IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kamienica - część klubowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
avatar
Alex Wright


Liczba postów : 13
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Sro Lut 07, 2018 11:02 pm

- I’m evil to the core
What I shouldn't do I will
They say I’m emotional
What I want to save I’ll kill
Is that who I truly am?
I truly don’t have a chance
Tomorrow I’ll keep a beat
And repeat yesterday’s dance*
- zanuciła, po czym upiła kolejny łyk piwa. Od dłuższej chwili ta piosenka chodziła jej po głowie. Wright nuciła dalej, odtwarzając w głowie kolejne dźwięki. Cały czas obserwowała Chey i Amelie oraz otoczenie dokoła nich. Czuła lekki dreszczyk niepokoju, mrowiący ją po karku. Miała wrażenie, że zaraz zadzieje się coś złego. Czuwała, więc oczekując zagrożenia, które dość szybko się napatoczyło. Zauważyła jak jakiś czarnoskóry gościu, wciska się między dziewczyny. Momentalnie zareagowała, odstawiając piwo. Ruszyła w kierunku pań,wsuwając dłoń do kieszeni, aby upewnić się, czy jej scyzoryk dalej tam jest oraz czy jest w stanie z łatwością po niego sięgnie i go otworzy.
Była już niedaleko, gdy zobaczyła jak Chey się zatacza. Momentalnie przyśpieszyła, nie bawiąc się w uprzejmości tylko przepychając się. Zacisnęła dłonie w pięści. Wściekłość, która od dłuższej chwili się w niej czaiła, nabrała na sile. On musiał coś zrobić. Musiał. Tknął JEJ Chey. Zapłaci za to. Oj, zapłaci.
Wepchnęła się między swoją ukochaną, a tamtego typa. Nie miała zamiar bawić się w uprzejmości i zwyczajnie odepchnęła go, wkładając w to ciut więcej siły niż powinna. Nie przejęła się tym ani trochę. Niech ten szczur zna swoje miejsce.
Spierdalaj, jebany skurwielu. Ona jest MOJA! - warknęła niczym rozwścieczony pies, gotowy zaatakować w każdej chwili. Uważnie przyglądała się swojemu oponentowi. Tak, w spojrzeniu Wright czaiło się coś niebezpiecznego, dzikiego.



*Twenty One Pilots - Fairly Local
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Amelie Kent


Liczba postów : 23
Join date : 09/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pią Lut 09, 2018 4:39 pm

A miało być tak przyjemne wyjście z koleżankami... niestety najwidoczniej cały ten wypad był jedną wielką pomyłką. Jedyną osłodą jak na razie stanowiło poznanie tych dwóch ślicznych dam, których nigdy wcześniej nie widziała.
Ale najwidoczniej ten cholerny NPC pacan nie rozumie słowa nie. A resztka spokój opuściła ją, gdy ten koleś popchnął ją w jedną ze stron, ku jej zdumieniu, odpychając od Chey. Wściekła zatoczyła się, mrugając silnie, gdy ten dziwny zapach do niej dotarł. Co to właściwie było? To nie było ważne, za to reakcja jej nowej znajomej wyraźnie ją zaniepokoiła.
- Chelsea! - krzyknęła, zaraz sama próbując obiec dziwnego typa, by podejść do wyraźnie zmroczonej koleżanki. Jeśli się jej udało, przypadła do niej, próbując pomóc jej wrócić do normy i zabrać ze sceny. Między zdenerwowaną Alex, a tego typa nie zamierzała wchodzić jeśli nie okaże się to konieczne. Choć pewnie byłoby to skrajnie głupie, przecież nie miała przy sobie broni. Niech to diabli wszystkie przyjacielskie wypady i ludzi, którzy to proponują!
- Musisz usiąść i odpocząć. - rzuciła tylko do Chey, przełykając ślinę i mierząc w tego dziwnego typa wzrokiem, patrząc czy właśnie sytuacja nie zaczyna się robić zbyt niebezpieczna. Może nie miała broni, ale przecież walczyć też potrafiła. Była agentką, a o umiejętnościach Alex nie wiedziała nic.



My first job is big sister and I take that very seriously.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pani Kar
Kapryśna Pani.rar

Liczba postów : 391
Join date : 10/12/2016
Skąd : Mroczny wymiar

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pią Lut 09, 2018 4:50 pm

Mężczyzna najwyraźniej nie spodziewał się już żadnego oporu bo zrobił krok bliżej Corn, ale rycerz na białym koniu zjawił się. Co prawda słownictwem dorównywał bardziej zwykłemu żołnierzowi niż osobie stanu szlacheckiego, ale liczy się gest, prawda?
Tymczasem Amelie udało się uniknąć faceta i tego dziwnego zapachu, który mu towarzyszył i zabrać Chey z "pola rażenia". Szczególnie, że facet wyraźnie skupił się na Alex.
- Chciałem dwie, ale najwidoczniej w promocji dostanę trzy. - uśmiechnął się szeroko nim... zawarczał na Alex... choć może to po prostu wina dudniącego w uszach techno.
- No, dalej dziwko, pokaż mi na co cię stać! - mężczyzna rozłożył ręce rozcapierzając obie dłonie jakby zamierzał drapać ją palcami, nie przestając przy tym szczerzyć kłów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://avengers-assemble.forumpolish.com
avatar
Corneille


Liczba postów : 31
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pią Lut 09, 2018 7:57 pm

Odsiecz przyszła w postaci Alex, która najwidoczniej była na tyle wkurwiona, że mogła roznieść faceta gołymi rękami. W takim wypadku Corneille mogła w spokoju zsunąć się po kolumnie i przycupnąć na podłodze, nie bojąc się, że jakiś desperat będzie chciał ją chociażby dotknąć. Wright odepchnie natręta na bok, a ona w spokoju dojdzie do siebie...
Nie. W uszach zadzwonił jej głos tkwiącej obok kobiety, na którą dopiero teraz zwróciła uwagę. Kiwnęła głową i jakimś cudem udało jej się podnieść i dać zawlec gdzieś poza parkiet. W pewnym momencie jedynie zerknęła przez ramię, jak ma się sytuacja z upierdliwym śmierdzielem i aż znieruchomiała, widząc jego groźną, bojową pozę. Coś tu nie pasowało. To na pewno nie był zwykły dupek, który chciał wyrywać laski na swoje perfekcyjnie ułożone włosy. Wierzyła w Alex, bo przecież nie była byle narwanym gówniarzem, tylko osobą, której płacą za mordowanie albo chociażby trwałe okaleczanie, lecz wiedziała, że to nie było dobre miejsce na tego typu działanie, więc dziewczyna będzie musiała się bardziej nagimnastykować.
- Dziękuję ci bardzo. Mogłabyś jeszcze przynieść mi wodę? Byłabym wdzięczna - zagadała do Amelie, gdy tylko usiadła na jednej z klubowych kanap, żeby chociaż na chwilę odciągnąć jej spojrzenie od bójki, na którą to kobieta tak intensywnie zerkała. Jeśli Wright w tym krótkim czasie postanowiła zrobić cokolwiek złego, krwawego czy niemoralnego, Chey miała nadzieję, że chociażby jedna para "niewinnych" oczu nie będzie na to patrzeć i skupi się na czymś innym. Sama jednak co jakiś czas rzucała okiem na bójkę, gotowa w razie czego... Jeszcze nie wiedziała co, ale na pewno COŚ zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright


Liczba postów : 13
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pią Lut 09, 2018 10:12 pm

Nigdy jakoś nie aspirowała do bycia rycerzem. No, dobra! Macie mnie! Zawsze bardziej wolała robić za rycerza podczas dziecięcych zabaw niż księżniczkę, ale to było dawno. Bardzo dawno, gdy jeszcze nie wiedziała, że w przyszłości będzie w stanie tak bardzo skrzywdzić drugiego człowieka.
Zmarszczyła lekko brwi, spodziewała się, że mimo wszystko gościu odpuści, a mało, że tego nie zrobił to jeszcze ustawił się w osobliwej pozycji do ataku. Jeszcze to powarkiwanie tamtego. Gość coraz bardziej przypominała Wright wilka czy innego psowatego. Nie podobało jej się to, ale nie miała zamiaru tego pokazywać. Najważniejsze było to, aby Chey była bezpieczna. Nic innego się nie liczyło. Nic, a nic. Zerknęła ukradkiem na Chey. Był z dala od tego wszystkiego. Dobrze.
Sięgnęła dłonią do kieszeni kurki, aby wyjąć i otworzyć scyzoryk. Wiedziała co musi zrobić. Zadanie było proste: dotknąć go, popieścić prądem na tyle, aby stracił przytomność, chociaż osobiście skusiłaby się o bardziej radykalny krok, i wynieść się stąd. Wrócić do mieszkania i zapomnieć o całej sytuacji. Mieć resztę wieczoru wyjebane. Niech inni zajmą się tym psycholem, ona i Cor nie są od tego.
Splunęła mu na buty, chcąc go zdezorientować, aby zaraz rzucić się w jego stronę, próbując dotknąć jakiejkolwiek części jego ciała od pasa w górę, by mógł poczuł na własnej skórze kilka sporych wyładowań elektrycznych, które powinny powalić go na ziemię bez większego problemu. W razie potrzeby gotowa była zaatakować go scyzorykiem. Marna broń, ale zawsze jakaś. Ważne było, że dało się ją wbić boleśnie w ciało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Amelie Kent


Liczba postów : 23
Join date : 09/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Nie Lut 11, 2018 4:14 pm

Amelie z ulgą przyjęła fakt, że Chey zaczęła się lepiej czuć. Odetchnęła z ulgą, sadzając ją na jednej z wolnych kanap po tym jak jakiś uprzejmy koleś zrobił jej miejsce (a może to wina spojrzenia agentki, które wtedy mu posłała, mogące pewnie zabić).
- Jasne, nie rób nic głupiego, Chelsea. - ruszyła w stronę baru, przez tłum ludzi, który się najpewniej przy nim kręcił. Kobieta znów została popchnięta na ladę i próbowała zwrócić na siebie uwagę barmana, aby pozyskać konieczną do pomocy koleżance wodę.



My first job is big sister and I take that very seriously.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pani Kar
Kapryśna Pani.rar

Liczba postów : 391
Join date : 10/12/2016
Skąd : Mroczny wymiar

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Wto Lut 13, 2018 4:43 pm

Panny Kent i Levittoux zostawiły wszystko w rękach Alex, jakby co najmniej ta miała poziom umiejek Kapitana Ameryki i wytrzymałość Hulka. Ale no dobra, dwie na trzy postaci nie licząc standardowych NPCtow wiedzą, że na pewno nie da się rozgnieść byle pijanemu kolesiowi w barze.
Plunięcie Alex sprawiło, że mężczyzna się skrzywił, a może po prostu zwyczajnie w świecie odsłonił tylko bardziej zęby, cofając się o krok, co utrudniło atak prądem, gdy ona podsunęła się bliżej i ten nagle uderzył ją między łopatki zaciśniętą pięścią, chyba zostawiając tam siniaka i śląc na kolana.
Jednakże, nikt nie spodziewał się scyzoryka, który niczym Hiszpańska Inkwizycja, zatopił się w ciele przeciwnika, z racji uderzenia w brzuch, z pięć centymetrów od ostatnich żeber. Mężczyzna bardzo realnie zawały, cofając się gwałtownie, pozbawiając przy tym broni Alex i zatrząsł się. Nagle jego twarz zaczęła się wydłużać, a całe ciało rosnąć i zmieniać się. Paczcie pani, wilkołak! Stojący na dwóch łapach, z psią mordą i przerastający nawet basiory na sterydach, znów zawył, przyciągając wzrok towarzystwa. Ktoś wrzasnął, ktoś rzucił się do wyjścia, inni natomiast wyciągnęli komórki i robili materiał. Sam wilk odrzucił wyszarpnięty z rany scyzoryk na parkiet, pozbawiający Alex tej podstawowej broni. Z plusów: Ludzie zrobili im miejsce na parkiecie.

Alex Wright:
HP: - 1 (99)
Energia: -4 (96)

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://avengers-assemble.forumpolish.com
avatar
Corneille


Liczba postów : 31
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Czw Lut 15, 2018 5:43 pm

Była tu jedna osoba, która wiedziała, jak bardzo słowa "nie rób nic głupiego" skierowane w stronę Corneille są głupie i bezsensowne i bynajmniej nie była to osoba, która tak powiedziała. To mijałoby się przecież z celem, prawda? Ale tego Amelie nie mogła wiedzieć, więc idąc w stronę baru, prawdopodobnie nie spodziewała się, że jej nowa koleżanka zaraz coś odwali.
A odwalić musiała, bo w tego co widziała, sprawa nie miała się ciekawie. Na początku to jeszcze zakrawało o zwykłą bójkę z knajpię, jakich przeżyły już dziesiątki i zazwyczaj wychodziły z nich cało, toteż nawet faktu, że Alex zbierała bęcki, nie przyjęła z ogromnym przejęciem. Wkurwiła się, fakt, ale dopiero widząc, iż mężczyzna rozpoczął przemianę w coś wielkiego i włochatego, wzięła sprawę na poważnie i postanowiła interweniować. Tym bardziej, że ten pieprzony wilkołak jak gdyby nigdy wyjął sobie scyzoryk spod żeber i rzucił go na parkiet. Tego jeszcze nie grali. Racja: w swoim życiu zamordowały dziesiątki ludzi, ale jeszcze nigdy nie próbowały wykończyć wilkołaka gołymi rękami, bo tylko to im zostało. Przeklęte kluby i ich ochroniarze. Gdyby pozwolili im wnieść chociażby jeden pistolet, byłoby o niebo łatwiej.
Ucieszyła się, że na parkiecie zrobiło się minimalnie luźniej, bo dzięki temu mogła podejść odrobinę bliżej i bez większego problemu znaleźć wyrzucony scyzoryk. Wzięła go i rzuciła w stronę wilkołaka, celując w korpus. Nie miało to na celu zrobienie realnej krzywdy, a raczej odciągnięcie uwagi monstrum od Alex. Czy udało jej się trafić czy też nie, wychyliła się na chwilę z tłumu ludzi kręcących całe zajście i pomachała do niebieskowłosej, a później machnęła ręką w stronę wyjścia.
- Zwiewaj! - zawołała do niej, po czym sama spróbowała przedrzeć się przez tłum, unikając rozwścieczonego, przerośniętego kundla. Miała też nadzieję, że panna Kentówna również poszła za głosem rozsądku i ewakuowała się w momencie, gdy zaczęło się robić nieciekawie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright


Liczba postów : 13
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Yesterday at 10:17 pm

Ten jakże nieprzewidywalny cios spowodował chwilowe zamroczenie u Wright. Cóż, to nie było dobre posunięcie... Ta, było trzeba poczekać, aż tamten palant się przysunie. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Spokojnie zdąży się jeszcze odgryźć. Albo i nie.
Zdążyła się ogarnąć i wstać, aby zobaczyć jak gościu zmienia się w coś ala psowatego. Amerykanka zawsze lubiła psy, ale tego ewidentnie by uśpiła. Nie podobał się jej nic, a nic oraz nie sądziła, aby stał się z niego porządny pies. Szybko zaczęła analizować sytuację, która zdawała się beznadziejna. Okej, zabijała. Nie było to dla niej nic nowego, ale do jasnej cholery nigdy nie zatłukła gołymi rękami psowatego gościa, który pewnie był z dwa razy silniejszy od niej, a dodatkowo miał przewagę w postaci pazurów i kłów.
- Ja pierdole. Co za pojebaństwo... Matka to musiała cię bardzo nie kochać - mruknęła. Oj tak, ktoś jej tu będzie coś wisiał jeśli to przeżyją i ten ktoś powinien być tego jak najbardziej świadomy.
Co miała zrobić? Przychodziła jej do głowy tylko ucieczka. Zerknęła na tłum i uwierzcie mi, nie wahała się, ani chwili, gdy zobaczyła Chey. Zerknęła tylko w stronę wilka, a dokładnie tuż za niego na żarówki, aby spróbować je rozwalić mocą, aby jeszcze bardziej zdezorientować typa. Rzuciła się biegiem do wyjścia, odpychając każdego, kto stanął jej na drodze. Starała się zerkać na Chey, aby przypadkiem jej nie zgubić. Chciała się stąd jak najszybciej wydostać, pobiec do auta i odjechać stąd jak najdalej ze swoimi złotowłosym lwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   

Powrót do góry Go down
 
Kamienica - część klubowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: New York City :: Brooklyn :: Klub PanDEMONium-
Skocz do: