IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Okruchy moralności

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Oneshot
Łowca Trolli

Liczba postów : 98
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Okruchy moralności    Sro Paź 04, 2017 5:03 pm

Chorobliwy, blady blask podłużnych, zamontowanych pod stalowym sufitem świetlówek rozpraszał mrok długiego korytarza. Każda z nich wydawała charakterystyczne, monotonne buczenie obijające się echem od ścian. Niektóre momentami migały złowróżbnie, ponuro, jakby żałobnie. Kroki... Kroki Kapitana przemierzającego kolejne kondygnacje Helicarriera. Minuta po minucie. Długo. Zdecydowanie zbyt długo, ale wreszcie zbliżał się do celu - Do kajuty, w której miał przejść odprawę, poznać szczegóły zadania, które przypadnie mu w udziale.
Agent, który przekazał mu informację o nowej misji był zaskakująco małomówny. Ciężko było wywnioskować z czego mogło to wynikać: Z tego, że wiedział niezwykle mało na temat operacji, czy też wręcz przeciwnie - wiedział wystarczająco wiele, by nie chcieć budzić przedwczesnych obawa u Rogersa. Tego prawdopodobnie sam zainteresowany nigdy się nie dowie.
Pomieszczenie, w którym miał się stawić było małe. Nijakie. Zimne. Metalowe ściany, podłoga pokryta kratą, pod którą wiła się plątanina kabli i przewodów. Na środku sali znajdowało się stalowe, przytwierdzone pokaźnymi śrubami biurko, za nim zaś zasiadał człowiek o wyjątkowo szarej, nijakiej aparycji i minie typowego urzędnika. Innymi słowy już na pierwszy rzut oka można było dojść do wniosku, że ma się do czynienia z prawdziwym skurwysynem. Spomiędzy warg Agenta wystawał patyczek od lizaka.
Kiedy Kapitan stanął przed nim, nawet nie uniósł wzroku. Cały czas studiował jakieś dokumenty ukryte w ściskanej przez niego teczce. Nie mówił nic. Milczał dość długo jedynie gryząc plastikowy kijek. Zdawać by się mogło, że potrwa to całą wieczność, ale wreszcie chrząknął, odłożył papiery na blat, rozparł się wygodniej w fotelu zaplatając ręce na brzuchu i przekrzywił głowę.
- Dzień dobry Kapitanie. - Rzucił nieprzyjemnym, lekko zachrypniętym głosem.
- Może powinienem mówić Kapitanie Rogers? A może Kapitanie Ameryka? Panie Kapitanie? Jak pan woli? - Dopytywał z przekąsem i wyraźnie uniesioną lewą brwią. Znowu zamilkł na kilka chwil.
- Zgaduję, że spodziewał się pan Coulsona? Przykro mi, że rozczarowuję. - Udał  smutek, jednak nie trzeba było być szczególnie bystrym, by dostrzec że wcale nie było mu przykro ani z tego, ani z żadnego innego powodu.
- Nazywam się Archibald Sullivan i jak się pan domyślił, przekażę panu szczegóły zadania. Ale zanim zaczniemy... Jakieś pytania? Uwagi? Cokolwiek? - Zagadnął bez wyraźnego zainteresowania. Nie można było oprzeć się wrażeniu, że nie lubi swojego rozmówcy. Ale może to tylko pozory?


All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, outrun my gun.

All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, faster than my bullet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 352
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Wto Paź 10, 2017 6:14 pm

Cóż, na pewno dało się zauważyć, że sytuacja jest poważna i napięta. Nie dopytywał agenta o nic, nie miał tego w zwyczaju, gdyż jak wiadomo większość Czarnych Charakterów przed Momentem Unicestwienia wygłosi długi Monolog wyjaśniający wszystko zazwyczaj jeśli bierze się kogoś na misję, to wszystko wyjaśnia się przed wyruszeniem na nią. A co się odwlecze to nie uciecze, prawda?
Przytulności miejsca nie oceniał choć może warto byłoby pomyśleć nad jakimś przytulnym dywanikiem, bo dekoratorem wnętrz nie był. Chciał tylko wiedzieć co ma zrobić i zająć się problemem nim niewinni ludzie ucierpią.
-Zostańmy przy Kapitanie. - uciął jego rozważania szybko i przy korzeniu, czując antypatię jaką darzył go ten mężczyzna.
- Tak szczerze to nie. - wątpił by agent obecny przy jego przebudzeniu nie miał ważniejszych rzeczy do roboty jak przekazywać odmrożonemu bohaterowi kolejne rozkazy i zajęcia.
- Miło poznać, panie Sullivan. - starał się zachować dystans i nie dać przy okazji zarazić antypatią.
- Proszę po prostu powiedzieć o co chodzi i co mam zrobić w najbardziej szczegółowy sposób jak pan potrafi. - byle dalej od kolesia, który swoim zachowaniem mógł się kojarzyć z paniami w dziekanacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot
Łowca Trolli

Liczba postów : 98
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Pią Paź 13, 2017 8:20 pm

Agent skrzywił się lekko. Niemal niezauważalnie, ale jednak dało się dostrzec, że bardzo go ubódł fakt, iż Kapitan nie dał się sprowokować. Najwyraźniej temu mężczyźnie z takiej czy innej przyczyny zależało na tym, by znaleźć przynajmniej jedną rysę na tym kryształowym żołnierzu. Ot jedno, małe niewinne pęknięcie. Najdrobniejsze nawet. Zniecierpliwienie? Też by się nadało... Po dłuższej chwili milczenia wyciągnął z ust patyczek od lizaka i zaczął nim stukać w blat biurka.
- Więc krótko i węzłowato, co? Niech i tak będzie... - Westchnął wreszcie z rezygnacją sięgając ponownie po teczkę.
- Sprawa jest dość śmierdząca, a dotyczy jakiegoś kompletnego zadupia... Niech sprawdzę... - Mruknął przeglądając pobieżnie dokumenty. Studiował je krótką chwilę cmokając pod nosem ze niecierpliwieniem i wreszcie "ahnął" tryumfalnie.
- No jest... Surinam. Mówi to panu coś, panie Kapitanie? - Zagadnął mrużąc lekko oczy. Odczekał krótką chwilę, po czym kontynuował jak gdyby nigdy nic.
- Jak dla mnie sam koniec wszechświata, absolutnie niewart jakiejkolwiek uwagi, ale niestety S.H.I.E.L.D. uważa inaczej. - Uniósł kącik ust w drwiącym uśmiechu.
- Problemy polega na tym, że satelity monitorujące dla agencji glob zupełnie przypadkiem, w samym środku niczego uchwyciły to... - W tym miejscu od niechcenia rzucił na blat kilka zdjęć. Pokazywały one dość pokaźny, bliżej nieokreślony kompleks betonowych budynków uchwyconych z lotu ptaka.
- Ot niby jakaś fabryczka myśli pan Kapitanie. Ot jakiś zakładzik niegroźny hmm..? Też bym tak pomyślał gdyby nie fakt, że ta przemiła fabryczka czy czymkolwiek jest to gówno funkcjonuje w samym środku cholernej dżungli gdzie nie powinno być nic, a już na pewno nie zafajdane budynki! - Podniósł nieznacznie głos jakby chciał w ten sposób podkreślić wagę swoich słów. A może po prostu był zdenerwowany tym gdzie się teraz znajdował i czym musiał się zajmować? Tak też mogło być. Otarł czoło białą chustką.
- Pewnie byśmy to olali... Tego bym sobie życzył, ale niestety mamy też to... - Dodał ujawniając kolejne fotografie. Były to zbliżenia pokaźnych rowów wykopanych na terenie dopiero co wspomnianego, tajemniczego kompleksu. Wypełnione były... Czymś... Zwłokami... No właśnie czegoś. Ciężko było stwierdzić czego konkretnie, ale nawet kiedy żyło musiało być wyjątkowo paskudne... Każde z tych stworzeń było... Inne... A przynajmniej tak się wydawało. Stan rozkładu był dość znaczny, ale jedno nie pozostawiało wątpliwości - Nie były to żadne znane nauce zwierzęta...
- Co pan o tym sądzi Kapitanie? - Sullivan odchylił się nieco w fotelu składając dłonie tak, by czubki palów jego dłoni stykały się ze sobą i wbił wzrok w Rogersa.


All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, outrun my gun.

All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, faster than my bullet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 352
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Sob Paź 21, 2017 6:55 pm

Splótł ręce na piersiach, przybierając postawę zamkniętą i jednocześnie uważnie słuchając kolejnych słów jakie ma do przekazania mu agent. Miał tyko nadzieję, że nie jest to typ pokroju aktora musicalu, który po dziabnięciu mieczem w serce jeszcze trzy minuty jest w stanie wyć o tym jak to został zgładzony. Mówiąc krótko: by mu się biegunka słów przy obstrukcji treści nie włączyła.
Początek brzmiał zdecydowanie jakby czekało ich dłuższe posiedzenie, choć żadnemu z nich to nie było na rękę.
Na pytanie agenta próbował sobie przypomnieć czy słowo to cokolwiek dla niego znaczy, ale tylko pokręcił przecząco głową. Jak na razie z niczym to miejsce mu się nie kojarzyło.
W trakcie tej przemowy zaczął zastanawiać się, czy agent Sullivan dostał to biurko dlatego, że tak bardzo lubił gadać czy może dlatego, że SHIELD od czasu wojny naprawdę zaczęła schodzić na psy i minister obrony narodowej, wieszając na niej psy nie był taki znów daleki od prawdy. Mimo to, cierpliwie znosił poszczególne wtrącenia, czekając aż agent przejdzie do rzeczy. To nie było spotkanie przy herbatce czy pieśń barda by budować napięcie.
Nawet nie było mu go szkoda, że był agentem od posyłek. Gdyby potrafił bardziej panować nad uczuciami...
Gdy jednak pojawiły się zdjęcia od razu się pochylił, jedną ręką przekręcając fotografie bliżej siebie i obserwując co to do diabła jest.
- Tak po prostu w sercu dżungli? Nie ma tam żadnych dróg? Ciągów kolei? - poczuł przypływ niepokoju. Kto do diabła mógłby stworzyć coś takiego -Żadna firma się do tego nie przyznaje? - a potem pojawiły się kolejne zdjęcie i mężczyzna zmrużył oczy. Możliwe, że przez nie najlepszy rodzaj zdjęcia z satelity (choć i tak naprawdę dobrze się spisała) ale naprawdę nie mógł ustalić co to do diabła jest.
- Podczas wojny HYDRA potrafiła eksperymentować na Atlantydach. Możliwe, że ich następcy odkryli kolejną obcą rasę... - zaczął trochę niepewnie, tym razem jednak marszcząc brwi. Tym razem do jego umysłu wdarło się wspomnienie Zoli i jego laboratorium oraz pełne obrzydliwych eksperymentów pomieszczenia. Chodzący telewizorek był mordercą i choć młodzież się z niego śmiała, Steve nie zapominał jak bestialskim człowiekiem potrafił być.
-[b] Że nieważne, czy to są kosmici, mutanci, Atlantydzi czy inne kombinacje, to wciąż jest masowe ludobójstwo. I trzeba ująć sprawców.
- ciała wrzucone do rowów jak śmieci... aż zgrzytnął zębami, gdy kolejne wspomnienia się ze sobą pokryły.
- Na terenie jakiego państwa znajduje się ten kompleks? - zaczął rozważać jak próbować dostać się do środka, przesuwając zdjęcie budynków z lotu ptaka na stosy trupów, by chociaż częściowo je zasłonić i nie dać się ponieść emocjom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot
Łowca Trolli

Liczba postów : 98
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Wto Paź 24, 2017 7:25 pm

Agent patrzył przez chwilę na Kapitana z wyrazem niedowierzania i politowania wymalowanym na jego zmęczonej, szarej twarzy, a potem powoli pokręcił głową jakby tym jednym gestem chciał powiedzieć "No kurwa nie wierzę".
- Dróg? Kolei? Osiemdziesiąt procent powierzchni tego kraju to pieprzona dżungla... - Wyjaśnił zaskakująco cierpliwie jednocześnie wystukując coś na niewielkim urządzeniu będącym czymś w rodzaju dotykowego pilota? Cóż, smartfon ani tablet z pewnością to nie był. Po paru chwilach nad blatem biurka pojawiła się holograficzna wizualizacja wspomnianego kraju.
- Surinam albo Republika Surinamu. Państwo w Ameryce Południowej. Do 25 listopada 1975 kolonia holenderska pod nazwą Gujana Holenderska. Długość granic 1707 km, język urzędowy: niderlandzki. - Wyjaśnił opierając podbródek na zaciśniętej pięści.
- Więc wracaj do Pańskiego pytania: Nie. Nie ma tam dróg, kolei, szlaków turystycznych ani tras spływu kajakowego. Nasz... Obiekt znajduje się w samym środku cholernego niczego, otoczony jeszcze większym niczym. Tak naprawdę trafiliśmy na niego zupełnym przypadkiem. Ot taki ślepy traf. - Mruknął z wyczuwalną niechęcią. Nie dało się ukryć, że nie był zadowolony, iż musi zajmować się tą właśnie sprawą. Tak naprawdę... Chyba żadną nie chciał się zajmować.
- Już jakiś czas temu postanowiono się temu przyjrzeć. Wysłano nawet jednego z naszych ludzi przy zinfiltrował kompleks, przeniknął do środka i... Zebrał informacje. Nazywał się Ethan Wilder i... Zaginął... - Tutaj lekko się zmieszał. Na tyle, że można było wywnioskować, że to nie kto inny jak właśnie Sullivan oddelegował Agenta Wildera do tego zadania.
- Tak czy inaczej... Nie zostanie wysłany Pan sam. W hangarze będzie czekało na Pana dwóch ludzi, którzy wesprą Pana w tym jakże zaszczytnym zadaniu. - Dodał nadal uważnie przyglądając sie Rogersowi. Jakby chciał wyczytać z jego twarzy o czym tak naprawdę myśli.
- Na zakończenie dodam... Podziwiam Pana zapał... - Wtrącił nieoczekiwanie po dość długim milczeniu.
- Mówicie "Trzeba ująć sprawców". Mnie samemu trudno wykazać tyle entuzjazmu. Szczerze, uważam to za na tyle nieistotne, że marnowanie środków i zasobów na zbadanie tego zjawiska jest zwykłą głupotą. Ale Pan jest inny... Szlachetny... Honorowy... Istny diamentowy pył w hałdzie węgla. Skrzące okruchy w stercie brudu. Okruchy moralności. Nachodzi mnie tu jeszcze jedna refleksja... Diamentowe odłamki w węglu w żaden sposób go nie uszlachetniają. Marnują się. Idą na zatracenie. Nie przydają się na nic i nic nie czynią oprócz urzekającego lśnienia. Nie ogrzeją... Proszę o tym pomyśleć... - Odchylił się w fotelu Zaplatając dłonie na brzuchu.
- Możecie odejść. W hangarze czeka wasz transport Kapitanie. - Najwyraźniej uznał oprawę za zakończoną.


All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, outrun my gun.

All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, faster than my bullet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 352
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Pią Lis 03, 2017 6:33 pm

Przyglądał się temu zastanawiając się, jaki jest sens budowania bazy, z której nie ma drogi szybkiego spieprzenie. No chyba, że powietrzna, aczkolwiek Steve nie podzielał zamiłowania do latania. I na pewno dużo łatwiej, taniej i mniej podejrzany byłyby pociągi albo konwoje... ale może, to przyzwyczajenia Rogersa do taktyk z II WW.
- Rozumiem. Spróbować zbadać sprawę i przy okazji odnaleźć zaginionego. - na informację, że otrzymał dodatkowe NPCty, które MG może zabić zamiast niego odrobinę się skrzywił. Wbrew pozorom, Kapitan nie przepadał za współpracą z ludźmi, szczególnie młodymi. Wspomnienie starego przyjaciela, który stracił życie... z jego, JEGO winy prześladowało go do teraz. Ale doceniał, że TARCZA nie puszczała go tam samemu. W razie czego któryś powinien dać radę zwiać.
- Jeśli to wszystko, pozwolę sobie się oddalić. - poinformował agenta i odwrócił się do niego plecami, gdy ten zaczął mówić dalej. Spojrzał na agenta, siedzącego na krześle przed swoim biurkiem, który jeśli kiedykolwiek brał udział w misji, to na pewno było to dawno temu.
- Nie wiem na ile uważał pan na lekcji chemii, ale diament jest odmianą alotropową węgla. I w zmiennych warunkach diament może zostać węglem kamiennym, a węgiel  kamienny, diamentem. Ponad to, diament też jest się w stanie palić. - po czym oddalił się do hangaru, aby sprawdzić kto będzie mu towarzyszył w tej skrajnie niebezpiecznej misji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot
Łowca Trolli

Liczba postów : 98
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Wto Lis 14, 2017 5:00 pm

Droga do hangaru była zaskakująco nieciekawa. Niekończące się korytarze Helicarriera, a każdy z nich wyglądający identycznie. Niemal identycznie, ale z drugiej strony te drobne detale, które je odróżniały w żaden sposób nie mogły być zaliczone w poczet tych, umilających wędrówkę.
Gdy wreszcie Kapitanowi udało się przebyć całą trasę, jego oczom ukazała się ogromna przestrzeń. Niczym monstrualna hala fabryczna, z której ktoś usunął wszystkie maszyny zastępując je myśliwcami i kilkoma innymi sprzętami. Masa ludzi w granatowych uniformach i odblaskowych kamizelkach krzątała się to tu, to tam. Pędzili gdzieś w sobie tylko znanych sprawach, niektórzy wykrzykiwali, inni machali rękami zaś Roger mógł to wszystko obserwować z wysoko zawieszonej galerii, bowiem to właśnie na nią wyszedł.
Zdawać się mogło, że nikt nie zauważył przybycia Steve'a, jednak jak to mawia klasyk "nic bardziej mylnego". Jeden z grupki mężczyzn stojącej nieopodal palety zapełnionej pokaźnymi pakunkami dostrzegł bohatera. Stuknął jednego ze swoich rozmówców pięścią w ramię i wskazał weterana skinieniem głowy. Drugi z mężczyzn też zerknął, a potem... Obaj ruszyli... Dziarskim, żołnierskim krokiem, przez płytę aż do metalowych schodów prowadzących na balkon.
Pierwszy z nich, dość młody, o aparycji nieco brzydszego, młodszego brata Ryana Reynoldsa uniósł dłoń w powitalnym geście.
- Kapitanie! - Przywitał się podchodząc bliżej. Miał na sobie wojskowe spodnie, podkoszulkę na ramiączkach w kolorze zgniłej zieleni, na głowie zaś czarną bejsbolówkę założoną daszkiem do tyłu. Drugi, idąc kilka kroków z tyłu był wysokim, brodatym i łysym murzynem. Wysoki na dobre dwa metry... Może więcej. barczysty. Ubrany w kompletny strój moro.


All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, outrun my gun.

All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, faster than my bullet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 352
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Sob Lis 25, 2017 2:43 pm

Stanął w miejscu rozglądając się po hangarze, w poszukiwaniu jakiegoś miejsca gdzie mogliby zebrać się ludzie, z którymi miał wyruszyć w dalszą podróż. Okazało się jednak, że został wyprzedzony i dwóch mężczyzn podeszło do niego. Steve rzucił spojrzenie na jednego i drugiego, nim skinął ze zrozumieniem głową.
- Witam panów, czy to z wami mam udać się na tę misję? - zapytał poważnie, wiedząc, że nie ma co od razu wyskakiwać z przesadnym entuzjazmem. Wyciągnął też rękę, aby uścisnąć ją jednemu i drugiemu. Był kulturalny, ale zależało im na czasie. Każdy dzień, ba godzina, zwłoki mogła skracać możliwość przeżycia tamtego więźnia. Kapitan nie wiedział co tam się wyprawiało, ale nie było to nic przyjemnego. I musiał za wszelką cenę dowiedzieć się więcej o zagrożeniu.
Jednak po głowie chodził mu wciąż bezsens tego położenia fabryki. Kto mógł pozwolić sobie na tak olbrzymie koszta transportu i tego rodzaju eksperymenty?
- Mamy jakiś konkretny plan dostania się w tamto miejsce? - dodał, jeśli ta dwójka potwierdziła jego pytanie, lub zaprowadziła do innych osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot
Łowca Trolli

Liczba postów : 98
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Sob Lis 25, 2017 3:43 pm

Ten w podkoszulce złapał rękę Kapitana i potrząsnął nią energicznie, jednak nieprzesadnie długo.
- No... Miło poznać. Ja nazywam się Justin, a ten ponury, nieco mniej rozmowny to Zeus. Jak ten gość, który smażył ludziom dupska piorunami.- W tym miejscu czarnoskóry uniósł dłoń w powitalnym geście, jednak jego oblicze pozostało niewzruszone.
- Nazywamy go też skałą. Niektórzy przypuszczają, że ma jakiś niedowład mięśni twarzy... - Zażartował Justin ruszając schodami w dół.
- Więc... Jeśli chodzi o szczegół zadania to... No cóż... Skoczymy ze spadochronami. - Wzruszył ramionami oglądając się na Rogersa. Nie wydawał się przejęty, a jego postawa sugerowała, że takie zadania nie był dla niego pierwszyzną. Zeus... Nie mówił nic. Po prostu kroczył sztywno, obojętnie jak jakaś maszyna.
- Wyruszamy tylko my trzej. Znaczy, my trzej i pilot ale on nie będzie się pakował w to bagno. Jego zadaniem jest tylko nas zrzucić w sam jego środek i tyle. Ewentualnie później nas z niego wyciągnąć. Nas lub to co z nas zostanie! - Zaśmiał się na całe gardło przykuwając uwagę kilku innych agentów, jednak bardzo szybko stracili zainteresowanie.
- Tak więc... Zapraszamy na pokład. Rejs będzie krótki ale obfitujący w atrakcje! - Przesadnie teatralnym gestem zaprosił Steve'a na rampę prowadzącą do wnętrza samolotu.
- Domyślamy się, że nie jest pan zachwycony naszym towarzystwem, ale uznano że jesteśmy... Powiedzmy, że naszą obecność uznano za wskazaną. - Skrzywił się lekko zasiadając na metalowej ławce ustawionej pod jedną ze ścian statku powietrznego, którym cała trójka miała wyruszyć w podróż.
- Zeus oprócz urzekającej osobowości potrafi też świetnie tropić i poruszać się w leśnych ostępach, a ja... Mówię w kilku językach, w tym niderlandzkim. W razie kłopotów mam pełnić rolę tłumacza. Naprawdę nie mam zamiaru się przesadnie narażać, bo po prostu bardzo lubię swój tyłek. - Uśmiechnął się promiennie.


All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, outrun my gun.

All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, faster than my bullet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 352
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Nie Lis 26, 2017 5:08 pm

Aż dziw, że prawdziwy Zeus jeszcze nie dobrał mu się do dupy za podkradanie mu nazwy. Choć istnieje cień szansy, że agent Zeus nie rzucił się jeszcze w oczy greckiemu Wszechojcu. To było bardzo prawdopodobne. I bardzo tyłkoratujące.
Słuchał uważnie gadatliwego agenta, aczkolwiek w wolnej chwili zmierzył uważnie spojrzeniem jego kamrata. Dobrze mieć za plecami kogoś kto potrafi zachować zimną krew, przynajmniej istnieje szansa że nie porzuci cię w środku zadania z okrzykiem "ja chcę żyć".
- Wprost nie mogę się doczekać... aczkolwiek rejsem bym tego nie nazwał - bo ani to nie była podróż statkiem, a z monetami czy plądrowaniem jako piraci też niewiele miało wspólnego. Choć może Kapitan czegoś nie wiedział o celu ich wyprawy. Niemniej, na pokład samolotu wszedł, bo przecież nie ma co zwlekać.
- Nie. Dobrze mieć jakieś wsparcie na wrogim terytorium. - sprzeciwił się opinii agenta. W leśnej dziczy, gdzie trudno o odrobinę bezpieczeństwa każda para rąk, która nie chce ci władować serii w plecy, się przyda a jako że to NPCty istnieje spora szansa że umrą przed moją postacią. Wysłuchał z uwagą plusów obojga. Tropiciel i poligota.
- Uwierz mi, Justin - pozwolił sobie na bardziej poufałą wymianę zdań - że moim marzeniem wcale nie jest w jakikolwiek sposób się narażać. Naprawdę. - uśmiechnął się delikatnie, nim poczuł znajomy ucisk w brzuchu. Jak zwykle gdy zbliżało się trudne zadanie, czuł napływ niepokoju. Ale muszą sobie poradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot
Łowca Trolli

Liczba postów : 98
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Pon Sty 22, 2018 2:05 pm

Podloże nieoczekiwanie zatrzęsło się, poruszyło tak, jakby ktoś kilkakrotnie, energicznie szarpnął podłogę do przodu. Chwilę później  dało się wyczuć juź jedynie lekkie wibracje otaczającego pasażerów metalu i towarzyszący rzeczonemu wibrowaniu glośny, choć nieznacznie stłumiony przez ściany ryk silników. Tak czy inaczej nie było już odwrotu - maszyna poderwala się do lotu.
Zwykle gadatliwy Justin jakby nieco zmariotniał. Nie odzywał się prawie wcale, a jego oblicze przybrało nieco bledszy odcień niź wcześniej. Być może dopiero teraz zdał sobie sprawę w jakie gówno wmanewrowali go przełożeni? A może po prostu nie lubił latać? Ciężko było stwierdzić. Zeus natomiast... Tak samo jak wcześniej milczał. Nawet nie usiadł. Stał oparty ramieniem o grubą, stalową belkę i wyglądał przez niewielkie okoenko. Mijały minuty. Przechodziły w kwadranse i wkrótce cała grupa kompletnie straciła poczucie czasu.  Było... Dziwnie. Cicho, jakby sennie, duszno ale w powietrzu dało się wyczuć napięcie. Nerwowość. Huk. Grzmot. Rozbłysk i nagle cała maszyna przekrzywiła się znacznie w lewo. Była to ledwie chwila, ale wystarczyła, by Jistin spadł z ławki, na której siedział, Zeus przywalił głową o wspomnianą belkę, a Kapitan zachwiał sie solidnie. Kolejny wstrząs. Góra, dół. Pisk. Pisk zagluszony przez następny huk. To glośnik tak piszczał. Z morza trzasków udało się wyłowić pojedyncze słowa pilota:  "Burza", "Piekło", "Wiatr", "Celu" i "Skakać". Całość została okraszona wiązanką wyjątkowo paskudnych przekleństw, ktorych tu nie przytoczę bo mi się nie chce i co ważniejsze nie muszę. To moja opowieść! Co dalej? Decyzja należy do dowodcy tego oddzialiku. Kapitanie, działaj. Spadochrony są na zawieszone na ścianie. Przycisk otwoerający rampę w zasięgu ręki Rogers'a.


All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, outrun my gun.

All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, faster than my bullet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 352
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Wto Sty 23, 2018 7:24 pm

Loty samolotem, nigdy nie były dla Kapitana przyjemne. Zawsze gdy znajdował się w powietrzu w jakiś nieprzyjemny sposób, przypominał sobie ten paskudny wypadek na biegunie, gdzie skończył pod lodową skorupą jako Kapitan Mrożonka.
Nie dopytywał o nic, samemu wyciągając na drobną chwilę zdjęcie swojej ex wielkiej miłości, która patrzyła na niego zadziornie z pożółkłej fotografii. Westchnął ciężko, wpychając je z powrotem na miejsce, gdy nagle samolot się zatrząsł. Cap przez chwilę modlił się, żeby to nie było awaryjne lądowanie jak w "Madagaskar 2", ale tutejszy MG uczył się od najlepszych i wiedział jak zrobić ludziom na złość.
- Szybko, łapcie za spadochrony! - szybko skrócił dystans między sobą, a plecakami, najpierw podając je dwójce towarzyszącym mu agentom, a dopiero później biorąc ostatni dla siebie. Jeszcze za nim domknął pas zapinający na piersi, znów wrócił do guzika, naciskając go aby otworzył klapę, dzięki której mieliby jakiekolwiek szanse na przeżycie tego upadku. Bo w tych rejonach cholernie ciężko o ocean, w którym można przeżyć. Choć cholera wie, na jakiej wysokości znaleźli się oni i czy taki upadek nie sprawiłby, że została z nich marmolada.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot
Łowca Trolli

Liczba postów : 98
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Wto Lut 06, 2018 7:14 pm

// Drugi raz napiszę ten post, bo pierwszy mi się skasował...

Kolejny raz samolotem szarpnęło, a wszyscy pasażerowie uderzyli o jego lewą... Ścianę? Burtę? Nieważne! I tak wszyscy wiemy o co chodzi. Kapitan podjął decyzję, a jego podopieczni nie mieli najmniejszego zamiaru podejmować jakiejkolwiek dyskusji. Złapali za spadochrony zakładając je. O ile Zeusowi poszło niezwykle szybko i sprawnie, o tyle Justin radził sobie zdecydowanie gorzej. Ręce mu się trzęsły, nie mógł uporać się z zapięciami, a na czole wystąpiły wielkie, lśniące krople potu.
- Matko Boska..! Jak się żegna? Północ, południe, zachód, wchód? - Dopytywał wyraźnie spanikowany. Perspektywa skakania podczas burzy, z maszyny, która w każdej chwili może runąć w dół, zdecydowanie go przerosło. Wielce prawdopodobnym, że z wielkiej ewakuacji nic by nie wyszło, gdyby nie zdecydowana i nieoczekiwana interwencja czarnoskórego agenta, który to... Kolokwialnie mówiąc zamalował Justina w dziób potężnym sierpowym. Uderzony zgiął się, zamrugał, omiótł wzrokiem otoczenie i... Wypluł ząb wraz z pokaźną ilością śliny i krwi.
- Dzięki... Bąknął, ale ciężko było stwierdzić czy była to ironia, czy też przejaw szczerej wdzięczności. Tak naprawdę nie był to też najodpowiedniejszy moment na rozpatrywanie tego typu zagadnień.
Kiedy rampa otworzyła się, oczom całej trójki ukazało się prawdziwe piekło: Ciemnoszare chmury, w których raz za razem wykwitały błękitne rozbłyski wyładowań atmosferycznych. Huraganowy wiatr i odgłos gromów zagłuszały skutecznie pracę silników, a zacinający deszcz wdzierał się na pokład samolotu i skutecznie ograniczał pole widzenia. Znowu wstrząs. Tym razem to Zeus jako pierwszy stracił równowagę i... Poleciał w dół, przez otwór, prosto w ciemność.
- Zeus!Ryknął Justin, ale nie doczekał się odpowiedzi. Tak naprawdę zgiełk był tak wielki, że nie było szans usłyszeć potencjalnej odpowiedzi. Skok... Dziki lot w dół, niże i niżej... Huk w uszach i krople zimnej wody wdzierające się do oczu, ust, nosa...
Opuszczenie maszyny zdawało się jedynym wyjściem. Kapitan opadał szybko, pewnie mimo wyjątkowo niekorzystnych warunków. Szarpnięcie za linkę, czasza spadochronu otworzyła się. Nad głową Rogersa rozprostował się klosz w kolorze khaki przyozdobiony logiem agencji. Szarpnięcie i stabilizacja „lotu”. Wszystko mogłoby pójść dobrze gdyby nie to, że... No właśnie nie poszło. Tak naprawdę ciężko by sytuacja stała dalej od „dobrze”, bowiem! NAGLE i NIEOCZEKIWANIE w spadochron Kapitana Ameryki rąbnął spadając Justin. Najwyraźniej nie zauważył dowódcy. A nawet gdyby dostrzegł to... Co mógł zrobić?
Materiał złożył się, zapadł a Steve wpadł w ruch wirowy. Góra, dół, lewo, prawo – kierunki mieszały się ze sobą, a ziemia zbliżała szybciej i szybciej, a potem... Trzask. Kości? Nie. Gałęzie. A może liście? Suchy trzask, szum płynącej wody, a potem... Zrobiło się ciemno...

***

- Hej... Chyba dochodzi do siebie... Głos dochodził jakby z bardzo daleka, ale zdawał się znajomy. Znajomy, dziwny i taki... Niejednoznaczny. Z jednej strony miły, z drugiej wyrywał Rogersa ze słodkich objęć nieświadomości, niebytu. Promienie słońca poraziły oczy weterana. Światło smugą wpadało przez proste okno. Bohater leżał na prostej macie splecionej z liści lub czegoś równie szorstkiego. Znajdował się wewnątrz prostej chaty o drewnianych ścianach, takim też suficie.
- Jak cię pan czuje Kapitanie? Rozpromieniona twarz Justina zasłoniła rażące światło. Był tutaj. Nie tylko on. Oprócz niego w izbie znajdowała się dwójka ludzi: Mężczyzna w wieku około 50 lat, o urodzie Hindusa, siwych już włosach. Odziany był w krótkie, beżowe spodnie i sprany, niebieski tshirt. Drugą, była kobieta w zbliżonym wieku, włosach zaczesanych do tyłu i związanych w kok. Miała na sobie prostą, starą sukienkę do kostek.


All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, outrun my gun.

All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, faster than my bullet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 352
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Nie Lut 11, 2018 12:23 pm

Agencja albo schodzi na psy, że jej agenci nie są przygotowani na takie sytuacje i dają się ponieść emocjom, albo misja Steve'a była na tyle niepoważna, że można było na nią wysłać jedną osobę niezbyt zaprawioną w boju. Na szczęście uspokajaniem Justina zajął się Zeus, a Steve ledwo zdołał zapiąć własny spadochron aby nie zerwał się nagle podczas lotu w dół. Choć przecież zjawiska pogodowe jasno wskazywały, że problemy ze sprzętem to ostatnie co sprowadzi Kapitana na dół, łącznie z samą grawitacją.
Gdy znalazł się w powietrzu przez chwilę miał wrażenie, że znów jest na froncie, gdy rozległ się głośny grzmot, a błyskawica oślepiła. Świst powietrza i pęd, lecącego w dół ciała, szamotanego przez wicher, jednak nieubłaganie przyciągany przez grawitację do ziemi. Wiedział, że jeśli otworzy spadochron za wcześnie w taką pogodę, może się liczyć z tym, że wiatr zabierze go znacznie dalej. Z trudem ustalił gdzie jest góra, a gdzie dół, co w aktualnej sytuacji nie było takie proste. Gdy w końcu wydało mu się, że to już moment gdy należy otworzyć spadochron szarpnął za linkę, uwalniając parasol, który wiatr natychmiast pociągnął kilka metrów w górę. I o ile wcześniej jeszcze w miarę Steve panował nad tym co robił, to teraz pozostało mu trzymać się uporczywie pasków i modlić się, żeby nie walnął w coś ostrego. Jego lot był jednak krótszy niż się spodziewał, bo nagle w jego klosz coś uderzyło i bezpieczeństwo poszło fpizdu.
Runął w dół jak kamień, zaplątany w linki i materiał, nawet nie będąc w stanie krzyczeć.

Pobudka była wybawieniem od koszmarów pełnym gromów i błyskawic. Znajomy głos wybudził go jednak powoli i Steve otworzył oczy, by po chwili zamrugać intensywnie. Jego ciało było całe obolałe, ale chyba nie miał niczego złamanego. Wręcz od razu próbował się podnieść, choć gdy tylko podniósł głowę, zrobiło mu się słabo. Długie leżenie nie służyło nawet super żołnierzom. Dotknął głowy, walcząc z atakiem migreny i rzucił spojrzeniem po otoczeniu.
- Gdzie... gdzie jesteśmy? - spytał Justina, oblizując spierzchnięte wargi. Było mu słabo i potrzebował napić się wody. Po rzuceniu spojrzeniem na otoczenie powoli przekręcił się na bok, twarzą do, najwidoczniej, właścicieli tego... domu?
- Jakbym grzmotnął o ziemię po wyskoczeniu z samolotu podczas burzy. Kim oni są? - przeniósł spojrzenie na, prawdopodobnie, małżeństwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot
Łowca Trolli

Liczba postów : 98
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Nie Lut 11, 2018 7:28 pm

Justin uśmiechnął się jeszcze szerzej. Dopiero po chwili Kapitan mógł dostrzec, że ręką tłumacza owinięta została bandażem na wysokości przedramienia. Materiał w kilku miejscach nasiąkł krwią, jednak sam poszkodowany nie wydawał się tym aż tak bardzo przejmować. Może nie był aż takim mięczakiem, a może jedynie przebudzenie dowódcy sprawiło, że na chwilę zapomniał o swoich obrażeniach? Ciężko stwierdzić.
- Dobra! Skoro pierwsze pytanie nie brzmiało "Kim jestem?", to chyba nie jest tak najgorzej. - Zaśmiał się z wyraźną ulgą.
- Odpowiadając na pańskie pytanie, jesteśmy na ziemi. Witamy! Całkiem nieźle pan o nią przywalił. To znaczy... Najpierw połamał pan... SOBĄ całkiem ładny bananowiec! Dopiero potem walną o ziemię. - Doprecyzował podając Rogersowi wyszczerbiony, żółty kubek wypełniony gęstą, białą cieczą o zapachu masła.
- Mleko... - Wyjaśnił pospiesznie.
- Takie prawdziwe, nie to co w sklepach. Przewidziałem, że po dwóch dobach snu może chcieć się panu pić. Miała być woda, ale to co zaczerpnąłem z tutejszej studni em... No powiedzmy, że nie chcielibyśmy, by nasza ikona dostała eboli albo innej ameby. - Zażartował i skrzywił łapiąc za zranioną kończynę. Najwyraźniej uraz dał o sobie znać.
- Co do dalszych pytań: Ci przemili państwo to nasi gospodarze. Tak się składa, że to jeden z ich bananowców pan zdewastował spadając. Zajmują się ich uprawą. Hm... Uprawia się banany czy tylko ziemię, a banany się hoduje? Nie, hoduje się zwierzęta. - Zamyślił się, ale szybko machnął ręką.
- Nieistotne! Tak czy inaczej, jesteśmy właśnie w wiosce, w której szczęśliwym trafem udało nam się wylądować. Znaczy na jej obrzeżach dla ścisłości. Pełno mają tu bananów. Całe masy bananów.
ALE. Jak się pan czuje?
-
Mocno uniósł brwi drapiąc się po szyi.


All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, outrun my gun.

All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, faster than my bullet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 352
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Czw Lut 15, 2018 3:03 pm

Przynajmniej żył, to że połamany, to mniejszy problem. Ważne, że nie umierał gdzieś w jakimś rowie. Zamrugał kilka razy, nawet nie siląc się na wymyślanie jakiegoś żartu czy wdawanie się w polemikę słowną, słuchając co drużynowy gaduła ma do przekazania.
Gdy ten podsunął mu pod nos kubek, ujął go drżącą dłonią i chciwie opróżnił praktycznie jednym łykiem. Spieczone długim okresem posuchy gardło, przywitało wilgoć z radością. Oblizał usta, czując jak wraca mu siła na rozmowę i komunikację ze światem. Wziął ostrożnie głębszy wdech, chcąc upewnić się, że zderzenie z bananowcem nie zostawiło jakiś wewnętrznych śladów.
-Dwie doby? - spytał cicho i bardziej retorycznie. Nieźle musiał przydzwonić w to drzewo. Ale przynajmniej śpiączka opkowa brak świadomości trwał wystarczająco krótko zanim zdołał się na tym zadupiu odwodnić i wpaść w hiperglikemię. A w temperaturze podzwrotnikowej, mogło go to ubić szybciej niż w tydzień.
- Jakbym zaliczył spotkanie trzeciego stopnia z bananowcem. - odparł ogólnie, poruszając palcami u ręki, nim spróbował się poddzwignąć jeszcze raz. Spojrzał na siedzących w dalszej części chatki ludzi - Bardzo przepraszam za to że zniszczyłem ten bananowiec... czy możemy jakoś wynagrodzić im straty? - przylecieli tu w innym celu niż dewastować własność mieszkających tu ludzi. Nagle uświadomił sobie czego mu brakuje.
- Gdzie Zeus? - spytał z wyraźnym niepokojem. Co się stało z ich milczącym kamratem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot
Łowca Trolli

Liczba postów : 98
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Pią Lut 16, 2018 8:00 pm

O "wynagrodzeniu strat" raczej chwilowo nie ma mowy. Biorąc pod uwagę jak szybko musieliśmy zawijać się z tej latającej trumny... No, krótko mówiąc zostaliśmy z tym co mamy przy sobie. Uprzedzając pytania: Bez większych nadziei, ale sprawdziłem i nie, telefony nie łapią zasięgu. Nie ma tu też żadnej radiostacji. - tłumaczył Justin zapraszajac gestem Kapitana, by ten poszedł za nim. Młody agent wyprowadził przełożonego przed chatę. Gdy tylko przekroczyli próg, oczy Rogersa zostały porażone blaskiem słońca. Pogoda była piękna. Po blekotnym niebie suneły białe baranki. Okolica zaś okazała się sielska. Malownicze chaty wybudowane na niewielkich pagórkach, wydeptane w wysokiej trawie ścieżki, a na skraju tego wszystkiego istne morze bananowców i tylko jeden element psuł ten niemal idealny obraz. No dobrze... Dwa.... Pierwszym z nich był długi lej jak po bombie, drugim zaś wystajacy z jego końcowego odcinka skrzydło samolotu.
-No to tyle jeśli chodzi o nasz środek transportu... - Zakomunikował tłumasz zaplatając ręce na piersi. Po krótkiej chwili zza wspomnianego skrzydła wyłoniła się wasza zguba - Zeus. Agent nie wyglądał na rannego. Z ponurą miną ciągnął za sobą kawał szarego brezentu.
-I co? - Krzyknął Justin, zaś Zeus jedynie pokręcił przecząco głową.
Młodszy z dwójki westchnął ciężko.
- Zeus miał przeszukać to co zostało z maszyny i sprawdzić czy coś się nadaje do...
Czegokolwiek... Chyba nie mamy szczęścia. Tak czy inaczej, jeśli nie chcemy do końca życia popijać bananów mlekiem, musimy dostać się do tego kompleksu, który był naszym celem. Tam MUSI być coś, co pozwoli nam się skontaktować z S.H.I.E.L.D.
- Obwieścił krzywiąc się lekko, ale nie dane mu było tego zrobić bowiem powietrze rozdarł przeraźliwy krzyk kobiety, potem odpowiedział mu ryk silnika i... Coś dziwnego. Zew, który nie był podobny do czegokolwoek, co wcześniej słyszał Kapitan. Ni to ryk, ni świst... Coś pomiędzy zawołaniem filmowych dinozaurów a odgłosem trąbki? No jakoś tak... Tupot... Tupot nóg... Coś było nie tak...


All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, outrun my gun.

All the other kids with the pumped up kicks,
You better run, better run, faster than my bullet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 352
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Pon Kwi 30, 2018 7:16 pm

Kiwnął głową ze zrozumieniem, wiedząc że na razie nie ma żadnych szans. Spojrzał na siedzących w pomieszczeniu ludzi, przepraszając ich praktycznie całą swoją postawą. Zniszczył ich dobytek, co więcej coś z czego utrzymywali swoją rodzinę, więc czuł się dodatkowo winny.
- Więc gdy tylko będziemy mieli możliwość to oddamy - stwierdził twardo, podnosząc się do siadu i wstając do pionu, aby pójść dalej z Justinem, pomimo początkowych słabości. Dobrze że ciało superżołnierza dużo łatwiej leczy obrażenia.
Obserwował to co pozostało z samolotu i wydał z siebie bolesny jęk.
- Dlaczego nigdy nie mam szczęścia do tego rodzaju środka transportu? - spytał retorycznie, wyraźnie niezadowolony, ale wiedział, że muszą sobie jakoś poradzić. Przynajmniej gdzieś tutaj powinna być jego tarcza.
Słysząc słowa mężczyzny skinął głową. To była ich jedyna szansa, żeby się stąd wydostać.
- Wiemy już gdzie, mniej więcej, jesteśmy i jak daleko od celu? - spytał patrząc to na Justina to na Zeusa, zaraz przechodząc do męczącego go meritum. Musieli ustalić jakiś plan B, skoro plan A, aktualnie zniszczył cudze bananowce.
TO BYŁY ŻÓŁWIE W SEZONIE GODOWYM! Słysząc ten dziwny dźwięk zmarszczył natychmiast brwi, czując skok adrenaliny.
- Musimy się natychmiast schować. - rozejrzał się po ich aktualnej pozycji, rozważając gdzie najlepiej byłoby pójść. Chatka dawała tylko chwilowy ratunek i narażała dodatkowo cywili na potencjalny atak. Ze wszystkich możliwych elementów pozostawały bananowce, byle tylko daleko od wraku, bo to najpewniej on przyciągnął uwagę tego... czegoś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    

Powrót do góry Go down
 
Okruchy moralności
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Odrealniona strefa-
Skocz do: