IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [2002] Okolice Quincy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 43
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: [2002] Okolice Quincy   Pon Paź 30, 2017 5:50 pm


Ogromny plac zieleni na obrzeżach miasta, gdzie akurat rozłożył się cyrk. Wielki namiot, typowy dla odjezdnych cyrków pysznił się z daleka na tle drzew nieopodal. Reprezentatywne wejście skrywało estradę wyłożoną sianem wraz siedzeniami dookoła, ale za to na zapleczu było całe cyrkowe życie. Tabun samochodów i wozów z klatkami zwierząt oraz mniejsze przyczepy dla artystów. Wszędzie walała się słoma i piętrzyły się kostki siana będące przenośnym… wszystkim. Od karmy dla zwierząt po miejsca do siedzenia czy ćwiczeń. Unosiła się tutaj atmosfera starego odpustu…


Nastała noc i po ostatnim spektaklu cyrk powoli zbierał się do wyjazdu z tego miasta. Kolejny występ już czekał na horyzoncie, ale Richard nie był tym przejęty tak, jak lata temu. Wyrósł i powoli przestały bawić go przedstawienia. Ale nie mógł przecież porzucić swojej rodziny. Nie tylko Latających Graysonów, ale i pozostałych członków trupy, z którymi się wychowywał. Zresztą, gdzie indziej miałby uciekać? Nie znał życia poza kolorowym namiotem, którego złożeniem siliło się teraz kilkunastu potężnych mężczyzn. Siedział na kostkach siana trochę dalej od reszty nie rzucając się zbytnio w oczy. Był już prawie dorosły i można było go zagonić do pracy w razie potrzeby, a jakoś niekoniecznie miał na to ochotę… Zszedł więc z wygodnego siedziska i obszedł namiot, aby zobaczyć nieliczne samochody odjeżdżające z zaimprowizowanego na szybko parkingu. Zdjął maskę i patrzył na całe rodziny zastanawiając się czy jego życie mogłoby wyglądać podobnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Spark
Flash Demo

Liczba postów : 35
Join date : 29/10/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Pon Paź 30, 2017 7:23 pm

Wally jak zwykle świetnie się bawił, spędzając kolejny raz jeden ze swoich dni w cyrku. Już nawet nie był w stanie policzyć ile razy widział te same występy. Jemu jednak się nie nudziły. Zwłaszcza przedstawienie akrobatów, a dokładniej jednego konkretnego akrobaty, w którego był wpatrzony jak w obrazek, a którego już osobiście znał od jakiegoś czasu. Niewiele starszy od niego, niesamowicie zwinny i robił takie świetne sztuczki. Dziesięciolatek nie mógł wyjść z podziwu jak ktoś tak młody mógł znać takie akrobacje.
I tym razem specjalnie się ociągał z wyjściem i jeszcze prosił o popcorn i hot-doga żeby tylko jak najpóźniej wyjść z cyrku. Cały czas się rozglądał za Richardem. Nawet, gdy powoli krok za krokiem szedł przez parking, wcinając hot-doga, obracał się na wszystkie strony, przez co raz wpadł na jedno ze stojących aut. Rodzice go poganiali z jedzeniem, bo wiedzieli, że w samochodzie nabrudzi, ale on specjalnie jadł wolniej. Obrócił się całkiem w stronę cyrku, stając niedaleko swojego samochodu i przeżuwając kolejny kęs.
W końcu jego buzia się rozpromieniła, gdy zauważył znajomą maskę, która po chwili została zdjęta z twarzy nastolatka. Szybko podniósł rękę do góry, machając nią jak szalony.
-Richard! - krzyknął, ruszając zaraz pędem w stronę chłopaka. Za sobą słyszał rodziców wołających do niego teksty typu "Wracaj, Wally!" czy "Wally, uważaj na samochody!", ale on nie zwracał na to uwagi. Samochody widział i uważał na nie, a wracać nie miał zamiaru. I tak miał jedzenie jeszcze do dokończenia. Rudzielec zatrzymał się tuż przed czarnowłosym, dysząc od biegu, ale jednocześnie promiennie się uśmiechając do niego.
- Już myślałem, że cię nie złapię. Dzisiejszy występ był ekstra! - energicznie machał ręką, podkreślając to jak bardzo mu się podobało. Występ pewnie był taki jak zawsze, ale dla niego każdy kolejny wydawał się być coraz lepszy.
- To jak skoczyłeś. Prawie jakbyś leciał! Jesteś niesamowity! - on tak mógł w nieskończoność wychwalać kolegę jeśli nikt mu nie przerwie. Raczej normą było, że młodsi podziwiali starszych, zdolniejszych kolegów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 43
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Nie Lis 05, 2017 11:36 am

Aby cyrk był ciekawy występy trzeba było modyfikować. Dodawać nowe akrobacje czy zmieniać niektóre konfiguracje. By całe przedstawienie było świeże i widz zawsze chciał wracać. I to nie tylko ze względu na faworyzowanie jakiegoś członka trupy. Chociaż na pewno Dickowi schlebiał fakt, że ktoś przychodził tylko i wyłącznie dla niego. To było miłe uczucie i podtrzymywało go na duchu. I nie było to tylko nikłe marzenie, ale prawda! Poznał nawet taką osobę. Za każdym razem blask w oczach Wally’ego napędzał go do dalszego mierzenia się z kolejnym dniem. Nie był już co prawda taki młody, ale ćwicząc prawie od samych narodzin ukształtował swoje ciało tak, aby żadna akrobacja nie stanowiła dla niego przeszkody. A gdyby faktycznie chciał nadal pracować w cyrku, to pewnie i tak znalazłoby się jeszcze sporo materiału do nauki. Zastanawiał się tylko, czy aby faktycznie tego chce… Ciągnęło go do innego życia. Nie był pewien czy chodziło o ustatkowanie się, czy po prostu chciał zobaczyć świat inny od swojego. Nie bez powodu ludzie używali powiedzenia, że trawnik w ogródku sąsiada jest bardziej zielony niż we własnym. A dla niego trawa w oddali była o wiele bardziej zielona. Z rozmyślań wyrwał go czyjś krzyk. Chyba rodzice wołali swoje dziecko, w sumie nic dziwnego… Było późno i wiele osób zbierało się do domu, chociaż dzieci tych zwyczajnych rodzin miały własne drogi. Rozejrzał się zobaczyć, czy aby rodzicielska zguba nie oddaliła się za daleko i dostrzegł biegnącego w jego stronę rudzielca. Mógł się domyślić, że to właśnie on postanowi pozwiedzać jeszcze cyrk… Uśmiechnął się do niego i pozwolił złapać oddech.
- Bez przesady… - powiedział zawstydzony. O ile przed szerszą publicznością świecił dumą po pokazie i kłaniał się wraz z rodziną, to tak naprawdę był skromny.
– Poza tym… Jedno z salt nie do końca mi się udało. Będę musiał nad nim jeszcze popracować. – dodał od siebie. Błąd zauważył zarówno on, jak i jego ojciec, ale dla zwykłego widza wszystko wyglądało dobrze. Poczuł się jednak w obowiązku poinformować o swoim potknięciu przyjaciela.
- Ha! Nie bez powodu to „Latający Graysonowie”! – zauważył rozbawiony nawiązując do jego komplementu. Wolał jednak jakoś przerwać monolog rudzielca. Wiedział, że ten może tak bez końca, a chyba nie mieli aż tyle czasu.
- Co u ciebie? Nadal tyle jesz… Zobaczysz, kiedyś nie będziesz mógł się ruszyć z fotela. – zaśmiał się wskazując na trzymanego przez Wally’ego hot-doga. Kto by pomyślał, że za kilka lat będą one codziennością w życiu Sparka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Spark
Flash Demo

Liczba postów : 35
Join date : 29/10/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Sob Lis 11, 2017 1:38 pm

Machnął ręką jakby to co powiedział Rochard na temat nieudanego salta było zupełnie nieistotne. Bo i było. Przynajmniej według niego.
- E tam. Myślisz, że ktoś z widowni to zauważył? Pewnie nikt poza twoimi rodzicami nie wiedział, że coś poszło nie tak. - odparł pewnym siebie tonem. Skoro on nic nie zauważył to i inni na pewno też nie. Rodzice pewnie nie zwracali tak bardzo uwagi na szczegóły, a dzieciaki były zbyt zachwycone wyczynami, by zauważyć, że coś gdzieś nie wyszło. Tak jak on. Gdyby starszy kolega mu nie powiedział o tym, to by nie wiedział, że salto było nieudane.
- Jakbyś naprawdę się nauczył latać to już w ogóle byłoby niesamowite. - odparł energicznie, a oczy mu aż błysnęły na ta myśl. Latać, tak naprawdę, jak ptak, byłoby ekstra. Nie w samolocie czy z jakąś zbroją czy innymi wynalazkami jak niektórzy superbohaterowie. Tak samemu, bez pomocy. Chyba, że miałyby wyrosnąć skrzydła. O! To byłoby super.
Na tekst o jedzeniu Wally zerknął na hot-doga w jednej ręce i paczkę popcornu w drugiej. Wzruszył ramionami i wyszczerzył się do kolegi.
- Moja mama też tak mówi, a ja dalej biegam i się ruszam. Czasem żartuje, że mam czarną dziurę w żołądku. Czytałem w internecie i czarna dziura pochłania wszystko cały czas. Może mam taką w sobie. - zaśmiał się lekko. To by tłumaczyło jego wieczny głód i nieposkromiony apetyt. Zaraz podsunął popcorn w stronę Richarda, samemu zjadając resztę hot-doga i wycierając dłonie o spodnie.
- Ta za to wyglądasz jakbyś miał zaraz zniknąć. Masz. Powiesz rodzicom, że dostałeś od fanki jakby się czepiali. - rudzielec doskonale wiedział jak czepliwi potrafili być rodzice. Wymyślanie kłamstw na poczekaniu nie było takie trudne, dzieciak często się ładował w kłopoty. Taki już był.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 43
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Pon Lis 13, 2017 9:58 am

Mógł się domyślić takiej odpowiedzi. Sam zresztą o tym pomyślał, ale ojciec nie da mu zapomnieć o tym niedociągnięciu. Może i lepiej? Jeśli coś robi, to chciałby to opanować do perfekcji, a kolejna taka drobnostka może mu już odebrać życie! Praca na wysokości to dla niego nie zabawa. Cieszył się jednak z optymizmu przyjaciela. Przynajmniej przy nim nie musiał za bardzo o tym myśleć i niepotrzebnie się stresować. Uśmiechnął się, ale zaraz cicho parsknął na kolejne wymysły.
- Ludzie nie mogą się ot tak nauczyć latać, Wally. – Z tej dwójki to właśnie Dick był realistą. Jak na akrobatę raczej mocno stąpał po ziemi i nie wpadał na tak szalone pomysły, jak rudzielec. Rodzice Westa powinni być dumni, że znalazł sobie kogoś, kto mógłby robić za zdrowy rozsądek dla ich pociechy.
- Byleby ciebie całego nie wciągnęła. – dodał rozbawiony, chociaż wcale by mu do śmiechu nie było, gdyby faktycznie stracił Wally’ego. Chociaż… Zdecydowanie nie byłoby to wynikiem czarnej dziury w jego żołądku. Tego miał świadomość!
- Nie, no co ty… - w pierwszej chwili chciał odmówić, ale chyba nie miał szans ze stanowczością rudzielca i przyjął pudełko. Miał po prostu smukłą budowę ciała! Nie kłócił się jednak teraz o takie głupoty i po prostu zjadł jedno z napęczniałych ziarenek. Skoro ma jeszcze ciężej ćwiczyć, to chyba przyda mu się takie doładowanie?
- A jeśli mowa o fankach… Nie mogę uwierzyć, że rodzice tak często zabierają cię na pokazy... Zdradź mi sekret przekonywania ich do swoich racji. – Drugie zdanie dodał szeptem, jakby prosił wielkiego mistrza kung-fu o lekcje najbardziej tajemniczych ruchów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Spark
Flash Demo

Liczba postów : 35
Join date : 29/10/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Pon Gru 11, 2017 8:45 pm

- Mogą! Jak superbohaterowie. Trzeba tylko jakoś zdobyć moc. Nie czytasz komiksów? Pewnie nie masz czasu. Przyniosę ci kiedyś kilka to poczytasz sobie. Są świetne. - potrząsnął lekko głową. Z jego ust nie schodził uśmiech. Był dzieciakiem. Uważał, że wszystko jest możliwe. Tylko trzeba chcieć i wiedzieć jak to zdobyć. Może i był marzycielem, ale dzięki temu przynajmniej stawiał sobie różne cele do zrealizowania.
- Nie wciągnie! To moja czarna dziura i nie może mnie wciągnąć. - odparł szybko, całkowicie pewien swoich przekonań.
Owszem, gdyby Rick próbował mu odmówić przyjęcia popcornu to rudzielec i tak by nie zrezygnował. Zacząłby go namawiać i robiłby to tak długo, aż chłopak w końcu wziąłby pudełko. Nawet jeśli miał smukłą sylwetkę to potrzebował kalorii, bo jeszcze rósł. Tak mówili jego rodzice. Mówili też żeby spał jak należy, bo rośnie się podczas snu. Czasem spał tyle ile trzeba, a czasem nie. Czasem za dużo myślał, albo czytał komiks przy świetle telefonu. Albo szedł na późną przekąskę.
Nachylił się w stronę przyjaciela, gdy ten wyszeptał do niego drugie zdanie, by po chwili się uśmiechnąć szeroko.
- Jestem po prostu bardzo przekonujący. Choć rodzice mówią, że upierdliwy. Za kilka lat sam będę mógł chodzić do cyrku. Wtedy wskoczę na rower i pojadę na występ. I po występie będziemy mogli dłużej pogadać. - tak właściwie to faktycznie był upierdliwy. Po prostu jęczał rodzicom tak długo aż mieli tego dość i zabierali go znowu do cyrku, dla świętego spokoju. I planował robić tak jak mówił. Sądził, że zawsze już tak będzie. Richard będzie latał w cyrku, a on będzie go oglądał. Jako dziecko po prostu nie brał pod uwagę tego, że przyszłość może być inna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 43
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Nie Sty 07, 2018 12:48 pm

Faktycznie nie miał czasu na czytanie komiksów, większość jego życia była wypełniona ćwiczeniami. Zawsze musiał przecież być w formie, bo w jego „pracy” zależało od tego życie jego i jego rodziny. Kolejną sprawą było to, że dla jego rodziców było to marnowanie czasu i pieniędzy. Komiksy nie ubogacały tak życia, jak na przykład książki. Ale nie odczuwał tej straty, przynajmniej do niedawna. Nagle się okazało, że w normalnej rodzinie to... normalne. Od razu więc przytaknął głową. Nie wiedział kiedy znów się spotkają, ale możliwość poczytania takich rzeczy pozwalała cierpliwie czekać.
- Raczej daleko mi do superbohatera. – dziećmi, jeszcze, ale pomimo kreatywnego myślenia Wally'ego, żaden nie wiedział co spotka ich w przyszłości. Los mógł całkowicie zaskakiwać i kompletnie zmieniać nawet ambitne plany. O ile rudzielec pewnie marzył o zostaniu bohaterem z mocami i to się spełniło, tak Richard nigdy nie myślał o sobie, jak o kimś ratującym miasta przed zbyt wyeluowanymi małpami. Ale obecnie nawet nie wyobrażał sobie, że mógłby stracić rodzinę...
- Byłoby naprawdę fajnie! – odparł z entuzjazmem. Nawet jeśli w grę znów wchodziło długie czekanie, to byłoby niesamowicie, gdyby mogli spędzać więcej czasu. Wally był kimś kompletnie innym od członków cyrku, ale poza tym, był mu naprawdę bliski, jak każdy jeden z trupy.
- A jak przyjeżdżałbyś wcześniej, to mógłbym cię zabrać za kulisy. - może nie było to bardzo odpowiedzialne, ale zawsze pilnowali zasad bezpieczeństwa... A dla Wally'ego byłoby nie lada atrakcją spotkać z bliska takiego lwa. Ale Dick miał nadzieję, że nawet po takich przeżyciach dar jego przyjaciela do przekonywania nadal będzie działał na rodziców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Spark
Flash Demo

Liczba postów : 35
Join date : 29/10/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Czw Lut 01, 2018 8:23 pm

- No to mamy ustalone. Na następny występ pojawię się bardzo wcześnie i będziemy mogli razem przejrzeć trochę komiksów. Zobaczysz, że niektórzy superbohaterowie nie potrzebują wiele, by walczyć. - chłopak się wyszczerzył do przyjaciela. Jak dla niego to był plan idealny, pokazać Richardowi komiksy. Nie wiedział, co tracił, nie czytając ich. Każdy chłopak powinien znać komiksy. Tak uważał Wally. Dziewczyny niekoniecznie, bo one to w lalkach wiecznie siedzą, ale chłopak musi wiedzieć, czym są.
Może nawet rodzice mu pozwolą samemu się wybrać do cyrku następnym razem. Będzie musiał się postarać i pokazać im, że jest jest duży i odpowiedzialny. Trzeba będzie trochę poudawać. Co oznaczało pewnie lepsze oceny w szkole i pomaganie w domu. Był w stanie dokonać takiego poświęcenia. Dla tego akrobaty.
- Za kulisy? - oczy aż mu się zaświeciły kich Dick o tym wspomniał. Będzie mógł zobaczyć te wszystkie zwierzęta z bliska i może popatrzeć jak chłopak trenuje. Byłoby super.
- Wally! Bo odjedziemy bez ciebie! - usłyszał krzyk swojego ojca. Potrząsnął lekko głową i uśmiechnął się do kolegi.
- To do zobaczenia na następnym występie. - pożegnał się z Richardem, przytulił go szybko i pobiegł w stronę rodziców. Jeszcze z samochodu machał mu na pożegnanie.

Przepraszam za mega opóźnienie. Myślę, że tu możemy zrobić skip do kolejnego występu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 43
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Pon Lut 05, 2018 4:05 pm

Sam jednak daleko był od myślenia o tym, że nadawałby się na bohatera. Jedyne co umiał, to kilka akrobatycznych figur, a z czymś takim trudno by było walczyć z przestępczością. Zresztą chyba nie miał aż tak mocnego powodu jak śmierć rodziców, aby porzucić wszystko w imię sprawiedliwości. Doceniał jednak zapał Wally’ego i jego marzenia. Nawet najbardziej nierealne pozwalały jakoś przeżywać dzień w nadziei na ich realizacje. A kiedy się udało, albo się zmieniało pogląd to zawsze można było wybrać jakiś inny cel, do którego chce się dążyć. Jak na przykład po dostaniu się na tyły cyrku można było zastąpić jedno marzenie o poznaniu cyrkowego świata w kolejne o na przykład zostaniu takim cyrkowcem na zawsze. Czego jakoś nie życzył rudzielcowi. Nie z powodu wątpienia w jego samozaparcie i posłuszeństwo… Po prostu sam już nie uważał tego wszystkiego za coś lepszego. Ale jak to się mówi… Trawnik sąsiada jest zawsze bardziej zielony.
- Za kulisy. – Potwierdził swoją propozycję. Nie miał stu procentowej pewności czy mu się uda, ale może o jednego dzieciaka nikt nie będzie robił mu pretensji. Zwłaszcza, że i dla samych cyrkowców będzie to jakaś atrakcja i temat do rozmów w długiej podróży.
- Na razie! – Nim zdołał sam go przytulić, Wally już biegł do rodziców. Gdyby jednak rudzielec myślał o karierze, to powinien zastanowić się nad bieganiem. Był szybki i miał sporo energii. A może to tylko dziecięcy zapał? Sam wrócił do reszty trupy przygotowując się na wyjazd.

Kiedy ponownie wrócili w te okolice, jego niechęć do cyrku stała się jeszcze silniejsza, a kłótnie z rodziną o to co chce robić były coraz częstsze. Pomimo narastającego konfliktu nie zapomniał o obietnicy złożonej jakiś czas temu i sumiennie czekał przy froncie powoli ustawianego namiotu wcześniej uzgadniając pozwolenie na wpuszczenie na obiekt obcego. W mieście już od jakiegoś czasu były rozwieszone plakaty z datą pojawienia się cyrkowców. Wszystko jednak zależało od tego czy Wally w ogóle przyjedzie. Mogło mu się jednak nie udać namówić rodziców do samodzielnej ekspansji okolicznych terenów, albo… Po prostu rudzielec mógł zapomnieć o przelotnej przyjaźni. Przez głowę Dicka przeszła myśl, że może już wyrósł z tak głupich uciech jak cyrk i znalazł sobie innych kolegów, bliżej domu, z którymi dzielił nowe zainteresowania. Skoro jemu mógł już zbrzydnąć cyrk, to komuś z nim niezwiązanemu tym bardziej! Naiwnie trzymał się nadziei, że jednak znów spotka przyjaciela, że kompletnie zapomniał o upływającym czasie i zmianach w ludzkiej psychice. Spuścił głowę i wciskając ręce do kieszeni kurtki po bracie rył czubkiem buta w ziemi starając się odgonić nachalne, ponure myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Spark
Flash Demo

Liczba postów : 35
Join date : 29/10/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Sro Lut 07, 2018 3:17 pm

Kolejne odwiedziny cyrku w tej okolicy nie wypadły zbyt szybko. Wally pomyślał, że to pewnie po to żeby się dzieciakom nie znudziło oglądanie ciągle tego samego. Dla niego to jednak nie był żadnej problem. Mógłby odwiedzać ten cyrk do końca życia. Przynajmniej tak obecnie uważał.
Po długich namowach, udowadnianiu, że jest odpowiedzialny i odrobinie marudzenia, rodzice w końcu zgodzili się żeby sam się wybrał do cyrku. Miał tylko nie wracać zbyt późno, co też obiecał. Obiecał też komuś innemu coś. Wcześniej. I o tym pamiętam. Dlatego jadąc rowerem w stronę namiotu cyrkowego, miał na plecach plecak, a w nim kilka komiksów. Miał je pokazać Richardowi. Przed występami. Spieszył się więc, by być co najmniej godzinę przed rozpoczęciem występu.
W końcu zobaczył przed sobą namiot. Na miejscu było już kilka osób, kręcących się przy stoiskach z jedzeniem. Rudzielca oni jednak nie interesowali. Wypatrywał tylko jednej, konkretnej osoby, która wypatrzył, gdy był już sporo bliżej.
- Dick! - krzyknął, puszczając kierownicę jedną ręką, by ją unieść do góry i pomachać, chcąc tym samym zwrócić na siebie uwagę drugiego chłopaka. Dłoń wróciła na kierownicę po kilku sekundach, a po kolejnych kilkunastu Wally wyhamował przed przyjacielem, uśmiechając się od ucha do ucha i dysząc lekko po tak długiej jeździe.
- Nie jestem za późno? Starałem się wyjechać z domu w miarę wcześnie. - odezwał się do Richarda, schodząc z roweru i opierając go na stopce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 43
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Nie Lut 25, 2018 5:20 pm

Powinien zacząć myśleć bardziej racjonalnie. To oczywiste, że o nim zapomniano… Jak mógł żyć w świecie fikcji? Powinien bardziej pomyśleć nad tym, jak uciec z cyrku. Zacząć lepsze życie, w końcu co niby go tutaj trzymało? Rodzina, która traktowała go jako element pokazu? A może myśl, że znów spotka Wally’ego, który zgodnie z umową zjawi się na kolejnym pokazie blisko jego domu? Prychnął i kopnął jakiś drobny kamyk. Nigdy nawet nie miał okazji go spytać, gdzie dokładnie mieszka. Ale zresztą po co? Jakby miał go odwiedzić, skoro był przykuty do tego bałaganu. A czy potem wypadałoby jakoś ingerować w jego życie? Jakby wściekłość i frustracja całym życiem w cyrku mu nie wystarczała, to teraz doszedł głupi fakt, że nie miał nikogo. Już miał ruszyć na tyły, kiedy jednak do jego uszu dotarł czyjś krzyk. Rozejrzał się, bo na pewno usłyszał, że ktoś woła jego i wtedy od razu rozpromienił się widząc, jak w jego kierunku jedzie rudzielec. Trochę dorósł, ale nadal nie zmienił się tak wiele. Wyprostował się i starał nie okazywać nadmiernej ekscytacji z tego, że jednak Wally się zjawił. Chociaż trudno było mu zamaskować szeroki uśmiech.
- Nie! Jesteś idealnie. Najlepsza pora. – skinął głową. Nawet gdyby przyjechał i minutę przed występami, to nie powiedziałby, że jest za późno. Sam fakt, że był mu wystarczał do poruszenia nieba i ziemi, aby samemu spełnić obietnice.
- Głodny? Mam całkiem niezłe relacje z Michaelem, zajmuje się watą cukrową. Zrobi ci tak dużą porcje, że przez siedem dni jej nie zjesz. – oznajmił mu i ruszył w kierunku tyłów, uważając, aby nie zgubić po drodze gościa. Nawet jeśli nie działo się wokoło jeszcze nic niebezpiecznego.
- Chociaż, jeśli nadal masz ten sam apetyt, to na pewno pochłoniesz w siedem minut!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Spark
Flash Demo

Liczba postów : 35
Join date : 29/10/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Nie Lut 25, 2018 7:15 pm

Widział, że Rick również cieszy cię na jego widok. Nie widzieli się już jakiś czas. Długi czas. Wally zdążył się stęsknić za swoim starszym przyjacielem i miał nadzieję, że tęsknota była odwzajemniona. Uśmiech na twarzy chłopaka mówił sam za siebie, więc nawet nie wspominał o tym, że się stęsknił.
- Postaram się nie być problemem i grzecznie wszystko obejrzeć. - obiecał. Nie, że nie będzie problemem tylko, że postara się nim nie być. Bo niczego nie mógł tak całkowicie zagwarantować. Mógł się postarać, ale ciekawość bywała silniejsza od zdrowego rozsądku. Pozostawało liczyć na to, że Dick go przypilnuje.
- Na watę cukrową zawsze jestem głodny. Nie odmówię. - odparł z szerokim uśmiechem przyjacielowi. - To wyzwanie? Siedem dni? - zapytał zaczepnie, ruszając za Richardem i idąc obok niego w stronę namiotu cyrkowego. Przy okazji zerkał na ludzi, kręcących się w pobliżu. Ciekaw był wszystkiego. Choć najbardziej nie mógł się doczekać zobaczenie lwów i innych zwierząt z bliska. Dzikie zwierzęta była super.
- Siedem minut może nie. Tak z piętnaście. Chociaż coś tak smacznego szkoda zjadać szybko. - odparł, kiwając lekko głową. - Za to widzę, że ty już nie jesteś taki chudy. Chociaż u ciebie to pewnie mięśnie. - poklepał kolegę po ramieniu, szczerząc się przy tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 43
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Sob Mar 03, 2018 9:12 am

Może nie powinien tak pesymistycznie myśleć? W końcu zawsze istnieje jakaś nadzieja, a świat nie jest taki zły. Przez cały ten nastoletni bunt i złość na otaczający go świat zapomniał nieco o pozytywnym myśleniu, ale na szczęście wróciło ono natychmiast po zobaczeniu Wally’ego. Jego optymizm, energia i radość udzieliła się i Richardowi, tak że kompletnie zapomniał o problemach i skupił się jedynie na przyjemności czerpanej z towarzystwa rudzielca.
- To już dobry początek. – zaśmiał się krótko, bo spodziewał się, że z kimś tak rezolutnym można jedynie starać się nie sprawiać problemu. Nie zakładał jednak aż takich nieszczęść, aby faktycznie obecność kogoś obcego wpłynęła bardzo negatywnie na opinie innych. W razie czego gotowy był sam pilnować Wally’ego, aby temu jednak jakiś lew nie odgryzł nogi. To dopiero byłaby strata!
- Nie ma sprawy, w razie czego mogę poprosić o drugą porcje. – I tak nie spodziewał się, aby jedna wystarczyła. A postarał się, aby jednak z wyżywieniem, nawet jeśli trochę śmieciowym, nie było problemu. Faktycznie sam nadal był szczupły, chociaż jadł odpowiednią ilość, aby móc budować masę potrzebną do rzeźbienia. W przeciwieństwie jednak do rudzielca, który pochłaniał chyba ponad dzienną porcje kalorii i nadal utrzymywał się w świetnej kondycji. Gdyby tylko Richard miał większe zamiłowanie do słodyczy, to na pewno pozazdrościłby mu takiego metabolizmu.
- Staram się żeby tak było, chociaż raczej jeszcze nie mam jakiegoś wypasionego bicka. – W przeciwieństwie do mijanego obok siłacza, który bez problemu na bicepsie wielkości talii Richarda przenosił wielką beczkę.
- Mam nadzieję, że jednak nie byłeś za bardzo upierdliwy, aby tutaj przyjechać? – Pamiętał, jak Wally wspominał o takim nazwaniu go przez rodziców, w przypadkach kiedy chciał postawić na swoim.
– Znaczy… Zbyt przekonujący. – poprawił się nieco rozbawiony, skoro tak wolał to nazywać sam zainteresowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Spark
Flash Demo

Liczba postów : 35
Join date : 29/10/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Czw Mar 08, 2018 12:59 pm

Wally zawsze był optymistą, ale to mogło wynikać po prostu z tego, w jakim wieku był. Młody i wciąż dziecięco naiwny. Jego życie nie przysparzało mu trosk większych niż zbyt trudna praca domowa do odrobienia. Dlatego zazwyczaj miał dobry nastrój. Ciężko było o coś co by sprawiło, że spochmurnieje.
- Lepiej nie. Mama będzie zła jak wrócę i nie zjem obiadu, który zrobiła. Zawsze tak ma. Jak czymś innym się najem to później "Po co ja gotuję obiady. Przestanę je robić. Nikt nie chce jeść" i tak dalej. - odpowiedział z szerokim uśmiechem, naśladując kobiecy głos, gdy wypowiadał słowa swojej mamy. Tak, potrafiła być strasznie marudna czasami, ale Wally i tak ją kochał. Pewnie wszystkie mamy takie były.
Obrócił głowę, by spojrzeć na siłacza, którego mijali. Wielkoluda z wielkimi mięśniami. Następnie ponownie spojrzał na Richarda i potrząsnął głową.
- Nie chciałbym żebyś wyglądał jak on. - wskazał palcem na siłacza. - To już lepiej wyglądaj jak wyglądasz. - dodał, zaraz chowając ręce do kieszeni. Wolał sobie nie wyobrażać Dicka z takimi mięśniami. Może i dawały siłę, ale wyglądały okropnie. To już lepiej po prostu regularnie ćwiczyć i zwiększać swoją siłę. Bez nadmiaru mięśni.
- Niezbyt. - roześmiał się na słowa przyjaciela. - A ty? Bardzo musiałeś prosić żeby mnie wprowadzić do cyrku od tyłu? - zapytał z zaciekawieniem.


Ostatnio zmieniony przez Spark dnia Wto Maj 22, 2018 5:01 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 43
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Nie Kwi 22, 2018 2:04 pm

Całe szczęście w przyszłości też życie nie zapowiada mu zbyt wielu zmartwień. Chociaż dla zachowania równowagi we wszechświecie, to Richardowi obrywa się tymi gorszymi sytuacjami. Ale i w jego przypadku nie ma mowy o zostaniu mrocznym i zgorzkniałym. Niemniej na razie nie musiał się jeszcze zbytnio zamartwiać i korzystał z entuzjazmu, który mu się odezwał przy tak miłej sytuacji. Chociaż nadal byli w cyrku, to było coś innego. Coś, co pozwalało mu skupić się na tym, że wcale nie jest tak źle. Wręcz przeciwnie!
- Naprawdę? Nie sądziłem, że kiedykolwiek możesz być najedzony. – zażartował z nieposkromionego apetytu przyjaciela nawet krótko się śmiejąc, oczywiście nie mając zamiaru go urazić. Po prostu odkąd pamięta Wally wydawał mu się kimś, kto zawsze jest głodny. A przynajmniej ma na tyle miejsca w żołądku, aby zjeść wszystko co uważa za smaczne. I niestety… Ale nie każda mama taka była. O ile troska w zachowaniu mamy rudzielca była zrozumiała, to u swojej trudno było mu cokolwiek znaleźć. Czasami nawet zastanawiał się czy chce jego treningów dla jego bezpieczeństwa czy jedynie jak najlepszego przedstawienia. Ale nastolatkowie zawsze gorzej postrzegają działania dorosłych. Podobno potem się z tego wyrasta.
- Uznam za komplement to, że podoba ci się już jak wyglądam. – puścił mu oczko i jakby nigdy nic ruszył dalej posyłając jedynie uśmiech siłaczowi z cyrku.
- Niezbyt. – odparł równie swobodnie, chociaż tak naprawdę mijało się to z prawdą. Sporo wyrzeczeń, ciągłe ćwiczenia i zapewnienia co chwilę o ostrożności. Ale dla nawet tych kilku godzin z Wallym to wszystko wydawało się mu niezbyt wysoką ceną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Spark
Flash Demo

Liczba postów : 35
Join date : 29/10/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Wto Maj 22, 2018 6:41 pm

- Czasem mi się zdarza. Ale im więcej jestem na dworze, tym później jestem głodniejszy. To podobno normalne. Wiesz, spalanie energii i takie tam. Pierdoły biologiczne. - machnął lekko ręką, to nie było nic ważnego. Ale fakt, że jak spędzał więcej czasu w pokoju to i mniej jadł. Nadal całkiem sporo jak na kogoś o jego posturze, ale jednak mniej.
- Pewnie marzeniem niejednego nastolatka jest mieć porządne mięśnie i dobra formę. Nie tylko ja bym cię tak skomplementował. - Wally też w przyszłości nie chciał być chudzielcem, co mu trochę groziło, bo u niego w rodzinie wszyscy byli szczupli. Pewnie będzie musiał ćwiczyć. O ile będzie mu się chciało. Zapisze się na kilka sportów, idealne ćwiczenia skoro uwielbiał ruch.
- To od czego zaczniemy zwiedzanie? Obejrzymy tygrysy i lwy? Są najfajniejsze! - samo myślenie o zobaczeniu tych dzikich kotów sprawiało, że ekscytacja rudzielca rosła, a jego nadal dziecięca buźka się rozjaśniła. Jak każde dziecko, Wally uwielbiał dzikie, groźne zwierzęta. Oczywiście uwielbiał na odległość. Tak przez kratki. Bo raczej twarzą w twarz nie chciałby stanąć choćby z takim tygrysem. Ale zobaczyć z bliska jak najbardziej. Klauni już go nie bawili. Wyrósł z lubienia tych dziwolągów. Nie śmieszyli go. Lubił jedynie jak rozdawali balony. Balony nadal lubił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 43
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Czw Cze 21, 2018 1:44 pm

- Mięśnie, ale przy tym nie biegać w trykotach. – zażartował. Może i miał mięśnie, ale nadal jego postura była bardziej atletyczna niż typowego Seby, którym większość chłopców chciała być, aby wzbudzać respekt. I chyba właśnie większe spalanie energii powoduje, że wcześniej jest się głodnym. Z drugiej strony robiąc coś, co cię wciąga, tym później przypominasz sobie o głodzie. A że z biologii nie miał większej niż przeciętna wiedzy, to nie dyskutował zasłyszanej informacji i tylko przytaknął głową. Nie będzie naciskał, ale zawsze był gotowy jakoś nakarmić gościa, nawet jeśli jego rodzice niezbyt pochwalaliby to jedzenie. No, może ewentualnie owoce, których było w cyrku pod dostatkiem ze względu na niektóre zwierzęta. A jeśli o nich mowa, to padło na chęć zobaczenia akurat ich. Richard bez wahania zgodził się zabrać swojego gościa do wspomnianych tygrysów i lwów.
- Jasne! W końcu jesteś tutaj, aby trochę pooglądać. – zapewnił go i po wzięciu mu waty cukrowej udali się faktycznie do klatek, w których drzemały dzikie koty. W jednym znajdowała się lwica, a w drugim para pasiastych tygrysów, z czego samiec wytwornie chodził dookoła i podziwiał wszystko dostojnie. PETA powinna się przyczepić takich warunków, ale tuż obok klatek siedział mężczyzna o ciemnej skórze, który ubrany jak dzikus z Afryki tarmosił po grzywie dorodnego lwa, który niczym domowy kot dawał się pieścić swojemu panu. W takim wypadku trudno się kłócić nie chcąc zostać zjedzonym.
- Ama! – Dick zwrócił się do czarnoskórego, który podniósł wzrok na chłopców nie przestając drapać za uchem podopiecznego.
- To mój przyjaciel, Wally. Wspominałem ci o tym, że przyjdzie. – wyjaśnił mężczyźnie, a ten odwrócił wzrok na rudzielca i dotknął dłonią czoła.
- Witaj, Richard dużo o tobie opowiadał. Miło cię poznać. – odezwał się do niego ze słyszalnym akcentem z kraju Trzeciego Świata, ale przy tym uśmiechając się przyjaźnie.
- Lubisz zwierzęta? – spytał zaciekawiony, a lew tylko łypnął okiem i ziewnął nie przestając nawet na moment bycia pieszczonym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Spark
Flash Demo

Liczba postów : 35
Join date : 29/10/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Czw Lip 05, 2018 2:19 pm

Po otrzymaniu sporej waty cukrowej Wally ruszył za przyjacielem, rozglądając się dookoła z zaciekawieniem. Jadł watę buzią, by nie ubrudzić sobie rak. Nie lubił, jak ręce mu się kleiły po tej słodyczy. a wata cukrowa strasznie się kleiła. Przez rozpuszczony cukier. Klejąca się buzia mu nie przeszkadzała. Natomiast lepkimi palcami nie mógłby niczego dotknąć.
Przyglądał się różnym przyczepom, które były rozstawione dookoła. Zerkał na ludzi, którzy pracowali w cyrku. Ciągle jednak pilnował, by nie rozdzielić się z Rickiem. Nie chciał zgubić przyjaciela. Wszystko go ciekawiło, ale nie na tyle, by zapomnieć, że idą przecież do zwierząt. Będzie mógł je zobaczyć z bliska. Nawet jeśli tylko przez kratki. To i tak lepsze niż kiedy w cyrku patrzył na arenę z daleka.
W końcu dotarli do wielkich kotów i ich opiekuna. Wally spojrzał z niemałym zainteresowaniem na lwy i tygrysy, by w końcu skierować spojrzenie ma mężczyznę.
- Cześć. - przywitał się z szerokim uśmiechem. Na pytanie ciemnoskórego pokiwał głową twierdząco. - Uwielbiam. Szczególnie wielkie koty. Chociaż takie małe też, ale z tych małych to bardziej psy. - odpowiedział, przyglądając się zaraz lwu, którego grzywę mężczyzna tarmosił. Sam chciałby dotknąć lwa. Ale by mu koledzy zazdrościli, gdyby im powiedział, że dotknął lwa i nie stracił ręki. Chociaż pewnie nikt by nie uwierzył. Chyba, że by poprosił Richarda o zrobienie mu zdjęcia. To były idealny dowód na to, że nie kłamie.
- On daje się innym dotykać czy tylko panu? - zapytał, mając na myśli oczywiście lwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   

Powrót do góry Go down
 
[2002] Okolice Quincy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: