IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kamienica - część klubowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

Gość
Gość


PisanieTemat: Kamienica - część klubowa   Wto Lis 07, 2017 9:11 pm

Powrót do góry Go down
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 164
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Czw Gru 07, 2017 5:05 pm

Nawet seryjni mordercy mogą czasami się rozerwać.
I nie jest tu mowa o rozerwaniu się dosłownym, kończyna po kończynie, choć to również niewątpliwie byłoby fascynujące. Chodziło o coś bardziej trywialnego, ludzkiego, pozwalającego spełnić najbardziej podstawowe potrzeby i na moment zapomnieć o otaczającym świecie, tak brutalnym i nudnym. Póki jest się pięknym i młodym, najlepszą opcją zdaje się być klub. Przynajmniej tak było tym razem, gdy Cheyenne po drodze zwiodły różnokolorowe neony zapraszające do tego miejsca rozpusty i, co za tym idzie, wspaniałej zabawy. Wszelkie argumenty przeciw zostały zmiecione mocą jej upartego "ponieważ chcę, należy mi się, a ty idziesz ze mną". I jak się z tym kłócić?
Już na wejściu jej zmysły oberwały całą masą doznań. Głośna muzyka, różnokolorowe światła, a do tego cała gama zapachów: od alkoholu, przez pot i tłumiące go perfumy, aż po subtelną woń feromonów. Przez to dziewczyna na moment aż przystanęła w miejscu i przez ułamek sekundy przeszło jej przez myśl, że właśnie dlatego nie lubi bywać w takich miejscach - zbyt wiele sygnałów nawet dla przeciętnego śmiertelnika, o niej samej nie mówiąc. Szybko jednak to zignorowała, przywdziała uśmiech firmowy numer sześć i delikatnie pociągnęła Alex za rękaw, najwidoczniej obrawszy coś za cel. Wiedziała, że tłumaczenie jej w tym hałasie wiele nie da, ale nie dała jej też długo żyć w niepewności, bo oto wylądowały przy barze. I tu już nawet nie chodziło o to, żeby się urżnąć i wyjść, bo to mogła zrobić w losowym pubie w znacznie niższej cenie. Nie szło również o potrzebę dodania sobie odwagi, bo tej miała aż za dużo. Chey po prostu potrzebowała nieco przytępić zmysły, aby móc się dobrze bawić bez obaw, że zeświruje lub zemdleje, co już jej się, niestety, zdarzało. Dlatego na dobry początek zamówiła kolejkę shotów, zerkając wymownie na Wright i sugerując tym samym, że sama ich przecież nie wypije i jeśli już przypadkiem ma być pijana, to tym bardziej nie chce być w tym sama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pią Gru 08, 2017 8:43 pm

Przymknęła lekko powieki. Neony ją rozpraszały, denerwowały. Nie wiedziała czemu. Zazwyczaj tak na nie nie reagowała, a wręcz miała na nie wyjebane. Zwróciła wzrok ku niej, chwilę próbowała się stawiać, a nawet zapierać nogami. Poddała się i tylko wywróciła oczami. Naprawdę, że ona musiała być taka cholernie uparta... Gorzej niż dziecko. Nic do niej nie przemawiała, a przecież dobrze wiedziała jak kończyły się zabawy w takich miejsca z ich udziałem, a raczej z jej. To nie Alex mdlała lub świrowała w takich miejscach. Okej, ilość bodźców bywała lekko wkurzająca, ale dało się to wytrzymać. Zwłaszcza, gdy alkohol szumiał w głowie, muzyka zagłuszała troski, a obok miało się piękną kobietę, która przyciągała wzrok swoimi ruchami... Bluzgnęła pod nosem, widocznie niezadowolona z tego, że tak łatwo poddawała się Chey. Głupia była gotowa spełnić prawie każdą jej zachciankę... Kiedyś to się na niej odbije. Ale teraz? Teraz pozwoliła chwili trwać i trzymając dłoń Chey, dała się jej prowadzić. Cóż innego miała zrobić? Z resztą... Czy to ważne?
Przyglądała się jej w milczeniu, czekając co z tego wyniknie. Ba, była gotowa ją nawet łapać w razie czego. Nie robiłaby tego po raz pierwszy. Bez słowa sprzeciwu, nie było już po co, ruszyła za nią, starając się, aby wyglądać na zrelaksowaną, a zarazem zdystansowaną, a przy okazji obdarzając nieprzyjemnym spojrzeniem mężczyzn, których wzrok zbyt długo spoczął na Levittoux. Zerknęła na shoty, po czym przeniosła spojrzenie z powrotem na nią.
- A kto cię będzie potem zbierać z podłogi, gdy ja będę pijana, hm? - spytała, ale nie było trzeba ją dwa raz namawiać do tego, aby się napiła. Nie oszukujmy się, potrzebowała czegoś, aby się nieco rozluźnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Amelie Kent


Liczba postów : 37
Join date : 09/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Sob Gru 09, 2017 6:19 pm

Amelie była wściekła, że posiadała tak słabą wolę. Ale spotkanie dawno nie widzianych przyjaciółek ze szkoły, po tym radosne "musimy spędzić ze sobą razem więcej czasu" i tak znalazła się tutaj. Wciśnięta między jedno ciało, a drugie.
Ze zbyt głośną muzyką, zbyt dużą ilością ludzi i nawet nie mogła się znieczulić bo nie smakował jej alkohol. Ale tłum wypchnął ją w pobliżu baru. Pocierając obolały bok, weszła na wolny stołek i spojrzała na barmana.
Po dłuższej chwili krzyków udało jej się zamówić bezalkoholowego drinka. Rozejrzała się w poszukiwaniu znajomych twarzy, ale przyjaciółki ze starej szkoły nigdzie nie rzuciły jej się w oczy. Zamiast tego mogła rozpoznać dwie odważne dziewczyny, które aktualnie zamówiły sobie kilka shotów. Nie wiedziała o czym rozmawiają, ale chyba nie powinna podsłuchiwać innych?
Westchnęła ciężko wracając do poszukiwania znajomych twarzy.



My first job is big sister and I take that very seriously.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pon Gru 11, 2017 7:16 pm

Szybkim ruchem wlała płyn do gardła. Nie musiała czekać długo na przyjemną gorycz i ciepło, które mu towarzyszyło. Uśmiechnęła się lekko łobuzersko do Cor, aby zaraz po tym pod napływem zachcianki pocałować ją krótko, ale namiętnie. Po tym wypiła kolejnego.
Dopiero po tym dotarło do niej, że ktoś się od dłuższego chwili im przyglądał. Nie poczuła spięcia, ani zakłopotania. Co jak co, ale nie miała zamiaru kryć się ze swoją orientacją. Z resztą miała się kim chwalić, czyż nie? Nikt nie mógł zaprzeczyć, że Chey była piękna, a dla Wright nie było piękniejszej kobiety w tym klubie. Omiotła wzrokiem najbliższe otoczenie. Nie musiała długo szukać nieszczęśnika, który zwrócił swoje oczy w ich kierunku. W sumie to nieszczęśnicę. Nieznajoma nie wyglądała na taką, która się dobrze bawi. Ba, w ogóle zdawała się nie pasować do całego otoczenia. Wyróżniała się na swój sposób w tym całym tłumie i hałasie. Nie wiedziała co ją natchnęło, ale postanowiła się nieco zabawić. Uśmiechnęła się do Amelii w ciut zawadiacki sposób i puścić jej oczko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 164
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Wto Gru 12, 2017 4:03 pm

Gdy upragnione shoty stanęły przed nią, spojrzała na nie z radością i już miała wziąć pierwszego, aby na dobre zacząć wieczór, kiedy usłyszała głos swojej towarzyszki. Zerknęła na nią i po chwili wzruszyła ramionami.
- Czy to jest w ogóle istotne? - spytała i nie roztkliwiając się dłużej nad tym niezwykle poważnym problemem, po prostu ujęła kieliszek i, posławszy Alex delikatny uśmiech, wypiła jego zawartość. Właśnie tego potrzebowała. Co prawda, aby poczuć się tutaj w miarę dobrze będzie będzie jej trzeba ciut więcej alkoholu i czasu, ale to było do ogarnięcia.
Odwzajemniła ten krótki pocałunek, który podziałał na nią jak druga porcja wódki i sprawił, że na jej ustach wykwitł jeszcze szerszy, głupkowaty uśmiech. Cóż, przecież jest kobietą, ma prawo cieszyć się z takich drobiazgów. Po krótkiej chwili zobaczyła, że Wright puszcza komuś oczko i dość szybko zauważyła, że nie jej. Obróciła się więc, poszukując obiektu tego niecnego czynu i napotkała wzrokiem kobietę siedzącą kawałeczek za nią. Zdecydowanie nie bawiła się najlepiej, czyli stanowiła mniejszość w tym klubie, gdzie wszyscy starali się rozerwać. Cheyenne po chwili wróciła spojrzeniem do Alex i tym razem jej uśmieszek wyrażał czyste pobłażanie.
- Jak dziecko... - westchnęła, po czym wyzerowała drugiego shota i odsunęła się od niej tylko po to, żeby ruszyć w stronę samotnej laski.
Czy to wstęp do sceny zazdrości? Czy zaraz poleje się krew, polecą bluzgi i wyzwiska, a czyjeś zęby wylądują na posadce?
- Bonsoir, madame*. Może zechciałabyś przesiąść się parę stołków dalej? Nie wyglądasz na kogoś, kto dobrze się bawi tu, w samotności - zaproponowała, opierając się bokiem o bar. Zero nieuprzejmości czy nawet cienia kpiny. Czyżby miała lepszy dzień? Tak czy owak, naprawdę szkoda jej było tej kobiety i chciała ją zaprosić do zabawy, co chyba nie wyszło jej tak źle, bo jeszcze była prawie całkiem trzeźwa. Dopiero miało się okazać, czy to wystarczy.

*fr. "dobry wieczór pani"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Amelie Kent


Liczba postów : 37
Join date : 09/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Czw Gru 14, 2017 4:21 pm

Zaczęła rozważać opuszczenie lokalu. Poczuła się wystawiona do wiatru, oszukana i zmęczona zaistniałą sytuacją. A była tu mniej niż dziesięć minut. Już miała się podnieść, gdy zauważyła że obca zwraca się do niej w obcym języku. Nie wiadomo, czy userka Corn czytała ciekawostki związane z Amelie, czy może kierowała się "uniwersalnym językiem miłości", w każdym razie udało jej się trafić dziesiątkę. Amelie spojrzała w jej stronę zainteresowana, pijąc odrobinę drinka ze swojej szklanicy i obserwując jak ta się zachowuje. To ta sama która siedziała obok tamtej z błękitnymi włosami... ciekawe czy to farbowane, albo mutacja... a może kosmitka? Nie, to chyba byłoby wtedy zbyt proste.
- Hym, zwykle nie jestem chętna korzystać z takich propozycji, ale dziś trafiłaś na mój lepszy dzień. - może też trochę aparycja Corn wpłynęła na jej zainteresowanie, ale tylko troszeczkę. Zsunęła się z siedziska, na którym się znalazła i stanęła na ziemi obok niej - Amelie Kent. - przedstawiła się też od razu, choć nie wiedziała, czy dziewczyna ją usłyszy. W dłoni wciąż trzymała kupiony bezalkoholowy drink, nie stać jej było na zostawianie takich rzeczy samopas, z resztą, cokolwiek by sądziła o swojej urodzie, lepiej się pilnować. Nawet jeśli osiemdziesiąt procent gwałtów dzieje się w domach.
- Jesteś Francuzką, czy może po prostu lubisz ten język? - zagadnęła ją od razu, nawiązując do sposobu w jaki się do niej odezwała.



My first job is big sister and I take that very seriously.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Czw Gru 14, 2017 9:00 pm

Zmarszczyła lekko brwi, czekając na reakcje drugiej strony. Och, jej próba spełza na niczym. Szkoda, szkoda... Chwila, a może jednak? Może nieznajoma kobieta ją nie zauważyła jej drobnego zagrania, ale ktoś inny już tak. Amerykanka w spokoju przyglądała się Chey. Grzecznie czekała co zrobi. Była gotowa w razie potrzeby działać. Choć szczerze miała nadzieję, że blondynka nie odwali niczego z powodu jej drobnego wybryku, który nawet nie został zauważony.
- Przecież, wiesz, że jestem dużym dzieckiem - odparła tylko.
Nie wstała i nie poszła za nią. Może to było z jej strony nie rozsądne, a może po prostu przeczuwała, że Cor nic nie zrobi tej kobiecie. Sama tego nie wiedziała, jakoś tak wyszło. Wyzerowała kolejnego shota. Tak na wszelki wypadek.
Odetchnęła z pewną ulgą, gdy zrozumiała, że Cor nic nie zrobi nieznajomej. Co jak co, ale nie uśmiechała jej się awantura bez potrzeby. Grzecznie poczekała, aż kobiety do niej podejdą.
- Hi - przywitała się, uśmiechając w swój lekko łobuzerski sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 164
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pią Gru 15, 2017 8:00 pm

Ach, język miłości. Jak wiele można było nim zdziałać! Ileż razy Cheyenne używała go, żeby udawać obcokrajowca, który nic nie rozumie lub zyskać zainteresowanie osoby, z którą akurat miała ochotę pogawędzić. Najwidoczniej tym razem szczęście znowu jej dopisało, bo nie została odprawiona z kwitkiem.
- W takim razie czuję się zaszczycona - odparła, świdrując ją figlarnym i ciekawskim spojrzeniem. - Chelsea Lacroix. Miło mi cię poznać, Amelie. I w takim razie chodź, przedstawię was sobie - dodała zaraz, na poczekaniu wymyślając losowe imię i nazwisko i nawet nie dając po sobie w żaden sposób poznać, że kłamie. Nie sądziła, żeby Kent stanowiła dla niej jakiekolwiek zagrożenie, ale papa Brown zawsze mówił, żeby pozostać anonimowym, jeśli tylko istnieje taka możliwość. Nigdy nie wiesz, z kim masz do czynienia.
Zdążyła się odsunąć od blatu i zrobić krok w stronę Alex, kiedy padło pytanie Amelie. Chey uśmiechnęła się pod nosem. Tym przywitaniem trafiła w dziesiątkę.
- Quebec to prawie Francja. Zresztą, mój ojciec jest Francuzem, więc byłaś blisko - rzuciła do niej przez ramię na tyle głośno, aby usłyszała odpowiedź na swoje pytanie. W tej kwestii akurat nie skłamała. Przez moment przez jej twarz przebiegł cień, który szybko zniwelowała, gdy tylko odpędziła natrętną myśl, że powinna w końcu dać jakikolwiek znak życia... To nie był czas na takie rozmyślania. Przyszła się tu rozerwać, nie wywlekać swoje demony.
Już po chwili znowu stała przy Wright, tym razem w towarzystwie drugiej kobiety. Chey przez moment zastanowiła się, czy Alex przewidywała taki obrót spraw, ale doszła do wniosku, że prawdopodobnie tak, skoro w ogóle pozwoliła jej podejść do Amelie. Swoją drogą, czyż puszczanie psychopatycznej morderczyni do kobiety, do której to nieśmiało próbowała zarywać kobieta owej morderczyni nie jest trochę... nieodpowiedzialne?
- Amelie, to jest Ellie. Ellie, to jest Amelie, która zgodziła dołączyć się do nas dzisiejszego wieczoru - przedstawiła je sobie i zajęła swoje poprzednie miejsce, jakby bardzo zmęczyły ją te całe formalności. - Właśnie, Amelie. Co robisz tutaj sama? Nie wyglądasz na typ laski, który upija się w samotności... O ile w tym w ogóle jest alkohol - zaczęła bez ogródek, skinąwszy w stronę jej drinka. Po prostu fascynowało ją to, jak można przyjść do takiego miejsca rozpusty samemu, zamówić tandetnego drinka ze znikomą ilością alkoholu i źle się bawić, kiedy wokół jest tyle pokus... A później zdała sobie sprawę z tego, że nie wszyscy są tacy jak ona. Cóż, pytanie już padło, nie cofnie go, więc pozostawało jej czekać na odpowiedź, a w międzyczasie zerkała na Alex i jej reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Amelie Kent


Liczba postów : 37
Join date : 09/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Sob Gru 16, 2017 3:51 pm

Kluby sprzyjały niecodziennym spotkaniom. Czasem kończące się romansem, toaletowym zbliżeniem lub innymi, krótkimi formami znajomości. Amelie przez lata wytworzyła u siebie przekonanie, że klubowe znajomości służą do zaspokajania potrzeb ludzi o niskiej samoocenie, którzy chcą polepszyć ją kosztem innych. Sama nie uważała, że potrzebuje czegoś takiego, a swoją samotność tłumaczyła brakiem czasu z powodu dużej ilości obowiązków. Z resztą, dzięki temu że nikogo nie miała, nie musiała wymyślać kłamstw, które niszczyłby jej relacje. Same plusy!
- A więc pochodzisz z dawnej kolonii francuskiej, to faktycznie, prawie że Francja. - na razie zamierzała się cieszyć zainteresowaniem dwóch pań, których nie można było podejrzewać o coś więcej niż podrobione legitymacje, dzięki którym znalazły się wewnątrz tego klubu.
- Miło mi poznać, Ellie. Amelie Kent. - wyciągnęła do Alex dłoń, aby ją uścisnąć w założeniu przyjacielskim uścisku - Muszę przyznać, że masz ciekawy kolor włosów. - nawet gdyby to była naturalna barwa, najpewniej się by do tego nie przyznała. Niemniej, musiała przyznać że imponowała jej odwaga by pozwolić na swojej głowie zostawić taką szopę.
- Przyszłam z koleżankami z dawnej szkoły, ale zostawiły mnie gdzieś praktycznie przy wyjściu. Doprawdy, w dzisiejszych czasach na nikogo nie można liczyć. - z westchnieniem zmęczenia poprawiła białą koszulę ozdobioną cyrkoniami na mankietach i wywinięciach kołnierzyka. W połączeniu ze zwykłymi, czarnymi jeansami nie dawało to nie wiadomo jak piorunującego wrażenia, ale wyglądało dobrze i schludnie. Póki co.
- I nie, raczej nie pijam alkoholu. Za bardzo sobie cenię swój mózg, szczególnie że to dzięki niemu zarabiam na utrzymanie. - zerknęła to na jedną, to na drugą, próbując je jakoś ocenić, choć dudniąca muzyka i półmrok wcale tego nie ułatwiały - A wy? Często bywacie w takich miejscach?



My first job is big sister and I take that very seriously.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Czw Gru 21, 2017 11:56 pm

Odpowiedzialność? A z co to jest? Z czym to jadalne? Da się zastrzelić lub zhakować? Nie? Smutek. A tak naprawdę nie oszukujmy się Alex nigdy nie należała do zbytnio rozsądnych ludzi. Taki urok działania pod wpływem emocji oraz bycia buntownikiem i awanturnikiem z natury.
Ah, jak ona lubiła przybierać nie swoje prawdziwe imię. Dobra, nienawidziła tego. Mimo wszystko podobało swoje. Było spoko, ale cóż, czasem trzeba się poświęcić, nie?
O dziwo była spokojna. Zero nerwowych ruchów, czy coś w tym stylu. Na pewno nie miała zamiaru zaraz wyjść na środek sali i robić awantury o nie wiadomo co. Nie oszukujmy się, nie miała o co, więc pozostawał jej spokój i wyluzowanie z dodatkową nutką łobuzerstwa w spojrzeniu i uśmiechu.
- Nie tylko krew ma francuską - odparła, obejmując ramieniem Cheyenne i przyciągając do siebie, aby ucałować jej skroń, a przy okazji można było zauważyć ciut zadziorne spojrzenie oraz uśmiech posłany w stronę Cor. Och, miała nadzieję, że dziewczyna nie weźmie tego zbytnio jako atak na jej osobę. Co jak co, ale nie miała ochoty spać na podłodze zwłaszcza, gdy mogła to robić w jednym łóżku z Cor u boku. Hej, ciepełko drugiej osoby to fajna rzecz!
- Mnie też miło poznać - odpowiedziała, po czym ujęła dłoń Amelie w pewnym, ale na swój sposób delikatnym uścisku. Oczy Amerykanki były skupione na ich nowej towarzyszce. Tak, Wright próbowała cokolwiek wywnioskować z ruchów, wyglądu i sposobu bycia kobiety. Ciekawe co by zrobiła, gdyby wiedziała naprawdę z kim ma do czynienia... przeszło jej przez myśl. Alex zawsze interesowała reakcja innej osoby na prawdę o nich dwóch. Co może być ciekawszego niż uświadomienie komuś, że ma styczność z płatnymi zabójcami? - Uznam to za komplement. Osobiście lubię ten kolor. To na swój sposób rodzaj buntu, chociaż ktoś inny po prostu by stwierdził, że zajebiście seksownie mi w tym kolorze - powiedziała, jak gdyby nigdy nic. Kto miał wiedzieć o kim jest mowa ten wiedział.
- Cóż, koleżanki nie wiedzą co tracą - odparła Wright, jeżdżąc palcem po skraju pełnego kieliszka. Nie zgodzę się z tym ostatnim. Trzeba sobie po prostu znaleźć odpowiedniego partnera zbrodni i tyle - odparła swoje spojrzenie mimo wszystko, kierując w stronę Cor. Może Wright nie była pewna wielu rzeczy w swoim życiu, ale jedno było dla niej pewnikiem, a była nim właśnie Chey. Nikomu nie była w stanie zaufać, prócz tej złotowłosej łajzy obok siebie. Mogły wyzywać się od najgorszych, dopierdalać sobie na każdym kroku, ale obie sobie ufały. Wiedziały, że jedna nie pozwoli na krzywdę tej drugiej. Porąbana, ale jednak miłość.
- Może niedokładnie w takich miejscach. Zazwyczaj raczej chodzimy do mniej zatłoczonych i jaskrawych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 164
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pon Gru 25, 2017 8:46 am

Jedynie wywróciła oczami i lekko dźgnęła niebieskowłosą łokciem w żebra. No tak, Alexandra Wright w pełnej krasie. A mówili, że to ona zachowuje się jak szczyl z niewyparzonym jęzorem... Ale mimo wszystko potraktowała to jako komplement i nie odsunęła się. Pewnie dlatego, iż sama niedługo pewnie również będzie rzucać niewybrednymi żartami w towarzystwie, póki co była jeszcze za trzeźwa na to. Jak świat wokół przestanie dudnić, a zacznie czule szumieć, zapewne wyjdzie z niej imprezowe zwierzę.
Gdyby Cheyenne całe życie zastanawiała się, co pomyśleliby ludzie, gdyby dowiedzieli się o ich tajnych tożsamościach, ześwirowałaby jeszcze bardziej, więc nawet nie zaprzątała sobie tym głowy. Miast tego obserwowała, jak kobiety wymieniają się uprzejmościami i tak dalej. Nie skomentowała nijak słów Wright o nietypowym kolorze jej włosów, lecz po delikatnym uśmieszku Kanadyjki łatwo było stwierdzić, do kogo należała ta druga opinia.
- Od razu partnera zbrodni... Picie chyba jest jeszcze legalne? - spytała, spoglądając na Amelie i nie czekając na odpowiedź, wypiła zawartość ostatniego kieliszka. Tak dawno zatarła jej się granica między rzeczami dozwolonymi i zakazanymi, że już nawet nie miała pewności co do tej drobnej kwestii. - I hej, większość ludzi zarabia głową. Jeden wieczór luzu jeszcze nikomu nie zrobił krzywdy - ... prócz tych dziesiątek ludzi rocznie, którzy nie wracają do domów po mocno zakrapianej nocy. Ups?
- Ale tu też jest fajnie! - dodała radośnie za Alex. Alkohol chyba zaczynał uderzać jej do głowy, bo czuła się coraz lepiej i wyraźnie się rozluźniła. - Dobrze, Amelie. Skoro nie pijesz, mam nadzieję, że chociaż tańczysz na trzeźwo - rzuciła, patrząc uważnie na Kent i posyłając jej wyzywający uśmieszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Amelie Kent


Liczba postów : 37
Join date : 09/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Sro Gru 27, 2017 7:01 pm

Obie nowo poznane kobiety wydawały się Amelie całkiem sympatyczne, co nie było codziennym odkryciem. Zwykle ludzie ich pokroju denerwowali ją szybko, ale na razie była skłonna przymknąć oko na zachowania koleżanek. To w końcu nic nie wymagająca specjalnego zaangażowania relacja na jeden wieczór, bo Amelie nie podejrzewa żeby, nawet tak ekscentryczne jak dwie morderczynie istotki, długo pozostały w jej świadomości.
- Ktokolwiek ci to powiedział - aczkolwiek zachowanie Corneille łatwo wskazywało sprawcę - Ma rację. Choć nie widziałam cię w innych kolorach, ciężko jest mi więc stwierdzić. - upiła kolejny łyk swojego drinka. Takich rzeczy nie należało zostawiać samemu sobie.
- Aktualnie legalne, choć kiedyś były i czasy prohibicji. Nawet nie wiecie ile mafijnych domów wybiło się w tamtym okresie. - szmugiel, szmugiel i jeszcze raz szmugiel - Gdyby tylko moja praca nie była tak nierówna godzinowo to bym się zgodziła. Ale niestety, moje obowiązki sięgają różnych pór dnia i nocy, więc będę musiała pozostać przy swojej wersji. Z resztą, alkohol mi po prostu nie smakuje. - na pytanie o taniec odrobinkę się spłoszyła.
- Nie jestem jakoś specjalnie uzdolniona, ale trochę pomachać głową na parkiecie zawsze mogę spróbować. - wzruszyła nieśmiało ramionami.
- A więc co skłoniło was do zajrzenia w tą lubieżną jaskinię najniższych instynktów? - z ciekawością spojrzała na Alex.



My first job is big sister and I take that very seriously.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pon Sty 01, 2018 2:19 am

Jakże zabawne musiałaby być chwila, gdyby cała trójka stanęła na placu boju i dowiedziałaby się o swoich tożsamościach. Ach, to musiałoby być dość ciekawe przeżycie dla samej Amelie. Wright i Levittoux mało co było już w stanie zdziwić, choć zapewne interesujące byłoby to jakby się zachowały w tj sytuacji.
Na jej twarzy widniał ten sam lekko rozbawiony uśmieszek nawet pomimo zagrania ze strony Chey. Na odpowiedź ukochanej odpowiedziała tylko delikatnym pogładzeniem dłonią biodra dziewczyny. Może i to było szczeniackie zachowanie, ale jej w żaden sposób nie przeszkadzało. Cóż, niebieskowłosa po prostu była na swój sposób dumna z Cor, a że okazywało to w taki, a nie inny sposób - bywa!
Legalne? Tak, granice tego co dobre, a złe już dawno się rozmyły w ich życiu. Trudno było powiedzieć czy zostały w nich jeszcze jakieś krople moralności czy wyrzutów sumienia. Czy Wright zdarzało się jeszcze wahać przed naciśnięciem spustu? Czy mogłoby jej się zdarzyć tak, że dłoń by jej drżała, a ona sama nie potrafiłaby zabić?
Nie odpowiedziała na pytanie Kanadyjki, została uprzedzona przez Amelie.
- Heh, dzięki - odparła, poprawiając ręką grzywkę. Co jak co, ale lubiła słuchać komplementów. Z resztą kto nie lubił? Dla ludzi zdawało się to być tak cholernie naturalne, że uwielbiali mieć łechtane ego w ten lub inny sposób.
Przez ustach Amerykanki zawitał jakby lekko rozbawiony uśmieszek, gdy ta mówiła o mafii.
- Wiesz, Amelie, ja też na swój sposób zarabiam głową, ale mnie to jakoś nie przeszkadza w piciu. Ba, czasem lepiej mi się pracuję po kieliszku wina - odparła. - Czasem warto się rozluźnić i dać sobie chwilę lub dwie przerwy. To zawsze dobrze robi - mruknęła ciut rozmarzonym tonem, zerkając w stronę Cor. Cóż, może to było nie taktowne, ale jeśli o luzie i chwili przyjemności to jakoś tak w głowie Alex zaczęły się rodzić ciut nie przyzwoite myśli. Cóż, alkohol robił swoje, a i swego rodzaju nastrój też ją naszedł.
W sumie to nie była zaskoczona tym, że podczas pytania, które padło z ust ich nowej towarzyszki, wzrok Kent był skupiony właśnie na jej skromnej osobie. Co jak co, ale teoretycznie to Wright wyglądała na taką, która buja się po takich miejscach.
- Lubię zaspokajać podstawowe pragnienia - odparła bez wahania, uśmiechając się w ciut dwuznaczny sposób. - Ten dreszczyk emocji podczas seksu w toalecie bywa w jakiś sposób podniecający - zażartowała, choć kto ją tam wie. - A tak naprawdę to kaprys tej pani obok - rzekła, wskazując głową na Cor. Po chwili odwróciła spojrzenie z powrotem na nią. - I ta pani będzie się musiała ciut postarać, aby mnie wyciągnąć na parkiet. Bez przekupstwa tam nie pójdę -dodała zaraz.A nóż, widelec uda jej się coś ugrać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 164
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Wto Sty 02, 2018 4:07 pm

Przez dłuższy czas milczała, dając dziewczętom porozmawiać. Nie przyszła tu po to, żeby uprawiać tak popularny small talk, to mogłaby robić dosłownie wszędzie, zwłaszcza w jakimś cichszym i mniej rozpraszającym miejscu. Jedynie czasami potaknęła Alex, gdy ta mówiła o chwili luzu dla siebie. Nie rozumiała, jak można się powstrzymywać takie drobne pokusy ze względu na coś tak trywialnego jak praca... Chociaż ona akurat nie mogła się odzywać, bo ostatni raz pracowała legalnie w wakacje w liceum, a od tamtego czasu nikt nie patrzy na to, czy wypije kieliszek wina (ewentualnie pół butelki) przed pracą czy nie. Grunt, że była skuteczna.
- Alkohol nie musi być smaczny... - mruknęła niezbyt głośno, więc możliwe, że w ogóle nie została usłyszana. I fakt, że była zwolenniczką trunków dobrych wcale nie wpływał na to, iż czasami sięgała po coś paskudnego, ale kopiącego w tyłek i głowę.
Aż się uśmiechnęła, widząc, że Amelie spojrzała na Alex, zadając swoje pytanie. Śmieszne, biorąc pod uwagę, że to wcale nie Wright była zwolenniczką takich miejsc i to nie ona postanowiła zawitać tu tego wieczora, lecz została bestialsko zaciągnięta w progi klubu. W tym momencie coś jej zazgrzytało, obdarzyła niebieskowłosą gniewnym spojrzeniem i odsunęła się od niej odrobinę.
- To idź obciągnąć komuś w tym podniecającym kiblu - syknęła. Miała bowiem zatartą granicę między dobrem i złem, często zachowywała się nieprzyzwoicie, ale miała jeszcze jakieś resztki godności, które nie mogły pozwolić, żeby ten żart uszedł kobiecie na sucho.
Następnie przeniosła wzrok na Amelie i wzruszyła ramionami.
- Mają ładne neony - odparła lakonicznie, nie czując potrzeby, żeby się tłumaczyć, bo, nie oszukujmy, to był jedyny powód, dla którego wybrała to miejsce. - Wracając, kto powiedział, że musisz być królową tańca? - rzekła, energicznie odsuwając się od baru. - Skoro nie chcesz pić, to może chociaż dasz się porwać najdzikszym żądzom na parkiecie? - zaproponowała, wyciągając dłoń w jej stronę, w międzyczasie posyłając Wright jedynie krótki, złośliwy uśmieszek. O nie, nie będzie próbowała przekupować kogokolwiek, jeśli mogła to samo dostać za darmo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Amelie Kent


Liczba postów : 37
Join date : 09/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Czw Sty 04, 2018 3:13 pm

Najwidoczniej Los lub bardziej prawdopodobne, złośliwa userka zdecydował się wystawić wolę Amelie na próbę, wrzucając ją prosto w szpony dwóch najemniczek o niewysokim poczuciu humoru, który pewnie przez dłuższy czas przebywania ze sobą byłby dla Amelie denerwujący. Jednakże, teraz właściwie był całkiem znośny gdyż Imperatyw tak chciał, a w tej fabule musi się wypracowywać za dwóch.
Stwierdzenia Corn na temat smaku alkoholu faktycznie nie usłyszała, było ono zbyt ciche jak na warunki panujące w lokalu i chyba bardziej skupiła się na właścicielce kolorowych pukli, niż jej partnerce.
- Pozostanę jednak przy braku alkoholu w swoim drinku. - i właściwie bardziej patrzyła na Wright dlatego, że to ona zaczęła mówić, że nie jest to najczęstsze miejsce gdzie lubieżne najemniczki lubią przebywać.
Wyznanie Alex oraz dość agresywna reakcja Chey, choć niedosłyszana, bo spróbuj usłyszeć w klubie syczenie do drugiej osoby, ale mimika wystarczała by rozpoznać, że nie jest to nic miłego, sprawiły, że Amelie odrobinę się spłoszyła. Sytuacja przez chwilę była bardzo napięta ale kobieta nie czuła się w obowiązku interweniować w relację tej niecodziennej pary, więc po prostu odwróciła wzrok, starając się zignorować ucisk niepokoju w podbrzuszu poprzez napicie się niby to mimochodem drinka.
Na szczęście atmosfera się oczyściła i propozycja tańca ze strony Kanadyjki nie mogła ujść uwadze Kent. Agentka przez chwilę rozważała próbę uśmiechu, ale stwierdziła że najpewniej wyjdzie z tego jakiś trudny do identyfikacji grymas, po prostu powoli skinęła głową.
- O ile nie będzie ci przeszkadzać jak z kilka razy stanę ci na palcach, to czemu nie, raczej nikt nie powinien zginąć. - dopiła resztkę zawartości szklanki, pamiętając lekcje by nie zostawiać napojów w klubach. Co prawda 80% gwałtów dzieje się w domach i na kobietach, którym daleko do kusicielek, ale Kent nie chciała należeć do tych 20%. Nigdy.



My first job is big sister and I take that very seriously.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pon Sty 08, 2018 6:28 pm

Ogólnie to nie za bardzo chciała tu być. Wolałaby siedzieć w wynajentym przez nie mieszkaniu i grać na laptopie, obejrzeć film czy robić cokolwiek innego. Nigdy nie była wielkim zwolennikiem tak ogromnych miejsc rozpusty jak to, w którym były. Wolała mniejsze, częściej bardziej przytulne, może ciut intymniejsze miejsca tego pokroju. Co ciekawe nie przeszkadzało to Amerykance w zajebistym bawieniu się podczas różnych rockowych koncertów. Cóż, może kwestia jej drobnej i nie do końca odwzajemnionej miłości do muzyki? W końcu jeszcze kilkanaście lat temu marzyła się jej wielka kariera muzyczna. Któż się spodziewał, że tak, a nie inaczej potoczy się życie? Na pewno nie ona.
Kątem oka dostrzegła to gniewne spojrzenie skierowane w swoją stronę. Nie poczuła ani zmieszania, ani nic z tych rzeczy. Ba, myślała, że Cor nawet nie zwróci uwagi na ten jej głupi komentarz.
- Kobietom nie mam co obciągać. Powinnaś to wiedzieć, sweetheart. W końcu masz w tej kwestii większe doświadczenie - odparła ze spokojem, choć sama Kanadyjka powinna wiedzieć, że mimo wszystko, na popierdolony sposób ukuło to Wright.
Czy zaskoczył ją podejście Chey? Trochę tak, ale postanowiła nie dać po sobie tego znać. Tak, nawet ona czuła coś tak głupiego jak zazdrość. Była to nader ludzka cecha, której trudno się był pozbyć. Zwłaszcza będąc najemnikiem na zlecenie. Chciwość, zachłanność i znaczenie swojej pozycji. Dlatego w spojrzeniu Alex nie było żalu, oburzenia czy wściekłości. Była pewność. Pewność co do swojej pozycji w życiu Chey, pewność do tego, że ta do niej wróci bez względu na to co teraz odwalała, bo to właśnie Wright była najważniejszą istotą w życiu Kanadyjki i vice versa. Obie dobrze to wiedziały.
Nie miała się, więc zamiaru ruszać z miejsca. Ba, postanowiła zamówić sobie piwo, a dodatkowo przez myśl jej przeszło czy nie zapalić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 164
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Sob Sty 13, 2018 9:43 pm

Chciała tylko odpyskować, a oberwała rykoszetem. Nie chciała tego ciągnąć, bo kłótnia dwóch urażonych kobiet-najemników w tak zatłoczonym miejscu mogłaby się zakończyć wybitnie krwawo. Cheyenne w ogóle by to nie przeszkadzało, ale wolała oszczędzić im problemów, toteż jedynie posłała Alex mordercze spojrzenie, żeby nie pomyślała, że spłynęło to po niej jak po kaczce. Później się z nią policzy, o ile w ogóle będzie pamiętała, że żywiła do niej jakąkolwiek urazę.
Miast dalej pyskować, co w tym przypadku byłoby równie skuteczne co walka z wiatrakami, skupiła się na postaci Amelie. Ucieszyła się jak dzieciak, kiedy jej propozycja została przyjęta, a obawy kobiety zbyła machnięciem dłoni.
- Nie przeszkadza mi to - odpowiedziała i już ciągnęła Kent w stronę tego tłumu na parkiecie, puściwszy Wright oczko na odchodne. No tak, kobieta nie wyglądała na kogoś, kto mógłby takim nadepnięciem wyrządzić jej realną krzywdę, a do tego nie oszukujmy się - na parkiecie było tyle ludzi, że dotyk jednego ciała więcej nie zrobiłby jej różnicy.
Jeśli Amelie była grzeczna i nie postanowiła nagle zrezygnować, dość szybko wmieszały się w różnorodny tłum tańczących, który przypominał bezkształtną masę, unoszącą się w górę i w dół i rozlewającą na boki. Cheyenne przez cały czas bardzo starała się nie zgubić swojej towarzyszki, bo nie po to ją wyrywała na parkiet, żeby teraz się nagle rozejść, ale wiadomo, różnie to bywa, kiedy przy okazji chcesz się dobrze bawić.~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Amelie Kent


Liczba postów : 37
Join date : 09/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Nie Sty 21, 2018 6:55 pm

Sposób w jaki Alex wolała spędzać czas, wyłączając koncerty rockowe, które nie należały do lubianych przez Amelie, bardzo przypadłby agentce do gustu. I pewnie nie rozumiałaby, co takiego Alex w swojej partnerce widzi, że znosi takie dziwne i nieszczególnie udane podrywy. No ale cóż, miłość nie wybiera, a Amelie miała tylko siostrę do kochania. Może kiedyś spotka swoją Tracer, która skradnie jej serce... ech, marzenia.
Na razie jednak skupiła się na tych dwóch, które teraz zajęły się wzajemnym dogryzaniem sobie nawzajem.
- No, moje panie. - Sytuacja przestawała być przyjemna, a robiła się odwrotnie proporcjonalna do tego słowa. Ale nim zdołała zareagować, została wyciągnięta na parkiet, wraz z Corneille. Zerknęła jeszcze w stronę Alex, jakby chcąc się upewnić, że nie zostanie jej za to wbity nóż w plecy, gdy tylko nie będzie patrzeć, ale niebieskowłosa nie wydawała się w ogóle sytuacją poruszona.
Na początku na parkiecie miała chwilową trudność w odnalezieniu się w niecodziennej sytuacji. Popchnięta przez jedno to drugie spocone ciało, prawie wylądowała w ramionach Chey.
- Przepraszam! - musiała krzyknąć bo na podświetlonym parkiecie było jeszcze trudniej się wzajemnie porozumieć. Mimo to, powoli zaczęła się poruszać w takt jakiegoś techno, czy innej dyskotekowej muzyki. Coraz śmielej, ale nie przestawała rozglądać się po otoczeniu, w razie gdyby nagle miała wpakować się na nie jakaś... niespodzianka.



My first job is big sister and I take that very seriously.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pani Kar
Kapryśna Pani.rar

Liczba postów : 601
Join date : 10/12/2016
Skąd : Mroczny wymiar

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Wto Sty 23, 2018 5:30 pm

Dwie, z trzech bohaterek zdecydowały się potańczyć na parkiecie. Choć z początku nikt im nie przeszkadzał, nie licząc innych tańczących, którzy od czasu do czasu, z braku dostatecznej ilości miejsca, mogli ocierać się o Amelie i Corneille, to po kilku minutach do obu pań zbliżył się dziwny osobnik.
Wysoki, czarnoskóry, z włosami na żel, przygładzonymi do tyłu, a głęboko osadzone ciemne oczy niezdrowo błyszczały. Ubrany w białą koszulę, wepchniętą w jeansy według najnowszej mody. Delikatnie błyszczenie się od potu skóry wskazywało na to, że bawi się w lokalu od dłuższego czasu. Ale nie przeszkadzało mu to zbliżyć się do Corn, i błyszcząc zaskakująco białymi zębami, pochylić się bliżej niej, wcinając się między nią a Amelie.
- Dasz się zaprosić do tańca? - spytał jej na tyle głośno by usłyszała. Pachniał jakaś dziwną, odrobinę duszącą wodą kolońską, od której mogło się Cheyenne zakręcić w głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://avengers-assemble.forumpolish.com
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 164
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Sro Sty 24, 2018 8:43 pm

Tak jak się spodziewała, próba tańca na parkiecie mogła przypominać odrobinę walkę o przetrwanie w Puszczy Amazońskiej, ale po chwili udało im się wywalczyć na tyle miejsca, żeby móc w spokoju się bawić. Prawie. Widząc Amelie niekontrolowanie lecącą w jej stronę, odruchowo wyciągnęła ręce, żeby chwycić ją za ramiona i powstrzymać przed upadkiem. Na przeprosiny zareagowała jedynie śmiechem. Widać, że Kentówna nie bywała w takich miejscach. Gdyby było inaczej, zapewne nie przejęłaby się ani trochę tym, iż wszyscy próbują je popychać i przypadkiem może dotknąć innego człowieka.
Wokół unosiła się cała masa dziwnych, silnych zapachów, ale Cheyenne zdawała się je ignorować, jako że nie było jeszcze bardzo źle i zajmowała umysł czymś innym niż wysoka ilość bodźców wokół. Coś jednak popsuło wszystko, a raczej ktoś, kogo obecność dziewczyna wyczuła już z pewnego dystansu. Zaraz potem stanął przed nią wysoki czarnuch i aż musiała podnieść głowę, żeby móc na niego spojrzeć. I to był błąd, bo zapach tego, czym się spryskał, teraz jeszcze agresywniej wdzierał się do jej nozdrzy, aż cofnęła się o pół kroku i wpadła na kogoś, a po sekundzie rozejrzała się za Amelie.
- Nie, dzięki! - odkrzyknęła krótko i znowu przelotem spojrzała na jego twarz, której wyraz jasno dawał do zrozumienia, że miała do czynienia z osobnikiem bardziej wstawionym niż ona sama. To jednak nie było ważne, bo poczuła, że nieco uginają się pod nią kolana, więc szybko wyminęła faceta, chwyciła Kentównę za rękę i pociągnęła ją w stronę brzegu parkietu, gdzie było mniej ludzi, a przede wszystkim nie było tego konkretnego mężczyzny.
- W środku było trochę za tłoczno - wytłumaczyła kobiecie na tyle głośno, żeby usłyszała. Nie minęła się za bardzo z prawdą, a nie chciała za bardzo tłumaczyć, dlaczego postanowiła zmienić miejsce. Tutaj czuła się odrobinę lepiej, chociaż dalej było jej ciut słabo, o czym chciała zapomnieć w tańcu, toteż szybko zaczęła znowu bujać się do rytmu, aby pobudzić krążenie i nie przerywać zabawy. Liczyła na to, że mężczyzna za nimi nie poszedł, ale to chyba byłoby zbyt proste, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Amelie Kent


Liczba postów : 37
Join date : 09/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pią Lut 02, 2018 3:13 pm

Cieszyła się, że Corn nie była tak sztywna jak ona i bardziej obeznana z tym całym klubowym światkiem. Amelie osobiście coraz mniej się podobało w tym miejscu. Chyba powoli głuchła, bo musiała krzyczeć coraz mocniej, a kolejne poszturchiwania rozpraszały ją z prób tańczenia całkowicie, więc właściwie tylko odrobinę podrygiwała, co jakiś czas upewniając się, że widzi przed sobą nową znajomą... aż nagle ktoś się wciął między nie. Wściekła cofnęła się kilka kroków i zaraz znów wróciła na swoje miejsce, popchnięta przez kobietę w czerwonej mini.
Na szczęście, Chey nie była zainteresowana tym dziwnym typem, wyciągając biedną agentkę z tłumu w mniej ludne miejsce. Amelie otarła krople potu, które zaczęły perlić się na jej czole, szyi i policzkach. Setki oddechów tworzyły prawdziwą saunę w lokalu.
- Czego chciał? - spytała ją, ruchem głowy wskazując za mężczyzną, który się nią zainteresował. Nie podejrzewała czegoś większego, ale może to jakiś diler, którego możnaby złapać? Co poradzić, że nie lubiła się rozstawać z pracą nawet w chwilach wolnych.



My first job is big sister and I take that very seriously.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Alex Wright
Haker Grubej Wrony

Liczba postów : 86
Join date : 03/11/2017
Skąd : Boyne City

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Pon Lut 05, 2018 7:31 pm

Nie wzruszyło ją to spojrzenie Chey. Co jak co, ale zdarzało jej się dość często je widzieć. Tak, tak, uważaj bo się przestraszę przeszło jej przez myśl, gdy patrzyła się na swoją ukochaną z lekkim politowaniem w spojrzeniu. Cóż, odprowadziła kobiety wzrokiem, po czym została sama w tłumie obcych ludzi. Uch... Najchętniej by stąd po prostu wyszła i udała się do mieszkania, które wynajmowały. Ba, w tej chwili niezwykle kuszącą opcją zdawało się przejście się do auta, aby się przekimać dwie czy trzy godzinki. Cóż, wiedziała, że nie powinna tego robić. Wiedziała jaka jest jej jasnowłosa miłość i zostawianie jej samej w obcym miejscu, pełnym różnorakich bodźców i alkoholu mógł się źle skończyć dla otoczenia.
Oparła się o bar, wyjmując paczkę z papierosami z kieszeni. Wyciągnęła z niego jednego peta i wsunęła go sobie za ucho. Takie tam przygotowanie na potem. Ta, postanowiła chwilę poczekać. Sięgnęła po swoje piwo, które leniwie zaczęła sączyć, przyglądając się otoczeniu dokoła. Nie minęła dłuższa chwila, gdy myśli Amerykanki pobiegły w swoją stronę, odrywając się od tego miejsca. Nie wiedziała ile minęło, ale w pewnym momencie wyłapała, że obie panie wyszły z tłumu i zaczęły się bawić bliżej parkietu. Wright zmarszczyła lekko czoło, zastanawiając się czy coś się stało. Postanowiła na razie nie wkraczać do sytuacji. Po prostu przyglądała im się ze swojego miejsca
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pani Kar
Kapryśna Pani.rar

Liczba postów : 601
Join date : 10/12/2016
Skąd : Mroczny wymiar

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Sro Lut 07, 2018 3:21 pm

Jeśli obie liczył, że ucieczka z centrum parkietu cokolwiek zmieni, to, niestety, były w błędzie. Namolny gość znów do nich podszedł, tym razem prawie taranując Amelie, która również mogła poczuć dziwny zapach jego "perfum" co mogło wywołać u niej zawroty głowy, nim stanął z powrotem przed Chey.
- Lubię takie niedostępne. - znów się wyszczerzył lubieżnie, dalej roztaczając ten dziwny, wywołujący dziwne otępienie zapach.
- Nie daj się prosić, mała, jestem naprawdę zdolny. Mówię ci, ze mną będzie ci naprawdę dobrze. - mrugnął do niej, najwidoczniej należąc do tego typu namolnych palantów, którym pięścią ciężko przetłumaczyć niechęć do towarzystwa, a co dopiero słownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://avengers-assemble.forumpolish.com
avatar
Corneille
Gruba Wrona

Liczba postów : 164
Join date : 04/11/2017

PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   Sro Lut 07, 2018 8:13 pm

Nareszcie chwila względnego spokoju, czy też cisza przed burzą, jak później miało się okazać. Z tego co zauważyła, nie tylko ona odczuła ulgę z powodu odejścia w mniej ciasne i tłoczne miejsce. Corneille zerknęła w kierunku, który wskazała Amelie i wzruszyła ramionami.
- Tego, czego wszyscy tutaj. Tańca - odrzekła trochę od niechcenia. Cóż innego mogliby chcieć ludzie w klubie? Na pewno nie wspólnego zgłębiania dzieł Arystotelesa. Do wyboru zostawał tylko alkohol, taniec i szybki numerek w tutejszej toalecie, ewentualnie coś, co można w tym kiblu wciągnąć. Niezbyt bogaty i imponujący asortyment.
Nic nie trwa wiecznie, bo byłoby zbyt prosto i przyjemnie, a jak wiadomo, życie to nie ciastko z kremem. Zbliżającego się skunksa wyczuła jeszcze zanim ten odsunął jej towarzyszkę, na co Kanadyjka zareagowała zmarszczeniem brwi i próbą zabicia wzrokiem delikwenta, który im przeszkadzał. Czarę goryczy przelały jednak dopiero jego słowa, na które dziewczyna zapragnęła wbić mu nóż głęboko pod żebra i zapewne zrobiłaby to, gdyby nie zbyt wielu świadków wokół.
- Słuchaj, moufle*, nie obchodzi mnie to, jak dużego masz. Wynoś się, albo urżnę ci jaja i... - warknęła i być może zabrzmiałoby to groźnie i odpychająco, gdyby nie fakt, że słowa te padły z ust niepozornego kurdupla płci żeńskiej, który pod koniec swojej przemowy zrobił krok w tył (a raczej zatoczył się) i oparł plecami o jedną z kolumn podpierających strop wokół parkietu.
Chey poczuła, że nogi się pod nią uginają i raczej nie ma jak uciec, a gdyby chciała przywalić mężczyźnie, to zakładając, że już uda jej się podnieść rękę i trafić, raczej nie mogła zrobić mu dużej krzywdy. Jedynie zerknęła więc w stronę baru i spojrzała błagalnie na Alex, nim jeszcze zaczęło jej się dwoić i troić przed oczami. A mogła się jej posłuchać i w ogóle tu nie pchać, ale nie, musiała postawić na swoim, doskonale wiedząc, jak to się skończy. Pewnie zostanie jej to wypomniane jeszcze milion razy, o ile niebieskowłosy rycerz w białej zbroi i na lśniącym koniu zdąży przed napalonym i zdesperowanym czarnuchem. Cóż za pasjonująca rozgrywka!

* fr. "skunksie"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Kamienica - część klubowa   

Powrót do góry Go down
 
Kamienica - część klubowa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: New York City :: Brooklyn :: Klub PanDEMONium-
Skocz do: