IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie Lu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Mieszkanie Lu   Sro Lis 08, 2017 10:49 pm

Dwupoziomowe mieszkanie zajmujące 22. i 23. piętro wieżowca. Jest ono naprawdę duże i wszechstronne. Jedna ze ścian jest w całości oszklona, wpuszczając do środka sporą ilość światła. Całość wystroju utrzymana jest w białym kolorze, gdzieniegdzie z mocniejszymi akcentami (czarny, czerwony, niebieski). Cały sprzęt i umeblowanie wydają się być nowe i prosto ze sklepu. Mimo pozornie prostego i jednolitego stylu, widać, że mieszkanie urządzone jest ze smakiem i ktoś włożył w nie sporo pieniędzy. Panuje wokół prawie bezwzględny porządek.
Największym pokojem na pierwszym piętrze jest zdecydowanie salon, który od przedpokoju oddzielony jest jedynie jednym stopniem. Można w nim znaleźć między innymi stolik do kawy (na którym często stoi laptop), przy którym stoi sofa i dwa fotele, telewizor plazmowy na ścianie, komodę, regały z książkami i paroma bibelotami, wieżę stereo oraz jakieś dwa nowoczesne malunki na ścianach. Nie można też zapomnieć o kocim legowisku i drapaku. Choć sam kot woli siedzieć na szczycie jednego z regałów.
Tuż przy salonie jest kuchnia, do której wchodzi się luźno, bo nie oddzielają ją żadne drzwi, a łuk w ścianie. Podobnie jak reszta mieszkania, urządzona jest ona nowocześnie i z pewnym rodzajem prostoty. Po środku znajduje się wysepka, służąca za główny blat. Z kuchni można przejść bezpośrednio do jadalni, od której już dzielą ją drzwi.
Jak łatwo się domyślić, w jadalni stoi podłużny, owalny stół na dziesięć osób. Jest on wykonany z dobrej jakości drewna, podobnie jak krzesła do kompletu (te dodatkowo mają materiałowe siedzenia i oparcia). Przy jednej ze ścian stoi barek. Podobnie jak z kuchni, stąd do salonu przechodzi się przez łuk w ścianie.
Na tym piętrze znajduje się jeszcze toaleta dla gości. Znajdują się w niej ubikacja, umywalka, okrągła wanna z prysznicem i hydromasażem oraz toaletka.
Na wyższym piętrze można znaleźć sypialnię i garderobę Lu, dwie sypialnie dla gości oraz kolejną łazienkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Solargirl
Radosny promyczek słońca

Liczba postów : 85
Join date : 26/02/2017
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Sro Gru 13, 2017 3:53 pm

Relacja Kary i Lu była skomplikowana. Obie pracowały w jednej gazecie, miały podobną branżę tematów, ale chociaż różnił je tylko rok, to Lu na swoim koncie miała już artykuł na pierwszej stronie. Oczywiście jest to wyróżnienie dla każdego dziennikarza i Kara o czymś takim marzyła, ale nigdy nie postrzegała Lu z zawiścią. Wręcz przeciwnie! Chociaż mentorką być nie mogła, to na pewno przyjaciółką jak najbardziej. Blondynka starała się jakoś do niej zbliżyć, zagadywać na korytarzu i czasami między podpytywaniem o dobre rady spytać co u niej i jak się ma. Niestety… Lu to trudna osoba, niezbyt skora do utrzymywania znajomości z tak optymistyczną osobą, ale Kara mimo to się nie poddawała i dalej niestrudzenie pielęgnowała te znajomość.
Jednak wspomniany charakter Lu trochę nie pasował do tego typu smsów. Znaczy… był zwięzły i dokładny, jak Lu, ale zarazem w życiu nie pomyślałaby, że ta będzie chciała się z nią spotkać z własnej, nieprzymuszonej woli. To zaalarmowało Karę. Może powinna pomyśleć o jakiejś sprawie z chłopakiem, ale jej bohaterski alarm szalał po ostatnich wydarzeniach.
Kiedy tylko wyszła od Barry’ego rozejrzała się po okolicy i błyskawicznie zniknęła lecąc w górę. Szybko przemierzyła odległość dzielącą oba domy i wylądowała w jednej z bocznych uliczek, z której wyszła na ulicę jakby nigdy nic jedynie poprawiając ubranie. Podbiegła już normalnie do budynku, gdzie mieściło się mieszkanie koleżanki i nieco niecierpliwie skorzystała z windy. Mogłaby bez problemu wbiec na to dwudzieste trzecie piętro i nawet nie dostałaby zadyszki, ale chyba powinna nieco bardziej spokojnie podejść do takich rzeczy wśród ludzi.
Podeszła do drzwi od apartamentu Lu i wzięła głęboki wdech po czym poprawiła jeszcze rozszalałe loki włosów, które rozwiało podczas lotu i dopiero wtedy zadzwoniła dzwonkiem do drzwi. Odsunęła się o mały krok i niecierpliwie czekała. Nie była tak szybka, jak Flash, ale jednak i jej się dłużyły niekiedy ludzkie ruchy. Na przykład teraz, kiedy pełna niepewności czekała aż gospodyni podejdzie do drzwi. Może powinna zabrać ciastka? A może alkohol? Byłoby lepiej, gdyby wiedziała jakie nowiny ją czekają!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Czw Gru 14, 2017 12:56 am

Po wysłaniu smsa, Lu oparła się z westchnięciem o kanapę, by zaraz zaciągnąć się papierosem (elektronicznym, oczywiście) i powoli wypuszczać dym z ust. "Co ja wyprawiam?", przemknęło jej przez myśl. Nie była typem laski, która każdy problem potrzebowała obgadać z psiapsią, szczególnie z tak radosnym stworzeniem, jakim była Kara. Kobieta musiała jednak przyznać, że miała do niej słabość. I potrzebowała czegoś innego, niż spodziewanego wyżalenia się na swoje życie. A miała na co się żalić.
Spuściła wzrok na jedną ze swoich dłoni, zginając ją powoli. Skrzywiła się przy tym na twarzy. Choć pojechała do lekarza tak szybko, jak było to możliwe, wciąż odczuwała skutki ostatniej "eskapady". Miała problem z pisaniem, nawet trochę z poruszaniem się, choć to ten pierwszy bardziej jej doskwierał. Mimo to nie zamierzała wypadać z obiegu. Wzięła wpierw trzy dni wolnego, potem parę razy pojawiła się w pracy, nie dając po sobie niczego poznać (i jedynie częściej nosząc rękawiczki), a obecnie panowała całkiem wziąć się w garść i na nowo poruszyć frapujący ją temat. Choć teraz były takie dwa... a nawet trzy.
Nikomu na razie nie wspominała o swojej małej przygodzie, a miała takie szczęście, że też nikt nie zauważył ani nie doniósł, że była obecna przy pożarze, który (dzięki jej staraniom) odbił się ledwo zauważalnym echem. Nikt nie interesował się slumsami. Nikogo nie obchodzili żyjący tam ludzie, a co dopiero opuszczone budynki. Jeśli ktoś zaczynał się zastanawiać, czy aby nie kryje się za tym coś więcej, Lu zaraz studziła zapał takiego osobnika. Wolała, żeby nikt tego nie rozgrzebywał. Mogłoby to nie dość, że postawić ją w nieciekawej sytuacji, to jeszcze przeszkodzić w jej przyszłych planach.
Na razie jednak dość myślenia o tym. Przydałoby się jakoś przygotować na wizytę gościa. Lu rozglądnęła się wokół siebie. Wokół jak zwykle panował idealny porządek. Żadnych śmieci, żadnego kurzu, wszystko na swoim miejscu. Nawet kot był na tyle grzeczny, by nie zostawiać swojego futra na każdej możliwej powierzchni. No jak tu nie kochać Charlotte?
Kobieta podniosła się w końcu z kanapy z cichym syknięciem, odkładając przy okazji e-fajkę na stolik do kawy. Było chyba jeszcze za wcześnie, by nastawiać wodę, ale... może powinna przygotować jakieś przekąski? Dziwnie poczuła się z tym, że w ogóle o tym pomyślała. Skoro Kara miała tu wpaść, chciała, żeby jednak było całkiem... miło, nawet jeśli nie do końca potrafiła się przed sobą do tego przyznać. No cóż - zawsze może stwierdzić, że ewentualna przekąska jest po prostu kwestią dobrego wychowania i pochwalenia się zawartością lodówki, nie uprzejmości.
Nim jednak zdążyła się na cokolwiek zdecydować, usłyszała dzwonek do drzwi. Spojrzała w ich stronę ze zdziwieniem. Już? Tak szybko? Okej, Kara znana była z tego, że potrafiła się pojawić jak na zawołanie i zawsze znajdowała się tam, gdzie akurat trzeba, ale to już chyba zakrawało na przesadę? Chociaż... może to nie ona? Jeśli nie, to kto? ...Lu przeszły ciarki na myśl o ewentualnych możliwościach. Szybko wzrokiem odszukała swoją torebkę, pamiętając o pistolecie w środku, ale szybko odgoniła od siebie te idiotyczne myśli. Od czegoś miała wizjer, prawda? I drzwi antywłamaniowe.
Podeszła nerwowo do wejścia, po czym spojrzała przez judasza. Mimowolnie, choć wciąż uważała swoje zachowanie za głupie, odetchnęła z ulgą. Ostatnio zdecydowanie była zbyt nerwowa. Otworzyła drzwi i spojrzała na swojego gościa, opierając jedną rękę na biodrze.
Szybka jesteś – stwierdziła, unosząc jedną brew pytająco. – Wejdź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Solargirl
Radosny promyczek słońca

Liczba postów : 85
Join date : 26/02/2017
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Wto Gru 19, 2017 5:43 pm

W przeciwieństwie do Barry’ego, Kara wykorzystywała swoje moce do absolutnych granic wszędzie będąc na czas, albo nawet i wcześniej! Chyba była trochę zbyt niecierpliwa, aby umykały jej inne sprawy i pomimo rozpraszających rzeczy po drodze zawsze dostawała się na miejsce, jak na zawołanie. Gdyby się nad tym zastanowić, to mogło być podejrzane. Może powinna lepiej pracować nad swoją przykrywką zwykłego cywila? Chociaż z jej charakterem trudno by było cokolwiek udawać…
W przeciwieństwie do Lu, która skrzętnie ukrywała się ze swoimi problemami. Oczywiście Karze nie umknęło jej trzydniowe zniknięcie z pracy, ale rozumiała, że normalni ludzie chorują. Ot, grypy czy inne przeziębienia. Co prawda charakter Lu nie sugerował jej opuszczenia pracy z takiego powodu, ale różnie to bywało. Gdyby L4 się przedłużało, to na pewno przyniosłaby schorowanej jakiś rosół. Chyba to ludzie jedzą, jak chorują? Za dużo tego nadużywania ludzie-ona. W końcu też była człowiekiem! Prawie…
Dość myślenia o głupotach! Wzięła wdech nie mając już odwrotu. Nie może przecież uciec sprzed drzwi, to byłoby okropne! Zwłaszcza, że widziała jak Lu podnosi się i idzie w jej kierunku. Chwila, czy na pewno powinna tak bezczelnie zglądać ludziom do mieszkania? Znaczy… zrobiła to w słusznym celu! Jakby jakiś włamywacz, albo inny porywacz miał Lu na muszce. Poprawiła okulary i od razu rozpromieniła się widząc jednak całą i zdrową brunetkę. No, a przynajmniej całą!
- Ja… Byłam w pobliżu! – wymyśliła na szybko jakąś wymówkę. Bycie nawet w sąsiedniej dzielnicy nie tłumaczyłoby tak szybkiego przybycia, zwłaszcza w Nowym Jorku. W ostatniej chwili powstrzymała się przed wyściskaniem Brytyjki. W końcu wiedziała, że ta nie przepada za naruszaniem jej przestrzeni osobistej.
- Dzięki. – od razu weszła do środka i rozejrzała się. Futrzak przykuł jej największą uwagę. Nie chciała od razu wypytywać, co się stało, bo brzmiałoby to niepokojąco, więc w pierwszej chwili postanowiła przywitać się z Lottą głaszcząc ją. O ile ta nie ucieknie wyczuwając pozytywną energię gościa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Sro Sty 03, 2018 10:32 am

Choć tak szybkie pojawienie się Kary było zastanawiające, to jednak Lu nie zastanawiała się nad tym dłużej. Ot, może faktycznie była akurat w okolicy? Hah, przecież na pewno nie ma jakiejś super-szybkości czy coś! ...prawda? W każdym razie nie dopytywała o to i po prostu wpuściła koleżankę do środka.
Kawy? Herbaty? Czegoś mocniejszego? – spytała, zamykając za Karą drzwi. Sporo czasu minęło, od kiedy ostatni raz przyjmowała gości, jednak nie zapomniała tych podstawowych zasad, których powinno się przestrzegać jako gospodarz. Szczególnie że wyjątkowo nie miała ochoty spławiać odwiedzającej jej osoby. Mimo wszystko wciąż miała typowy dla siebie ton, sprawiający, że większość osób miałoby ochotę jak najszybciej się stąd wynieść. – Lub może wolisz coś przekąsić?
Jeśli zaś chodzi o Charlotte, ta zdecydowanie była niezadowolona z zaistniałej sytuacji. Gdy tylko Kara podeszła zbyt blisko, kotka syknęła i uciekła na najwyższy regał, byle tylko nie pozostawać w sferze zagrożenia (czyt. miejscu, do którego kobieta mogłaby sięgnąć, przez co zbezcześciłaby jej idealnie wylizane futerko).
Nie lubi obcych – rzuciła krótko Lu, nawet nie patrząc w stronę Lotty. Jej reakcja była dla niej bardziej niż oczywista. Wręcz zdziwiłaby się, gdyby było inaczej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Solargirl
Radosny promyczek słońca

Liczba postów : 85
Join date : 26/02/2017
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Nie Sty 07, 2018 1:44 pm

Całe szczęście, że nie dopytywała, bo Kara nie miałaby bladego pojęcia, jak wyjaśnić swoją obecność w pobliżu. Niby Lu mieszkała w dobrej okolicy, z blisko ulokowanymi sporymi sklepami, ale wymyślanie na poczekaniu, co chciała kupić i powodu nie kupienia ją przerastał. Nie była najlepsza w takiej improwizacji i zwyczajnie nie lubiła kłamać. Zawsze prędzej czy później wpadała ze swoim oszukiwaniem. Najczęściej było to prędzej, bo można było z niej czytać, jak z otwartej księgi. To cud, że wszystkim nie wypaplała jeszcze o swoich supermocach i nowym alter ego jako bohaterka.
- Herbaty. – Nie przepadała za alkoholem. Nie działał na nią tak efektywnie, a w smaku był po prostu gorzki. Kawę też wolała sobie odpuścić. Chyba pobudzała ją jak placebo, bo mało prawdziwe aby ze swoją odpornością takie rzeczy na nią działały.
- Nie, nie trzeba. – Nawet jeśli była głodna po tym locie i najchętniej przyjęłaby kilka kalorii, to i tak zjadała ją nadal niepewność. Każda minuta wydłużającego się oczekiwania ją niepokoiła. Co prawda chyba nie mogło stać się nic złego, skoro Lu tak spokojnie pyta ją o takie rzeczy, ale z drugiej strony stawiała na obycie...Chyba już wie, jak Barry czuje się na co dzień!
Nawet kot nie pozwolił jej na odrobinę odprężenia uciekając na wyższą półkę. Mogłaby zająć choć na moment dłonie, ale nie... Właściwie bez problemu zdjęłaby Lotte, ale wolała nie afiszować się tak z mocami, nawet jakby gospodyni zniknęła w kuchni. Spojrzała więc tylko tęskno na futrzaka i zaraz nerwowo odwróciła się do brunetki.
- Ale ja nie jestem obca. Jestem absolutnie i od zawsze z Ziemi! dopiero po chwili zrozumiała, że obcych ma i inne znaczenie. Brawo, Kara!
Zmieszała się na szybko szukając rozwiązania, ale jedynie zaśmiała się obracając to w taki żart na rozluźnienie. Jakim cudem ona się uchowała tyle lat pod przykrywką?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Czw Sty 11, 2018 2:01 am

Na odpowiedź Kary uniosła znacząco brew. To było... dziwne. Chyba rodzaj humoru, który nie do końca do niej trafiał. Lu uśmiechnęła się z pewną pobłażliwością, przyzwyczajona do tego, że kobiecie zdarza się rzucać nie do końca trafionymi uwagami. Można powiedzieć, że była to część jej uroku.
No widzisz. Ty może tak, a kto powiedział, że ona też? – Mimo wszystko pociągnęła żart, znikając przy okazji w kuchni. Tyle dobrze, że akustyka w tym mieszkaniu tak działała, że wciąż wszystko dobrze było słychać.
Wybranie herbaty zamiast kawy zawsze było takim małym, maciupkim plusikiem w oczach Lu. Każdy, kto cenił ten cudowny napój, zasługiwał na chociaż minimalnie cieplejsze spojrzenie. Nie, żeby Kara ogólnie nie była osobą, na którą Lu patrzyła bardziej przychylnie... Ale mniejsza. O tym nikt nie musiał wiedzieć!
W każdym razie kobieta przygotowała wszystko, by zrobić herbaty zarówno sobie, jak i koleżance z pracy. Nie obyło się bez krzywienia się i cichych przekleństw pod nosem, bo dłonie cały czas dawały się we znaki. To chyba dobry czas, by pomyśleć, na ile powinna wtajemniczyć Karę w sprawę, bo ukrywanie ran na dłuższą metę nie miało sensu. I tak prędzej czy później blondynka to zauważy.
W końcu Lu wróciła do salonu, niosąc dwa kubki. Położyła je na stoliku, samej po chwili siadając na kanapie, co po raz kolejny wywołało u niej grymas na twarzy.
Nie stój tak, rozgość się. – Stanie jak kołek, gdy było się gościem Lu, było jak najbardziej zrozumiałe. Mało kto czuł się pewnie i swobodnie w jej towarzystwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Solargirl
Radosny promyczek słońca

Liczba postów : 85
Join date : 26/02/2017
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Sro Sty 24, 2018 7:37 pm

Chociaż spędziła już sporo czasu na Ziemi, to wciąż zdarzały jej się pewne wtopy. Ta planeta różniła się od jej rodzinnej i czasami trudno było Karze wszystko zrozumieć albo spamiętać. Nie działo się to już na każdym kroku, jak w czasach jej młodości i pierwszych kroków na Ziemi, ale nadal wymykało jej się używanie całkowicie z czapy wziętych słów albo błędne użycie frazeologizmów. Niekiedy faktycznie zasługiwała na żartobliwe nazywanie jej kosmitką, ale na szczęście zdarzało się to i u innych, normalnych ludzi, więc nie kierowała na siebie zbyt wielu podejrzeń.
Kiedy Lu zniknęła w kuchni, od razu odwróciła podejrzliwy wzrok na Lotte, a w tle zabrzmiało intro z Archiwum X aż za poważnie biorąc do siebie żart gospodyni. Odruchowo starała się sobie przypomnieć jakąś rasę obcej cywilizacji zbliżoną wylądem do ziemskich kotów, ale w głowie miała tylko jakieś mgliste wspomnienie kosmicznych wiewiórek chyba wszystkie znane jej inteligentne formy miały bardziej humanoidalne cechy wyglądu. Na wszelki wypadek obrzuciła kota ostrzegawczym spojrzeniem i już miała usiąść, kiedy do jej uszu doszły przekleństwa.
- Wszystko w porządku? – nim pomyślała nad tym czy szept powinien być dla niej normalnie słyszalny, już zdążyła odezwać się zmartwiona stanem gospodyni. W końcu Ziemianie mieli tendencje do przeklinania, kiedy akurat coś im nie wychodziło.
Nim jednak ruszyła do kuchni zmieniają kierunek, Lu wrócił z kubkami. To więc raczej nie tak, że stała jak kołek zawstydzona ruszeniem się. Po prostu nie miała jeszcze czasu usiąść. Bo akurat trudno odmówić jej rozgoszczenia się, kiedy swoje pierwsze kroki od razu skierowała do głównego obiektu dekoracji domu – kota. Skoro jednak futrzak nie dawał się dręczyć, a gospodyni wróciła do salonu, to sama usiadła w obranej wcześniej lokalizacji na kanapie.
- Źle się czujesz? – spytała zmartwiona zauważając ten grymas bólu. Znów wróciło całe zaniepokojenie tym nagłym wezwaniem. Może jednak nie powinna aż tak się rozluźniać i bardziej skupić się na dowiedzeniu tego, co się właściwie stało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Czw Lut 01, 2018 11:17 am

Lotta obrzuciła Karę równie podejrzliwym spojrzeniem. Zdawało się, jakby kotka doskonale rozumiała, że była mowa o niej. W jej inteligentnych oczach kosmitka mogła dostrzec niechęć i jakby nutę... podejrzenia? Prychnęła jeszcze, najwyraźniej nie życząc sobie bycia przez Karę ocenianą i obserwowaną, po czym schowała się na górze tak, by nie dało się jej zobaczyć z dołu (no chyba że ktoś miał rentgenowski wzrok, ale to inna sprawa).
Co? ...ta, ta. To nic takiego – rzuciła, w duchu dziwiąc się, bo nie sądziła, że akustyka w jej mieszkaniu jest tak dobra. Choć z drugiej strony... Kara często słyszała rzeczy, których inni nie byli w stanie usłyszeć. Czasem bywało to zabawne, czasem dziwne, a anegdoty na ten temat krążyły po całej firmie. Cóż, świetny słuch był zaletą, której zdecydowanie zazdrościli Karze inni dziennikarze. W ich zawodzie bywał naprawdę przydatny!
...i tak, i nie – przyznała, odruchowo prostując i zginając dłonie. Jeśli Lu faktycznie chciała pomocy Kary, musiała w końcu choć trochę wprowadzić ją w sytuację. Nie wiedziała jednak, jak zacząć. Rzadko kiedykolwiek prosiła kogoś o pomoc i to tak... zwyczajnie. Normalnie były to jakieś układy, nieraz Lily szantażowała ludzi informacjami lub przymuszała do współpracy w inny sposób. Tutaj jednak miało to działać na innej zasadzie. – Miałam ostatnio... drobny wypadek przy pracy. Ale nie o tym chciałam mówić. No, jest to w pewien sposób powiązane, ale jednak nie na tym zamierzam się skupić. Chodzi o to, że potrzebuję... przydałyby mi się twoje umiejętności.
Nie miała problemu, by od razu przejść do meritum sprawy. Mimo to wciąż nie potrafiła użyć słowa "pomoc".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Solargirl
Radosny promyczek słońca

Liczba postów : 85
Join date : 26/02/2017
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Sob Lut 03, 2018 8:17 pm

Jeszcze trochę, a ten kot zacznie bezczelnie szczerzyć zęby w szerokim uśmiechu drwiny! I to wymierzonej wprost w niewinną osobę Kary. Niewiele mu brakuje do sierściucha z Cheshire, skoro już jest zdolny patrzyć na nią z pogardą. I to w sumie nawet niewiadomo skąd wziętą! Przecież do tej pory zwierzakowi nie zrobiła nic złego poza chęcią pogłaskania. Chyba każde futerko lubi być głaskane? I nie była znowóż taka obca… Przynajmniej nie dla Lu.
Skupiła się jednak całkiem na swojej przyjaciółce zostawiając już w spokoju rozmyślanie nad pozaziemską rasą chcącą przejąć kontrolę nad Ziemią dzięki zmianie wyglądu i wniknięciu w życie zwykłych ludzi. Ohoho te nawiązania i aluzje… Na szczęście nie działo się nic złego, ale jednak brunetka była zwykłym człowiekiem i rany odczuwała. Odruchowo przypomniała sobie słowa Logana o niebezpiecznym zawodzie. Ha! Ona była ze stali, ale Lu nie i jakoś nadal dzielnie zbierała materiał. No, pomijajac fakt, że cele obu kobiet mocno się od siebie różniły i chociaż obie były ambitne, to Karze chodziło jedynie o upublicznieniu prawdy, a nie szantażowaniu ludzi czy wyszydzaniu.
- Ow. – strapiła się i zamrugała starając sobie uporządkować całosć. Lu zadarła z jakąs mafią? Czemu więc prosiła o pomoc Kent? A może ona już wie…? Nie, nie, nie. Blondynka szybko pozbyła się tych myśli i zaaferowana nawet nie zwróciła uwagi na to pominięcie słowa „pomocy”. O wiele bardziej przejęła się owym kłopotem. – Oczywiście! Pomogę jak tylko będę umiała. – Może nie powinna tak ochoczo zgadzać się na wszystko w ciemno, ale w jej oczach Lu nie była zła. Bywała oschła i zdystansowana, ale nie zrobiłaby przecież czegoś bardzo złego i nie wykorzystywała w tym celu Kary.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Czw Mar 01, 2018 3:49 am

Lu z góry zakładała, że Kara zgodzi się pomóc. Taka już w końcu była. Gdyby tylko mogła, uratowałaby pewnie cały świat, nie pomijając ani okradanych staruszek, ani kotków na drzewie. Zdaniem Lu Kara byłaby w tym dużo lepsza niż większość samozwańczych i pretensjonalnych "bohaterów", których miasto było pełne. Przynajmniej ona jedna ustrzegłaby się przed złośliwym piórem panny Cavendish.
Nim kobieta podjęła temat, upiła trochę herbaty. Zawsze w jakiś sposób to ją odprężało i pomagała zebrać myśli. Papierosy pod tym względem działały lepiej, jednak herbata była zdecydowanie smaczniejszym i zdrowszym wyborem. Lu jeszcze raz przemyślała co i jak, po czym odezwała się w końcu.
Zacznijmy od tego, że masz niesamowity talent do pojawiania się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie i masz dostęp do informacji, których i ja bym mogła pozazdrościć. Nie wiem, jak to robisz, chyba nikt u nas nie wie. – Coraz bardziej miała ochotę sięgnąć po papierosy, jednak się powstrzymała. – A ja... potrzebuję tej zdolności. Potrzebuję dostać się do źródeł, z których korzystasz. Moje sposoby tym razem zawiodły i obawiam się, że jeśli w najbliższym czasie spróbowałabym znów czegoś podobnego, to tym razem w pracy nie pojawiłabym się pewnie i dłużej.
Spojrzała uważnie na Karę, wyczekując jej reakcji. Skoro ta z góry zgodziła się na pomoc, teraz zapewne czułaby się źle z próbą wycofania się, co dawało szanse Lu na uzyskanie odpowiedzi. Mimo wszystko... nie było to jednak takie proste. Sama doskonale wiedziała, jak skrupulatnie pilnowała swoich kontaktów, nie ujawniając ich, jeśli nie była to sytuacja podbramkowa lub jeśli nie było to w jej interesie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Solargirl
Radosny promyczek słońca

Liczba postów : 85
Join date : 26/02/2017
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Sob Kwi 28, 2018 9:11 am

Patrząc na to, jak poszło jej w walce z Gravitonem, to miałaby wątpliwości czy faktycznie byłaby lepsza od innych suerbohaterów. Jej siła i lasery mogły robić równie ogromne zniszczenia co moce Hulka i Thora. No i w przeciwieństwie do Iron Mana dopiero zaczynała i wiele podstaw tej branży nie rozumiała. A i czasem wiedza teoretyczna nie sprawdza się w praktyce, kiedy trzeba iść na żywioł, bo nie da się zrobić tego, co się zaplanowało. Ale na pewno byłaby szczęśliwa, że Lu jednak nie pisałaby złego słowa o Solargirl nawet jej nie znając. Nie będzie miała swojej fanki numer jeden, jak Spider-Man ma Jamesona? Chociaż byłaby bardziej szczęśliwsza, gdyby jednak nie pisała o żadnym bohaterze złego słowa.
Z niecierpliwością, którą starała się bardzo kiepsko zamaskować upijając samej łyk herbaty bez zwrócenia uwagi na jej temperaturę, oczekiwała w napięciu słów. Naprawdę powinna zrobić coś z tym, że można było z niej czytać jak z otwartej księgi…
Na pierwsze słowa poczuła maleńkie uczucie zadowolenia, że ktoś jednak docenia jej umiejętności i nadal jest tajemnicą to, jak działa. Chyba nawet ta tajemnica bardziej pozwoliła jej odetchnąć z ulgą, ale niestety po chwili padło na konkrety odnośnie jej wizyty tutaj. Po pierwsze, bardzo przestraszyła się utratą Lu na zawsze. Była to o wiele bardziej przerażająca myśl, niż wyjawienie jej swojego sekretu. Ale… Nadal jednak miała świadomość, że pomimo całej przyjaźni nie powinna mówić zbyt wielu osobom o sobie, bo mogłaby narazić ich na niebezpieczeństwo. Lu nie była obdarzona supermocami jak Barry i nie poradziłaby sobie z jakimiś przestępcami. Jednak po drugie nie mogła jej zawieść! Postarała się więc jak najszybciej wymyślić plan awaryjny.
- Rozumiem… - odstawiła herbatę na bok jeszcze trochę przeciągając odpowiedź. Żałowała, że czas jednak nie może upływać dla niej podobnie, jak dla Flasha. Mogłaby wyciągnąć sekundę o kilkanaście dodatkowych minut do zastanowienia się. Ale ich nie miała. Czas upływał i musiała podać odpowiedź, której żarliwie poszukiwała w głowie omijając, o zgrozo, prawdę.
- To dość skomplikowane i nie powinnam nikomu mówić. – ciągnęła jakby chcąc przerwać ciszę i wydłużyć sobie czas o dodatkowe sekundy. Spojrzała gdzieś w bok desperacko łapiąc każdą myśl. – Mam na myśli… - nagle ją oświeciło. Możliwe, że jej entuzjazm przy odnalezieniu dobrego rozwiązania był zbyt dziwny, ale właściwie ani nie mijała się z prawdą, ani nie było to coś, co faktycznie nie mogło być sekretem.
- Osoba, która mi pomaga, jeśli ktoś z jej przełożonych dowiedziałby się o tym, to miałaby ogromne kłopoty. – dodała szeptem nachylając się w kierunku Lu. – Ale mogę wam ewentualnie pośredniczyć. – zaoferowała się. Siostra pewnie i tak ją zabije za pomoc dziennikarce, ale i tak to bardziej Karze zaufa z przekazywaniem jakichkolwiek poufnych informacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Pią Cze 01, 2018 12:33 am

Warto pamiętać, że dla Lu Kara i Solargirl były dwoma zupełnie innymi osobami. Tak, jak ceniła sobie swoją przyjaciółkę i widziałaby ją w roli superbohaterki, tak latająca po mieście blondynka była dla niej kimś obcym. Prawdopodobnie więc uczucia do jednej nie przełożyłyby się na drugą, co znaczyło, że stosunek Lu do Solargirl mógłby być zupełnie odmienny. Nie było to z góry przesądzone, jednak… bardzo prawdopodobne. Ale w końcu panna Cavendish była hipokrytką jakich mało.
Jeśli zaś chodzi o tajemnice Kary i to, jak nieudolnie je ukrywała, był chyba jeden prosty powód, dla którego nikt jeszcze się nie połapał, jaka jest prawda. Po prostu… trudno było zobaczyć w roli bohaterki osobę, którą miało się za nieporadną, delikatną i fajtłapowatą. Wydawało się tak nierealne, by Kara spuszczała łomot przestępcom, że nikt tego nawet nie brał pod uwagę. Nic więc dziwnego, że wszystkie te dziwne rzeczy z nią związane zwalało się na wszystko, tylko nie na powiązania z superbohaterskim światem. Przecież gdyby Kara była Solargirl, nie pozwalałaby sobie na takie wpadki, prawda?
Domyślam się. – Uśmiechnęła się z przekąsem. – Prawdopodobnie każdy w naszym zawodzie tak by zaczął, gdyby spytać go o jego źródła.
To było oczywiste, że albo nie jest to do końca legalne, albo w jakiś inny sposób rzutuje to na Karę lub na jej “źródło”. Choć trzeba przyznać, że Lu poczuła się dziwnie z myślą, że nawet Kara nie jest taka nieskazitelna, jak można by podejrzewać. A może to po prostu ona sama wybielała obraz kobiety w swojej głowie?
Gdy Kara pochyliła się w jej stronę, odruchowo zrobiła to samo, uważnie słuchając odpowiedzi przyjaciółki, jak i obserwując jej zachowanie.
Hm. Rozumiem. – Odchyliła się nieznacznie do tyłu, myśląc nad dostępnymi możliwościami. Zwykle wolała wszystko przemyśleć na spokojnie przed podjęciem decyzji. Choć z drugiej strony zdarzało się, że jej cięty język oraz wrodzone upór i duma górowały nad rozsądkiem. Na szczęście Kara nie wywoływała u Lu negatywnych emocji, wręcz przeciwnie. To było aż… dziwne.
Zgaduję, że nie zdradzisz mi w jakiej branży pracuje? – Rzuciła Karze krótkie spojrzenie, po czym znów z zamyśleniem spojrzała przed siebie. Lepszej opcji i tak na razie nie miała pod ręką, była tego świadoma. Oczywiście nie zamierzała odpuścić i miała zamiar rozkopać całą sprawę, ale dobrze było równocześnie próbować różnych sposobów. – Okej, taki układ może być.
Choć kto wie, czy nie spróbuje się jakoś dostać do tego kontaktu? Normalnie od razu by planowała, jak to zrobić, jednak w tym przypadku sympatia do Kary nieco ją wstrzymywała. Ściskało ją w żołądku na myśl, że kobieta mogłaby stracić do niej zaufanie… To głupie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Solargirl
Radosny promyczek słońca

Liczba postów : 85
Join date : 26/02/2017
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Sob Cze 02, 2018 2:16 pm

I tak sama Kara stawałaby po stronie Solargirl, a to na pewno jakoś chroniłoby jej reputacje w oczach Lu, skoro ta ceniła sobie jednak samą Kent. Prawda? Chociaż z drugiej strony dostawanie konstruktywnej krytyki nie było złe i była gotowa zmierzyć się ze wszystkimi bolesnymi słowami, jeśli zbliżały ją do polepszenia się jako obrończyni. W końcu poza sławą najbardziej zależało jej na innych, a jedynie szczere opinie pomagały się polepszyć, albo utrzymać świadomość bycia już i tak bardzo pomocną. Widziała wiele głupich komentarzy o swoim idolu, Spider-Manie, które nijak nie miały się do jego pracy i była pewna, że sama takie o sobie będzie ignorować, ale znając życie tylko się nimi bardziej podłamie… Jak na dziewczynę ze stali, która gotowa jest odbijać naboje z glocka, była bardzo delikatna. Chyba faktycznie trudno było ją uznać za kogoś, kto biega po mieście w majtkach na rajstopach? Była ciepłą kluchą nie tylko dlatego, bo tak wypadało udawać… Czasem naprawdę nie miała sił, ale była gotowa się mobilizować, jeśli w jej rękach zawierzano ludzkie życie.
Trudno jej było uznać Amelie za nielegalne źródło, chociaż faktycznie ta nie powinna opowiadać o swojej pracy aż tyle. Co jednak poradzić, że jago siostra zajmująca się nie tylko Karą, miała na głowie obowiązki agentki S.W.O.R.D., a to jakoś ładnie wplatało się w alterego Solargirl? A skoro sama nie widziała tego jako czegoś nielegalnego, to nie widziała tego, jako coś złego. A skoro tak, to i trudno by jej było pomyśleć o tym, że taka Lu miałaby mieć jakieś szemrane kontakty. Przecież bycie dziennikarzem było dobre i pozbawione jakichś intryg czy spisków… Prawda?
Zastanowiła się. Jakby nie patrzeć, gdyby powiedziała kto jest jej źródłem, to mogło być ono bardziej wiarygodne. Skoro Lu nie mogła poznać Amelie, a przynajmniej znaleźć tak łatwo jej prawdziwej profesji, to chyba nie będzie problemu jak nieco odkryje rąbka tajemnicy? No i przecież Lu na pewno nie wykorzystałaby tego w jakiś zły sposób!
- W wojsku. – odparła wbrew domysłom brunetki. S.W.O.R.D. chyba właśnie w tej branży militarnej się utrzymywało? Głupio mówić „coś między armią, a NASA”, ale wojsko chyba było najbardziej trafnym, a zarazem nie mówiącym za dużo stwierdzeniem. – Zajmuje się obronnością. – dodała po chwili nieco bardziej zawężając krąg. Nie musiała, ale chciała nieco więcej doinformować Lu.
- Więc… Czego ci konkretnie potrzeba? – spytała przechylając głowę i mając nadzieję, że nagle nie wystraszyła jej wyznaniem, z kim współpracuje. I… lepiej nie umawiać się z Amelie prywatnie. O ile Kara to jej siostra, którą darzy szczególnymi względami, tak do innych podchodzi bardzo oficjalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Pon Cze 18, 2018 10:20 pm

Kara pragnęła szczerej krytyki, która pozwalałaby się jej rozwinąć jako superbohaterka, zaś Lu mogła jej zaoferować w tej kwestii zaledwie garść ciętych, niekoniecznie zgodnych z prawdą, uwag. Oczywiście nic, co by ewentualnie mogła zarzucić, nie byłoby kłamstwem, a jedynie przekręconym, wyolbrzymionym lub odpowiednio naświetlonym faktem, bo kobieta była mistrzem robienia afery z czegoś, co wcale się na nią nie nadawało. Ot, najwyraźniej szła w ślady szefa. Choć z drugiej strony wolała mięsiste kąski, pełne faktycznych skandali. W każdym razie zachowałaby się tak prawie w każdym przypadku, jednak gdyby miała oceniać bohaterzenie Kary… trudno powiedzieć, czy byłaby w stanie wydukać chociaż jedną jej wadę, która z kilometra nie śmierdziałaby naciąganą, byle-tylko-jakaś-była cechą.
Podczas gdy blondynka się zastanawiała, Lu upiła znowu herbaty i oparła się wygodniej o kanapę, znowu się krzywiąc. Żałowała, że nie ma żadnych supermocy, które pozwalałyby jej szybciej pozbyć się ran lub nie zna kogoś, kto by jej z tym pomógł. Równie fajna byłaby skóra, której zwyczajnie nie da się zranić. Chociaż… w przypadku Lu to nawet zwykłe, ludzkie ciało o przeciętnej sprawności byłoby błogosławieństwem. Wtedy pewnie zdecydowanie rzadziej kończyłaby w takim stanie, jak obecnie. Czasem naprawdę wyklinała wszystko, co przyszło jej na myśl, obwiniając świat o swoją kondycję (a raczej jej brak) i chorobę. Choć z drugiej strony, przynajmniej w jej opinii, całą resztą sobie to rekompensowała.
W wojsku? – Uniosła z zaciekawieniem brew, nie spodziewając się takiej odpowiedzi. Zastanawiała się, czy ktoś pokroju żołnierza mógłby faktycznie jej pomóc. To zapewne zależało od stanowiska… no i nigdy nie można było lekceważyć czyichś znajomości. Poza tym Lu miała dziwne wrażenie, że za tą “obronnością” kryje się coś więcej, jakby Kara chciała przekazać jej coś, bez równoczesnych wyrzutów sumienia, że powiedziała za dużo. Kobieta postanowiła nie ciągnąć tematu, ale zapamiętała, by o tym dłużej pomyśleć. – Rozumiem.
Teraz, wiedząc mniej więcej co i jak, znów się zastanowiła, by ustalić, jak najlepiej poruszyć temat. Musiała sprawę przedstawić w taki sposób, by zarówno Kara odczuła chęć, by przy niej pomóc, jak i jej wojskowe znajomości nie miały nic przeciwko, by rzucić szczyptą informacji. Ostatecznie pochyliła się znów do przodu (dobry efekt popsuło jej stęknięcie z bólu), wpatrując się uważnie w blondynkę.
Potrzebuję dowiedzieć się czegoś o bardzo niebezpiecznym człowieku. Wszystko, co tylko się da. Mówią na niego Reaper. To zabójca. Prawdopodobnie jest mutantem albo jakimś magiem, trudno powiedzieć. – "Lub innym dziwadłem", pomyślała Lu. – Z tego, co wiem, ma powiązania z T.A.R.C.Z.Ą. I w jakiś sposób jej zagraża. Przez przypadek natknęłam się na pewne ślady i… jestem w sytuacji, która sprawia, że nie mogę się wycofać. – Przygryzła wargę, uciekając na chwilę spojrzeniem, po czym spojrzała na Karę z niemą prośbą. – Pomożesz mi? Proszę… Muszę to doprowadzić do końca. I przede wszystkim… nikt nie może się dowiedzieć, że ci to wszystko powiedziałam, rozumiesz? Nawet twoje “źródło”. To… to sprawa życia i śmierci.
Zwykle nie miała problemu z kłamstwami. Teraz jednak, wbrew sobie, czuła pewne wyrzuty sumienia. Zaraz je jednak zagłuszyła, dalej ciągnąc przedstawienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Solargirl
Radosny promyczek słońca

Liczba postów : 85
Join date : 26/02/2017
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Sro Cze 27, 2018 6:09 pm

Niestety i Kara nie miała zdolności leczniczych, a i nie poznała wystarczająco dużo innych superfriend, którzy mogliby pomóc Lu. A naprawdę chciała widząc, jak ta się męczy. Cokolwiek się stało, musiało ją mocno poturbować i zrobiło się aż szkoda blondynce, że nie tylko nic nie może zrobić, ale i zrobić nie mogła. Serio, chociaż Kara czasem zachowuje się jak stereotypowa blondynka, to trudno aby nie dostrzegła stanu Lu i tego, z czego on może wynikać. Pamiętała także słowa Logana, że węszenie dziennikarskie nie jest bezpiecznym zawodem, a jej koleżanka była wystarczająco ambitna i uparta, aby pchać się w niezłe bagno dla materiału życia. Wiadomo, Pulitzer sam się nie zdobędzie…
Przytaknęła głową myśląc, że pytanie było spowodowane niedosłyszeniem. Miała supersłuch i mało co jej umykało, ale u zwykłych ludzi mogło to wyglądać inaczej i nigdy nie myślała nad innymi opcjami. Przynajmniej nie w pierwszej chwili. Nadal nie była pewna czy wojsko to dobra odpowiedź, ale chyba nie mogła wprost powiedzieć, że mowa tutaj o S.H.I.E.L.D., chociaż ironicznie okazało się, że to właśnie o tej organizacji mowa.
Aż się zadławiła herbatą na tą zbieżność, ale szybko odchrząknęła wycierając usta rękawem i jakby nigdy nic wróciła do dalszego słuchania. Ktoś zagrażał Tarczy? Tym bardziej musiała o tym powiedzieć siostrze! Ale o dziwo nie tylko jej. Barry też należał do tej organizacji, a zatem i sam mógł być w niebezpieczeństwie. Zaraz jednak po tym strapieniu do głosu dokopał się rozsądek. Oczywiście informacja Lu była pomocna i na pewno ostrzeżenie organizacji będzie dobre, ale dlaczego mieliby w zamian dawać jej informacje o tym całym Raperze. Jeszcze mniej spodobało się Karze to, że Lu najwyraźniej się mocno wkopała w sprawę z jakimś mutantem, który mógł jej zrobić krzywdę. No i w grę wchodziło nie mówienie prawdy… Skrzywiła się kręcąc głową, ale nie mogła się wycofać z umowy.
- Spytam. I nikomu nie powiem skąd to wiem. – przyznała cicho, bo w końcu nie zaszkodzi jej spytać każdego znajomego w tej organizacji i może nikt nie będzie pytał skąd to wie. A nuż może uda jej się cokolwiek zdobyć? Szczególnie mówiąc to jako bohaterka miałaby większe szanse dowiedzieć się więcej. Mogłaby stawiać ultimatum Lu, że powie jej pod warunkiem tego, że będzie jej pilnować, ale raczej nie była kimś groźnym, aby faktycznie pomóc z agresorem.
Ale Solargirl już tak!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Czw Lip 05, 2018 4:41 am

Dla Lu pomoc Kary była tylko jedną z opcji. Miała zamiar na własną rękę węszyć w różny sposób i szukać informacji w niekoniecznie legalnych źródłach, ale była obecnie odcięta od części z nich ze względu na swój stan. A że nie lubiła bezczynności, jak i uważała, że rozpuszczenie wici zawsze mogło dać jakieś efekty, chciała zacząć jak najszybciej i jak najszerzej. Nie oczekiwała, że na pewno dowie się od Kary czegoś przydatnego, ale miała nadzieję, że mimo wszystko pomoc przyjaciółki jej coś da. Szczególnie że jej źródło okazało się dość niespodziewane. Kto wie, może faktycznie uda się jej wyciągnąć z tego jakiś ciekawy kąsek?
Widząc, jak Kara przejęła się jej sytuacją, Lu pochwaliła się wewnętrznie za swoje zdolności aktorskie. Miała jednak pewien problem. Wyrzuty sumienia, do których nie była przyzwyczajona, nie chciały dać jej spokoju. Nie były jakieś wielkie, ale irytujące i niespodziewane. Kobieta żywiła nadzieję, że szybko dadzą jej spokój, nie mając dobrej pożywki paskudnym charakterem dziennikarki. Chociaż, pechowo, przy Karze stawał się od zdecydowanie bardziej do zniesienia.
W każdym razie, by jakoś okazać wdzięczność, Lu zdobyła się na blady uśmiech. Miała nadzieję, że Kara nie zacznie po tym rozpowiadać w pracy, iż panna Cavendish jednak ma jakieś serce i wcale taka zła nie jest, bo zniszczyłaby całą jej reputację, jednak chciała okazać blondynce, że docenia jej pomoc i miała nadzieję, że tym bardziej przekona ją, by się całą sprawą dobrze zajęła. Na podziękowania się jednak nie zdobyła.
Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć – dodała zamiast tego, po czym już na spokojnie dopiła herbatę. – W sumie… jedynie o tym chciałam z tobą porozmawiać. Zrozumiem, jeśli będziesz chciała już iść.
Lu nie była dobra w pogaduszki i babskie spędzanie czasu. Jej obecny stan wcale nie pomagał, a jedynie sprawiał, że miała ochotę naćpać się przeciwbólowymi i położyć z laptopem w łóżku, coby czekać na sen oglądając Netflixa. Nie chciała jednak bezpośrednio wyganiać Kary. Mimo wszystko… lubiła jej towarzystwo. Dobrze to na nią działało. Równocześnie w pewien sposób przerażało to Lu. Ta kobieta miała na nią większy wpływ, niż by sobie tego życzyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Solargirl
Radosny promyczek słońca

Liczba postów : 85
Join date : 26/02/2017
Skąd : Z kosmosu!

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Pon Lip 09, 2018 8:38 pm

Co za absurd! Kara i bez sceny z przed chwili wiedziała, że Lu ma dobre serce i nie omieszkała mówić o tym każdej napotkanej duszy, nawet w pracy. Chociaż mało kto jej wierzył, ale… Skoro jednak ich rozmowę o dziwnym mężczyźnie miały zachować tylko dla siebie, to nie było powodu, aby zbytnio afiszowała się i z okolicznościami dla jakichkolwiek potwierdzeń swoich uczuć. A do samej sytuacji… Chyba nikt nie uwierzyłby tak samo, jak i w to, że w pannie Cavendish jest coś więcej niż diabeł pod ludzką skórą, który na sensacji wybije się w tłumie. Nawet jeśli kosztem czyjegoś życia.
Na jej słowa zastanowiła się. Z jednej strony chciała spędzić z Lu więcej czasu. Nie tylko dlatego, że ta miała do niej interes. Mogły pogadać nawet o czymś innym! Z drugiej strony widok kobiety nie sprawiał wrażenia osoby nadającej się nawet na pogawędki na luźne tematu. Zresztą, Kara dostała zadanie, które zresztą było bardzo ważne. Przy okazji ma już plan zapytania o tego całego Reapera nie tylko Amelie, ale i Barry’ego.
- Im szybciej popytam, tym szybciej znajdę dla ciebie odpowiedź. – wyjaśniła nie chcąc wyjść na potwora, który faktycznie chce uciec. Po prostu miała istotne zadanie i chciała się z niego wywiązać dla Lu. Która najwyraźniej bardzo potrzebowała tej informacji. – A ty powinnaś odpoczywać. – dodała zmartwiona i dopiła herbatę i podniosła się energicznie.
- Ale gdybyś czegoś jeszcze potrzebowała… To dzwoń natychmiast. – powiedziała żarliwie. Nie ważne czy chodziłoby o kupienie pudełka ciastek czy ukrycie zwłok pokonanie natrętnych kryminalistów. Była gotowa w środku nocy polecieć, aby pomóc Lu.
Mając zapewnienie, że na pewno Kara zostanie powiadomiona w razie potrzeby uśmiechnęła się i wyszła uprzednio przytulając delikatnie przyjaciółkę. Nie chciała jej zrobić krzywdy swoją mocą, ale skoro była obolała, to tym bardziej nie chciała za bardzo jej podrażniać. Ale przytulenie jako gest wsparcia być musiał!

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Sob Lip 14, 2018 5:01 am

Skoro Kara była w stanie widzieć dobre serce nawet w Lu, to prawdopodobnie widziałaby je w każdym, co… niekoniecznie dobrze jej wróżyło. Prędzej czy później na pewno w jakiś sposób przez to ucierpi. A jeśli nie ona, to ktoś jej bliski. Tak już działał świat - nie było sensu szukać dobra na każdym kroku. To było zwyczajnie nieopłacalne. A przynajmniej w mniemaniu pewnej butnej Brytyjki, która swoją opinię uważała za niepodważalną i bezwzględnie słuszną.
Wyjścia Kary Lu nie traktowała jako osobistej obrazy lub próby ucieczki. Z jednej strony sama jej to zasugerowała, z drugiej… naprawdę nie była dobra w tych babskich sprawach. Nie znaczyło to, że nigdy nie miała żadnych koleżanek czy coś. Zdarzało się, szczególnie w okresie nastoletnim i wczesnej dorosłości, że trzymała się z grupką dziewczyn. Były one jednak zazwyczaj z charakteru podobne do Lu i nie łączyła ich raczej szczera przyjaźń, a miłość do używek, pieniędzy i łamania zasad. Kara by się pewnie w tym raczej nie odnalazła. Lu musiała jednak przyznać, że jakaś jej część miała ochotę, by po prostu spędzić z blondynką trochę czasu. Nawet jeśli kompletnie nie miała pojęcia, jak by to mogło wyglądać.
Lu kiwnęła głową na pierwsze stwierdzenie Kary, w zupełności się z nią zgadzając, zaś na kolejne już zwyczajnie odpowiedziała.
Tak, tak, wiem. Uwierz, nie marzę teraz o niczym innym – rzuciła, posyłając przyjaciółce wymowne spojrzenie. Poza tym… to, co zamierzała jeszcze dzisiaj zrobić, śmiało dało się odhaczyć bez ruszania się sprzed laptopa. Tak więc czekało ją już jedynie ciepłe, wygodne łóżko, kolejny kubek herbaty, miękkie futerko Lotty i odpoczynek od całej reszty świata.
Będę mieć na uwadze – powiedziała na koniec, nawet się przy tym lekko uśmiechając. I na pewno nie zamierzała zapomnieć tej deklaracji! Przytulenie jednak było dla niej nieco niespodziewane, nawet jeśli w przypadku Kary była to pewna norma. Lu niepewnie oddała gest, ukrywając zakłopotanie. – No, leć już. Do zobaczenia.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 214
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Nie Sie 12, 2018 3:24 am

Wcale długo nie czekał ze złożeniem wizyty Lily. Tak naprawdę jedyne, co musiał zrobić, zanim wpadnie w gości, było wybadanie, w jakich godzinach dziennikarka pracuje i kiedy wraca do domu, a to z powodzeniem zrobił już na własną rękę. Rzecz jasna, nawet to teoretycznie wcale nie musiało być mu potrzebne - równie dobrze mógł wślizgnąć się do jej mieszkania nocą i unieszkodliwić ją w trakcie snu, ale to akurat zupełnie nie leżało w jego planie; w końcu w przeciwnym razie zupełnie nie byłyby mu potrzebne wszystkie te wyjątkowo ciekawe informacje, które zdobyła dla niego Sombra (wciąż starał się nie myśleć ani o niej, ani o całym nieprzyjemnym zajściu, do którego doszło w jej mieszkaniu)… a on przecież zamierzał zrobić z nich bardzo dobry użytek.
Zdarzało mu się dostawać zlecenia na stosunkowo zwyczajnych obywateli, nawet dość często. W końcu nie zawsze musiał polować na głowy bossów mafijnych czy innych typów spod ciemnej gwiazdy, którzy byli go warci; czasami zadanie było znacznie prostsze i nie wymagało specjalnych przygotowań - jak, w teorii, to. Panna Cavendish po prostu podpadła komuś, kto miał wyjątkowo paskudny humor i trochę pieniędzy na zbyciu, i voilà, wyceniono jej życie na całkiem zgrabną sumę - z tym, że wcale nie zawrotnie wysoką jak na tę konkretną osobę. Bo tak się szczęśliwie składało, że Gabriel skądś to nazwisko i tę uprzejmą panią już znał. I choć równie dobrze po przyjęciu zlecenia mógł je faktycznie wykonać, ot tak, nie robiąc sobie żadnego dodatkowego problemu i oszczędzając i na czasie, i na fatydze… to opłacało mu się to znacznie mniej, niż potencjalny układ, który mógł zawrzeć z tym chodzącym workiem pieniędzy. A tak naprawdę na tym… drobnym uchybieniu od zawartej umowy niespecjalnie powinna ucierpieć jego opinia - zleceniodawca nie był nikim wyjątkowo ważnym, a skoro zachciało mu się nieco przyoszczędzić na cudzym życiu, to musiał liczyć się z tym, że w Gabrielu uruchomi się zmysł przedsiębiorczy i poszuka bardziej korzystnej dla siebie opcji. Biznes is biznes, a nikt nie mówił, że najemnicy są przesadnie godni zaufania.
Zakradnięcie się do mieszkania nie było wyjątkowo trudne. Drzwi i alarmy nie stanowiły specjalnej przeszkody dla kogoś, kto na zawołanie mógł się zdematerializować i zwyczajnie prześlizgnąć przez szparę przy podłodze, co zresztą Gabriel - choć akurat w tej sytuacji znacznie bardziej odpowiednio byłoby powiedzieć Reaper - zrobił. Wślizgnął się do środka i zrobił drobny rekonesans, już przy pierwszych praktycznych oględzinach gniazdka Lily przekonując się, że o ile tylko dziennikarka pójdzie na ugodę (a podejrzewał, że pójdzie, skoro przy ostatniej okazji gotowa była zapłacić mu naprawdę sporo, by bezpiecznie wyprowadził ją z hotelu; a co dopiero teraz, kiedy miała do czynienia z… cóż, jego nieco mniej przyjemną “wersją”), to fatyga była jak najbardziej opłacalna.
Po drodze zdążył zaznajomić się z kotem - skurwysyństwem równie wrednym co właścicielka, więc może i równie ugodowym, skoro całkiem szybko dał się ugłaskać i z groźnego syczenia przeszedł do przymilnego mruczenia. A raczej przeszła, co Gabriel stwierdził, zerkając na imię wygrawerowane na obroży (Lily nawet na tym nie oszczędzała). Bardziej brytyjsko się już chyba nie dało.
Zaznajomił się też z zawartością barku, pozwalając sobie na pożyczenie butelki wina i kieliszka - niczego innego w mieszkaniu nie dotykał, miał swoją godność i raczej nie okradał potencjalnych… klientów. Zerknął na zegarek, sprawdzając godzinę - zostało mu jeszcze trochę czasu, jeśli dobrze wszystko wyliczył, a Lily nie postanowiła nagle zmienić swoich planów i gdzieś jednak się tego wieczora udać, więc wygodnie rozsiadł się na kanapie w salonie; zapalił tylko jedną lampkę, dostarczając sobie absolutnego niezbędnego minimum światła - dokładnie tyle, ile potrzebował, by nie spędzać wieczoru w absolutnych ciemnościach, a jednocześnie nie wzbudzać nadmiernych podejrzeń właścicielki, zanim zdąży zawitać do pomieszczenia. W końcu to miała być niespodzianka.
Napełnił kieliszek i na moment odłożył pistolet obok, zwalniając drugą dłoń na rzecz głaskania Charlotte, która wskoczyła mu na kolana, rozłożyła się wygodnie i zaczęła mruczeć, kiedy tylko przejechał palcami po jej grzbiecie. Maskę przesunął nieco wyżej, odsłaniając usta i powoli sącząc wino, prawdopodobnie równowarte wypłacie przeciętnego nowojorczyka. I czekał.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Czw Sie 23, 2018 12:23 am

Lu w końcu wróciła do pracy, nawet jeśli nie do końca czuła się na siłach. Wciąż dokuczały jej rany na dłoniach i na brzuchu, ale nie było to coś, co mogłoby ją długo trzymać w jednym miejscu. Panna Cavendish należała do zbyt upartych kobiet, by sobie odpuścić, szczególnie gdy miała konkretny cel, do którego dążyła. A w obecnej chwili za punkt honoru postawiła sobie dotrzeć do informacji o Reaperze. Większość osób pewnie by już dała sobie z tym spokój, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, ale Lu teraz nawet bardziej chciała się zagłębić w całą sprawę. Odpuszczenie traktowałaby jako osobistą porażkę. Poza tym kto miał dać sobie radę, jeśli nie ona? Na pewno nie ci idioci, którzy z nią pracowali. Co prawda nie było to bezpośrednio związane z jej pracą, jednak znajomości z niej wynikające były przydatne, a Lu patrzyła na to perspektywistycznie – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będzie miała jeszcze szersze plecy, dzięki którym dostanie się do informacji będących poza zasięgiem całej tej chołoty, która ośmiela się nazywać dziennikarzami. A wtedy nagroda Pulitzera będzie jak na wyciągnięcie ręki.
Wszystko było już zaplanowane. Lu całą swoją przyszłość miała dokładnie wykalkulowaną i jej życie polegało na osiąganiu kolejnych etapów, które sobie wyznaczyła już lata temu. Istniał oczywiście margines błędu, jak i plany awaryjne na każdą ewentualność, bo tym, czego Lily nienawidziła, były wydarzenia nieplanowane i niespodziewane. W takich sytuacjach kobieta traciła swoją największą broń – informacje. Oczywiście mogła improwizować, wykorzystując swoją ogólną wiedzę, jak i inteligencję, ale nie czuła się wtedy zbyt pewnie, nawet jeśli to ukrywała. By czuć, że ma przewagę w danej sytuacji, potrzebowała posiadać możliwie jak najwięcej danych, dzięki którym mogła zaplanować każdy najmniejszy aspekt – co powiedzieć, co zrobić. Mogła wtedy też bez problemu przewidzieć, jak potoczy się to dalej. Dlatego nagle wrzucona w jakąś sytuację stawała się nerwowa i zdezorientowana.
Mimo wszystko miała świadomość, że coś takiego może mieć miejsce. Wiedziała, że raz na jakiś czas coś pójdzie zupełnie niezgodnie z planem, a ona będzie musiała się do tego dostosować. Nie podobała się jej ta myśl, ale pogodziła się z nią. Jednego jednak nie przewidziała – że zostanie postawiona w tak niekomfortowej dla siebie sytuacji… we własnym domu.
Otwierając drzwi, najgorszym, czego mogła oczekiwać, było zalane mieszkanie (i to nawet nie przez sąsiada z góry, bo jej apartament miał dwa piętra, więc po prostu musiałaby to być awaria jej domowego jacuzzi, co wywołałoby u niej atak furii) lub meble zdemolowane przez Lottę (a że była wychowanym kotem, było to prawie niemożliwe). Oczywiście, mógł to być też złodziej, ale zapewne ze starcia z połączonymi siłami Lu i Charlotte to on wyszedłby gorzej. W każdym razie każda opcja, co niespodziewanego mogło czekać na pannę Cavendish w mieszkaniu, była zdecydowanie lepsza od tego, co rzeczywiście kobieta zastała po wejściu do środka. Choć w pierwszej chwili nie była tego świadoma.
Obcy mężczyzna, siedzący w jej fotelu, pijący jej wino i głaszczący JEJ KOTA, odruchowo wywołał w niej reakcję obronną. A raczej… obronno-agresywną. Nie minęła chwila, a już trzymała w rękach pistolet wyciągnięty z torebki, która właśnie wylądowała u nóg kobiety, celując nim pewnie w mężczyznę. Była równie poważna, co i wściekła.
Nie wiem, kim jesteś ani co tu robisz, ale jeśli chcesz wyjść stąd żywy, to w tej chwili odłóż mojego kota i wypierdalaj. Kieliszek możesz wziąć ze sobą. – I tak nie zamierzała już z niego korzystać. W każdym razie Lu nie zamierzała bawić się w policjantkę i przetrzymywać tego gościa u siebie, ale też nie miała w planach puszczać go wolno. W głowie już zaczęła układać plan całej akcji, kiedy coś do niej dotarło. Ten mężczyzna nie wyglądał jak typowy złodziej czy komornik. Raczej ktoś groźny, kto czekał na nią i chciał wywołać odpowiednie wrażenie. Lu nie musiała długo myśleć, by uświadomić sobie, kto pasował do tego opisu z osób, którym mogła podpaść. Zmarszczyła brwi, przypatrując się mężczyźnie. – ...chwila. Może zacznijmy jeszcze raz. Kim jesteś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 214
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Czw Sie 23, 2018 3:11 am

Lily Elizabeth Cavendish była kobietą doprawdy niezwykłą - bo ze świecą szukać drugiej osoby tak skrajnie pozbawionej instynktu samozachowawczego. Podróże po opuszczonych hotelach robiących za najemnicze speluny w dzielnicy, która słynie ze... złej sławy? Pewnie, czemu nie, przecież podróże kształcą. Grzebanie w informacjach o kolesiu, który zawodowo odstrzela ludziom łby? Zróbmy to, grunt to nawiązywać kontakty międzyludzkie, będzie więcej znajomych na e-nagrobek.net. Prawie można by ją było podziwiać za taką upartość i zaangażowanie w sprawę, gdyby nie było to równocześnie tak skrajnie nierozsądne - Lu stąpała po bardzo, bardzo cienkim lodzie; miała tyle szczęścia, że Gabriel zupełnie nie zdawał sobie sprawy, że ktoś koło niego węszy, ale to i tak wcale nie zapewniało jej bezpieczeństwa.
Bardzo lekkomyślnie było babrać sobie rączki w najemniczych brudach. To nigdy nie kończyło się dobrze. Oczywiście, można było sobie tłumaczyć "ale przecież ja mam pieniądze! I wpływy!", i było to nawet wyjaśnienie całkiem sensowne, ale wciąż nie gwarantujące stuprocentowej nietykalności. Jeśli najemnik ma do wyboru pieniądze, a ochronienie swojej tożsamości i dupy zarazem, to... w większości przypadków, mimo wszystko, wybierze to drugie. W każdym razie Gabriel na pewno. Z kolei w "ochronieniu swojej tożsamości i dupy zarazem" zawierał się taki bardzo prosty zabieg, który w języku potocznym nazywał się "morderstwo ze szczególnym okrucieństwem".
Na razie jednak morderstwo Lu nie dotyczyło potrzeby wyeliminowania jej ze społeczeństwa ludzi bardziej żywych niż martwych przez grzebanie w jego danych, a przez grzebanie w danych kogoś innego - kogo życie Gabriel cenił najwidoczniej o wiele mniej, niż cenił sobie porządny przypływ forsy, na który bardzo liczył planując to wszystko, przechodząc przez nieludzkie katusze, jakimi była rozmowa z Sombrą, oraz przychodząc tutaj i panosząc się po niebotycznej powierzchni apartamentu jak po swojej ziemi (a przy okazji doraźnie adoptując kota). Wymyślił to sobie całkiem zgrabnie - on, w przeciwieństwie do panny Cavendish, miał jednak zaplanowane tylko to, wraz z konkretnym zamiarem poprowadzenia rozmowy i rozwinięcia sytuacji, zamiast całej swojej przyszłości.
Choć kiedyś... miał. Po części. Życie dało mu jednak całkiem brutalną lekcję rzeczywistości, która raz a porządnie udowodniła mu, że on i dalekosiężne plany zawierające w sobie jakiekolwiek "długo i szczęśliwie" (albo przynajmniej "szczęśliwie", bo niech szlag jasny trafi to pierwsze...) nie idą ze sobą w parze. Jak to było? Wykończyć jak najwięcej tych przeklętych szczurów i zasłużyć sobie w końcu na tę paskudną, białą tablicę z wygrawerowanym napisem "Spoczywaj w pokoju"? Ta, to były jedyne dalekosiężne plany, na jakie Gabriel był w stanie się zdobyć.
Aktualnie jednak plan zakładał jedynie obdarcie Lily Elizabeth Cavendish z odrobiny pewności siebie i postawienie jej przed pewnego rodzaju ultimatum, które może się okazać zaskakująco korzystne dla ich obojga - w każdym razie jeśli Panna Wyszczekana wykaże chęć współpracy. I minimum kultury osobistej.
W pojęciu kultury osobistej ani trochę nie zawierało się mierzenie do niego z broni, czego Gabriel absolutnie się spodziewał i co przyjął z pobłażliwym uśmiechem, którego zza maski nie było widać. Zdążył zsunąć ją z powrotem na twarz kiedy tylko usłyszał, że się zbliża - w końcu bardzo by nie chciał, żeby rozpoznała go po głosie, a tak się fortunnie składało, że maska głos ten bardzo skutecznie zniekształcała. Odstawił też kieliszek (nie odstawił za to kota, który wciąż całkiem wygodnie spoczywał na jego kolanach) i zamiast niego z powrotem chwycił pistolet, kładąc ramię na oparciu kanapy i swobodnie obracając broń w dłoni.
" - Gabrielu Ramírez, ależ z ciebie paskudna drama queen!"
Bardzo cierpliwie wysłuchał jej wściekłej tyrady, która była dla niego, oczywiście, całkiem zabawna. Musiał przyznać, że ta kobieta miała charakterek - wprawdzie charakterek absolutnie paskudny i nieznośny, przez co momentami niesamowicie kojarzyła mu się z równie wygadaną Sombrą, ale jednak. Pewnie by to nawet docenił, gdyby nie fakt, jak na nerwy działały mu osoby, które mówiły piętnaście razy więcej, niż było to absolutnie konieczne.
Ku jego absolutnej rozpaczy, obie te osoby były dla niego wyjątkowo przydatne.
- Za to ja doskonale wiem, kim jesteś ty, i jeśli chcesz w ogóle wyjść jeszcze gdziekolwiek żywa, to dobrze ci radzę - opuść broń, odłóż ją na stolik i usiądź - machnął dłonią z pistoletem, wskazując na fotel. Normalnie nie byłaby to specjalnie kusząca propozycja, ale zakładając, że Lu zorientowała się przynajmniej po części, z kim może mieć do czynienia, rozsądnie byłoby jej posłuchać. Oczywiście, zupełnie zignorował jej pytanie, nie czując się ani trochę w obowiązku, by odpowiadać na cokolwiek, dopóki brawurowo mierzyła do niego z broni. Mimo to głos miał wyjątkowo spokojny i rzeczowy - choć ociekał pewną dozą paskudnego zadowolenia. Jakkolwiek Lu mogła założyć, że już i tak sporą łaskawością był fakt, że wciąż żyje, ale... och, błagam, przecież mówimy o Lily Elizabeth Cavendish.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Pią Sie 24, 2018 2:24 am

Lu kierowała się w życiu prostą zasadą – wszystko i wszystkich można kupić. Nie istniały wyjątki od tej reguły, po prostu czasem nie było się świadomym ceny. A ona, jako osoba posiadająca pieniądze, znajomości i informacje, mogła kupić praktycznie każdego. Świadomość tego, jak działa świat oraz swoich własnych możliwości, była jednym z fundamentów jej pewności siebie. Życie tym bardziej ją w tym przeświadczeniu umacniało – przecież nawet ostatnio przeżyła tylko dlatego, że była w stanie zapłacić za swoje bezpieczeństwo. Lu nie sądziła, by istniała wtedy jakakolwiek inna alternatywa wydostania się z tego przeklętego hotelu inaczej, niż w plastikowym worku.
Miała jednak świadomość tego, po jak cienkiej linii stąpa. Nie była w końcu głupia inteligencja 4. Czemu więc się narażała, choć ceniła swoje życie tak bardzo? Powodów było kilka. Głównym było przeświadczenie, że w życiu nie ma nic za darmo – jeśli nie zaryzykujesz, nic nie zyskasz. Jeśli nie będziesz gotowy narazić wszystkiego, co udało ci się zdobyć, wciąż mając na twarzy pewny uśmiech siebie, przegrasz. Świat należał do zdobywców i zwycięzców. Kolejnym powodem było to, że choć lubiła wykorzystywać innych, wiele rzeczy wolała zrobić sama. Ludzi miała w większości za idiotów i niekompetentnych bałwanów. Jak miała komuś takiemu powierzyć zadanie, od którego zależała jej przyszłość, dobre imię, źródło informacji, kariera? Jeśli coś miało być zrobione dobrze i nie było miejsca na pomyłki, robiła to sama. Herbata była najlepszym tego przykładem. Ostatnim z powodów, dla którego Lu potrafiła narazić własne życie dla zdobycia tego, co chciała, była… adrenalina. Zwykła, czysta adrenalina. Lubiła wygodne życie, to prawda. Jednak nie bez powodu robiła tyle głupot jako dzieciak – wyścigi nowymi autami, włamania do sklepów, wszelkie używki, zabawa bronią, hakowanie. Nielegalne, niebezpieczne rzeczy sprawiały, że krew szybciej krążyła jej w żyłach. Czuła się wtedy panią świata. ...nawet jeśli potem kończyło się na wyklinaniu na wszystko i wszystkich, jeśli wrąbała się w jakąś nieprzyjemną sytuację. Cóż. Ryzyko było wpisane w koszta.
Co w tym momencie dotkliwie odczuwała.
Nie zareagowała na słowa mężczyzny od razu. Wciąż pewnie mierzyła do niego z broni, kalkulując w głowie swoją sytuację, aż w końcu powoli opuściła pistolet, nie wypuszczając go jednak z dłoni. Na twarzy Lu nadal widniało zacięcie, choć złość powoli z niej uchodziła. Oczywiście, była na swój sposób wściekła, szczególnie na samą siebie, bo najwyraźniej popełniła gdzieś błąd, jednak w tym momencie poddawanie się emocjom nie było dobrym pomysłem. Zamierzała wyjść z tej sytuacji obronną ręką, a do tego potrzebowała chłodnego umysłu.
Schyliła się po swoją torebkę, nie spuszczając wzroku z mężczyzny, po czym pewnie zbliżyła się i usiadła w fotelu. Na krótki moment zerknęła na swoją kotkę (a w jej oczach można było wyczytać nieme "zdrajczyni"), szybko jednak podnosząc znów spojrzenie na swojego… gościa. Torebkę położyła na podłodze, niedaleko swojej nogi, a Colta, zgodnie z poleceniem, na stoliku. Zacisnęła zęby, niezadowolona z wykonywania czyichś rozkazów, ale nie zamierzała się o to wykłócać. Poza tym… wciąż miała jeszcze jedną broń.
Dobre maniery wymagają, by się przedstawić. I nie przychodzić bez zapowiedzi. – Lu mogłaby dodać tu jeszcze parę zarzutów, jednak powstrzymała się. Zamiast tego skupiła się na innej kwestii. – Niech zgadnę. Czyżby w odwiedziny zechciał do mnie wpaść sam Reaper?
Nie miała pewności, czy to on. Równie dobrze mógł to być człowiek przez niego wysłany. Z drugiej jednak strony… Lu miała wrażenie, że osobiste sprawy najemnicy załatwiają raczej sami. Ona przynajmniej by tak zrobiła na jego miejscu, gdyby to chodziło o jej tożsamość i sekrety. Na szczęście panna Cavendish nie miała takiego problemu – rzeczy, które faktycznie chciała ukryć, były naprawdę dobrze schowane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 214
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Pią Sie 24, 2018 3:30 am

Wiele rzeczy dało się kupić za pieniądze. Praktycznie wszystko, jeśli miało się ich odpowiednio dużo, a do tego informacje, kontakty, i odpowiednie umiejętności, które pozwalałby odpowiednio z nich korzystać. Świat był pełen materialistów, a próżność ludzka nie znała granic i płynęła globem szerokimi, gęstymi strumieniami przekupstw, oszustw i przekrętów - wystarczyło pomachać plikiem banknotów i ludzie byli do twojej dyspozycji, gotowi sprzedawać siebie, kraść albo mordować, byle tylko dostać je w swoje rączki. Gabriel był sztandarowym przykładem materialisty; w innym wypadku by go tutaj nie było. Z tym, że "wiele", "większość" i "praktycznie wszystko" nie gwarantowały stuprocentowej skuteczności. Kiedy węszyło się za dużo, za wiele wiedziało albo za bardzo narozrabiało, czasami nawet pieniądze, informacje i kontakty mogły się okazać niedostatecznie wytrzymałą tarczą. W tym świecie nic nie gwarantowało absolutnej nietykalności.
Na pewno nie w momencie, kiedy zaczynało się pchać palce między drzwi tak ciężkie, jak najemniczy półświatek. To już nie tyle groziło bolesną opuchlizną albo złamaniem, co całkowitą utratą tych palców. Choć, zasadniczo, pieprzyć metafory - całkiem dosłownie groziło utratą głowy.
Lily musiała zdawać sobie z tego faktu sprawę (spójrzmy na dopisek małą czcionką w poprzednim poście by odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego), a jednak, mimo to, ryzykowała. I to naprawdę dużo, bo oprócz kariery, pozycji społecznej czy pieniędzy również życie - przeciętny cywil nawet nie rozważał swojego życia w kategoriach stawiania tak ogromnych wartości pod znakiem zapytania tylko po to, żeby zdobyć czy dowiedzieć się jeszcze więcej. Ale mamy też Lily - ciężko powiedzieć czy było to bardziej godne podziwu, czy jednak skrajnie nierozsądne. Gabriel powiedziałby, że to drugie, gdyby ktoś zapytał go o zdanie; ale nikt nie zapytał, bo i tak wszyscy dobrze wiedzą, co on na ten temat myśli. To w końcu Gabriel. Żaden z niego Najemnik z Nawijką, za to Najemnik z Tendencją Do Skrajnego Zrzędzenia Na Wszystko już stuprocentowy.
Chociaż nawijać to on też zaraz zacznie.
Milcząco odprowadził ją spojrzeniem od wejścia, do fotela, na którym faktycznie dość posłusznie usiadła, przy okazji odstawiając torebkę i odkładając broń, zgodnie z prośbą, jaką wystosował. Jakkolwiek nie wyglądała ani na specjalnie z tego powodu zadowoloną - temu się nie dziwił - ani na bardzo przejętą czy przestraszoną - temu już może troszeczkę. No, ale czego się mógł spodziewać po kimś takim jak ona; nie liczył, że mu zejdzie na zawał przy drzwiach na sam jego widok. Poza tym, to by było... wyjątkowo niezgodnie z jego planem, potrzebna mu była przytomna i w pełni władz umysłowych (na tyle, na ile te władze umysłowe posiadała, a miał nadzieję, że była trochę bystrzejsza, niż pierwotnie zakładał). A to, że wciąż była wyjątkowo krnąbrna, pewna swego i przekonana, że ma kontrolę nad sytuacją, to inna sprawa, bo to właśnie zamierzał zmienić.
Nie było to nic osobistego, oczywiście, ale i tak przyjemnie będzie zobaczyć, jak traci kilka piórek z tego swojego kilometrowego pawiego ogona.
- Moje dobre maniery to akurat rzecz, która najmniej powinna cię teraz martwić - zapewnił ją spokojnie, nie spuszczając z niej spojrzenia; choć Lu równie dobrze mogłaby gapić się teraz w ścianę, bo maska była oczywiście nieprzenikniona. - Odwiedzinami bym tego nie nazwał, ale no proszę - jednak trochę wiesz, kim jestem - Nie było sensu udawać, że to nie on. Gabriel zawsze załatwiał swoje sprawy bez pośredników. W tej kwestii akurat zgadzali się z Lu: jak coś zrobić dobrze, to tylko samemu.
Być może mógłby jeszcze chwilę pobawić się rozmową, ale Gabriel, jak wiadomo, był zwolennikiem konkretów. Krótko, zwięźle i na temat. Wyglądało więc na to, że czas zacząć przedstawienie. Chciał ugrać z tego układu jak najwięcej - a do tego potrzebował trochę... pokorniejszej panny Cavendish.
- Całkiem nieźle się tu urządziłaś, Lily - skomentował nagle, niby niewinnie, niby spokojnie, ale nie trzeba było mieć inteligencji 4 być geniuszem żeby domyślić się, że właśnie zaczął do czegoś zmierzać. - Zresztą w ogóle musi ci się żyć całkiem nieźle - tu dwupiętrowy apartament, a w Wielkiej Brytanii dwa domy. Nie dość że tatuś-lord opłacał najlepsze szkoły, to pewnie teraz jeszcze płaci za ciebie rachunki, co? Szkoda, że pracy po znajomości też ci nie załatwił, może wtedy nie musiałabyś się puszczać za stołek w Daily Bugle - Na początek spokojnie, bez szaleństw; informacje trzeba było dozować w odpowiednich dawkach, w odpowiednim natężeniu, dla wywarcia odpowiedniego efektu. Gabriel w żadnym przypadku nie był mówcą, był człowiekiem czynu, z reguły dość milczącym, ale kiedy było trzeba potrafił całkiem sprawnie władać słowem. A na poukładanie sobie w głowie informacji na temat Lu miał chwilę czasu. - Swoją drogą - Jakby od niechcenia znów obrócił broń w palcach -  mam nadzieję, że masz tutaj dobry system przeciwpożarowy. Szkoda by było, gdyby tym razem zamiast pleców spaliło ci twarz.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 41
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   Nie Wrz 23, 2018 3:48 am

Czuła pewną ironię tej sytuacji. Jeszcze niedawno siedziała w tym salonie wraz z Karą, próbując ją jakoś przekonać do pomocy w sprawie znalezienia informacji na temat Reapera, a teraz obiekt jej zainteresowań znajdował się tuż przed nią. Z logicznego punktu widzenia powinna się cieszyć, w końcu nie musiała się już bawić w szukanie go oraz każdy by się zgodził, że sam Reaper jest najlepszym źródłem informacji na temat… no, Reapera. Jednak logika rzadko kiedy miała cokolwiek wspólnego z normalnym życiem, a Lu mimo wszystko należała do naprawdę inteligentnych kobiet i wiedziała, że obecność tego konkretnego najemnika w jej mieszkaniu oznaczała jedno – jest w dupie. W czarnej i głębokiej, choć nigdy, psia mać, murzyńskim pedziem nie była.  
Ale Lu nie zamierzała dać tego po sobie poznać. Ba, nie zamierzała się nawet przyznać, że w jakimkolwiek stopniu jest na straconej pozycji. Tym razem byli na jej terytorium, nie musiała się obawiać czyhających na jej życie wkurwionych zbirów, umysł miała bardziej chłodny niż ostatnio, broń pod ręką, a Reaper – cóż, wciąż jej nie zabił. Ta jedna myśl pozwoliła jej zachować pewność siebie i spokój. Gdyby zależało mu na jej śmierci, już byłaby martwa. Pewnie nawet by nie zauważyła, co i kiedy ją trafiło. Skoro on tu był, a ona wciąż żyła, wniosek był prosty: miał jakiś interes.
A w dobijaniu targu była całkiem niezła.
Potwierdzenie przez Reapera jego tożsamości było tylko formalnością. Lu nie sądziła, by ktokolwiek się pod niego podszywał w tym momencie, choć gdzieś z tyłu głowy pojawiła się jej myśl, że mimo wszystko jest to możliwe. Na potrzeby chwili przyjęła jednak, że mężczyzna mówi prawdę i skupiła się na tym, co konkretnie mówi.
Nie jestem głupia, a ty – no cóż, jesteś dość charakterystyczny. Plotki chodzą po mieście, a ja umiem dodać dwa do dwóch – stwierdziła spokojnie, nieco się rozluźniając i wygodniej usadawiając w fotelu. Miała wrażenie, jakby mężczyzna w pewien sposób pochwalił ją za te choćby parę informacji, które udało się kobiecie przez ten czas zyskać, nawet jeśli niekoniecznie było to w jego interesie. Pewnym było jednak, że nie po to tu przyszedł.
Gdy Reaper zaczął niby bez większego znaczenia nawijać, Lu zmarszczyła brwi. Chodząca legenda miejska raczej nie przyszła do niej po to, by poplotkować. Czyli skoro zaczął gadać, na pewno do czegoś zmierzał, a co za tym szło – trzeba było faktycznie skupić się na tym, co mówił. ...i wyglądało na to, że nie musiała ani długo czekać, ani się wysilać, by zrozumieć, co ten chciał osiągnąć. Uśmiechnęła się lekko pod nosem.
Proszę, proszę, czyli ty też trochę o mnie wiesz. Choć oczywiście nie spodziewałabym się, żeby słynny najemnik, o którym głośno w całym Bronxie, nie był w stanie zebrać paru informacji, do których mógłby dostać się każdy, kto posługuje się komputerem sprawniej niż tresowana małpa.
Czuła, że próbuje ją zastraszyć i zabrać grunt spod nóg, jednak nawet jeśli niekoniecznie przyjemnie było jej słuchać o tym, jak ktoś inny próbuje wykorzystać informacje na jej temat i to przeciwko niej (szczególnie wygrzebując tę cholerną sprawę z szefem Daily Bugle), to mimo wszystko były to rzeczy, o których naprawdę łatwo było się dowiedzieć. Ale i tak przemknęła przez głowę Lu myśl, że to wcale nie brzmiało, jakby Reaper wyłożył już wszystkie karty, a raczej… jakby był to początek.
Kobieta mogła się o tym przekonać już chwilę później, gdy mężczyzna nawiązał do pożaru. Nieważne, że to była tylko sugestia – dumna pannica zbladła nieznacznie, spięła się i nie mogła pozbyć się uczucia, jakby przez krótką chwilę blizna na plecach na nowo ją zapiekła. Sama wizja tego, że ogień mógłby buchnąć jej prosto w twarz, spalić włosy, stopić skórę, zagotować białka w oczach, sprawiała, że strach na nowo ją paraliżował, a treść żołądkowa podchodziła kobiecie do gardła.
Na szczęście trwało to krótko. Nawet jeśli Lu wciąż czuła się nieswojo, a bladość jeszcze nie opuściła jej twarzy, uspokoiła się, teraz już faktycznie poważniejąc.
Tym nie musisz się martwić. Wiem, w co inwestować pieniądze – syknęła, zaraz jednak przywracając się do porządku. Okazywanie słabości w taki sposób nie było mądre. I chociaż była tego świadoma, akurat w tym przypadku trudno było jej zapanować nad swoimi odruchami. – A więc? Dowiem się, czemu zawdzięczam tę wizytę, czy dalej masz zamiar chwalić się ciekawostkami na temat mojego życia? – Gdy to powiedziała, uświadomiła sobie jedną rzecz. Wcześniejsze informacje łatwo było znaleźć, ale jej blizna była na tyle delikatną sprawą, że starała się jej istnienie skrzętnie ukrywać. Z drugiej jednak strony pozostawały archiwa dotyczące pożaru czy lekarze, którzy się nią zajmowali, a więc i medyczna kartoteka. Brzmi jak dobre źródło, prawda? Tak Lu powtarzała sobie w myślach, ale była świadoma, że to jednoznacznie wskazywało na to, że Reaper chociażby w tej kwestii musiał się nieco postarać, by do tego dotrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Mieszkanie Lu   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Lu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: New York City :: Manhattan :: Midtown :: Broadway-
Skocz do: