IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [1943] Azzano Decimo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
avatar
Margaret Carter


Liczba postów : 42
Join date : 09/05/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Pią Maj 26, 2017 11:40 pm

- Sprawi mi pan tym niewymowną przyjemność, Kapitanie - odpowiedziała szczerze Peggy, delikatnie się uśmiechając. Z jakiegoś powodu poczuła, że serduszko jakby jej zatrzepotało (może faktycznie nie jest zrobione z kamienia?). Po raz kolejny wbiła głębokie spojrzenie w blondyna, starając się wyczytać z jego twarzy coś więcej niż zagubienie i chęć ucieczki. Zdawała sobie sprawę, że się denerwował. Rogers, bohater narodów, nie radził sobie podczas rozmowy z kobietą. A najgorsze, co mogła mu zrobić, to złamać psychicznie i zostawić w sercem startym na proch. Nie tak źle, co?
- Był pan bardzo miłym towarzystwem - pochwaliła sierżanta Barnesa, pozwalając mu ucałować dłoń. Na co dzień trzymała mężczyzn na dystans, pokazując własną siłę. Tylko w ten sposób mogła dać sobie radę kobieta żyjąca w realiach wojny. Niejednokrotnie udowodniła już, że feminizm popłaca. Przyjemnie jednak było czuć miękkie wargi bruneta na skórze. Uśmiechnęła się grzecznie, kiwając głową w podzięce. Cieszyła się. Steven zasługiwał na tak dobrego, opiekuńczego i troskliwego przyjaciela. James wywołał w niej bardzo ciepłe odczucia - Mam nadzieję, że niedługo znowu się spotkamy, sierżancie - dodała, pozwalając mu odejść. Teraz całą uwagę skupiła na uroczym blondynie, który nadal miał ochotę gdzieś się schować. Jako, że jego naturalna ochrona właśnie sobie poszła, został sam na polu bitwy, mając do pokonania coś dużo gorszego od hordy nazistów. Piękną kobietę, która oczekiwała uwagi.
Zakręciła lekko biodrami, odwracając się trochę w stronę wyjścia z sali. Niema propozycja widoczna była na twarzy agentki. Naprawdę chciała oddać ten wieczór Rogersowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 254
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Sob Maj 27, 2017 7:58 am

Obejrzał się jeszcze za przyjacielem z miną pokrzywdzonego szczeniaczka, licząc na to, że ten zatrzyma się i nie zostawi go sam na sam z kobietą, albo że chociaż będzie patrzył na to z pewnej odległości gdyby ta próbowała cokolwiek zrobić.
Zamiast tego musiał się obrócić w stronę Peggy czując rosnącą gulę w gardle. Dalej Steve, zachowuj się odpowiednio, jak mężczyzna. Przecież musisz pokazać jej, że nie traktujesz jej źle.
- Czy pani pozwoli? - wolał nie dotykać jej bez poinformowania o tym, bo inaczej jeszcze skończy na podłodze, przyciśnięty i podduszony stalowym uchwytem panny Carter. Była to co prawda absurdalna wizja, ale Steve nie mógł pozbyć się wrażenia, że kobietę stać na dużo więcej niż może się wydawać. Jeśli wyraziła zgodę i ujęła go pod ramię wyprowadził ją na zewnątrz z rozgrzanej sali prosto na chłód nocy. Wziął głęboki wdech rozkoszując się świeżym powietrzem i chłodem, który przyjemnie owiał jego zmysły po parnej porze dnia.
- Mam nadzieję, że mój przyjaciel jakoś nie uraził pani. - mogło to brzmieć śmiesznie, ale martwił się, że typowe sposoby obchodzenia się z kobietami jakie stosował przyjaciel mogły nie spodobać się agentce. Dla niego była kompletnie innym poziomem damy i nic nie mógł na to poradzić. Szkoda, że przy tym kompletnie nie wiedział jak ugryźć ten inny poziom kobiecości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Margaret Carter


Liczba postów : 42
Join date : 09/05/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Pon Maj 29, 2017 10:47 pm

Peggy spokojnie poczekała, aż Steve przyzwyczai się do nowej sytuacji. Miała wrażenie, ze zachowywał się jak dziecko oderwane od piersi matki. Bucky był jak smoczek, który pomagał się uspokoić, a jego rady jak ciepłe mleko. Zbyt szybko wrzucono Kapitana na głęboką wodę, by teraz tak po prostu mógł dopłynąć do brzegu. Z drugiej strony - jeśli tego wieczora poradzi sobie i zaspokoi ciekawość agentki Carter, to żadna kobieta nie będzie dla niego wyzwaniem. A Margaret miała wyjątkowo dobry dzień. Stała przed Rogersem w obcisłej, czerwonej sukience i z zachęcającym uśmiechem wyczekiwała jakiegokolwiek ruchu. Chciała mieć pewność, że blondyn nie odwróci się i nie ucieknie razem z przyjacielem.
Na jego prośbę kiwnęła przyzwalająco głową i skorzystała z propozycji. Przysunęła się do niego na tyle, by mógł poczuć słodkie perfumy - zupełnie inne od tych, których używała na co dzień. Powoli wsunęła szczupłą dłoń pod ramię Kapitana i zacisnęła palce na twardych mięśniach. Wielce prawdopodobne, że obecne w sali kobiety patrzyły na nią z ogromną zazdrością, ale... Peggy nie jest osobą, która przejmowałaby się opinią innych.
Gdy znaleźli się na zewnątrz, Margaret poczuła gęsią skórkę na niemal całym ciele. Zadrżała u boku Stevena, choć zdarzyło jej się wytrzymywać gorsze warunki. Spojrzała na twarz zadowolonego towarzysza i delikatnie się uśmiechnęła.
- Bez obaw, Kapitanie - odpowiedziała spokojnie, unosząc nieco głowę. Spokojny wiatr muskał jej zaróżowione policzki i pieścił gęste włosy. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilka godzin temu była w stanie bez mrugnięcia okiem uderzyć każdego obecnego w obozie mężczyznę za choćby jeden szowinistyczny żarcik. Przez moment zastanawiała się, czy powinna go puścić, ale... skoro wybierali się na spacer, to raczej nie zatrzymali się tutaj na długo.
- Wybacz mi to pytanie, ale mam wrażenie że jesteś dzisiaj bardzo spięty - przyznała, cały czas obserwując gwiazdy. Rzadko miała okazję cieszyć się widokiem czystego nieba. - Dużo bardziej niż zazwyczaj - dodała. Oczywiste, że każdego dnia nosił na ramionach ciężar, z którym nikt nie byłby w stanie sobie poradzić. A jednak myśl, że coś jest nie tak, nie dawała Peggy spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 254
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Sro Maj 31, 2017 12:31 pm

Widząc, że drży zareagował od razu, rozpinając swoją górę munduru i delikatnie narzucając go na jej plecy, zostając tylko w białym, nie najpiękniejszym bawełnianym podkoszulku na ramiączka. I tak nie odczuwał zbytnio zmian temperatur, jeśli te nie były specjalnie skrajne.
Nie zwracał zbytnio uwagi na otoczenie, przede wszystkim koncentrując się na Peggy, która aktualnie była najważniejszym elementem okolicy.
Poczuł się spokojniejszy, gdy zapewniła go, że James mimo swojej niewyparzonej gęby zdołał zachować się odpowiednio dla Peggy. To poprawiło jego nastrój.
-O-och... po prostu... - jak zwykle ludzie czytali z niego jak z otwartej księgi. Było to bardzo często mocno irytujące i naruszające jego poczucie bezpieczeństwa. Ale cierpliwie to znosił, tłumacząc się swoim przyjaciołom z własnych myśli.
- Rzadko mam okazję spotkać się z tak piękną kobietą, znaczy normalnie też jest pani piękna, znaczy nie chcę być niemiły, po prostu u-uważam, że wygląda pani b-bardzo oszałamiająco w tej sukience. - pod koniec spuścił wzrok na żwirową drogę, z rumieńcem. Miało być wzniośle i wyszło banalnie. Jak zwykle. Stresowanie się damą w czerwonej sukni wydawało mu się bardziej odpowiednie niż stresowanie kolejną misją, która go czekała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Margaret Carter


Liczba postów : 42
Join date : 09/05/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Sro Maj 31, 2017 6:19 pm

Trudno powiedzieć, co wywołało w Margaret drżenie. Z pewnością powiew rześkiego powietrza w małym stopniu na to wpłynął, ale w gruncie rzeczy nie było jej zimno. Prawdopodobnie nawet wręcz przeciwnie. Czuła przyjemne ciepło i spokój, wynikający najprawdopodobniej z przebywania w towarzystwie Steve'a. Mimo wszystko przyjęła wojskową marynarkę, dziękując ślicznym uśmiechem. Czerwone usta, ponętne jak zwykle, układały się w delikatny łuk tylko dla Rogersa.
Peggy nie była kobietą, która za wszelką cenę zabiega o atencję. W sposobach interakcji z mężczyznami była raczej cierpliwa i subtelna. Właśnie dlatego podobało jej się, jak wiele uwagi poświęca jej blondyn. Tak po prostu, z własnej woli, nie dlatego, że czuje się zmuszony. Przecież gdyby nie chciał pójść z nią na spacer, prawdopodobnie by odmówił, prawda?
- Nadal nie masz pojęcia, jak rozmawiać z kobietami, prawda, Kapitanie? - zapytała i zaśmiała się cicho. W tym samym momencie odczuła dziwną przyjemność, wynikającą nie z dobrego humoru, ale samego aktu śmiania się. Zdecydowanie zbyt długo tego nie robiła. - Dziękuję, Stevenie - dodała ciszej, wpatrując się w jego profil. Spuścił wzrok, zagapił się w żwirową drogę i najwyraźniej czuł się skrępowany. A jakby tego było mało, panna Carter zwróciła się do niego imiennie. Dosyć to niezwykłe, prawda?
Miała świadomość, że z tańca nici, jeżeli Rogers nie jest nim w żaden sposób zainteresowany, ale i tak delikatnie zakołysała się, słysząc dobiegającą z budynku muzykę. Żal serce ściskał, że taki wieczór jest tylko jeden.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 254
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Sro Maj 31, 2017 8:31 pm

Rhomantycznie jednak wciąż było i oboje mogli sobie razem podziwiać gwiazdy. Obejrzał się jeszcze na wejście do budynku, gdzie w oknach śmigały mu tańczące na parkiecie pary. Aż robiło mu się przykro, że nie mógł zaproponować Peggy tego samego. Obejrzał się w inną stronę, odprowadzając jakiegoś żołnierza uciekającego z mieszkanką miasteczka w głąb jakiś zarośli w poszukiwaniu miejsca, w którym mogliby spokojnie przeżyć wieczór. Na myśl o tym co mogli robić poczuł jak rumieńce rozchodzą mu się na policzkach.
Na jej słowa, sapnął cicho, nim wreszcie nieśmiało na nią spojrzał.
- Ani trochę. Przepraszam jeśli tym panią uraziłem... - niepokoiło go to, naprawdę mocno. Kobiety nie dość że były chodzącymi zagadkami to jeszcze łatwo było je urazić. Przynajmniej tak myślał Steve, nie mający specjalnie kontaktu z płcią przeciwną.
-P-panno Carter... - zauważył ruch jej nogi i zacisnął wargi, znów plując sobie w brodę, że tego nie potrafi. Czuł się teraz tak bardzo wypchnięty z wszelkich zabaw Przepraszam, że nie mogę poprosić pani do tańca. Zasłużyła pani na jakiegoś świetnego tancerza. - tak bardzo chciał by Peggy znalazła sposób na spełnienie swoich marzeń. Ale nie podejrzewał, żeby to było możliwe z nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Margaret Carter


Liczba postów : 42
Join date : 09/05/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Pon Cze 05, 2017 12:53 am

Chwile oddechu i romantyzm to coś, na co nie można sobie pozwalać zbyt często. Czy to źle, że Margaret starała się czerpać przyjemność z każdej chwili spędzonej przy blondynie? Chwyciła za poły jego marynarki i trochę bardziej naciągnęła ją sobie na ramiona. Zadrżała raz jeszcze, choć tym razem nie z zimna. Peggy zauważyła spojrzenie Steve'a, gdy mijała ich zauroczona nocą para i twarz agentki Carter też przybrała czerwonawy kolor. Nie przez to, że czuła zakłopotanie, myśląc o chwilach, które tamci spędzą w mało wygodnych krzaczkach, ale przez wzgląd na reakcję Kapitana. Brunetka spuściła nieco spojrzenie w momencie, gdy Rogers zdecydował się na nią spojrzeć. Przypominało to trochę zabawę w kotka i myszkę.
- Nie uraził mnie pan - powiedziała, może trochę zbyt szybko. Uniosła głowę, patrząc wprost w oczy towarzysza. Bała się nazywać to spotkanie randką, ale czym jeszcze mogło być, jeśli czuła w sobie tak przyjemne ciepło? - Po prostu... zostałam zaskoczona dość oryginalnym komplementem - wytłumaczyła, posyłając rozmówcy delikatny uśmiech. Brytyjski akcent mocno wybrzmiewał w każdym jej słowie.
- Ach, to - wymamrotała kobieta i niemal natychmiast przestała się ruszać. W jakiś sposób rozumiała obawy Stevena. - Wierzę, że jeśli nie tym razem, to następnym - przyznała, unosząc wzrok aż na gwieździste niebo. W tym samym momencie uniosła dłoń, wysuwając rękę spod materiału żołnierskiej marynarki, i po raz kolejny ujęła blondyna pod ramię. Tym razem nie miał okrycia, więc mógł poczuć na skórze chłodne palce agentki.
- Tam - zaczęła, wskazując wolną dłonią gdzieś za horyzont - jest Paryż - powiedziała z rozmarzonym uśmiechem, wpatrując się w dal. Podobno na randkach powinno się rozmawiać o zainteresowaniach i rzeczach, które się lubi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 254
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Czw Cze 08, 2017 12:35 pm

Chyba nie, każdy czasem potrzebuje chwili oddechu, a ta para na nią zdecydowanie zasłużyła. I cóż, chyba faktycznie to określenie pasuje. Steve nie wiedział jak się do tego wszystkiego zabrać, a Peggy trzymała się swoich, znanych schematów postępowania z mężczyznami. A żadne nie umiało opowiadać o swoich uczuciach, bo:
a) dla Steve'a to byłoby niemęskie, zgodnie z kanonem historycznym jaki ich dotyczył,
b) Peggy musiała utrzymać w ryzach własne odczucia, aby nie stracić swojej z trudem wywalczonej pozycji.
Dlatego teraz jak dzieci próbowali jakoś znaleźć sposób na przekazanie swoich odczuć.
Spojrzał po raz pierwszy w jej oczy i poczuł jak ślina zbiera mu się w gardle. Przełknął ją z trudem, machinalnie pocierając swój kark, jakby chcąc pobudził krew do szybszego krążenia i dostarczenia mu większej ilości pomysłów na rozmowę, komplementy oraz adorowanie Carterówny.
- Oryginalnym? - wydał mu się całkowicie wyświechtany przez masę ludzi, którzy woleli się skupić na wyglądzie partnerek niż ich wnętrzu. Peggy zasługiwała na więcej, zdecydowanie tak musiało być. Natomiast akcent kobiety sprawił, że włoski pokrywające jego ciało stanęły mu dęba, a po plecach przeszedł mu dreszcz.
- Nie wiem czy zdołam nauczyć się tańczyć do następnego razu. - ale może faktycznie powinien? Musi poprosić o jakiegoś nauczyciela, gdy tylko wojna się skończy... wtedy zabierze Peggy na prawdziwe tańce, może uda mu się nawet zdobyć jej serce. Rozmarzył się na wizję siebie i Peggy w rodzinnym stadle z trójką dzieci. Wszystkie urocze i kochane, a jedno, jeszcze nie bardzo określonej płci na pewno będzie identyczne jak ona. Może nawet pierworodne? Jej dotyk wyrwał go z rozmyślań. Zaraz spojrzał w jej stronę z większą ufnością i spojrzał we wskazanym kierunku.
- Faktycznie, tak może być. - zgodził się, kiwając głową. Sam nie przepadał za Francją, ale jego rozmówczyni może mogła zmienić tę niechęć... może nawet po wojnie zamieszkaliby tam? Peggy dużo robiła dla francuskiego ruchu oporu, może dzięki temu nawet nie skończyliby jakoś specjalnie nieszczęśliwi? W końcu byliby razem, a to przecież jest juz jakieś osiągnięcie!
- Bardzo lubisz Paryż, prawda? - zaczął nieśmiało naprowadzać ją na ten temat. W jej ustach nawet tabliczka mnożenia wydawała mu się cudowna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Margaret Carter


Liczba postów : 42
Join date : 09/05/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Pią Cze 16, 2017 11:32 pm

Gdyby zapytać Peggy, co wzbudziło w niej sympatię względem Rogersa, pewnie nie potrafiłaby odpowiedzieć. Bardzo możliwe, że to jego podejście do wojny. Fakt, że pomimo znacznie mniejszych szans fizycznych pragnął dostać się do wojska, wywarł ogromne wrażenie nie tylko na niej. Zdawała sobie sprawę, jak niewiele osób początkowo wierzyło w możliwości chłopca, którym niegdyś był. Margaret, z jakiegoś powodu, wiedziała więcej. I miała nadzieję, że przeczucia względem Steve'a jej nie mylą. Sądziła też, że Kapitan wie o sympatii, którą go darzy - chociaż sama określiłaby to raczej jako udaną współpracę.
Wbrew obawom blondyna, Peggy wcale nie wymagała tak wiele. Komplementy były miłe, to prawda, ale stanowiły jedynie dodatek do jego towarzystwa. Bywały dni, gdy dziewczyna w czerwonej sukience wolała posiedzieć w ciszy niż męczyć gardło rozmową. Teraz jednak, z jakiegoś powodu, mogłaby rozmawiać ze Stevenem chociażby o kolorze kwiatków. Bo po prostu czuła się dobrze w jego towarzystwie.
- Tak - potwierdziła, przekrzywiając głowę. Delikatny wiatr bawił się jej włosami, a gwiazdki odbijały się w rozbawionych oczach. Jeszcze nigdy nie wyglądała tak pięknie. - Cieszę się po prostu, że ta sukienka przypadła ci do gustu. Wiesz, że to nie do końca mój... styl. - Przez moment szukała dobrego słowa, ale w końcu użyła pierwszego, jakie przyszło jej na myśl. Spuściła też wzrok i musnęła palcami materiał kiecki, strzepując niewidoczny pyłek. Szkoda, że kreacja się zmarnuje, a Margaret nie przetańczy choćby jednej melodii.
- Mamy czas, Kapitanie - zauważyła z delikatnym, aczkolwiek odrobinę tajemniczym uśmiechem. Jego marzenia nie były jej obce. Sama czasem przyłapywała się na myśleniu o blondynie w kategoriach przyszłościowych. Wierzyła, że Steve nie tylko nauczy się tańczyć, ale i sam ją do tego tańca zaprosi. Kiedyś, choć żadne z nich nie wiedziało, kiedy owo kiedyś nadejdzie. - Jeśli nie zdążysz... może ja pokażę ci, jak się tańczy - zaproponowała, patrząc rozmówcy prosto w oczy. Jeśli w nich kryła się dusza i zamiary, to Rogers był niemalże aniołem na tej skropionej ludzką krwią ziemi.
- To coś więcej - powiedziała, gdy temat zszedł na Paryż. Faktycznie go lubiła, ale stolica Francji była dla niej czymś więcej niż kolejnym z wielu wielkich miast. Przypominała dom. - Paryż to jedno z tych miejsc, gdzie chce się zostać. Ma się wrażenie, że tam należysz - wytłumaczyła, marszcząc czoło. - Rozumiesz mnie? - zapytała niepewnie, zupełnie jakby pytała o coś niesamowicie intymnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 254
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Sro Cze 21, 2017 7:56 pm

Nie potrafiłaby odpowiedzieć, bo kompletnie nie ma pojęcia co! A ja wiem: Imperatyw, przynajmniej w tym wypadku.
A wszyscy inni, zdroworozsądkowi ludzie twierdzili, że jest debilem. Owszem, idealistą, ale skończonym debilem. Nikt tak naprawdę nie rozumiał jak wielkim zagrożeniem plany Rzeszy były dla niewielkiego Steve'a. Przecież, gdyby niemieckie wojska dotarłyby do USA, Steve byłby jedną z pierwszych osób w obozie śmierci. A gdy już by tam trafił, od razu przywitałby się z piecem.
- Ten styl bardzo do pani pasuje. - zapewnił od razu żarliwie, jak tylko żarliwie może zapewnić zauroczony mężczyzna - Ten kolor wspaniale podkreśla pani oczy, namiętność i... - znów przycichł, czując się zawstydzony swoim wybuchem szczerości. Odwrócił wzrok.
- Jeśli... jeśli chce pani poświęcić czas, takiej łazędze jak ja to będę zaszczycony. - przyznał szczerze znów na nią patrząc roziskrzonymi z emocji oczyma. Nie mógł wręcz uwierzyć we własne szczęście.
- Ja... wydaje mi się, że rozumiem. - choć nie był pewny, czy kiedykolwiek sam się tak czuł. Teraz właściwie wszędzie czuł się obcy. Nawet do swojego Brooklynu nie czuł się specjalnie przywiązany, ze względu na złe wspomnienia. Owszem kochał swój kraj, ale nie potrafił się samodzielnie usadzić w miejscu.
- Choć chyba sam nie mam takiego miejsca. - przyznał cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Margaret Carter


Liczba postów : 42
Join date : 09/05/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Sro Cze 21, 2017 9:07 pm

Z tym nie da się nie zgodzić. Przyznać za to trzeba, że jeśli o moralność chodzi, Steve zawsze się wyróżniał. I fakt faktem - mało kto zdawał sobie sprawę, że gdyby nie podjął niemal samobójczej decyzji o dołączeniu do wojska, prędzej czy później i tak by zginął. Ewentualnie każdy, kto dopuścił do siebie taką myśl, szybko odpychał ją wgłąb umysłu. Podobnie jak Peggy, która nie mogłaby zaakceptować, że blondyna nie ma. Może nie znają się długo, może nie powinna czuć tak skomplikowanych emocji, ale mimo wszystko... cóż, Kapitan Ameryka pełnił w jej życiu dosyć ważną rolę. Zarówno przed projektem, jak i po. Utrata tak wartościowej osoby byłaby bolesna dla wszystkich, choć Margaret z pewnością cierpiałaby najbardziej.
- ...i? - Może nie wypadało jej ciągnąć Rogersa za język, ale poczuła żar na policzkach. Cóż, nie każda kobieta mogła pochwalić się tak skomplikowaną relacją z bohaterem narodów, nie każda też miała możliwość usłyszenia od niego tylu komplementów. Peggy przygryzła delikatnie wargę i... och, złapała spojrzenie Steve'a. Poczuła kolejny dreszcz, z pewnością nie spowodowany zimnem. To była raczej... fascynacja, może coś na wzór uwielbienia, do którego Carter nigdy by się nie przyznała.
- Pomyśl sobie - zaczęła, przełykając ślinę. Nie była pewna, czy dobrze robi, zwracając się do mężczyzny tak otwarcie, ale... przez tę jedną noc mogli być kimś innym, prawda? Po prostu poznającymi się młodziakami, o ile jeszcze się do tej kategorii zaliczali. - ...że nauka tańca będzie kolejną okazją do zobaczenia mnie w tej sukience - niemal wyszeptała, opuszczając wzrok. Ona też czuła ciężar złożonej właśnie obietnicy. Przecież słowa w jakiś sposób ich wiązały.
- Och - mruknęła, marszcząc czoło na wyznanie blondyna. I nagle jej serce objęło dziwne ciepło, coś na wzór troski, a słowa same opuściły jej usta. - Ty, Stevenie - powiedziała spokojnie, znowu patrząc mężczyźnie w oczy - zasługujesz na dom najbardziej z nas wszystkich - zapewniła, uśmiechając się delikatnie. I chociaż nie zdarzało jej się to często, uśmiech ten był szczery i... czuły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 254
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Sob Cze 24, 2017 7:15 pm

Chyba nawet sam Steve odpychał od siebie świadomość rychłego zgonu. Przecież nikt nie chciał o tym mówić i myśleć. A robienie kuku nazistom było bardziej interesujące niż użeranie się ze świadomością nie tak dawno rychłego zgonu.
- I-i wygląda w nim pani szalenie atrakcyjnie - czuł się jak uczniak przyłapany na ściąganiu, a przecież jedynie próbował pokazać Peggy jak bardzo mu na niej zależy! Życie było czasem naprawdę niesprawiedliwe.
- Więc tym bardziej muszę się postarać, aby móc z panią zatańczyć. - stwierdził pogodnie i całkiem wesoło. Gdy tylko ich rozmowa zbaczała z komplementów, był w stanie całkiem nieźle rozmawiać. Jednak gdy tylko wracała na trudny i miłosny grunt robiło się ciężko.
- Sądzę, że pani zasługuje na niego bardziej. - dodał pieszczotliwie, uśmiechając się do niej łagodnie -Chcę by pani i wszyscy inni moi przyjaciele byli bezpieczni i szczęśliwi. - dodał pewniej, przełykając ślinę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Margaret Carter


Liczba postów : 42
Join date : 09/05/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Nie Cze 25, 2017 1:49 am

Myślenie o własnej śmierci z pewnością nie nastraja pozytywnie. Z drugiej strony: co Steve miał do stracenia? Skoro nawet najlepszy przyjaciel zostawił go na rzecz armii, z kobietami mu się nie powodziło, a sytuacja rodzinna była raczej... trudna, musiał wreszcie się ogarnąć. Zrobił to w bardzo widowiskowy sposób, trzeba przyznać, ale ostatecznie każdemu jego wybory wyszły na dobre.
- I wierz mi, że dzisiejszego wieczora jesteś jedyną osobą, z ust której te słowa naprawdę sprawiają mi przyjemność - wyznała cicho, w swój własny, odrobinę pokrętny sposób. Miała jednak do czynienia z mądrym facetem i była pewna, że nawet zdania złożone nie są mu straszne. Z drugiej strony, patrząc na reakcję Stevena, chyba łatwiej przychodziło mu pozbywanie się nazistów niż rozmowa z kobietą. Szczególnie, gdy chodziło o Margaret.
- Będę czekać - obiecała zgodnie z prawdą, ściskając przy tym lekko ramię rozmówcy. Był przyjemnie ciepły, choć wiatr nadal rozwiewał włosy brunetki. Najwyraźniej wyniki eksperymentu wpływały pozytywnie nawet na takie drobnostki jak temperatura ciała. Chyba że... chyba że to obecność Peggy sprawiała, iż Rogers się... um, rozgrzewał.
- Wiem - wyszeptała cicho, patrząc w dół. Stali tak blisko siebie pierwszy raz od... od bardzo długiego czasu. I Margaret poczuła przyjemny dreszcz ekscytacji, gdy przyglądała się cieniowi, który rzucali na dolinę. - Ale zastanów się też nad własnym szczęściem, Kapitanie - poprosiła cicho. Nieczęsto zdarzało jej się mówić takie rzeczy, a - o dziwo - posiadała tę bardziej kobiecą i uczuciową stronę. - Bo szczęście większości bliskich dla ciebie osób uwarunkowane jest twoim - dodała, uśmiechając się delikatnie. Aluzja, rzucona raz na jakiś czas, nikomu jeszcze nie przyprawiła kłopotów. Jedynie nagłego uderzenia gorąca na policzkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 254
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Pon Cze 26, 2017 11:35 am

Jego sytuacja rodzinna polegała na tym, że jej wcale nie było. Ojciec gdzieś zniknął, dziadek w końcu umarł, a matkę wykończyła gruźlica, a wcześniej zrugała syna za to, że śmiał okraść pewnego bogatego sklepikarza. Przynajmniej wtedy odpracował swój niecny postępek.
- Naprawdę? - wydawał się być tym szczerze zaskoczony. Wciąż tam w środku tej kupy mięśni siedział chłopak o niezbyt rozbudowanej pewności siebie, słabeusz, który nie sądził by jakakolwiek kobieta spojrzała na niego w sposób jaki on by chciał. Może kiedyś, dawno temu gdy dopiero zaczynał, a bycie mężczyzną lub kobietą odchodziło na dalszy plan, a liczył się wyłącznie charakter. To teraz... Steve nie potrafił sobie z tym za specjalnie poradzić.
- Więc pozostaje wyczekiwać dnia, gdy będzie pani mogła dać mi odpowiednią lekcję. - ogólnie temperatura ciała, szczególnie w chłodny wieczór, wydaje się innym ludziom wyższa, ale Steve też był trochę cieplejszy niż normalny człowiek. Dzięki czemu dużo zimniejsze pogody nie były mu aż tak straszne. I cóż, do tej konkretnej formy rozgrzania jeszcze jego ciało nie dotarło. Choć odrobina kokieterii Peggy i bardziej dosadnych uwag mogły łatwo wybudzić go z letargu.
- Nie chcę by ktoś był uzależniony jakkolwiek ode mnie. - przyznał cicho obserwując tereny przed sobą. Gdzieś tam czaił się groźny front, naziści i ich eksperymenty. Przełknął ślinę, uświadamiając sobie, że naprawdę wiele nieszczęść czai się na niego w przyszłości.
- Chcę tylko by byli bezpieczni. By znaleźli to czego szukają. - spojrzał na nią i nagle poczuł, że musi coś powiedzieć. Coś, co może będzie sztampowe i głupie... ale w ich czasach nikt nie zwracał na to uwagi - Chciałbym by pani mogła kiedyś zamieszkać w Paryżu. Być z kimś kogo będzie mogła pani kochać. Bezpieczna i radosna. Z dala od wszelkich trosk, aby nigdy nie musiała się pani martwić o przyszłość. - poruszył się nerwowo, wciąż patrząc w jej twarz, czując jak teraz znów na jego twarzy pojawia się rumieniec.
- Jeśli to się spełni... nie będę potrzebował więcej szczęścia. - dodał miękko na zakończenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Margaret Carter


Liczba postów : 42
Join date : 09/05/2017

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Wto Sie 22, 2017 10:19 pm

- Oczywiście, że tak. - Czy kiedykolwiek przyłapał ją na kłamstwie, lub choć... zatajaniu prawdy? Margaret Carter nie jest osobą, która bierze sobie do serca słowa ludzi, którzy niewiele dla niej znaczą. Steven Rogers natomiast, coż, wiele znaczy. Chociaż brunetka sama przed sobą nie potrafi tego przyznać, ani tym bardziej podzielić się wrażniem z mężczyzną. - Powinieneś przestać być tym tak zaskoczony - rzuciła, uśmiechając się ciepło. Miała oczywiście na myśli komplementy i zwyczajnie miłe słowa, które kobiety kierowały w jego stronę. Kiedyś, co prawda, mógł o tym tylko pomarzyć, ale nie da się ukryć, że po eksperymencie i przede wszystkim własnych dokonaniach, wiele przedstawicielek płci pięknej zapragnęło zacieśnić relację z blondynem. Agielka nie należy jednak do kółeczka adoracji Kapitana Ameryki i może to czyni ją odrobinę wyjątkową.
- Kiedyś ktoś będzie od ciebie uzależniony. I w tym przypadku nie będzie w tym nic złego - zauważyła, marszcząc czoło. Nie znała uczucia, które towarzyszyło blondynowi z każdym krokiem. Ciężar wielkiej odpowiedzialności za siebie, za kraj, za przyjaciół, zapewne nawet za nią. Tylko że nie miała na myśli ogółu obcych dla Kapitana osób. Mówiła raczej o związku, który kiedyś, zapewne po wojnie, przyjdzie mu stworzyć. Choć trudno jej było przyznać przed samą sobą, że w głębi duszy czuje, iż byłaby w stanie zagrzać miejsce u boku Stevena, wizja mężczyzny z kimkolwiek innym bolała bardziej niż wszystkie fizyczne rany, które kiedykolwiek odniosła. Chciała jeszcze dodać, że może nie muszą szukać tak daleko, ale również utkwiła wzrok w horyzoncie i starała się uspokoić kołaczące serce.
- Trochę zmartwień nikomu nie zaszkodzi - rzuciła, prawdopodobnie w ramach żartu. Uniosła głowę i spojrzała mężczyźnie w oczy, poruszając palcami na jego ramieniu. - Opowiedz mi coś, Stevenie - poprosiła nagle. Sama nie wiedziała do końca, czego od niego oczekuje. - Coś o tobie. Nie o Kapitanie Ameryce, którego wszyscy podziwiają i za którym pójdą choćby na koniec świata. Opowiedz mi o Stevenie Rogersie. - Peggy wiedziała dużo. Z akt, z rozmów, których nie powinna była słyszeć, z plotek. Z własnego doświadczenia i z wrażeń innych ludzi. Przede wszystkim jednak z obserwacji i próby zrozumienia złożoności żołnierza. Nie zależało jej na przystojnym bohaterze w opiętych trykotach. Czasem po prostu chciała mieć pewność, że nadal jest tym nieszczęsnym chłopcem z Brooklynu, który odmówił jej tańca przynajmniej kilka razy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 254
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   Czw Sie 24, 2017 5:21 pm

Nie mógł sobie takiego momentu przypomnieć, jednak nie leczyło to pełni jego kompleksów, które tutaj wymieniłam. Więc aby się nie powtarzać, serce Steve'a zabiło mocniej gdy usłyszał potwierdzenie. To było coś nadzwyczajnego, coś czego nigdy w życiu się nie spodziewał. Czuł tylko narastającą ekscytację.
- Możliwe. Ale w dalszym ciągu jestem. Mało kobiet kiedykolwiek się mną interesowało, a tu nagle jedna z najbardziej niesamowitych jakie kiedykolwiek widziałem zwraca na mnie uwagę... - przycichł jakby rażony gromem i zarumienił się mocno. Jaki on był w tę grę beznadziejny.
Myśl o odpowiedzialności za tych wszystkich ludzi nie dawała mu spokoju. Już teraz miał jej od groma, a tu jeszcze sugerują mu żonę, dzieci. Sam nie był pewny czy dałby radę założyć rodzinę. Pragnął jej ogromnie, chciał dać szczęście innym ludziom, ale czy zdołałby być dobrym ojcem? Wzorem do naśladowania? Wychowawcą? Wiedziałby, że nie mógłby bić dziecka, nieważne jak zł by nie było.
I czy dałby radę odciąć się od tego co widział i doświadczył? Zapomnieć o obowiązkach... czy armia dałaby mu możliwość normalnego życia? Nie wiedział.
-To wielka niewiadoma... - spojrzał na kobietę i znów spróbował zobaczyć ją, otoczoną wianuszkiem dziatwy, z kochającym mężem. Nie... nie. Ta Peggy Carter nie pasowała do obrazu typowej kury domowej. Strach, że takie życie zniszczyłoby doszczętnie kobietę, którą kochał zmroził go aż po palce stóp.
- Och... cóż... - nie lubił opowiadać o sobie. Czy o Kapitanie czy o Steve'ie.
- Jest... jest... - próbował coś powiedzieć odpowiedniego. Nie chciał wyjść na pyszałka, a typowe przymioty jakimi opisywali go inni, byli przez niego niedostrzegane - Jest artystą. Biednym artystą, który pragnął zrobić coś dobrego dla swojego kraju. Miał wspaniałą matkę, która wychowała go na dobrego człowieka. - potarł brodę, próbując powiedzieć coś więcej o sobie - I... cóż, stara się działać zgodnie z własnym sercem. - umilkł, więcej nie miał o sobie do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [1943] Azzano Decimo   

Powrót do góry Go down
 
[1943] Azzano Decimo
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Strefa mroku i króliczków-zabójców :: Porzucone retrospekcje-
Skocz do: