IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bezdroża [EVENT]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
[NIEAKTYWNY MG]
Prezes

Liczba postów : 130
Join date : 28/02/2017
Skąd : (któryś z kolei) wymiar równoległy

PisanieTemat: Bezdroża [EVENT]   Wto Paź 31, 2017 7:26 pm

Odległości między miastami są w Stanach ogromne, dlatego żadnego podróżnika nie dziwi obraz prostej autostrady na przestrzał rozciągającej się milami pustyni. Krajobraz, jak z obrazka na tapetę do komputera. Na tle zachodzącego słońca piasek mienił się czerwonym kolorem, a światło rzucało coraz dłuższe cienie kamieni stojących majestatycznie w oddali. W takim miejscu każdy mógł poczuć wolność, albo strach. Prosta droga idealna do rozważań i kontemplacji dla samotnego wilka...
Na czas eventu inni użytkownicy nie mogą wejść postacią do tego tematu*


Oh, the blooming, bloody spider went up the spider web,
The blooming, bloody rain came down and washed the spider out,
The blooming, bloody sun came out and dried up all the rain,
And the blooming, bloody spider came up the web again.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Bezdroża [EVENT]   Sob Lis 04, 2017 1:39 pm

Blaze katował silnik swojego motocykla wyciskając z niego każdy gram ryczącej mocy. Jechał przed siebie, nie oglądając się, nie myśląc. Po prostu jechał. Przed siebie. Be celu. Pierwotnie, wychodząc z mieszkania Jennifer planował jedynie odetchnąć, złapać oddech, ewentualnie pozwolić sobie na kilka rundek po najbliższych ulicach, ale... Szybko odkrył, że to nie wystarczy. Musiał się oderwać. Przynajmniej na moment, a miasto... Otoczenie i atmosfera Los Angles nie pozwalały mu na to. Hałas, wszechobecni ludzie, neony... Przeszkadzały. Musiał się wyrwać. Tylko na trochę.
Jak zwykle bywało to "trochę" mogło się przeciągnąć.
Gdy oddalił się już dostatecznie, kiedy ślady cywilizacji zaczęły stawać się niemal niezauważalne... Zwolnił, zjechał na pobocze i wreszcie zatrzymał się.
Kilka minut trwał w bezruchu, z dłońmi opartymi na udach, lekko pochyloną głową. Jego wzrok był pusty, nieobecny... Oczy nawet jak na niego - smutne. Wreszcie ruszył się. Skórzane odzienie skrzypnęło żałobnie kiedy zsiadał z ciągle gorącej maszyny. Postąpił kilka kroków. Stanął. Pozycja jaką przyjął była... Swobodna? Ręce zwisały wzdłuż ciała... Wydawać by się mogło, że jest odprężony, ale nie był... Zupełnie i niezaprzeczalnie nie był...
- Co ty robisz..? - Powiedział i aż drgnął zaskoczony słysząc swój własny głos. Nie powinien... Ale też chciał i... Westchnął...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
[NIEAKTYWNY MG]
Prezes

Liczba postów : 130
Join date : 28/02/2017
Skąd : (któryś z kolei) wymiar równoległy

PisanieTemat: Re: Bezdroża [EVENT]   Nie Lis 05, 2017 1:45 pm

Jego głos pewnie nie był jedynym, który miał go zaskoczyć w najbliższym czasie. Kiedy Blaze stał w kompletnej ciszy pustkowia, a wokoło nie było żywej duszy mógł przez chwilę tylko nacieszyć się swoim sam na sam z myślami. Chwilę tę bowiem przerwał piskliwy głosik gdzieś za nim:
- Przepraszam? – Jeśli nie zareaguje od razu wiedziony przekonaniem, że mu się przesłyszało, głosik ponownie się odezwie zwracając na siebie uwagę. Kiedy mężczyzna postanowi odwrócić się, to ujrzy za sobą na oko dziesięcioletnią dziewczynkę ubraną w białą, letnią sukienkę z czerwonymi kwiatami. Wyglądała jak zwyczajna dziewczynka, jasna karnacja, pyzowata buzia i brązowe włosy zaplecione w dwa dobierane warkoczyki zakończone kolorowymi gumkami. Patrzyła na motocyklistę parą wielkich, niebieskich oczu. – Czy to prawda, że jesteś nieustraszony? – zadała pytanie zachowując nie pasującą do jej młodego wieku powagę. Nie pasującą tak samo bardzo, jak jej obecność tutaj i bezszelestne pojawienie się za Blazem.
> Blaze: Potwierdź, że jesteś nieustraszony!


Oh, the blooming, bloody spider went up the spider web,
The blooming, bloody rain came down and washed the spider out,
The blooming, bloody sun came out and dried up all the rain,
And the blooming, bloody spider came up the web again.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Bezdroża [EVENT]   Nie Lis 05, 2017 4:51 pm

Johnny był pewny, że się przesłyszał. Że to tylko i wyłącznie jego wyobraźnia, jednak nie. Kiedy dziwny głos dobiegający gdzieś zza jego pleców rozbrzmiał ponownie, Jonny powoli odwrócił się. Na jego twarzy malowało się najszczersze zdziwienie, ale chyba trudno mu się dziwić zważywszy na okoliczności. Przez krótką chwilę spoglądał w milczeniu na stojącą przed nim dziewczynkę. Następnie (Nadal z wyraźnie uniesionymi brwiami) powoli, uważnie rozejrzał się dookoła. Skąd ona się tutaj wzięła? To było... Dziwne... Był przekonany, że oddalił się od miasta dostatecznie daleko. Czy możliwe, że przegapił jakieś osiedle na przedmieściach kiedy tak gnał pogrążony we własnych myślach? Nie... Raczej nie. A może? Teraz już kompletnie zgłupiał... Ale nawet jeśli... To co robiła tutaj sama? I to jeszcze tak ubrana? Biała sukienka... Tutaj nie miała szans zbyt długo zachować swojego pierwotnego koloru.
Motocyklista po dość długim namyśle zdecydował się przykucną opierając łokcie na kolanach i splatając dłonie.
- Em... Cześć... - Zaczął przekrzywiając lekko głowę na bok i zamrugał kilkakrotnie. Nie bała się go? Dzieci chyba... Powinny bać się obcych? Rodzice je uczyli, by nie rozmawiali z nieznajomymi? Tak chyba było... Kiedyś... A może mu się zdawało? Niewiele pamiętał z tak wczesnego okresu swojego życia... No i kiedyś... Inaczej podchodzono do wychowania? Coś mu się kołatało, że "za jego" czasów dzieciak sam martwił się o swoje bezpieczeństwo i to w jego interesie było, by nie dał się zeżreć niedźwiedziowi...  ... Właściwie do jakiej konkluzji brnął? Po prostu się zakłapućkał w swoich własnych przemyśleniach... Znowu.
-  Zgubiłaś się..? Em... Odprowadzić cię do... - Miał zaproponować, ale przerwał słysząc niezwykle dziwne pytanie, którego kompletnie się nie spodziewał.
- Że... Je? - Zapytał wskazując na swoją klatkę piersiową palcem wskazującym, a potem poczochrał swoją i tak już zmierzwioną czuprynę.
- Eee... - Dzielnie podjął próbę, jednak w tamtej chwili na tym poprzestał robiąc dość długą pauzę. Czy był nieustraszony? Zdecydowanie nie. Prawda była taka, że często bał się jak jasna cholera. Mimo wszystko był tylko człowiekiem... Człowiekiem, którego często przerastało to, z czy musiał się mierzyć. Którego przerastała rzeczywistość, o której prawdziwej naturze nie miał pojęcia przed podpisaniem paktu. Ghost Rider... On nie znał strachu. Ale Blaze? Blaze znał go aż nazbyt dobrze... I... Nie wstydził się tego... Bo... To było... Ludzkie... Prawda..?
- Nie, nie jestem... - Uśmiechnął się blado, możliwie życzliwie.
- ... ale jeśli chcesz odwiozę cię do domu. - Wreszcie złożył deklarację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
[NIEAKTYWNY MG]
Prezes

Liczba postów : 130
Join date : 28/02/2017
Skąd : (któryś z kolei) wymiar równoległy

PisanieTemat: Re: Bezdroża [EVENT]   Sob Lis 11, 2017 4:58 pm

Dziewczynka nie wyglądała bynajmniej na osobę bojącą się obcych mężczyzn jeżdżących samotnie w skórzanych kurtkach i poszarpanych jeansach, ale coś innego na pewno budziło w niej lęk. Jak tylko Johnny wspomniał o domu drgnęła i podeszła bliżej do niego. Niebieskie oczy zabłysły nadzieją, kiedy złożył jej deklaracje. Co najmniej, jakby właśnie podpisał cyrograf z samym diabłem!
- Ale… Żeby to zrobić musiałbyś być nieustraszony. – powiedziała szeptem, jakby właśnie zdradzała mu najważniejszą tajemnice świata. Rozejrzała się nerwowo i nachyliła jeszcze bardziej do niego. – Bo on nigdy mnie nie puści. – dodała tak cicho, że ledwo było ją słyszeć. Sama była spięta i nerwowa, odchyliła się i znów rozejrzała, czy aby nikogo wokoło nie ma. Cóż, nikogo na pewno nie było widać, a na takim pustkowiu trudno ukryć się za kaktusem…
> Blaze: Szybko, odjedź stąd natychmiast!


Oh, the blooming, bloody spider went up the spider web,
The blooming, bloody rain came down and washed the spider out,
The blooming, bloody sun came out and dried up all the rain,
And the blooming, bloody spider came up the web again.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Bezdroża [EVENT]   Wto Lis 14, 2017 4:30 pm

Johnny zmarszczył brwi, a na jego twarzy pojawił się wyraz najwyższego skupienia. Swoją drogą ostatnio coś zdecydowanie zbyt często mu się to zdarzało... O co tak naprawdę jej chodziło? A może raczej o kogo? Kto taki miał jej nie puścić? Nie wstając z kucek rozejrzał się dookoła. Dość pobieżnie, prawda ale nie było też potrzeby by robić to dokładniej. Bezdroża nie były miejscami, w których łatwo się ukryć. Owszem... Gdzieś dalej... Pośród skalistych krajobrazów Texasu może... Ale tutaj? Zdawało się to raczej mało prawdopodobne.
- Ym... On czyli... Że kto..? - Zapytał wreszcie skrobiąc się osłoniętymi skórzaną rękawicą palcami po skroni. To wszystko było... Dziwne... Cóż, ale nadal nie dziwniejsze niż dotychczasowe życie Blaze'a. To co widział, czego doświadczył sprawiło, że obecnie niełatwo było go zaskoczyć. No... Jak na razie tej małej szło całkiem nieźle, to akurat musiałby przyznać, gdyby miał czas i chęci, by analizować swoje położenie pod tym właśnie kątem. Obecnie... Odczuwał głównie dezorientację i coś jakby zmieszanie wynikające z tego, że nie wiedział czy to on jest aż tak niedomyślny, czy ta mała celowo sobie z niego żartuje. Westchnął...
- Naprawdę odwiezienie cię do domu wymaga wielkiej odwagi..? - Zapytał wreszcie przyglądając się swojej małej rozmówczyni nieco smutnymi, niebieskimi oczami. Zacukał się zauważalnie. Nieustraszoność... To faktycznie mógł być problem. Fakt faktem, że nie trzeba było być tytanem intelektu by dość do wniosku, że dziewczynka mogła bać się czegoś... Czego zwykle dzieci się boją... Ot ciemności albo spuszczonego z łańcucha psa sąsiadów... No... Ten drugi przykład mógł okazać się akurat też problematyczny dla dorosłych. Niemniej dziecko takie przeszkody mogło uznać za wymagające niebywałego męstwa. Do takich właśnie wniosków doszedł Johnny.
- To... Wiesz.. Myślę, że tyle odwagi jeszcze w sobie znajdę... - Po raz kolejny lekko się uśmiechnął. Po raz kolejny raczej smutno.
- Nie bój się... Nic ci się nie stanie... To mój motocykl... Em... Lubisz motocykle..? - Zapytał podchodząc do swojej maszyny po czym poklepał ją po siodełku. Cóż... Pytanie zdawało się głupie. Motoryzacją raczej interesowali się chłopcy, ale też nikt nie twierdził, że kaskader zna się na wychowaniu dzieci.
- Nie mam kasku ale... Em... Nic ci nie będzie... Usiądziesz przede mną i... Będę cię trzymał... - Zapewnił wsiadając na Harley'a jednocześnie wskazując miejsce przed sobą.
- Tylko... Musisz mi powiedzieć... Gdzie mam jechać... - Zdał sobie sprawę, że przecież nie zna drogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
[NIEAKTYWNY MG]
Prezes

Liczba postów : 130
Join date : 28/02/2017
Skąd : (któryś z kolei) wymiar równoległy

PisanieTemat: Re: Bezdroża [EVENT]   Sro Lis 29, 2017 4:21 pm

Na jego pierwsze pytanie jedynie pokręciła głową przecząco. Nie chciała, lub raczej nie mogła powiedzieć, a sama myśl o tym kimś napawała ją wyraźnym strachem. Może Blaze będzie miał jeszcze okazje poznać tego kogoś, o ile dożyje walki z bossem tego eventu. Na razie jednak wróćmy do początku…
Na kolejne pytanie zaś skinęła głową bez zastanowienia. Zdecydowanie ta misja wymagała odwagi, a patrząc na to, że jest małą dziewczynką w czystej sukience na środku niczego może dać jasno do zrozumienia, że raczej nie będą to zwyczajne dziecięce lęki. Nie trzeba było być chociaż początkującym demonologiem, aby zdawać sobie z tego sprawę.
- Lubię. – powiedziała całkiem rezolutnie uśmiechając się do niego. Zdecydowanie bardziej entuzjastycznie niż on, ale dla niej spotkanie Johnathona było najwyraźniej już bardzo pozytywną rzeczą. Nie mówiąc o jego zgodzie na pomoc…
- Dobrze. – odpowiedziała krótko tarabaniąc się na motor i przesuwając do przodu. Jazda nieszczególnie wydawała się dla niej niebezpieczna, chyba wręcz przeciwnie, nawet emocjonująca! O ile cała pomoc Blaze’a nie wywoływała już bardziej euforii.
- Tam. – Wskazała palcem przed siebie, a kiedy Johnny spojrzał w owym kierunku mógł dostrzec jakiś pięć kilometrów od nich majaczący czarny kształt, jakby zamku. Dziwne, ale mógł przysiąc że wcześniej go tam nie było.

> Blaze: Jedź w przeciwną stronę niż upiorny zamek.


Oh, the blooming, bloody spider went up the spider web,
The blooming, bloody rain came down and washed the spider out,
The blooming, bloody sun came out and dried up all the rain,
And the blooming, bloody spider came up the web again.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Bezdroża [EVENT]   Czw Lis 30, 2017 3:11 pm

Cóż... Wychodziło na to, że dziewczynka była raczej małomówna i ograniczała się jedynie do urywanych, krótkich i treściwych odpowiedzi. Może to i lepiej? Johnny naprawdę nie był dobry w prowadzeniu konwersacji, a już w szczególności z dziećmi. O wiele gorzej byłoby, gdyby zasypała go serią trudnych pytań, na które nie umiałby odpowiedzieć. Wiedział, że dzieci były w tym specjalistami.
Przynajmniej chciała, by ją odwieść do domu przy czym... Ym... Kierunek, który wskazała, czy też może budynek dostrzegalny w oddali nie był do końca tym, czego spodziewał się motocyklista. Spoglądając na przypominającą zamek konstrukcję wyraźnie uniósł brwi, a jego niezbyt bystre oblicze przybrało jeszcze bardziej głupkowaty wyraz. Co prawda tylko na chwilę ale jednak.
Naprawdę to tam stało przez cały czas? Nie przypominał sobie... Rozglądał się ledwie chwilę temu i raczej zwróciłby na to uwagę. Prawda..? N... Nie? Poskrobał się po czubku głowy palcami osłoniętymi skórzaną rękawicą.
- Em... Jesteś pewna..? Znaczy... - Wyraził swoje wątpliwości obejmując młodą w pasie tak, by nie spadła. To wszystko było dziwne nawet jak na jego standardy, a chyba każdy przyzna, że sam Ghost Rider był swoistym wyznacznikiem dziwności. Z drugiej strony... Czy pchałaby się w miejsce, w którym nie czułaby się komfortowo? Jeśli faktycznie tam nie mieszkała, to po co chciałaby tam jechać?
- No dobrze... - Westchnął wreszcie. Silnik warknął, zagrał głośno i maszyna ruszyła. Z początku wolno, potem coraz szybciej. Wiatr huczał w uszach Blaze'a, pęd powietrza uspokajał i już po paru chwilach kaskader zapomniał o swoich niedawnych wahaniach czy rozterkach. Na jego ustach pojawił się nawet lekki uśmiech.
- Czekaj... Spodoba ci się... - Pochylił się niżej krzycząc prosto do ucha małej pasażerki na tyle głośno, by praca silnika go nie zagłuszyła, a następnie poderwał motocykl tak, by jechał wyłącznie na tylnym kole. Szybko łapiąc balans utrzymał go w tej pozycji. To była prosta sztuczka... Nie wymagająca wiele od kogoś, kogo uważano za naprawdę świetnego kaskadera... Dawniej... Obecnie już się tym nie zajmował... Znaczy zawodowo... Czasami... By nie wyjść z wprawy i jeszcze dlatego, że... Po prostu nadal to lubił....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
[NIEAKTYWNY MG]
Prezes

Liczba postów : 130
Join date : 28/02/2017
Skąd : (któryś z kolei) wymiar równoległy

PisanieTemat: Re: Bezdroża [EVENT]   Sob Lut 24, 2018 2:08 pm

Sztuczka miała być prosta. Dla kogoś doświadczonego, kogoś ze stażem Blaze’a nie powinna sprawić większych problemów. Przed nim była prosta, asfaltowa droga i nic co mogłoby mu przeszkodzić tak popisowy numer. Czy na pewno nic?
Kiedy podniósł przednie koło i odchylił się utrzymując równowagę mógł nawet usłyszeć wesoły pisk małej pasażerki. Niestety po chwili przerodził się on w krzyk, kiedy motocykl podskoczył na jakimś wyboju i niebezpiecznie zachwiał. Nim Johnny spróbował jakoś przywrócić równowagę i wrócić do normalnej jazdy, pojazd całkiem rozchwiany przewrócił się na bok. Zgrzyt metalu rozniósł się echem po pustej okolicy strasząc niewielkie zwierzątka czające się w okolicy, a naniesiony piach podniósł się i chwilowo ograniczył widoczność. Blaze spadł z motoru i jedynie skórzana kurtka ucierpiała na nieprzyjemnym slajdzie po ulicy, pewnie równie powierzchniowo oberwało się jego maszynie.
Kiedy już pył opadł na ziemię nieco odsłaniając widoku, w wieczornym świetle rozgwieżdżonego nieba można było ujrzeć powypadkową scenę. Na asfalcie leżał Blaze, a niecałe trzy metry dalej jego motocykl. Niestety wokoło nie było widać żadnej dziewczynki, ani żadnego zamku. Wszystko zniknęło bez najmniejszego śladu.
Jednak kiedy Blaze podszedł bliżej pojazdu, mógł zauważyć obok niego pakunek, który wyglądał jakby wypadł z torby na boku. Niewielkie pudełko oklejone paskudnie różowym papierem nie było w jego guście, prawda? No i nie miał najmniejszego powodu przyklejać do takich rzeczy kartek z krótkim i dziwnie brzmiącym:
”Wykorzystaj mądrze!”
Takie prezenty niewiadomego pochodzenia mogą przynieść więcej szkody niż pożytku, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana? Wszystko jednak zależy od decyzji Johnny’ego. Czy zachowa prezent na czarną godzinę? A może zwyczajnie go wyrzuci zakładając, że faktycznie może go to sporo kosztować. W końcu na jednego kota w worku zgodził się podpisując cyrograf z Mefisto. A może jednak ciekawość wygra i zwyczajnie zajrzy do środka, dopiero wtedy zastanawiając się, co dalej z prezentem zrobić?

>Blaze: Rozpakuj prezent!


Oh, the blooming, bloody spider went up the spider web,
The blooming, bloody rain came down and washed the spider out,
The blooming, bloody sun came out and dried up all the rain,
And the blooming, bloody spider came up the web again.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Bezdroża [EVENT]   Sob Mar 10, 2018 6:52 pm

Johnny poderwał się ze stygnącego asfaltu równej drogi. Jego oczy były rozszerzone, wzrok błędny, oblicze blade. Z bliżej nieokreślonym jękiem omiótł otoczenie. Jak mogło do tego dość? Gdyby był tu jakiś wybój, powinien go zauważyć, a nawet jeśli nie... To dlaczego nie opanował motocykla? W jego długiej karierze niejednokrotnie mierzył się nie tylko z takimi, ale i z o wiele trudniejszymi sytuacjami wychodząc z nich zwycięsko. Mała... Mała... Gdzie była?! Szybko podrywając się na kolana rozglądał się panicznie, chaotycznie wypatrując małej pasażerki. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie... Gdzie była? Głupi, głupi, głupi! Piasek i skały w oddali, czarna nawierzchnia, na której wylądował oraz jego motocykl. Przewrócony, z ciągle jeszcze kręcącymi się kołami (Mimo, że coraz wolniej) Ale... Nie było tu nikogo oprócz niego samego...
Czuł jak serce w jego piersi wali tak, jakby miało się zaraz urwać. Zamek też zniknął..? Okryte skórzaną rękawicą dłonie przeciągnęły po kredowo białej twarzy. Musiał oddychać. Oddychać głęboko. Czuł się tak, jakby ktoś w jednej chwili w jego umysłu zerwał kotarę - grubą kurtynę, która wcześniej nie pozwalał mu na dokonanie logicznego osądu. Teraz dopiero zaczął zadawać sobie pytania: Skąd właściwie wzięła się ta mała? I ten pałac. To nie miało najmniejszego sensu...
Nadal skołowany, ale nieco spokojniejszy dźwignął się na równe nogi rozmasowując jednocześnie kark. Ten gest był od niego niezależny i wykonywał go bezwiednie zawsze, gdy czuł się zakłopotany. Tak też było i teraz. Ostrożnie postąpił w kierunku swojej maszyny i... Dostrzegł coś. Niewielkie zawiniątko, które (jak był przekonany) nie należało do niego. Nigdy wcześniej go nie widział. Ostrożnie podniósł je oglądając z każdej strony.
"Wykorzystaj mądrze!" Cóż za ironia. Blaze był prawdopodobnie ostatnią osobą, którą można było posądzać o mądrość, roztropność czy jakąkolwiek formę rozsądku o czym najlepiej świadczyły jego dotychczasowe, życiowe decyzje. Z cichym stęknięciem dźwignął motocykl ustawiając go na równe nogi. Znaczy... Na równe koła i wreszcie rozwinął tajemniczy pakunek.

Z niemałym zdziwieniem ujął w palce jeden ze znajdujących się w podarunku naboi. Przez kilka chwil obracał go w dłoni z wyrazem zdziwienia na jego nadal bladej twarzy, a potem... Palnął się dłonią w czoło. Jen... Miał wyjść tylko na chwilę... Przewietrzyć się... Słońce powoli zachodziło i zupełnie stracił poczucie czasu...
- Będzie zła... - Mruknął markotnie masując kark. Szybko ukrył podarowaną mu amunicję i ruszył przed siebie...

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Bezdroża [EVENT]   

Powrót do góry Go down
 
Bezdroża [EVENT]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Kalifornia-
Skocz do: