IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Okruchy moralności

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Oneshot


Liczba postów : 28
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Okruchy moralności    Sro Paź 04, 2017 5:03 pm

Chorobliwy, blady blask podłużnych, zamontowanych pod stalowym sufitem świetlówek rozpraszał mrok długiego korytarza. Każda z nich wydawała charakterystyczne, monotonne buczenie obijające się echem od ścian. Niektóre momentami migały złowróżbnie, ponuro, jakby żałobnie. Kroki... Kroki Kapitana przemierzającego kolejne kondygnacje Helicarriera. Minuta po minucie. Długo. Zdecydowanie zbyt długo, ale wreszcie zbliżał się do celu - Do kajuty, w której miał przejść odprawę, poznać szczegóły zadania, które przypadnie mu w udziale.
Agent, który przekazał mu informację o nowej misji był zaskakująco małomówny. Ciężko było wywnioskować z czego mogło to wynikać: Z tego, że wiedział niezwykle mało na temat operacji, czy też wręcz przeciwnie - wiedział wystarczająco wiele, by nie chcieć budzić przedwczesnych obawa u Rogersa. Tego prawdopodobnie sam zainteresowany nigdy się nie dowie.
Pomieszczenie, w którym miał się stawić było małe. Nijakie. Zimne. Metalowe ściany, podłoga pokryta kratą, pod którą wiła się plątanina kabli i przewodów. Na środku sali znajdowało się stalowe, przytwierdzone pokaźnymi śrubami biurko, za nim zaś zasiadał człowiek o wyjątkowo szarej, nijakiej aparycji i minie typowego urzędnika. Innymi słowy już na pierwszy rzut oka można było dojść do wniosku, że ma się do czynienia z prawdziwym skurwysynem. Spomiędzy warg Agenta wystawał patyczek od lizaka.
Kiedy Kapitan stanął przed nim, nawet nie uniósł wzroku. Cały czas studiował jakieś dokumenty ukryte w ściskanej przez niego teczce. Nie mówił nic. Milczał dość długo jedynie gryząc plastikowy kijek. Zdawać by się mogło, że potrwa to całą wieczność, ale wreszcie chrząknął, odłożył papiery na blat, rozparł się wygodniej w fotelu zaplatając ręce na brzuchu i przekrzywił głowę.
- Dzień dobry Kapitanie. - Rzucił nieprzyjemnym, lekko zachrypniętym głosem.
- Może powinienem mówić Kapitanie Rogers? A może Kapitanie Ameryka? Panie Kapitanie? Jak pan woli? - Dopytywał z przekąsem i wyraźnie uniesioną lewą brwią. Znowu zamilkł na kilka chwil.
- Zgaduję, że spodziewał się pan Coulsona? Przykro mi, że rozczarowuję. - Udał  smutek, jednak nie trzeba było być szczególnie bystrym, by dostrzec że wcale nie było mu przykro ani z tego, ani z żadnego innego powodu.
- Nazywam się Archibald Sullivan i jak się pan domyślił, przekażę panu szczegóły zadania. Ale zanim zaczniemy... Jakieś pytania? Uwagi? Cokolwiek? - Zagadnął bez wyraźnego zainteresowania. Nie można było oprzeć się wrażeniu, że nie lubi swojego rozmówcy. Ale może to tylko pozory?


KP|Theme!

Przysuwam rękę powoli do kabury. Dotyk zimnej stali na powierzchni skóry. Szarpię dłonią do góry, ustawiam ramiona prosto. Mój gnat i ręka stają się jednością. Lekko odbezpieczam blokadę, jebać optyki - na oko dam radę.
...Gdy trafisz w cel, gdy rozrywa tkankę
Ubranie kości, czerwona mgiełka znalazła drogę ku wolności. Spokojnie bez emocji namierzam na cel. Strzelanie dla mnie naturalne jak sen.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 277
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Wto Paź 10, 2017 6:14 pm

Cóż, na pewno dało się zauważyć, że sytuacja jest poważna i napięta. Nie dopytywał agenta o nic, nie miał tego w zwyczaju, gdyż jak wiadomo większość Czarnych Charakterów przed Momentem Unicestwienia wygłosi długi Monolog wyjaśniający wszystko zazwyczaj jeśli bierze się kogoś na misję, to wszystko wyjaśnia się przed wyruszeniem na nią. A co się odwlecze to nie uciecze, prawda?
Przytulności miejsca nie oceniał choć może warto byłoby pomyśleć nad jakimś przytulnym dywanikiem, bo dekoratorem wnętrz nie był. Chciał tylko wiedzieć co ma zrobić i zająć się problemem nim niewinni ludzie ucierpią.
-Zostańmy przy Kapitanie. - uciął jego rozważania szybko i przy korzeniu, czując antypatię jaką darzył go ten mężczyzna.
- Tak szczerze to nie. - wątpił by agent obecny przy jego przebudzeniu nie miał ważniejszych rzeczy do roboty jak przekazywać odmrożonemu bohaterowi kolejne rozkazy i zajęcia.
- Miło poznać, panie Sullivan. - starał się zachować dystans i nie dać przy okazji zarazić antypatią.
- Proszę po prostu powiedzieć o co chodzi i co mam zrobić w najbardziej szczegółowy sposób jak pan potrafi. - byle dalej od kolesia, który swoim zachowaniem mógł się kojarzyć z paniami w dziekanacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot


Liczba postów : 28
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Pią Paź 13, 2017 8:20 pm

Agent skrzywił się lekko. Niemal niezauważalnie, ale jednak dało się dostrzec, że bardzo go ubódł fakt, iż Kapitan nie dał się sprowokować. Najwyraźniej temu mężczyźnie z takiej czy innej przyczyny zależało na tym, by znaleźć przynajmniej jedną rysę na tym kryształowym żołnierzu. Ot jedno, małe niewinne pęknięcie. Najdrobniejsze nawet. Zniecierpliwienie? Też by się nadało... Po dłuższej chwili milczenia wyciągnął z ust patyczek od lizaka i zaczął nim stukać w blat biurka.
- Więc krótko i węzłowato, co? Niech i tak będzie... - Westchnął wreszcie z rezygnacją sięgając ponownie po teczkę.
- Sprawa jest dość śmierdząca, a dotyczy jakiegoś kompletnego zadupia... Niech sprawdzę... - Mruknął przeglądając pobieżnie dokumenty. Studiował je krótką chwilę cmokając pod nosem ze niecierpliwieniem i wreszcie "ahnął" tryumfalnie.
- No jest... Surinam. Mówi to panu coś, panie Kapitanie? - Zagadnął mrużąc lekko oczy. Odczekał krótką chwilę, po czym kontynuował jak gdyby nigdy nic.
- Jak dla mnie sam koniec wszechświata, absolutnie niewart jakiejkolwiek uwagi, ale niestety S.H.I.E.L.D. uważa inaczej. - Uniósł kącik ust w drwiącym uśmiechu.
- Problemy polega na tym, że satelity monitorujące dla agencji glob zupełnie przypadkiem, w samym środku niczego uchwyciły to... - W tym miejscu od niechcenia rzucił na blat kilka zdjęć. Pokazywały one dość pokaźny, bliżej nieokreślony kompleks betonowych budynków uchwyconych z lotu ptaka.
- Ot niby jakaś fabryczka myśli pan Kapitanie. Ot jakiś zakładzik niegroźny hmm..? Też bym tak pomyślał gdyby nie fakt, że ta przemiła fabryczka czy czymkolwiek jest to gówno funkcjonuje w samym środku cholernej dżungli gdzie nie powinno być nic, a już na pewno nie zafajdane budynki! - Podniósł nieznacznie głos jakby chciał w ten sposób podkreślić wagę swoich słów. A może po prostu był zdenerwowany tym gdzie się teraz znajdował i czym musiał się zajmować? Tak też mogło być. Otarł czoło białą chustką.
- Pewnie byśmy to olali... Tego bym sobie życzył, ale niestety mamy też to... - Dodał ujawniając kolejne fotografie. Były to zbliżenia pokaźnych rowów wykopanych na terenie dopiero co wspomnianego, tajemniczego kompleksu. Wypełnione były... Czymś... Zwłokami... No właśnie czegoś. Ciężko było stwierdzić czego konkretnie, ale nawet kiedy żyło musiało być wyjątkowo paskudne... Każde z tych stworzeń było... Inne... A przynajmniej tak się wydawało. Stan rozkładu był dość znaczny, ale jedno nie pozostawiało wątpliwości - Nie były to żadne znane nauce zwierzęta...
- Co pan o tym sądzi Kapitanie? - Sullivan odchylił się nieco w fotelu składając dłonie tak, by czubki palów jego dłoni stykały się ze sobą i wbił wzrok w Rogersa.


KP|Theme!

Przysuwam rękę powoli do kabury. Dotyk zimnej stali na powierzchni skóry. Szarpię dłonią do góry, ustawiam ramiona prosto. Mój gnat i ręka stają się jednością. Lekko odbezpieczam blokadę, jebać optyki - na oko dam radę.
...Gdy trafisz w cel, gdy rozrywa tkankę
Ubranie kości, czerwona mgiełka znalazła drogę ku wolności. Spokojnie bez emocji namierzam na cel. Strzelanie dla mnie naturalne jak sen.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 277
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Sob Paź 21, 2017 6:55 pm

Splótł ręce na piersiach, przybierając postawę zamkniętą i jednocześnie uważnie słuchając kolejnych słów jakie ma do przekazania mu agent. Miał tyko nadzieję, że nie jest to typ pokroju aktora musicalu, który po dziabnięciu mieczem w serce jeszcze trzy minuty jest w stanie wyć o tym jak to został zgładzony. Mówiąc krótko: by mu się biegunka słów przy obstrukcji treści nie włączyła.
Początek brzmiał zdecydowanie jakby czekało ich dłuższe posiedzenie, choć żadnemu z nich to nie było na rękę.
Na pytanie agenta próbował sobie przypomnieć czy słowo to cokolwiek dla niego znaczy, ale tylko pokręcił przecząco głową. Jak na razie z niczym to miejsce mu się nie kojarzyło.
W trakcie tej przemowy zaczął zastanawiać się, czy agent Sullivan dostał to biurko dlatego, że tak bardzo lubił gadać czy może dlatego, że SHIELD od czasu wojny naprawdę zaczęła schodzić na psy i minister obrony narodowej, wieszając na niej psy nie był taki znów daleki od prawdy. Mimo to, cierpliwie znosił poszczególne wtrącenia, czekając aż agent przejdzie do rzeczy. To nie było spotkanie przy herbatce czy pieśń barda by budować napięcie.
Nawet nie było mu go szkoda, że był agentem od posyłek. Gdyby potrafił bardziej panować nad uczuciami...
Gdy jednak pojawiły się zdjęcia od razu się pochylił, jedną ręką przekręcając fotografie bliżej siebie i obserwując co to do diabła jest.
- Tak po prostu w sercu dżungli? Nie ma tam żadnych dróg? Ciągów kolei? - poczuł przypływ niepokoju. Kto do diabła mógłby stworzyć coś takiego -Żadna firma się do tego nie przyznaje? - a potem pojawiły się kolejne zdjęcie i mężczyzna zmrużył oczy. Możliwe, że przez nie najlepszy rodzaj zdjęcia z satelity (choć i tak naprawdę dobrze się spisała) ale naprawdę nie mógł ustalić co to do diabła jest.
- Podczas wojny HYDRA potrafiła eksperymentować na Atlantydach. Możliwe, że ich następcy odkryli kolejną obcą rasę... - zaczął trochę niepewnie, tym razem jednak marszcząc brwi. Tym razem do jego umysłu wdarło się wspomnienie Zoli i jego laboratorium oraz pełne obrzydliwych eksperymentów pomieszczenia. Chodzący telewizorek był mordercą i choć młodzież się z niego śmiała, Steve nie zapominał jak bestialskim człowiekiem potrafił być.
-[b] Że nieważne, czy to są kosmici, mutanci, Atlantydzi czy inne kombinacje, to wciąż jest masowe ludobójstwo. I trzeba ująć sprawców.
- ciała wrzucone do rowów jak śmieci... aż zgrzytnął zębami, gdy kolejne wspomnienia się ze sobą pokryły.
- Na terenie jakiego państwa znajduje się ten kompleks? - zaczął rozważać jak próbować dostać się do środka, przesuwając zdjęcie budynków z lotu ptaka na stosy trupów, by chociaż częściowo je zasłonić i nie dać się ponieść emocjom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot


Liczba postów : 28
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Wto Paź 24, 2017 7:25 pm

Agent patrzył przez chwilę na Kapitana z wyrazem niedowierzania i politowania wymalowanym na jego zmęczonej, szarej twarzy, a potem powoli pokręcił głową jakby tym jednym gestem chciał powiedzieć "No kurwa nie wierzę".
- Dróg? Kolei? Osiemdziesiąt procent powierzchni tego kraju to pieprzona dżungla... - Wyjaśnił zaskakująco cierpliwie jednocześnie wystukując coś na niewielkim urządzeniu będącym czymś w rodzaju dotykowego pilota? Cóż, smartfon ani tablet z pewnością to nie był. Po paru chwilach nad blatem biurka pojawiła się holograficzna wizualizacja wspomnianego kraju.
- Surinam albo Republika Surinamu. Państwo w Ameryce Południowej. Do 25 listopada 1975 kolonia holenderska pod nazwą Gujana Holenderska. Długość granic 1707 km, język urzędowy: niderlandzki. - Wyjaśnił opierając podbródek na zaciśniętej pięści.
- Więc wracaj do Pańskiego pytania: Nie. Nie ma tam dróg, kolei, szlaków turystycznych ani tras spływu kajakowego. Nasz... Obiekt znajduje się w samym środku cholernego niczego, otoczony jeszcze większym niczym. Tak naprawdę trafiliśmy na niego zupełnym przypadkiem. Ot taki ślepy traf. - Mruknął z wyczuwalną niechęcią. Nie dało się ukryć, że nie był zadowolony, iż musi zajmować się tą właśnie sprawą. Tak naprawdę... Chyba żadną nie chciał się zajmować.
- Już jakiś czas temu postanowiono się temu przyjrzeć. Wysłano nawet jednego z naszych ludzi przy zinfiltrował kompleks, przeniknął do środka i... Zebrał informacje. Nazywał się Ethan Wilder i... Zaginął... - Tutaj lekko się zmieszał. Na tyle, że można było wywnioskować, że to nie kto inny jak właśnie Sullivan oddelegował Agenta Wildera do tego zadania.
- Tak czy inaczej... Nie zostanie wysłany Pan sam. W hangarze będzie czekało na Pana dwóch ludzi, którzy wesprą Pana w tym jakże zaszczytnym zadaniu. - Dodał nadal uważnie przyglądając sie Rogersowi. Jakby chciał wyczytać z jego twarzy o czym tak naprawdę myśli.
- Na zakończenie dodam... Podziwiam Pana zapał... - Wtrącił nieoczekiwanie po dość długim milczeniu.
- Mówicie "Trzeba ująć sprawców". Mnie samemu trudno wykazać tyle entuzjazmu. Szczerze, uważam to za na tyle nieistotne, że marnowanie środków i zasobów na zbadanie tego zjawiska jest zwykłą głupotą. Ale Pan jest inny... Szlachetny... Honorowy... Istny diamentowy pył w hałdzie węgla. Skrzące okruchy w stercie brudu. Okruchy moralności. Nachodzi mnie tu jeszcze jedna refleksja... Diamentowe odłamki w węglu w żaden sposób go nie uszlachetniają. Marnują się. Idą na zatracenie. Nie przydają się na nic i nic nie czynią oprócz urzekającego lśnienia. Nie ogrzeją... Proszę o tym pomyśleć... - Odchylił się w fotelu Zaplatając dłonie na brzuchu.
- Możecie odejść. W hangarze czeka wasz transport Kapitanie. - Najwyraźniej uznał oprawę za zakończoną.


KP|Theme!

Przysuwam rękę powoli do kabury. Dotyk zimnej stali na powierzchni skóry. Szarpię dłonią do góry, ustawiam ramiona prosto. Mój gnat i ręka stają się jednością. Lekko odbezpieczam blokadę, jebać optyki - na oko dam radę.
...Gdy trafisz w cel, gdy rozrywa tkankę
Ubranie kości, czerwona mgiełka znalazła drogę ku wolności. Spokojnie bez emocji namierzam na cel. Strzelanie dla mnie naturalne jak sen.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 277
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Pią Lis 03, 2017 6:33 pm

Przyglądał się temu zastanawiając się, jaki jest sens budowania bazy, z której nie ma drogi szybkiego spieprzenie. No chyba, że powietrzna, aczkolwiek Steve nie podzielał zamiłowania do latania. I na pewno dużo łatwiej, taniej i mniej podejrzany byłyby pociągi albo konwoje... ale może, to przyzwyczajenia Rogersa do taktyk z II WW.
- Rozumiem. Spróbować zbadać sprawę i przy okazji odnaleźć zaginionego. - na informację, że otrzymał dodatkowe NPCty, które MG może zabić zamiast niego odrobinę się skrzywił. Wbrew pozorom, Kapitan nie przepadał za współpracą z ludźmi, szczególnie młodymi. Wspomnienie starego przyjaciela, który stracił życie... z jego, JEGO winy prześladowało go do teraz. Ale doceniał, że TARCZA nie puszczała go tam samemu. W razie czego któryś powinien dać radę zwiać.
- Jeśli to wszystko, pozwolę sobie się oddalić. - poinformował agenta i odwrócił się do niego plecami, gdy ten zaczął mówić dalej. Spojrzał na agenta, siedzącego na krześle przed swoim biurkiem, który jeśli kiedykolwiek brał udział w misji, to na pewno było to dawno temu.
- Nie wiem na ile uważał pan na lekcji chemii, ale diament jest odmianą alotropową węgla. I w zmiennych warunkach diament może zostać węglem kamiennym, a węgiel  kamienny, diamentem. Ponad to, diament też jest się w stanie palić. - po czym oddalił się do hangaru, aby sprawdzić kto będzie mu towarzyszył w tej skrajnie niebezpiecznej misji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot


Liczba postów : 28
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Wto Lis 14, 2017 5:00 pm

Droga do hangaru była zaskakująco nieciekawa. Niekończące się korytarze Helicarriera, a każdy z nich wyglądający identycznie. Niemal identycznie, ale z drugiej strony te drobne detale, które je odróżniały w żaden sposób nie mogły być zaliczone w poczet tych, umilających wędrówkę.
Gdy wreszcie Kapitanowi udało się przebyć całą trasę, jego oczom ukazała się ogromna przestrzeń. Niczym monstrualna hala fabryczna, z której ktoś usunął wszystkie maszyny zastępując je myśliwcami i kilkoma innymi sprzętami. Masa ludzi w granatowych uniformach i odblaskowych kamizelkach krzątała się to tu, to tam. Pędzili gdzieś w sobie tylko znanych sprawach, niektórzy wykrzykiwali, inni machali rękami zaś Roger mógł to wszystko obserwować z wysoko zawieszonej galerii, bowiem to właśnie na nią wyszedł.
Zdawać się mogło, że nikt nie zauważył przybycia Steve'a, jednak jak to mawia klasyk "nic bardziej mylnego". Jeden z grupki mężczyzn stojącej nieopodal palety zapełnionej pokaźnymi pakunkami dostrzegł bohatera. Stuknął jednego ze swoich rozmówców pięścią w ramię i wskazał weterana skinieniem głowy. Drugi z mężczyzn też zerknął, a potem... Obaj ruszyli... Dziarskim, żołnierskim krokiem, przez płytę aż do metalowych schodów prowadzących na balkon.
Pierwszy z nich, dość młody, o aparycji nieco brzydszego, młodszego brata Ryana Reynoldsa uniósł dłoń w powitalnym geście.
- Kapitanie! - Przywitał się podchodząc bliżej. Miał na sobie wojskowe spodnie, podkoszulkę na ramiączkach w kolorze zgniłej zieleni, na głowie zaś czarną bejsbolówkę założoną daszkiem do tyłu. Drugi, idąc kilka kroków z tyłu był wysokim, brodatym i łysym murzynem. Wysoki na dobre dwa metry... Może więcej. barczysty. Ubrany w kompletny strój moro.


KP|Theme!

Przysuwam rękę powoli do kabury. Dotyk zimnej stali na powierzchni skóry. Szarpię dłonią do góry, ustawiam ramiona prosto. Mój gnat i ręka stają się jednością. Lekko odbezpieczam blokadę, jebać optyki - na oko dam radę.
...Gdy trafisz w cel, gdy rozrywa tkankę
Ubranie kości, czerwona mgiełka znalazła drogę ku wolności. Spokojnie bez emocji namierzam na cel. Strzelanie dla mnie naturalne jak sen.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 277
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Sob Lis 25, 2017 2:43 pm

Stanął w miejscu rozglądając się po hangarze, w poszukiwaniu jakiegoś miejsca gdzie mogliby zebrać się ludzie, z którymi miał wyruszyć w dalszą podróż. Okazało się jednak, że został wyprzedzony i dwóch mężczyzn podeszło do niego. Steve rzucił spojrzenie na jednego i drugiego, nim skinął ze zrozumieniem głową.
- Witam panów, czy to z wami mam udać się na tę misję? - zapytał poważnie, wiedząc, że nie ma co od razu wyskakiwać z przesadnym entuzjazmem. Wyciągnął też rękę, aby uścisnąć ją jednemu i drugiemu. Był kulturalny, ale zależało im na czasie. Każdy dzień, ba godzina, zwłoki mogła skracać możliwość przeżycia tamtego więźnia. Kapitan nie wiedział co tam się wyprawiało, ale nie było to nic przyjemnego. I musiał za wszelką cenę dowiedzieć się więcej o zagrożeniu.
Jednak po głowie chodził mu wciąż bezsens tego położenia fabryki. Kto mógł pozwolić sobie na tak olbrzymie koszta transportu i tego rodzaju eksperymenty?
- Mamy jakiś konkretny plan dostania się w tamto miejsce? - dodał, jeśli ta dwójka potwierdziła jego pytanie, lub zaprowadziła do innych osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Oneshot


Liczba postów : 28
Join date : 14/06/2017
Skąd : Z Helicarriera

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Sob Lis 25, 2017 3:43 pm

Ten w podkoszulce złapał rękę Kapitana i potrząsnął nią energicznie, jednak nieprzesadnie długo.
- No... Miło poznać. Ja nazywam się Justin, a ten ponury, nieco mniej rozmowny to Zeus. Jak ten gość, który smażył ludziom dupska piorunami.- W tym miejscu czarnoskóry uniósł dłoń w powitalnym geście, jednak jego oblicze pozostało niewzruszone.
- Nazywamy go też skałą. Niektórzy przypuszczają, że ma jakiś niedowład mięśni twarzy... - Zażartował Justin ruszając schodami w dół.
- Więc... Jeśli chodzi o szczegół zadania to... No cóż... Skoczymy ze spadochronami. - Wzruszył ramionami oglądając się na Rogersa. Nie wydawał się przejęty, a jego postawa sugerowała, że takie zadania nie był dla niego pierwszyzną. Zeus... Nie mówił nic. Po prostu kroczył sztywno, obojętnie jak jakaś maszyna.
- Wyruszamy tylko my trzej. Znaczy, my trzej i pilot ale on nie będzie się pakował w to bagno. Jego zadaniem jest tylko nas zrzucić w sam jego środek i tyle. Ewentualnie później nas z niego wyciągnąć. Nas lub to co z nas zostanie! - Zaśmiał się na całe gardło przykuwając uwagę kilku innych agentów, jednak bardzo szybko stracili zainteresowanie.
- Tak więc... Zapraszamy na pokład. Rejs będzie krótki ale obfitujący w atrakcje! - Przesadnie teatralnym gestem zaprosił Steve'a na rampę prowadzącą do wnętrza samolotu.
- Domyślamy się, że nie jest pan zachwycony naszym towarzystwem, ale uznano że jesteśmy... Powiedzmy, że naszą obecność uznano za wskazaną. - Skrzywił się lekko zasiadając na metalowej ławce ustawionej pod jedną ze ścian statku powietrznego, którym cała trójka miała wyruszyć w podróż.
- Zeus oprócz urzekającej osobowości potrafi też świetnie tropić i poruszać się w leśnych ostępach, a ja... Mówię w kilku językach, w tym niderlandzkim. W razie kłopotów mam pełnić rolę tłumacza. Naprawdę nie mam zamiaru się przesadnie narażać, bo po prostu bardzo lubię swój tyłek. - Uśmiechnął się promiennie.


KP|Theme!

Przysuwam rękę powoli do kabury. Dotyk zimnej stali na powierzchni skóry. Szarpię dłonią do góry, ustawiam ramiona prosto. Mój gnat i ręka stają się jednością. Lekko odbezpieczam blokadę, jebać optyki - na oko dam radę.
...Gdy trafisz w cel, gdy rozrywa tkankę
Ubranie kości, czerwona mgiełka znalazła drogę ku wolności. Spokojnie bez emocji namierzam na cel. Strzelanie dla mnie naturalne jak sen.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 277
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    Nie Lis 26, 2017 5:08 pm

Aż dziw, że prawdziwy Zeus jeszcze nie dobrał mu się do dupy za podkradanie mu nazwy. Choć istnieje cień szansy, że agent Zeus nie rzucił się jeszcze w oczy greckiemu Wszechojcu. To było bardzo prawdopodobne. I bardzo tyłkoratujące.
Słuchał uważnie gadatliwego agenta, aczkolwiek w wolnej chwili zmierzył uważnie spojrzeniem jego kamrata. Dobrze mieć za plecami kogoś kto potrafi zachować zimną krew, przynajmniej istnieje szansa że nie porzuci cię w środku zadania z okrzykiem "ja chcę żyć".
- Wprost nie mogę się doczekać... aczkolwiek rejsem bym tego nie nazwał - bo ani to nie była podróż statkiem, a z monetami czy plądrowaniem jako piraci też niewiele miało wspólnego. Choć może Kapitan czegoś nie wiedział o celu ich wyprawy. Niemniej, na pokład samolotu wszedł, bo przecież nie ma co zwlekać.
- Nie. Dobrze mieć jakieś wsparcie na wrogim terytorium. - sprzeciwił się opinii agenta. W leśnej dziczy, gdzie trudno o odrobinę bezpieczeństwa każda para rąk, która nie chce ci władować serii w plecy, się przyda a jako że to NPCty istnieje spora szansa że umrą przed moją postacią. Wysłuchał z uwagą plusów obojga. Tropiciel i poligota.
- Uwierz mi, Justin - pozwolił sobie na bardziej poufałą wymianę zdań - że moim marzeniem wcale nie jest w jakikolwiek sposób się narażać. Naprawdę. - uśmiechnął się delikatnie, nim poczuł znajomy ucisk w brzuchu. Jak zwykle gdy zbliżało się trudne zadanie, czuł napływ niepokoju. Ale muszą sobie poradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Okruchy moralności    

Powrót do góry Go down
 
Okruchy moralności
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Odrealniona strefa-
Skocz do: