IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Okruchy moralności [Sesyjka niefabularna]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Oneshot


Liczba postów : 17
Join date : 14/06/2017

PisanieTemat: Okruchy moralności [Sesyjka niefabularna]   Sro Paź 04, 2017 5:03 pm

Chorobliwy, blady blask podłużnych, zamontowanych pod stalowym sufitem świetlówek rozpraszał mrok długiego korytarza. Każda z nich wydawała charakterystyczne, monotonne buczenie obijające się echem od ścian. Niektóre momentami migały złowróżbnie, ponuro, jakby żałobnie. Kroki... Kroki Kapitana przemierzającego kolejne kondygnacje Helicarriera. Minuta po minucie. Długo. Zdecydowanie zbyt długo, ale wreszcie zbliżał się do celu - Do kajuty, w której miał przejść odprawę, poznać szczegóły zadania, które przypadnie mu w udziale.
Agent, który przekazał mu informację o nowej misji był zaskakująco małomówny. Ciężko było wywnioskować z czego mogło to wynikać: Z tego, że wiedział niezwykle mało na temat operacji, czy też wręcz przeciwnie - wiedział wystarczająco wiele, by nie chcieć budzić przedwczesnych obawa u Rogersa. Tego prawdopodobnie sam zainteresowany nigdy się nie dowie.
Pomieszczenie, w którym miał się stawić było małe. Nijakie. Zimne. Metalowe ściany, podłoga pokryta kratą, pod którą wiła się plątanina kabli i przewodów. Na środku sali znajdowało się stalowe, przytwierdzone pokaźnymi śrubami biurko, za nim zaś zasiadał człowiek o wyjątkowo szarej, nijakiej aparycji i minie typowego urzędnika. Innymi słowy już na pierwszy rzut oka można było dojść do wniosku, że ma się do czynienia z prawdziwym skurwysynem. Spomiędzy warg Agenta wystawał patyczek od lizaka.
Kiedy Kapitan stanął przed nim, nawet nie uniósł wzroku. Cały czas studiował jakieś dokumenty ukryte w ściskanej przez niego teczce. Nie mówił nic. Milczał dość długo jedynie gryząc plastikowy kijek. Zdawać by się mogło, że potrwa to całą wieczność, ale wreszcie chrząknął, odłożył papiery na blat, rozparł się wygodniej w fotelu zaplatając ręce na brzuchu i przekrzywił głowę.
- Dzień dobry Kapitanie. - Rzucił nieprzyjemnym, lekko zachrypniętym głosem.
- Może powinienem mówić Kapitanie Rogers? A może Kapitanie Ameryka? Panie Kapitanie? Jak pan woli? - Dopytywał z przekąsem i wyraźnie uniesioną lewą brwią. Znowu zamilkł na kilka chwil.
- Zgaduję, że spodziewał się pan Coulsona? Przykro mi, że rozczarowuję. - Udał  smutek, jednak nie trzeba było być szczególnie bystrym, by dostrzec że wcale nie było mu przykro ani z tego, ani z żadnego innego powodu.
- Nazywam się Archibald Sullivan i jak się pan domyślił, przekażę panu szczegóły zadania. Ale zanim zaczniemy... Jakieś pytania? Uwagi? Cokolwiek? - Zagadnął bez wyraźnego zainteresowania. Nie można było oprzeć się wrażeniu, że nie lubi swojego rozmówcy. Ale może to tylko pozory?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 224
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności [Sesyjka niefabularna]   Wto Paź 10, 2017 6:14 pm

Cóż, na pewno dało się zauważyć, że sytuacja jest poważna i napięta. Nie dopytywał agenta o nic, nie miał tego w zwyczaju, gdyż jak wiadomo większość Czarnych Charakterów przed Momentem Unicestwienia wygłosi długi Monolog wyjaśniający wszystko zazwyczaj jeśli bierze się kogoś na misję, to wszystko wyjaśnia się przed wyruszeniem na nią. A co się odwlecze to nie uciecze, prawda?
Przytulności miejsca nie oceniał choć może warto byłoby pomyśleć nad jakimś przytulnym dywanikiem, bo dekoratorem wnętrz nie był. Chciał tylko wiedzieć co ma zrobić i zająć się problemem nim niewinni ludzie ucierpią.
-Zostańmy przy Kapitanie. - uciął jego rozważania szybko i przy korzeniu, czując antypatię jaką darzył go ten mężczyzna.
- Tak szczerze to nie. - wątpił by agent obecny przy jego przebudzeniu nie miał ważniejszych rzeczy do roboty jak przekazywać odmrożonemu bohaterowi kolejne rozkazy i zajęcia.
- Miło poznać, panie Sullivan. - starał się zachować dystans i nie dać przy okazji zarazić antypatią.
- Proszę po prostu powiedzieć o co chodzi i co mam zrobić w najbardziej szczegółowy sposób jak pan potrafi. - byle dalej od kolesia, który swoim zachowaniem mógł się kojarzyć z paniami w dziekanacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot


Liczba postów : 17
Join date : 14/06/2017

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności [Sesyjka niefabularna]   Pią Paź 13, 2017 8:20 pm

Agent skrzywił się lekko. Niemal niezauważalnie, ale jednak dało się dostrzec, że bardzo go ubódł fakt, iż Kapitan nie dał się sprowokować. Najwyraźniej temu mężczyźnie z takiej czy innej przyczyny zależało na tym, by znaleźć przynajmniej jedną rysę na tym kryształowym żołnierzu. Ot jedno, małe niewinne pęknięcie. Najdrobniejsze nawet. Zniecierpliwienie? Też by się nadało... Po dłuższej chwili milczenia wyciągnął z ust patyczek od lizaka i zaczął nim stukać w blat biurka.
- Więc krótko i węzłowato, co? Niech i tak będzie... - Westchnął wreszcie z rezygnacją sięgając ponownie po teczkę.
- Sprawa jest dość śmierdząca, a dotyczy jakiegoś kompletnego zadupia... Niech sprawdzę... - Mruknął przeglądając pobieżnie dokumenty. Studiował je krótką chwilę cmokając pod nosem ze niecierpliwieniem i wreszcie "ahnął" tryumfalnie.
- No jest... Surinam. Mówi to panu coś, panie Kapitanie? - Zagadnął mrużąc lekko oczy. Odczekał krótką chwilę, po czym kontynuował jak gdyby nigdy nic.
- Jak dla mnie sam koniec wszechświata, absolutnie niewart jakiejkolwiek uwagi, ale niestety S.H.I.E.L.D. uważa inaczej. - Uniósł kącik ust w drwiącym uśmiechu.
- Problemy polega na tym, że satelity monitorujące dla agencji glob zupełnie przypadkiem, w samym środku niczego uchwyciły to... - W tym miejscu od niechcenia rzucił na blat kilka zdjęć. Pokazywały one dość pokaźny, bliżej nieokreślony kompleks betonowych budynków uchwyconych z lotu ptaka.
- Ot niby jakaś fabryczka myśli pan Kapitanie. Ot jakiś zakładzik niegroźny hmm..? Też bym tak pomyślał gdyby nie fakt, że ta przemiła fabryczka czy czymkolwiek jest to gówno funkcjonuje w samym środku cholernej dżungli gdzie nie powinno być nic, a już na pewno nie zafajdane budynki! - Podniósł nieznacznie głos jakby chciał w ten sposób podkreślić wagę swoich słów. A może po prostu był zdenerwowany tym gdzie się teraz znajdował i czym musiał się zajmować? Tak też mogło być. Otarł czoło białą chustką.
- Pewnie byśmy to olali... Tego bym sobie życzył, ale niestety mamy też to... - Dodał ujawniając kolejne fotografie. Były to zbliżenia pokaźnych rowów wykopanych na terenie dopiero co wspomnianego, tajemniczego kompleksu. Wypełnione były... Czymś... Zwłokami... No właśnie czegoś. Ciężko było stwierdzić czego konkretnie, ale nawet kiedy żyło musiało być wyjątkowo paskudne... Każde z tych stworzeń było... Inne... A przynajmniej tak się wydawało. Stan rozkładu był dość znaczny, ale jedno nie pozostawiało wątpliwości - Nie były to żadne znane nauce zwierzęta...
- Co pan o tym sądzi Kapitanie? - Sullivan odchylił się nieco w fotelu składając dłonie tak, by czubki palów jego dłoni stykały się ze sobą i wbił wzrok w Rogersa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Okruchy moralności [Sesyjka niefabularna]   

Powrót do góry Go down
 
Okruchy moralności [Sesyjka niefabularna]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Odrealniona strefa-
Skocz do: