IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [1943] Zamek Wolfenstein

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Red Skull
( ͡卐 ͜ʖ ͡卐)

Liczba postów : 77
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: [1943] Zamek Wolfenstein   Czw Paź 19, 2017 4:14 pm

Marzec 1943 roku. Po przegranych kampaniach w Afryce Północnej, a przede wszystkim, pod Stalingradem, wojska niemieckie tracą inicjatywę strategiczną. Szala zwycięstwa powoli przechyla się na stronę aliantów. Brytyjski wywiad dowiaduje się, że specjalna jednostka naukowa SS badająca zjawiska paranormalne rozpoczyna prace nad projektem mającym na celu przywrócenie III Rzeszy przewagi na froncie. Jak donoszą, na czele owej jednostki, na równi z samym Himmlerem, stoi Red Skull. Kiedy tylko Amerykanie dowiadują się o tym, postanawiają zadać Rzeszy kolejny cios, tym razem wymierzony w ikonę nazistów. Kapitan Ameryka nie musi być długo namawiany i wraz z niewielkim oddziałem rusza na powstrzymanie niecnych planów faszystów, ale i przede wszystkim złapanie najpodlejszego z nich, swojego arcy-wroga, Red Skulla.
Niestety... Podczas operacji wojska niemieckie stawiły ogromny opór alianckim siłom i skutecznie odpierały ataki. Jednak, Steve Rogers wraz ze swoją niezawodną tarczą dostał się do wnętrza zamku i teraz jako największy bohater zdany jest sam na siebie w tej nierównej walce.
Czy uda mu się ominąć strażników i zniszczyć to... cokolwiek próbuje tutaj zrobić Himmler ze swoją paczką? Czy uda mu się zadać Rzeszy ostateczny cios pokonując Red Skulla? Czy w ogóle przeżyje?! to fabuła historyczna, więc... musi przeżyć skoro żyje w przyszłości!


Lol, wygląda jak współczesna Latveria...


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 376
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Sob Paź 21, 2017 2:13 pm

To była bardzo niebezpieczna misja. Dostać się do samego serca dowodzenia nazistowskiej organizacji, aby dopaść swój niemiecki odpowiednik. Jakie to było dziwne. Niemniej, jeśli zdołają go pokonać, może uda się podkopać morale nazistowskich armii!  Ewentualnie on dopadnie jego i wtedy nie tylko spadną im morale, ale również głowa Steve'a. A Steve bardzo lubił swoją głowę, szczególnie gdy ta była mu bardzo potrzebna.
Teraz więc starał się jak najciszej przekradać po wielkich komnatach zamku Wolfenstein. Starając się nie dać wykryć , czuł narastające napięcie. To pierwszy raz gdy zobaczy dzieło samego Adolfa Hitlera. Czytał raporty o tym czego dopuszczał się Red Skull, jego zabawy ludzkim życiem... nieodrodny wychowanego Hitlera.
Czy naprawdę mogli istnieć tak potworni ludzie? Kapitan chciał wierzyć, że to nieprawda. Że po prostu jest to... miał pustkę w głowie i zero wytłumaczeń na takie postępowanie. Ale może znajdzie jakieś wyjaśnienie w trakcie? Słysząc jakieś kroki wtulił się mocniej w cień napinając wszystkie mięśnie gdyby nagle został wykryty. Zbliżył się powoli do ozdobnych drzwi. Znał plany, musiał zrobić to szybko i bezwzględnie, co wcale nie było takie proste przy jego charakterze i powoli nacisnął klamkę otwierając sobie wejście do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Red Skull
( ͡卐 ͜ʖ ͡卐)

Liczba postów : 77
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Nie Paź 29, 2017 1:32 pm

Plan Kapitana był istnie prosty w swej naturze, a przy tym równie naiwny. Spodziewał się, że po zauważeniu jego oddziału strażnicy Hydry będą jak barany stać i czekać aż powali ich tarczą? To nie było żadne z przedstawień, które rozgrywał. Wojna była brutalniejsza, a teraz, o krok od zagłady siły niemieckie jeszcze bardziej mobilizowały się do wygranej. Nawet za wszelką cenę.
Co prawda minął korytarz całkiem czysty, ot większość poszła chronić bramy. Ale czy na pewno? Czy nie było za łatwo, a wszystko było jedynie ciszą przed burzą? Jak najbardziej! Kiedy tylko blondyn pociągnął za klamkę nastąpił zgrzyt, ale to nie drzwi się otworzyły, a zapadnia tuż pod nim wciągając go wraz z urwaną klamką. Bez możliwości uskoczenia poleciał w dół na spotkanie ze swoim przeznaczeniem.
Lub lepiej określić, ze Śmiercią? Bo po niezbyt miękkim lądowaniu miał okazję spotkać tego, kto był jego utrapieniem. Kto kładł długim cieniem grozę nie tylko na szeregowych wojsk alianckich. Kto niósł za sobą pasmo cierpienia, bólu i przede wszystkim śmierci.
Red Skull patrzył na Kapitana z całą pogardą, której nie było szukać nigdzie indziej. Chabrowe oczy widoczne zza groteskowej maski w czerwonym kolorze świdrowały duszę blondyna i mroziły aż po same kości. W zimnym i wilgotnym pomieszczeniu, w którym były jedynie gołe, kamienne ściany lśnił świeżością. Buty błyszczały wypolerowane, czarny mundur wyglądał na świeżo od krawca, a kabura przy pasku zrobiona była z najlepszej jakości skóry. Całym sobą pokazywał wyższość nad obrzydliwym kapitalistą u stóp.
Podszedł bliżej dumnym, niemal defiladowym krokiem z rękoma związanymi z tyłu i obszedł sobie dookoła swoją zdobycz, która jeśli w końcu nawet postanowiła rzucić się na oprawcę zauważyła pewien haczyk. Kapitan znajdował się w szklanym prostopadłościanie, którego kąty były złączone żeliwnymi okowami. Samo szkło zaś zdecydowanie opierało się jego sile i ani myślało pękać od uderzeń. Od dołu otoczony metalową kratą, zaś od góry zamkniętą tuż za jego przybyciem szklaną pokrywą miał ograniczone pole ruchu, bo jego nowa cela miała ledwo powierzchnię metr na metr i wysokość dwóch metrów.


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 376
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Pią Lis 03, 2017 6:01 pm

Cóż, szczerze nie uznawał tego co już osiągnęli za łatwiznę. Wiedział, że Skull na pewno ma jakieś pułapki... tylko głębiej swojego zamczyska. Nie spodziewał się zapadni pod drzwiami, takowe bardziej znajdowały się w sypialniach żon właściciela zamku (na przykład, gdyby pani zdecydowała się przyjąć jakiegoś dodatkowego marudera. Albo odmówiła mężowi). A tu proszę, wyższy level wrzucania ludzi do lochów, lub fosy. Tylko, że zamiast na zewnątrz Kapitan znalazł się w klatce. Gdy tylko poczuł ziemię pod nogami skoczył do przodu na wychodzącego naprzeciw niego mężczyznę. Obie dłonie trafiły na, zdawałoby się szklaną powierzchnię, co trochę zaskoczyło Steve'a.
Cholerny, niemiecki burżuj, nawet klatki ze szkła robi!
Spojrzał na mężczyznę, który stracił możliwość patrzenia na Rogersa z góry ale wciąż był lepiej ubrany. 1:0 dla nazistów, ale ten nie próbował łomotać w szkło. Spojrzał na swoją tarczę i kąt klatki. Może szkło jest wytrzymałe, ale czy trzymające je zatrzaski też? Będzie musiał to zbadać, ale najpierw zagra na zwłokę.
- Red Skull... - odezwał się chłodnym tonem, ale zmrużył oczy, hamując się przed potężniejszym okazaniem frustracji. Musiał poczekać na bardziej dogodną chwilę.
- Szkło to dosyć delikatny materiał, na pewno to dobry pomysł robić z niego klatkę? - przejechał ręką, ubraną w czerwoną rękawiczkę po chropowatym tworzywie. Jak oni do diabła to zrobili?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Red Skull
( ͡卐 ͜ʖ ͡卐)

Liczba postów : 77
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Sro Lis 08, 2017 6:02 pm

Johann spoglądał na blondyna i pomimo wstrętu do kapitalistycznej podróbki jego wspaniałej osoby, czuł się usatysfakcjonowany tak dobrą robotą włożoną w Kapitana Amerykę. Co prawda natychmiastowy odruch był zabawny, a nawet nieco smutny… Wojownik, który działa zamiast myśleć jest łatwym celem. Chęć pokonania wroga natychmiastowo była równie naiwna, co nazistowski Blitzkrieg. Można tak pokonać słabego wroga, zaskoczonego. Ale nie kogoś gotowego do walki i świadomego przybycia intruza pod bramy domu. Druga jednak uwaga nie uszła uwadze nazisty. Spojrzenie na tarczę, a potem na kąty klatki. Tak, zdecydowanie podobała mu się ta taktyczna strona jankeskiej ikony. Wymyślenie planu ucieczki, ale wykorzystanie jeszcze czasu na wyciągnięcie informacji i odwrócenie uwagi. Szczwane, jak na bohatera.
Po okrążeniu klatki i obejrzeniu sobie swojej zdobyczy z każdej strony zatrzymał się przed Kapitanem, tyłem do drzwi wejściowych i perfidnie uśmiechnął się czując triumf, o którym wiedział na razie tylko on.
- Kapitan Ameryka… - Nazista wysilił się na angielską wersje tego pseudonimu, tak rozpowszechnioną na całym świecie i znaną niczym flaga kraju, z którego pochodził bohater. W jego ustach jednak brzmiała jak pogarda i najgorsza możliwa obraza. Sprzyjała temu i wyczuwalna nutka niemieckiego akcentu, którego Johann zwyczajnie nie chciał się pozbywać. – Dawno już nie mówiłem w twoim języku. A niedługo… Będzie on już całkiem wymarły. Jak ty. – jakby nie słysząc słów swojego „gościa” dokończył swój monolog i pogładził czule metalowe okowy. Zdecydowanie nie były wytrzymałe… Hartowane szkło też miało swoje wady. Odsunął się i splótł ręce za sobą.
- Chyba nie będzie ci to dane wiedzieć. – dodał po dłuższej chwili milczenia odpowiadając na zadane pytanie, a wnętrze klatki Kapitana wypełniło się bezbarwnym gazem, który szybko pozbawił go przytomności.
– Czas przejść do prawdziwej części zabawy. – mógł usłyszeć jeszcze przez mgłę blondyn całkiem opadając z sił.
Kolejnym uczuciem, jakie doznał było uciskanie jego klatki. Jakby jakaś mityczna Zmora leżała mu na piersi i dusiła swoim ciężarem śniącego nieszczęśnika. Niestety była to tylko legenda, więc kiedy Kapitan obudził się zamiast szkaradnej paskudy z koszmarów zastał… inną szkaradną paskudę z jawy. Red Skull stał obok niego i opierał się przedramionami na szerokim torsie Kapitana patrząc na jego twarz. Bez skrępowania i cienia strachu naruszał przestrzeń osobistą za nic mając sobie niebezpieczeństwo. Chociaż i tym razem Rogers mógł zrozumieć pewność siebie przeciwnika. Sam był rozciągnięty na metalowej pryczy niczym człowiek witruwiański. Mocne metalowe uchwyty trzymały jego ręce i nogi w ryzach uniemożliwiając atak będącego niemal na wyciągnięcie ręki przeciwnika.
- To na czym skończyliśmy…? – spytał Johann widząc na sobie już skupione spojrzenie błękitnych oczu.


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 376
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Sob Lis 25, 2017 2:35 pm

Wściekle chciał łomotnąć w szybę, ale na razie nie miało to najmniejszego sensu. A Red Skull nie dał się wciągnąć w polemikę, o nazistach i państwach alianckich, gdzie mógłby wykorzystać moment by zwiać. Johann miał inne plany, o czym Steve bardzo szybko się przekonał.
Zaskoczony nagłym atakiem, najpierw podniósł ramiona jak do obrony, ale z powietrzem nijak nie idzie walczyć. Zakasłał mocno, osuwając się na ziemię, choć starał zmusić swój organizm do walki z niewidzialnym wrogiem. Bezskutecznie. Opadł na ziemię nieprzytomny.
Pobudka nie należała do najprzyjemniejszych rzeczy jakich doświadczył. W głowie mu huczało i czuł jeszcze wpływ gazu na resztę swojego organizmu. Ale dzięki serum, całość dość szybko miała minąć. Od razu więc napiął mięśnie, choć przyszło mu to całkiem opornie, gdy chciał wyrwać się z kajdan.
- Red Skull! Cokolwiek planujesz, nie uda ci się to! - zapewnił go groźnie mrużąc oczy i czując narastający niepokój. Był w bardzo niebezpiecznej sytuacji. Jeśli nawet nie w czarnej dupie. A on w związkach męsko-męskich zazwyczaj nie jest stroną dominującą.
Jeszcze raz spojrzał w twarz szaleńca przed nim czując jak oblewa go zimny pot. Widział tylko ułamek hilterowskich zbrodni i żadne nie przypominało herbatki z przyjaciółmi. Im większą władzę odzyskiwał w swoim ciele, tym mocniej napinał mięśnie próbując zerwać okowy. Przy okazji próbował też namierzyć wzrokiem swoją tarczę. Nie miał specjalnie ochoty biegać po całym zamku i pokonywać mini bossy naprzać się z różnymi paskudami trzymanymi przez Red Skulla.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Red Skull
( ͡卐 ͜ʖ ͡卐)

Liczba postów : 77
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Sob Gru 23, 2017 3:29 pm

Pewnie z chęcią wszedłby w te rozmowę, ale niestety gonił go czas. Chociaż był prawą ręką Kanclerza Rzeszy, to i on miał obowiązki do wykonania. Nie mógł jedynie się bawić jedzeniem, musiał jeszcze zdawać relacje, że ta zabawa coś daje. Porwanie Kapitana Ameryki, a właściwie złapanie go, kiedy sam wszedł w paszczę lwa było jednak całkiem dobrym do popisania się ruchem. Zaś jego śmierć, ostatnim gwoździem do trumny Stanów Zjednoczonych.
Zabicie go od razu byłoby dobrym pomysłem, ale Johann jak to przestępcy miał problem z pozbywaniem się od razu głównego protagonisty. Niemal w kółko powielany błąd… Zbyt wielka pewność w ostateczną wygraną nieco rozluźniała. Arogancja przyćmiewała czające się niebezpieczeństwo i usypiała czujność sensowną, chociaż często chwilową niedyspozycją przeciwnika.
Na wyniosłe okrzyki bojowe Kapitana zaśmiał się jedynie. Jego ochrypły, niski głos odbił się echem od kamiennych ścian. Niestety nie było nigdzie pod nimi wspaniałej broni blondyna. Jedynie wilgoć i mrok…
- Ależ Kapitanie… Już mi się udało. - Powiedział nadal rozbawiony, kiedy już trochę udało mu się opanować śmiech wywołany naiwnością blondyna. Czy on naprawdę myślał, że wszystkie te sztampowe teksty coś przyniosą? Był na przegranej pozycji i jedyne co mu zostało, to śmierć. Bardzo powolna i pełna cierpienia, o co Johann osobiście się postara.
Wyprostował się niby przypadkowo przesuwając dłońmi po szerokim torsie Rogersa. Idealne ciało, aż szkoda, że zmarnowane na tę aliancką gnidę. Gdyby należało do niego, to o wiele lepiej by je wykorzystał. Chociaż… wcale nie miał marnować i teraz posiadanego kawałka mięsa.
- Siły o których nie masz pojęcia są na wyciągnięcie ręki Rzeszy. Kiedy Czarne Słońce wzejdzie niszcząc wszystko, co zagraża Naszej potędze. – Nie były to dokładne wyjaśnienia, ale przecież Kapitan mógłby się zanudzić zasłyszanym od razu szatańskim planem. Warto było jakoś urozmaicać te niepewne momenty.
- Ale spokojnie… - obszedł dookoła blondyna i stanął tuż za jego głową i bezceremonialnie zdejmując błękitny kapturek osłaniający twarz Rogersa. Zaskakująco delikatnie pogładził jego blond loki odgarniając ich nadmiar ze skroni po czym nachylił się szepcząc do jego ucha. – Ty nie doczekasz świtu.
Wyprostował się, a w dłoniach już miał metalowe elektrody, których końcówki buczały głośno od napięcia. Twarz Johanna wykrzywiła się w okrutnym grymasie przypominającym uśmiech i przyłożył iskrzące końcówki do klatki piersiowej Kapitana. Przeszywająca ciało Rogersa elektryczność była bolesna, ale nie miała wystarczającego napięcia, aby go pozbawić świadomości.[/color]


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 376
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Nie Sty 07, 2018 1:27 pm

Chyba przez fakt, że był prawą ręką kanclerza to musiał tych obowiązków wykonywać znacznie więcej. I zaraz gwoździem do trumny, i tak przegracie, bo macie zbyt skomplikowane sprzęty i jesteście sami na cały świat. Aczkolwiek to miłe, że stawiasz Steve’a tak wysoko w hierarchii wartości. Gdyby nie fakt, że planujesz go zabić i jesteś psychopatą, zdolnym do najbardziej ohydnych i obrzydliwych czynności, to nawet by się mógł wzruszyć.
Ale jak to od razu? Bez monologu?! Bez smutnych retrospekcji z dzieciństwa?! Bez patrzenia w przerażoną twarz swojego najgorszego wroga, gdy na kolanach błaga cię o życie?! Doprawdy, Redziu, gorszych herezji tutaj nie mogłeś wygłosić!
Wilgoć, mrok, a potem narzekają, że ich w krzyżu łupie. Ech, nikt tu nie dba o wspólne dobro, aż nie stanie się tragedia.
Steve tymczasem znów napiął mięśnie, gdy dłonie Red Skulla przejechały po jego torsie i zacisnął mocniej zęby, wewnętrznie ciesząc się, że idą one w górę a nie w dół starając się nie okazywać zbyt wielu emocji. Musi zachować spokój aby znaleźć moment, w którym będzie mógł uciec, albo chociaż spróbować znów walczyć o swoją wolność. Tymczasem Johann zaczął bawić się w poezję, mówiąc dziwne teksty. Ale Steve nie urodził się wczoraj, łatwo było mu podejrzewać, że to co mówi musi mieć albo związek z mistycyzmem i mitologią albo to jakiś kryptonim dla kolejnej operacji nazistów. W głowie starał sobie przypomnieć czy w jakiejkolwiek znanej mu mitologii pojawia się “czarne słońce”. Aczkolwiek aktualna, stresująca jak diabli, sytuacja nie pomagała w chłodnej kalkulacji.
- Czarne Słońce? - zagadnął, podążając wzrokiem za Red Skullem i próbując wyciągnąć z niego więcej informacji. Sposób w jaki drugi mężczyzna znalazł się tuż nad jego głową był skrajnie niepokojący szczególnie gdy weźmie się pod uwagę jak chory zwyrodnialec prowadzi jego postać i jakie rzeczy z nim czytał. Wziął głębszy wdech na chwilę zamierając, ale Johann jedynie odsłonił jego twarz. Wypuścił powietrze z ulgą.
Nie na długo, bo gdy naładowany prądem metal dotknął jego ciała, wydał z siebie krzyk. Szarpnął się mocno, wyginając ciało tak, by uciec od fali nagłego bólu w zwierzęcym instynkcie, każącym walczyć o swoje życie. Napiął mocno wszystkie mięśnie, ale nie było ucieczki od bólu, z którym teraz musiał się mierzyć. Zawył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Red Skull
( ͡卐 ͜ʖ ͡卐)

Liczba postów : 77
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Sro Sty 24, 2018 11:40 pm

Pracy? Owszem, miał dużo. Prawie całkiem zniknęło jego uwielbienie do Hitlera i zastąpiła je czysta rządza władzy. Chciał obalić nieudolnego wodza zajmując jego miejsce, ale do tego potrzebował jeszcze czegoś pozwalającego mu odwrócić szale walk na swoją korzyść. A w obecnym rozrachunku sił osi i aliantów potrzebował cudu. Na swoje szczęście go znalazł! Właśnie tutaj, w tym zamku i bynajmniej nie mowa była o marnym złapaniu Rogersa, chociaż i to obróci na swoją korzyść i jeszcze bardziej wyeksponuje swoją potęgę.
Obowiązków jednak nie miał już tak dużo. Hitler tracił moc i panikował... Popełniał coraz więcej błędów i niedopatrzeń, a także zaniedbań. Mając na głowie przegrywaną wojnę już całkiem zapomniał o wydawaniu bieżących poleceń komuś innemu niż generałom z frontu, a to równoznacznie z odnalezieniem idealnej broni pozwoliło Johannowi zająć się przez moment brutalną zabawą.
Krzyk wyrwany z piersi Kapitana był dla niego niczym muzyka. Jedni lubili słuchać Edith Piaf, inni Marlene Dietrich, a on lubował się w krzykach i jękach cierpiących podludzi. Bo pomimo całej tej niesamowitej metamorfozy ciała, to nadal człowiek przed nim nie zasługiwał na miano ubermenscha. Pomimo swojej wspaniałości, przy Johannie był nikim! Mógł jedynie wić się i skomleć pod jego ręką. Przeszedł go przyjemny dreszcz po plecach i przymknął oczy odginając się lekko do tyłu zamroczony przez moment z ekscytacji. Niestety nie pomogło to uciec Kapitanowi, a jedynie przedłużyło jego męki.
W końcu wyrwał się z okowów żądzy i odciągnął elektrody od ciała blondyna, jednocześnie nieco nachylając się tuż nad jego twarzą oddychając ciężko, jakby po męczącym wysiłku. Jego gorący oddech owiewał twarz ofiary pod nim, a sam dopiero po chwili spojrzał na Rogersa spod na wpół przymkniętych powiek. Lodowate spojrzenie, lekko zamglone, co było widoczne z tak bliska patrzyło z drwiną. Johann zaśmiał się i wyprostował normując już oddech i dziwnie łomoczące serce.
- Wiedza, Kapitanie! – Z pism babilońskich, a więc bardzo odległych blondynowi, można się było dowiedzieć o słońcu, które dawało siłę wiedzy. Mistycyzm nie był czymś, co Naziści odrzucali. Wręcz przeciwnie! Teraz już tylko w magii można było znaleźć ratunek... a wbrew pozorom nie była on jedynie bajką wyssaną z palca. – Potęga zdolna obalić nawet twój głupi kraj i zwalić na kolana inne. – wyjaśnił enigmatycznie nie precyzując nic ponad to, co można było wyczytać z raportów odnośnie okultyzmu uprawianemu przez najwyższe osoby w państwie, w tym i Himmlera.
No, dość było tego plotkowania! Bez ostrzeżenia przycisnął elektrody do kombinezonu Kapitana Ameryki w miejscu, gdzie powinny znajdować się jego sutki. Miarkował nadal prąd, aby mu zbyt szybko nie zemdlała ofiara, ale by i czuła ból. Przeszywający na wskroś ładunek mogący przypalić jego skórę nawet przez ubranie.


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 376
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Nie Lut 25, 2018 5:27 pm

W tym miejscu powinny być jakieś egzystencjalne przemyślenia na temat czegokolwiek, które aktualnie przeżywa Cap, ale... tak jakby torturowanie wyłącza potrzebę kontemplowania wystroju, antagonisty i sensu epickich planów, które te snuł. Aktualnie głównym tematem o którym Steve myślał, a właściwie to bardziej czuł, był ból. Przebiegający przez całe ciało i wymuszającym reakcję.
Pewnie też, na wzór starych komiksów, powinno się napisać że mimo tortur mężczyzna nie wydał z siebie najmniejszego jęku, ale to jest tylko post, nie propagandowa ulotka. Tak więc krzyk, o ile odgłos, który Kapitan wydawał można było nazwać krzykiem, a nie zwierzęcym wyciem bez ładu i składu, wcale nie ustępował.
Podobno jakoś tak się w mózgu dzieje, że krzycząc uwalniamy substancje znieczulające, ale w tym momencie chyba coś się zacięło, bo Steve tego tak nie odczuwał, szczególnie gdy tortura się przedłużała. Pewnie teraz skóra na jego piersi wyglądała bardzo nieciekawie, ale gdy w końcu Red Skull odsunął te cholerne elektrody, Rogers mógł złapać oddech.
Cały drżał, oczy, chyba od dłuższego czasu, były zaszklone, może kilka bardzo męskich łez pociekło po twarzy, a gardło miał zdarte i jak tu dyskutować?
Najgorzej jednak paliła go pierś, a userka stawia dolary przeciwko orzechom, że już miał tam szereg paskudnych blizn rozchodzących się na resztę ciała na szczęście, regenerację ma na tyle dużą, żeby przy następnym spotkaniu już ich nie było, albo żeby były zabliźnione!
Steve rzadko miał tendencję do ostracyzmu czy odczuwania nienawiści, ale człowiekowi, który teraz się nad nim pochylał z tym cholernym spojrzeniem, chętnie dałby w zęby. Szczególnie z całym swoim podejściem i zachowaniem kojarzył się Rogersowi z chłopakami w jego młodości, którzy bili go za... właściwie to, "bo tak". Bo mogli. Bo chcieli. Bo czuli się lepsi, gdy poniżyli kogoś, kto nie mógł oddać im tak samo. Johann był właśnie taki, choć w przeciwieństwie do tamtych dzieciaków, był pierdolonym mordercą, psycholem, nazistą i mógł zabić Steve'a w wymyślny i okrutny sposób. Ale Steve, wbrew swoim słowom, nie był już tylko dzieciakiem z Brooklynu, który mógł kulić się na ziemi, lub osłaniać pokrywą śmietnika. Choć teraz był... w niedyspozycji choć to bardzo niepasujące określenie dla jego sytuacji, to gdyby był wolny, Red Skull mógłby się przekonać, że ten podrasowany facet nie jest wyłącznie śliczną, propagandową zabawką. Ale póki co, mógł górować.
Kapitan, w chwili przerwy, znów zaczął testować zapięcia użyte do powstrzymania go. Może uda mu się w końcu, jakoś poszerzyć aby chociaż jedną rękę wysunąć...
Znał sporo mitologii, ale w większości tych pochodzących z kultur europejskich, szczególnie na terenach, które zajęli naziści. Chyba nikomu nie przyszło do głowy, że w tak kiepskiej sytuacji, będą szukać pomocy tak daleko.
- Wiedza nie da ludzi, czołgów oraz zaopatrzenia - zauważył, starając się rzucić haczyk. Może uda mu się sprawić, by Red Skull w swej pysze powiedział jeszcze więcej.
Kolejna porcja bólu sprawiła, że wszystko zatoczyło błędne koło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   

Powrót do góry Go down
 
[1943] Zamek Wolfenstein
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: