IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Fifty words for murder and I'm every one of them

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 162
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Fifty words for murder and I'm every one of them    Sob Lis 25, 2017 3:02 pm



Gravity, don't mean too much to me
I'm who I've got to be


Metryka:
Imię/Imiona i Nazwisko: Cheyenne Levittoux
Płeć: kobieta
Wiek i Data Narodzin: 21 lat, 23.07.1992
Pochodzenie: Quebec, Kanada
Rasa: mutate
Profesja: najemnik
Wzrost: 165 cm
Waga: 55 kg
Pseudonim/Tajna Tożsamość: Corneille
Jawność Tożsamości: tajna
Przynależność: Najemnicy, chociaż tutaj liczba mnoga jest sporym naciągnięciem, bo sama sobie jest sterem, żeglarzem i okrętem i ma tylko jedną wspólniczkę

I've got a bulletproof heart
You've got a hollow-point smile
Me and you runaway scars
Got a photograph dream on the getaway mile

Słabości:
~ wyostrzone zmysły sprawiają, że przy nadmiarze bodźców zaczyna mieć straszliwą migrenę, a nawet może  zemdleć, co przekłada się na lekką agorafobię. Nie wolno jej wrzucać w miejsce, gdzie chwilę temu odbyła się prawdziwa rzeź, a teraz trwa koncert metalowy;
~ kolejny efekt uboczny mutacji: głód krwi. Nie jest wampirem, ale jest uzależniona od widoku krwi, czasami nawet smaku. Jest to jak narkotyk, a na głodzie potrzebuje wyżyć się chociażby na biednej, małej myszce, żeby zaspokoić swoje pragnienie;
~ źle się czuje w zatłoczonych miejscach;
~ koszmary i bezsenność. Zdarza jej się nie spać przez tydzień, a później nadrabiać. W tej wadzie jest też pewna zaleta: nocne zlecenia nie robią na niej najmniejszego wrażenia;
~ pomimo zwiększonej wytrzymałości jest zdecydowanie podatna na wszystkie zranienia i jak najbardziej śmiertelna;
~ uczulona na orzechy;
~ łatwo ulega pokusom i nie zna ograniczeń. Szafka pełna słodyczy, barek z alkoholem czy plecak z ziołem? Sama sprawi, że znikną szybciej, niż znalazły się w zasięgu jej rąk;
~ bywa rozchwiana emocjonalnie, wywrócenie jej z równowagi w nieodpowiednim momencie może skończyć się bardzo, bardzo źle;
~ Alex Wright. Nie da jej zrobić krzywdy i będzie bronić do ostatniej kropli krwi.

How can they say: "Jenny could you come back home?"
'Cause everybody knows you don't
Ever wanna come back, let me be the one to save you.

Fizjonomia:
Zacznijmy od tego, że jest bardzo niepozorna i na pierwszy rzut oka niewiele może zdradzać, że ma się do czynienia ze zmutowaną morderczynią. Ot, zwykła dziewczyna, nieszczególnie wysoka ani bardzo umięśniona, za to z czystym sumieniem można uznać ją za ładną, nawet uroczą, zwłaszcza gdy spod blond grzywy wbija w ciebie to figlarne, niebiesko-zielone spojrzenie. Jak wielu ludzi dało się na nie nabrać... Mimo wszystko Corneille sprawia wrażenie dość beztroskiej i wychodzącej poza ustalone normy. To zapewne przez ubiór - ni to punkowy, ni jakikolwiek inny, ale na pewno niepasujący do mody dla kobiet w jej wieku. Pewnym jest jednak, że do niej pasuje jak ulał.
Jeśli chodzi o cechy szczególne, na początku wypadałoby wspomnieć o tatuażach: kruczych skrzydłach na obu przedramionach, czarnym smoku pnącym się po prawej łydce i małej gwiazdce na prawym nadgarstku. Do tego dochodzą liczne blizny i świeże przecięcia, niekoniecznie spowodowane przypadkowo lub przez innego człowieka i nie zawsze widoczne (skrzętnie bowiem ukrywa efekty swoich zabaw przed Wright, która i tak prędzej czy później je znajduje) oraz nieodłączny element jej wizerunku: kolczyk z wronim piórem.
Co do stroju „roboczego”, jeśli można to tak ująć, należy napisać przede wszystkim o długim, czarnym płaszczu z kapturem wykonanym z kevlaru, przylegających, ciemnych spodniach i wojskowych butach oraz jej znaku charakterystycznym: masce w kształcie kruczej głowy. Dodatkowo zabezpiecza się kamizelką kuloodporną oraz fragmentami lekkiego pancerza na ramionach, przedramionach i goleniach. Podczas zleceń zazwyczaj uzbrojona jest w łuk, toteż przez plecy ma przewieszony kołczan z różnymi rodzajami strzał, a na wysokości bioder ma zawieszony pas z przytroczonymi karambitami i kaburą od pistoletu. Nieraz zdarza jej się również nosić czarne, skórzane rękawiczki zwykłe lub łucznicze, dzięki czemu nie pozostawia żadnych śladów. No, może prócz strzały w piersi. Dalej uważasz ją za uroczą i niewinną?

I'm shooting out of this room
Because I, sure, don't like the company
Stop your preaching right there
'Cause I really don't care
And I'll do it again

Cechy Charakteru:
Zacznijmy od tego, że Cheyenne bardzo nie lubi się ograniczać ani określać uczuć, stanów i rzeczy słowami, bo zdaje sobie sprawę z tego, jak ulotne mogą być takie określenia i że wszystko i tak zależy od osoby, która je opisuje. Tak samo jest z nią samą: nie da się wyjaśnić jej charakteru za pomocą paru słówek. Jedna osoba powie, że jest niepoważna i niestabilna emocjonalnie, a druga uzna ją za najbardziej odpowiedzialną kobietę, z jaką miała do czynienia i obie będą miały rację. Zachowanie i charakter Corneille jest bowiem bardzo zmienny, a ona sama jest dość chwiejna, także w jednej chwili może żartować i flirtować, aby za chwilę cisnąć nożem w niewinną istotę i zaraz się rozpłakać, a później udać się do lasu po odrobinę samotności i wrócić po godzinie, przepraszając na kolanach. Tym bardziej, że od momentu rozpoczęcia mutacji i życia poza prawem, jej charakter drastycznie się zmienił. Spróbujmy więc rozpatrzeć wszystkie przypadki i opisać wszystko po kolei.
Po pierwsze i najważniejsze, pozory mylą. Chey może zachowywać się beztrosko, może się bawić jak dziecko, nie baczyć na swoje słowa, zaczepiać innych i prowadzić długie, pijackie rozmowy w barze, ale przenigdy nie wolno uznawać jej wtedy za głupią i naiwną. Ona tylko na to czeka, aby móc obrócić to przeciwko tobie i zabawić się twoim kosztem. Próbujesz wrzucić jej pigułkę gwałtu do drinka, bo myślisz, że i tak nie zwróci uwagi lub nie zrozumie? Rano obudzisz się z kijem od szczotki w tyłku po tym, jak podmieniła kieliszki. Tutaj należy podkreślić jej sadystyczne skłonności, którym na szczęście w większości daje upust w sposób inny niż torturowanie niewinnych ludzi. Na przykład poprzez chodzenie na polowania albo zabijanie za pieniądze. Ewentualnie samookaleczanie, jak już jest bardzo zdesperowana.
I tak, możesz podważać jej zdrowie psychiczne, ale jedno jej trzeba przyznać: potrafi być spokojna, wyrachowana i poważna. Nie potrzebuje tego robić na co dzień, ale jeśli sytuacja tego wymaga, naprawdę bierze się w garść i potrafi być mózgiem operacji. Nie toleruje bowiem sytuacji, gdy to nią ktoś ma kierować. Nie lubi się podporządkowywać, więc radzę się jej słuchać, chyba, że dobrowolnie odda pałeczkę na rzecz pociągania sznurków zza kurtyny. Zdarza się jednak, że jest zbyt porywcza i odważna, a wtedy trzeba rzucić jej na łeb kubeł zimnej wody, żeby nie oberwała za bardzo. Będzie się o to wkurwiać, ale przynajmniej obejdzie się bez niepotrzebnej rzezi.
W całym jej szaleństwie, porywczości i zmienności jedno było i zawsze będzie pewne: Cheyenne jest niezwykle wierna i lojalna wobec przyjaciół i bliskich. Dla nich jest w stanie oddać ostatnią kromkę chleba, wstać wcześnie rano i rzucić się w ogień. Troszczy się o nich znacznie bardziej, niż o samą siebie. A nie daj Boże ktoś podniesie rękę na którąkolwiek z bliskich jej osób, to na pewno skończy bez ręki. Ewentualnie bez głowy. Przy tych ludziach Corneille zdaje się też być znacznie spokojniejsza i... normalniejsza. Zrzuca maski, które przywdziewa na co dzień i daje sobie chwilę na odetchnięcie, aby zaraz znowu podpierdzielić im paczkę żelek z kieszeni. Ponieważ całkowita normalność jest nudna.

And though I know, how much you hate this
Are you gonna be the one to save us
From the black and hopeless feeling?
Will you mean it when the end comes reeling?

Akta Biograficzne:
- Dawno, dawno temu Bóg stworzył mężczyznę i kobietę...
- Chey, do brzegu.
- Ale tu nie ma rzeki.
- Wiesz, o co mi chodzi. Zacznij od TWOJEGO początku, nie od początku wszystkiego.
- Ale kazałaś mi...
- Chey…
- Dobra. Od mojego początku, ale najpierw wybiegnijmy trochę w przeszłość i przenieśmy się do Uniwersytetu Laval w Quebecu. Piękne kanadyjskie miasto, gdzie poznali się oni, piękni i młodzi. Konkretniej pewien przystojny Francuz i urocza Amerykanka. Jak nietrudno się domyślić, zakochali się w sobie i z tego wyszedł mój brat, Charlie. Wkrótce później wzięli ślub, a po skończeniu studiów zaczęli myśleć o drugim dzieciaku. Tak powstałam ja – cudowne dziecko łączące wszystkie ich najlepsze cechy.
- Schlebiasz sobie.
-  Oczywiście. Niedługo później przeprowadziliśmy się do rodzinnego miasteczka mamy: Boyne City w stanie Michigan. To właśnie je pamiętam jako miejsce swojego dzieciństwa, tam, gdzie się wychowywałam i uczyłam włazić na drzewa. W wieku pięciu lat dostałam swój pierwszy łuk – własnoręcznie robiony prezent od kochanego braciszka. Idealny do strzelania do jabłek i w drewnianą tarczę powieszoną na drzewie w ogródku. Wkrótce później sielanka się skończyła i poszłam do szkoły. Początki nie były łatwe, ale z czasem nauczyłam się ogarniać i zostałam największym klasowym kujonem. Z tą różnicą, że mnie chociaż lubili. I faktycznie: jeśli coś było trzeba, szło się do mnie. Byłam przewodniczącą, członkinią kółka teatralnego, z czasem zaczęłam też osiągać sukcesy w łucznictwie sportowym młodzików. Szkoła to był też czas, kiedy poznałam Kate i Alex, dwie kompletnie różne persony, z którymi momentalnie złapałam kontakt. Byłyśmy po prostu nierozłączne, jak Atomówki czy inne Odlotowe Agentki. Trio wspaniałe: Kate jako Cicha Myszka,  Alex w roli Zbuntowanej Chłopczycy i ja, Panna Idealna. Lata mijały, miłości przychodziły i odchodziły, robiłyśmy różne szalone rzeczy i dalej nie miałyśmy siebie dość. A przynajmniej ja nie miałam dość ich dwóch, chociaż wtedy byłam zdecydowanie spokojniejsza i milsza, więc pewnie te dwie też mnie znosiły. Prawda?
- Prawda.
- No właśnie. Tak czy siak, żadna z nas nie myślała, że skończy się w taki sposób. Poróżnione przez faceta? Do zniesienia. Wyprowadzka? Jasne, to się zdarza. Jednak to, co się stało, dość mocno… zachwiało naszym życiem, o.
Wspomniałam, że nasza niewielka mieścina była zdominowana przez organizację zwalczającą mutantów? Wszyscy trzęśli przed nimi tyłkami albo przyłączali się do nich, podjudzeni przez propagandę. Wiesz, wszystko jest spoko, kiedy nie jesteś mutantem. Ja nim nie byłam. Nikt z mojej rodziny nie był. A jednak z jakiegoś dziwnego powodu zostałam zgarnięta przez ludzi w ciemnych ubraniach do czarnej furgonetki i wywieziona do ich siedziby. Dla osiemnastolatki znaczyło to tylko jedno: chcieli mnie zgwałcić, zabić, zakopać w lesie. Oni jednak zaprowadzili mnie do jasnego pokoju, zamknęli drzwi, a mężczyzna siedzący przy dębowym biurku zadał mi tylko jedno pytanie. „Czy znasz Alex Wright?”. Zdębiałam i automatycznie odpowiedziałam, że nie, za co zostałam zdzielona po twarzy. Nim zdążyłam otrząsnąć się z szoku, zalał mnie kolejną falą pytań, którą starałam się dzielnie odepchnąć, nie wyjawiając ani słowa. Przyjaciół się nie zdradza, nawet jeżeli wpakowali się w coś, o czym nie masz pojęcia. Zapłaciłam za to srogą cenę. Gdzieś pomiędzy momentem ocierania krwi z twarzy a próbami podniesienia się z podłogi został mi wskazany ekran komputera. Łzy stanęły mi w oczach, gdy widziałam widok z kamery na żywo ukazujący Kate leżącą w ciemnym kącie, skatowaną i pozbawioną życia. Ona konała. Zaczęłam krzyczeć, kląć, wyrywać się, ale dwóch facetów przytrzymało mnie przy ziemi. „Tak kończą mutanci i ich sprzymierzeńcy. Pomożesz nam?” - zapytał ten, który mnie przesłuchiwał.
Wtedy do pokoju wpadł kolejny mężczyzna i przekazał jasną informację, którą zrozumiałam nawet w stanie aktualnego otumanienia bólem. Jakiś ich informator przekazał info o aktualnym pobycie Alex. Serce stanęło mi w gardle. W tym momencie stałam się zbędna. Po prostu wywieźli mnie na tylnym siedzeniu na środek wiochy i kazali wracać do domu i nikomu nic nie mówić. Zresztą, nawet jakbym powiedziała, nikt nic by z tym nie zrobił. Wszyscy byliśmy trzymani za mordy przez ludzi, którzy udawali, że nas chronią. Nie był mi jednak w głowie spacer do siebie. Resztkami sił doszłam do domu Wright, chociaż przez cały czas miałam wrażenie, że to bez sensu. Jeśli mieli ją dopaść, już to pewnie zrobili.
A tu niespodzianka. W progu przywitał mnie znokautowany osiłek, a gdy przeszłam przez wyłamane drzwi, zastałam scenę walki rodem z Hollywood. Szkoda tylko, że moja przyjaciółka właśnie obrywała, ale przynajmniej była żywa, co wywnioskowałam po jej siarczystych przekleństwach i wiciu się jak piskorz, gdy drugi facet próbował ją obezwładnić. To była moja szansa. Wzięłam ulubiony wazon pani Wright i korzystając z elementu zaskoczenia, rozbiłam go na głowie mężczyzny. Tyle wystarczyło, żeby go otumanić i pozwolić Alex dobić go za pomocą kija bejsbolowego.
Zostałyśmy same, obite i z dwoma nieprzytomnymi kolesiami na terenie domu. Wtedy w panice podjęłyśmy ważną decyzję: uciekamy. Szybko spakowałyśmy najważniejsze rzeczy do plecaka Wright i po prostu wybiegłyśmy na zewnątrz. Nie miałyśmy wątpliwości, że wkrótce ruszą za nami pościg, a wtedy na pewno nie skończy się na miłym przesłuchaniu. Tym bardziej, że Alex była w coś zamieszana, a ja jeszcze nie wiedziałam w co. Tak zostawiłyśmy Boyne City, żeby ratować swoje tyłki. To wydawało nam się słuszne. Mam nadzieję, że nasze rodziny nie oberwały przez to za bardzo, ale prawdopodobnie nie. W końcu nie trzymałyśmy z nimi kontaktu dla bezpieczeństwa, a oni kompletnie nie wiedzieli o tym, co się z nami stało. Wtedy zostałyśmy partnerkami w zbrodni i uciekinierkami. Szłyśmy dzień i noc, aby znaleźć się jak najdalej od naszej małej mieściny, chowałyśmy się po lasach, aby nikt nas nie zauważył. Nie zadawałam pytań o to, dlaczego właściwie Alex wpadła w takie bagno. Wreszcie wyczerpane rozbiłyśmy małe obozowisko na jakiejś polance, rozpaliłyśmy ognisko i prawie od razu zasnęłyśmy. Ostatnie, co pamiętam, były słowa Wright: „jestem mutantem, przepraszam”.
Obudził mnie krzyk wrony. Ta łajza obudziła mnie o samym świcie. Pewnie myślała, że jesteśmy martwe i może nas bezkarnie zeżreć. Poczułam jak burczy mi w brzuchu i sięgnęłam do kieszeni po resztki batonika, którego na szczęście udało mi się zapakować tuż przed ucieczką. Ptaszysko zareagowało od razu. Dopiero jak sfrunęło z drzewa, dostrzegłam, jak wielkie ono jest. Przerastało swoje siostry o połowę, ale najgorsze były te czerwone ślepia… Szkoda, że dostrzegłam je w momencie, gdy ten zwiastun śmierci i wojny z dzikim krakaniem leciał w moją stronę. I wiesz co? Mogłam jej oddać ten jebany batonik, zamiast się szarpać. Teraz wiem, że to nie był zwykły ptak, a wcześniej ktoś musiał grzebać w jej genomie i robić na niej eksperymenty. Co za wrona ma czerwone oczy? Udało mi się obronić moje jedzenie, ale moje ręce zostały dotkliwie podziobane i podrapane przez jej szpony. Tak mutagen od dostał się do mojego organizmu.
Następne parę dni były najgorsze i naprawdę dziwię się, że Alex nie zostawiła mnie w lesie na pewną śmierć. Na zmianę mdlałam, wymiotowałam i spałam. Prawie nie jadłam, miałam ataki światłowstrętu i migreny. Dopiero po tygodniu przestałam odczuwać totalne wycieńczenie i nagle zaczęłam magicznie zdrowieć. Miałam więcej siły i mogłam wrócić do normalnej wędrówki, chociaż nadal towarzyszył mi ból głowy i przejściowe nudności. Któregoś ranka obudziłam się niesamowicie rozjuszona i zła, bo migrena nie dawała mi spać. W tym samym momencie dostrzegłam węża pełzającego parę metrów ode mnie. Zamiast ostrzec Wright, po prostu wstałam, podeszłam bliżej i rozdeptałam jego paskudny łeb. Ból ustał, a ja poczułam ogromną ulgę.
Z czasem dostrzegłam też inne zmiany. Większą wytrzymałość, zwinność. Czułam i widziałam więcej. Wiedziałam, że się zmieniam. Przełomem było, gdy poczułam przyjemne mrowienie przechodzące przez plecy, a później miałam krótką wizję, w której dostrzegłam sznur. Z gazety ukradzionej następnego dnia dowiedziałam się, że w mieście ktoś się powiesił. Później zaczęłam czuć smród zgnilizny z trupów oddalonych o ładny kawałek, chociaż Alex nie było to dane do momentu podejścia na bliższy dystans. Mutacja sprawiła, że czułam śmierć i pragnęłam jej coraz bardziej i bardziej, mimo że dotychczas byłam stuprocentową pacyfistką, nieumiejącą zabić pszczoły. Najpierw zrobiłam sobie łuk i chodziłam na niewinne polowania na króliki, aby z tego płynnie przejść do samookaleczania się, co skrzętnie chowałam przed swoją przyjaciółką. Oczywiście, ona i tak się o wszystkim dowiadywała.
- Nie dało się inaczej, gdy miałaś sznyty na całych przegubach jak nastolatka z depresją.
- Nie przerywaj mi, wczułam się. Długo nie mogłyśmy wyżyć na drobnych napadach na sklep i zbieraniu darów natury. Zaczęłyśmy robić coraz większe napady, a z czasem też pracować dla ludzi za pieniądze. Drobny przemyt, zastraszanie, pobicia, kradzieże. To wydawało nam się najłatwiejsze, najbardziej opłacalne i najbezpieczniejsze, biorąc pod uwagę nasze przewinienia. Mało kto brał na poważnie dwie dziewczyny i to dawało nam przewagę. Tak żyłyśmy przez ładnych parę miesięcy, doskonaląc nasze niezbyt szlachetne umiejętności i starając się przeżyć.
Dotarłyśmy do Filadelfii i tu planowałyśmy zrobić dłuższą przerwę, ale najpierw wypadałoby zarobić pieniądze. Tak się składa, że koło nas właśnie zaparkował lśniący Mustang, z którego wyszedł porządnie ubrany facet. No to hyc, ja go zagadałam, używając do tego pełni uroku osobistego, a Alex miała zakosić mu portfel z tylnej kieszeni. I to nie tak, że jesteśmy jakimiś lamusami, ale… on się zorientował. Złapał nas za ręce w żelaznym uścisku, ale my nie dałyśmy się tak łatwo i rozpoczęła się szarpanina, która szybko przerodziła się w walkę. Mimo naszego zdesperowania, nie dałyśmy mu rady. Ten jednak, zamiast zadzwonić po gliny albo po prostu nas dobić, najpierw wciągnął nas do swojej drogiej fury, a później zaproponował szkolenie i pracę. Paplał coś o tym, że nas zna i jest zobowiązany do zapewnienia nam bezpieczeństwa i dachu nad głową, ale myślę, że po prostu mu zaimponowałyśmy, bo już wtedy biłyśmy się na całkiem konkretnym poziomie, choć całkowicie amatorsko. Tak czy siak, nie miałyśmy wyboru i musiałyśmy na to przystać, biorąc pod uwagę, że miał na nas całkiem poważnego haka.
Tak poznałyśmy Jamesa Browna – wyśmienitego mutanta-skrytobójcę, który dorobił się małej fortuny na swoich cichych wyskokach. Wcielił nas do swojej małej grupy przydupasów, którzy patrzyli na nas wilkiem już od samego początku. To on nas wyszkolił, otworzył nasze oczy i dał nam całe wyposażenie. I nawet jeśli bywał przerażającym dupkiem, to czułam się przy nim jak przy drugim ojcu. Traktował nas jak oczka w głowie, przy nim rozwinęłyśmy skrzydła i oszlifowałyśmy swoje zdolności, wtedy także przyjęłyśmy nasze pseudonimy – Corneille i Bad Boy.
Sielanka nie trwała długo, jak zwykle, kiedy działasz poza prawem. Nasz papa asasyn został otruty podczas jednej z misji. Gasł w oczach i chociaż razem z resztą jego podopiecznych próbowałyśmy znaleźć odtrutkę, odkryliśmy serum zbyt późno. Zmarł na naszych rękach, ale przed śmiercią zdołał napisać testament. I tu niespodzianka – szef wszystkich szefów zapisał nam całkiem sporą sumkę. Teraz reszta jego grupy tym bardziej przestała nas lubić, toteż podziękowałyśmy im za współpracę, zrobiłyśmy krok w tył i wyniosłyśmy się jak najdalej.
Od tamtej pory, cóż… Pracujemy na własną rękę. Jeździmy po świecie, żeby załatwiać zlecenia dla ludzi, którzy nie chcą sobie pobrudzić rączek. Nie wiem jak Alex, ale ja do tego przywykłam i chyba nie umiałabym wrócić do normalnego życia. Nie dopóki czuję ekscytację, gdy strzała przeszywa tors kolejnego śmiertelnika, a z ziejącej na jego ciele rany wypływa szkarłatna krew… No i nie mogę przestać, kiedy mam świadomość, że zabójcy Kate dalej są na wolności i trzymają w garści moich najbliższych, o ile ci jeszcze żyją. Chcę zobaczyć jak konają, tak po prostu. I… chyba skończyłam. Kompletnie nie wiem, po co ci to mówiłam. Mogę dostać ciastko?
- No dobra, zasłużyłaś na ciastko.
- A możesz mi oddać mój nóż? Tym razem będę grzeczna!
- Możesz pomarzyć, mała gnido. Oddaj moją zapalniczkę.
- Też cię uwielbiam, Alex!

Let's blow a hole in this town!
Too much talking with a laser blade
Gunnin' out of this place, in a bullet's embrace
Then we'll do it again

Potencjał Bojowy:
Siła: 2/3/7 (do 100 kg)
Szybkość: 2/3/10 (do 30 km/h przy osiągnięciu maksimum możliwości)
Zręczność: 4/5/6
Wytrzymałość: 3/4/8
Zdolności Bojowe: 4/6/6
Regeneracja: 1/1/8
Celność: 4/5/6
Inteligencja: 4/4/5
Wyposażenie:
Broń: łuk bloczkowy, dwa karambity, Glock 17, w ostateczności karabin snajperski M21
Pancerz: kamizelka kuloodporna, elementy lekkiego pancerza na ramionach, przedramionach i goleniach
Plecak/Ekwipunek Podręczny: najczęściej przynajmniej pas z karambitami i Glockiem, fałszywe dokumenty, portfel, telefon, kluczyki od samochodu (jeśli uda jej się podpierdzielić Alex), piersiówka i scyzoryk
Przechowalnia: łuk i strzały, snajperka, strój do „polowań”, laptop, jakieś niepotrzebne bibeloty
Lokum: gdzie się nawinie, a jak się nic nie nawinie, to spanie pod gołym niebem jest przecież takie romantyczne
Środek Transportu: stary, czarny Ford F-150
Pieniądze: tyle, ile akurat zarobi lub ukradnie. Brak jakichkolwiek większych oszczędności




Moce:
♦️ jej zmysły (zwłaszcza wzrok i węch) są bardzo wyostrzone, co niesie ze sobą pewien skutek uboczny: Cheyenne wyczuwa śmierć. Wie, że ktoś zaraz umrze albo że gdzieś w pobliżu znajdują się zwłoki. Komórki węchowe są szczególnie wyczulone na lizat powstały w wyniku rozpadu komórki człowieka oraz woń sulfohemoglobiny powstałej w procesach gnilnych. A fakt, że wie, że ktoś zaraz umrze? Czasami się zdarza i nie idzie tego wytłumaczyć inaczej niż przez szósty zmysł przekazany jej przez wronę - zwiastun śmierci.
Promień: 1 kilometr.
Ograniczenie czasowe: od minuty przed śmiercią do trzech miesięcy od zgonu.
Opanowanie Mocy: 3/5/5
Zasięg mocy: -/-/-
♦️ latanie – do odkrycia na fabule
Opanowanie Mocy: 1/5/5
Zasięg mocy: -/-/-
Umiejętności:

- bardzo dobrze posługuje się łukiem i bronią palną;
- opanowała w bardzo dobrym stopniu angielski, francuski i włoski;
- całkiem nieźle gra na gitarze;
- jeśli już o artyzm chodzi, niezła z niej aktorka. Czy chodzi o występy na scenie, czy o wciskanie pijackiego kitu, w rolę wchodzi równie płynnie;
- ma prawo jazdy na samochód osobowy;
- zna podstawy pierwszej pomocy oraz anatomii ludzkiej i niektórych zwierząt zarówno w teorii, jak i w praktyce;
- umie przetrwać w trudnych warunkach i zachowuje zimną krew w sytuacjach stresowych;
- kradzieże? Otwieranie zamków? Działanie w ukryciu? Żaden problem, potrzymaj jej piwo, a zrobi po cichu co tylko zechcesz, nawet jeśli wygląda na to, że wolałaby zrobić wielką rozróbę;
- potrafi negocjować i tylko czasami opiera się to na grożeniu bronią;
- umie płynnie posługiwać się językiem migowym (i kłócić się w nim, to dopiero widowisko!).

Ain't gonna be the one left standing!
You ain't gonna be the one left standing!
We ain't gonna be the ones left standing!


Informacje Dodatkowe:

~ jej rodzice to Francuz i Amerykanka, którzy poznali się na studiach w Quebecu;
~ ma starszego brata, Charlesa. To właśnie on nauczył ją podstaw walki wręcz oraz dał jej pierwszy łuk, który sam zrobił z kawałka drewna;
~ rodzina nie wie, czy Cheyenne w ogóle żyje. Dziewczyna chciała im wysłać jakiś list, ale bała się, że mogą mieć przez to nieprzyjemności. Nie może mieć zresztą pewności, czy nie zostali wygnani z miasta czy nawet zabici po pogromie mutantów, który ich córka skutecznie utrudniła;
~ kawowa fanatyczka. Zdaje się, że jej krew składa się w połowie z kofeiny. Może dlatego jest taka nadpobudliwa...?;
~ uwielbia alkohol, zwłaszcza wino. Jej zaproszenie na picie wina wcale nie jest romantycznym posunięciem - dla niej to jak wódka czy whisky, tylko okraszone pewną kulturą, o której całkowicie zapomina przy czwartym kieliszku;
~ przed mutacją była całkowitą pacyfistką;
~ jej pseudonim to nic innego jak „wrona” po francusku.

Tell the truth and God will save you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 404
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Fifty words for murder and I'm every one of them    Sob Lis 25, 2017 8:35 pm


Corneille
Ranga: Anonimowa
Punkty: - 15

Cheyenne Levittoux
Ranga:Anonimowa
Punkty:0

PROSIMY O WYPEŁNIENIE PROFILU!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Fifty words for murder and I'm every one of them
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Formalności postaciowe :: Zbiór Kart Postaci :: Zaakceptowane-
Skocz do: