IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [1943] Zamek Wolfenstein

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Red Skull


Liczba postów : 45
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: [1943] Zamek Wolfenstein   Czw Paź 19, 2017 4:14 pm

Marzec 1943 roku. Po przegranych kampaniach w Afryce Północnej, a przede wszystkim, pod Stalingradem, wojska niemieckie tracą inicjatywę strategiczną. Szala zwycięstwa powoli przechyla się na stronę aliantów. Brytyjski wywiad dowiaduje się, że specjalna jednostka naukowa SS badająca zjawiska paranormalne rozpoczyna prace nad projektem mającym na celu przywrócenie III Rzeszy przewagi na froncie. Jak donoszą, na czele owej jednostki, na równi z samym Himmlerem, stoi Red Skull. Kiedy tylko Amerykanie dowiadują się o tym, postanawiają zadać Rzeszy kolejny cios, tym razem wymierzony w ikonę nazistów. Kapitan Ameryka nie musi być długo namawiany i wraz z niewielkim oddziałem rusza na powstrzymanie niecnych planów faszystów, ale i przede wszystkim złapanie najpodlejszego z nich, swojego arcy-wroga, Red Skulla.
Niestety... Podczas operacji wojska niemieckie stawiły ogromny opór alianckim siłom i skutecznie odpierały ataki. Jednak, Steve Rogers wraz ze swoją niezawodną tarczą dostał się do wnętrza zamku i teraz jako największy bohater zdany jest sam na siebie w tej nierównej walce.
Czy uda mu się ominąć strażników i zniszczyć to... cokolwiek próbuje tutaj zrobić Himmler ze swoją paczką? Czy uda mu się zadać Rzeszy ostateczny cios pokonując Red Skulla? Czy w ogóle przeżyje?! to fabuła historyczna, więc... musi przeżyć skoro żyje w przyszłości!


Lol, wygląda jak współczesna Latveria...


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Sob Paź 21, 2017 2:13 pm

To była bardzo niebezpieczna misja. Dostać się do samego serca dowodzenia nazistowskiej organizacji, aby dopaść swój niemiecki odpowiednik. Jakie to było dziwne. Niemniej, jeśli zdołają go pokonać, może uda się podkopać morale nazistowskich armii!  Ewentualnie on dopadnie jego i wtedy nie tylko spadną im morale, ale również głowa Steve'a. A Steve bardzo lubił swoją głowę, szczególnie gdy ta była mu bardzo potrzebna.
Teraz więc starał się jak najciszej przekradać po wielkich komnatach zamku Wolfenstein. Starając się nie dać wykryć , czuł narastające napięcie. To pierwszy raz gdy zobaczy dzieło samego Adolfa Hitlera. Czytał raporty o tym czego dopuszczał się Red Skull, jego zabawy ludzkim życiem... nieodrodny wychowanego Hitlera.
Czy naprawdę mogli istnieć tak potworni ludzie? Kapitan chciał wierzyć, że to nieprawda. Że po prostu jest to... miał pustkę w głowie i zero wytłumaczeń na takie postępowanie. Ale może znajdzie jakieś wyjaśnienie w trakcie? Słysząc jakieś kroki wtulił się mocniej w cień napinając wszystkie mięśnie gdyby nagle został wykryty. Zbliżył się powoli do ozdobnych drzwi. Znał plany, musiał zrobić to szybko i bezwzględnie, co wcale nie było takie proste przy jego charakterze i powoli nacisnął klamkę otwierając sobie wejście do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Red Skull


Liczba postów : 45
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Nie Paź 29, 2017 1:32 pm

Plan Kapitana był istnie prosty w swej naturze, a przy tym równie naiwny. Spodziewał się, że po zauważeniu jego oddziału strażnicy Hydry będą jak barany stać i czekać aż powali ich tarczą? To nie było żadne z przedstawień, które rozgrywał. Wojna była brutalniejsza, a teraz, o krok od zagłady siły niemieckie jeszcze bardziej mobilizowały się do wygranej. Nawet za wszelką cenę.
Co prawda minął korytarz całkiem czysty, ot większość poszła chronić bramy. Ale czy na pewno? Czy nie było za łatwo, a wszystko było jedynie ciszą przed burzą? Jak najbardziej! Kiedy tylko blondyn pociągnął za klamkę nastąpił zgrzyt, ale to nie drzwi się otworzyły, a zapadnia tuż pod nim wciągając go wraz z urwaną klamką. Bez możliwości uskoczenia poleciał w dół na spotkanie ze swoim przeznaczeniem.
Lub lepiej określić, ze Śmiercią? Bo po niezbyt miękkim lądowaniu miał okazję spotkać tego, kto był jego utrapieniem. Kto kładł długim cieniem grozę nie tylko na szeregowych wojsk alianckich. Kto niósł za sobą pasmo cierpienia, bólu i przede wszystkim śmierci.
Red Skull patrzył na Kapitana z całą pogardą, której nie było szukać nigdzie indziej. Chabrowe oczy widoczne zza groteskowej maski w czerwonym kolorze świdrowały duszę blondyna i mroziły aż po same kości. W zimnym i wilgotnym pomieszczeniu, w którym były jedynie gołe, kamienne ściany lśnił świeżością. Buty błyszczały wypolerowane, czarny mundur wyglądał na świeżo od krawca, a kabura przy pasku zrobiona była z najlepszej jakości skóry. Całym sobą pokazywał wyższość nad obrzydliwym kapitalistą u stóp.
Podszedł bliżej dumnym, niemal defiladowym krokiem z rękoma związanymi z tyłu i obszedł sobie dookoła swoją zdobycz, która jeśli w końcu nawet postanowiła rzucić się na oprawcę zauważyła pewien haczyk. Kapitan znajdował się w szklanym prostopadłościanie, którego kąty były złączone żeliwnymi okowami. Samo szkło zaś zdecydowanie opierało się jego sile i ani myślało pękać od uderzeń. Od dołu otoczony metalową kratą, zaś od góry zamkniętą tuż za jego przybyciem szklaną pokrywą miał ograniczone pole ruchu, bo jego nowa cela miała ledwo powierzchnię metr na metr i wysokość dwóch metrów.


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Pią Lis 03, 2017 6:01 pm

Cóż, szczerze nie uznawał tego co już osiągnęli za łatwiznę. Wiedział, że Skull na pewno ma jakieś pułapki... tylko głębiej swojego zamczyska. Nie spodziewał się zapadni pod drzwiami, takowe bardziej znajdowały się w sypialniach żon właściciela zamku (na przykład, gdyby pani zdecydowała się przyjąć jakiegoś dodatkowego marudera. Albo odmówiła mężowi). A tu proszę, wyższy level wrzucania ludzi do lochów, lub fosy. Tylko, że zamiast na zewnątrz Kapitan znalazł się w klatce. Gdy tylko poczuł ziemię pod nogami skoczył do przodu na wychodzącego naprzeciw niego mężczyznę. Obie dłonie trafiły na, zdawałoby się szklaną powierzchnię, co trochę zaskoczyło Steve'a.
Cholerny, niemiecki burżuj, nawet klatki ze szkła robi!
Spojrzał na mężczyznę, który stracił możliwość patrzenia na Rogersa z góry ale wciąż był lepiej ubrany. 1:0 dla nazistów, ale ten nie próbował łomotać w szkło. Spojrzał na swoją tarczę i kąt klatki. Może szkło jest wytrzymałe, ale czy trzymające je zatrzaski też? Będzie musiał to zbadać, ale najpierw zagra na zwłokę.
- Red Skull... - odezwał się chłodnym tonem, ale zmrużył oczy, hamując się przed potężniejszym okazaniem frustracji. Musiał poczekać na bardziej dogodną chwilę.
- Szkło to dosyć delikatny materiał, na pewno to dobry pomysł robić z niego klatkę? - przejechał ręką, ubraną w czerwoną rękawiczkę po chropowatym tworzywie. Jak oni do diabła to zrobili?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Red Skull


Liczba postów : 45
Join date : 20/03/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   Sro Lis 08, 2017 6:02 pm

Johann spoglądał na blondyna i pomimo wstrętu do kapitalistycznej podróbki jego wspaniałej osoby, czuł się usatysfakcjonowany tak dobrą robotą włożoną w Kapitana Amerykę. Co prawda natychmiastowy odruch był zabawny, a nawet nieco smutny… Wojownik, który działa zamiast myśleć jest łatwym celem. Chęć pokonania wroga natychmiastowo była równie naiwna, co nazistowski Blitzkrieg. Można tak pokonać słabego wroga, zaskoczonego. Ale nie kogoś gotowego do walki i świadomego przybycia intruza pod bramy domu. Druga jednak uwaga nie uszła uwadze nazisty. Spojrzenie na tarczę, a potem na kąty klatki. Tak, zdecydowanie podobała mu się ta taktyczna strona jankeskiej ikony. Wymyślenie planu ucieczki, ale wykorzystanie jeszcze czasu na wyciągnięcie informacji i odwrócenie uwagi. Szczwane, jak na bohatera.
Po okrążeniu klatki i obejrzeniu sobie swojej zdobyczy z każdej strony zatrzymał się przed Kapitanem, tyłem do drzwi wejściowych i perfidnie uśmiechnął się czując triumf, o którym wiedział na razie tylko on.
- Kapitan Ameryka… - Nazista wysilił się na angielską wersje tego pseudonimu, tak rozpowszechnioną na całym świecie i znaną niczym flaga kraju, z którego pochodził bohater. W jego ustach jednak brzmiała jak pogarda i najgorsza możliwa obraza. Sprzyjała temu i wyczuwalna nutka niemieckiego akcentu, którego Johann zwyczajnie nie chciał się pozbywać. – Dawno już nie mówiłem w twoim języku. A niedługo… Będzie on już całkiem wymarły. Jak ty. – jakby nie słysząc słów swojego „gościa” dokończył swój monolog i pogładził czule metalowe okowy. Zdecydowanie nie były wytrzymałe… Hartowane szkło też miało swoje wady. Odsunął się i splótł ręce za sobą.
- Chyba nie będzie ci to dane wiedzieć. – dodał po dłuższej chwili milczenia odpowiadając na zadane pytanie, a wnętrze klatki Kapitana wypełniło się bezbarwnym gazem, który szybko pozbawił go przytomności.
– Czas przejść do prawdziwej części zabawy. – mógł usłyszeć jeszcze przez mgłę blondyn całkiem opadając z sił.
Kolejnym uczuciem, jakie doznał było uciskanie jego klatki. Jakby jakaś mityczna Zmora leżała mu na piersi i dusiła swoim ciężarem śniącego nieszczęśnika. Niestety była to tylko legenda, więc kiedy Kapitan obudził się zamiast szkaradnej paskudy z koszmarów zastał… inną szkaradną paskudę z jawy. Red Skull stał obok niego i opierał się przedramionami na szerokim torsie Kapitana patrząc na jego twarz. Bez skrępowania i cienia strachu naruszał przestrzeń osobistą za nic mając sobie niebezpieczeństwo. Chociaż i tym razem Rogers mógł zrozumieć pewność siebie przeciwnika. Sam był rozciągnięty na metalowej pryczy niczym człowiek witruwiański. Mocne metalowe uchwyty trzymały jego ręce i nogi w ryzach uniemożliwiając atak będącego niemal na wyciągnięcie ręki przeciwnika.
- To na czym skończyliśmy…? – spytał Johann widząc na sobie już skupione spojrzenie błękitnych oczu.


Sznurki w tył, sznurki w przód
Marionetki wprawiam w ruch i znów tak tańczą jak im gram


Tańczcie więc, bawcie się i swobodą cieszcie się
Nikt z was nie musi myśleć sam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [1943] Zamek Wolfenstein   

Powrót do góry Go down
 
[1943] Zamek Wolfenstein
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: