby dostała możliwość odrzucenia tego wszystkiego i powrotu do swojego dawnego życia... nie jest pewna, czy skorzystałaby z tej opcji. Jeszcze godzinę temu zamartwiała się, czego będzie dotyczyło spotkanie z profesorem. Poruszonych zostało kilka niezbyt przyjemnych kwestii, ale w gruncie rzeczy nie było tak źle. Oj Evergreen, nie chwal dnia przed zachodem słońca!
Powrót do góry Go down
avatar
Charles Xavier
*Rejected*

Liczba postów : 34
Join date : 04/04/2017

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora X   Sob Sty 13, 2018 10:55 pm

Charlie nie musiał sięgać do swoich mocy, aby wiedzieć, co kołatało się w głowie młodej mutantki. Niestety, a może i stety, pewne kwestie młodzi uczniowie musieli przerobić sami. Niektórzy mieli łatwiej, niektórzy trudniej. Akurat Maggie trafiła się cięższa dola, ale profesor wierzył, w jej niezłomność i wspaniałą przyszłość. Skinął ze zrozumieniem w odpowiedzi na jej decyzję.
Z nieukrywanym zaciekawieniem słuchał, jak dziewczyna opowiadała o swoich mocach, o swoim postępie, a na sam koniec uśmiechnął się od ucha do ucha. Czasem miał wrażenie, że dla takich momentów żył.
- Oooo… – mruknął z rozczuleniem, jednak momentalnie poprawił się krótkim, poważnym „khm”.  - You’ve just made my life worth living. – rzucił z bardzo szorstkim, lekko wyróżniającym się akcentem, a jego słowa przeplatała gruba nić szczęśliwości.
- Bardzo się cieszę, że tak czujesz. Wiem, że czasem ciężko jest pogodzić obowiązki szkolne z obowiązkami treningowymi, ale wszechstronny rozwój to jedna z niewielu rzeczy, które pozwalają zająć młody umysł w dostatecznym stopniu, aby nie myślał o… o… – tutaj na chwilę się zaciął, szukając jakiegoś wybitnie wyrafinowanego słowa.
- …o głupotach, o. – i zaśmiał się, wyraźnie rozweselony nastawieniem Maggie. - No cóż, o ile nie masz do mnie w tej chwili żadnych pytań, to chyba wszystko, czego potrzebuję. Oby tak dalej, Evergreen. Do zobaczenia! – wystosował wobec niej nie jeden, a dwa uniesione kciuki, żeby podkreślić, że naprawdę lubi, lubi to!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora X   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet Profesora X
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Salem :: X-Mansion :: Piętro-
Skocz do: