IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [2002] Okolice Quincy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 21
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: [2002] Okolice Quincy   Pon Paź 30, 2017 5:50 pm


Ogromny plac zieleni na obrzeżach miasta, gdzie akurat rozłożył się cyrk. Wielki namiot, typowy dla odjezdnych cyrków pysznił się z daleka na tle drzew nieopodal. Reprezentatywne wejście skrywało estradę wyłożoną sianem wraz siedzeniami dookoła, ale za to na zapleczu było całe cyrkowe życie. Tabun samochodów i wozów z klatkami zwierząt oraz mniejsze przyczepy dla artystów. Wszędzie walała się słoma i piętrzyły się kostki siana będące przenośnym… wszystkim. Od karmy dla zwierząt po miejsca do siedzenia czy ćwiczeń. Unosiła się tutaj atmosfera starego odpustu…


Nastała noc i po ostatnim spektaklu cyrk powoli zbierał się do wyjazdu z tego miasta. Kolejny występ już czekał na horyzoncie, ale Richard nie był tym przejęty tak, jak lata temu. Wyrósł i powoli przestały bawić go przedstawienia. Ale nie mógł przecież porzucić swojej rodziny. Nie tylko Latających Graysonów, ale i pozostałych członków trupy, z którymi się wychowywał. Zresztą, gdzie indziej miałby uciekać? Nie znał życia poza kolorowym namiotem, którego złożeniem siliło się teraz kilkunastu potężnych mężczyzn. Siedział na kostkach siana trochę dalej od reszty nie rzucając się zbytnio w oczy. Był już prawie dorosły i można było go zagonić do pracy w razie potrzeby, a jakoś niekoniecznie miał na to ochotę… Zszedł więc z wygodnego siedziska i obszedł namiot, aby zobaczyć nieliczne samochody odjeżdżające z zaimprowizowanego na szybko parkingu. Zdjął maskę i patrzył na całe rodziny zastanawiając się czy jego życie mogłoby wyglądać podobnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kid Flash


Liczba postów : 10
Join date : 29/10/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Pon Paź 30, 2017 7:23 pm

Wally jak zwykle świetnie się bawił, spędzając kolejny raz jeden ze swoich dni w cyrku. Już nawet nie był w stanie policzyć ile razy widział te same występy. Jemu jednak się nie nudziły. Zwłaszcza przedstawienie akrobatów, a dokładniej jednego konkretnego akrobaty, w którego był wpatrzony jak w obrazek, a którego już osobiście znał od jakiegoś czasu. Niewiele starszy od niego, niesamowicie zwinny i robił takie świetne sztuczki. Dziesięciolatek nie mógł wyjść z podziwu jak ktoś tak młody mógł znać takie akrobacje.
I tym razem specjalnie się ociągał z wyjściem i jeszcze prosił o popcorn i hot-doga żeby tylko jak najpóźniej wyjść z cyrku. Cały czas się rozglądał za Richardem. Nawet, gdy powoli krok za krokiem szedł przez parking, wcinając hot-doga, obracał się na wszystkie strony, przez co raz wpadł na jedno ze stojących aut. Rodzice go poganiali z jedzeniem, bo wiedzieli, że w samochodzie nabrudzi, ale on specjalnie jadł wolniej. Obrócił się całkiem w stronę cyrku, stając niedaleko swojego samochodu i przeżuwając kolejny kęs.
W końcu jego buzia się rozpromieniła, gdy zauważył znajomą maskę, która po chwili została zdjęta z twarzy nastolatka. Szybko podniósł rękę do góry, machając nią jak szalony.
-Richard! - krzyknął, ruszając zaraz pędem w stronę chłopaka. Za sobą słyszał rodziców wołających do niego teksty typu "Wracaj, Wally!" czy "Wally, uważaj na samochody!", ale on nie zwracał na to uwagi. Samochody widział i uważał na nie, a wracać nie miał zamiaru. I tak miał jedzenie jeszcze do dokończenia. Rudzielec zatrzymał się tuż przed czarnowłosym, dysząc od biegu, ale jednocześnie promiennie się uśmiechając do niego.
- Już myślałem, że cię nie złapię. Dzisiejszy występ był ekstra! - energicznie machał ręką, podkreślając to jak bardzo mu się podobało. Występ pewnie był taki jak zawsze, ale dla niego każdy kolejny wydawał się być coraz lepszy.
- To jak skoczyłeś. Prawie jakbyś leciał! Jesteś niesamowity! - on tak mógł w nieskończoność wychwalać kolegę jeśli nikt mu nie przerwie. Raczej normą było, że młodsi podziwiali starszych, zdolniejszych kolegów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 21
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Nie Lis 05, 2017 11:36 am

Aby cyrk był ciekawy występy trzeba było modyfikować. Dodawać nowe akrobacje czy zmieniać niektóre konfiguracje. By całe przedstawienie było świeże i widz zawsze chciał wracać. I to nie tylko ze względu na faworyzowanie jakiegoś członka trupy. Chociaż na pewno Dickowi schlebiał fakt, że ktoś przychodził tylko i wyłącznie dla niego. To było miłe uczucie i podtrzymywało go na duchu. I nie było to tylko nikłe marzenie, ale prawda! Poznał nawet taką osobę. Za każdym razem blask w oczach Wally’ego napędzał go do dalszego mierzenia się z kolejnym dniem. Nie był już co prawda taki młody, ale ćwicząc prawie od samych narodzin ukształtował swoje ciało tak, aby żadna akrobacja nie stanowiła dla niego przeszkody. A gdyby faktycznie chciał nadal pracować w cyrku, to pewnie i tak znalazłoby się jeszcze sporo materiału do nauki. Zastanawiał się tylko, czy aby faktycznie tego chce… Ciągnęło go do innego życia. Nie był pewien czy chodziło o ustatkowanie się, czy po prostu chciał zobaczyć świat inny od swojego. Nie bez powodu ludzie używali powiedzenia, że trawnik w ogródku sąsiada jest bardziej zielony niż we własnym. A dla niego trawa w oddali była o wiele bardziej zielona. Z rozmyślań wyrwał go czyjś krzyk. Chyba rodzice wołali swoje dziecko, w sumie nic dziwnego… Było późno i wiele osób zbierało się do domu, chociaż dzieci tych zwyczajnych rodzin miały własne drogi. Rozejrzał się zobaczyć, czy aby rodzicielska zguba nie oddaliła się za daleko i dostrzegł biegnącego w jego stronę rudzielca. Mógł się domyślić, że to właśnie on postanowi pozwiedzać jeszcze cyrk… Uśmiechnął się do niego i pozwolił złapać oddech.
- Bez przesady… - powiedział zawstydzony. O ile przed szerszą publicznością świecił dumą po pokazie i kłaniał się wraz z rodziną, to tak naprawdę był skromny.
– Poza tym… Jedno z salt nie do końca mi się udało. Będę musiał nad nim jeszcze popracować. – dodał od siebie. Błąd zauważył zarówno on, jak i jego ojciec, ale dla zwykłego widza wszystko wyglądało dobrze. Poczuł się jednak w obowiązku poinformować o swoim potknięciu przyjaciela.
- Ha! Nie bez powodu to „Latający Graysonowie”! – zauważył rozbawiony nawiązując do jego komplementu. Wolał jednak jakoś przerwać monolog rudzielca. Wiedział, że ten może tak bez końca, a chyba nie mieli aż tyle czasu.
- Co u ciebie? Nadal tyle jesz… Zobaczysz, kiedyś nie będziesz mógł się ruszyć z fotela. – zaśmiał się wskazując na trzymanego przez Wally’ego hot-doga. Kto by pomyślał, że za kilka lat będą one codziennością w życiu Kid Flasha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kid Flash


Liczba postów : 10
Join date : 29/10/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Sob Lis 11, 2017 1:38 pm

Machnął ręką jakby to co powiedział Rochard na temat nieudanego salta było zupełnie nieistotne. Bo i było. Przynajmniej według niego.
- E tam. Myślisz, że ktoś z widowni to zauważył? Pewnie nikt poza twoimi rodzicami nie wiedział, że coś poszło nie tak. - odparł pewnym siebie tonem. Skoro on nic nie zauważył to i inni na pewno też nie. Rodzice pewnie nie zwracali tak bardzo uwagi na szczegóły, a dzieciaki były zbyt zachwycone wyczynami, by zauważyć, że coś gdzieś nie wyszło. Tak jak on. Gdyby starszy kolega mu nie powiedział o tym, to by nie wiedział, że salto było nieudane.
- Jakbyś naprawdę się nauczył latać to już w ogóle byłoby niesamowite. - odparł energicznie, a oczy mu aż błysnęły na ta myśl. Latać, tak naprawdę, jak ptak, byłoby ekstra. Nie w samolocie czy z jakąś zbroją czy innymi wynalazkami jak niektórzy superbohaterowie. Tak samemu, bez pomocy. Chyba, że miałyby wyrosnąć skrzydła. O! To byłoby super.
Na tekst o jedzeniu Wally zerknął na hot-doga w jednej ręce i paczkę popcornu w drugiej. Wzruszył ramionami i wyszczerzył się do kolegi.
- Moja mama też tak mówi, a ja dalej biegam i się ruszam. Czasem żartuje, że mam czarną dziurę w żołądku. Czytałem w internecie i czarna dziura pochłania wszystko cały czas. Może mam taką w sobie. - zaśmiał się lekko. To by tłumaczyło jego wieczny głód i nieposkromiony apetyt. Zaraz podsunął popcorn w stronę Richarda, samemu zjadając resztę hot-doga i wycierając dłonie o spodnie.
- Ta za to wyglądasz jakbyś miał zaraz zniknąć. Masz. Powiesz rodzicom, że dostałeś od fanki jakby się czepiali. - rudzielec doskonale wiedział jak czepliwi potrafili być rodzice. Wymyślanie kłamstw na poczekaniu nie było takie trudne, dzieciak często się ładował w kłopoty. Taki już był.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Richard Wayne


Liczba postów : 21
Join date : 24/09/2017

PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   Pon Lis 13, 2017 9:58 am

Mógł się domyślić takiej odpowiedzi. Sam zresztą o tym pomyślał, ale ojciec nie da mu zapomnieć o tym niedociągnięciu. Może i lepiej? Jeśli coś robi, to chciałby to opanować do perfekcji, a kolejna taka drobnostka może mu już odebrać życie! Praca na wysokości to dla niego nie zabawa. Cieszył się jednak z optymizmu przyjaciela. Przynajmniej przy nim nie musiał za bardzo o tym myśleć i niepotrzebnie się stresować. Uśmiechnął się, ale zaraz cicho parsknął na kolejne wymysły.
- Ludzie nie mogą się ot tak nauczyć latać, Wally. – Z tej dwójki to właśnie Dick był realistą. Jak na akrobatę raczej mocno stąpał po ziemi i nie wpadał na tak szalone pomysły, jak rudzielec. Rodzice Westa powinni być dumni, że znalazł sobie kogoś, kto mógłby robić za zdrowy rozsądek dla ich pociechy.
- Byleby ciebie całego nie wciągnęła. – dodał rozbawiony, chociaż wcale by mu do śmiechu nie było, gdyby faktycznie stracił Wally’ego. Chociaż… Zdecydowanie nie byłoby to wynikiem czarnej dziury w jego żołądku. Tego miał świadomość!
- Nie, no co ty… - w pierwszej chwili chciał odmówić, ale chyba nie miał szans ze stanowczością rudzielca i przyjął pudełko. Miał po prostu smukłą budowę ciała! Nie kłócił się jednak teraz o takie głupoty i po prostu zjadł jedno z napęczniałych ziarenek. Skoro ma jeszcze ciężej ćwiczyć, to chyba przyda mu się takie doładowanie?
- A jeśli mowa o fankach… Nie mogę uwierzyć, że rodzice tak często zabierają cię na pokazy... Zdradź mi sekret przekonywania ich do swoich racji. – Drugie zdanie dodał szeptem, jakby prosił wielkiego mistrza kung-fu o lekcje najbardziej tajemniczych ruchów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [2002] Okolice Quincy   

Powrót do góry Go down
 
[2002] Okolice Quincy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Okolice Opuszczonego Reaktora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: