IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Trochę hiszpańskiego słońca!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Antonio Fernandez


Liczba postów : 29
Join date : 24/10/2017

PisanieTemat: Trochę hiszpańskiego słońca!   Czw Lis 02, 2017 10:55 pm



Metryka:


Imię/Imiona i Nazwisko: Antonio Fernandez y Carriedo.

Płeć: mężczyzna.

Wiek i Data Narodzin: 236 lat (ur. 14/03/1778).

Pochodzenie: Madryt, Hiszpania.

Rasa: mutant.

Profesja: barman w melinie dla typów spod ciemnej gwiazdy, zabójca na zlecenie.

Wzrost: 186 cm.

Waga: 90 kg (w każdej chwili może się zmienić).

Pseudonim/Tajna Tożsamość: Hiszpańska Inkwizycja brak, ale gdy potrzeba, to używa fałszywych danych (obecnie: Antonio Rodríguez y Castillo).

Jawność Tożsamości: jawna.

Przynależność: Bractwo Mutantów.


Słabości:
- jest podatny na wszelkie fizyczne zranienia, a odcięcie głowy kończy się jego śmiercią;
- jest podatny na hipnozę;
- potrzebuje jeść więcej niż przeciętna osoba, aby efektywnie korzystać ze swoich mocy oraz, jeśli korzysta z niej dużo, odzyskać straconą energię. W innym przypadku może zasłabnąć. Gdyby głodował dłuższy czas (ponad tydzień), zaczął by całkiem tracić kontrolę nad swoimi komórkami, co mogłoby doprowadzić do ich degradacji;
- jego moc nie działa automatycznie. Czyli np. jeśli nie wyśle sygnału do ciała, aby uleczyło ranę, ta sama się nie zregeneruje (będzie leczyć się w normalnym tempie);
- nie potrafi panować nad emocjami i pod ich wpływem potrafi zrobić wiele głupich rzeczy. Praktycznie zawsze reaguje emocjonalnie, nie myśląc o konsekwencjach;
- ma duży problem z moralną oceną tego, co jest dobre, a co złe. Doprowadza to do nieporozumień i, często niechcianych, wpadek (nieraz dość poważnych);
- nie potrafi być obiektywny;
- jest uczulony na pomidory i wszystkie ich pochodne. Po zjedzeniu ich powinna pojawić się na jego ciele wysypka, a gardło normalnie miałby niebezpiecznie spuchnięte, ale swoją mocą niweluje wszelkie tego rodzaju skutki;
- kiedy walczy, często nie zwraca uwagi na swoje ciało i rany, zapominając nawet o regenerowaniu ich na bieżąco. Dzieje się tak szczególnie gdy wpada w coś w rodzaju "szału bitewnego". Dopiero po wszystkim doprowadza się do porządku, o ile jeszcze jest w stanie;
- ma problemy z elektroniką zaawansowaną bardziej niż telewizor. Jak dla niego technologia zbyt szybko się rozwinęła. Poza tym... nie uważa, by była mu potrzebna do szczęścia (no chyba, żeby obejrzeć jakiś mecz);
- bardzo łatwo ulega wdziękom kobiet (ładnych panów także, ale kobiety wiodą prym);
- nie potrafi kłamać;
- panicznie boi się samotności;
- jest parę rzeczy, które wyprowadzają go z równowagi szybciej i łatwiej niż inne. Dotyczą one jego rodziny, przyjaciół, kobiety.


Fizjonomia: wysoki latynos o śniadej karnacji. Ma krótkie, lekko pofalowane, brązowe włosy (choć czasem zapuszcza sobie z tyłu kitkę), które wiecznie odstają we wszystkie strony. Jego oczy są soczyście zielone, co dość odznacza się w wyglądzie, szczególnie porównując go do rodaków. Twarz ma przystojną i o łagodnych rysach, choć niepozbawionych męskości, bez żadnych znamion czy blizn.
Sylwetkę ma wysportowaną, wyraźnie umięśnioną, jednak nie wygląda na typowego siłacza. Ot, ktoś, kto raczej ćwiczy aktywnie, niż siedzi i wyciska na klatę. Za to ramiona ma dość szerokie, biodra wąskie, a tyłek fajny. Ma bardzo nieliczne owłosienie na ciele, co jest zasługą jego mocy. W niektórych miejscach można u niego dostrzec parę blizn, które Tonio specjalnie zostawił na pamiątkę.
Ubiera się dość luźno, najchętniej w proste koszule lub t-shirty, zwykłe spodnie i wygodne buty. Rzadko kiedy nosi się elegancko czy pod krawatem, ale potrafi dostosować się do okazji. Gdy jest naprawdę ciepło, nie stroni od pokazywania swojej klaty, chodząc po mieście w samych szortach. Co ciekawe, na szyi nosi srebrny krzyżyk. Prawie nigdy go nie ściąga.


Cechy Charakteru: Antonio jest przede wszystkim bardzo ekspresywny. Wszystkie emocje od razu po nim widać, przeżywa je bardzo intensywnie. Niczego nie ukrywa, niczego nie udaje. Rzadko też w ogóle kłamie, często jakby zapominając, że ma taką możliwość. Jest bardzo bezpośredni, prostolinijny i otwarty. Mówi, co myśli i… reaguje także w sposób, jaki jest dla niego najbardziej naturalny. Nie zawsze jest to jednak adekwatne do sytuacji, przynajmniej według innych.
Ogólnie wydaje się być... naprawdę pozytywną osobą! Wiecznie uśmiechnięty, przyjacielski, skory do zabawy i wygłupów. Idealny kompan do wyjścia na piwo czy na podryw. Nic więc dziwnego, że przyciąga do siebie ludzi, co chwila nawiązując nowe relacje czy przelotne romanse. Jest typowym ekstrawertykiem, który najlepiej czuje się w tłumie lub paczce znajomych. Lubi pożartować, czasem pokaże nieco charakterku, a przy kobietach staje się mistrzem podrywu. Nie można odmówić mu takiej typowej hiszpańskiej pasji i namiętności. W jego przypadku widać je na każdym kroku. Mimo to jest naprawdę niewiele osób, z którymi jest naprawdę blisko (zawsze wliczał w to grono przede wszystkim rodzinę… póki ta jeszcze żyła).
Cała ta jego “pozytywność” jest jednak tylko pierwszą warstwą, pod którą kryje się wiele rzeczy, o których nie chciano by wiedzieć. Jak było wspomniane, Tonio przeżywa wszystko intensywnie. Jego reakcje są często skrajne, niekoniecznie adekwatne do sytuacji. I tak jak z radością czy miłością jest dość prosto (choć też nie zawsze), to problem pojawia się przy nienawiści, złości, zazdrości. Jeśli ktoś Antonia wyprowadzi z równowagi, odczuje na sobie w pełni jego gniew. Rzadko wtedy wygląda na zwyczajnie wściekłego (ale nie można powiedzieć, że takie sytuacje się nie zdarzają), często wciąż się uśmiecha, ale jego spojrzenie przepełnione jest czystym okrucieństwem. I nie jest wtedy dla niego problemem, by kogoś skrzywdzić… lub nawet zabić. Nie widzi w tym nic złego. Ma zupełnie spaczone pojmowanie moralności. Wszystko zawsze zależy od tego, co sam uważa za słuszne. Swój interes i poglądy stawia na samej górze, całą resztę do tego dostosowując. Trudno przekonać go do zmiany zdania lub stanowiska, jest to prawie że niemożliwe.
Mimo wszystko… nie jest do końca złą osobą. Potrafi się troszczyć i kochać. Zdarza mu się niestety krzywdzić najbliższe osoby przez sposób, w jaki o nie dba, jednak na pewno nieumyślnie. Nie potrafi tworzyć normalnych, zdrowych relacji. Już nie. Jednak przede wszystkim nie chce zostać sam. Boi się samotności bardziej, niż czegokolwiek innego.


Akta Biograficzne: Antonio narodził się w 1778 roku w Hiszpanii, konkretnie w Madrycie. Pochodził z licznej, dobrze usytuowanej rodziny. Był najstarszym dzieckiem państwa Fernandez y Carriedo, a co za tym idzie - dziedzicem. Dbano więc o jego edukację, maniery i obycie. Ojciec brał go także jako towarzystwo, gdy załatwiał różnego rodzaju interesy lub spotykał się z biznesowymi partnerami (zajmował się transportem). Nie było to jednak coś, co by młodego Tośka interesowało. Był żywym, energicznym dzieckiem, które dużo bardziej wolało się bawić, biegać, grać i wygłupiać z rodzeństwem. Były jednak lekcje, które naprawdę lubił - walki (ot, taki dodatek, bo ojciec stwierdził, że mężczyzna powinien umieć posługiwać się stalą, nie tylko bronią palną). I choć z początku wymachiwanie szablą wydawało się naprawdę ekscytujące, to entuzjazm Antonia do tej broni spadł bardzo szybko, gdy przez przypadek poznał, co to znaczy walczyć mieczem. I choć ten typ broni już bardzo dawno wyszedł z użytku, chłopak i tak zaczął uczyć się nią posługiwać. Bo… czemu nie? Każdy ma jakieś hobby!
Rodzina Tosia od pokoleń przyjaźniła się z rodziną Bonnefoy, przedstawicielami francuskiej szlachty. Mieli oni syna, prawie rówieśnika Antonia - Francisa. Chłopcy, którzy poznali się jako małe dzieci, szybko się zaprzyjaźnili. A jako że mieli mnóstwo okazji by się wzajemnie odwiedzić lub spotkać, można powiedzieć, że praktycznie wychowywali się razem. Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że w momencie, gdy we Francji szlachta masowo musiała uciekać za granicę, aby nie trafić pod gilotynę, Francis uciekł właśnie do Antonia. Obaj byli wtedy nastolatkami.
Młody Bonnefoy spędził z przyjacielem pod jego dachem około roku. Ten czas bardzo scalił ich relację. I choć Toś najchętniej zaproponowałby mu, by został u nich i dłużej, to jednak nie zależało to od niego. Pożegnał więc Francisa, nie wiedząc, jak wiele lat minie, nim znów będą mieli okazję się spotkać.
Niedługo po jego wyjeździe Antonio zauważył, że jest w stanie robić rzeczy, które wymykały się ludzkiemu pojmowaniu. Zaczęło się od rany. Niezbyt groźne, ale irytujące przecięcie, które przeszkadzało Hiszpanowi w zginaniu ręki. Pomyślał, że chciałby, żeby goiła się szybciej… i faktycznie tak się stało. Nie będąc pewnym, co dokładnie się właśnie wydarzyło, chwycił kuchenny nóż i rozciął swoją skórę raz jeszcze. I ponownie - gdy tylko pomyślał o zagojeniu się rany, tej już po chwili nie było. Nie trzeba było wiele czasu, by Toś zauważył, że jego kontrola nad własnym ciałem nie ogranicza się tylko do regeneracji. Coś mu jednak mówiło, aby nie zdradzać się z tym przed innymi. Szczególnie że jego rodzina była bardzo wierząca i mogła łatwo posądzić go o jakieś konszachty z diabłem czy innym szatanem. Mimo to nie potrafił długo siedzieć cicho - szybko wszystko wyszło na jaw. Najpierw wygadał się przed rodzeństwem, później przed matką i ojcem. Tak jak ci pierwsi przyjęli to z zaciekawieniem i pewną zazdrością, tak rodzice wręcz przeciwnie. Wydawali się być… przerażeni. Tonio musiał obiecać, że nie będzie robił tych “obrzydliwych rzeczy sprzecznych z naturą” ze swoim ciałem oraz nigdy nikomu nie powie, co potrafi. Temat umarł i nikt więcej go nie poruszał. Antonio jednak nie potrafił się powstrzymać, by czasem nie próbować korzystać ze swoich mocy.
Kolejne lata przebiegały dość spokojnie, mimo narastających wokół niepokojów. Antonio zaczął dużo podróżować, parokrotnie wraz z ojcem odwiedził Nową Hiszpanię oraz inne kolonie, poznając przy tym świat i nawiązując różnorakie kontakty. Powoli wdrażał się w życie, które go czekało. Od kiedy zobaczył, że jego przyszła praca nie polega tylko na siedzeniu w papierach, zaczął się tym bardziej interesować, choć zdecydowanie wolałby być kapitanem statku niż jakimś zarządcą. W międzyczasie rodzina co chwila przypominała mu, że przydałoby się powoli myśleć o założeniu rodziny, ale Tonio odkładał to na potem. Niekoniecznie miał ochotę na zobowiązania, mimo że uwielbiał towarzystwo pięknych kobiet. Poza tym… nie musiał się tym aż tak martwić. W końcu mógł pozostać sprawnym dłużej niż jakikolwiek mężczyzna!
Gdy miał trzydzieści lat, los tak poprowadził ścieżki Antonia, że ten ponownie spotkał swojego przyjaciela. Było to jakiś czas po tym, jak Hiszpan na dłuższy czas powrócił do rodzinnego kraju, nie chcąc być zbyt daleko od rodziny, gdy Napoleon szalał sobie wokół. W kraju było niespokojnie, francuskie wojska wkroczyły już na teren Hiszpanii (jeszcze udając sojuszników), a wśród całego tego zgiełku niespodziewanie doszło do spotkania Tonia z Francisem. Hiszpan od samego początku miał wrażenie, że sporo się w nim zmieniło (ha, w końcu tyle lat!), jednak szczęście spowodowane tym, że po tylu latach znów mogli razem siedzieć i gadać, odsunęło to na dalszy plan. I wszystko byłoby w porządku, gdyby… Francis nie uwiódł siostry Tonia (młodszej od brata o jakieś dziesięć lat). Nie wiedział, ile trwał ich związek ani jak wyglądał, ale po raz pierwszy zawładnęła nim taka wściekłość, że mało brakowało, a zamordowałby swojego najlepszego przyjaciela na miejscu. Dziewczyna starała się stanąć w obronie ukochanego, jednak doprowadziło to do jeszcze większej kłótni, aż w końcu jej ucieczki. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności zginęła tamtej nocy. Antonio nie mógł się z tym pogodzić. I, jak łatwo się domyślić, za wszystko obwinił Francisa. W tym momencie ich przyjaźń roztrzaskała się na drobne kawałeczki.
Niedługo po tych wydarzeniach wybuchnęła wojna. Antonio wspomina ją jak przez mgłę, niewiele pamiętając. Było dużo krzyków, krwi i śmierci. Walczył, oczywiście, po stronie hiszpańskiej, ale niezbyt przejmował się, za co walczy. Był to dla niego raczej sposób… wyżycia się, wyrzucenia z siebie emocji. Wie jednak, że to wtedy dowiedział się o zasięgu swojej mocy. Okazało się, że mógł kontrolować nie tylko swoje ciało, ale i ciała innych, jeśli tylko ich dotknął. Mógł w ten sposób pomagać… ale i zabijać.
Gdy wojna się skończyła, Antonio powrócił do domu rodzinnego. Trudno jednak było mu się tam odnaleźć, szczególnie gdy okazało się, że podczas wojny zginęła jeszcze dwójka jego rodzeństwa oraz ojciec. Nastały trudne czasy, kiedy trzeba było trzymać w garści rozbitą psychicznie rodzinę, odpracowywać szkody, które wywołała wojna i postawić na nogi odziedziczony interes. W międzyczasie dwie jego siostry wyszły za mąż, a on został sam z matką i ostatnim bratem. Był rozbity. Z jednej strony także chciał opuścić dom, z każdym dniem czując się tam coraz gorzej, ale odpowiedzialność i przywiązanie mu na to nie pozwalały. Niedługo pojawił się kolejny cios - matka Antonia zaczęła ciężko chorować. Teraz tym bardziej nie mógł jej zostawić. Większość czasu, który Antonio spędzał w domu, poświęcał opiece nad nią. W końcu jednak umarła. Hiszpan zapewnił jej godny pochówek, załatwił wszelkie formalności… po czym zostawił dziedzictwo w rękach brata, samemu odchodząc w końcu z domu.
Zaczął podróżować. Wielokrotnie zaciągał się do armii i walczył… nawet nie wiedząc po co, jakby raczej dla samej walki i by zrobić coś ze sobą. Pozwalało mu to poczuć przez chwilę adrenalinę, wyrzucić z siebie cały gniew i agresję, zawiązać krótkie relacje z ludźmi. Próbował także parokrotnie związać się z jakąś kobietą lub... założyć rodzinę. Choć kiedyś wolał omijać zobowiązania, nie potrafiąc wytrzymać zbyt długo z jedną partnerką, tak w tym okresie zaczął doceniać wszystko to, co niesie ze sobą stały związek. Jednak… nigdy nic z tego nie wyszło (choć jednego razu było bardzo blisko). Niejednokrotnie z powodu tego, że upatrzona partnerka dowiadywała się o jego mocach. One też sprawiały, że Hiszpan wolał nie zostawać w jakimś miejscu dłużej, nawet jeśli mógłby tam żyć bez podejrzeń przed kilkadziesiąt lat. Trudno jednak było mu ukrywać swoje zdolności, szczególnie że pozwalały mu być wiecznie młodym, silnym i sprawnym.
Tak więc kręcił się z miejsca na miejsce, z każdym rokiem coraz bardziej odczuwając ciągnącą się za nim samotność. Zaczęła go ona powoli wyniszczać psychicznie. Największe spustoszenie w głowie Antonia wyrządziła jednak… wojna domowa w jego kraju, która wybuchła w ‘36 roku. Został zaciągnięty do oddziałów walczących po stronie Franco. Z początku to, co się działo, przerażało go. Było to gorsze od każdej wojny, w której do tej pory brał udział. Po pewnym czasie jednak się w tym zatracił, zupełnie poddając się zwierzęcym instynktom. Ta część niego, która narodziła się w tym okresie, została z nim już na zawsze.  
Gdy jedna wojna się skończyła, narodziła się kolejna. Podczas niej, we Francji, Antonio poznał Gilberta, który walczył w tym czasie po niemieckiej stronie. Zaprzyjaźnili się, a gdy w ‘45 Niemiec musiał uciekać do Argentyny… Tonio postanowił wyjechać tam wraz z nim. Stwierdził, że może faktycznie dobrze by mu zrobiło takie… odcięcie się? Porzucił więc Europę i przybył do Ameryki. Tam przez jakiś czas trzymał się razem z Bercikiem, jednak po niecałym roku przyjaciel zaginął. Tonio próbował z początku dowiedzieć się, co się z nim stało, ale w końcu odpuścił. Uznał go za zmarłego. Posiedział jeszcze chwilę w Argentynie, a potem zaczął odwiedzać inne dawne kolonie, zatracając się w zabawie, miłostkach i bójkach. Wtedy też zaczął przyjmować zlecenia na morderstwa. W końcu… zabijanie było czymś, co potrafił najlepiej.
Po jakimś czasie obiło mu się o uszy Bractwo Mutantów, działające w Stanach. Coś go tknęło. Przynależność do grupy… czy nie tego właśnie było mu potrzeba? W dodatku do grupy składającej się z ludzi takich jak on, którym nie będzie przeszkadzało, że jest “inny” oraz, z tego, co się dowiedział w telewizji, którzy nie będą krzywo patrzeć na listę tych wszystkich ludzi, których już zabił. Trochę minęło czasu, nim udało mu się skontaktować z kimkolwiek z Bractwa, aż w końcu w ‘68 stał się jego członkiem i osiadł na stałe w Północnej Ameryce. Odnalazł tam w końcu częściowy spokój i do dziś nie żałuje, że dołączył do tej grupy. Widząc też, jak bardzo każdy jest tam indywidualny i… często nawet ekscentryczny, postanowił powrócić do swojej ukochanej broni. Choć chwilę zajęło mu powrócenie do wprawy, już wkrótce zaczął chodzić z mieczem przypasanym do boku.
Po ponad dwudziestu latach do Bractwa dołączył ktoś, kogo Antonio nie spodziewał się już nigdy ujrzeć - Francis. Okazało się, że i on jest mutantem, a jego moce również pozwalają mu na długowieczność. Co jednak było ważniejsze… W pierwszej chwili w Hiszpanie obudził się dawny gniew, który spał przez te wszystkie dziesiątki lat, a wspomnienie śmierci siostry powróciło ze zdwojoną siłą. Zaraz jednak Antonio zaczął przypominać sobie o innych rzeczach - o latach samotności, o poczuciu beznadziejności i o łączącej ich kiedyś przyjaźni. Gniew zgasł, schował się na nowo gdzieś głęboko. A Tonio wybaczył Francisowi, choć nie zapomniał, na nowo dając zielone światło ich relacji. Już wkrótce przekonał się, że naprawdę tego potrzebował.
Lata mijały i życie toczyło się dalej. Hiszpan przenosił się z miejsca na miejsce, podejmował różnych prac i zleceń, wplątywał w krótsze i dłuższe związki, aż w końcu poznał Averith. A raczej... Znalazł ją. Nieprzytomną i ranną kto wyrzucił całkiem sprawną laskę?!. Czy bardziej spodziewał się z tego jakichś korzyści, czy może odezwało się w nim współczucie - trudno powiedzieć. Zabrał ją jednak do swojego mieszkania, opatrzył i zwyczajnie się nią zaopiekował. I choć szybko zniknęła… to po paru dniach musiał się nią zająć ponownie. W taki dziwny sposób zaczęła się ich relacja. Dziewczyna nie była wzorem wdzięczności, a początek był wyjątkowo burzliwy (ha, jakby później miało się to zmienić!), jednak... jakoś tak wyszło, że szybko między nimi zaiskrzyło. Z początku wyglądało to raczej jak romans, chwilowa przygoda, ale im dłużej ich związek trwał, tym poważniejszy się okazywał. Antonio pokochał Averith miłością, która może nie była piękna, romantyczna i w jakikolwiek sposób normalna, ale... prawdziwa. W takim znaczeniu, w jakim sam ją pojmował.
I tak żyje sobie dalej.


Potencjał Bojowy:

Siła: 2/2/7 (250 kg)
Szybkość: 3/3/10 (30 km/h)
Zręczność: 3/5/6
Wytrzymałość: 3/3/8
Zdolności Bojowe: 5/6/6
Regeneracja: 7/7/8
Celność: 3/5/6
Inteligencja: 2/3/5



Wyposażenie:

Broń:
- miecz typu bastard o gładkiej, okrągłej głowicy i z drewnianym chwytem obitym skórą oraz ze zbroczem do mniej więcej ¾ długości głowni, waży około 1,8 kg i jest lekko przeważony do przodu, co sprawia, że wydaje się cięższy niż w rzeczywistości, a jego uderzenia mają większą siłę, jest długości mniej więcej ramienia Antonia. Nosi imię "Hija" (czyt. iha);
- topór dwuręczny o drewnianej rękojeści i z podwójnym ostrzem, dolną część ma owiniętą rzemieniem dla wygodniejszego chwytu;
- Colt M1911;
- Glock FM81 Black z piłą.

Pancerz: brak.

Plecak/Ekwipunek Podręczny: pistolet, nóż, srebrny krzyż na łańcuszku, telefon, gotówka, karta bankowa i dowód na fałszywe nazwisko, jakieś przekąski, (do pracy i na zlecenia bierze ze sobą miecz: w pierwszym przypadku trzyma go pod ręką, ale nie na widoku, zaś w drugim ma go przy pasie. W obu przypadkach trzyma go w pochwie).

Przechowalnia: miecz, topór, rzeczy potrzebne do zajmowania się bronią, zapasy amunicji,, gitara, typowe wyposażenie mieszkania.

Lokum: zmienia je dość często; obecnie wynajmuje z dziewczyną mieszkanie na Bronxie w Nowym Jorku (piwnica mieszkania przerobiona na coś w rodzaju zbrojowni, przy czym jest tam na tyle dużo miejsca, by spokojnie trenować).

Środek Transportu: Chevrolet Silverado (czerwony).

Pieniądze: trochę już zaoszczędził na przestrzeni lat oraz miewa spore przychody ze zleceń, więc trochę tego jest. Większa część leży na koncie.



Moce:

Antonio jest mutantem, a co za tym idzie, ma wrodzone, unikalne umiejętności, które objawiły się w wieku dojrzewania. W przypadku Fernandeza jego gen X pozwala mu na kontrolowanie własnego ciała w stopniu, w którym nie potrafiłby tego żaden człowiek, oraz przyspieszanie czy spowalnianie zachodzących w nim procesów biologicznych. Może nasilić wzrost swoich włosów, zatrzymać serce, zabić bez problemu wszelkie wirusy w swoim organizmie, spowolnić starzenie komórek, pozbyć się trucizn oraz, co najważniejsze, regenerować się (działa to też w drugą stronę: gdyby chciał, mógłby poddać fragment swojego ciała rozkładowi). Nie może jednak kombinować przy swoim DNA, więc nie zmieni koloru oczu ani nie usunie wrodzonych przypadłości czy chorób (ale może niwelować ich skutki). Im bardziej Antonio przyspiesza procesy zachodzące w jego ciele, tym bardziej się męczy. Dopóki jednak nie jest to związane z np. leczeniem swoich ran jedna za drugą, nie jest to aż tak odczuwalne.
Może za to mieć wzwód tak długo, jak tylko zechce!

Opanowanie Mocy: 4/5/5
Zasięg mocy: 0/0/9


Gdy Antonio był już całkiem dorosły, pojawiła się jego druga mutacja, która była rozszerzeniem tej pierwszej. Mężczyzna zauważył, że jest w stanie kontrolować nie tylko swój organizm, ale także ciała innych ludzi. Musiał jednak mieć z nimi bezpośredni kontakt - skóra przy skórze.
Jeśli chodzi o dokładne długotrwałe oddziaływanie tej mocy na ludzi: jak na przykład Antonio pozbywa się toksyn z czyjegoś organizmu, leczy go albo tworzy mu ranę, to taki efekt pozostaje nawet po tym, gdy Tosiek puści już drugą osobę (rzadko korzysta z tego podczas walki; degradacja oraz regeneracja komórek męczy). Wywołanie migreny, ataku serca, duszności, bólu - to mija od razu po przerwaniu kontaktu fizycznego. Postarzanie i odmładzanie komórek jest procesem w połowie trwałym. Jest to problematyczne, najwolniej działa (nie wystarczy kogoś chwilę potrzymać za rękę) i nie jest wykorzystywane w walce, ale zostaje na stałe. Proces postarzenia/odmłodzenia działa tylko podczas dotyku, potem komórki działają i starzeją się normalnie.

Opanowanie Mocy: 4/5/5
Zasięg mocy: 1/1/9



Umiejętności:

- świetnie posługuje się mieczem i toporem dwuręcznym;
- jest wysportowany;
- potrafi naprawdę smacznie gotować. Preferuje rodzimą kuchnię, ale nie jest dla niego problemem zrobienie także innych potraw;
- sprawnie pływa;
- jest dobrym żeglarzem i posiada wszelkie umiejętności związane z tym;
- robi świetne drinki;
- zna podstawy medycyny, choć rzadko z tej wiedzy korzysta (potrafi zszyć ranę, nastawić kość i ogólnie wie, co robić, gdy ktoś mu się pod nogami wykrwawia);
- umie posługiwać się bronią palną;
- posiada przeszkolenie wojskowe;
- grywa na gitarze klasycznej (potrafi też całkiem nieźle śpiewać i tańczyć);
- oprócz rodzimego hiszpańskiego zna także francuski i angielski, trochę rozumie i mówi po niemiecku.



Informacje Dodatkowe:

- walczy mieczem i toporem, bo to pozwala mu się wyżyć. Korzysta z czystej siły i ma bezpośredni kontakt ze swoją ofiarą. Jest to dość barbarzyńskie, ale taka forma najbardziej mu odpowiada;
- uwielbia kawę i wino, pije je praktycznie codziennie. Nie znosi za to herbaty;
- krzyżyk, który nosi na szyi, jest prezentem od jego najmłodszej siostry. Jest do niego bardzo przywiązany;
- prawdopodobnie jest ojcem wielu dzieciaków, o których nie ma bladego pojęcia (a spora część z nich już umarła ze starości);  
- regularnie trenuje, by nie wyjść z wprawy we władaniu mieczem (zwykle w piwnicy);
- od kiedy należy do Bractwa, stara się nie zabijać innych mutantów.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 410
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Trochę hiszpańskiego słońca!   Sob Lis 04, 2017 6:26 pm

Do rozpisania druga moc, a tak wszystko jest ok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 410
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Trochę hiszpańskiego słońca!   Sob Lis 04, 2017 7:03 pm



Ranga: Anonimowy
Punkty: -15

Prosimy o uzupełnienie profilu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Trochę hiszpańskiego słońca!   

Powrót do góry Go down
 
Trochę hiszpańskiego słońca!
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Formalności postaciowe :: Zbiór Kart Postaci :: Zaakceptowane-
Skocz do: