IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Crisis on Earth X [Halbarry]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Barry Allen
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Crisis on Earth X [Halbarry]   Pon Gru 11, 2017 6:12 pm


Jak powszechnie wiadomo, wieloświat składał się z dokładnie pięćdziesięciu dwóch Ziemi. Tyle było zwiedzonych przez podróżników w przestrzeni. Tyle te ogarniali Wyłomiarze. Istniała jednak jeszcze jedna Ziemia. Miejsce tak potworne, że przemilczano jej istnienie. Miejsce, w którym obowiązywało prawo silniejszego, prawo nadludzi. Niesamowicie łatwo było tu podpaść władzy, jeszcze łatwiej oberwać kulkę między oczy z tego powodu, że jeden z dowódców ma zły dzień.
Earth X – jak to nazwano tę Ziemię – była niemal bliźniaczo podobna do Ziemi 1. Z tą różnicą, że losy świata uległy zmianie koło roku 1945. Naziści wygrali wojnę, wzmacniając swoje fronty ludźmi z nadludzkimi mocami. Zgarnęli Europę, niszcząc całkiem opór wszelkich narodów, swoją pięścią rozgramiając niedługo później cały blok państw komunistycznych. Nazizm ogarnął wkrótce też Stany, spychając Ruch Oporu do podziemia. Opozycja, której przewodził mężczyzna w stroju Nietoperza, zaczęła werbować innych obdarzonych mocami, aby pozbyć się plagi nazistów.
Po obu stronach przez dziesiątki lat rosła liczba ofiar. Żadna nie zamierzała jednak odpuścić. Rok 2015 był rokiem zmian. Do władzy po stronie nazistów doszedł budzący grozę wśród ludności cywilnej oraz Ruchu Oporu łucznik, zaś dowódcą opozycji stał się Bruce Wayne – mężczyzna, który wdział strój swojego poprzednika, stając się Batmanem aby wypełnić obiecaną zemstę za śmierć swoich rodziców, zamordowanych jako opozycjonistów gdy on sam był jeszcze dzieckiem.
Nie każdy nazista jednak był bezduszną maszyną, niektórzy musieli wypełniać rozkazy. Tak jak Hal Jordan, którego zmuszono do walki po stronie władzy, zgodnie z zasadą "kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam". W czasie, gdy Hal walczył o swoją moralność i próby zachowania człowieczeństwa po stronie tyrana, od samego Wodza dotarła wiadomość o działaniach Ruchu Oporu. Rozkaz był miażdżący w swoim okrucienstwie.
Zabić ich wszystkich.




Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Hunter


Liczba postów : 92
Join date : 22/06/2017
Skąd : Z równoległego wymiaru

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Sro Gru 13, 2017 10:44 pm


Bang! Jestem Halą!
Każdy dzień był koszmarem…
Jedyne czego chciał, to być pilotem. Od najmłodszych lat marzył o pilotowaniu jednego z niesamowitych myśliwców. Czarnego i smukłego, szybkiego niczym błyskawica! Był dzieckiem i nie rozumiał z czym wiąże się lot pod banderą Rzeszy. Inne przedmioty go nie interesowały! Nawet wypadek ojca nie zmienił jego planów do latania, wbrew zgryzocie matki. Uciekł z domu mając osiemnaście lat i od razu zaciągnął się do lotnictwa. Może i łamał kilka rozkazów, ale był najlepszy! Dopiero z czasem zrozumiał, jak źle wybrał. Ostrzeliwanie cywili, bombardowanie budynków mieszkalnych z powodu podejrzeń o współpracę z Ruchem Oporu, czy w końcu oskarżenia wśród pilotów o kolaboracje. Na dodatek choroba matki stała się krytyczna.
Ostatni lot przed planowanym zrezygnowaniem zrujnował jego plany. To wtedy dostał pierścień korpusu Zielonych Latarni. Niesamowitą moc, która mogła naprawdę wiele. Niestety, broń dostała się w jego ręce od zestrzelonego przez Rzeszę kosmitę, który to Jordana wybrał na swojego następcę.
Wciąż uważa, że niezasłużenie.
Po powrocie okazało się, że został zwolniony za zniszczenie maszyny, którą w sumie przestał pilotować z powodu zabrania go przez moc pierścienia, o czym nie powiedział. Ale miał to, czego chciał. Udał się do szpitala, gdzie od braci dowiedział się o śmierci matki. Starszy z braci obwiniał go o jej stan. O to, że pchał się w to całe niebezpieczne lotnictwo i to dla kogo? Czy tak wiele chciał po prostu spełniając swoje marzenia… Czy czując jedynie wolność lotu zasługiwał na nienawiść matki, która nie chciała go widzieć?
Nie było dane mu się tym zamartwiać, bo wieści w Rzeszy szybko się rozchodziły i dowiedziano się o jego kontaktach z kosmitą. Kiedy wydało się, że i dostał moce od razu wcielono go do służb specjalnych. Jeśli podczas lotów miał przyjemność nieść terror, tak teraz faktycznie mógł zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie. Może i był egoistą, ale nie chciał ranić innych za ich poglądy. Ucieczka jednak nie wchodziła w grę, bo jego rodzina stała się zakładnikami. Śmiercią żony starszego z braci szybko przypomniano mu kto tutaj rządzi. Zamknięto ich i trzymano jako zakładników, kiedy on wykonywał brudną robotę. Oczywiście starał się jej unikać, ale teraz… Teraz nie miał wyboru.
Słysząc najnowsze rozkazy zbladł, ale nie odważył się nic powiedzieć. Zbytnio bał się o swoją rodzinę, aby przejąć się inną… Znów spojrzał na pierścień. Każdego dnia żałował, że go nim obarczono. Że teraz nie tylko on jest niewolnikiem, ale i jego bliscy. Już raz ich zawiódł, nie mógł zrobić tego ponownie. Zacisnął dłoń w pięść i ruszył z oddziałem do miejsca, gdzie pod powierzchnią ziemi miał znajdować się główny obóz Ruchu Oporu.
Jedyne co mu zostało, to nadzieja, że jednak nikogo tutaj nie ma. Zamachnął się i ogromne, zielone szpony ze światła mocno wbiły się w ziemię wyrywając jej spory kawał pewnie nieźle trzęsąc stropem podziemnego obiektu.


Pamiętaj, że nigdy nie będziesz aż takim frajerem, by znokautować się własną strzałą.
An arrow can only be shot by pulling it backwards.
So when life is dragging you back with difficulties, it means that it's going to launch you into something great.
So just focus... and keep aiming.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Barry Allen
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Czw Gru 14, 2017 9:26 am

Każdy dzień był niekończącym się biegiem, wyścigiem w którym nagrodą miało być ocalenie życia jeszcze jednego cywila. Tylko jednego. Kiedy już ten cywil był bezpieczny, można było zająć się kolejnym. Jeszcze jednym. Barry już nawet nie liczył ile osób udało się uratować. Po co, skoro na jedno ocalone życie przypadało kilka straconych? Mimo szybkości nie był w stanie uratować wszystkich, zwłaszcza, że nawet on miał swoje ograniczenia. Chciał uratować wszystkich, jednak nie tylko Batman czy inni członkowie Ruchu Oporu, ale przede wszystkim naziści przypominali mu jakże chętnie, że nie jest Bogiem i nie może zrobić nic ponadto co już robił.
Chociaż każdy dzień był terrorem, nie mógł powiedzieć, że nie lubił tego uczucia chwilowej wolności kiedy biegł. Świat znikał, zostawał tylko on sam i rozmazane smugi światła wokoło niego, na moment mógł udawać, że to całe okrucieństwo wokoło go nie dotyczy... ale zawsze wtedy pojawiali się naziści i sprowadzali go na ziemię, kiedy musiał unikać kul albo wręcz je łapać. Tego drugiego już nie robił, odkąd się sparzył na ich technologii. Można było powiedzieć o nazistach wszystkie najgorsze rzeczy, ale - niech to cholera - byli cwani i mieli świetnych naukowców. Tak dobrych, że byli w stanie spowolnić speedstera, dlatego łapanie kul nie wchodziło już w grę.
Wrócił z misji, do której wyznaczył go Bruce i od razu usiadł pod ścianą w głównej bazie Ruchu Oporu. Potrzebował chwili przerwy, w końcu biegał bez praktycznie żadnego postoju przez ostatnie kilka godzin i najzwyczajniej w świecie musiał odpocząć. Nawet nie miał ochoty zmieniać czarno-czerwonego stroju na ubranie cywilne, jedynie zdjął maskę. Nawet zaczął przysypiać, kiedy wstrząs poderwał go z miejsca w trybie natychmiastowym.
- Zapowiadali trzęsienie ziemi? - Spojrzał na jedną z kobiet z Ruchu Oporu. Jej spojrzenie w stylu przestań pierdolić i zrób coś, jasno powiedziało mu, że jednak nie było to trzęsienie ziemi samo z siebie. Druga możliwość spowodowała, że aż westchnął, od razu znajdując się przy Batmanie i czekając niecierpliwie aż wyda jakieś dyspozycje. Oczywiście jedyną słuszną była ewakuacja, toteż złapał dowódcę i zabrał poza dawną kryjówkę. W tym czasie większość próbowała uciekać na własną rękę. Wrócił szybko do bazy, właściwie prawie tam wpadł jak błyskawica, dopiero teraz zaciągając maskę na twarz i pomagając jeszcze uciekać niektórym. Ludzie coraz bardziej jednak panikowali, było ich coraz trudniej ogarnąć, a on sam dawno nie jadł. Nie miał czasu ani możliwości, szybko więc dopadło go zmęczenie. Mimo szczerych chęci pomocy, musiał na moment stanąć i podeprzeć się ściany, czując jak świat zaczyna mu wirować. Ta Ziemia wymagała pewnego przystosowania, nauczył się więc, że chwila przerwy da mu energię na jakieś dwadzieścia minut, idealnie aby znaleźć się na drugiej stronie globu albo...uratować jeszcze kilka kolejnych istnień.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Hunter


Liczba postów : 92
Join date : 22/06/2017
Skąd : Z równoległego wymiaru

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Wto Maj 22, 2018 3:20 pm

 Kolejny raz szpony wbiły się w ziemię i przeorały ją, tym razem ze zgrzytem uderzając o coś. Czyli to była prawda, znajdował się tutaj jakiś bunkier. Rozejrzał się odruchowo dookoła siebie, ale chociaż wokoło nie było ani przerażającej pani generał mogącej zrobić wszystko, ani charyzmatycznego łucznika, to czuł, że wszyscy ponaglają go do otwarcia tej podziemnej puszki dla reszty oddziału. To było jego zadanie, dlatego go tutaj oddelegowano. Z jego mocą szanse Ruchu Oporu spadały do zera. Moce Zielonych Latarni były ogromne, ale mimo to, nie wystarczające do uratowania jego bliskich.
Dzierżąc taką moc mógł być jedynie zakładnikiem, a jednocześnie narażał innych. Gdyby tylko nie bracia i ich rodziny, to już dawno by stanął do walki. Przyłączyłby się do ruchu oporu i zmierzył z Overgirl dając innym jakiekolwiek szanse.
Ale nie miał tego luksusu.
Zamachnął się i tym razem zielone szpony wbiły się w beton, niemal jak nóż wbijający się w masło. Moc była równa jego silnej woli, a chociaż nie chciał tego robić, to cała jego siła brała się z troski o najbliższych, których już raz zawiódł. Zacisnął pięść, a szpony zgrzytnęły po dachu bunkra i po chwili wyrwał spory płat wzmacnianego betonu otwierając drogę wprost do ula rebeliantów. Ku jego obawom w środku znajdowali się ludzie, całkiem sporo osób, które miotały się i albo szykowały do obrony, albo do ucieczki. Zbladł, ale nawet na chwilę nie zapomniał o tym, że nie może zawieść. Podniósł zieloną tarczę ze światła, która ochroniła Nazistów przed pierwszym ostrzałem. Potem sam oddał atak kilkoma pociskami wymierzonymi w skupisko, które szybko przerzedził.
Nie chciał się jednak teraz nad tym skupiać. Przełknął ból i wziął wdech prostując się i starając przybrać minę godną bezlitosnego uzurpatora. Nie mógł pokazać swojego strachu, musiał się go wyzbyć dla większego dobra. Dumnie więc zstępując z wygodnej pozycji na niebie otoczył się zieloną aurą wzmacniającą wytrzymałość i wleciał do środka prowadząc za sobą armię dobijającą walczących jeszcze ludzi. Nie brał w tym udziału, przynajmniej bezpośrednio nie musiał. Unosząc się kilka centymetrów nad ziemią udał się w głąb korytarzy z betonu. Chyba nie znajdą tutaj Batmana, ale w półmroku wyłapał inną postać.
- To twój koniec! – krzyknął do stojącego pod ścianą speedstera. Jeśli nie zauważył go wcześniej, to teraz na pewno mógł usłyszeć szatyna, który wymierzył w niego pierścień i strzelił krótkim pociskiem energii eksplodującym w kontakcie z innym przedmiotem. Czy mógł nic nie mówić i zaatakować? Pewnie mógł, łatwiej by zyskał przewagę, ale gdzieś w głębi wierzył, że jego słowa uprzedzą Flasha o ataku i ten zdoła uciec. Naprawdę w to wierzył.


Pamiętaj, że nigdy nie będziesz aż takim frajerem, by znokautować się własną strzałą.
An arrow can only be shot by pulling it backwards.
So when life is dragging you back with difficulties, it means that it's going to launch you into something great.
So just focus... and keep aiming.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Barry Allen
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Wto Maj 22, 2018 8:28 pm

Wiedzieli, że naziści mają przewagę i to znaczną, ale nie pozostało im nic więcej jak tylko walka i nadzieja, że ich życie jak i śmierć nie zostaną zapomniane przez ludzi. Że poświęcając siebie, zdołają zapewnić wystarczająco dużo czasu innym, aby mogli uciec. Od samego początku byli świadomi, że wszyscy tego nie przeżyją. Ktoś musiał umrzeć aby reszta mogła uciec. Wychodziło na to, że tutaj ci którzy zostali byli właśnie tymi, którzy musieli stanąć do walki. Barry widział jak łapią za broń, wszyscy ci których nie zdążył wynieść poza bazę. On sam powinien stanąć do walki, ale był taki zmęczony... musiał się jednak zmobilizować, co też zamierzał robić, ale zauważył jedną z małych rebeliantek. Natychmiast się przy niej znalazł i osłaniając ją, pomógł jej zabrać się z ostatnimi uciekającymi przez tunel ewakuacyjny. Tak długo jak pozostali będę odpierać atak, tak długo uciekinierzy będę mogli biec aby znaleźć się jak najdalej stąd.
Słyszał krzyki, mieszaninę rozkazów i strzałów, hałas który zwielokrotniły betonowe ściany, takie jak ta o którą się oparł. Słysząc czyjś głos, natychmiast sprawił że na jego ciele pojawiły się iskry, a on sam w zwolnionym tempie zobaczył zielony pocisk zanim szybko znalazł się za mężczyzną, po drodze celując aby uderzyć go w bok żeby chociaż trochę rozproszyć jego uwagę. Nie chciał nikogo skrzywdzić, ale czasy w jakich żyli były twarde, wymagały też pewnego przystosowania się do zmiennych warunków. Poza tym, to tylko uderzenie. Naziści by ich skrzywdzili mocniej, dosłownie by ich zniszczyli. Dlatego też nie mogli się dać złapać. Wzmocniona dawka cyjanku, jaką przy sobie nosił, ciążyła mu niesamowicie w niewielkim woreczku przy pasie stroju. Powinien zażyć truciznę, ale to jeszcze nie był koniec. Jeszcze nie znalazł się w krytycznej sytuacji. Mógł jeszcze sporo zrobić i...bał się śmierci. Bał się samego umierania. Dlatego właśnie odczekał jeszcze chwilę i zamiast się wyeliminować, postarał się ponownie zaatakować mężczyznę ciosem w szczękę, jednocześnie unikając pocisków.
Nie mógł rozgryźć tylko jednego. Dlaczego mężczyzna się odezwał? Gdyby tego nie zrobił, mógłby się pozbyć przeciwnika, a tak tylko ostrzegł sprintera. Nie rozumiał tego.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Hunter


Liczba postów : 92
Join date : 22/06/2017
Skąd : Z równoległego wymiaru

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Sob Maj 26, 2018 12:55 pm

O ile reszta będzie miała czas uciec. Nie bez powodu wybitne jednostki włączano do armii Rzeszy. Ich zadaniem było faktyczne przeprowadzenie Blitzkriegu: zaatakowanie, wygranie i posiadanie wystarczająco dużo czasu do złapania uciekinierów, a prawdopodobnie i ewentualnych dezerterów. Chociaż trudno było o takich w szeregach armii. I jeśli akurat Ruch Oporu nie miał w zanadrzu kogoś o nadludzkich zdolnościach, i to odpowiednio wyszkolonego do walki z zabójcami Rzeszy, to nie mieli szans na ucieczkę z obroną rozbitą w drobny mak w ciągu kilku sekund.
Właściwie, z kimś takim jak Flash mogli mieć cień szansy na zdobycie kilku ważnych sekund, ale pod warunkiem pełnej sprawności speedstera. Ten obecny chociaż posiadał sporo silnej woli, to brakowało mu energii, o wiele bardziej potrzebnej do biegania. W przeciwieństwie do niego, Hal był w pełni gotowy do działania. Niekoniecznie jednak w pełni przekonany do niego… Ale nie miał za bardzo wyboru. Od tego ważyły się losy jego rodziny. Może było to egoistyczne, ale na jego miejscu ci tak zwani „bohaterowie” walczący z terrorem dyktatury pewnie zrobiliby to samo. Czym więc się różnili?
Całe szczęście zielona aura osłabiła atak, który wymierzono w jego bok. Od razu jednak odsunął się odwracając za siebie, gdzie już stał jego przeciwnik. Nie nadążał za nim, chociaż sam mógł poruszać się z prędkością dźwięku. Nadrabiał jednak wytrzymałością i atakami utwardzonym światłem, przez które trudniej było przeniknąć niż przez ściany…
Także nie chciał zabijać. Nawet ranienie wydawało mu się nie fair, ale to była wojna i nie mogło się obyć bez ofiar. Mógł jedynie modlić się o to, chociaż zbyt wierzący nie był, że w końcu to wszystko się skończy. Ruch Oporu odpuści, a Rzesza nie będzie musiała już go szantażować. Prawda…?
Zmobilizował się i tym razem stworzył bańkę wokół siebie, którą szybko rozszerzył uderzając Flasha, który za bardzo nie miał jak uniknąć w ograniczonym betonowym sarkofagu. Pewnie też nie tylko oberwał energią, ale i plecami o ścianę.
- Poddaj się! – Powinien od razu zaatakować, wyeliminować zagrożenie, kiedy akurat (znów) miał przewagę. Ale… Nie umiał. Już tyle osób zabił, ale nadal przychodziło mu to z trudem. A jeśli by się speedster poddał, to nie musiałby przyczyniać się do jego śmierci bezpośrednio.


Pamiętaj, że nigdy nie będziesz aż takim frajerem, by znokautować się własną strzałą.
An arrow can only be shot by pulling it backwards.
So when life is dragging you back with difficulties, it means that it's going to launch you into something great.
So just focus... and keep aiming.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Barry Allen
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Nie Maj 27, 2018 2:46 pm

Po cichu liczył na to, że mieli czas aby uciekać. Nie był jedynym uzdolnionym w ich szeregach. Mieli wielu innych bohaterów. Co prawda rannych, osłabionych ale jednak gotowych walczyć za sprawę. Nawet do ostatniej kropli krwi. Trwała tu wojna, każdy liczył się z ofiarami. On też był ich świadomy i wiedział, że nie jest w stanie uratować wszystkich. Przychodziło to z trudem, ale tak po prostu było. Musiał się pogodzić z tym, że niektórzy umierają, a inni nie mogą zostać ocaleni.
Unikanie pocisków z światła faktycznie było trudne. Nie był w stanie zbyt skutecznie tego robić, nie tracąc na szybkości więc poświęcił ją na rzecz precyzyjnego unikania. Nie mógł jednak uniknąć tej bańki. Z cichym sykiem powietrze opuściło jego płuca kiedy zderzył się z przeszkodą, a także uderzył plecami w ścianę, zsuwając się po niej. Wiedział, że już był na przegranej pozycji, już był całkiem zdany na łaskę wysłannika Rzeszy. Mógł się pozbierać, ale jak daleko zdąży uciec zanim osłabnie? Zwłaszcza że zadanie mu kolejnych ciosów wymuszało więcej regeneracji, a to osłabiało pozostałe mu pokłady energii. Wziął głęboki wdech. O wiele lepiej byłoby gdyby zginął niż gdyby został zabrany przez wroga. Podniósł się, podpierając betonowej ściany jedną ręką.
- Nie mogę. - Powiedział tylko, niemal nieslyszalnie. To było wręcz żałosne, właśnie z tego tak kpili naziści. Oto bohater, ledwo stojący i zmęczony, głodny oraz ranny  - nadal walczący, nawet jeśli świadomy swoich marnych szans.
Poniekąd jednak wierzył, że jeśli się nie podda, mężczyzna go zlikwiduje. Biorąc pod uwagę jego umiejętności, nie chciał zostać bronią w rękach nazistów, a oni potrafili zmuszać ludzi do współpracy. Wolał żeby ten mężczyzna odebrał mu życie, a co za tym idzie: Rzeszy dostęp do jego mocy. Podejrzewał, że mają innych speedsterów, nie znaczyło to jednak że mają mieć jego.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Hunter


Liczba postów : 92
Join date : 22/06/2017
Skąd : Z równoległego wymiaru

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Sob Cze 02, 2018 2:06 pm

 Nie jedynymi, ale obecnie tylko Flash, i to osłabiony, stawiał opór Latarnikowi. I gdyby nie jego słabość, już dawno poszedłby ścigać resztę. Ale nie chciał, nie umiał. Zamiast zabijać kolejnych mógł wykorzystać speedstera jako wyjaśnienie swojego zatrzymania się. Może nie było to dobre, nadal okazywał się słaby, ale jednak była to lepsza wymówka niż „nie chciałem więcej zabijać”. Może ćwiczyć więcej i ciężej, ale trudno go karać za niesubordynacje. Tak przynajmniej miał nadzieję? Zdobyli bazę wroga, a chyba o to się rozchodziło. Prawdopodobnie pokona jeden z ich atutów i pomimo ucieczki lidera Ruchu Oporu, nadal nie wyszli jako przegrani. A skoro tak… Nie mogą ukarać jego rodziny! Naiwnie w to wierzył, a to podtrzymywało jego silną wolę i moc pierścienia. Starał sobie z całych sił znajdować wyjaśnienie, cel dalszego działania. Musiał, w innym przypadku Ruch Oporu zabiłby jego, a jego rodzina by umarła. Nie mógł pozwolić na to drugie!
Nawet jeśli sam zasługiwał na śmierć, bo rebelianci w wojnie nie bawili się w łagodne kary, to nie mógł swoją śmiercią sprowadzić katastrofy na niewinnych bliskich.
Ledwo usłyszał odpowiedź, a może w większości sam sobie dopowiedział? Pewnie mógł dość dobrze strzelić, skoro tak dobrze rozumiał. A przynajmniej zdawało mu się, że rozumie. Nikt nie chciał zostać więźniem… To normalne, że speedster nie chciał podzielić jego losu i zostać zabawką w rękach Rzeszy. Wolał umrzeć, aniżeli służyć armii i Hal to rozumiał i szanował. Nie miał zamiaru kpić z przeciwnika, który chociaż ledwo się trzymał, to wolał śmierć. Właściwie, to nawet zazdrościł mu jego obecnego położenia. On nie miał luksusu w postaci śmierci.
Podszedł blisko niego i otworzył usta, ale w tym momencie poczuł nieprzyjemne uczucie rozchodzące się po całym ciele. Paraliżujący każdy mięsień w jego ciele dreszcz gwałtownie ścisnął go sprawiając, że gwałtownie zacisnął zęby i spiął się. Dopiero po chwili wszystko puściło i mógł znów złapać oddech. Zachwiał się, ale zachował równowagę rozkładając ręce i stając w szerszym rozkroku starając się złapać oddech.

 - Szybko, zabierz mu pierścień! – zza pleców Latarnika padł rozkaz głównodowodzącego Ruchu Oporu. Batman w swojej własnej osobie stał kilkanaście kroków dalej z o wiele potężniejszą wersją tasera w rękach wymierzoną w plecy Jordana. Wyszedł całkiem z cienia a w tle rozbrzmiał main theme z Avengers podchodząc bliżej mężczyzn, ale zdecydowanie to Flash miał wykorzystać okazje znajdowania się tak blisko i zabrać jedyną broń Nazisty. Co takiego robił tu Batman? Cóż… to Batman! On niczym Deus ex Machina pojawia się wszędzie, kiedy akurat go potrzeba do zakończenia tego, co zakończyć trzeba.


Pamiętaj, że nigdy nie będziesz aż takim frajerem, by znokautować się własną strzałą.
An arrow can only be shot by pulling it backwards.
So when life is dragging you back with difficulties, it means that it's going to launch you into something great.
So just focus... and keep aiming.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Barry Allen
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Sro Cze 27, 2018 11:27 am

On sam nie musiał być wtajemniczony, aby wiedzieć jak działa Rzesza. Potrafili karać dosłownie za nic, dla samej "frajdy" osoby karzącej. Widział to, kilka razy w cywilu inwigilował place wewnętrzne, mając do nich dostęp jako naukowiec. Przynajmniej dopóki nie dowiedzieli się o jego tożsamości, wtedy zostało mu tylko uciekanie, na całe szczęście był w tym dobry i wyglądało na to, że pozostał dla większości nieznanym speedsterem, w końcu był zbyt blisko głównych struktur władzy, aby ci wyżej przyznali, że zdradził ich ktoś, kogo gotowi byli nazwać przyjacielem. Zabawne, ale nawet miał okazję pojawić się na swoim pogrzebie. Szybko uznano go za martwego, kiedy wiedzieli, że nie mają jak go szantażować, skoro stracił już wszystko i wszystkich. Teraz miał umrzeć naprawdę i... nie czuł nic w związku z tym. Zabrał z bazy Batmana, jedyną nadzieję na rozwiązanie tego całego cholernego reżimu. Wierzył, że Bat da sobie radę. Pozbiera na nowo drużynę, sprowadzi Amazonki czy zrobi cokolwiek innego. Nie potrzebował do tego speedstera.
Był gotowy na śmierć. Wszystko było lepsze niż służba w szeregach Rzeszy, zwłaszcza po zdradzie jakiej się dopuścił. Nie zamierzał stawiać oporu, właściwie pogodził się już z tym, że to jest jego koniec. Nie spodziewał się jednak, że coś takiego sie wydarzy. Spojrzał niepewnie na mężczyznę, a zaraz nawet powstrzymał ciche przekleństwo kiedy usłyszał głos Batmana. Jego miało tu nie być! Nie mógł pozwolić żeby Bruce zginął, to właśnie podbiło mu adrenalinę, sprawiając że szybko podbiegł do mężczyzny i zdjął mu pierścień, samego już-nie-Latarnika przyciskając do ściany. Przepłacił to spadkiem energii, która była już wręcz krytycznie niska, ale Batsy mógł się zorientować, że trzyma w ręce pierścień. Zerknął na swojego dowódcę, czekając na rozkaz. Miał nadzieję, że ten wie co robi, bo pozbycie się jednego nazisty nie sprawiało, że cała reszta też znikała.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Hunter


Liczba postów : 92
Join date : 22/06/2017
Skąd : Z równoległego wymiaru

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Nie Sie 05, 2018 9:37 pm

Dał się zaskoczyć od tyłu, jak jakiś nowicjusz. A może chciał się dać zaskoczyć? Wierzył jednak w resztę oddziału, który nadal znikał gdzieś w oddali z wrzawami walki. Jak to możliwe, skoro byli liczniejsi i potężniejsi. Z jaką odsieczą musiał się pojawić Batman, którego głos rozpoznał przelotnie mając kilka razy okazję dostać jego próbkę. To nie było dane dowiedzieć się Jordanowi, bo obecnie miał i tak inne zmartwienia. Flash może i osłabiony, ale wykrzesał z siebie tyle siły, aby zsunąć pierścień z jego palca. Nie będzie mógł go sam użyć, nikt z Ruchu Oporu nie da rady, ale to odebrało obecnie i jemu moc.
Nim dotknął plecami ściany, jego strój niczym farba ze ściany zszedł i ukazał go jako zwykłego człowieka. Zniszczony czasem mundur lotnika, kurtka po ojcu, na której poza nazistowskimi symbolami wyhaftowane było nazwisko. Ale we wszystkim tym, musiał także zmierzyć się ze stratą maski. Zielona poświata zniknęła i obnażyła go całkowicie. Uderzenie na moment odebrało mu dech, ale zaraz złapał za ramiona speedstera, chociaż nie miał siły, aby go odepchnąć. Teraz był zwykłym człowiekiem na jego łasce. A co za tym idzie, cała jego rodzina na niej była. Zadrżał czując jak mięknął pod nim nogi i bezsilność wydziera się z jego oczu. Przerażająca maska zniknęła, ukazując speedsterowi parę dużych, brązowych oczu patrzących na niego w strachu. Nie bał się jednak o siebie, ale o swoich bliskich. O to co ich czeka, bo zawiódł.
- Zabij mnie. – Jakiekolwiek byłoby polecenie Batmana, wolał śmierć od życia ze świadomością przegranej. Pojmany i zniewolony byłby już dla Rzeszy stracony, a co za tym idzie i jego rodzina. Nie umiałby żyć z myślą, że oni już nie żyją. – Błagam, zabij mnie. – wyszeptał błagalnie w kierunku speedstera powstrzymując rozpacz, która nim targała. Oświeciło go jednak… Patrząc w zielone oczy po omacku znalazł kieszeń. Trucizna. Jakkolwiek przerażała go ta myśl o śmierci tchórza, to musiał ją jakoś zażyć nim będzie skazany na litość jego oprawców, którzy przed chwilą jeszcze mieli być jego ofiarami.

- Nie pozwól mu się zabić! – padł natychmiast rozkaz Batmana. - Ma być żywy. – jak na złość Jordanowi, przywódca przeciwników miał inne plany co do niego. Chciał go w swojej armii. Albo przynajmniej wyciągnięcia od niego istotnych informacji o siłach wroga. Ktoś taki jak Green Lantern musiał sporo wiedzieć, a oni mieli swoich ludzi, którzy mogliby to z niego wyciągnąć, o ile oczywiście byłby żywy. Nie spodziewał się, że ten będzie błagać o śmierć, raczej wolałby umrzeć w honorze popełniając samemu ten uczynek? Czemu więc… To nie miało znaczenia. Podbiegł bliżej i nawet jeśli Barry nie zdołał zareagować, to sam uderzył Jordana pozbawiając go świadomości.
- Dasz radę iść? – spytał słabo wyglądającego speedstera, samemu biorąc wrogiego żołnierza przez ramię. Trudno byłoby mu zabrać jeszcze Barry’ego, ale na pewno nie chciał go tutaj zostawiać. Zrobiłby wszystko, a nie musieli daleko iść, bo trochę dalej w podłodze była klapa prowadząca do podziemnego szybu z torami kolejowymi. Niezauważalne w pierwszej chwili przejście najwyraźniej było planem awaryjnym Batmana, który trochę wbrew swojej woli został zabrany, nim zdołał cokolwiek zrobić w bunkrze, który był gotowy na obronę. Chociaż oczywiście jak to u Batmana… Nie każdy musiał wiedzieć o jego sztuczkach.



Pamiętaj, że nigdy nie będziesz aż takim frajerem, by znokautować się własną strzałą.
An arrow can only be shot by pulling it backwards.
So when life is dragging you back with difficulties, it means that it's going to launch you into something great.
So just focus... and keep aiming.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Barry Allen
Szczeniaczek

Liczba postów : 307
Join date : 13/08/2017
Skąd : Central City

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Pią Sie 10, 2018 2:45 pm

Pojawienie się Batmana nadal było tajemnicą, której nie umiał wyjaśnić. Zabrał go przecież daleko! Najwyraźniej jak zwykle Nietoperz miał własne sposoby, o których nie wiedział nikt. Jakby nie patrzeć, chyba już nie było nic co mogłoby zdziwić kogokolwiek jeśli chodzi o postać przywódcy rebelii. Barry za to miał zupełnie inne problemy w tym momencie. Kiedy tylko zdjął pierścień z palca mężczyzny którego chyba pokonali (no dobra, zasługa Batmana, ale Barry go spowolnił, więc też się liczy), zobaczył cywila. Zniszczonego wojną tak jak każdy inny na tej plancie. Tak samo poszkodowanego co oni sami. Nie czuł się zagrożony, kiedy poczuł jego chwyt. Pod maską przerażającego nazisty, którego nic nie było w stanie zatrzymać, widział teraz po prostu człowieka, który doświadczył zbyt wiele złego. W jednej chwili był kolejnym wrogiem, a teraz Flash patrzył na kogoś, kto przypominał mu bardziej ofiarę niż winowajcę kolejnych nazistowskich zbrodni.
- Ja nie...-nie zabijam, zabawne. To była wojna. Każdy miał krew na rękach, ale przecież Flash nigdy specjalnie nikogo nie zabił. To były wypadki. Za mocne pchnięcie, zbyt szybkie wyrzucenie przeciwnika w ścianę, zbyt niebezpieczna substancja stworzona w laboratorium, kiedy jeszcze Barry Allen pracował dla Rzeszy. Wypadki, które Batman mu wybaczył w zamian za bezwarunkową lojalność. Słysząc polecenie swojego lidera, spojrzał znowu na powstrzymanego wroga i cicho wyrwało mu się przepraszam, zanim pozbawił go trucizny. Nie był jednak w stanie przy okazji odebrać mu świadomości, z ulgą więc przyjął pomoc przywódcy. Obiecał przecież sobie i innym, że nie będzie używać siły o ile nie będzie to konieczne. W tym przypadku było, ale... po prostu nie mógł. Złapani wrogowie się odgrażali, krzyczeli, próbowali szarpać albo jeszcze atakować, ewentualnie pieprzyli głupoty o Rzeszy, a on... on błagał o śmierć, co dziwnie uderzyło w Allena.
- Hm? Tak, dam radę. - Zerknął na mężczyznę, zanim się odsunął. Nie było tak źle. Był tylko poobijany i zmęczony, nie istniało bezpośrednie zagrożenie życia. Ruszył za Nietoperzem, osłaniając go jeszcze przed możliwymi atakami z zewnątrz. Był w końcu teraz odpowiedzialny za dowódcę i jeńca, jako jedyny żołnierz w pobliżu.



Ballad of Barry Allen || Theme || Super Friends || Come running home to you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Hunter


Liczba postów : 92
Join date : 22/06/2017
Skąd : Z równoległego wymiaru

PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   Pon Sie 13, 2018 7:11 pm

Tajemnice Nietoperza są ściśle tajną informacją. Prawdopodobnie, gdyby ktokolwiek inny je znał, to postać przywódcy rebelii już dawno zostałaby obalona. O ile jest tylko jeden Batman? Ale ta fabuła nie opiera się na kontemplowaniu OP Gacka. Zostawmy więc ten niepodważalny fakt i przejdźmy do fabuły. Przy czym nieco pchniemy ją do przodu, bo jakkolwiek intrygujące wydaje się pisanie Brucem, to nieszczególnie czuję się kompetentna do zagłębiania się w ten umysł. Ale może kiedyś?
Batman niezbyt przejął się ostatnimi słowami Latarni. Już dawno stracił odruchy człowieczeństwa do takich sytuacji. To była wojna i nic nie było łatwe, ale i nie mogło go powstrzymać. Łatwiej było wierzyć, że Naziści to potwory, a już na pewno nie ludzie. Nieważne jak bardzo na nich potrafią wyglądać…
Droga do kolejnej bazy była ułatwiona dzięki podziemnemu tunelowi, w którym znaleźli drezynę benzynową. Udało im się pokonać spory odcinek trasy oczywiście w milczeniu o co dbał Batman każdym swoim spojrzeniem w kierunku Flasha, na wypadek jakby ten spróbował coś powiedzieć. I tak oto trafili do kolejnej siedziby, o której pewnie sam speedster nie miał pojęcia.
- Zajmijcie się nim. Potem ja się nim zajmę. – powiedział do strażników, którzy od razy wzięli Nazistę pod pachy i zawlekli w głąb korytarzy rozświetlanych awaryjnymi lampami.
Chociaż był to długi, burzliwy wieczór, to Batman z całą swoją dumą odwrócił się do speedstera prostując się i pomimo zniszczonego, przypalonego i w wielu miejscach już przetartego stroju spojrzał niebieskimi oczami zmęczonymi, ale i pełnymi siły.
- Nigdy więcej nie zabieraj mnie z bazy bez mojej zgody, zrozumiano? – spytał chłodno swojego żołnierza. Był kapitanem tej łajby i miał zamiar opuszczać ją ostatni. O ile wszystko inne zawodziło. Miał swoje plany i chociaż nikt o nich nie wiedział, to istniały. Na każdą okazję.
Zaraz jednak ponura atmosfera została przerwana przez bardzo niespodziewany akcent, chociaż nie. Właściwie każdy, kto zna Batmana wie, że pomimo jego surowości to człowiek dobry i empatyczny. Bruce bowiem nachylił się do Flasha strapiony i trochę przejęty losem młodszego bohatera.
- Oprzyj się na mnie. Zabiorę cię gdzieś, gdzie będziesz mógł w końcu odpocząć.


Pamiętaj, że nigdy nie będziesz aż takim frajerem, by znokautować się własną strzałą.
An arrow can only be shot by pulling it backwards.
So when life is dragging you back with difficulties, it means that it's going to launch you into something great.
So just focus... and keep aiming.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Crisis on Earth X [Halbarry]   

Powrót do góry Go down
 
Crisis on Earth X [Halbarry]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Odrealniona strefa-
Skocz do: