IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Crisis on Earth X [Halbarry]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 243
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Crisis on Earth X [Halbarry]   Pon Gru 11, 2017 6:12 pm


Jak powszechnie wiadomo, wieloświat składał się z dokładnie pięćdziesięciu dwóch Ziemi. Tyle było zwiedzonych przez podróżników w przestrzeni. Tyle te ogarniali Wyłomiarze. Istniała jednak jeszcze jedna Ziemia. Miejsce tak potworne, że przemilczano jej istnienie. Miejsce, w którym obowiązywało prawo silniejszego, prawo nadludzi. Niesamowicie łatwo było tu podpaść władzy, jeszcze łatwiej oberwać kulkę między oczy z tego powodu, że jeden z dowódców ma zły dzień.
Earth X – jak to nazwano tę Ziemię – była niemal bliźniaczo podobna do Ziemi 1. Z tą różnicą, że losy świata uległy zmianie koło roku 1945. Naziści wygrali wojnę, wzmacniając swoje fronty ludźmi z nadludzkimi mocami. Zgarnęli Europę, niszcząc całkiem opór wszelkich narodów, swoją pięścią rozgramiając niedługo później cały blok państw komunistycznych. Nazizm ogarnął wkrótce też Stany, spychając Ruch Oporu do podziemia. Opozycja, której przewodził mężczyzna w stroju Nietoperza, zaczęła werbować innych obdarzonych mocami, aby pozbyć się plagi nazistów.
Po obu stronach przez dziesiątki lat rosła liczba ofiar. Żadna nie zamierzała jednak odpuścić. Rok 2015 był rokiem zmian. Do władzy po stronie nazistów doszedł budzący grozę wśród ludności cywilnej oraz Ruchu Oporu łucznik, zaś dowódcą opozycji stał się Bruce Wayne – mężczyzna, który wdział strój swojego poprzednika, stając się Batmanem aby wypełnić obiecaną zemstę za śmierć swoich rodziców, zamordowanych jako opozycjonistów gdy on sam był jeszcze dzieckiem.
Nie każdy nazista jednak był bezduszną maszyną, niektórzy musieli wypełniać rozkazy. Tak jak Hal Jordan, którego zmuszono do walki po stronie władzy, zgodnie z zasadą "kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam". W czasie, gdy Hal walczył o swoją moralność i próby zachowania człowieczeństwa po stronie tyrana, od samego Wodza dotarła wiadomość o działaniach Ruchu Oporu. Rozkaz był miażdżący w swoim okrucienstwie.
Zabić ich wszystkich.




Ballad of Allen || Run Barry, run! || Super Friends || Come running home to you
Jestem taki słodki i bezbronny, meow-meow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Hunter


Liczba postów : 55
Join date : 22/06/2017
Skąd : Z równoległego wymiaru

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Sro Gru 13, 2017 10:44 pm


Bang! Jestem Halą!
Każdy dzień był koszmarem…
Jedyne czego chciał, to być pilotem. Od najmłodszych lat marzył o pilotowaniu jednego z niesamowitych myśliwców. Czarnego i smukłego, szybkiego niczym błyskawica! Był dzieckiem i nie rozumiał z czym wiąże się lot pod banderą Rzeszy. Inne przedmioty go nie interesowały! Nawet wypadek ojca nie zmienił jego planów do latania, wbrew zgryzocie matki. Uciekł z domu mając osiemnaście lat i od razu zaciągnął się do lotnictwa. Może i łamał kilka rozkazów, ale był najlepszy! Dopiero z czasem zrozumiał, jak źle wybrał. Ostrzeliwanie cywili, bombardowanie budynków mieszkalnych z powodu podejrzeń o współpracę z Ruchem Oporu, czy w końcu oskarżenia wśród pilotów o kolaboracje. Na dodatek choroba matki stała się krytyczna.
Ostatni lot przed planowanym zrezygnowaniem zrujnował jego plany. To wtedy dostał pierścień korpusu Zielonych Latarni. Niesamowitą moc, która mogła naprawdę wiele. Niestety, broń dostała się w jego ręce od zestrzelonego przez Rzeszę kosmitę, który to Jordana wybrał na swojego następcę.
Wciąż uważa, że niezasłużenie.
Po powrocie okazało się, że został zwolniony za zniszczenie maszyny, którą w sumie przestał pilotować z powodu zabrania go przez moc pierścienia, o czym nie powiedział. Ale miał to, czego chciał. Udał się do szpitala, gdzie od braci dowiedział się o śmierci matki. Starszy z braci obwiniał go o jej stan. O to, że pchał się w to całe niebezpieczne lotnictwo i to dla kogo? Czy tak wiele chciał po prostu spełniając swoje marzenia… Czy czując jedynie wolność lotu zasługiwał na nienawiść matki, która nie chciała go widzieć?
Nie było dane mu się tym zamartwiać, bo wieści w Rzeszy szybko się rozchodziły i dowiedziano się o jego kontaktach z kosmitą. Kiedy wydało się, że i dostał moce od razu wcielono go do służb specjalnych. Jeśli podczas lotów miał przyjemność nieść terror, tak teraz faktycznie mógł zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie. Może i był egoistą, ale nie chciał ranić innych za ich poglądy. Ucieczka jednak nie wchodziła w grę, bo jego rodzina stała się zakładnikami. Śmiercią żony starszego z braci szybko przypomniano mu kto tutaj rządzi. Zamknięto ich i trzymano jako zakładników, kiedy on wykonywał brudną robotę. Oczywiście starał się jej unikać, ale teraz… Teraz nie miał wyboru.
Słysząc najnowsze rozkazy zbladł, ale nie odważył się nic powiedzieć. Zbytnio bał się o swoją rodzinę, aby przejąć się inną… Znów spojrzał na pierścień. Każdego dnia żałował, że go nim obarczono. Że teraz nie tylko on jest niewolnikiem, ale i jego bliscy. Już raz ich zawiódł, nie mógł zrobić tego ponownie. Zacisnął dłoń w pięść i ruszył z oddziałem do miejsca, gdzie pod powierzchnią ziemi miał znajdować się główny obóz Ruchu Oporu.
Jedyne co mu zostało, to nadzieja, że jednak nikogo tutaj nie ma. Zamachnął się i ogromne, zielone szpony ze światła mocno wbiły się w ziemię wyrywając jej spory kawał pewnie nieźle trzęsąc stropem podziemnego obiektu.


Pamiętaj, że nigdy nie będziesz aż takim frajerem, by znokautować się własną strzałą.
An arrow can only be shot by pulling it backwards.
So when life is dragging you back with difficulties, it means that it's going to launch you into something great.
So just focus... and keep aiming.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 243
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Czw Gru 14, 2017 9:26 am

Każdy dzień był niekończącym się biegiem, wyścigiem w którym nagrodą miało być ocalenie życia jeszcze jednego cywila. Tylko jednego. Kiedy już ten cywil był bezpieczny, można było zająć się kolejnym. Jeszcze jednym. Barry już nawet nie liczył ile osób udało się uratować. Po co, skoro na jedno ocalone życie przypadało kilka straconych? Mimo szybkości nie był w stanie uratować wszystkich, zwłaszcza, że nawet on miał swoje ograniczenia. Chciał uratować wszystkich, jednak nie tylko Batman czy inni członkowie Ruchu Oporu, ale przede wszystkim naziści przypominali mu jakże chętnie, że nie jest Bogiem i nie może zrobić nic ponadto co już robił.
Chociaż każdy dzień był terrorem, nie mógł powiedzieć, że nie lubił tego uczucia chwilowej wolności kiedy biegł. Świat znikał, zostawał tylko on sam i rozmazane smugi światła wokoło niego, na moment mógł udawać, że to całe okrucieństwo wokoło go nie dotyczy... ale zawsze wtedy pojawiali się naziści i sprowadzali go na ziemię, kiedy musiał unikać kul albo wręcz je łapać. Tego drugiego już nie robił, odkąd się sparzył na ich technologii. Można było powiedzieć o nazistach wszystkie najgorsze rzeczy, ale - niech to cholera - byli cwani i mieli świetnych naukowców. Tak dobrych, że byli w stanie spowolnić speedstera, dlatego łapanie kul nie wchodziło już w grę.
Wrócił z misji, do której wyznaczył go Bruce i od razu usiadł pod ścianą w głównej bazie Ruchu Oporu. Potrzebował chwili przerwy, w końcu biegał bez praktycznie żadnego postoju przez ostatnie kilka godzin i najzwyczajniej w świecie musiał odpocząć. Nawet nie miał ochoty zmieniać czarno-czerwonego stroju na ubranie cywilne, jedynie zdjął maskę. Nawet zaczął przysypiać, kiedy wstrząs poderwał go z miejsca w trybie natychmiastowym.
- Zapowiadali trzęsienie ziemi? - Spojrzał na jedną z kobiet z Ruchu Oporu. Jej spojrzenie w stylu przestań pierdolić i zrób coś, jasno powiedziało mu, że jednak nie było to trzęsienie ziemi samo z siebie. Druga możliwość spowodowała, że aż westchnął, od razu znajdując się przy Batmanie i czekając niecierpliwie aż wyda jakieś dyspozycje. Oczywiście jedyną słuszną była ewakuacja, toteż złapał dowódcę i zabrał poza dawną kryjówkę. W tym czasie większość próbowała uciekać na własną rękę. Wrócił szybko do bazy, właściwie prawie tam wpadł jak błyskawica, dopiero teraz zaciągając maskę na twarz i pomagając jeszcze uciekać niektórym. Ludzie coraz bardziej jednak panikowali, było ich coraz trudniej ogarnąć, a on sam dawno nie jadł. Nie miał czasu ani możliwości, szybko więc dopadło go zmęczenie. Mimo szczerych chęci pomocy, musiał na moment stanąć i podeprzeć się ściany, czując jak świat zaczyna mu wirować. Ta Ziemia wymagała pewnego przystosowania, nauczył się więc, że chwila przerwy da mu energię na jakieś dwadzieścia minut, idealnie aby znaleźć się na drugiej stronie globu albo...uratować jeszcze kilka kolejnych istnień.



Ballad of Allen || Run Barry, run! || Super Friends || Come running home to you
Jestem taki słodki i bezbronny, meow-meow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Hunter


Liczba postów : 55
Join date : 22/06/2017
Skąd : Z równoległego wymiaru

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Wto Maj 22, 2018 3:20 pm

 Kolejny raz szpony wbiły się w ziemię i przeorały ją, tym razem ze zgrzytem uderzając o coś. Czyli to była prawda, znajdował się tutaj jakiś bunkier. Rozejrzał się odruchowo dookoła siebie, ale chociaż wokoło nie było ani przerażającej pani generał mogącej zrobić wszystko, ani charyzmatycznego łucznika, to czuł, że wszyscy ponaglają go do otwarcia tej podziemnej puszki dla reszty oddziału. To było jego zadanie, dlatego go tutaj oddelegowano. Z jego mocą szanse Ruchu Oporu spadały do zera. Moce Zielonych Latarni były ogromne, ale mimo to, nie wystarczające do uratowania jego bliskich.
Dzierżąc taką moc mógł być jedynie zakładnikiem, a jednocześnie narażał innych. Gdyby tylko nie bracia i ich rodziny, to już dawno by stanął do walki. Przyłączyłby się do ruchu oporu i zmierzył z Overgirl dając innym jakiekolwiek szanse.
Ale nie miał tego luksusu.
Zamachnął się i tym razem zielone szpony wbiły się w beton, niemal jak nóż wbijający się w masło. Moc była równa jego silnej woli, a chociaż nie chciał tego robić, to cała jego siła brała się z troski o najbliższych, których już raz zawiódł. Zacisnął pięść, a szpony zgrzytnęły po dachu bunkra i po chwili wyrwał spory płat wzmacnianego betonu otwierając drogę wprost do ula rebeliantów. Ku jego obawom w środku znajdowali się ludzie, całkiem sporo osób, które miotały się i albo szykowały do obrony, albo do ucieczki. Zbladł, ale nawet na chwilę nie zapomniał o tym, że nie może zawieść. Podniósł zieloną tarczę ze światła, która ochroniła Nazistów przed pierwszym ostrzałem. Potem sam oddał atak kilkoma pociskami wymierzonymi w skupisko, które szybko przerzedził.
Nie chciał się jednak teraz nad tym skupiać. Przełknął ból i wziął wdech prostując się i starając przybrać minę godną bezlitosnego uzurpatora. Nie mógł pokazać swojego strachu, musiał się go wyzbyć dla większego dobra. Dumnie więc zstępując z wygodnej pozycji na niebie otoczył się zieloną aurą wzmacniającą wytrzymałość i wleciał do środka prowadząc za sobą armię dobijającą walczących jeszcze ludzi. Nie brał w tym udziału, przynajmniej bezpośrednio nie musiał. Unosząc się kilka centymetrów nad ziemią udał się w głąb korytarzy z betonu. Chyba nie znajdą tutaj Batmana, ale w półmroku wyłapał inną postać.
- To twój koniec! – krzyknął do stojącego pod ścianą speedstera. Jeśli nie zauważył go wcześniej, to teraz na pewno mógł usłyszeć szatyna, który wymierzył w niego pierścień i strzelił krótkim pociskiem energii eksplodującym w kontakcie z innym przedmiotem. Czy mógł nic nie mówić i zaatakować? Pewnie mógł, łatwiej by zyskał przewagę, ale gdzieś w głębi wierzył, że jego słowa uprzedzą Flasha o ataku i ten zdoła uciec. Naprawdę w to wierzył.


Pamiętaj, że nigdy nie będziesz aż takim frajerem, by znokautować się własną strzałą.
An arrow can only be shot by pulling it backwards.
So when life is dragging you back with difficulties, it means that it's going to launch you into something great.
So just focus... and keep aiming.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 243
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Wto Maj 22, 2018 8:28 pm

Wiedzieli, że naziści mają przewagę i to znaczną, ale nie pozostało im nic więcej jak tylko walka i nadzieja, że ich życie jak i śmierć nie zostaną zapomniane przez ludzi. Że poświęcając siebie, zdołają zapewnić wystarczająco dużo czasu innym, aby mogli uciec. Od samego początku byli świadomi, że wszyscy tego nie przeżyją. Ktoś musiał umrzeć aby reszta mogła uciec. Wychodziło na to, że tutaj ci którzy zostali byli właśnie tymi, którzy musieli stanąć do walki. Barry widział jak łapią za broń, wszyscy ci których nie zdążył wynieść poza bazę. On sam powinien stanąć do walki, ale był taki zmęczony... musiał się jednak zmobilizować, co też zamierzał robić, ale zauważył jedną z małych rebeliantek. Natychmiast się przy niej znalazł i osłaniając ją, pomógł jej zabrać się z ostatnimi uciekającymi przez tunel ewakuacyjny. Tak długo jak pozostali będę odpierać atak, tak długo uciekinierzy będę mogli biec aby znaleźć się jak najdalej stąd.
Słyszał krzyki, mieszaninę rozkazów i strzałów, hałas który zwielokrotniły betonowe ściany, takie jak ta o którą się oparł. Słysząc czyjś głos, natychmiast sprawił że na jego ciele pojawiły się iskry, a on sam w zwolnionym tempie zobaczył zielony pocisk zanim szybko znalazł się za mężczyzną, po drodze celując aby uderzyć go w bok żeby chociaż trochę rozproszyć jego uwagę. Nie chciał nikogo skrzywdzić, ale czasy w jakich żyli były twarde, wymagały też pewnego przystosowania się do zmiennych warunków. Poza tym, to tylko uderzenie. Naziści by ich skrzywdzili mocniej, dosłownie by ich zniszczyli. Dlatego też nie mogli się dać złapać. Wzmocniona dawka cyjanku, jaką przy sobie nosił, ciążyła mu niesamowicie w niewielkim woreczku przy pasie stroju. Powinien zażyć truciznę, ale to jeszcze nie był koniec. Jeszcze nie znalazł się w krytycznej sytuacji. Mógł jeszcze sporo zrobić i...bał się śmierci. Bał się samego umierania. Dlatego właśnie odczekał jeszcze chwilę i zamiast się wyeliminować, postarał się ponownie zaatakować mężczyznę ciosem w szczękę, jednocześnie unikając pocisków.
Nie mógł rozgryźć tylko jednego. Dlaczego mężczyzna się odezwał? Gdyby tego nie zrobił, mógłby się pozbyć przeciwnika, a tak tylko ostrzegł sprintera. Nie rozumiał tego.



Ballad of Allen || Run Barry, run! || Super Friends || Come running home to you
Jestem taki słodki i bezbronny, meow-meow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   

Powrót do góry Go down
 
Crisis on Earth X [Halbarry]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Odrealniona strefa-
Skocz do: