IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Times Square – 42nd Street

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Madame Web
Prezes

Liczba postów : 128
Join date : 28/02/2017
Skąd : (któryś z kolei) wymiar równoległy

PisanieTemat: Times Square – 42nd Street   Pon Wrz 18, 2017 3:11 pm


Jedna ze stacji nowojorskiego metra obsługująca kilka różnych linii. Znajduje się, jak sama nazwa wskazuje, pod Time Square, jednej z najbardziej ruchliwych ulic miasta.


Oh, the blooming, bloody spider went up the spider web,
The blooming, bloody rain came down and washed the spider out,
The blooming, bloody sun came out and dried up all the rain,
And the blooming, bloody spider came up the web again.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Madame Web
Prezes

Liczba postów : 128
Join date : 28/02/2017
Skąd : (któryś z kolei) wymiar równoległy

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Pon Wrz 18, 2017 3:35 pm

Godziny szczytu w tym miejscu to zawsze tłok i zamęt. Jednak nikt z pasażerów oczekujących lub wysiadających z pociągu nie wie, że gdzieś w pobliżu istnieje bomba. Dokładnie na jednym z peronów zamiast urządzenia do resuscytacji znajduje się zapalnik czasowy, który nieubłaganie odmierza czas do rychłej zguby. Bomba zaś przypomina tę, którą Flash znalazł jako pierwszą - nie do ruszenia poprzez obstawienie dookoła niej fiolek z nitrogliceryną. Metalowa płytka z zegarem będąca zapalnikiem wbita w plastik gotowy do zrujnowania połowy ulicy zrzucając ją na głowy wielu pasażerów.
Jak i w przypadku bomby w Bronksie, znajdują się tutaj trzy kable odpowiadające za detonator, którego odłączenie rozbroi ładunek wybuchowy.
Zostaje tylko pytanie, który tym razem przeciąć kabelek: czerwony, zielony, a może żółty?


Oh, the blooming, bloody spider went up the spider web,
The blooming, bloody rain came down and washed the spider out,
The blooming, bloody sun came out and dried up all the rain,
And the blooming, bloody spider came up the web again.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Zannya Zachery


Liczba postów : 27
Join date : 15/06/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Sob Wrz 23, 2017 1:29 pm

Zapowiadało się coraz lepiej.
Nie było oczywiście czasu na inne formy transportu, więc Zannya była zmuszona teleportować się na miejsce. Nie pożerało to może niebotycznych ilości energii ze względu na stosunkowo bliską lokalizację, ale i tak tylko dokładało jej drobną cegiełkę do zmartwień. Zaszalała dzisiaj z magią, ale skąd mogła się spodziewać, że zwykła przestępczyni narobi tyle szumu?! W porządku, to Nowy Jork, ale mimo wszystko choć raz na jakiś czas bywało względnie normalnie.
No dobra, kogo ona próbuje oszukać.
Nie przejmując się specjalnie czy zwróciła czyjąś uwagę pojawiając się znikąd, odszukała bombę i zaraz stanęła przed naprawdę trudnym wyborem. Litości, była aktorką i magiem, a nie saperem! Czyżby nierozważnie wybrała karierę zawodową biorą pod uwagę problem, przed jakim została postawiona? Wprawdzie zgodnie z bardzo uprzejmą prośbą Flasha poinformowała go o lokalizacji drugiej bomby, ale przypuszczalnie miał teraz na głowie własną. Zakładając optymistyczny scenariusz, że ją znalazł... i że jeśli znalazł, to nie wybuchła mu w twarz.
Spojrzała w napięciu na niebezpieczną konstrukcję, rozejrzała się patrząc po ludziach. Nie ma szans, żeby ich stąd wszystkich ewakuowała. Poza tym, nawet nie wiedziała, jaki to cholerstwo ma zasięg. W ogóle nie miała pewności, jak dokładnie to zadziała, jeśli trafi źle. Przygryzła nerwowo wargę, czując, jak wali jej serce. W filmach zawsze przecinali czerwony... tylko że te idiotyczne filmy nie miały zwykle żadnego odniesienia do rzeczywistości. Zaklęła w myślach.
Eeny, meeny, miny, moe...
Ręka jej zadrżała, kiedy krótkim zaklęciem pojawiła w dłoni obcęgi i przecięła wylosowany kabel zielony. Może lepiej było czerwony? Albo żółty? SKĄD MIAŁA WIEDZIEĆ?! Jedyna alternatywa w razie podjęcia złej decyzji była taka, że i bombę, podobnie jak wtedy przestępczyni, otoczyła bańką. Prawdopodobnie niewiele jej to da, szczególnie przy aktualnym poziomie jej energii, ale w tej dramatycznej chwili (kto puścił Zimmera w tle?) poczuła się odrobinę pewniej, że w razie czego przynajmniej spróbowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Madame Web
Prezes

Liczba postów : 128
Join date : 28/02/2017
Skąd : (któryś z kolei) wymiar równoległy

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Sob Wrz 23, 2017 7:01 pm

Wyłącza bumboxa z lecącym akurat Now we are free… Czy to nie była piosenka, kiedy bohater akurat umarł?
Witchress wpadła na zatłoczony peron, ale poza nielicznymi spojrzeniami nikt nie zwrócił na nią większej uwagi. To Nowy Jork i różne cuda się tutaj zdarzały, więc nikt nie miał powodu zajmować się akurat podróżującą w dość ekstrawagancki sposób kobietą. No, chyba że ze względu na jej wizualne walory. Dopiero kiedy odsłoniła bombę, która jawnie oznajmiała, że bombą jest, kilka osób poruszyło się niespokojnie. Rozbiegły się szmery i coraz więcej osób zaczęło patrzeć w jej kierunku i zaglądać nad ramieniem. Potem pojawiły się krzyki i kilka osób rzuciło się do wyjścia przepychając między innymi w tym i potrącając przypadkowo czarodziejkę. Ta jednak nie reagując na otoczenie postanowiła sprawdzić swoje zdolności saperskie. Kto wie, może lata spędzone na graniu w Windowsie XP w podstawowe gierki na coś się przydało?
Tak jak Flash ominęła czerwony kabelek, który był oczywistym wyborem w filmach. Ale może te filmy jednak miały w sobie ziarenko prawdy? Może ten agresywny i niebezpieczny kolor wróżył w rzeczywistości ocalenie? Nie tracąc czasu postanowiła zaryzykować życie nie tylko swoje, ale i ludzi znajdujących się w metrze, jak i na ulicy nad nią. Wiele niewinnych istnień. Matki z dziećmi, kochający mężowie, single szukający drugiej połówki… Tysiące różnych historii. Osoby, które mogły zostawić po sobie wiele płaczących za nimi ludźmi. A nawet zapomniane przez los zwierzęta wiernie oczekujące swych samotnych właścicieli, którzy już nigdy ich nie nakarmią.
CIACH
JAK TO WSZYSTKO PIERDOLNĘŁO!
Sekundy oczekiwań płynące w paraliżującym napięciu powoli zmieniające się w minuty rozluźniające lodowe palce na gardłach zebranych. Licznik na bombie zamarł, a potem całkiem zgasł dezaktywując bombę. Kilka osób odetchnęło z ulgą, a uspokojona tym widokiem Zee mogła zobaczyć, jak ochrona metra stara się spokojnie ewakuować tłum. Ktoś też zadzwonił na policję, więc eksperci zajmą się dalszym usuwaniem ładunku wybuchowego.

Statystyki:
Witchress
Życie: Bez Zmian (Obecnie 100)
Energia: - 3 (Obecnie 25)



Oh, the blooming, bloody spider went up the spider web,
The blooming, bloody rain came down and washed the spider out,
The blooming, bloody sun came out and dried up all the rain,
And the blooming, bloody spider came up the web again.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Zannya Zachery


Liczba postów : 27
Join date : 15/06/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Pon Wrz 25, 2017 10:33 pm

Przez chwilę przemknęło jej przez myśl, ze to dość głupi sposób na śmierć. Wylecieć w powietrze. Nic w tym szlachetnego ani bohaterskiego, skoro przy okazji razem z nią szlag trafiłby i stację, i ulicę nad nią. I tych wszystkich ludzi, którzy (przynajmniej w większości) mieli swoje rodziny, przyjaciół, domy, do których mogliby wrócić, kompletnie banalne sprawy do załatwienia, i ich jedynym przewinieniem było znalezienie się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Zannya nie miała pojęcia, jaką siłę ma ta bomba i szkody o jakiej skali wyrządzi (bo wciąż, żaden z niej saper... na Windowsie też zresztą nigdy dobrze jej nie szło!), ale podejrzewała że spore. Może na tyle spore, że zaistnieje spory problem w identyfikacji zwłok, i co tu do kogo należało.
Pomyślała szybko, że pewnie nawet magia ojca nie pomogłaby do poskładania ją z powrotem do jednego kawałka.
Minęła jednak ta krótka, dramatyczna chwila (która zdawała się w jej głowie przedłużać w nieskończoność, jak sekwencja ujęć z westernu) i... nic nie wybuchło. Odczekała jeszcze trzy sekundy, czy przypadkiem ładunek nie przypomni sobie, że "ups, przecięła nie ten kabel, czas pieeeer...", ale i to nie nastało. Odetchnęła więc z ulgą, czując, jak uchodzi z niej powietrze, większość napięcia i siły do życia, czy... czegokolwiek. Może powinna odklepać jakąś bohaterską gadkę jak w tych komiksach czy książkach, które przynosił jej ojciec, ale absolutnie nie miała na to ochoty. Półświadomie rzuciła tylko jakiś banał "Sytuacja opanowana", nawet niekoniecznie wiedząc do końca co mówi. Zwyczajnie... to wydawało się jej dość na miejscu? Po prostu była zadowolona, że następnego ranka w gazecie nie pojawią się nagłówki o tragicznym wydarzeniu z Times Square jak zwykle zrzucające całą winę incydentu na zakałę Nowego Jorku Spidermana. Cóż, pewnie tę tragedię zastąpi inna, jak zawsze, ale to wciąż wiele uratowanych istnień.
Najchętniej to by się stamtąd zawinęła, ale odsunęła się tylko od ładunku (z lekkim uśmiechem zmęczonej satysfakcji na ustach, posyłając mu triumfujące spojrzenie, jakby był co najmniej jakimś zbirem, któremu właśnie spektakularnie skopała dupę) i przystanęła pod jedną z kolumn, opierając się o nią ramieniem. Zapewne powinna poczekać na odpowiednie służby, jeśli będą czegoś od niej chcieli, ale raczej zmyje się stąd przed nimi. Chciała tylko złapać oddech... i poczekać na speedstera, który, jak miała nadzieję, wciąż żyje. Spojrzała na komunikator, gotowa chociażby coś do niego powiedzieć, nawet jeśli nie otrzyma odpowiedzi. Miała nadzieję, że ten wariat w kolorowym wdzianku dał sobie radę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 169
Join date : 13/08/2017
Skąd : NYC

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Sro Wrz 27, 2017 11:46 am

//Ze stadionu

Nie miał czasu zostać aby odpowiadać na czymkolwiek pytania. W ogóle nie powinno go tam być, naruszył przecież protokoły SHIELD i co najlepsze, nie czuł żadnych wyrzutów sumienia. Wiedział, że powinien zgłosić ładunek, zanim zrobił cokolwiek innego ale nie było na to czasu. Miał nadzieję, że Fury weźmie to pod uwagę zanim uzna że pora go wywalić. Jako agent miał łatwiejszy dostęp do technologii, która mogła pomóc rozwiązać zagadkę z przeszłości, zakończyć sprawę śmierci matki. Nie mógł sobie pozwolić na zostanie wyrzuconym z SHIELD.
Podróż nie zajęła mu długo. Wpadł na stację metra jak błyskawica i rozejrzał się uważnie. Nadal wszystko stało. Sukces! Dwa zwycięstwa jednego dnia, to dopiero jest fart!
- Nigdy w życiu nie będę narzekać na nudne dni. Nigdy. Zaczynam doceniać te podczas których absolutnie nic się nie dzieje.- powiedział poważnie, podchodząc do wypatrzonej w tłumie chwilę wcześniej czarodziejki. Uśmiechnął się do niej lekko, oceniając przy tym czy nic się jej nie stało. Tak zapobiegawczo, na wypadek gdyby miało nagle się okazać że postanowi zemdleć. Barry gotowy był ją łapać, ale mimo wszystko wolał aby nie wpadła w szok tego stopnia.
- W porządku? - Zapytał szybko z wyraźnie slyszalną troską w głosie. Tak już miał. Martwił się o tych, którzy mogli przypadkiem ucierpieć w wyniku jakichkolwiek działań wymierzonych przeciw społeczeństwu.



Battle song || Run Barry, run! || Super Friends || Come running home to you
I'll never let the pain, the darkness, determine who I am.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Zannya Zachery


Liczba postów : 27
Join date : 15/06/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Pią Wrz 29, 2017 6:19 pm

Długo się na swój znak z nieba nie naczekała, bo oto ten znak jak błyskawica wpadł na stację metra. Całkiem dosłownie jak błyskawica, i raczej nie dało się tego kolorowego wdzianka z niczym innym pomylić, jakkolwiek kolorowe wdzianka były cechą charakterystyczną dla większości superbohaterów. Może z wyjątkiem niej, ona tam wolała raczej dość stonowane kolory, jeśli chodziło o jej preferencje kolorystyczne, no ale nie o tym teraz mowa.
Dość rzec, że poczuła ogromną ulgę kiedy zobaczyła tego sprintera. Pojęcia nie miała jak się nazywał, skąd się wziął na miejscu zdarzenia, ani... w ogóle nic, ale dobrze, że żył. Zarówno dlatego, że to kolejne nie-nie żywe istnienie ludzkie, jak i dlatego, że jego obecność przypuszczalne znaczyła, że i drugi ładunek przestał być zagrożeniem. O ile go znalazł, ale... nie wyglądał raczej na kogoś, kto właśnie spektakularnie failed this city. Chociaż może ciężko było ocenić przez tę maskę, ale załamany się nie wydawał.
- Jak widać żyję, żyją ludzie, a stacja nadal jest w jednym kawałku i nic nie ucierpiało - rozłożyła ręce, pozwalając sobie nieco się rozluźnić. Wciąż miała wątpliwości, czy wszystko poszło po jej myśli, w każdym razie przy Red Devil, bo ktoś potrzebujący pomocy mógł umknąć jej uwadze. Miała jednak nadzieję, że wszystko skończyło się tym cudownym "happy endem", przynajmniej w tym krótkim akcie, bo Nowy Jork już niedługo odrobi sobie swoje ofiary. Zawsze, kurna, odrabiał, światowa stolica kolesi w gaciach na spodniach i znudzonych złoczyńców. Będzie musiała potem napisać do Barry'ego i jakoś wyjaśnić swoje zniknięcie. Swoją drogą... on też zniknął. Nie, nie miała siły się nad tym teraz zastanawiać. - Więc jak dla mnie... w jak najlepszym porządku. Zgaduję że znalazłeś drugą bombę? - udawanie opanowanej i nie-aż-tak-zmęczonej wychodziło jej całkiem nieźle, w końcu aktorka z niej pierwsza klasa. Ale pytanie dla pewności zadała.
Na nieszczęście Flasha, Zannya absolutnie nie miała zamiaru mdleć. No dobra, może omdlenie komuś w ramionach byłoby w określonych sytuacjach całkiem niezłą opcją, ale... nie. Nie tym razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 169
Join date : 13/08/2017
Skąd : NYC

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Sob Wrz 30, 2017 11:51 am

Prawdą jest, że bohaterowie i niektórzy zloczyncy mają słabość do krzykliwych, jasny kolorów albo mieszania takich jakich mieszać się nie powinno.  Jak fiolet i czerwień.  Nie dało się jednak pomylić charakterystycznej błyskawicy na piersi Flasha z czymkolwiek innym. I jego kolory ładnie pasowały! Daleko mu było do bycia załamanym. Jego własna duma z tego, że nie wysadził połowy miasta, niemal wibrowała w powietrzu z taką samą częstotliwością jak sam tlen.  Małe zwycięstwo a jak cieszy!  W końcu to Nowy Jork.  Skoro dzisiaj nic nie wybuchło, wybuchnie jutro.  Dzisiaj jednak miasto było bezpieczne, przez chwilę.
- To dobrze. Szkoda byłoby tej stacji. - Uśmiechnął się do niej szeroko.  Nawet jeśli zaczynał ignorować pierwsze zawroty głowy.  Sporo ostatnio biegał, potrzebował więc uzupełnić przede wszystkim cukier we krwi. Miał oczywiście batony energetyczne.  Zostały jednak w jego torbie w restauracji.  Westchnął cicho, gotowy nawet próbować stworzyć miraż samego siebie aby na siebie nakrzyczeć, ale to by zużyło więcej energii.
- Oczywiście. Okazuje się, że nasza terrorystka nie lubi sportowców i kibiców. W sumie nie dziwi mnie niechęć do gier grupowych.  Zwykle terroryści to indywidua. - odpowiedział jej od razu.  Próbował przy tym zachować swoją pozytywną energię, ale jego myśli już krążyły wokoło tego co zjeść. Coś kalorycznego.  To na pewno.
- Chcesz może wyskoczyć na pączki? - Tyle mógł przebiec jeszcze i nawet mógł ją zabrać! Coś mu podpowiadało, że jej energii nie da się uzupełnić tylko pączkami, więc lepiej aby nie próbowała hokus-pokus. Poza tym wydawała się miła. Musiał jednak najpierw napisać do Zann, że... W sumie co? Jakoś jej wyjaśni swoje zniknięcie, ewentualnie poprosi znowu aby Joe krył go przez nagłe wezwanie na komisariat. Czasem ilość sekretów i tajemnic sprawiała, że można się było w tym pogubić.



Battle song || Run Barry, run! || Super Friends || Come running home to you
I'll never let the pain, the darkness, determine who I am.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Madame Web
Prezes

Liczba postów : 128
Join date : 28/02/2017
Skąd : (któryś z kolei) wymiar równoległy

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Nie Paź 01, 2017 2:41 pm

Nie trzeba było długo czekać, aby całą sprawą zainteresowały się służby porządkowe. Bagiety Policjanci przyjechali błyskawicznie, kiedy tylko dostali zgłoszenie o bombie w nowojorskim metrze. Od razu pomogli ewakuować ludzi z całej przecznicy, rannymi podczas wcześniejszej, chaotycznej, ewakuacji zajęły się karetki pogotowia. Wszyscy czekali w napięciu na saperów, ale nim ci przyjechali rozniosła się nowina o bohaterach, którzy opanowali sytuacje. Poza informacjami o pobliskiej stacji zagrożoną wybuchem, już rozniosła się plotka o bombie na stadionie oraz strzelaninie na ulicy niedaleko stąd. We wszystkich trzech przypadkach ludzie wspominali o bohaterze ubranym w czerwony kombinezon i maskę, zaś w dwóch z nich o kobiecie z cylindrem.
Funkcjonariusze ubrani w odpowiednie stroje wraz z specjalistami od materiałów wybuchowych zeszło na dół i faktycznie dostrzegło dwójkę cudaków, o których wspominano w raportach. Kiedy technicy zajęli się usuwaniem bomb jeden z policjantów podszedł do dumnej z wykonanej pracy pary i postanowili zadać kilka pytań. Reszta funkcjonariuszy w tym czasie usuwała kolejnych cywili, którzy nieco ochłonęli po tych wydarzeniach.
- Oficer Ramirez. – młody mężczyzna o typowo latynoskiej karnacji przedstawił im się i pomimo profesjonalnego podejścia, w oczach było widać u niego blask dumy z powodu takich obrońców miasta. – Nie potrzebujecie pomocy medycznej? – Nawet jeśli byli bohaterami, Ramirez poczuł się w odpowiedzialności to zadbania o ich zdrowie. W końcu też mogą krwawić, a przynajmniej na to wskazywały postrzępione spodnie Flasha.
Kiedy upewnił się, że nic im więcej nie potrzeba przeszedł do konkretniejszych pytań odnośnie zajścia. Czy wcześniej znali niebieskowłosą przestępczynie, skąd wiedzieli gdzie są bomby, jak je rozbroili i oczywiście najważniejsze pytanie: czemu nie wezwali odpowiednich służb do tego.



Oh, the blooming, bloody spider went up the spider web,
The blooming, bloody rain came down and washed the spider out,
The blooming, bloody sun came out and dried up all the rain,
And the blooming, bloody spider came up the web again.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Zannya Zachery


Liczba postów : 27
Join date : 15/06/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Nie Paź 01, 2017 4:13 pm

Jasny gwint, to będzie dużo dialogów w jednym poście.
Wciśnięty w żółto-czerwone wdzianko wyglądał trochę jak żywa, bardzo szybka tarcza strzelecka, a przynajmniej pewnie w opinii sporej części złoczyńców. Na swoje szczęście zwykle nie dawał się trafić... zwykle, bo akurat niebieskowłosej amatorce wybuchów się to udało, ale uznajmy to za pojedynczy przypadek.
Optymizm speedstera był niemal zaraźliwy, choć Zann sama w sobie i tak była zadowolona. Kto by nie był po takim sukcesie? Ulga pomieszane z radością w sporym stopniu pomagały ukryć i zamaskować zmęczenie, bo trochę się jednak czarodziejka tego dnia naczarowała: na szczęście, jak widać, nie na marne, bo wszystko stało i grało jak należy, przynajmniej jak na razie. Mogła z tego być krwawa tragedia, a zamiast tego jest mały-wielki sukces zarówno dla Zann, jak i dla Barry'ego. Ciężko się z tego powodu nie cieszyć.
- Sportowców, kibiców i korzystających z metra. Może w ogóle nie lubi tłumów - uśmiechnęła się nieco kwaśno, zastanawiając się, czy ta wspomniana terrorystka jeszcze w ogóle siedzi tam, gdzie ją zostawili. Tacy jak ona lubili nagle niespodziewanie znikać, gdy się ich pozostawia bez opieki. - Ciekawe sobie znalazła zajęcie na leniwe popołudnie, nie ma co - Mimowolnie wyobraziła sobie, co by było gdyby jednak nie udało im się (chorym cudem i szczęściem) opanować sytuacji.
Zann nie tyle była głodna, co zwyczajnie zmęczona. Choć w sumie chętnie by coś przegryzła, ale przede wszystkim potrzebowała chwili na oddech i czegoś, co dałoby jej solidny zastrzyk energii. Pączki z bohaterem w kolorowym stroju nie brzmiały więc tak źle.
- I kawę - dodała. - Kawę koniecznie, bo albo zasnę na stojąco, albo zacznę gryźć.
Nim jednak zdążyła jakoś się zorganizować i zainteresować stanem, jak się jej zdawało, pozostawionego na miejscu zbrodni znajomego, pojawiły się służby porządkowe. Wprawdzie nie miała specjalnej ochoty na takie spotkanie, ale skoro już tu na nich wpadli, nie zamierzała uciekać.
- Witchress - Miała pseudonim, więc równie dobrze mogła zacząć go używać, skoro młody policjant się im przedstawił. Skinęła mu głową i posłała firmowy czarujący uśmiech #3. - Wszystko z nami w porządku - odpowiedziała także w imieniu towarzysza (któremu sama niedawno magicznie naprawiała nogi), podejrzewając że podobnie jak w jej przypadku nie doskwiera mu nic prócz zmęczenia.
Nadeszła spodziewana fala pytań, na które należałoby odpowiedzieć. To ta mniej przyjemna część. Dobrze, że miała przynajmniej doświadczenie w takich "wywiadach".
- Nie znaliśmy - Ponownie odpowiedziała i za Flasha, raczej zgodnie z prawdą, ale nawet jeśli nie... taka odpowiedź ucinała potencjalne dalsze pytania. - W moim przypadku, cóż - magia - uśmiechnęła się ponownie (firmowy uśmiech #6), nieco enigmatycznie, unikając bezpośredniej odpowiedzi na przynajmniej jedno z pytań. "Zgadywałam" brzmiałoby zwyczajnie źle, powołanie się na magię (nawet jeśli wielu w nią nie wierzyło, nawet mając żywe dowody przed nosem) już jakby lepiej i mniej niepokojąco - Z kolei na powiadomienie służb nie mieliśmy zbyt wiele czasu. Najpierw chcieliśmy przede wszystkim zminimalizować zagrożenie na miejscu i pomóc cywilom, by nikt nie ucierpiał. W takich sytuacjach jak te ciężko opanować chaos, szczególnie gdy w grę wchodzi także takie zagrożenie jak ładunki wybuchowe. Nie wiedzieliśmy, ile mamy czasu, i ryzyko czekania było zbyt duże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 169
Join date : 13/08/2017
Skąd : NYC

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Pon Paź 02, 2017 9:45 pm

Chociaż lubił zainteresowanie i bycie w centrum wydarzeń, nie miał na razie żadnej ochoty na odpowiadanie na pytania mężczyzny. Ani na zaczepki kogokolwiek innego, przynajmniej dopóki nie zje czegoś kalorycznego.  Skupiał całą swoją uwagę na tym, aby nie zemdleć nagle i naprawdę nie myśleć o batonach. Jakże żałował że zostawił je w torbie.  A mógł wziąć i teraz już być po uzupełnieniu minerałów. Westchnął mimowolnie, nie dając rady powstrzymać tego aby okazać niezadowolenie z samego siebie. Jego emocje jednak zmieniały się bardzo szybko i już wkrótce na nowo był dumny,  bo przecież żyją. I oni i ci wszyscy ludzie.
- Przynajmniej się nie nudziła, co nie? Szkoda, że zorganizowała też popołudnie wszystkim innym.  Znaczy nam.  Mi i tobie. Znaczy... Za dużo mówię? Przepraszam, to przez tę sytuację. Przez to wszystko! Byłaś mega, naprawdę. Podziwiam mocno.  Ta cała magia to było coś. - czuł się trochę jak dzieciak ale był teraz taki szczęśliwy i zmęczony.  Bardziej szczęśliwy.  Możliwe, że mówił zbyt szybko i zbyt chaotycznie. Uśmiechnął się do niej lekko, pocierając kark z pewnym zakłopotaniem. Nie chciał aby wzięła go za jakiegoś wariata. Nie był wariatem przecież. Prawda?
- Flash. - Przedstawił się także mężczyźnie, skoro jego towarzyszka także podała mu swoje dane.  Znaczy te dane, które mogła podać.  On sam wolał aby znali go jako Flasha niż jako Barry'ego Allena. Barry miał zbyt wiele do stracenia, podczas gdy Flash był anonimowy i pozbawiony wszystkiego co mogło stanowić słaby punkt.  Nie miał rodziny, znajomych i osób które można mu było odebrać. Dał mówić kobiecie, co jakiś czas tylko kiwając głową aby potwierdzić jej słowa.  Uśmiechnął się szeroko kiedy padło pytanie o to skąd wiedzieli o miejscu bomb.
- Przebiegłem miasto i znalazłem bombę. Nie zajęło to dużo czasu. - Uniósł brew pod maską, niezwykle z siebie zadowolony. Zerknął na czarodziejkę, czekając na to kiedy będą mogli sobie pójść.  Pragnął już tylko spokoju i w sumie tyle. Odpowiedzieli na najważniejsze pytania.
- Chyba nie możemy bardziej pomóc. - Uśmiechnął się niepewnie do policjanta. Nie znali tej kobiety, nie wiedzieli kim jest i czego chciała. Westchnął po chwili ciężko. Coś czuł, że będzie za niedługo musiał iść do prawdziwej pracy.  Potrzebny był technik w tym całym zamieszaniu.



Battle song || Run Barry, run! || Super Friends || Come running home to you
I'll never let the pain, the darkness, determine who I am.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Madame Web
Prezes

Liczba postów : 128
Join date : 28/02/2017
Skąd : (któryś z kolei) wymiar równoległy

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Wto Paź 03, 2017 11:26 pm

Akurat Barry powinien rozumieć skąd takie pytania i jak ważna jest ich rola. Pracował w policji i skończył studia kryminologiczne. Może nie był detektywem, ale z takowym dorastał. Jakkolwiek duże wrażenie robili na młodym oficerze musiał zadać podstawowe pytania, których odpowiedzi dla nich były oczywistością. No dla innych nie. Co prawda komendant nie będzie szczęśliwy z wpisanych w rubryczce pseudonimów, ale wątpliwe było wyżebranie prawdziwych danych tożsamości od zamaskowanych bohaterów. Przynajmniej do czasu Civil War…
Zarówno „magia” jak i „przebiegłem miasto” było równie dobrym wyjaśnieniem. Bohaterowie w tym mieście nie byli normalni i różne cuda-wianki zdarzały się każdego dnia. A naszej parze trafił się naprawdę miły żółtodziób, który jakoś nie negował ich lekkomyślnego postępowania i skinął głową rozumiejąc ich wyższe cele i chęć pomocy. Spisał zeznania i skinął głową.
- Dziękuje, to wszystko. – skończył rozmowę najwyraźniej nic więcej już nie dając rady wyciągnąć od bohaterów, a jednocześnie nie chcąc też ich zatrzymywać. To Nowy Jork, tutaj na każdym kroku działały się przestępstwa! A bohater nigdy nie odpoczywa. Sam oficer zrobił w tył zwrot, aby spisać kompletny raport zostawiając parę samą w ciągle okupowanym przez saperów metrze.


Oh, the blooming, bloody spider went up the spider web,
The blooming, bloody rain came down and washed the spider out,
The blooming, bloody sun came out and dried up all the rain,
And the blooming, bloody spider came up the web again.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Zannya Zachery


Liczba postów : 27
Join date : 15/06/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Nie Paź 08, 2017 7:57 pm

Nie była zachwycona tymi pytaniami, ale w ostatecznym rozrachunku okazały się nie być aż tak uciążliwe jak można się było spodziewać po takiej sytuacji. Cóż, to pewnie zależało od człowieka, niektórzy od razu wysunęliby pretensje co do nie poinformowania odpowiednich służb, ale najwidoczniej temu funkcjonariuszowi wystarczyło tyle, ile usłyszał. Miła odmiana w mieście, które nie zawsze potrafiło okazywać swoją wdzięczność! Zresztą, może ciężko się dziwić. Tak czy owak Zannya, mimo braku rozległej wiedzy w kwestii policji, rozumiała że każdy po prostu... wykonuje swoje obowiązki, a ona nie zamierzała tego utrudniać. W każdym razie skoro już tam była, tak to być może nawet by uniknęła takiej drobnej powinności i znalazła się w nieco luźniejszym miejscu, ale chwilowo wolała nie ryzykować kolejnym zaklęciem teleportacyjnym. Poza tym... lepiej mieć dobrą opinię niż złą. Na odchodne posłała policjantowi kolejny uprzejmy uśmiech i skinęła mu głową, a potem mieli już spokój.
- W tym momencie kończą się nasze obowiązki bohaterskie - rzuciła luźno, zwracając się już do Flasha. Nie wyglądała może na jakoś wyjątkowo zmęczoną, ale... trochę jednak była, zresztą, nie ma co się dziwić po takiej akcji! Następnym razem trochę lepiej przemyśli swoje rzucanie zaklęć, na wypadek takich niespodziewanych wypadków losowych i zwrotów akcji. Następnym razem szczęście może się do niej tak nie uśmiechnąć! Jakkolwiek wierzyła w swoje możliwości, tym razem zwyczajnie się jej udało. A w zasadzie im obojgu.
- Flash? - zauważyła nagle, przypominając sobie pseudonim jakiego użył jej tymczasowy wspólnik - Ciekawy przydomek. Z jakiegoś konkretnego powodu? W imię jakiegoś wyższego żartu? - uśmiechnęła się pod nosem - I oferta przeniesienia się w inne miejsce nadal aktualna?
Potrzebowała kawy i czegoś słodkiego! W przeciwieństwie do Flasha, czy też raczej Barry'ego Allena, ona nie miała żadnych dodatkowych obowiązków związanych z tą sprawą. Na tym co zrobili jej rola się kończyła, więc bez wyrzutów sumienia i napięcia mogła sobie pozwolić na relaks. Tym razem, jak miała nadzieję, bez dodatkowych atrakcji. A jak tylko znajdą się w spokojniejszym miejscu napisze w końcu do Barry'ego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Flash
Szczeniaczek

Liczba postów : 169
Join date : 13/08/2017
Skąd : NYC

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Czw Paź 12, 2017 5:05 pm

Ależ rozumiał istotę pytań, nie miał tylko ochoty odpowiadać. Po takim biegu, po prostu musiał coś zjeść. Najlepiej coś słodkiego, nic poza tym nie miało aktualnie znaczenia. No może jeszcze próbował nie być gentlemanem w opałach i nie mdleć w ramiona, zapewne tak samo zmęczonej, Czarodziejki. Przecież to nie wypadało, żeby mężczyzna mdlał w ramiona kobiety! Tutaj nie ma równouprawnień, bo lepiej aby ich nie było. Poza tym to on ratował damy, a nie damy jego. Incydent sprzed restauracji się nie liczył!
- Wreszcie. Pora na zasłużoną przerwę. - Nie dbał teraz o wygląd swojego stroju ani o to, że pojawianie się dwójki dziwnych bohaterów w kawiarni może źle wyglądać. Nie miało to żadnego znaczenia. Na razie musiał uzupełnić swoje wszystkie minerały.
- Flash to w fizyce krótki rozbłysk światła, więc jak najbardziej to forma żartu, który załapie mała część tak naprawdę, ale reszta będzie wiedzieć o co mniej więcej chodzi. Poza tym, idealnie pasuje do powiedzenia, że gdzieś jestem in flash No i całkiem nieźle brzmi. Jest chwytliwe! - Uśmiechnął się do niej, na pytanie jedynie kiwając głową. Marzył teraz o pączku! Albo o dwóch! Może nawet dwu...dziestu? Miał jeszcze obowiązki, ale wiedział że nie da rady w tym stanie wrócić do restauracji, przebrać się, zjawić na miejscu i po drodze nie paść gdzieś. Nie miało to najmniejszej racji powodzenia. Miał nadzieję, że będzie potrzebny jednak bardziej w laboratorium niż na miejscu i że może Joe jest w stanie go jeszcze kryć.
- Gotowa? - Zapytał tylko, zanim złapał czarodziejkę i w mgnieniu oka zabrał kilka przecznic dalej, do jednej z kawiarni.


// Chyba zostawiamy temat, ale nie mam pewności.



Battle song || Run Barry, run! || Super Friends || Come running home to you
I'll never let the pain, the darkness, determine who I am.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Zannya Zachery


Liczba postów : 27
Join date : 15/06/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Pią Paź 20, 2017 11:35 pm

Kto w ogóle kiedykolwiek miał specjalną ochotę na udzielanie odpowiedzi policji? Szczególnie gdy przynajmniej część funkcjonariuszy nie przepadała z bohaterami, odbierającymi im "pracę", z jakiegoś głębiej nieznanego powodu. No i było to zabieranie czasu, ale ze służbami pilnującymi prawa i porządku lepiej mieć dobre relacje niż złe, choćby dla własnych korzyści (i świętego spokoju). Formalności stało się jednak zadość, a miło było patrzeć na przyjaźnie nastawionego funkcjonariusza. Jakikolwiek pozytywnie nastawiony człowiek to dla początkującego bohatera miły widok.
- Dość... oryginalne, i rzeczywiście chwytliwe - Nie była ekspertką w fizyce, bo to trochę nie jej dziedzina, ale miała na tyle wiedzy żeby przynajmniej rozumieć ten "subtelny" żart związany z mocą towarzysza obywatela - Przynajmniej nie siliłeś się na jakieś udziwnienia. Ani nie dodawałeś "Kapitanów", "Manów" czy innych Lordów... to się zrobiło wyjątkowo passé - przybrała minę ekspertki, ale zaraz uśmiechnęła się lekko, mimo zmęczenia. Oczywiście mówiła to żartem, choć z drugiej strony... nie dało się ukryć, że ciężko przychodziła bohaterom czy złoczyńcom oryginalność. Bo ilu Kapitanów niekoniecznie Ameryk, bo ten główny ledwo wylazł z lodu robić rozróbę już nosił ten świat?!
Marzyła o kawie a potem o wygodnej kanapie i świętym spokoju przez chwilę. Dość wrażeń na dziś! Flashowi zdążyła skinąć tylko głową, nim poderwał ją z ziemi i pognał w na razie tylko sobie znane miejsce. Pewnie lepiej czułaby się docierając tam konwencjonalnymi metodami.

/chyba-na-pewno z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pied Piper


Liczba postów : 25
Join date : 07/12/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Sro Gru 13, 2017 11:07 pm

Piper potrafiła grać nie tylko na koncertach ale i na ulicy. Uwielbiała muzykę i pragnęła aby i inni mieli z nią więcej styczności. Muzyka uspokajała i koiła a wielu ludziom było to potrzebne w tym szalonym świecie. Nie każdy miał jednak czas więc ona postanowiła wychodzić do innych! Nie zbierała pieniędzy po prostu stawała w jakimś miejscu i grała umilając czas.
Także i teraz zatrzymała się w na przypadkowo wybranej stacji jakiś czas po godzinach szczytu i stanęła obok ławeczki gdzie oparła etui na skrzypce dobywając instrumentu i po prostu grając. Nie wyróżniała się niczym spośród innych podróżujących poza skrzypcami i zwinnymi ruchami tańca co jakiś czas oczywiście jak najmniej przeszkadzając innym wokoło.
Nie zmuszała ludzi do słuchania czy wielbienia jej choć pewnie by mogła… Nie o to jednak w tym chodziło. Czuła się zrelaksowana i odprężona i chciała aby ludzie wokoło poczuli jej energię i pozytywny nastrój oraz zarazili się nim. Może coś takiego nieco poprawi im nastrój? Wybrała spokojną piosenkę ale pozytywnie wzruszającą. Spowalniającą te szalone tempo które każdy miał w tym zabieganym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Clea
Female Hokus Pokus

Liczba postów : 91
Join date : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Czw Gru 14, 2017 4:39 pm

Clea uwielbiała ludzkie technologie. Co prawda kształciła się u samego Dr. Strange'a ale przecież nic nie stało jej na przeszkodzie aby podziwiać ludzką technikę! A metro do niej należało i gdy tylko mogła, szła tak samo jak inni w stronę metalowego potwora, przemierzającego podziemne korytarze. Ekscytowało ją to zawsze tak samo... a tu nagle usłyszała dźwięk. Skrzypce? Zaskoczona, zatrzymała się nasłuchując nim ruszyła w tamtym kierunku. Spojrzała na grającą kobietę, delikatnie przekrzywiając głowę i słuchając. Uwielbiała muzykę odkąd pamiętała i choć los nie dał jej w niej talentu, to zawsze ceniła sobie wszelkich artystów.
Czekając aż artystka zakończy swój utwór podziwiała jej grę. A gdy tylko skończyła zaczęła bić brawo, pewnie jako jedna z niewielu, gdyż ludzie rzadko zwracali uwagę na grajków, szczególnie gdy się gdzieś śpieszyli.
- To było wspaniałe! Absolutnie cudowne! - stwierdziła podekscytowana, ocierając łezkę która zebrała jej się z przejęcia w kąciku oka. Uśmiechnęła się szeroko do stojącej przed nią kobiety. Gdzieś z tyłu głowy zakołotała jej się myśl, że sporo ludzi grających na ulicy w ten sposób zarabiają na życie, aby nie opierać się wyłącznie na żebraniu.
- Czy mogę ci jakoś pomóc? - spytała więc. Nie miała za wiele pieniędzy, ale przy pomocy magii, albo chociaż jej mistrza może udałoby jej się jakoś pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pied Piper


Liczba postów : 25
Join date : 07/12/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Sob Gru 16, 2017 2:30 pm

Metro potrafiło być fascynujące! Zwłaszcza że to nowojorskie miało trasę przebiegającą nie tylko pod poziomem gruntu ale i czasami wiło się pokazując piękną panoramę miasta. Chociaż o tym pięknie można się było kłócić bo każdy inaczej mógł postrzegać szare bloki mieszkalne smutno przewijające się za oknem tworzące to niezwykłe mrowisko. Dla Piper było jednak jak najbardziej fascynujące!
Chłonęło się miasto i innych ludzi. Komunikacja miejska pozwalała na bliskość której jakoś nikt nie umiał wykorzystać. A jak miło wyglądałby dzień gdyby wchodząc rano do wagonu uśmiechnęłoby się do kogoś i powiedziało „dzień dobry”?
Pochłonięta ogromem myśli pozwalała się prowadzić muzyce aż do ostatnich taktów gdzie stanęła na palcach i skłoniła się niewidzialnej publiczności. Czasami zdarzali się ludzie którzy klaskali a czasami czekało ją tylko wymowne milczenie. Tym razem los postanowił ją obdarzyć nawet inną miłośniczką muzyki. Uśmiechnęła się szeroko.
- Dziękuje! I pomogłaś już i to bardzo! Wysłuchałaś a to się liczyło dla mnie najbardziej. – wyjaśniła nieco zawile. – Też na czymś grasz? – spytała zaciekawiona. Rzadko kiedy zdarzało jej się kogoś złapać do rozmowy a przecież poznawanie nowych ludzi było takie fascynujące!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Clea
Female Hokus Pokus

Liczba postów : 91
Join date : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Sob Gru 16, 2017 4:56 pm

Artystka wydawała się być równie zadowolona ze swojego przedstawienia, co słuchaczka. Jak miło! Clea natomiast uśmiechnęła się szeroko i nakręciła na palec jeden z aktualnie czarnych loków, jak miała w zwyczaju gdy ktoś mówił o niej w sposób pozytywny. Jakaś taka wewnętrzna nieśmiałość się w niej pojawiała.
- Mnie również cieszy, że mogłam tego słuchać. To było naprawdę wspaniałe! Masz wielki talent! - nie rozpoznawała zbyt wielu ziemskich artystów, nawet gdyby przed nią stanęli, a Starling swoją sławę posiadała przede wszystkim w Internecie, będący istotą jeszcze nie do końca rozumianą przez Cleę. Ale już potrafiła wyszukać w nim słodkie kotki, więc nie było aż tak źle. Abstrahując od tematu Internetów, najpewniej przechodzący w okolicy ludzie też pewnie nie wiedzieli, że mają przed sobą młodą, sławną artystkę.
- J-ja? N-na instrumencie? - zawstydzona potarła policzek i pokręciła przecząco głową - Niestety, nigdy nie miałam takiej potrzeby. - jej instrumenty w domowym wymiarze grały same - Ale szczerze uwielbiam harfę! I skrzypce też są cudowne! Jestem pełna podziwu, że potrafisz nimi się tak zręcznie posługiwać! Mogłabyś zagrać coś jeszcze? O-o ile to nie problem... - zrobiła błagalną minę, patrząc na drugą kobietę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pied Piper


Liczba postów : 25
Join date : 07/12/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Nie Gru 17, 2017 10:01 pm

Każdy miał swoje tiki, a nawijanie kosmyka włosów na palec nie było tak irytujące jak stukanie długopisem w biurko. Chociaż Piper sama rzadko zwracała uwagę na takie drobne gesty. Była zbyt ruchliwa aby skupiać się na tak małych szczegółach i to jakoś wybitnie długo. Za to pewnie u niej można doszukać się tysiące takich nieświadomych ruchów.
- Dzięki! Ale talent tylko część sukcesu. Trzeba jeszcze go szlifować! – dodała od siebie. Dodatkowo zawsze to był jakiś argument że każdy może nauczyć się grać… O ile oczywiście chce. – Jak to się mówi? 10 procent talentu i 90 procent treningu o! – dorzuciła wspominając te znane powiedzenie i zaśmiała się. Nie była pewna kto je powiedział ale bardzo często na nie trafiała.
I nie czuła się urażona. Doskonale zdawała sobie sprawę, że jest jedynie internetową gwiazdą. Kto wie może kiedyś będzie jeszcze bardziej znana? Ale na razie była i tak szczęśliwa mogąc grać… koncerty! Takie prawdziwe w salach koncertowych! I przychodziło na nie całkiem sporo osób.
- Harfy mają piękny dźwięk i wyglądają bardzo majestatycznie. – przytaknęła głową na jej pierwszy ulubiony instrument. Swoją drogą mało kto wymieniał go wśród lubianych i docenianych a szkoda.
- Pewnie dlatego że gram od najmłodszych lat! Ale z chęcią zagram coś jeszcze. - W końcu muzyki nigdy dość a dla niej dwa kawałki wcale nie były aż tak męczące. Przynajmniej nie w tak ograniczonym ruchowo miejscu. Zawsze dodatkowy taniec wyciągał z niej jeszcze więcej energii niż samo granie. Odsunęła się o krok nakładając skrzypce na ramie i tym razem grając coś nieco energiczniejszego.
Kiedy skończyła skłoniła się lekko i wskazała smyczkiem na brunetkę która ją zagadała.
- Specjalnie z dedykacją dla… ciemnowłosej koneserki muzyki. – puściła oczko nieznajomej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Clea
Female Hokus Pokus

Liczba postów : 91
Join date : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Wto Gru 19, 2017 3:40 pm

Jej słowa o sukcesie były dla Clei bardzo prawdziwe. Przecież sama podobno posiadała talent do magii, ale dopiero z pomocą mistrza Strange'a zaczęła uczyć się kolejnych zaklęć i umiejętności. Oczywiście nie mogła o tym powiedzieć swojej rozmówczyni, bo wtedy sytuacja mogłaby być groźna, albo niebezpieczna.
- Masz sto procent racji! - użyła więc matematycznego porównania, kiwając energicznie głową i splatając ręce przed sobą, z delikatnym uśmiechem.
- I wyglądają wspaniale w salach balowych... - zaraz uświadomiła sobie, że przecież nie powinna mówić takich rzeczy, bo przecież była tylko "zwykła Amerykanką" jakkolwiek fantastycznie to brzmiało - Znaczy, koncertowych! Salach koncertowych! Aczkolwiek w balowych najpewniej też. - przełknęła ślinę, wiedząc, że musi bardziej uważać na to co mówi i robi. Choć, póki co, jeszcze nie skończyło się dla nikogo katastrofą jej roztrzepanie. Z niecierpliwością i podekscytowaniem obserwowała pracę rąk Starling, która wydobywała ze swoich skrzypiec wspaniałe i trudne dźwięki. Melodia jednak wydała jej się dziwnie znajoma. Przymrużyła oczy rozważając skąd zna ten utwór a potem przypomniała sobie, że była w reklamie Orange na kartę!. Gdy Pied Piper skończyła grać i zadedykowała jej piosenkę, znów odrobinkę się skuliła i pokraśniała z uciechy.
- Czy to było coś z "Dziadka do Orzechów"? - spytała właścicielkę magicznych skrzypiec. Sesje spędzone przed magicznym pudłem wypełnionym iluzją... znaczy telewizorem, zaczęły przynosić efekty!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pied Piper


Liczba postów : 25
Join date : 07/12/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Sro Sty 03, 2018 9:00 pm

Wcale nie było dla niej dziwnym uważanie że harfy ładnie wyglądają w salach balowych. Może i był to już XXI wiek ale nadal były miejsca gdzie odbywały się bale. Chociażby w takiej Latveri! A jak nie to przecież takie wyobrażenie Clei mogło również pochodzić z filmów. Teraz było całkiem sporo tych historycznych hitów gdzie nawet scenografia i kostiumy miały własną rolę w całym przedsięwzięciu.
Zaraz jednak zaczęła grać nie starając się jakoś naprostować zdezorientowania kobiety. Może się jeszcze dowie o jej preferencjach wizualnych? Poniekąd… tak! Kiedy tylko skończyła została zaskoczona pytaniem o to czy melodia pochodziła z „Dziadka do Orzechów”. Skinęła głową rezolutnie.
- Dokładnie! Oglądałaś? – spytała od razu zbyt ciekawa czy jedynie przelotnie usłyszała utwór czy może jednak faktycznie uraczyła się tą intelektualną sztuką. Może i jej rozmówczyni lubiła inne sztuki baletowe?
- I wybacz taką nieścisłą dedykacje, ale się nie przedstawiłaś. Właściwie… - Zmarszczyła brwi na chwilę milknąć. Po niej jednak zaśmiała się ciepło przy tym lekko uderzając dłonią w czoło kiedy przypomniała sobie oczywistą rzecz. - Właściwie ja także nie! – dodała rozbawiona wyjaśniając swoje chwilowe zawieszenie i późniejsze rozbawienie.
Przeniosła smyczek do ręki w której trzymała skrzypce i podała jej dłoń bez skrępowania.
- Jestem Piper, a ty? – spytała nowo poznanej koleżanki. - Może chcesz się przejść gdzieś na kawę? – Nie miała problemów zapraszać prawie nieznajomych na kawę. W końcu to pozwalało się poznać a je akurat łączyła muzyka co było największym powodem zaciśnięcia więzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Clea
Female Hokus Pokus

Liczba postów : 91
Join date : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Czw Sty 04, 2018 4:05 pm

Świat ludzi był bardzo złożony, a co tu mówić o Clei, która nie żyła w nim nawet rok. Wiele rzeczy jej umykało i kojarzenie harf z salami koncertowymi, kojarzyło jej się z wiekami wcześniejszymi niż XXI wiekiem. Ale szczęśliwie nie było to aż tak dziwne, żeby zwrócić uwagę jej rozmówczyni.
- Niestety, nie na żywo. Jednakże mój mistrz puścił mi “Dziadka do orzechów” w wersji nagranej, teatralnej oraz Barbie. - i występ przy pomocy postaci lalek naprawdę jej się podobał. Był taki kolorowy i przyjemny w odbiorze, nic dziwnego że współczesne dzieci tak bardzo lubiły oglądać telewizję.
Przez chwilę nie rozumiała dlaczego Pied ją przeprasza, nim ta sprostowała. Faktycznie, nie przedstawiły się sobie.
- Clea! - uścisnęła wyciągniętą w jej stronę rękę z podekscytowanym uśmiechem. Może powinna w końcu obmyślić sobie jakieś fałszywe personalia? Ale pewnie szybko by ich zapomniała i zdradzałaby się po krótkim czasie. Gorzej z faktem, że nie miała nazwiska. Musi o tym porozmawiać ze Strangem, zdecydowanie.
- Z wielką przyjemnością! Aczkolwiek bardziej od kawy preferuję herbatę, albo goracą czekoladę. - aż uśmiechnęła się na wspomnienie cudownego, gorzkiego smaku. Odkrycie czekolady musiało być więc jednym z większych wynalazków ludzkości!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pied Piper


Liczba postów : 25
Join date : 07/12/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Sob Sty 06, 2018 5:58 pm

Jeszcze bardziej ucieszyła się że dziewczyna oglądała przedstawienie. Zarówno w formie nagrania bo jednak trudno dostać się na taki balet to jeszcze zaprezentowaną w animacji z Barbie. Co do tego drugiego mało kto by się pewnie przyznał obcej osobie a przynajmniej w wieku w którym daleko było do dziecięcych bajek. Piper sama oglądała takie rzeczy więc nie miała zamiaru śmiać się z nowej koleżanki. Nawet tym bardziej chciała ją poznać! Może oglądała jeszcze jakieś inne bajki? Niekoniecznie z Barbie.
Po chwili jednak coś innego jej przykuło uwagę. Clea nie gra ale mogła może coś ćwiczyć? Balet chociażby! Przynajmniej jakaś forma tańca byłaby sensownym wyjaśnieniem posiadania mistrza który puszczałby jej Dziadka do Orzechów.
- Miło cię poznać, Clea. – nie zwróciła uwagi na dziwne imię w końcu teraz w USA była moda na naprawdę najdziwniejsze a i tak Clea nie było na pewno nawet w topowej dziesiątce cudactw współczesnych rodziców. - Jestem pewna że obie te rzeczy znajdziemy w kawiarni niedaleko. – zapewniła ją szanując że trafiła na kogoś kto kawy akurat mógł nie lubić. Za to na wspomnienie o gorącej czekoladzie aż sama zapragnęła jednak zmienić zdanie co do wyboru napoju.
Schowała skrzypce i smyczek do futerału po czym łapiąc za rączkę odwróciła się do Clei idąc w kierunku wyjścia z metra.
- A w drodze możesz mi opowiedzieć o swoim mistrzu. Czegoś się uczysz? - dopytała zaciekawiona czekając na rozwinięcie tego wątku. Na drogę do pobliskiej kawiarni wydawał się jak znalazł!

ZT – odpiszesz ty znikając z tematu i napiszę w Bermuda Cafe, dobrze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Clea
Female Hokus Pokus

Liczba postów : 91
Join date : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   Nie Sty 07, 2018 5:51 pm

Clea chciała poznać ten nieznany sobie świat, a przecież bajki były przede wszystkim śliczne. Kolorowe, z niesamowitymi postaciami, pełne akcji lub uczuć, w zależności od tego po jaką historię się sięgnęło. Tak samo Clea miała z czytaniem książek i zamiast sięgać po wydumane teksty, aktualnie zaczytywała się w prozie dla młodych odbiorców, ignorując fakt, że nie była to literatura najwyższych lotów. Co nie przeszkadzało jej czasem lewitować z ekscytacji podczas czytania takiego "Piotrusia Pana".
- To cudownie! - uśmiechnięta i radosna podążyła wraz z Pied Piper do wyjścia, a na pytanie o mistrza przez chwilę się zawahała. Chyba nie powinna się przyznawać przed nowo poznaną osobą, do bycia czarodziejką? Ale jej rozmówczyni była przecież taka miła! Na pewno nie mogła być jakimkolwiek niebezpieczeństwem dla Clei oraz jej mistrza.
- Cóż, jakby to powiedzieć, mój mistrz pomaga mi się kształcić w magii. - z niepewnością spojrzała na Pied, trochę się martwiąc, że ich wspólny wypad może zakończyć się bardzo szybko.

[z/t] Jasne ^^
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Times Square – 42nd Street   

Powrót do góry Go down
 
Times Square – 42nd Street
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: New York City :: Manhattan-
Skocz do: