IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Apartament She Hulk

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Pani Kar
Kapryśna Pani.rar

Liczba postów : 601
Join date : 10/12/2016
Skąd : Mroczny wymiar

PisanieTemat: Apartament She Hulk   Nie Wrz 24, 2017 9:25 am

Z zewnątrz

W środku:

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://avengers-assemble.forumpolish.com
avatar
Shulkie


Liczba postów : 125
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Pią Wrz 29, 2017 8:48 pm

She Hulk z miejsca całej akcji gdzie walczyli z Cliffem do domu wróciła wraz z Johnnym na jego wysłużonym motorze. Maszyna dzielnie zniosła dodatkowy, dość spory ciężar, choć na pewno wymuszało to zmniejszenie obrotów. Ale cóż, przynajmniej dzięki rozwaleniu swojego samochodu, motor Ghost Ridera mógł stanąć na starym miejscu, wykupionym przez Shulkie dla swojego autka.
Jakby nigdy nic zsiadła z pojazdu, zapraszając za sobą Johnny'ego. Dostali się do pomieszczenia przy pomocy zapasowych kluczy wyciągniętych spod doniczki na kwiaty. Stare zostały w samochodzie, a ostatnią rzeczą jakiej Jen teraz potrzebowała to babrać się między kamieniami w poszukiwaniach klucza... jeszcze trafiłaby na zmiażdżone szczątki Gorge'a. Gorge... Boże, Gorge. Scena morderstwa stanęła jej przed oczami, a kobieta zasłoniła usta dłonią biegnąc do łazienki. Może to było nierozsądne, ale ściśnięty ze stresu i adrenaliny żołądek wreszcie się rozwiązał i mogła pozbyć się niepotrzebnych treści. Klęczała chwilę przy muszli klozetowej, po spuszczeniu wody i czuła, że drży. Na chwilę zapominając o tym, że ma w domu Ducha Zemsty, który potrafi pokonać ją bez problemu... straciła swoją zieloną formę. To było dziwne znów być małą, ale potrzebowała tego. Na chwilę zmaleć, zapomnieć, odrzucić... z oczu popłynęły jej łzy. Dlaczego to było takie przerażające?
Nie znała się za dobrze ze swoim ulubionym mechanikiem, ale był naprawdę sympatyczny, nigdy jej nie oszukiwał w sprawie zniszczeń w aucie i zawsze można było z nim pożartować. A teraz... a teraz nie żył. Został zabity na jej oczach. Objęła się mocniej ramionami próbując pogodzić szok, ból i strach. Znów poczuła gorącą nienawiść do tego potwora. Niech tylko dopadnie go w swoje ręce to, to... co właściwie zrobi? Na pewno nie zabije, takie bydlęta nie zasługują na łaskę. Ale... ale jak powinien zostać ukarany? Znów nie wiedziała co powinna zrobić z tym fantem. Nagle oprzytomniała i pokręciła głową. Nie była tu sama.
- Przepraszam ja... - stanęła przed swoim gościem szukając odpowiednich słów. Teraz była od niego mniejsza co było dość... nietypowym doznaniem dla niej - ... może napijesz się herbaty? - zaproponowała zawstydzona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Pią Wrz 29, 2017 9:50 pm

Johnny wchodząc do mieszkania Shulkie czuł się... Zmieszany. Nie przywykł do tak zadbanych i... Ładnych wnętrz. Pokoje w motelach, w który od czasu do czasu sypiał w niczym nie przypominały przytulnego lokum kobiety. Nie było tutaj ani ciemno, ani duszno... Nie widział nigdzie kurzu, a karaluchy nie uciekały w popłochu zaskoczone wizytą ludzi. Okna były duże... Czyste, nie lepiły się, a za nimi rozciągał się wspaniały widok. Blaze spiał się wyraźnie rozmasowując kark dłonią. Na tle tego wszystkiego wyglądał jak... Kloszard. Czuł się z resztą podobnie. Nie pasował.
- Wiesz... - Zaczął, ale nie dane było mu dokończyć, bowiem jego towarzyszka zupełnie nieoczekiwanie wybiegła do sąsiedniego pomieszczenia. Co się w nim mieściło? Tego motocyklista nie mógł wiedzieć. Stał dłuższą chwilę rozglądając się bezradnie dookoła z miną zbitego psa, a następnie, po głębokim namyśle odważył się przycupnąć na kanapie. Właściwie na samym jej skraju, zupełnie tak, jakby jego kontakt z meblem mógł go zbezcześcić lub zniszczyć. Sapnął ciężko, oparł łokcie na kolanach i ukrył twarz w dłoniach pochyliwszy głowę. Pogrążył się w myślach. W myślach niezwykle chaotycznych, nieuporządkowanych, galopujących jak stado dzikich, oszalałych nagłym uderzeniem gromu koni. Wydarzenia dzisiejszego dnia... Tego było zdecydowanie zbyt wiele dla biednego kaskadera. Sama przemiana kosztowała go niezwykle wiele sił... Zawsze tak było... Po wszystkim... Ta straszna niemoc... Słabość... Jak choroba i mdłości... I Jenn... Co miał jej powiedzieć? Jak wytłumaczyć? Zapewne większość facetów, z którymi się spotykała nie zaczynali znajomość od "Cześć, jestem potępiony!". To nie rokowało dobrze... Z resztą, czy uwierzyłaby mu? Cóż... Zważywszy na to, co zaprezentował mogła... Ale to jeszcze gorzej. A przecież Johnny tak ją... Ykhm... Lubił. No cóż, tego ukryć się nie dało. I ten wielki koleś... Kto to właściwie był? I jego grzechy... Nawet teraz, co prawda jak przez mgłę, ale przypominał sobie... Pojedyncze obrazy, sceny, przebłyski tego, co plamiło jego duszę. Wzdrygnął się... Widział wiele popapranych rzeczy, ale ten gość...
Z zamyślenia wyrwał go głos. Jak na komendę poderwał się na równe nogi, stając niemal na baczność i wbił wzrok w stojącą przed nim nieznajomą.
- Emm... Przepraszam! Cześć! Jestem Johnny! Nie włamałem się! Właściwie zaprosiła mnie... - Urwał nagle przyglądając się uważniej osobie, do której mówił. To ubranie... I głos... Ale przecież.
- Jenn? - Dokończył jakby bez przekonania. Nie udało mu się ukryć zdziwienia. Właściwie nawet nie próbował. Zatkało go lekko. Cóż... Tego się nie spodziewał, a kontrast był... Znaczny. Nadal wyglądała... Wow... Ale inaczej.
- Em... Prze... praszam. Tego... Nie poznałem cię bo... Eeee... - Zaczął gestykulując niemrawo, ale znowu przerwał.
- Wszystko... Dobrze? Wyglądasz ym... Nieszczególnie... Znaczy bardzo ładnie ale... Jakoś tak... Smutno... - Doprecyzował zdając sobie sprawę, że jego wypowiedź mogła zostać odebrana nie tak, jakby sobie tego życzył. Czy chodziło o jej samochód? Pewnie tak... Cóż, nie miał zamiaru jej oszukiwać. To nie było coś, co dało się wyklepać albo zmontować na lepik.
- H... Herbaty? - Zająknął się jakby pierwszy raz słyszał to słowo. Tak... Faktycznie... Było coś takiego, choć zdawało mu się, że minęły lata całe od czasu, kiedy po raz ostatni to pił... W spelunach podawali zwykle kawę. Mocną, czarna i podłą. Gęstą jak mazut, ale przywykł. Teraz mógł napić się...
- Herbaty? - Powtórzył raz jeszcze, jakby nieco głośniej.
- T... Tak... - Kiwnął twierdząco głową, a jego ręka odruchowo spoczęła na kieszeni. Powinien był mieć tam jeszcze kilka dolarów... Choć nie... Nie, nie... Nie musiał płacić. Prawda? Jeśli było się zapraszanym do czyjegoś domu i proponowano coś do picia to był poczęstunek... Bezinteresowny... Tak. Tyle czasu minęło od kiedy ktoś po raz ostatni zaprosił go do siebie... Zaczynał zapominać jak funkcjonuje normalny świat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 125
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Wto Paź 03, 2017 8:02 pm

Nie bardzo zwracała uwagi na to jak Johnny czuje się w jej mieszkaniu.
- Przepraszam za bałagan, zwykle gości miewam z uprzedzeniem... - wskazała zawalony papierzyskami okrągły stolik, gdzie po środku królował laptop odbijający czarnym monitorem resztę pomieszczenia. Na jego uwagę o tym, że wygląda inaczej, nagle zerknęła na swoją tym razem nie zieloną dłoń.
- Ach... no tak. Przepraszam, czasem jak źle się czuję to daję radę wrócić do mojej... starej formy. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza? - wolała się upewnić, bo mimo wszystko dużo większą sympatią darzyła swoją zieloną postać niż ta w której przeżyła dwadzieścia siedem długich lat. Dlatego wcale nie dziwiło ją, że inni również postrzegali ją w ten sposób, w końcu komu nie imponowała zielona olbrzymka o super sile?
Kiwnęła tylko głową napełniając czajnik wodą, a zaraz potem stawiając go na miejsce, po prztyknięciu włącznika. Robienie czegokolwiek zabierało jej myśli od tego co widziała i doświadczyła. To pomagało.
- Jakiejś konkretnej? Mam kilka owocowych, zieloną, ziołową, zwykłą czarną w fusach i jedną w torebkach... - przeglądała spis herbat zastanawiając się skąd akurat bierze się u niej aż tyle tego towaru.
- Mam też kawę rozpuszczalną i zwykłą, jeśli jednak nie lubisz herbat... - chyba... nie, na pewno nie potrafiłaby prowadzić życia tak jak Johnny. Wieczna tułaczka zatrzymywanie się w miejscach poniżej wszelkiej krytyki... zdecydowanie dla jej rozpieszczonej pierwszym światem duszy nie było to w żaden sposób normalne. Sama wybrała dla siebie zieloną herbatę z melisą, aby uspokoić skołatane myśli.
- I po prostu... ten człowiek, ten zmieniający rozmiar on... na moich oczach... - znów oparła się mocniej o blat na chwilę zamykając oczy, chcąc pozbyć się tej potwornej myśli. Gdyby mogła zaczęłaby krzyczeć, jeśli mogłoby to jej jakoś pomóc.
- To nie mógł być człowiek. Ludzie... ludzie nie są chyba aż tak okropni, prawda? - wiedziała że są, przecież niejednokrotnie czytywała sobie dla relaksu i dreszczyku emocji skandynawskie kryminały. Ale zobaczyć, a czytać... to nie było coś, co chciała widzieć.
Niemniej, wiedziała jedno: żeby dowiedzieć się kim lub czym jest Johnny Blaze, uprzejmy motocyklista, z którym przeprowadziła naprawdę przyjemną rozmowę, będzie musiała starać się najpierw uspokoić siebie. Bo właściwie, jeszcze nie wiedziała jak do tej całej sprawy powinna podchodzić, ale była pewna, że samego Blaze'a skreślać nie zamierzała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Czw Paź 05, 2017 9:35 am

- Przeszkadza? - Nie zrozumiał. Dlaczego przejmowała się tym, czy zmiana formy, wyglądu będzie Johnny'emu przeszkadzała? Właściwie przywykł do tego, że ludzi nie obchodziło jego zdanie na jakikolwiek temat. Chyba tak był już skonstruowany ten świat, że opinie ludzi bez pieniędzy czy odpowiedniej pozycji znaczyły tyle, co zeszłoroczny śnieg. Właściwie nie przeszkadzało mu to, bo i nie było zbyt wielu okazji by woje poglądy wygłaszać. Bo i komu? No i co ważniejsze... Blaze lubił Jenn nie za wygląd. Nie miało znaczenia czy była wysoka i zielona, czy nie. Lubił ją... Em... Po prostu. Lubił.... Po prostu lubił... Nie..? Ykhm.
Na kolejne pytanie swojej towarzyszki szybciej zamrugał oczami.
- To są różne herbaty? Znaczy... Bo... - Zmieszał się wyraźnie. Faktycznie... Słyszał o sypanych i tych w... Torebkach! O! Słyszał też coś, kiedyś o zielonej ale... Te inne... Nie miał pojęcia, że przemysł herbaciany zabrnął aż tak daleko. Też nigdy go to nie interesowało, ale... Nagle poczuł się bardzo niedoinformowany.
- Em... Może być zwykła... Taka wiesz... Z tymi na dnie takimi... - W tym miejscu wykonał gest palcami jakby coś solił. Oczywiście chodziło mu o fusy, choć w tym momencie zabrakło mu tego jakże użytecznego, acz z oczywistych względów rzadko przez niego używanego słowa. Nie chciał sprawiać Shulkie kłopotu. Była wyjątkowo przybita... Nie wiedział, czy nie powinien zostawić jej samej. Nie uprzykrzać dnia swoją obecnością. Może wolała zostać sama, a zaprosiła go tylko z uprzejmości licząc, że odmówi? Może po prostu nie zrozumiał intencji? To było możliwe... Pomasował kark z nietęgą miną. Była naprawdę kiepski w te klocki.
Gdy zaczęła mówić o tym co ją trapi, o tym co zrobił "ten zmieniający rozmiar", motocyklista przerwał jej.
- Wiem. - Oświadczył znowu wbijając wzrok w podłogę gdzieś przed sobą.
- Widziałem. - Dodał po chwili tym samy, zaskakująco poważnym jak na niego głosem. Co prawda nie było go przy tym, ale w chwili, w której Rider wdarł się do umysłu Giganta, w którym zaczął rozliczać go z jego grzechów... Te obrazy nie znikały. Były często niewyraźne, zamazane i nieszczegółowe, ale nie odchodziły razem z Jeźdźcem. Johnny często je pamiętał. Pamiętał, ale uczył się z tym żyć.
- Widziałem to i wiele więcej. Widziałem wszystko co zrobił. Każdy jego grzech, każdą winę... - Mówił dalej powoli, cicho... Ciężko było stwierdzić czy ze smutkiem, z obawą, z odrazą czy też z obojętnością. Po prostu mówił.
- Nie wiem czy był człowiekiem... - Dodał po chwili, urwał na moment unosząc wzrok i wbijając swoje zazwyczaj maślane, a obecnie bystre i zmęczone oczy w rozmówczynię.
- ... ale luzie tacy właśnie są... Wielu takich jest. Zdolnych robić i drobne świństewka sąsiadowi z pola obok i dopuszczać się najpodlejszych zbrodni. Często są niemoralni, bo... Bo tacy właśnie jesteśmy. Takimi nas stworzono... Wolna Wola. To nasza decyzja, czy pójdziemy tą łatwą, wygodną i niekoniecznie moralną drogą, czy trudniejszą ale słuszną... Czy zadbamy o nas samych, o naszą wygodę, czy zaspokoimy nasz egoizm - Wyjaśnił pogrążając się w ponurych bolesnych wspomnieniach. Klątwa, która przypadła mu w udziale była właśnie owocem takiego wyboru. Chciał ocalić kogoś, na kim mu zależało z... Egoizmu... Dla siebie. By znowu nie cierpieć, by nie ponosić kolejnej straty... Chodziło tylko o niego samego. Milczał chwilę, a potem potrząsnął głową.
- Ja... Wybacz... - Chrząknął przyjmując znowu postawę prostego, nieogarniętego, poczciwego naiwniaka.
- Może... Może chcesz bym już sobie poszedł? - Zapytał wprost nawiązując do swoich wcześniejszych rozterek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 125
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Wto Paź 10, 2017 7:45 pm

Jednak jak większość kobiet po prostu lubiła się podobać. No i wyłaziły z niej te wszystkie kompleksy, które jakoś tajemniczo znikały gdy jej postać zyskiwała niecodzienne dla normalnych ludzi barwy. A przejmowała się komfortem innych ludzi, szczególnie tych na których jej zależało.
Słuchając jego słów, zacisnęła usta mocniej wraz z pięścią. To było potworne, mieć świadomość, że nie zareagowała w tym drastycznym momencie... Ale skąd mogła wiedzieć? Czemu nie posiadała tego cholernego szóstego zmysłu ostrzegającego przed niebezpieczeństwem?! Gdyby mogła cofnąć czas zachowując wspomnienia... zerknęła jednak zaskoczona na Ghost Ridera, gdy ten powiedział jej o swoich przeżyciach. To było takie... przykre.
- Ty... widziałeś wszystko co złego zrobił? - nie chciała dopytywać, ale poczuła ogromną ilość współczucia dla Johnny'ego za takie przeżycie. Raczej taka bestia jak Gigant nie mogła mieć małej ilości grzechów na sumieniu.
- To musiało być potworne. - stwierdziła przez chwilę chcąc złapać za jego rękę, ale jedynie wsypała czarną herbatę do kubka gościa oraz dla siebie z melisą. Uspokojenie skołatanych nerwów było aktualnie jej priorytetem. Wysłuchała też jego oceny ludzkości, ale nie mogła się z tym zgodzić.
- Nie, nie sądzę by tak było wobec wszystkich. Niektórzy naprawdę starają się zachowywać w porządku, albo zachowują się w porządku w swoim zakresie. Nie każdemu jest dane życie bez skazy. Ale ciężko osądzać ludzi tak po prostu i mówić co trzeba, a czego nie wolno... choć są nieprzekraczalne granice, jak choćby życie i zdrowie drugiego człowieka. - jeśli pozwolisz raz by myśleć o otoczeniu jak o miejscu pełnym potworów, to nigdy nie przestaniesz tak o nim myśleć. She Hulk z każdą sprawą mogła przekonać się, że zbrodnie nie są i nie były zawsze łatwe. Większość były wielopoziomowe, zmiany związane z otoczeniem, charakterem, sytuacją... nie dało się wepchnąć każdego wydarzenia w jedną ramę. Każda sytuacja była inna, nawet jeśli podobna.
- Zostań. Miałeś mi przecież wyjaśnić dlaczego zmieniasz się w przenośny grill. - próbowała zażartować, choć kompletnie nie było jej do śmiechu. Ale chciała wiedzieć i zrozumieć co tu u diabła się wydarzyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Sob Paź 21, 2017 8:35 pm

Dłuższą chwilę przyglądał się Jenn z lekko zaskoczonym wyrazem twarzy, nieznacznie uniesionymi brwiami. Nie mówił nic. Nie wiedział co miał powiedzieć. Mimo swojego zawodu, mimo całego doświadczenia, mimo swoich niezwykłych zdolności była tak bardzo niewinna. Naiwna w tej naiwności i... Słodka... Po prostu patrzył. Nieco maślanym, cielęcym wzrokiem. Nawet nie zorientował się kiedy przechylił głowę na bok. Trwało to dłuższą chwilę, a potem... Zorientowawszy się, że musi wyglądać idiotycznie szybko potrząsnął łbem, wzdrygnął się lekko.
- Nie, nie... - Zaprzeczył machając przed sobą obiema dłońmi, jakby przecierał nimi niewidzialną szybę.
- Mówimy o czymś innym... Ja mówię o naszej naturze, ty mówisz o wyborach których dokonujemy. - Wyjaśnił tym razem dla odmiany unosząc palec wskazujący. Być może wyglądałby przez to nawet mądrze gdyby nie był... Johnnym...
- Jasne, że starają się zachowywać w porządku... Z przyzwoitości lub obawy przed konsekwencjami... Ale każdy popełnia błędy... Każdy... Mniejsze lub większe... Właśnie dlatego, że jesteśmy grzeszni... Że taka jest nasza natura... Walczymy z nią, staramy się być... Dobrzy, przyzwoici... A kiedy brakuje nam kilku centów... Kiedy nie mamy za co opłacić rachunków zaczynamy zastanawiać się czy nie zatrzymać tego portfela, który wypadł temu facetowi przed nami... Bo wahanie jest ludzkie. I wątpliwości. I złe wybory też... - Na chwilę znowu spoważniał. Ledwie na te kilka chwil, które były potrzebne na wygłoszenie kolejnego, niemal filozoficznego monologu.
- I tak... Miałem wyjaśnić... - Tutaj znowu się zmieszał odwracając wzrok, a jego dłoń machinalnie powędrowała na kark, który zaczął nerwowo masować. Nie wiedział jak zacząć.
- Pamiętasz jak kiedyś... Wtedy, na autostradzie... Wspomniałem, że zrobiłem najgorszy interes w życiu..? - Zagadnął niepewnie, cicho.
- To własnie jego konsekwencje... - Dodał spoglądają w oczy kobiety. Co miał dodać? Jak miał to powiedzieć? Przehandlowałem duszę? Jak to brzmiało? Zakładając, że Jenn nie wystąpiłaby o ubezwłasnowolnienie go i nie zamknęła w wariatkowie... Uwierzyłaby?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 125
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Nie Paź 22, 2017 12:28 pm

Nawet nie zauważyła zmiany w jego zachowaniu, skupiając się teraz na sobie i własnym roztrzęsieniu. Napełniła kubki gorącą wodą i podała jeden Johnny'emu. Objęła rękami swój grzejąc je i zbierając swój umysł do kupy. Szło jej to coraz lepiej.
- Czy ja wiem... - zawahała się rozmyślając nad tym co powiedział. Mogłaby z łatwością okradać sklepy ze swoją mocą, ba! nawet bez niej, a mimo to nigdy nie przyszło jej to przez myśl. Tak samo czułaby się podle gdyby wzięła sobie portfel który ktoś zgubił albo zgłaszała się po odbiór nie swojej rzeczy. Została wychowana tak, żeby przestrzegać prawa panującego w Stanach i większości innych krajów. A mimo to...
- Zgodzę się, że wahanie się jest ludzkie. Sądzę jednak, że na podjęcie decyzji wpływa dużo więcej czynników niż się nam zdaje. Weźmy takiego Pinokia: idzie z Lisem i Kotem na pole zakopać pieniądze, bo wierzy im, że dzięki temu pomoże swojemu ojcu. Czytelnicy wiedzą, że Pinokio robi źle, ale sam Pinokio nie ma tej świadomości, bo nie wie, że istnieją ludzie którzy chcą go oszukać i okraść. Nikt go tego nie nauczył, więc to zrozumiałe, że robi to co uważa za słuszne. Więc jeśli człowiek, które całe życie słyszy, że zabranie tego portfela to nic złego naprawdę popełnia zły czyn?
Podałeś jako przykład złą sytuację finansową. Tu odzywa się charakter i wychowanie danego człowieka. Myślę, że nie jesteśmy grzeszni, raczej nieświadomi. Nieświadomi konsekwencji naszych zachowań i wyborów. I sądzę, że grzech jest grzechem, dopiero wtedy gdy w pełni świadomie zamierzamy zrobić coś skrajnie złego. Z resztą, ciężko ludzi wepchnąć w jeden wzór. Wbrew pozorom i opiniom, każdy jest inny inaczej do wszystkiego podchodzi. Więc raczej powinno się patrzeć na pojedyncze przypadki, zamiast na ogół. Dlatego może skończmy te rozważania, bo chyba już i tak za dużo gadam.
- upiła łyk herbaty, czekając tym razem na wyjaśnienia gorejącej głowy i zaniku ciała - Nie wiem czy mogę o to pytać... ale co właściwie zrobiłeś że stałeś się tym... kim... czym to właściwie jest? - spytała cicho, czując jak zbiera się w pomieszczeniu napięcie. W końcu... sama stała się She Hulk przez swojego kuzyna, chyba nic naprawdę jej nie zdziwi. Zaczęła to analizować, ale jeszcze nie dopuszczała do siebie myśli, że Johnny mógł niczym Faust pójść na układy z diabłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Pią Paź 27, 2017 10:49 am

Johnny znowu stał się... Johnnym. Zniknęła cała powaga, zamyślenie. Stracił zainteresowanie dywagacjami dotyczącymi ludzkiej natury. Z kilku powodów... Pierwszym z nich była natura motocyklisty. Nie przywiązywał do niczego dużej wagi. Tak też było z wszelkiej maści dysputami. Nigdy nie zależało mu na przeforsowaniu swoich racji, swoich poglądów. Wygłaszał je i... Kończył. Ucinał temat. Drugim było to, że zupełnie coś innego przykuło uwagę Blaze'a. Mianowicie: Pinokio. Co prawda nigdy o nim nie słyszał, ale sam temat wydał się na tyle interesujący, by poświęcić mu chwilę.
- Em... - Podrapał się po głowie z lekkim zmieszaniem. Właście nie wiedział jak ugryźć temat.
- Czemu zakopał pieniądze? W sensie... To głupie... - Stwierdził z rozbrajającą szczerością najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z tego, że mówi rzecz najzupełniej oczywistą.
- Nikt mu nie powiedział, że to nic nie da? - Zapytał ze szczerym zainteresowaniem. Na szczęście nie wnikał dlaczego ów tajemniczy Pinokio rozmawiał z Lisem i Kotem, bo zapewne wyjaśnienie tej zagwozdki wymagałoby dłuższej tyrad.
Na szczęście (Dla Shulkie) rozmowa zeszłą na zupełnie inny tor. Bardziej dla Johnny'ego... Kłopotliwy. Słysząc ostatnie pytanie zamarł na chwilę wbijając wzrok gdzieś w ścianę za plecami Jenn. Nie wiedział jak zacząć. Oświadczenie tego wprost nie wchodziło w grę... Nie potrafiłby, a nawet jeśli to jakby to brzmiało?
- Wiesz... Chciałem pomóc ojcu... - Uśmiechnął się wreszcie blado. Ironia. Wychodziło na to, że to on był Pinokiem, który dał się oszukać lisowi. Teraz widział w tym o wiele więcej sensu.
- To... Nie był mój rodzony ojciec... Ale potrzebował pomocy... A ja bardzo chciałem jej mu udzielić tylko... Niekoniecznie miałem możliwości. Tam... Nie dało się nic zrobić... Rak, rozumiesz... Złośliwy, nieoperacyjny. Paskudna sprawa. - Wyjaśnił powoli, cierpliwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 125
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Sob Paź 28, 2017 6:05 pm

Zaskoczył ją nieznajomością tej, zdawałoby się wręcz podstawowej, lektury jaka pojawia się na niejednym spisie szkół podstawowych. W końcu, była to jedna z lepiej piorących dziecięce mózgi bajek, gdzie tresuje się biednego pajaca, pragnącego tylko miłości. Shulkie, która po latach wróciła do tej książki była wręcz obrzydzona treściami które wypełniała ta książeczka. Miała nadzieję, już więcej do niej nie sięgać.
- Bo Lis i Kot wmówili mu, że wyrośnie z nich drzewo na którym będą rosnąć pieniądze. Nie wiedział, że to oszustwo. A chciał jakoś zadośćuczynić to co zrobił źle. - wzruszyła smutno ramionami, czując napływ współczucia do wyimaginowanego pajaca - No właśnie nie. Cała historia opiera się na tym, że Pinokio robi "złe rzeczy" ale nikt w całej tej historii, NIKT wcześniej nie tłumaczył mu jak działa świat w którym zaczął żyć. Każdy nim manipuluje, wymaga, rozkazuje, niczego nie tłumacząc. A Pinokio... jest po prostu dzieckiem. Dzieckiem, które dopiero poznaje świat, a pragnie jedynie miłości. Miłości bezgranicznej, której nigdy nie otrzymuje bo jego opiekun ma wobec niego ciągłe wymagania. W sumie, dobrze, że nie czytałeś bo jak czytałam te utyskiwania Gepetto dzień po powstaniu Pinokia to myślałam, że coś ze mnie wyjdzie i stanie obok. - rozmawianie o bajkach do końca odciągnęły jej myśli od śmierci mechanika. Nawet nie zauważyła kiedy to się stało. Z kubkiem w dłoniach poszła do salonu na kanapę gdzie poklepała miejsce obok siebie, zapraszającym gestem i uśmiechając się ciepło.
- Rozumiem. Pewnie był ci bardzo bliski, skoro odważyłeś się iść na pakty, co? - wygrzebała spod stosika kolorowych pisemek o wszystkim i niczym gumkę do włosów, z której pomocą związała je na czubku głowy.
- Czasami dla ukochanych rodziców można zrobić naprawdę wiele. Wiesz, moją zieloną postać zawdzięczam temu, że chciałam dokończyć to co zaczął mój ojciec. - spojrzała w stronę balkonu, trochę bojąc się patrzeć na Johnny'ego jakby bojąc się jego reakcji.
- I... udało ci się mu pomóc? - przegryzła po raz kolejny wargę. Miała tylko nadzieję, że nie wejdzie jej to w nawyk, bo doprawdy tylko tego jej brakuje by mieć zęby uwalane szminką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Sob Paź 28, 2017 7:45 pm

Johnny zupełnie pochłonięty rozmową z Shulkie bez namysłu przysiadł się do niej. Był całkowicie pogrążony we wspomnieniach. Tych dobrych i tych złych... W innym wypadku z całą pewnością nie zbliżyłby się do kobiety. Nie dlatego, że nie chciał. Po prostu... Nie starczyło by mu... Odwagi? To chyba najodpowiedniejsze słowo. Teraz... Zrobił to odruchowo. Pochylił się lekko, oparł łokcie na dość szeroko rozstawionych kolanach i splótł dłonie. Właśnie zbierał się, by wyjaśnić co dokładnie zrobił. Zbierał się w sobie, szukał najodpowiedniejszych słów kiedy Jenn jak gdyby nigdy nic oświadczyła " odważyłeś się iść na pakty". Blaze wybałuszył oczy, bezwiednie rozchylił usta i poruszył nimi kilkakrotnie bezdźwięcznie.
- J... Jak..? Ja jeszcze nic nie... Eee... - Podjął rozpaczliwie nie wierząc właściwie w to, co właśnie się stało. Chwilę gestykulował, jakby miało to w jakiś sposób wyjaśnić dziwaczną sytuację, a potem potrząsnął lekko głową.
- N... No tak... - Wydukał wreszcie. Czy była aż tak przewidywalny? Właściwie... Pff... Płonąca, demoniczna czaszka mogła kojarzyć się dość jednoznacznie, ale... Aż tak? Właściwie to wiele upraszczało. Oszczędzało mu masę kłopotów.  Z drugiej strony... Przyjęła to zaskakująco spokojnie. Nie spodziewał się tego. A może to tylko pozory? Albo go sprawdzała? Czy potwierdzi? Może chciała zażartować, a on głupio się wygadał? Ale nie... Przy tak poważnych tematach chyba by nie żartowała? Rany... Naprawdę nie radził sobie w relacjach międzyludzkich. Poczochrał swoją już i tak zmierzwioną czuprynę.
- Tak. I nie. - Zdecydował się dalej w to brnąć i odpowiedzieć na kolejne pytanie.
- Bo rozumiesz... Owszem, wyzdrowiał... Z dnia na dzień... - Mówił dalej cicho, spokojnie, wbijając wzrok w podłogę.
- Jak ręką odjął. Zupełnie tak, jakby nigdy nic mu nie dolegało... Właściwie zgodnie z umową tylko... Potem... - Urwał nagle. Niby nic się nie zmieniło w jego postawie, wyrazie twarzy jednak kilkakrotnie powoli zacisnął pięści, rozprostował palce i zacisnął znowu tak mocno, że knykcie mu zbielały.
- Potem wiesz... Był zdrowy... Czuł się dobrze i nic nie stało na przeszkodzie, by wznowić występy. Miał wypadek. Nie... No... Nie przeżył... - Mruknął unosząc wzrok. Jego spojrzenie było puste, nieobecne, może obojętne? Jakby zamknął się celowo na uczucia, które mogłyby zadać ból. Jak wypracowany mechanizm obronny.
- Niby umowa została wypełniona... Wyzdrowiał... Nie było mowy o tym, że będzie żył długo i szczęśliwie. Wiesz... Tam... Nie ma działu reklamacji... - Zakończył niewesołą refleksją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 125
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Sob Paź 28, 2017 10:01 pm

Patrzyła na niego wyczekująco. Co prawda bardziej myślała o paktach, w sensie układach. Nigdy nie była specjalnie wierząca, zwykle zamiast do kościoła i msze wolała pójść do kina albo zostać w domu. A tu proszę, prawdziwy dowód, że Kara Boska istnieje!
- Och.. rzuciłam to trochę bez przemyśleń. - czy naprawdę Ghost Rider układał się z demonami, czy tylko wyłącznie z jakimś bytem demonopodobnym albo podającym się za demona?
Ale to nie było teraz ważne, ważna była jego historia. Słuchała go nie przerywając jego bardzo zdawkowej historii i od razu poczuła do niego współczucie. Rozumiała tę potrzebę pomocy, gdy wydawałoby się, że nikt i nic nie mogło pomóc.
- Skurwysyn. - rzuciła słowem nie pasującym ani do damy, ani pani prawnik. Ale za to świetnie opisywało istotę z którą Ghost szedł na układy.
- Mam uraz do ludzi, którzy wykorzystują kruczki prawne na swoją korzyść. Niektórzy potrafią być naprawdę bezczelni... - westchnęła ciężko, a jej twarz wykrzywiła się w rezygnacji. Nieśmiało wyciągnęła rękę, kładąc ją na ramieniu motocyklisty, jakby chcąc w ten sposób przekazać całe swoje wsparcie na jakie ją stać.
- I teraz... służysz temu... czemuś... aczkolwiek nie rozumiem. Dlaczego on chce karać innych? - między jej brwiami pojawiła się drobna zmarszczka gdy zaczęła analizować zachowanie Ghost Ridera. Wydawało jej się, że demony raczej wolałyby krzywdzić niż pomagać... gdzie w tym sens?
- I... długo to będzie trwać? - dodała mimochodem, patrząc na czarny ekran telewizora w którym mogła zobaczyć swoje i Johnny'ego odbicie. Mimochodem poprawiła włos, który dotknął jej nosa. Czasami długie włosy ją irytowały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost Rider
Okultystyczna Safanduła

Liczba postów : 63
Join date : 08/03/2017
Skąd : Z piekiełka

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Sob Lis 04, 2017 10:01 am

W tej chwili Johnnu poczuł się jak kompletny kretyn. Znaczy... Bardziej niż zwykle. Właściwie ręce mu opadły, twarz przybrała wyraz najwyższego niedowierzania i przez dłuższą chwilę jedynie przyglądał się Jennifer  w milczeniu. Czasami gadał zdecydowanie zbyt dużo, zbyt szybko...
- Że nie chodziło ci o... Yyy... Oh... - Wydukał wreszcie, zaś rzeczone "Ohnięcie" miało formę głębokiego, ciężkiego westchnięcia. Mógł się domyślić. Naprawdę nie trzeba było być tytanem intelektu, by dość do wniosku, że Shulkie mogło chodzić jedynie o umowę w sensie prawnym. Teraz to zdawało się raczej oczywiste. Jednak było już za późno by coś na to zaradzić. Właściwie taki obrót spraw miał swoje dobre strony: Całe wstydliwe wyznanie miał już w zasadzie za sobą. Teraz rzecz jasna przyszła pora na dalsze wyjaśnienia i mimo, że bardzo by chciał, to jednak wiedział, że się nie wykręci.
Z zafrasowaniem podrapał się po potylicy wodząc wzrokiem po najbliższym otoczeniu.
- Z człowiekiem miało to niewiele wspólnego... - Mruknął słysząc jak jego towarzyszka mówi o tym, że delikatnie mówiąc nie lubi i nie szanuje ludzi wykorzystujących jakieś haczyki w umowach. Tak naprawdę od człowieka dalej stać to chyba już nie mogło, ale przecież nie tego dotyczyła ta rozmowa? A nawet jeśli po części tak, to nie było jednak najistotniejsze.
- W każdym razie... Jak wspomniałem kiedy podpiszesz cyrograf... Nie ma możliwości odwołania... To tak nie działa... Układ był prosty: Moja dusza, za uleczenie Craiga... Wyzdrowiał więc trzeba było spłacić dług... I pewnie teraz smażyłbym się w piekle czy... Gdzie tam chciał mnie... Em... Rozumiesz..? - Zmieszał się lekko nie będąc pewnym jak dobierać słowa. Zdawał sobie sprawę, że cała ta opowieść brzmiała nieprawdopodobnie i nie chciał jeszcze zmniejszać jej wiarygodności zbyt oczywistymi stwierdzeniami.
- I wtedy pomogła mi Roxanne... Moja... Em... Siostra... Znaczy nie była moją rodz... Aaaale to już tłumaczyłem... Ostatnio? - Zaplątał się wyraźnie lekko zmieszany. Relacja łącząca go z dziewczyną była skomplikowana. Wiele osób nie zrozumiałoby, jak mógł spotykać się z własną siostrą. Przybraną, ale jednak siostrą.
- To było... Znaczy... - Westchnął splatając dłonie i poruszając nerwowo palcami - Raz je rozprostowywał, raz zginał i znowu.
- Nie mógł nas rozdzielić... Bo... - Urwał znowu.
- No, nie mógł... - Zdecydował się na tym poprzestać.
- Ale wiesz... One... Oni... Ym... Nie odpuszczają tak łatwo... Nie zapominają, nie podarują długu, nie zrezygnują... I tak... Zostałem... Tym.... Ghost Rider. Tak to nazywają... Zostałem przykuty do tego albo to do mnie... Nie jestem pewny... On nie zna litości ani przebaczenia... - Mówił coraz wolniej, ciszej. Pogrążony we własnych myślach. Pogrążony we wspomnieniach bliższych i tych odleglejszych.
- To nie jest sprawiedliwość. Ty walczysz o sprawiedliwość... Ghost Rider wywiera zemstę. Oko za oko. Zwalcza ogień ogniem... Osądza, wydaje wyrok, egzekwuje karę... - Zakończył, a jego ręka machinalnie zacisnęła się na kubku z już nieco ostygłą herbatą. Uniósł go do ust i wypił duszkiem. Poczuł nagłą suchość w gardle...
- Wiesz... Przepraszam na chwilę... - Powoli podniósł się z kanapy patrząc przepraszającym wzrokiem na Shulkie. Naprawdę nie chciał by coś jej się stało. Czuł się... Rozdarty? Chyba tak... Pomiędzy tym czego on sam by chciał, a tym co powinien wybrać... I nie wiedział właściwie czy ona...
- Muszę... Chwilę powietrza... Tylko na trochę... Przejdę się... Znaczy... Przejadę... - Wytłumaczył jak zwykle niezgrabnie. Nieporadnie. Żenująco. Ale jazda zawsze go  uspokajała... Pozwalał się wyciszyć.
- Wrócę. Znaczy... - Zmieszał się raz jeszcze.
- Jeśli nadal chcesz... - Dodał powoli ruszając w stronę drzwi. Tylko kilka minut. Co może pójść nie tak Np. event.

Z niekłamanym bólem Blaze'owego serduszka z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 125
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Sob Lis 04, 2017 11:22 am

Kobieta słuchała go uważnie. Johnny'emu opowiedzenie jego historii przychodziło z trudem. Była nieprawdopodobna, prędzej pasująca do kart XVII wiecznej opowieści, niż prawdziwego świata. Ale przecież ona sama miała prawdziwie dziwny sposób na pozyskanie mocy. Niecodziennie Hulk oddaje ci swoją krew, aby ratować przed śmiercią.
Kobieta słuchała więc z uwagą, rozumiejąc jak ogromna tragedia musiała dotknąć i jego, i Roxane.
- Czyli Ghost Rider uprawia samosąd? - uniosła jedną brew, próbując to jakoś pogodzić - To musi być potworne brzemię. - zauważyła tylko cicho, a gdy Ghost Rider wstał by wyjść, również się podniosła.
- Uważaj na siebie. - dodała jakoś tak przezornie, naprawdę martwiąc się jego stanem. Gdy wyszedł posłała mu jeszcze krzepiący uśmiech nim uwaliła się na kanapę. Może naprawdę powinna pójść za nim i z nim pogadać? Samotność teraz nikomu nie służyła. Znów spojrzała na telewizor i leżące książki. Wzięła głęboki wdech, nim wyszła na balkon patrząc w rozświetlony światłami mrok. Przyglądała się wszystkiemu co ją otacza nim wreszcie zdecydowała.
-- Pieprzyć. - podeszła do szafy biorąc ciepłą kurtkę, i zakładając trampki. Ona też potrzebowała się przejść.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Roy Mustang


Liczba postów : 5
Join date : 07/08/2018

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Pią Wrz 21, 2018 8:47 pm

Sytuacja była bardzo napięta, ale rząd do samego końca nie chciał przyznać się, jak dramatycznie wymknęła im się sytuacja spod kontroli. To już nie była sprawa jedynie wewnętrzna, bo zwykli cywile mogli zauważyć konsekwencje i uciszanie ich nie przynosiło skutku. Świadków było więcej, wiele osób zgłaszało policji doniesienia o spotkaniu przestępców wyglądających jak radioaktywne potwory pokroju Hulka. A jeśli nawet to dało się jakoś zataić, to zaczęły pojawiać się sytuacje napaści, a także i kilku śmierci. Domki jednorodzinne, sklepy, warsztaty samochodowe… Te ostatnie zgłoszenie najbardziej zaniepokoiło, bo mowa tam była nie tylko o znanym już mediom Abominacji, ale jeszcze o stworze, którego nawet S.H.I.E.L.D. nie mogło zidentyfikować jako jednego ze swoich więźniów. To wszystko szło w złą stronę i czy chcieli czy nie, to potrzebowali pomocy. Rząd poprosił wojsko, ale wojsko też było niezdolne do ochrony. Zaczęła się era, gdzie ludzie faktycznie mogli zacząć bać się zagrożenia ze strony ludzi z mocami, a to pogłębiało możliwość ich całkowitego usunięcia z życia na całej planecie. Dosłownie usunięcia.
Jak łatwo się domyślić pułkownik Mustang był ostatnią osobą, która chciałaby anihilacji mutantów i zmutowanych, więc postanowił użyć swoich kontaktów i jakoś załagodzić sytuacje. Może zamiast bać się potworów, będą współpracować z innymi uzdolnionymi? Może to pozwoli opanować plagę, która rozlała się po otwarciu Tratwy, Sześcianu czy Krypty? Nie było to proste zadanie, bo o samo otwarcie też oskarżano kogoś z mocami, ale w obecnej sytuacji… Nikt nie mógł się sprzeciwić takiej próbie. Wojsko było w kolokwialnej dupie, a S.H.I.E.L.D. przetrzebione też nie było w najlepszej sytuacji. A kryzysowi trzeba było jakoś zapobiegać. Natomiast pomoc w tym mogła nie jednemu obdarzonemu mocami w przyszłości pomóc w byciu na bakier z rządem.
Jednak zamaskowanych bohaterów nie znajdowało się w książce telefonicznej i o dziwo nawet S.H.I.E.L.D. nie posiadało akt znanych kolesi w trykotach. No, poza Starkiem, ale jakoś nawet rząd i wojsko nie chciało z nim współpracować. Jednak to nie tak, że nie mieli żadnych nazwisk. Niektórzy nie ukrywali się ze swoją tożsamością, ba! Nawet nie ukrywali się z miejscem swojego obecnego pobytu.
Wojskowy jeep zaparkował więc przed domem Jennifer. Z wnętrza wysiadł i sam pułkownik, który nie krył się ze swoją profesją i rangą, co było widać po jego mundurze. Młodszy stopniem został za kółkiem i czekał cierpliwie na pułkownika, który ruszył żwawo do mieszkania She Hulk i energicznie zadzwonił dzwonkiem i zapukał bezpośrednio w drzwi czekając moment na jej reakcje przy okazji nasłuchując, czy ta nie postanawia uciec oknem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Shulkie


Liczba postów : 125
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Pią Wrz 28, 2018 1:19 pm

Pukanie do drzwi przerwało jej właśnie analizowanie kolejnej sprawy, której jej kancelaria się podjęła. Uniosła trochę wzrok znad książki, rozważając dlaczego ktoś tak łomocze do jej drzwi. Może to Johnny znów wpadł z wizytą? Dawno się z nim nie widziała i chętnie przywitałaby jego twarz z powrotem. A może to Matt? Choć nie, on raczej by nie przyjechał bez zapowiedzi. W razie gdyby to byli niemili panowie z tutejszej mafii niespecjalnie się martwiła. Jej zielona postać była dużo bardziej odporna, niż wcześniejsza ludzka, a akurat dobrze było z powrotem cieszyć oko szmaragdową barwą skóry.
-Idę, idę. - Rzuciła ni to do osoby za drzwiami, ni to do siebie. Przynajmniej w końcu ruszy się od swojego stanowiska, po czym podeszła do drzwi z lekko znudzonym wyrazem twarzy. Szybko jednak pojawił się na niej szok, a jej oczy otworzyły się szerzej.
Mężczyzna za drzwiami nie przypominał nikogo z kim kiedykolwiek miała do czynienia. Do tego jego umundurowanie, dzięki któremu była w stanie ustalić że jest on "wojskowym", wyraźnie wskazywało na to, że Shulkie miała kłopoty.
-Po... pomylił pan chyba piętra - wydukała w końcu, mając nadzieję, że to faktycznie jest pomyłka. Przecież ostatnimi czasy nie zrobiła nic złego, raczej wojsko nie miało powodów jej ścigać... prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Roy Mustang


Liczba postów : 5
Join date : 07/08/2018

PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   Pią Paź 19, 2018 12:34 pm

Słysząc głos zza drzwi przynajmniej mógł już być pewien, że jednak wizyta w jej biurze nie będzie konieczna. Zapewne widok wojskowego tam byłby równie stresujący, co i w mieszkaniu, ale chociaż mniej osób by go widziało z bliskiego otoczenia She Hulk. Przy okazji, jego cel był sprawą utajnioną dla postronnych osób, a mieszkanie wydawało się posiadać więcej prywatności. Odczekał więc nie za długi moment aż drzwi otworzyły się. Czyli jednak nie rzuciła tym „idę, idę” tylko dla przeciągnięcia czasu, aby wymyślać plan ucieczki. Jeszcze lepiej! Choć miał świadomość, że wyciągając ją spod prysznica i tak musiałby dłużej poczekać.
Kiedy tylko drzwi się otworzyły musiał aż zadrzeć głowę, aby spojrzeć na twarz gospodyni. Naprawdę rzadko spotykał ludzi wyższych od siebie, a już szczególnie o tyle wyższych. Zachował jednak pełną powagę na twarzy nie zdradzając tego przytłoczenia jej posturą. Cóż, przynajmniej nie było mowy o pomyłce. Raczej wątpliwe, aby gdzieś na Ziemi istniała podobna kobieta? No dobrze, od S.W.O.R.D. różne rzeczy można było słyszeć i jednak dama o zielonej skórze mogła nie być aż tak oryginalna, jak by można przypuszczać. Szczególnie, że gdzieś na Ziemi ląduje Gamora…
- Pułkownik Roy Mustang. – wyprostował się i skinął jej głową na powitanie. Jakkolwiek ładnie wyglądałoby salutowanie, to jest ono zarezerwowane dla innych wojskowych. Do cywili było ono zabronione. – Jak domyślam się, pani Jennifer Walters? – spytał dla pewności, ale słysząc jej zająknięcie od razu dodał. – Proszę się niczego nie bać. Nie mam żadnych złych zamiarów. – co… Musiało brzmieć jeszcze groźniej. Faktycznie jednak nie miał zamiaru tutaj przychodzić po nią. I pomimo uległości Jen względem prawa, jakoś wątpił, aby faktycznie dał radę sam jeden zabrać ją w kajdankach gdziekolwiek. Na szczęście faktycznie nie przyszedł tutaj w zamiarach gróźb czy pojmania bohaterki. Sprawa dotyczyła jedynie pośrednio niej.
- Musimy jednak porozmawiać. – dodał stanowczym tonem. To nie była prośba, a realna potrzeba rozmowy i skoro wojsko prosi, to nie wypada mu odmówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Apartament She Hulk   

Powrót do góry Go down
 
Apartament She Hulk
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Kalifornia :: Los Angeles :: Mieszkania-
Skocz do: