IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Pani Kar
Kapryśna Pani.rar

Liczba postów : 619
Join date : 10/12/2016
Skąd : Mroczny wymiar

PisanieTemat: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Czw Lut 23, 2017 9:17 pm




Zupełnie zwyczajna, zapuszczona i rzadko odwiedzana stacja benzynowa. Jej wygląd zdradza, że najlepsze lata dawno już ma za sobą, a podróżnicy (Nawet ci najbardziej zdesperowani) niechętnie tu zaglądają. Być może powodem jest obskurna fasada, może wygórowane ceny, a może pracownik Roy o aparycji seryjnego mordercy z taniego horroru klasy C? Wspomniany mężczyzna do brodaty dziwak o oku zaciągniętym bielmem, ubrany zawsze w poplamioną flanelową koszulę w czerwono - czarną kratę i burą czapkę z daszkiem. Lekko utyka na jedną nogę, a na pytania klientów odpowiada zdawkowymi warknięciami, których nie powstydziłby się Igor - Pomocnik Doktora Frankensteina.
Znajdujący się tutaj sklepik ma niezwykle UBOGI asortyment, a te nieliczne artykuły, które możesz tutaj otrzymać są:

a) Wątpliwej jakości i często przeterminowane
b) Horrendalnie drogie

Witamy!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://avengers-assemble.forumpolish.com
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Nie Mar 26, 2017 9:52 pm

Gdy dotarli na miejsce było dawno po zachodzie słońca, zaś czyste, nieskalane choćby jedną chmurą atramentowe niebo usiane zostało setkami srebrzystych, skrzących gwiazd rzucających mdłe, chłodne światło na to zapomniane przez Boga i ludzi pustkowie. Temperatura też wyraźnie się obniżyła. Było rześko, może nawet chłodnawo. Johnny nie czekając ani chwili, przystąpił do zadeklarowanej czy też może obiecanej naprawy. Wydobywszy z jednej z sakw podróżnych metalowy pojemnik wypełniony najróżniejszymi drobiazgami, które miały mu pomóc w naprawie, a także małą latarkę zanurkował pod samochodem Shulkie. Dokładnie tak samo jak poprzednim razem.
Spod podwozia wystawała dolna część ciała motocyklisty, a dokładniej rzecz ujmując - od pasa w dół. Jego nogi poruszały się co jakiś czas. Raz to podciągał jedną, raz to prostował. Czasami zginał kolano, innym znów wierzgnął desperacko co świadczyło o tym, że coś musiało sprawiać mu trudność. Jedynymi odgłosami jakie dobiegały spod masy lśniącego metalu była melodia kolejnej nuconej przez niego ballady. Robił to prawdopodobnie bezwiednie, nieświadomie - Był to jeden z licznych sposób umilania sobie codziennej samotności, na który już nawet nie zwracał uwagi. Niektóre dźwięki były lekko nieczyste, ale całość melodii zdawała się byś jasna i wyraźna.
-Their brands were still on fire and their hooves were made of steel... Their horns were black and shiny and their hot breath he could feel... A bolt of fear went through him as they thundered through the sky... For he saw the Riders coming hard and he heard their mournful cry... -Mruczał spokojnym lekko nieobecnym tonem.
Wreszcie, po długich zmaganiach wyłonił się pokryty kurzem i smarem wycierając dłonie w niegdyś białą, a obecnie ciemnoszarą, lnianą szmatę.
- Yippie yi Ohhhhh, yippie yi yaaaaay... Ghost Riders in the sky... - Zakończył piosenkę podnosząc się do pozycji siedzącej. Następnie spojrzał na zielonoskórą dziewczynę ze swoim zwykłym, niezbyt mądrym, szczerym uśmiechem.
- Powinno wytrzymać do Los Angeles... - Oświadczył ocierając gołym przedramieniem czoło ale efektem tego zabiegu było tylko rozsmarowanie pokrywającego je brudu w taki sposób, że obecnie zaczął tworzyć poziomą, szeroką smutę biegnącą od skroni do skroni. Praca mechanika, a zwłaszcza w warunkach polowych i po zmroku nie należała do szczególnie czystych.
- Lepik potrzebuje trochę czasu by związać... Więc yy... Powinnaś... Dać mu... Odpocząć... - Zasugerował gestykulując nieporadnie, na koniec zaś uderzył lekko pięścią w otwartą dłoń co pewnie miało zobrazować proces wiązania, który musiał zajść w sporządzonej przez niego mieszance.
- Na tym odcinku nie ma chyba żadnego motelu... Nie przypominam sobie by był... - Wyznał drapiąc się po głowie. Następnie wstał zbierając narzędzia, które skrzętnie umieścił w pojemniku, z którego pochodził. Następnie wziął z maski auta swoją skórzaną kurtkę i zarzucił sobie na plecy.
- Ale... Ym... Nawet jeśli teraz zaczekasz... Powinnaś zdążyć przed świtem do miasta... Zaczekam z tobą... Na wypadek... Gdyby jednak coś było... Nie tak... -Wyrecytował z niemałymi oporami skinieniem głowy wskazując na pojazd, który dopiero co reperował. Co prawda nie sądził by miały pojawić się jakieś nieprzewidziane komplikacje, jednak wolał być na miejscu gdyby okazało się, że konieczna będzie kolejna interwencja. Na inną niż jego własna liczyć tutaj nie było można...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sob Kwi 01, 2017 9:47 pm

Dotarli wreszcie na jakąś stację. Mrok przyniósł za sobą zimno, jednak to była ostatnia rzecz na jaką chciała zwracać uwagę zmęczona She Hulk. Mimo wszystko, cała ta wyprawa i pchanie ze sobą samochodu, choć nie jakoś szczególnie ciężkie było uciążliwe i bardzo pomogło przepocić do końca ubrania Jennifer.
Gdy jej towarzysz zanurkował pod autem, ona zajrzała do bagażnika w poszukiwaniu jej dodatkowego stroju. Nie było to nic specjalnego, ledwo jeansy na biodra i biała, powyciągana koszulka ale to był aktualnie jedyny strój, w którym czuła się wygodnie w swej zielonej formie.
Weszła do środka sklepiku. I pan sprzedawca od horroru klasy C, raczej nie mógł odmówić styranej, zielonej kobiecie użycia toalety. Po chwili przebrała się, obmyła ile tylko mogła wodą z umywalek i ogarnęła swój makijaż i fryzurę.
Wyszła więc jedynie z tobołkiem, który kiedyś był jej ubraniami i skierowała się w stronę swojego rycerza na czarnym Harleyu.
- Jasna sprawa. Dzięki, że pomogłeś. Pewnie sama nie znalazłabym pomocy, a tylko okropnie wybuliła.- wrzuciła ubrania do wnętrza bagażnika i zatrzasnęła go. Wyciągnęła za to portfel i udała się z powrotem w stronę sklepu. Znalazła coś nie przeterminowanego do picia (butelkowaną wodę mineralną), oraz jakimś cudem nie przeterminowane za mocno batony. nie ograniczając się, kupiła ich cały kartonik, oraz zgrzewkę wspomnianej wody (cóż, jako prawnik nie musiała aż tak bardzo martwić się o cenę) i wyszła do swojego nowego towarzysza.
- Jakby nie patrzeć jestem ci coś winna. Ale cholerni zdziercy w tej budzie.Mają monopol i sprzedają chłam za ceny jak z drogerii. - fuknęła w stronę sklepu, kładąc oba przedmioty na dachu pojazdu i wydostając z pudełka pierwszy batonik. Odpakowała go i wgryzła, będąc żywą baterią energii gamma, nie musiała martwić się o linię. Z resztą... zawsze lubiła jeść- O! Wiesz dlaczego tanie wina są dobre? Bo są dobre i tanie! - zdecydowała się na nie do końca wyraźny przez żucie batona żart.
- Częstuj się, jakby nie patrzeć czeka nas dość długa noc. - spojrzała w stronę gwiazd- ... w mieście nigdy nie było ich tak dużo... jeśli w ogóle były... i wiem, wiem. - machnęła ręką, by powstrzymać dodatkowy tekst - To wina faktu, że miasta są pełne światła. Ale jednak... to piękny widok. Swoją drogą, wyobrażasz sobie podróżowanie kiedyś? Gdy nie było żadnych latarni czy lamp, a jedynym źródłem światła przy odrobinie szczęścia była pochodnia, która bardziej cię oślepiała niż pomagała, oraz właśnie księżyc i gwiazdy? - sama nie wiedziała, skąd u niej wzięła się ta potrzeba gadania o czymś tak trywialnym. Ale właściwie, ej to było całkiem ciekawe zagadnienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Pon Kwi 03, 2017 8:37 am

Kiedy Jennifer pojawiła się ponownie, odziana w charakterystyczny i niezwykle... Dopasowany kombinezon, Johnny przez kilka chwil jedynie jej się przyglądał z szeroko otwartymi oczyma i nieznacznie rozchylonymi ustami. Jego i tak niezbyt bystra mina podkreślona została licznymi plamami o smugami kurzu oraz smaru, które sprawiły, że wyglądał obecnie jak komandos za trzy grosze z niezbyt wprawnie naniesionym makijażem maskującym. Gdy tylko otrząsnął się z... Cóż... Nie bójmy się tego słowa, szoku, potrząsnął lekko głową chwytając za stojącą na ziemi nieopodal niego manierkę z wodą, odkręcił ją i wylał jej zawartość na zmierzwioną, potargana i lepką czuprynę. Woda pozwoliła mu się otrzeźwić, ale gest ten nie był szczególnie wymowny zważywszy na fakt, że kaskader obecnie nie była ani szczególnie czysty ani wyspany. Chłodna woda ściekała po ogorzałym obliczu, spływała po karku wpływając na kołnierz kurtki i pod koszulkę. Przynosiła ulgę. Motocyklista wzdrygnął się nieznacznie.
- Ee... Wiesz... Chyba nigdy niczego tutaj nie kupowałem... - Wydukał wreszcie odnosząc się do cen jakie obowiązywały w tutejszym markecie. Powolnym krokiem, najwyższym wysiłkiem woli zmuszając się by kątem oka nie zerkać na zielonoskórą piękność (Bowiem mimo wszystko zaczątki dobrych manier, które gdzieś w nim zostały zakorzenione i choć nigdy nie dane było im się rozwinąć, to jednak podpowiadały, że nie powinien tego robić) zbliżył się do swojego motocykla, otworzył jedną z przytroczonych do niego sakw i umieścił w niej skrzętnie zarówno mały pojemnik z narzędziami jak i latarkę, którą przyświecał sobie podczas prac naprawczych. Następie energicznymi ruchami ściągnął rzemienie zapinając torbę i ponownie zbliżył się do swojej towarzyszki. Powoli usadowił się pod jednym z dystrybutorów sadzając tyłek na niewielkim betonowym podwyższeniu i zapatrzył się w niebo, o którym dopiero co mówiła Shulkie.
- Wyobrażam sobie... - Odparł w zamyśleniu, dość enigmatycznie. Był wyraźnie nieobecny, lekko rozmarzony i na swój sposób inny - Bardziej spokojny czy po prostu mniej nerwowy.
- Eee... Od czasu jak... Znaczy... - Zająknął się starając odpowiednio dobrać słowa. Stwierdzenie "Festiwal, z którym podróżowałem przestał istnieć" nie brzmiało dobrze...
- Od dawna podróżuję... Byłem... Chyba wszędzie i wiele czasu spędzam na pustkowiach, bezdrożach... - Podjął po chwili opierając się czubkiem zadartej głowy o wspomniany już dystrybutor benzyny.
- Kiedy jestem daleko... Nie ma żadnego motelu albo... Cóż... Pieniędzy... Właśnie one pomagają mi zasypiać... - Wyjaśnił z uśmiechem obnażając swoje równe, białe zęby.
- Tamta to moja ulubiona... Ta co tak miga... Ale nie wiem jak się nazywa... O ta jasna... Widzisz? - Zagadnął wskazując wybrany punkt na granatowym niebie wskazującym palcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Pią Kwi 07, 2017 3:43 pm

Lubiła zwracać na siebie uwagę mężczyzn, no tego jej nikt odmówić nie mógł. Cóż jak każda kobieta lubiła być adorowana, no i z takim ciałem przywykła do tego, że co drugi facet gapi się na nią jak na okładkę playboya. Ale w tym wydaniu nie tylko Ghost miał na co się gapić. A faceci po pojedynkach, nawet jeśli tylko z zepsutym autem i tak w dalszym ciągu wyglądali seksownie.
Patrząc na jego wyczyn z wodą, Shulkie dziękowała Bogu, bogom czy innym tworom odpowiadającym za jej powstanie, że nie jest facetem, bo zbyt wyraźnie mogłoby się pokazać jak bardzo zachowanie Johnny'ego Jen się spodobało.
-No tak, ale i tak jest drogo po cholerze.- z tej ekscytacji jej kolor wypowiedzi nawet się zmienił! Oczywiście, Ghost nie mógł tego zobaczyć, bo w końcu nie łamał czwartej ściany (dzięki bogom i innym twórcom bo inaczej byłoby strasznie głupio). Dalej żuła batonik sama gapiąc się w niebo by nie gapić się na mokrego Ghosta i nie prowokować userki o więcej takich reakcji.
-Cóż, ja też ostatnimi czasy podróżuję w różne miejsca.- och tak na pewno, chcąc ratować świat nie raz i nie dwa była w ciekawych miejscach. Szkoda tylko, że wtedy nie miała okazji nigdy zwiedzać, bo trzeba było lać po mordach złodupców.
- To chyba gwiazda polarna. - zdecydowała w końcu choć nie była astrologiem, mogła się zawsze pomylić - Wiesz, gwiazda polarna zawsze była punktem orientacyjnym gdy poruszano się po świecie bo w ciągu nocy praktycznie nie zmienia swojej pozycji.- lubiła mówić gdy miała wrażenie, że wie coś na dany temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sob Kwi 08, 2017 6:49 pm

Johnny zamrugał przenosząc wzrok z migoczącego na niebie punktu na stojącą nieopodal dziewczynę, a konkretniej rzecz ujmując na jej... Twarz. Spoglądał na nią w zadumie, z nieznacznie tylko uniesionymi brwiami. Wyglądała naprawdę ślicznie mimo iż różniła się od kobiet, które znał. Zdawszy sobie sprawę z tego, że zbyt intensywnie przygląda się rozmówczyni, z wyraźnym i wyjątkowo słabo skrywanym zmieszaniem podrapał się po potylicy udając, że jego uwagę przykuły czubki jego własnych butów i że to im właśnie w tej chwili poświęcał całą swoją uwagę.
- Gwiazda... Polarna... - Powtórzył za kobietą zupełnie tak, jakby pierwszy raz w życiu słyszał tą nazwę, choć oczywiście nie była to prawda. Po prostu nigdy nie starał się jej łączyć tym właśnie ciałem niebieskim, które tak często pomagało mu zasnąć.
- Ja... Nigdy nie potrzebowałem punktów orientacyjnych... - Wyznał po kilku chwilach absolutnej ciszy.
- Choć często nie wiem gdzie jestem ani dokąd zmierzam to jednak nie gubię się i docieram na miejsce... Mimo, że wcale nie planuję tam trafić... Ale... Potem okazuje się, że właśnie tam powinienem się znaleźć... - Mówił dalej w zamyśleniu.
- To jak bycie prowadzonym za rękę... Nie umiem tego wyjaśnić... - Dodał lekko gestykulując, jednak o wiele mniej intensywnie niż zazwyczaj. Faktem było, że sam nie do końca pojmował naturę tego zjawiska, ale też niezbyt często o tym rozmyślał. Może wiodło go szczęści, może przypadek, a może to uśpiony pod skórą Jeździec kierował nim... I choć ten ostatni wariant wydawał się być najbardziej prawdopodobny, to jednak samemu Blaze'owi przyczyna zdawała się mało istotna.
Johnnego zaskakiwało jak dobrze czuł się w towarzystwie Shulkie. Nie przytłaczała go jej obecność, nie odczuwał dystansu ani swojej własnej odmienności. Dziewczyna nie oceniała go, a może po prostu nie przykładała wagi do jego większych i mniejszych dziwactw co było dla niego nowe. Osiągnął stan, w którym czuł się... Spokojny. Nie zdarzało się to często.
- Em... Posłuchaj... - Zagadnął wreszcie rozmasowując otwartą dłonią spalony słońcem kark.
- Wiesz... Jak już pojedziesz i ... Znaczy gdybyś kiedyś... Nie mówię, że szybko ale... Się spotkać jeszcze... Jakoś... - Wypalił, a może raczej wydukał, jednak sens jego własnych słów dotarł do niego dopiero po kilkudziesięciu sekundach od ich wypowiedzenia. Co on właściwie powiedział? I dlaczego to zrobił? Bardzo dawno temu postanowił nie zawiązywać żadnych znajomości, żadnych bliższych relacji z nikim. Żadnych przyjaźni, żadnych... Wiązało się to ze zbyt dużym ryzykiem. To co zrobił wiele lat temu, to do czego doprowadził, to co kryło się pod jego skórą, mrok gęstniejący w jego duszy, przed którym uciekał od tylu lat... Stanowił zagrożenie dla każdego kto pozostawał w jego najbliższym otoczeniu. Nie było dla niego ani dobrego miejsca, ani lepszego czasu.
- Może... To nie był... Nieważne... - Mruknął ciszej odwracając wzrok gdzieś w kierunku otaczającej ich ze wszystkich stron pustyni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Wto Kwi 11, 2017 5:09 pm

Kolejny plus, że jednak patrzył na twarz. Ale fakt, faktem to nie była najlepsza pora i miejsce na podrywy w stylu: "hej mała jesteś aniołem?" albo coś w dalszym ciągu. She Hulk wcale wiele nie była mu dłużna również odpowiadając spojrzeniem na spojrzeniem. Mimo wszystko... udało mu się ją zafascynować. Była go cholernie ciekawa. No i dopuścili się do swoich, jakby nie patrzeć przeszłości, czymś co pozwalało im ocenić czemu byli tacy a nie inni, nawet jeśli nie mogła znać całej historii i w większości opierała się na tym, czy był wobec niej szczery. Jednak nie sądziła by kłamał.
- Wiesz, wydaje mi się, że każdy ma jakiś punkt orientacyjny. Nawet jeśli on nie do końca jest taki jak gwiazda polarna. Coś do czego ciągle wraca, coś o czym często myśli i nie potrafi tego porzucić... takie coś czego możemy nawet nie zauważać. A to o czym mówisz wydaje mi się po prostu zwykłym Losem. Coś co nie wydaje nam się istotne i ważne, tak naprawdę może w przyszłości okazać się dla nas punktem kulminacyjnym. Ja sama nie mogłam przewidzieć, że zadzieranie z mafią skończy się dla mnie tak, że będę teraz wielką zieloną maszkarą, zamiast wąchać kwiatki od spodu. - a tylko spróbuj ciągnąć temat maszkary, to się rozzłości - Nie żeby mi przeszkadzało bycie zieloną i silną. To jest nawet niezłe ułatwienie, przynajmniej nie muszę się obawiać zaczepiających mnie na pustkowiu ludzi. - mrugnęła do niego. Sama była szczęśliwa, że znalazła takiego rozmówcę. Może Blaze nie dorównywał intelektem Starkowi czy Richardsowi, ale na pewno był bardzo sympatycznym człowiekiem. Znów rozpakowała kolejny baton. Słysząc jednak jego dziomganie i próbę wysłowienia się otworzyła samochód i wyjęła dwie rzeczy: swoją wizytówkę i długopis. Pokazała mu ładny, wydrukowany fragment.
- To numer do mojej kancelarii, jakbyś spotkał kogoś kto potrzebowałby mojej pomocy. - wyjaśniła i przerwała pisząc długopisem z tyłu - A to jest mój prywatny numer. - podała mu kartkę - Nawet jeśli chciałbyś wyłącznie pogadać, to na bank nie zignoruję. Chyba że przyjdzie mi ratować świat. To wtedy oddzwonię. - Że niby może umrzeć podczas walki? A pff.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Kwi 19, 2017 1:45 pm

Johnny wyraźnie zdążył pożałować swojej propozycji, choć nieskładny bełkot, który wydobył się z jego ust tak naprawdę ciężko było nazwać jakąkolwiek propozycją. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jedynie po raz kolejny się skompromitował. Owszem, dziewczyna była nieprzeciętnie urodziwa i zaskakująco miła (A nieczęsto zdarzało się by tak go traktowano), jednak... Prawie go nie znała i nie sądził by miała ochotę poznać. Co tak naprawdę miał jej do zaoferowania?
Dawno temu obiecywał sobie, że będzie trzymał się na uboczu, z dala od osób, które mogłyby ucierpieć z powodu jego klątwy, a teraz... No właśnie... Do czego właściwie dążył? Z drugiej strony... Jennifer nie wyglądała na osobę, która nie potrafiła o siebie zadbać. Tak naprawdę była... Wyjątkowa pod każdym względem.
- Nie, no jasne rozumiem, że nie chcesz... Ee... - Szybko sprostował chcąc wybrnąć z niezręcznej sytuacji.
- Znaczy bo tego... Nie znamy się więc... To naturalne... - Pokiwał twierdząco głową z poważną miną w chwili, w której jego towarzyszka wręczyła mu wizytówkę z zapisanym prywatnym numerem telefonu. Blaze kilka chwili z wyraźnie wybałuszonymi oczami przyglądał się to Shulkie, to znów ściskanemu tekturowemu prostokącikowi.
- Zadzwonię... Na pewno... - Zapewnił z nadal wyraźnym niedowierzaniem malującym się na jego zmęczonym obliczu.
- Jak tylko wrócę z New Jersey... Em... Nie mam co prawda telefonu... Ale to nic! Dam sobie radę... - Kontynuował monolog przymierzając się do umieszczenia zapisanego skrawka w jednej z kieszeni. Tchnięty nagłą myślą stwierdził, że nie był to najlepszy pomysł. Wizytówki miały do siebie to, że bywały czy też może raczej dla zasady były łatwopalne i przetrzymywanie tego drobiazgu przy sobie byłoby dość lekkomyślne. Dźwignąwszy się z betonowego podwyższenia, na którym do tej pory zasiadał, zbliżył się do swojego motocykla, a dokładniej rzecz ujmując do jednej z przytroczonych do niego sakw. Po krótkich poszukiwaniach wydobył z niej małe, zamykane na kluczyk, blaszane pudełeczko, w którym trzymał te nieliczne drobiazgi, które miały dla niego jakąkolwiek wartość - W tym zdjęcie Roxanne oraz zaśniedziałą monetę, którą niegdyś określał mianem "szczęśliwej". Upewniwszy się, że numer telefonu, który otrzymał będzie bezpieczny w towarzystwie pozostałych skarbów, wrócił na uprzednio zajmowane miejsce.
- Emm.... W tym Los Angeles... Co tak właściwie będzie robić? Bo chyba nie stamtąd pochodzisz? Znaczy nie moja sprawa ale... - Podrapał się po czubku głowy przyglądając rozmówczyni ze szczerym i nieskrywanym zainteresowaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Kwi 19, 2017 4:33 pm

She Hulk nie zwracała uwagi na jego kręcenie nosem, gdy szykowała się do przekazania mu swojego osobistego numeru. Widok jego twarzy, był czymś przez co Shulkie pożałowała, że nie wzięła w tym momencie telefonu do ręki i nie zrobiła sobie nowej tapety.
- Wielka szkoda, liczyłam że dostanę twój numer w zamian.- cholera, kontaktowanie się z tym człowiekiem okazuje się być dużo trudniejsze niż się wydawało. Może wędrowny wilk, ale też przy okazji odcięty od tej drobnej formy cywilizacji.
Na pytanie o powód, który ściąga ją do Los Angeles, mimo wszystko się uśmiechnęła.
- Los Angeles, to moje miasto. Tam się urodziłam i wychowałam. Tam swoją "bazę" ma też moja kancelaria adwokacka Goodman, Liber, Kurzberg & Holiway. Jestem jedną z niewielu pań adwokat, które próbują stawać w obronie tych niecodziennych klientów. - wyjaśniła łagodnie obserwując jak chowa swój mały skarb. Ciekawiło ją co takiego mogło ukrywać się w skrytce Ghosta, ale raczej nie powinna była być aż tak wścibska. Przecież nie miała mu pomóc w wygraniu sprawy sądowej, jedynie mieli ze sobą wytrzymać jeden wieczór.
- Cieszę się, że zechciałeś dotrzymać mi towarzystwa. Jak to mówią, w dzisiejszych czasach dżentelmen to prawdziwy rarytas.- może przy odrobinie siłowej perswazji jakiegoś by w końcu znalazła, ale przecież nie o to Shulkie chodziło. A ten tutaj z własnej woli chciał pomarnować wraz z nią czas.
- Na pewno nie chcesz?- spytała siadając na ziemi obok swojego pojazdu i stawiając wodę i batoniki obok siebie. A nóż widelec do niej podejdzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sob Kwi 22, 2017 9:04 pm

Johnny jak to miał w zwyczaju, podrapał się po głowie z wrodzonym wdziękiem czyli zupełnie bez jakiegokolwiek wdzięku co być może również miała swój urok choć nie mnie to oceniać.
- No wiesz... Chętnie dałbym ci mój numer tylko... - Zdecydował się na wyjaśnienia, które w jego mniemaniu bez wątpienia należały się dziewczynie.
- Tylko jakoś nigdy nie potrzebowałem telefonu i... Nie mam też do kogo dzwonić ani też... Nie ma kto dzwonić do mnie... - Zamyślił się na głos delikatnie uderzając prawą pięścią w wewnętrzną część rozpostartej lewej dłoni, zaś jego wzrok błądził po najbliższym otoczeniu.
- To jest całkiem w porządku... Znaczy nie przeszkadza mi jakoś... Jeśli muszę gdzieś... Zatelefonować... W motelach i przydrożnych barach są te no... - W tym miejscu obiema rękoma nakreśli w powietrzu bliżej nieokreślony, prostokątny kształt.
- Budki... - Dokończył wreszcie. Cóż, faktem było, że Blaze nie miał zbyt wielu znajomych. Tak naprawdę nie miał ich wcale. Jego ojciec nie żył, podobnie jak przybrani rodzice zaś matka... Tak naprawdę jej nie pamiętał. Pozostawała jeszcze Roxanne, ale z nią również nie utrzymywał kontaktu od wielu, wielu lat - Głównie z myślą o jej bezpieczeństwie - i teraz nie wiedział nawet gdzie mogła być.
-A ty masz em... Znaczy na pewno masz! Ale... No nie wiem... Znaczy do kogo dzwonić masz, ale... - Tym razem wyraźnie się pogubił i potrzebował kilku chwil na pozbieranie myśli, zaś kiedy już mu się to udało, podjął temat:
- Rodzeństwo albo tego... Spotykasz się z kimś..? - Upewnił się marszcząc lekko czoło, które równie szybko zupełnie wygładziło się.
- Znaczy wiem, to nie moja sprawa... Tak tylko chciałem podtrzymać temat i wyszło niezręcznie... - Sprostował szybko wycofując się. Faktycznie wyszło dość dziwnie - Nawet dziwniej niż zazwyczaj, a przynajmniej tak zdawało się kaskaderowi. Na szczęście z sytuacji pomogła my wybrnąć sama rozmówczyni.
- Więc pochodzisz z Los Angeles? - Zmienił nagle temat podchodząc nieco bliżej do Jennifer, która dopiero co usadowiła się na ziemi obok samochodu. Po krótkiej chwili wahania, podczas której to rozważał czy aby na pewno wypada się tak bezceremonialnie przysiąść, zajął miejsce tuż obok kobiety siadając na tyłu z nogami wyciągniętymi przed siebie, jednak jego kolana pozostawały lekko zgięte.
- Nie brzmisz... To znaczy nie żebym się znał, ale masz akcent... Znaczy właśnie nie masz tego akcentu... Tak mi się wydaje. W LA tak dziwnie przeciągają słowa... Nie wydaje ci się? - Zagadnął starając się zaprezentować sposób wymowy, o którym dopiero co napomknął, choć nie wychodziło mu to szczególnie dobrze. Cóż, być może ten dialekt istniał tylko wyłącznie w głowie motocyklisty, ale miał on tendencję do zwracania uwagi na rzeczy, na które nikt inny uwagi nie zwracał. Zachęcony propozycją swojej towarzyszki sięgnął po jeden z batoników i po krótkiej chwili szamotania się z opakowaniem odgryzł kawałek przeżuwając w zamyśleniu.
- Lubię słodycze... - Zadeklarował nagle nie wiedzieć dlaczego - Zupełnie tak, jakby była to z jakiegoś powodu informacja ważna, którą warto podzielić się ze światem.
- Uspokajają mnie... Nie wiem czy nie jestem od nich uzależniony... To taki nałóg... - Tłumaczył z lekko uniesionymi brwiami, dość poważną miną jednocześnie gestykulując wolna ręką jak to miał w zwyczaju - Tym razem były to okrężne, poziome ruchy lewej dłoni .
- Choć najbardziej lubię takie kolorowe cukierki wielkości fasolek... Te są zdecydowanie najlepsze. Znaczy ja najbardziej je lubię... Zawsze staram się mieć przy sobie paczkę albo dwie. Najlepiej dwie, bo w trasie, w różnych takich... Miejscach... Ciężko czasami uzupełnić zapas i... No tak... - Zakończył w dość nieoczekiwany sposób kiwając potakująco głową w taki sposób, jakby właśnie sam sobie przyznał całkowitą i niezaprzeczalną rację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Pon Maj 01, 2017 3:02 pm

Pokiwała ze zrozumieniem głową. Cóż, nie każdy przepadał za technologią w kieszeni. Aczkolwiek jej imperatyw łamacza czwartej ściany twierdził, że te wyjaśnienia nie są do końca prawdziwe. Ale jej userka jak na złość nie chciała z nią współpracować nijak. Czyli przyjdzie jej się fabularnie wszystkiego dowiedzieć, no co za szmelc.
- Jasna sprawa. Dzwoń kiedy chcesz. - odparła z uśmiechem. Przecież nie narzuci się człowiekowi i nie kupi mu telefonu... aczkolwiek z jej charakterkiem to wcale takie nierealne nie było.
Słysząc jego próbę dyskretnego sprawdzenia czy ma chłopaka (a była ona tak delikatna i niezauważona, jak przejście w bezksiężycową noc po pokoju, w którym dzieci rozsypały klocki lego. Jednym słowem, nie szło tego nie zauważyć).
- Czasem dzwonię do rodziny, choć częściej słucham radia jakby jakiś przerośnięty gad wylazł z wody i zaczął terroryzować miasto, a jeśli chodzi o coś jak partner życiowy... cóż, z moją miłością z dawnych lat mi nie wyszło. Bywa. - wzruszyła ramionami.
Hahaha, sukcess! Nieświadomy niczego samiec dał się zaciągnąć w pułapkę! Dobrze, że to nie jest film przyrodniczy, ale pewnie taki opis miałaby właśnie ta scena, a głos podkładałaby Krystyna Czubówna.
- Jep. Stąd pewnie mam upodobanie do wszelakich ciepłych miejsc. - na jego stwierdzenie zmarszczyła lekko brwi starając się sobie to przypomnieć - Wiesz, wychowałam się tam, ciężko mi to więc zauważyć. Z resztą, jeśli ktoś nie ma naprawdę wyraźnego akcentu to niech ode mnie nie wymaga, że będę kojarzyć skąd pochodzi. Ostatnio pomyliłam u kolesia akcent francuski z rosyjskim. - machnęła ręką na swoją nie wiedzę. Ale cóż, nie każdy mógł cieszyć się niesamowitą i merysuiczną zdolnością, że cokolwiek się dotknie to jej wychodzi choć nie ma pojęcia co ją konkretnie otacza.
- Ja też, ale jako żywy reaktor gamma nie narzekam na pożywienie. No chyba, że jest naprawdę bardzo bardzo obrzydliwe. A słodycze to świetny zastrzyk energii. No i przynajmniej zawsze mogę mieć nadzieję, że pójdzie w cycki. - choć i tam już nie wiele miejsca zostawało na takie cuda.
- Lubisz Jelly Beans?! - spojrzała na niego zdziwiona- Uwielbiam je! Aczkolwiek bardzo szybko się kończą. Choć landrynki też są również bardzo dobre. - i tak drodzy państwo przechodzi się gładko na kolejny temat rozmowy: cukierki. Omnomałabym. Shulkie z resztą też.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 6:14 pm

Motocyklista z zainteresowaniem przysłuchiwał się słowom zielonoskórej kobiety, która zdecydowała się mimo wszystko zaspokoić jego ciekawość. Tym właśnie oto sposobem dowiedział się, że obecnie prawniczka z nikim się nie spotykała oraz, że... Utrzymywała kontakt z rodziną.
- Więc... Nie wyszło ci z partnerem i... - Pokiwał twierdząco głową z niezwykle poważną miną, której nie powstydziłby się psychoanalityk. Bardzo zdziwaczały, umazany smarem psychoanalityk ze skłonnościami do zachowań typowych dla eremity.
- Mi też się... Nie ułożyło... - Odparł zupełnie tak, jakby miało to kogokolwiek interesować, jednak jego ton pozostawał formalny, niezwykle wykwintny... Cóż... Taki przynajmniej miał być w zamyśle.
- To było dawno i... Właściwie to była moja siostra... Ale przybrana... Znaczy ja byłem przybrany... Ale o tym już mówiłem... - Nagle na jego obliczu zagościł tak dobrze wszystkim znany grymas lekkiego zmieszania i konsternacji, który dość jednoznacznie mówił "Czy właśnie się skompromitowałem?". Milczał przez chwilę drapiąc się to po czubku głowy, to znów po potylicy.
- A te jaszczury to często wam wyłażą? - Desperacko zdecydował się zmienić temat i uciec od wyjątkowo niewygodnej sytuacji, w której się znalazł.
- Bo na przykład w Nowym Yorku mieli problem z krokodylem... W kanałach? Jakoś tak było... Znaczy to jak z tym Doktorem. Ten krokodyl znaczy też nosił fartuch chyba... Ja sobie tego nie wymyśliłem... Tak pisali... - Wytłumaczył myślami wracając do jakiegoś artykułu, który czytał jakiś czas temu w jednym z brukowców. Faktem było, że czasopisma takie rzadko pisywały o czymkolwiek wartym uwagi, a nagłówki obwieszczające "Mój teść to Yeti" w znacznym stopniu umniejszały wiarygodność tychże wydawnictw.
- Tak sobie myślę, że w NY naprawdę ciężko o dobrego lekarza... Jak nie metalowe ramiona to znowu łuska i gabinet w ściekach... - Zażartował w typowy dla niego sposób obnażając garnitur nienagannie białych zębów w rozczulająco szczerym uśmiechu.
Cóż... Mogło być zdecydowanie gorzej. Niektóre z jego żartów budziły w najlepszym wypadku zakłopotanie u jego rozmówców, a ten zdecydowanie nie był nawet blisko jednego z tych najgorszych i najbardziej suchych.
Nieoczekiwanie rozmowa przeszła na zupełnie inny tor jakim były słodycze. Okazało się, że Jennifer podzielała jego miłość do słodkich fasolek co w niemałym stopniu zaskoczyło Johnnego.
- Też je lubisz? - Zapytał szerzej otwierając oczy. Przez krótką chwilę nie mówił nic i jedynie z zafascynowaniem przyglądał się towarzyszce, zupełnie tak, jakby oświadczyła mu, że dopiero co ocaliła od śmierci cały miot szczeniaczków. Po tych niezręcznych kilkunastu sekundach ciszy, bez słowa podniósł się z ziemi podchodząc raz jeszcze do swojego motocykla. Znów przez kilka chwil grzebał w jednej z sakw, następnie zapiął ją i powrócił do Shulkie siadając obok i wreszcie tryumfalnie wyciągną w jej kierunku nowiutką, szeleszczącą, lśniącą paczkę cukierków, o których dopiero co rozmawiali.
- Em... Skoro lubisz to pomyślałem, że może... Znaczy proszę. - Oświadczył się wreszcie z tym rozbrajającym, bezinteresownym i szczerym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 6:36 pm

To nie było z resztą nic takiego wielkiego. Blaze nie wyglądał na kolesia, który zamierzał wykorzystać jej brudy przeciwko niej, z resztą nie z jednym pismakiem sobie radziła. I wątpiła by jakikolwiek pismak dawał radę tak długo udawać nie do końca rozgarniętego motocyklistę. No i najpewniej nie znałby się na mechanice.
- Cóż, zwykle "pierwsza miłość" zdecydowanie nie wypala. Zbyt wiele marzeń, zbyt mało prawdziwych uczuć i jeszcze mniej dojrzałości. Rzeczywistość czasami bywa zbyt brutalna. - wzruszyła ramionami, a na jego wyznanie... poklepała go pocieszająco po ramieniu. Cóż mogła powiedzieć? Sama miała problem ze zdziczałym, zielonym kuzynem który aktualnie znajdował się nie wiadomo gdzie. Martwiło to Jen i kiedy tylko będzie miała okazję musi do niego koniecznie zadzwonić (dlatego niech się w końcu znajdzie jakiś ogarnięty Bruce Banner! Tęsknie za kuzynem!).
- Ostatnio zaskakująco rzadko. Dlatego znalazłam chwilę by tutaj wpaść. - wyjaśniła z cichym śmiechem- A ten... to chyba nie krokodyl, ale raczej Jaszczur... to kolejny z wrogów Spider-Mana. - chybaa tak przynajmniej pisało w gazecie. Gazety lubiły mieć dziwne elementy.
-Wiesz, czasami piszą różne dziwne pierdoły... - jak choćby o tym, że opalała się topless na dachu Baxter Buliding. Co gorsza, w tym wypadku mówili prawdę, ale chwała źle wydrukowanym zdjęciom i ludzie w to nie uwierzyli.
Słysząc ten żart roześmiał się głośno.
- Dlatego ja leczę się u własnego specjalisty. - zachichotała cicho, na wspomnienie miny swojego lekarza, który prawie padł na zawał widząc jej zieloną formę.
A tu jej cel zdecydował sobie gdzieś pójść, po stwierdzeniu, że lubi takie same cuksy jak on! No chamstwo w czystej postaci. Zjadła w dwa kęsy kolejny batonik, gdy mężczyzna jednak zdecydował się do niej wrócić... częstując smakołykiem.
- Dzięki. - postarała się wziąć jak najmniej (bo znając siebie bezmyślnie byłaby w stanie zeżreć całą paczkę i nawet nie zauważyć), aby jej nowemu przyjacielowi zostało tego skarbu jak najdłużej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 6:40 pm

Johnny przez chwilę przyglądał się siedzącej obok dziewczynie z tym samym, niemalejącym zainteresowaniem. Najwyraźniej Shukie uznała, że motocyklista zdecydował się ją jedynie poczęstować cukierkami, jednak nie taka była jego intencja.
- Śmiało... Znaczy jeśli masz ochotę to jest twoja... Znaczy paczka... - Wyjaśnił z lekkim dość nieśmiałym uśmiechem, zamrugał kilkakrotnie po czym znowu wzniósł wzrok ku atramentowemu niebu rozświetlonymi skrzącymi cętkami gwiazd.
- Ja... Nie pamiętam kiedy ostatnio byłem u lekarza... - Poruszył kwestię, którą jego towarzyszka mogła uznać za zamkniętą, jednak z niewyjaśnionych przyczyn Blaze poczuł potrzebę aby ustosunkować się do słów rozmówczyni.
- Właściwie nie pamiętam kiedy ostatni raz chorowałem... - Zadumał się głęboko, a w jego tonie było można wyczuć, że nad czymś dogłębnie rozmyślał i tak też było w rzeczywistości. Kaskader zastanawiał się czy jego stan zdrowia był w jakimś stopniu powiązany z jego klątwą. Czy Duch Zemsty, do którego został przykuty z sobie tylko znanych przyczyn dbał o jego dobrą kondycję? Możliwe... A może wcale nie. Faktem jednak było, że od czasu gdy stał się Riderem nie załapał nawet kataru. Mógł być to jedynie zbieg okoliczności ale...
- Ym... Ten... Zastanawiałem się tak... - Zagadnął po dłuższej chwili ciszy nadal patrząc w górę.
- Jak sobie radzisz z... Dzieleniem obowiązków pomiędzy pracą prawnika... Emm... Czki... PrawniCZKI i tą... Czwórką... Wybacz, ale nie zapamiętałem nazwy... - Wyznał bez skrępowania drapiąc się po potylicy jak to miał w zwyczaju.
- Znaczy bo... To chyba dość absorbujące... Znaczy oba te zajęcia. Nie... Jak to się mówi? O! Nie kolidują ze sobą? - Dopytał wykonując gest obiema dłońmi w taki sposób by wyprostowane, rozczapierzone palce rąk zazębiły się ze sobą nawzajem.
- Tak mi się wydaje... Nigdy nie korzystałem z pomocy prawników ale... Widziałem w serialu dawno temu... Czytali całą masę akt... Całe sterty papierów i ślęczeli nad nimi po nocach i potem w ciągu dnia też... - Mówił z poważną miną cały czas drążąc temat, który najwyraźniej mocno go nurtował.
- No i chyba ciężko zwalczać wypełzające z kanałów krokodyle jednocześnie broniąc klienta w sądzie? - Zapytał wprost z lekko uniesionymi brwiami i wyrazem szczerego zainteresowania malującym się na jego ogorzałym obliczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 6:46 pm

... a miało to jakiś ukryty przekaz? Bo jeśli tak Shulkie go nie wykryła.
- Nie... nie trzeba. Cholera wie, kiedy znów znajdziesz się w miejscu, gdzie cena nie będzie czterokrotnie zawyżona. - troskliwe, kochane zielonoskóre kobiety.
- Ja tylko w naprawdę drastycznych przypadkach, a ten miałam podczas mojej przemiany, czyli aktualnie jestem wolna od takich problemów. - odparła zadowolona, ale jej towarzysza złapała kolejna fala nostalgii - Królestwo za twoje myśli. - zasugerowała, a mężczyzna wreszcie się odezwał.
Słysząc pytanie zmarszczyła brwi żując powoli zdobyczne cukierki. Zastanawiała się jak najlepiej to wyjaśnić.
- Fantastyczna Czwórka i nie, zwykle to ze sobą nie koliduje. Mogę normalnie zajmować się sprawami, albo ratowaniem świata. Chyba, że ratowanie świata jest bardziej naglące. - a na pytanie o ślęczenie nad materiałami mimowolnie parsknęła śmiechem.
- Wiesz, to zależy od trudności sprawy i potrzeby informacji. Czasami trzeba sobie jeszcze raz gruntownie przeczytać prawo karne, aby móc znaleźć sposób na obronę klienta. Jednak rzadko bywa u mnie tak ciężko. Zwykle sprawy są do siebie podobne. A w takich serialach przecież nie pokażą byle sprawy o wandalizm, czy przekroczenie prędkości, bo by się oglądający zanudzili. - a na kolejne stwierdzenie znów się zastanowiła.
- I spokojnie, jak nie ja zajmę się krokodylami to jest masa innych bohaterów, którzy mogą to zrobić. - uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Mam o tyle dobrze, że mam ruchome godziny pracy. Nie muszę siedzieć cały dzień w jednym miejscu, mogę zawsze odbierać telefony, zmieniać plany... - przeciągnęła się.
- Johnny mam do ciebie pytanie -spojrzała na niego kątem oka - Czy ty lubisz swoje życie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 6:49 pm

Johnny pokiwał powoli twierdząco głową zerkając w kierunku dziewczyny, która chwilę po zaspokojeniu jego ciekawości dotyczącej jej kariery zawodowej, przeciągnęła się jak gdyby nigdy nic. Naprężony kostium dość wyraźnie podkreślał kształty zielonoskórej co wyraźnie zmieszało Blazea. Motocyklista szybko odwrócił wzrok i chrząknął niewyraźnie.
- No tak... Inni bohaterowie... - Powtórzył starając się zabrzmieć jak najbardziej naturalnie - W taki sposób, by ukryć niedawne zakłopotanie.
- Doctor Octopus i inni... Nie, nie... On nie. Tak, masz rację. Wybacz. - Uśmiechnął się niewyraźnie czochrając i tak już zmierzwione włosy. Najprawdopodobniej w tamtej właśnie chwili wyglądały przynajmniej kuriozalnie, jednak kaskader rzadko zwracał uwagę na takie detale. W drodze nieczęsto mógł sobie pozwolić na luksus jakim było najprostsze lustro.
- Ja też mam ruchome godziny pracy. Tak jakby... Znaczy tak naprawdę to mam ruchomą całą pracę ale... Ma to swoje dobre strony... - Zamyślił się analizując chwilowo korzyści płynące z podejmowania się dorywczych zajęć. Zdecydowanie do jednej z nich nie należały niestety dobre ani regularne zarobki.
- Cóż... Nie nudzę się... Wszędzie jest pełno zajęć, których nikt nie chcę się podjąć... Raz rąbię drewno, innym naprawiam uszkodzony ciągnik... Nie ma w każdym razie mowy o monotonii... - Uśmiechnął się rozbrajająco odsłaniając swoje białe zęby, zaś wewnętrzne krawędzie jego brwi powędrowały lekko do góry, zaś zewnętrzne ku dołowi. Jednego nie było można mu odmówić - Jego mimika była zaskakująco bogata, spontaniczna i niewymuszona. Po tym wyznaniu Johnny zamilkł na chwilę, jednak dla odmiany głos zabrała jego rozmówczyni. Kobieta zadała pytanie, którego Blaze zupełnie się nie spodziewał. Słysząc je zwrócił swoje oblicze w stronę towarzyszki uważnie przyglądając się jej z wyrazem dziwienia na jego opalonej i zaskakująco poważnej w tym momencie twarzy. Jego oczy zrobiły się bardziej bystre, mniej mętne. Było można to dostrzec nawet w słabym świetle rzucanym jedynie przez gwiazdy i witrynę sklepową stacji paliw. Cisza przeciągała się i zdawać by się mogło, że nic nie zmieni tego stanu rzeczy, jednak kaskader wreszcie westchnął i zaczął mówić.
- Cóż... Nie wybrałem dla siebie takiego życia jednak jet konsekwencją jednej źle podjętej decyzji... Nigdy nie zastanawiałem się nad tym czy lubię swoje życie... Przyjmowałem je jako fakt - Każdy kolejny dzień po protu... Był. Tak jak wschód słońca. Być może mogłoby wyglądać inaczej... Być może nie... Może tak właśnie miało być? - Zamyślił się na głos wbijając wzrok w nieprzenikniony mrok nocy.
- Myślisz, że sami decydujemy o sobie? Że mamy wolną wolę czy dla każdego z nas został dawno temu ułożony plan, na który nie mamy wpływu i jedyne co możemy zrobić to dostosować się do niego? - Zapytał zwracając się bezpośrednio do Shulkie. Przez parę sekund spoglądał na nią tak, jakby oczekiwał odpowiedzi, ale szybko zrezygnował spuszczając wzrok i jednocześnie rozmasowując dłonią kark.
- Przepraszam... Wiesz... Tak sobie myślę... Że nie jest to doskonałe życie, ale... Zawsze mogło być gorzej... - Uśmiechnął się wcale nie wesoło, jednak jego oblicze znowu przybrało ten lekki, pozornie beztroski wyraz.
- A ty Jennifer? Lubisz swoje życie? - Odwzajemnił się tym samym i w żadnym wypadku nie było to wymuszone. Zastanawiało go czy jego nowa znajoma, która tak dalece go zainteresowała lubiła miejsce, w którym obecnie się znajdowała, a mówiąc "miejsce" nie miał na myśli zabitej deskami stacji benzynowej. Chodziło mu raczej o karierę, zajęcia, którym się oddawała i to kim była.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 7:01 pm

Kochała robić wrażenie na mężczyznach no co mogła na to poradzić? A Johnny był słodki, gdy starał się na nią w zakłopotaniu nie patrzeć. Można nawet powiedzieć, że trochę specjalnie go prowokuje, aby zobaczyć efekt.
- Nie, ten to akurat jest złoczyńca. - poprawiła go cicho się śmiejąc. Cóż, zawsze był lusterka w motocyklu. Shulkie nie mogła sobie wyobrazić, życia bez dbania o swój wygląd. Zwariowałaby chyba, no i... każdy woli patrzyć na zadbaną, seksowną panią adwokat, nie dzikuskę w porwanym stroju, która ledwo jest w stanie myśleć. Choć pewnie i w tej kwestii znaleźliby się jacyś fetyszyści.
- Brzmi to bardzo ekscytująco. - stwierdziła tonem, który świadczył, że nie do końca myśli to co mówi. Czekała spokojnie rozpakowując kolejny batonik (i przy okazji zarejestrowała, że te kończą się dużo szybciej niż powinny, a tylko ona przecież je to cholerstwo).
Wysłuchała tego co mówi popijając wodą i choć mogło się wydawać, że ma gdzieś to co mówi Blaze, a pytała tylko po to by pytać, to tak naprawdę słuchała go bardzo uważnie zastanawiając się nad jego słowami.
- Wydaje mi się, że życie składa się z setek dróg. Gdy stajemy przed wyborem to tak naprawdę nakreślamy co będziemy robić dalej. Jak na przykład ja. Mogłam polecieć samolotem, przez co uniknęłabym zepsutego auta i tkwienia na praktycznie pustej stacji, ale też nie poznałabym ciebie i może nawet nigdy nie dowiedziała się, że istniejesz. - stwierdziła wzruszając ramionami- Ciąg przyczynowo-skutkowy, tak mi się wydaje. - teraz to ona podrapała się po głowie i poruszyła głową, by poprawić niesforne włosy.
- To kiepskie pocieszenie. - zauważyła na jego stwierdzenie - Bo przecież zawsze mogłoby być lepiej. - natomiast na pytanie Blaze'a... zamyśliła się.
Teraz to ona tylko milczała patrząc w gwiazdy.
- Tak. Bardzo lubię swoje życie. Mam pracę która mi się podoba i jest zgodna z moim wykształceniem, mam przyjaciół którzy zawsze mi pomogą i mogę na nich polegać... Może brak mi tego jedynego, ale nie czuję się ani rozbita z tego powodu, ani jakoś smutna. Kiedyś znajdę kogoś, kto nie będzie się bał wielkiej zielonej paskudy. - stwierdziła z rozbawieniem przytulając nogi. Wyglądała jak nastolatka podczas biwaku - Ludzie są okropni, gdy oceniają cię wyłącznie po pozorach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 7:57 pm

Johnny zamyślił się wyraźnie opierając łokcie na podciągniętych koanach i wbił wzrok w brudną, pokrytą pyłem i drobinkami piasku nawierzchnię podjazdu. Przez dłuższą chwilę nie odzywał się jedynie analizując słowa zielonoskórej dziewczyny. Wreszcie, po paru minutach uniósł wzrok wbijając go w rozmówczynię.
- Właściwie... Chyba wolałbym być nie miała racji bo... Jeśli ją masz to znaczy, że jednak sam sobie jestem winien... - Odpowiedział wreszcie z lekkim i wcale nie wesołym uśmiechem. O ile kąciki jego ust uniosły się ku górze, to jednak oczy pozostawały smutne, melancholijne i lekko nieobecne.
Blaze niechętnie wracał myślami do dawnych dni i tego co było. Starał się zostawić przeszłość za sobą, choć jednocześnie zdawał sobie sprawę, że nie było to możliwe. Oszukiwał sam siebie, pocieszał że kiedyś uda mu się całkowicie odciąć od tego co było.
- Wiesz... Tak sobie myślę, że dużo lepiej być nie mogło... Lepiej z pewnością, ale nieznacznie... Nie zostałbym urzędnikiem... Niezależnie od wszystkiego nigdy nie byłbym osobą, która mogłaby nosić garnitur, siadać za biurkiem i pracować w dużej firmie przez osiem godzin... - Wytłumaczył drapiąc się po głowie. Nie, nie... Takie życie zdecydowanie nie było dla niego i zupełnie nie wyobrażał sobie by mógł realizować się w takim zawodzie. Wiązał swoje życie z motocyklem i to się nie zmieniło.
Wreszcie jednak Shulkie zdecydowała się zaspokoić ciekawość kaskadera. Dziewczyna dość obszernie nakreśliła mu stosunek do swojego życia i to, jak się w nim odnajdywała. Cóż... Wyglądało na to, że była szczęśliwa, choć jedna rzecz szczególnie mocno przykuła uwagę Johnnego.
- Em... Bo tak już chyba, któryś raz wspominasz o tej... Zielonej... No... - Mruknął niepewnie celowo pomijając słowo "paskuda" bo mimo całego swojego braku taktu uważał, że było ono tutaj zdecydowanie nie na miejscu.
- Em... Nie lubisz tego koloru..? Znaczy tego jaka jesteś? - Dopytał wreszcie nie zastanawiając się nad tym, czy pytanie to było stosowne i czy wypadało je zadać.
- Znaczy bo... Nie wiem czemu ktoś miałby się ciebie bać... - Wyznał zadzierając głowę ku niebu. Cóż... Blaze nie należał do osób, które przykładały dużą wagę do czyjejś aparycji czy powierzchowności, a przynajmniej nie w tym negatywnym tego zjawiska aspekcie. Sama Jennifer wydawała mu się niebywale śliczna i naprawdę nie rozumiał tego dziwnego nastawienia, które już niejednokrotnie wyraziła. Być może miało ono formę żartobliwą, jednak motocyklista był skłonny wierzyć, że ludzie mogli niechętnie odnosić się do pani prawnik tylko ze względu na jej odmienność. Cóż... Sam znał to dość dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 8:43 pm

Znów uderzyła ją tajemniczość wypowiedzi Blaze'a. To raczej nie było coś zwykłego, jak zrobienie dziecka nie tej kobiecie co trzeba, albo sprzedanie nerki, aby kupić sobie ulubioną zabawkę. Owszem, nie podejrzewała rozmówcy o morderstwo, bo nie brzmiało to tak jakby wplątany był to ktoś jeszcze. Ale jego przygnębienie... aż robiło jej się przykro. Wyciągnęła dłoń i poklepała go po ramieniu.
- Może mam, a może nie mam. Nigdy się pewnie nie dowiemy. - wolała nie pytać o to, dlaczego Johnny jest taki smutny i co takiego ukrywa. Na wszystko przyjdzie przecież czas.
- Szczerze? Gadamy tylko trochę czasu, ale jestem skłonna stwierdzić, że kompletnie nie nadawałbyś się do roli typowego korposzczura. Z resztą, każdy został stworzony do czegoś innego. - sama objęła swoje nogi, ale kolejne pytanie sprawiło... że zastanowiła się co właściwie czuje do swojej zielonej powłoki. I zadowoliły ją jej własne myśli.
- Och, ja nie, nie lubię tego koloru. Ja wprost kocham to kim jestem! - odparła z szerokim uśmiechem - Kocham moją siłę, moje zdolności, moją regenerację i ten zielony kolor, nawet jeśli przez niego aż tak bardzo wyróżniam się w tłumie. A to jak sama na to mówię, to takie bardziej czysto pieszczotliwe stwierdzenia. - przyznała dalej się uśmiechając - Ale niestety nawet ja nie mogę uniknąć uprzedzeń co do mojej osoby. Szczególnie, że cóż, jestem rodziną samego Hulka! A ten raczej nie został zapamiętany jako wielbiciel kwiatków, oraz najdelikatniejszy olbrzym na świecie. A ja również potrafię dokazywać... sam miałeś z resztą możliwość zobaczenia mnie w akcji. To nawet byłoby dziwne, gdyby ludzie się mnie choć trochę nie obawiali. - Jen bardzo rzadko bolało jeśli ktoś uważał ją za potwora lub dziwadło. Chyba, że była to bliska jej osoba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 8:46 pm

Johnnego zaskoczyła odpowiedzieć dziewczyny, a dowodem na to były jego oczy, które w wyraźny sposób rozszerzyły się, a procesowi temu towarzyszyło tak dobrze wszystkim znane uniesienie brwi. Tak naprawdę chyba nie spodziewał się takiej deklaracji. Oczywiście nie wątpił w to, że umiejętności, o których mówiła Jennifer mogły być niezwykle użyteczne, jednak... Mimo iż się różniła... Mimo iż była inna, nie tylko to akceptowała, nie tylko radziła sobie z tym ale jak sama twierdziła polubiła czy też pokochała nową siebie. Mógł to zrozumieć... Mimo tej nietypowości była... Zaskakująco piękna.
- Chyba ci zazdroszczę... - Powiedział po chwili jakby w zamyśleniu powoli szurając lewą nogą w taki sposób, że podeszwa jego znoszonego buta roztarła pył i piasek pokrywające podjazd stacji benzynowej, odsłaniając tym samym skrawek ukrytego pod wspomnianym brudem, szarego betonu.
-Tej samoakceptacji... Pogodzenia się z tym jaka jesteś i co potrafisz... Nie by było w tym cokolwiek złego... Po prostu czasami... Czasami inność jest... Trudna... Kiedy otoczenie, ludzie postrzegają cię jako potwora i wreszcie ty sam też zaczynasz się za takiego uważać i w końcu zostajesz sam - Dodał tym samym, lekko smutnym poważnym i lekko nieobecnym czy też oderwanym tonem. Najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że po raz kolejny przydarzyło mu się popaść w zadumę, jednak gdy tylko sobie to uświadomił, natychmiast otrząsnął się z tego stanu uśmiechając blado, jednak bez dwóch zdań szczerze i niewymuszenie choć może nieco nieśmiało i niepewnie.
- Ja się ciebie nie boję... - Wyznał cicho znowu zadzierając głowę ku górze, a jego oczy tak samo jak przedtem wpatrywały się w migoczące powyżej jasne punkciki gwiazd. Przez dłuższą chwilę milczał zastanawiając się nad czymś, a potem raz jeszcze zerknął na siedzącą tuż obok towarzyszkę.
- Em... Tego... Wspomniałaś o rodzinie ee... Hulka? Znaczy bo to tego... - Zakałapućkał się tak, jak to zwykło mu się przytrafiać, a towarzyszyła temu niezwykle intensywna i nieporadna gestykulacja dłońmi.
- Hulk to ten taki zielony... Duży... Rozwalający..? - Dopytał niezbyt poradnie. Wolał się upewnić, że mowa była o tej samej oso... No powiedzmy osobie, o której w tej chwili pomyślał - O muskularny, rozwścieczonym kolosie, który od czasu do czasu przetaczał się przez której z miast niczym buldożer zrównując z powierzchni ziemi wszystko co stanęło mu na drodze. Niejednokrotnie w podróży natrafiał na wzmianki o tej osobie... Czy to w prasie, która rzadko ale jednak zdarzało mu się czytywać, to znów w radiu. Cóż... Mimo wszystko sam nigdy nie połączyłby Shulkie z Hulkiem choć teraz pseudonim She- Hulk zdawał się być o wiele bardziej uzasadniony...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 8:55 pm

- Wiesz... też jestem szczęśliwa, że się akceptuję. Wiem, jak wiele kobiet ma z tym problem. Ale cóż, jestem jaka jestem i... właściwie dość często bycie zieloną jest dużo lepszym rozwiązaniem, niż bycie normalną. - nie musi się obawiać gwałcicieli, złodziei i wszelkiej maści innych oprychów, szczególnie ze swoją kuloodporną skórą.
- Wiem o czym mówisz. W takim momentach najlepiej znaleźć kogoś, kto cię wspiera. Najlepiej innego dziwaka. Oni zazwyczaj dobrze wiedzą, jak to jest bycie odrzutkiem od reszty. - Jen wciąż poszukiwała swojej wspierającej ją ekipy.
- Brzmisz jak mały chłopczyk stojący przed sennym koszmarem. Ale wiesz, póki nie rozrabiasz to nie masz czego się bać. Jak zaczniesz, to wtedy będzie się robiło nieciekawie. - pogroziła mu palcem.
- Tak, to dokładnie ten sam Hulk. Nie widać podobieństwa? - spytała retorycznie wskazując na swoją zieloną barwę - Mój kuzyn nie jest takim potworem jak mówi prasa i wojskowi. On jest potężny i to ich przeraża, a zarazem chcą go zbałamucić, skontrolować, stworzyć masę takich samych jak on potworów, uważając, że to świetna broń. Ale mój kuzyn nie jest zły.- gorąco pragnęła by wizerunek jej rodziny został naprawiony. Mimo wszystko... Hulk nie był potworem. A ona gotowa była zrobić cokolwiek, aby tylko pomóc mu odzyskać twarz. Zawsze mógł na niej polegać. W końcu byli rodziną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 9:00 pm

- Senne koszmary to ostatnia rzecz, której się obawiam... - Odparł z lekkim uśmiechem zerkając jednocześnie kątem oka w kierunku siedzącej tuż obok kobiety. Humor mu dopisywał co nie zdarzało się zbyt często. Od bardzo dawna nie miał okazji poprowadzić zwyczajnej, normalnej rozmowy. Było to dość zabawne zważywszy na fakt, że jego rozmówczyni w żadnym wypadku zwyczajna nie była - Niezależnie od tego, jakie kategorie braliśmy pod uwagę.
Cóż, niemniej dialog zszedł na nieco cięższy, wyraźnie trudniejszy temat, a mianowicie na Hulka. Johnny nie posiadał zbyt dużej wiedzy na temat zielonego kolosa, a i informacje które dotarły do uszu motocyklisty były po pierwsze szczątkowe, po drugie niezbyt pochlebne. W mediach wszelkiej maści był on przedstawiany jako nieobliczalne monstrum dewastujące wszystko na swojej drodze i mimo iż pani prawnik wspomniała o tym, że jej kuzyn należał do grup Avengers, to jednak nie dało się ukryć, że opinia publiczna nadal nie ufała monstrualnemu Mścicielowi. Postrzegali go jako... Jako potwora właśnie... Podobnie jak Ridera...
- Wierzę ci... - Zapewnił z absolutnym zdecydowaniem i powagą kiwając potakująco głową.
- Nie mam powodów by ci nie wierzyć. Skoro to twój kuzyn to pewnie znasz go najlepiej... Ale to niczego nie zmienia... - Westchnął ciężko wbijając wzrok w ziemię, a dokładniej rzecz ujmując w betonowy, brudny podjazd stacji benzynowej.
- Moje zdanie nie ma żadnego znaczenia... Nie ma znaczenia czy Hulk jest zły czy po prostu niezrozumiany... Wielka siła, ogromna moc budzi... Budzi lęk.... Obawy... Zwłaszcza kiedy siła jest tak... Pierwotna... Nieokiełznana... - Tłumaczył dalej, choć ciężko było stwierdzić czy nadal mówił o zielonym gigancie czy już o Jeźdźcu, z którym zmagał się nieprzerwanie od tak dawna.
- Każdy z nas jest oceniany, sądzony i zaszufladkowany i niełatwo pozbyć się metki, którą nam przypinają. Nieważne jak wielu ludzi przekonasz, jak wielu z nich zostanie ocalonych przez twojego kuzyna - Nadal będą się bać... - Przełknął głośno ślinę powoli zaciskając i rozluźniając pięści, a gestowi temu towarzyszyło ciche skrzypienie skórzanych rękawic. Zamilkł. Zamilkł i nie odzywał się naprawdę długo, a potem drgnął niespokojnie.
- Przepraszam... Zrobiło się jakoś tak niezręcznie... - Oświadczył drapiąc się po karku w ten dziwny, niedbały i niezgrabny sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 9:08 pm

Hym... jakiż to dziwny przypadek sprawił, że Shulkie pomimo wszystkiego co dziś miała okazję przeżyć również nie narzekała na zły humor. Cieszyła się z obecności Johnny'ego. Może to nie był taki tru loff o jakim marzą młode dziewczyny... ale dawno nie gadało się jej z nikim tak dobrze jak teraz z Blazem.
A słysząc jego bardzo banalne i głupie słowo "wierzę ci"... poczuła się jak mała dziewczynka, która dowiedziała się, że Święty Mikołaj stwierdził, że zasłużyła na prezent. Dawno już nie słyszała tego słowa, od kogoś nie będącego jej przyjacielem. Owszem, ktoś mógłby powiedzieć, że Blaze kłamał. Że po prostu chciał ją zbyć... ale Shulkie jakoś tak wewnętrznie była przekonana, że motocyklista mówi to szczerze i tak typowo dla siebie, prostolinijnie.
Jego późniejsze słowa bardziej ją utwierdziło w przekonaniu, że łączą ich podobne problemy. Może Johnny nie był zielonym reaktorem gamma (ale był czymś podobnie strasznym, jeśli nawet nie potężniejszym), ale przecież niejednokrotnie ludzie potrafili być kawałem niezłych sukinsynów dla innych swojego gatunku. Tylko dlatego, by wyżyć się za własne błędy i problemy. Ofiar takiego postępowania można by doszukiwać się wszędzie.
Shulkie nie mogła wiedzieć, o tym kim naprawdę jest jej nowy znajomy. Ale stwierdziła, że było to jakoś złączone z jego historią i życiem.
- Nie, moim zdaniem jest dalej tak samo jak było. Cóż, tak już jest że ciężkie tematy wplatają się w te lekkie i nic nie znaczące. A w tym co mówisz mogę ci tylko przyznać rację. Ludzie są bardzo okrutni jeśli chodzi o tych, którzy są inni niż norma przewiduje. - westchnęła obserwując jak mały, dzielny robaczek pokonuje betonową drogę. Shulkie lekko uśmiechnęła się widząc jego niezmordowany trucht, mimo, że nie był nawet w połowie swojej drogi po betonowym podłożu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 9:12 pm

Johnny powiódł wzrokiem za spojrzeniem zielonoskórej, która to w tym właśnie momencie z lekkim uśmiechem przyglądała się robakowi dzielnie truchtającemu po betonowym podjeździe. Motocyklista również przez kilka chwili obserwował insektowi z dziwną miną, a następnie z cichym westchnięciem dźwignął się z podwyższenia, na którym zasiadał, wystawił dłoń i pozwolił stworzonku wpełznąć na jego rękawicę. Gdy tylko owad znalazł się na niej, uniósł rękę na wysokość oczu i uśmiechnął się lekko, a następnie przeniósł pasażera na nieco bezpieczniejszy teren, czyli taki który nie był nawierzchnią jezdną.
Kiedy tylko uporał się z tą kwestią, powrócił do swojej towarzyszki. Zajął dokładnie to samo miejsce, na którym zasiadał ledwie chwilę temu. Lekko podkurczył kolana i raz jeszcze wsparł na nich łokcie.
- Są okrutni, ale mają też powody do obaw... - Odparł wreszcie drapiąc się palcem wskazującym po skroni, na której nadal widoczne były ślady smaru.
- Ty kontrolujesz zarówno siebie jak i... Em... Swoje moce... Zdolności... Tak mi się wydaje... Twój kuzyn jest zdecydowanie bardziej... Porywczy... Mniej... Obliczalny... - Mówił powoli z tym swoim niezbyt bystrym wyrazem twarzy, lekko uniesionymi brwiami jednocześnie gestykulując dość energetycznie.
- A przynajmniej tak go przedstawiają... Są też inni... Tacy, którzy zupełnie nie panują nad umiejętnościami, które posiadają. Wtedy stają się one ich klątwą... - Na chwilę spoważniał, zasępił się wyraźnie lekko przymykając powieki. Od dawna zmagał się z Riderem. Przejęcie kontroli było trudne, tak jak zapanowanie nad Duchem Zemsty. Nieustannie próbował go kontrolować, ale skutki były bardzo różne... Mogli się go obawiać i... Mieli zapewne powody... Jednak wierzył, że może nad tym zapanować.
Potrząsnął lekko głową odrywając się od tych wyjątkowo przykrych przemyśleń.
- Em... Kleik powinien już związać... Może spróbuj ten... Zatankować. Zobaczę czy wszystko trzyma jak... Jak powinno... - Zadeklarował nieoczekiwanie lekko zmieszany poprzednią wypowiedzią. Zbliżywszy się do samochodu prawniczki, ułożył się na brudnej nawierzchni na plecach i wczołgał pod pojazd przyświecając sobie małą latareczką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 130
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   Sro Maj 03, 2017 9:16 pm

Przyglądała się jego naprawdę miłemu gestowi.
- Wiesz, mama zawsze powtarzała mi, że dobrego człowieka można poznać po czynach. Ty na pewno jesteś dobrym człowiekiem. - stwierdziła, że pochwali się swoimi przemyśleniami dotyczącymi jego.
- Wiem. Wiem, że on i Hulk to są dwie różne osobowości... ale wiem też, że Hulk nie jest zły. Jest dobry... tylko przydałaby mu się terapia. - i naprawdę solidny terapeuta. Oraz spec nad opanowywaniem gniewu, by niczego bezpodstawnie nie rozwalał. Westchnęła cicho myśląc ile to pracy wymagałby jej zielony kuzyn, gdyby wreszcie dałby sobie pomóc.
- Tym staram się pomóc ja. - choć bardziej wybronić się spod surowego buta amerykańskiego prawa, co było czasem naprawdę ciężką sztuką. Ale zazwyczaj udawało jej się z takich spraw wychodzić obronną ręką. Nie zauważyła, żeby Johnny był jakimś nietypowym człowiekiem. Ale jego słowa... przyglądała mu się, gdy wewnętrznie się ze sobą zmagał. Zrobiło jej się go szkoda, ale nie mogła za bardzo na to poradzić.
- Och... okej. - uśmiechnęła się lekko speszona. No tak, może weszli na jakiś grząski grunt z tymi tekstami. Podniosła się zaraz i otrzepała lekko swoje siedzenie. Ustała obok Blaze'a i jak typowa kobieta patrzyła co ten porabia.
- Przynajmniej nie będziemy musieli spędzić tutaj nocy. - stwierdziła, jakby na pocieszenie, choć nie była tego aż tak pewna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"   

Powrót do góry Go down
 
Stacja benzynowa pomiędzy "Gdzieś" a "Nigdzie"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Kalifornia-
Skocz do: