IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [2008] Nowy Jork

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 144
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: [2008] Nowy Jork   Czw Cze 01, 2017 11:33 pm

Nowy Jork
Maj, 2008

<Tu być może pewnego dnia pojawi się jakiś obrazek>
Spokojniejsze przedmieścia Nowego Jorku, wolne od uciążliwego hałasu wielkiego miasta. Jedna z tych raczej przyjemnie kojarzących się, miłych okolic zamieszkiwanych przez amatorów względnej ciszy i świętego spokoju z dala od jaskrawych neonów metropolii. Domki, płotki, ogródki utrzymane w nienagannym porządku - ot, typowa sceneria amerykańskiej komedii pomyłek.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 144
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2008] Nowy Jork   Czw Cze 01, 2017 11:58 pm

Gabrielowi zdarzało się od czasu do czasu złożyć Anie niezapowiedzianą wizytę, gdy w przypływie chwili stwierdzał, że dobrze byłoby ją nieco pomęczyć i po godzinach pracy. Każdy pretekst był dobry, by trochę się jej ponarzucać i poprzeszkadzać, szczególnie, że jego przyjaciółka miała szczęście mieszkać w całkiem przyjemnej okolicy. Gabriel nie był jakimś wielkim miłośnikiem spokojnych przedmieść (jakoś kompletnie nie pasował do takiej urokliwej scenerii rodem z Amerykańskiego Snu), ale dobrze było raz na jakiś czas odpocząć od zgiełku w centrum miasta i odetchnąć teoretycznie nieco świeższym powietrzem.
Ani wcześniej nie pytał, ani się nie uprzedził, że będzie; z tego co kojarzył Ana powinna aktualnie znajdować się w domu, i o ile nie będzie niczym (albo "nikim"...) zajęta, nie powinna raczej mieć nic przeciwko jego niespodziewanej wizycie. Nie, żeby Gabriel zamierzał się przejmować, gdyby się okazało, że jednak ma coś przeciwko. Musiał z nią porozmawiać! No, niekoniecznie od razu musiał, ale z całą pewnością chciał; i tym razem miał jej do powodzenia coś... konkretniejszego i ważniejszego niż ich standardowe przyjacielskie pogaduchy. Miał nawet nadzieję, że nie natknie się na Reinera, bo jakkolwiek by go nie lubił, nie potrzebował do szczęścia jeszcze jego towarzystwa. Choć znając jego szczenięce przywiązanie do żony, uniknięcie konfrontacji z nim niekoniecznie musi być takie proste jak Gabriel by chciał... ale to się jeszcze zobaczy. Z drugiej strony, mógłby nawet znieść chwilę takiego przeszkadzania, o ile zamiast Wilhelma natknąłby się na tę chodząca kulkę szczęścia, Fareehę (nadal był piekielnie dumny z faktu bycia jej przyszywanym wujkiem, ale wcale nie zamierzał się nikomu swoim szczęściem chwalić)... ale były sprawy ważne i ważniejsze!
Jak na razie zajechał po prostu motorem pod dom Any, parkując na podjeździe. Zsiadł z pojazdu, podszedł do drzwi i nacisnął dzwonek, czekając na mniejszy lub większy wybuch entuzjazmu na jego widok. Oczywiście, nie godziło się tak wpadać z pustymi rękoma - szczególnie, że zamierzał odbyć taką... ważniejszą rozmowę! - więc w swojej nieopisanej szczodrości zabrał ze sobą butelkę całkiem drogiego wina. Na początku kusiła go whisky, ale wino brzmiałoby jakby poważniej i... bardziej odpowiednio? Zastanowił się krótko, od kiedy zaczął myśleć o takich drobnych, durnych rzeczach, jak jakaś... symbolika? Cóż, widocznie pewne zmiany nie omijają nawet takich konserwatywnych cyników jak Gabriel. Jakoś nie zamierzał z tego powodu narzekać - zmiany w jego życiu na przestrzeni kilku ostatnich lat wydawały mu się w większości pozytywne, i może nie był przykładnym optymistą, ale mógł przynajmniej mieć nadzieję, że jego dobra passa nie skończy się zbyt prędko.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost


Liczba postów : 13
Join date : 19/04/2017

PisanieTemat: Re: [2008] Nowy Jork   Pon Cze 05, 2017 6:25 pm

Ana rozkoszowała się wolnym wieczorem, który rzadko się jej zdarzał. Fareeha nocowała dziś u koleżanki, której ojciec całkiem dobrze dogadywał się z Wilhelmem. To wyjaśniało, czemu jej mąż zasiedział się tam trochę dłużej niż standardowo, gdy pojechał odwieźć małą na miejsce. Kobieta nie miała mu tego za złe (szczególnie że biedaczek dzwonił, czy może zostać jeszcze chwilę, jakby faktycznie mogła mu to wypominać). Poza tym zostawała im potem cała noc we dwójkę, a po raz pierwszy od dłuższego czasu nie będą musieli się martwić obudzeniem córeczki.  
Tak więc Ana siedziała w domu sama, korzystając z wolnego czasu… i robiąc wszystko, co tylko się da. Zdążyła już wysprzątać mieszkanie, zrobić pranie, umyć naczynia, posegregowała nawet makulaturę! Bezczynność nigdy jej nie służyła. W życiu Any, odkąd tylko opuściła dom, zawsze coś się działo. Och, oczywiście ktoś mógłby się w tej chwili zaśmiać i wytknąć jej, że przecież w czasie swojej pracy często przez wiele godzin nic nie robi. Dla kobiety stanowiło jednak różnicę, czy siedzi i leni się w domu, nie robiąc nic konstruktywnego, czy ukrywa się, czekając na cel, a każda sekunda bezruchu jest cegiełką, która składa się na jej sukces. Poza tym… na misji to nigdy nie jest bezczynność. Choć zdawałoby się, że nic nie robi, jest równie skupiona przez cały czas. Myśli, analizuje, oblicza. I pilnuje, by żaden mięsień ciała jej nie zdradził.
Swoją drogą… to nie tak, że była pracoholiczką. Gdyby tylko ktoś tu siedział z nią, sytuacja byłaby całkiem inna. Wspólna rozmowa już była czymś, co potrafiło skupić jej uwagę. Siedzenie z ludźmi, wspólne wygłupy czy zwykłe spędzanie czasu zawsze wprawiało ją w dobry nastrój. Łatwiej też się jej było zrelaksować, jeśli tylko miała świadomość, że może się do kogoś odezwać w każdej chwili.
Gdy wzięła się za czyszczenie swojej ukochanej snajperki, co i tak robiła dość często, a co zawsze potrafiło ją zająć na dłuższy czas, w końcu jej leniwy wieczór został przerwany. Ana uniosła głowę, słysząc dzwonek i szybko oceniła szanse, kto mógł się dobijać. Wilhelm na pewno nie, miał swoje klucze. Poza tym było zbyt wcześnie na jego powrót. Wszystkie rachunki opłaciła, komornika na karku nie miała, a Fareeha była chyba trochę za młoda, by już teraz mieć kłopoty z prawem. Mogło się jednak okazać, że za drzwiami stoi sąsiad, który w końcu zrozumiał, kto tak naprawdę był odpowiedzialny za problem z dostawą prądu w zeszły weekend (gość mógł nie robić remontów o szóstej nad ranem, sam sobie był winny! Ana miała chęć, by wkraść się do jego domu i odpalić mu kosiarkę w sypialni o trzeciej nad ranem, ale Wilhelm jej to delikatnie wyperswadował), ale… kogo by miała oszukiwać? To było oczywiste, kto był zawsze pierwszy na liście niezapowiedzianych gości. Nawet nie spojrzała przez wizjer, otwierając drzwi… a i tak się nie pomyliła.
- Gabriel! - choć widywali się zdecydowanie często, jego wizyty zawsze były mile widziane. Od razu przytuliła go na powitanie i cofnęła się, by wpuścić przyjaciela do środka. Nie bawiła się w “Zapraszam, wejdź!” czy “Czuj się jak u siebie!”, bo Gabe już od dawna był tu traktowany jak domownik. - Idealne wyczucie czasu. Jeszcze trochę, a zaczęłabym z nudów polerować łyżeczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 144
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2008] Nowy Jork   Pon Cze 05, 2017 10:22 pm

Gabrielowi wolne wieczory zdarzało się miewać chyba nawet rzadziej niż Anie. Nie dlatego, że miał o wiele mniej czasu (bo ich poziom "czasu dla siebie" był porównywalnie mały...), zwyczajnie zawsze potrafił sobie znaleźć jakieś mniej lub bardziej twórcze zajęcie; często niebezpieczne, bo działał jak magnes na kłopoty i lubił wpadać na typów spod ciemnej gwiazdy gdziekolwiek by się nie pojawił. Z kolei oni bardzo lubili wpadać twarzą na jego pięść, i Gabrielowi bardzo taki układ odpowiadał. Przynajmniej dopóki nie musiał z tego powodu unikać niewygodnych pytań, dlaczego do ciężkiej cholery znowu krwawi. Pozostały zasób czasu, w którym jednak postanawiał szczęśliwie nie wpadać w kłopoty, spędzał zasadniczo w towarzystwie Jackie i Any.  Tego wieczora wybrał się do tej drugiej... by porozmawiać o tej pierwszej.
Prawdę powiedziawszy, nie miał bladego pojęcia co robi. Minęło już dobrych kilka lat, i w zasadzie nie istniały tematy, na które nie mógłby z Aną porozmawiać (chociaż oczywiście miał kilka swoich tajemnic, ale to swoją drogą), ale mimo to czuł się jakoś... dziwnie. Zarówno dlatego, że naprawdę przyjechał specjalnie po to, by z nią podyskutować, ale przede wszystkim przez całokształt tej sytuacji. To, co zamierzał jej zaraz oznajmić nadal wydawało mu się cudownie nierealne, i wciąż ciężko było mu uwierzyć, że naprawdę planuje coś takiego. Taki poważny krok. Coś, co prawdopodobnie wywróci jego życie do góry nogami.
Nie zamierzał się teraz wycofywać spod jej drzwi, szczególnie, że był zdecydowany przeprowadzić z nią tę rozmowę; a w zasadzie to w pewnym sensie się jej "pochwalić", bo przecież... miał czym! Wyobrażał sobie jej reakcję i mimowolnie poczuł się dość podekscytowany. Nie zastanawiał się nad tym jednak zbyt długo, bo zaraz przyjaciółka stanęła przed nim w całej okazałości swego niewymuszonego optymizmu. Zawsze dobrze było ją widzieć. No, może nie zawsze, bo w przypływach furii Gabriel wolał dla świętego spokoju ducha nie wchodzić jej w paradę, ale... to inna sytuacja.
- Spostrzegawcza jesteś - stwierdził lekko, słysząc swoje imię. Uśmiechnął się bezczelnie, jak to miał w zwyczaju kiedy rzucał jej drobną uszczypliwością. W zasadzie od tego zaczynali każdą rozmowę. I kończyli. W sumie cała rozmowa często wyglądała w ten sposób... Pozwolił sobie wejść do środka, wycierając nawet buty, choć zwykle tego nie robił. Był po prostu... w wyjątkowo dobrym nastroju! Aż dziw, że wokół niego nie zaczęły hasać sarenki, a na ramieniu nie przysiadł mu jakiś zbłąkany wróbel z bajki o Królewnie Śnieżce - Jeszcze trochę, i bym ci przyrósł do wycieraczki pod tymi drzwiami. Co ty tam tyle czasu robiłaś? Zdążyłbym znokautować przynajmniej trzech zbirów w czasie, gdy się tu tak wlekłaś - standardowe złośliwości lubiły wybaczać przesadę, tak jak i w tym przypadku. Gabriel... taki już zwyczajnie był.
Przeszedł może ze dwa kroki w głąb jej domu, któy wydawał mu się dziwnie pusty. I dziwnie... czysty. Nie, żeby spodziewał się kompletnego bałaganu, ale wyglądało to tak, jakby domostwo Any nawiedziła armia znudzonych odkurzaczy i ściereczek. Gabriel czuł się niemal nieswojo w takiej nieskazitelnej sterylności. Może dobrze, że wytarł te buty... Znacznie bardziej nietypowe wydawały mu się jednak te cisza i spokój. W ciągu tych kilkunastu sekund ani nikt nie wpadł na niego z impetem rozpędzonego, mini-buldożera, ani nie uściskał wielkimi łapskami niemal miażdąc jego nieszczęsne żebra.
- Fareeha i Herr Pantoflarz zrobili sobie wolny wieczór? - liczył na to, ale było to mimo wszystko dość niespotykane! Choć rzeczywiście tym lepiej dla niego.




Ostatnio zmieniony przez Reaper dnia Nie Paź 29, 2017 12:15 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost


Liczba postów : 13
Join date : 19/04/2017

PisanieTemat: Re: [2008] Nowy Jork   Wto Cze 20, 2017 3:40 pm

Ana zazwyczaj też potrafiła znaleźć sobie jakieś twórcze zajęcie. Zwykle było to odwiedzanie strzelnicy, ulubionych barów albo szydełkowanie. Czasem, choć zdecydowanie rzadziej niż Gabriel, udawało się jej wplątać w jakieś “ciekawe” sytuacje. Najbardziej jednak lubiła poświęcać chwilę wolnego swoim bliskim. Właśnie wtedy czuła się najlepiej. Jednak z drugiej strony… była teraz nie tylko agentką, ale także żoną i matką. To był chyba czas, by stać się przykładną panią domu. Nie do końca znała się na takich rzeczach. Lata, które spędziła we własnym domu, gdzie powinna się tego nauczyć, ledwo pamiętała. A to, co zostało jej w pamięci z tego okresu, wolała zapomnieć. Później już nie miała okazji, by zajmować się typowo kobiecymi sprawami… aż do teraz. Dlatego właśnie dziś postanowiła zostać w domu. Cóż, tyle dobrze, że nudę zmieniała w porządki powszechne! Gdyby teraz zaprosiła którąś z tych gderliwych sąsiadek, które zwykle z politowaniem patrzyły na stosy zabawek, książek czy ubrań (oraz z przerażeniem na bronie czy amunicję, które czasem były w zasięgu wzroku, ale nie rączek Fareehy), to by może w końcu choć częściowo utarła im nosa. Ale zamiast tego próg jej domu przekroczył Gabriel. Nie zamierzała narzekać!
- Na tyle, by zauważyć, że jesteś w lepszym humorze, niż gdy ostatnio wygrałeś ze mną zakład, a to rzadko się zdarza  - powiedziała, przyglądając się przyjacielowi z pewnym zaciekawieniem. No, no, coś się jej wydawało, że to nie miała być zwykła wizyta, jakich w tym przypadku pełno. Zbyt dobrze znała Gabe’a, by nie zauważyć pewnych sygnałów, które zdawały się bić po oczach. Butelka wina do nich należała. - Są rzeczy ważne i ważniejsze. Nie mogłam zostawić mojego maleństwa samopas. Wiesz, że Kinamura źle znosi rozczłonkowanie, a właśnie robiłam jej generalne czyszczenie. Poza tym, gdybyś faktycznie wrósł w tę wycieraczkę, przynajmniej nie musiałabym się więcej obawiać żadnych domokrążców czy moich kochanych sąsiadek. Byłbyś świetnym straszakiem, Gabe. Pomyśl nad tym.  
Nie było żadnego płaszcza do odwieszania czy innej parasolki, więc sama ruszyła z powrotem w głąb domu, jak już tylko zamknęła drzwi, nie czekając na przyjaciela.
- Są u Lindholmów. Fara nocuje u przyjaciółki, Wilhelm był ją zawieźć. Ale mam wrażenie, że będzie wracał taksówką  - pokręciła rozbawiona głową, przystając w progu salonu i zerkając na swojego gościa. - Nie stój jak kołek. Za drzwiami przyrastać możesz, tu niekoniecznie. To niepraktyczne, Gabe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 144
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2008] Nowy Jork   Czw Cze 29, 2017 10:04 pm

W przeciwieństwie do Any, Gabriel jakoś nigdy nie był specjalnie rodzinnym człowiekiem. To znaczy, był, trochę, w dzieciństwie - wtedy spędzanie czasu z rodzicami wydawało się całkiem niezłą opcją, przynajmniej do czasu. Wraz z upływem lat coraz bardziej zaczął lubić swoje własne towarzystwo, później był ten nieszczęśliwy incydent i wylądował w wojsku, gdzie z ludźmi łączyły go zwykle czysto zawodowe relacje. Wprawdzie znalazł tam kilku przyjaciół, ale to nie zmieniało faktu, że do tej pory nie potrafił znaleźć jakiejś wyjątkowo dużej satysfakcji w spędzaniu czasu z bliskimi, w tym wypadku - z przyjaciółmi. Było to całkiem przyjemne raz na jakiś czas i Gabriel naprawdę lubił towarzystwo Any, Jackie, Fareehy czy nawet tego misiowatego wielkoluda, ale z reguły na zagospodarowanie czasu wybierał sobie nieco bardziej niebezpieczne zajęcia... chociaż przebywanie w towarzystwie każdej z wymienionych osób bywało niebezpieczne, ale niekoniecznie w ten sposób, w jaki by chciał! Tym bardziej nieco przerażającą wydawała mu się perspektywa zobowiązań, ale... w pewien sposób było to ekscytujące. Szkoda, że tak miernie radził sobie z określaniem własnych odczuć, jego życie byłoby znacznie prostsze gdyby umiał odróżniać panikę od przyjemnego dreszczyku emocji... Tak czy owak zdarzało mu się wpadać tak po prostu, kiedy akurat zrzucenie się Anie na głowę wydawało się zajęciem ciekawszym niż uganianie się za przestępcami - tak jak teraz.
- To była na prawdę satysfakcjonująca wygrana - przypomniał jej, zbaczając na moment z tematu, jakby czysto złośliwie. Było to w sumie bardzo w jego stylu. Nie próbował się nawet kryć z faktem swojego zadowolenia i tym, że rzeczywiście wpadł z konkretnego, ważniejszego powodu niż "HEJ, Ana, schlejmy się w trzy dupy w jakimś klubie i odpierdolmy jakiś szajs jak prawdziwie dojrzali ludzie" - Zostałem zdegradowany do roli osoby mniej ważnej niż karabin. Cholera, Ana, czy ja się mam czuć urażony? - Specjalnie użył określenia "osoba" w odniesieniu zarówno do niego, jak i do broni, dobrze znając stosunek przyjaciółki do tego "maleństwa". "Maleństwa" które przyczyniło się do śmierci większej ilości osób, niż na palcach obu rąk zliczyłby całkiem spory oddział Tarczowników - Nie, dzięki, raczej nie marzy mi się rola stracha na sąsiadki. Ale zawsze mogę im trochę utrzeć nosa w inny sposób, jeśli ci na tym zależy - zaproponował mniej czy bardziej serio, dobrze znając te ploteczki Any na temat jej kochanego sąsiedztwa. Jego relacja z sąsiadami wyglądała tak, że w sumie jej nie było. Co jakiś czas dostawał tylko zaskoczone spojrzenia ludzi, którzy w ogóle nie pamiętali, że ktoś taki mieszka w ich pobliżu. Zazwyczaj po prostu... wracał późno do domu, dobra?
- U Lindholmów? ...w takim razie ja bym się go spodziewał najbliżej za trzy dni. Na izbie wytrzeźwień - uśmiechnął się kąśliwie, ale ruszył w końcu w głąb domu - Już narzekasz. Zaraz zacznę żałować, że w ogóle przyszedłem - pokręcił głową z dezaprobatą.




Ostatnio zmieniony przez Reaper dnia Nie Paź 29, 2017 12:15 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Ghost


Liczba postów : 13
Join date : 19/04/2017

PisanieTemat: Re: [2008] Nowy Jork   Pon Paź 23, 2017 8:07 pm

"W przeciwieństwie"... Dużo było tych przeciwieństw. Jakby tak na nich spojrzeć, byli dwiema kompletnie różnymi osobami. Różniło się ich podejście do życia, do relacji z ludźmi, nawet ich pragnienia czy oczekiwania od życia były diametralnie inne. Cóż, przynajmniej poczucie humoru mieli bardzo podobne. I... mimo wszystko (a może właśnie dlatego?) potrafili się dogadać i zrozumieć. Fakt, że wytrzymali ze sobą tych dobrych parę lat coś znaczył, nie? W sumie, jakby na to nie spojrzeć, cała ich czwórka była grupką kompletnie różnych charakterów. Nie można powiedzieć, że momentami nie było to męczące, ale trudno o nieskazitelnie dobre relacje, gdzie każdy wiecznie się dogaduje. Każde z nich żyło już zbyt długo, a życie miało zbyt twarde, by o tym nie wiedzieć.
- Nie myśl, że się za to nie odegram. Następnym razem to ty będziesz stawiał. - Nie mogła się obejść bez komentarza. Chociaż może przydałoby się wprowadzić urozmaicenie w kwestii "kary" za przegraną? Jeszcze trochę i żadne z nich nie będzie w stanie się wypłacić (tak to jest, gdy pół wypłaty zostawiasz w barze).
- Nie mniej ważnej, a wymagającej mniej opieki. Ale jeśli uważasz, że powinno być na odwrót, to ja to zupełnie rozumiem. To jak, kiedy mam wpaść, by pomóc ci wyszorować plecki? - rzuciła mu jakże uprzejmy uśmiech, po czym skierowała się do salonowego barku. Skoro Gabryś przyniósł wino, to przydałoby się je jakoś kulturalnie wypić, a nie zadowolić się jakimiś tam szklankami (zdarzały się nawet słoiki; Ana wciąż miło wspominała parapetówkę po wprowadzeniu się do tego domu, gdzie przez telefoniczną pomyłkę większość rzeczy przyjechała z dwudniowym opóźnieniem, przez co imprezowali siedząc na gołej podłodze, jedząc na plastikowych talerzach, a toasty robiąc wspomnianymi słoikami). - Jeśli masz na to jakiś dobry pomysł, to ja chętnie posłucham.
Po wyciągnięciu dwóch kieliszków, postawiła je na stole. Włączyła przy okazji stojącą obok wieżę, by nie siedzieć w ciszy, ale nie na tyle głośno, by muzyka przeszkadzała w rozmowie. Jeśli nie potrzebowała się na czymś wyjątkowo skupić, to lubiła, jak coś chodzi w tle. - Gabe, Gabe. A myślisz, że dlaczego pojechał tam razem z Farą? On przypilnuje, żeby mała nie doprowadziła pani Lindholm do zawału, a ona, żeby tatuś nie narobił jej wstydu. A mówią, że myślenie strategiczne nie przydaje się na co dzień. - Pokręciła głową.
- Nie spiesz się tak z tym wychodzeniem, bo mam ciasto - rzuciła argumentem ostatecznym, udając się na chwilę do kuchni. Krzyknęła jeszcze stamtąd: - I nawet się nie waż wykładać nóg na stół, dzisiaj go czyściłam!
Tak, Ano, jakby ktokolwiek tego jeszcze nie zauważył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 144
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: [2008] Nowy Jork   Nie Paź 29, 2017 12:14 pm

W wielu sprawach się nie zgadzali, i powiedzieć że mieli różne opinie na różne tematy - to jak nic nie powiedzieć. Gabriel zawsze miał znacznie lżejsze podejście do sumienia i kwestii zabijania niż Ana, przez co zdarzały się między nimi konflikty, ale mimo to potrafili znaleźć takie sprawy, w których się zgadzali... i po prostu jakoś z sobą wytrzymywać. A nawet - lubić się. Cała czwórka zresztą, mimo kilku poważnych różnic światopoglądowych, żyła ze sobą we względnej zgodzie i bezwzględnej przyjaźni. Zresztą, czy życie w całkowitym pokoju nie byłoby zbyt nudne? Ilu ludzi, tyle charakterów; a oni byli mieszanką dość specyficzną.
- Powodzenia - rzucił do niej uszczypliwie, tonem, który sugerował, że jakoś niespecjalnie chce mu się wierzyć w taką perspektywę w najbliższej przyszłości. Chwilowo triumfował z powodu swojego małego zwycięstwa, i pewnie przez pewien czas będzie jej to wypominał. Choćby dla samych żartów i z wrodzonej złośliwości, a częściowo także i po to, by ją sprowokować do kolejnej takiej konfrontacji w najbliższej przyszłości. Nie, żeby musiał - prędzej czy później i tak kończyli w barze, nawet bez konkretnego powodu. Prawdziwi profesjonaliści.
- Od tego mam Jackie, ale miło, że proponujesz - odpowiedział jej równie uprzejmym, jeśli nie bardziej, uśmiechem, i skinął jej głową w lekkim rozbawieniu. Często zdarzało im się rozmawiać o broni, a Gabriel rzadko kiedy przepuszczał okazję do pożartowania z chorego przywiązania Any do Kinamury. No, chorego w ten zabawny sposób, który prowokował go do kolejnych, drobnych i niewinnych drwin. Nie ukrywając - drwił niemal ze wszystkiego, wyrażając swój cynizm w takich właśnie żarcikach. Odprowadził ją spojrzeniem aż do barku, z wdzięcznością przyjmując, że tym razem ma kieliszki. Jeszcze pamiętał picie ze słoików. I z wazonu, kiedy będąc mocno pijanym pomylił jedno z drugim. - Mógłbym je przyprawić o zawał serca. Myślisz, że TARCZA by nas z tego usprawiedliwiła?
Chwilowo skupiał się na takich codziennych dla nich sprawach i rytuałach, ale tylko czekał na dogodny moment. To znaczy, aż Ana wróci i w końcu usiądzie na tyłku, bo o takich rzeczach, jak miał wrażenie, dyskutowało się ciut niewygodnie, kiedy jedna ze stron nieustannie przenosiła się z miejsca na miejsce.
- Naprawdę w to wierzysz? Ja wiem, że dobrze sobie wychowałaś swojego pantoflarza, ale jeśli poszedł do Lindholmów, to ja nie liczyłbym na jego szybki powrót w pełnej trzeźwości - Żarty żartami, ale jednak rzeczywiście przypuszczał, że Wilhelm prędko nie wróci. Dla niego to nawet lepiej, przynajmniej mógł odbyć tę ważną rozmowę z Aną sam na sam. Jakoś ufał jej bardziej niż temu potulnemu wielkoludowi, którego przygarnęła (bo nie miał żadnych złudzeń, kto kogo w tym związku przygarnął). - Powiedzmy, że tym razem ciasto mnie przekonało. O ile jest dobre.
Słysząc jej ostatnią wypowiedź z powątpiewaniem spojrzał to na stół, to na swoje nogi.  No i go, cholera, ubiegła w tym zakazie. Normalnie miałby to gdzieś, ale uznał, że dzisiejszego wieczora lepiej się jej specjalnie nie narażać. Dzisiaj wyjątkowo będzie grzeczny.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [2008] Nowy Jork   

Powrót do góry Go down
 
[2008] Nowy Jork
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Nowy Świat

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: