IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [1990] Nowy Jork

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: [1990] Nowy Jork   Pią Maj 12, 2017 7:43 pm


I tu właśnie trwa w najlepsze amerykański sen!
Zimna Wojna nie oszczędziła Nowego Jorku. Cały ten specyficzny, rosyjski chłód czuć w każdej komórce ciała. Nie wygląda na to, aby wąskie uliczki szybko ujrzały odwilż. Cóż. Prawdziwa Zima dopiero nadciąga.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.



Ostatnio zmieniony przez Winter Soldier dnia Nie Maj 14, 2017 11:24 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Pią Maj 12, 2017 7:53 pm

Programowanie, sekwencja, misja, powrót, hibernacja. Od dawna wszystko wyglądało tak samo. Winter Soldier był w końcu ważną figurą podczas tej wojny. Konkretny agent, w konkretnym miejscu o konkretnej porze może zdziałać więcej niż cała armia - tak mówili Rosjanie. Mieli rację. Wiele zabójstw, sabotażów, porwań... Życiorys dawnego kompana Steve'a Rogersa był naprawdę pisany krwią niewinnych ludzi i kraju, który zdychał mu w rękach, a za który gotowy był oddać życie jeszcze te czterdzieści pięć lat temu. Właśnie. Minęło już prawie pięćdziesiąt lat, a on nie postarzał się ani o jeden dzień. Ciągle sprawny jak dawniej - może nawet bardziej przez ciągłe treningi - i w pełni sił. Ciągle idealny żołnierz, wojownik pozbawiony własnego zdania i możliwości myślenia o czymś innym niż misja. Misja. Zwykłe słowo, za którym stał rząd ofiar, płynęły strumienie niewinnej bądź winnej krwi.
Siedział na jednym z dachów, obserwując swój cel czujnie. Ostatnia misja przed powrotem do...do domu, jedynego jaki znał. Ostatni polityk, zamierzany w poszukiwanie nowego, lepszego zbrojenia dla swojego rządu. Winter Soldier dostał wyraźny rozkaz. Zabić bez świadków, upozorować niefortunny wypadek. Robił to tyle razy, że miał już w tym wprawę. Najpierw jednak jego ofiara musiała się ruszyć z wygodnego hotelu, w którym przebywała. Widział mężczyznę, jaki przemieszcza się nerwowo po pokoju, jak pije na umór i rozmawia z nieznajomymi. Oni nie byli ważni. Liczył się tylko cel.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Pią Maj 12, 2017 8:17 pm

Drzwi prowadzące na dach otworzyły się na oścież, a dawno nieoliwione, przerdzewiałe zawiasy nie wytrzymały potężnego kopnięcia. Jeden z nich pękł z metalicznym chrupnięciem. Z mroku klatki chodowej wyłonił się Wolverine - odziany w swój charakterystyczny, żółto- czarny kombinezon. Buty mutanta z cichym, złowróżbnym chrzęstem uderzały o betonowe podłoże, gdy kroczył powoli noga za nogą. Wszystkie mięśnie jego ciała były napięte. Każde ścięgno zdawało się tak grube, jakby za chwilę miało przebić skórę wraz z odzieniem. Nozdrza mutanta poruszały się miarowo. Węszył. Węszył jak dzikie zwierze podążające za swoją ofiarą. Wyławiał każdą, nawet najsubtelniejszą nutę zapachową i analizował ją dogłębnie. Teraz szedł za jedną, konkretną wonią. Wonią niezwykle intensywną. Poczuł już kiedyś ten zapach. Dawno temu, przy ciele swojej ukochanej... Wtedy nic mu nie mówił. Po prostu był - unosił się w powietrzu niczym tchnienie samej śmierci, ale teraz... Wiedział już do kogo należał. Logan był cierpliwy. I nie wybaczał. Poszukiwania i pozyskiwanie informacji zajęły mu wiele lat. Były to ciężkie poszukiwania, bo jak znaleźć kogoś, kto nie istnieje? Jak odszukać ducha? Zjawę? Legendę? Był sposoby... Odpowiednie metody... Brutalne, okupione krwią przesłuchiwanych... Ale zawsze zaczynali mówić. Każdy się łamał... Każdy zaczynał sypać kiedy pazury z adamantium powoli zaczynały nacinać kości. Próbowali bohaterować, zarzekać się, że prędzej zginą niż zdradzą. Zginęli i tak... Tylko swój upór okupili niepotrzebnym bólem. Nie... Nie był niepotrzebny. Był niezbędny. Każdy kto posiadał jakiekolwiek informacje na temat Zimowego Żołnierza był współwinny śmierci Itsu i jego nienarodzonego syna.
Rosomak wypluł niedbale niedopałek cygara, który do tej pory spoczywał w kąciku jego ust, a następnie rozdeptał dociskając mocnym tupnięciem, które spłoszyło stado przebywających niedaleko gołębi. Nie był pewny czy Winter zdawał sobie sprawę, że ktoś podążał jego tropem. Nawet jeśli tak, to teraz sytuacja stała się jasna i mogli zagrać w otwarte karty.
- Ciężko ciebie wytropić... - Rzucił chrapliwym, nieprzyjemnym głosem z wyraźnym, kanadyjskim akcentem.
- Ale jeśli są chęci znajdzie się i sposób... - Dodał zbliżając się do swojego celu. Tym razem to łowca był zwierzyną ale to spotkanie mogło zakończyć się na wiele, różnych sposób. Jego finał nie mógł być do przewidzenia. Pewna była tylko krew, która splami szare mury.
- Wiesz kim jestem..? - Zapytał wcale ale odpowiedź zupełnie go nie obchodziła. Nie miał ochoty na rozmowy. Teraz, w tym momencie chciał jedynie dobrze się mu przyjrzeć. Więc tak wyglądał... Zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażał...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Pią Maj 12, 2017 9:00 pm

Ciężko było przegapić zniszczenie drzwi. Nauczony odpowiednio szybko reagować, podniósł się do pozycji wyprostowanej, lekko uginając nogi. Lepiej być gotowym, kiedy wróg pojawia się za plecami. Obserwował obcego mężczyznę, podskórnie czując niepokój na sam jego widok. Nie kojarzył go...a może jednak? Coś mglistego, odległego. Nie był pewien czy naprawdę go kojarzy, czy widział kogoś podobnego. Zauważył kilka lat temu, że informatorzy znikają, aby później znaleźć się jako trupy. Wyjątkowo zmasakrowane trupy. Nie połączył jednak tego ze sobą. W końcu kto chciałby szukać ducha pozbawionego ludzkich kształtów? Straszną bajeczkę dla przekupnych polityków, którzy nawiązywali kontakt z wielką Rosją, a potem próbowali wystawić radziecki rząd?
Obserwował ciągle mężczyznę, analizując całe otoczenie oraz jego samego. Mógł być zagrożeniem? Mógł. Nie należało lekceważyć nigdy wroga. Mógł mieć jakieś zdolności... nosił w końcu ten symbol. Ten X. Mutantom nie należało ufać w żadnym wypadku. Słyszał o nich wiele od pamiętnego 1963, kiedy to jeden z nich podobno zabił prezydenta. Mówiono o niebezpieczeństwie jakie mogło się pojawić kiedy jeden z takich przeszkodzi w misji. Odruchowo sięgnął po pistolet, starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów.
- Nie znam cię. - odpowiedział tylko na jego pytanie, wracając do pobieżnej analizy. Nie znał mocy ani zdolności mutanta, od ulicy dzieliło go kilka pięter. W teorii mógłby przeżyć skok, w praktyce wolał nie sprawdzać. Jedyna droga ewentualnej ucieczki prowadziła przez wejście albo właśnie prosto z dachu. Jeśli to groziło walką, musiał ją podjąć. Próbował sobie go przypomnieć, jego wspomnienia były jednak niekompletne, miejscami puste. Programowanie nie pozwalało na dalsze szukanie jakichś strzępków dawnych misji czy dawnego życia.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Sob Maj 13, 2017 7:05 pm

Wolverine obserwował jak poszukiwany przez niego mężczyzna prostuje się uginając jednocześnie kolana. Bardzo wygodna pozycja umożliwiająca wykonanie błyskawicznego uniku. Zapewniała całkiem duży zakres ruchów. Znał ją bardzo dobrze... Problem polegał na tym, że ten żołnierzyk mógł być od niego szybszy i... Zapewne był. Jego kości nie zostały pokryte metalem, co na tej płaszczyźnie dawało mu pewną przewagę. Jak dużą? To powinno okazać się niebawem. Mutant powoli postąpił kilka kroków w przód, a jego usta skrzywiły się w paskudnym grymasie. Zupełnie tak, jakby coś lepkiego przykleiło mu się do górnych dziąseł.
- Nie znasz... - Mruknął nie odrywając wzroku od nieznajomego. Właściwie to było zabawne. Widział go pierwszy raz na oczy, ale jego zapach był mu tak dobrze znany, jakby obcował z nim od urodzenia. Nigdy go nie zapomniał...
- W takim razie nie zdążysz już poznać... - Oświadczył zaciskając pięści. Jego pazury zaczęły się powoli wysuwać z metalicznym, nieprzyjemnym dla ucha zgrzytem. Milimetr po milimetrze.
- Zmarnowałeś mi życie... Wielu próbowało przed tobą, ale tobie się udało... I mówisz, że mnie nie znasz... - Cedził słowo za słowem. Było można dostrzec jak mięśnie jego ramion napinają się do granic możliwości. Mimo iż zachowywał pozory spokoju, wściekłość wręcz parowała z niego. Była wyczuwalna w każdym geście, każdym słowie i samej postawie. Był personifikacją gniewu.
- O czym teraz myślisz..? Jak uciec? Droga w dół jest daleka, a na jej końcu czeka cię zderzenie z chodnikiem. To ta bardziej komfortowa opcja... Sięgasz po broń? Korci cię... Nie powstrzymuj się, bo ja nie mam zamiaru... Jestem dobry w tym co robię, ale to co robię nie jest zbyt przyjemne... - Mówił powoli, cierpliwie, bez pośpiechu. Czekał od tak dawna na ten moment i teraz wreszcie nadszedł. Tyle razy zastanawiał się, jak będzie wyglądało to spotkanie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Sob Maj 13, 2017 7:39 pm

Nie odrywał od niego wzroku, próbując znaleźć korzystne wyjście z tej sytuacji. Nie należało sprawdzać umiejętności tego mutanta, to mogło się źle skończyć. Najlepiej byłoby postawić na swoim. Doprowadzić do sytuacji, w której będzie znacząca przewaga po jego stronie, a mutant go niczym nie zaskoczy. Wziął głęboki wdech, zerkając jeszcze raz przez ramię. Ci popaprańcy z supermocami mieli to do siebie, że działali w grupach. Nie chciał się dać wkopać jak byle amator. Przeniósł wzrok na mężczyznę, idealnie kiedy ten zaczął wysuwać szpony. Nie wyglądało to dobrze. Za Winterem była krawędź dachu, przed nim wściekły mutant. Wściekły, chociaż nie wiedział nawet dlaczegona niego polował. Słuchał go, jednocześnie zastanawiając się nad możliwościami. Zderzenie z chodnikiem nie brzmiało dobrze, ale czy lepiej brzmiała walka przez którą mógł stracić zdrowie, może życie, a co gorsza: nie wykonać misji?
- Kim ty, do cholery, jesteś?- warknął, mrużąc oczy. Owszem, broń była jedynym co mu pozostało. Mógł tylko się próbować broni, licząc na to, że jest szybszy niż przeciwnik i że wyszkolenie da mu przewagę. Przez chwilę wydawało mu się, że go kojarzy. Akta? To musiały być akta. Weapon X. Słyszał jakieś strzępki, niepełne informacje. Wystarczająco jednak, aby rozpoznać teraz postać swojego przeciwnika. Cofnął się o krok, zastanawiając jak kupić sobie wystarczająco dużo czasu, aby nie zginąć tutaj. Zdawał sobie sprawę, że projekt zadbał o wytresowanie swoich wojowników, że ci są wystarczająco sprawni aby być mu na równi, może nawet go przewyższać dzięki mutacji.
- Weapon X. - powiedział cicho, mocno zabarwiając słowa wschodnim, rosyjskim akcentem. Już wiedział z kim ma do czynienia. Z czym. W końcu, obaj mieli na rękach litry niewinnej krwi. Tacy jak oni nie byli już ludźmi. Byli pozbawieni ludzkich odruchów, całego człowieczeństwa. Inaczej nie byliby tak skuteczni w swoim fachu.
Winter Soldier nie zamierzał atakować. Nie chciał być prowokatorem walki, mogącej zakończyć się jego zbyt wczesną i zupełnie bezużyteczną dla przełożonych śmiercią.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Sob Maj 13, 2017 7:54 pm

Kiedy z ust Zimowego Żołnierza padły słowa "Weapon X", oczy Rosomaka wyraźnie się zwęziły. Co prawda postronny obserwator nie mógł tego dostrzec, bowiem był one osłonięte białymi soczewkami charakterystycznej maski. Nos Logana zmarszczył się, a górna warga uniosła odsłaniając równe, białe zęby z nienaturalnie długimi kłami. Z gardła mutanta dobył się złowrogi, wściekły pomruk. Nie miał zamiaru dłużej powstrzymywać swojej frustracji. Czuł potrzebę uwolnienia jej.
- Słyszałeś o tym projekcie Cynowy Żołnierzyku..? - Warknął niczym rozwścieczone zwierzę. Zupełnie tak, jakby samo wspomnienie tamtego okresu w jego życiu, sama nazwa przedsięwzięcia przywołała wszystkie związane z nim wspomnienia oraz... Uczucia. Ból i wściekłość. Więcej bólu powodującego jeszcze więcej wściekłości. Był to zdecydowanie najgorszy temat jaki Barnes mógł poruszyć. Teraz był podwójnie winny... Nie miało znaczenia, że nie brał udziału w tamtym eksperymencie. Że nie on był jego pomysłodawcą ani wykonawcą. Samo napomknięcie o tym było jak policzek. Jak splunięcie w twarz. Jawna obelga wypływająca z ust mordercy i tchórza. Tak, obaj mieli krew na rękach ale Logan nie zabijał niewinnych kobiet i ich nienarodzonych dzieci. Winter Soldzier nie miał honoru, zasad ani moralności. Musiał umrzeć.
Szedł dalej przed siebie tym samym, niezmienionym, niespiesznym ale i zdecydowanym krokiem zupełnie nie zważając na fakt iż jego przeciwnik jest gotów dobyć broni.
- Kim jestem? Pytasz kim jestem?! - Ryknął na całe gardło nie wytrzymując, a jego krzyk odbił się echem od ścian innych, otaczających ich wieżowców.
- Jestem Wolverine... A ty jesteś treningiem... - Syknął uderzając pazurami jednej dłoni o pazury drugiej w taki sposób, by skrzesać iskry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Sob Maj 13, 2017 8:13 pm

Zdecydowanie zdał sobie sprawę z błędu jaki popełnił, kiedy mężczyzna wyglądał właśnie tak. Naładowany wściekłością i zdolny do wielu rzeczy. Przez chwilę przemknęło mu przez myśl czy on sam musi wyglądać podobnie, kiedy wykonuje rozkazy. Zaraz jednak rozproszyła go silna migrena, jedna z tych jakie dostawał kiedy próbował obejść programowanie i dostać się do własnych myśli, nie tych narzuconych przez sekwencję. Najgorsze w końcu w tym wszystkim jest to, że ciągle jest świadomy jak niemoralne, złe, zepsute jest to co robi, ale nie może z tym walczyć. Ten prawdziwy on ciągle gdzieś tam był. Przytłoczony sekwencją, programowaniem, praniem mózgu, ale był tam.
Wyciągnął nabity pistolet i wymierzył w mężczyznę mechanicznym ruchem. W jego spojrzeniu nie było żadnych emocji. Nawet jeśli stawiał dzielnie czoła sekwencji, ona ciągle miała nad nim przewagę. W tej chwili Wolverine był tylko przeszkodą w wypełnieniu misji. Z drugiej strony...mógł go zabić. Podświadomie może właśnie tego chciał? Dać się zabić i uwolnić od HYDRY? Od Departamentu X? Od projektów, badań, kontroli, tortur? Nieważne jednak czego chciał on. Jego przełożeni chcieli go żywego, więc sekwencja gotowa była pokierować jego ruchami tak, aby jednak przeżył.
Uznając, że wróg nie ma zamiaru odpuścić, strzelił w jego ramię. Chciał głównie sprawdzić, czy istotnie mężczyzna jest w stanie się regenerować. Jeśli tak - musiał zastanowić się nad jakąkolwiek inną drogą obrony niż strzelanie na ślepo. Musiał poznać słabe punkty i... przestać się hamować.



When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Sob Maj 13, 2017 8:27 pm

Tak naprawdę Wolverine do samego momentu wystrzału nie był pewny czy jego przeciwnik zdecyduje się na ucieczkę czy też na otwartą konfrontację. Sytuacja stała się jasna w chwili, w której nabój przeszył ramię mutanta. Strzępki kostiumu zmieszały się z rozerwaną tkanką. Krew popłynęła z powstałej rany zaś samym Rosomakiem nieznacznie zarzuciło w tył. Po raz kolejny dało się słyszeć ten samy wściekły pomruk jednak tym razem można było w nim wyłowić nutkę cierpienia spowodowanego odniesioną raną. Nawet jeśli szybko się leczył, bolało nadal...
- Właśnie popełniłeś straszliwy błąd... - Rzucił beznamiętnie a na jego usta ślina spieniła się wyraźnie jak u zwierzęcia ze wścieklizną.
- Nie... Właściwie nie... Już i tak nie mogłeś wdepnąć w większe gówno... - Dodał po chwili pochylając się do przodu. Stanął w dość szerokim rozkroku, z lekko ugiętymi kolanami, rozkładając ramiona na boki. Wyrwa w jego ciele zarastała błyskawicznie i po paru chwilach jedynym wspomnieniem po niej były ślady zakrzepłej kwi na jego kombinezonie.
Nie czekał dłużej. Skoczył celując pazurami w klatkę piersiową Zimowego Żołnierza. Chciał po prostu zatopić je w jego korpusie, dosięgnąć serca, zadać ból ale nie pozwolić umrzeć zbyt szybko. To byłoby zbyt łatwe i zbyt wygodne rozwiązanie. Musiał cierpieć tak samo jak cierpiał Logan. Musiał poczuć ten ból, ale czy to w ogóle było możliwe? Nie... Żaden ból fizycznie nie był zdolny choćby w najmniejszym stopniu imitować tego spowodowanego utratą najbliższych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Sob Maj 13, 2017 8:39 pm

Uciekać i tak nie miał gdzie. Jedyne wyjście zasłaniał mu Wolverine, drugie groziło pogruchotaniem kości w najlepszym razie. Nie był samobójcą, nie wolno mu było. Musiał podejmować ryzyko, które był w stanie ponieść. Nic ponad to. Postanowił polegać na szybkości, skoro jednak jego przeciwnik się goił. W końcu, Barnes był szkolony przez najlepszych, nie tylko w sztukach walki czy posługiwaniu się bronią, ale także jeśli chodzi o wygimnastykowanie i akrobatykę. Kiedy ten więc na niego skoczył ze swoimi szponami, James wykonał szybki ruch w prawo, aby nie zostać trafionym. Podejrzewał, że nie chciał zetknąć się z ostrymi szponami, które zapewne mogły go rozerwać na strzępy. W nowej pozycji miał więcej możliwości obrony. Strzelił w swojego wroga, nie dbając o to, że są w publicznym miejscu. Władował w niego dwie kule, jedną w obojczyk, drugą w udo, samemu zaraz wykonując kopnięcie w klatkę piersiową Wolverine'a. Miał nadzieję, że uda mu się wytrącić go z równowagi, a może zepchnąć z dachu nawet. W końcu, mimo regeneracji, potrzebowałby czasu aby wstać z chodnika i się ogólnie pozbierać. Jeśli kopnięcie się nie udało, bądź nie trafił tam gdzie strzelał, dla pewności wystrzelił jeszcze jeden pocisk i próbował uderzyć mężczyznę bioniczną kończyną w twarz albo jeszcze nie zagojona ranę po pocisku.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Sob Maj 13, 2017 8:58 pm

Zgodnie z przewidywaniami był szybki. Szybki i dobrze wyszkolony. Wiedział na co może sobie pozwolić, a na co nie i błyskawicznie kalkulował. Pewnym, błyskawicznym ruchem wykonał unik, a szpony Logana jedynie rozdarły fragment jego kombinezonu nie dotykając nawet ciała, choć brakowało prawdopodobnie ledwie milimetra. Mimo swojej znacznej wagi, Wolverine również nie należał do tych "wolnych". Dwie kolejne kule rozdarły ciało Rosomaka, a ten ryknął wściekle. Właśnie zaczął przekraczać granicę. To był ten punkt, w którym coś w nim pękało, a wszelkie hamulce i opory zanikały. Stawał się istną maszyną do rąbania, cięcia i szlachtowania. Działał instynktownie, zupełnie nie zwracają uwagi na ból. Postrzały przestały mu przeszkadzać. Jeden z pocisków, który nie przeszedł na wylot, a jedynie utknął w udzie mutanta nie miał znaczenia. Nie miało znaczenia to, że ocierał się o pokrytą Adamantium kość przy każdym ruchu. Nie miało znaczenia to, że organizm potrzebował kilku chwil by ów pocisk wydalić. Teraz liczyło się wyłącznie to starcie. Walka, w której obaj brali udział. Na śmierć i życie. Kopnięcie. Spodziewał się go blokując je skrzyżowanymi pazurami. Nie czekając ani chwili wykonał obrót wokół własnej osi tnąc na odlew lewą ręką na wysokości twarzy Zimowego Żołnierza. Zaraz po piruecie, którego zadaniem nie było wcale dosięgnięcie oponenta, a jedynie zmuszenie go do cofnięcia się, planował zaatakować raz jeszcze serią szybkich pchnięć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Sob Maj 13, 2017 9:18 pm

Zdążył się cofnąć, zanim Rosomak sięgnął go pazurami, analizując co poszło nie tak z poprzednim ruchem. Odpowiedź przyszła od razu. Był przewidywalny, dokładnie taki jak uczony w większości tajnych placówek pokroju HYDRY, Red Room czy innych temu podobnych. Musiał sięgnąć po mniej oczywiste ruchy, po to czego nie uczył swoich podopiecznych w projekcie Zefir czy adeptek programu Red Room. Musiał...być mniej przewidywalny, bardziej oryginalny. Mieszać style walki.
Nie przewidział jednak, że Wolverine nawet podczas ogarnięcia go szałem bojowym, nadal będzie mieć plan zamiast atakować na ślepo. Nie docenił przeciwnika. Starał się unikać ciosów, ale było ich za dużo. Jedno pchnięcie za drugim, a on sam zbliżał się niebezpiecznie do krawędzi dachu.
Jedno z pchnięć trafiło w jego prawe ramię, kiedy rozkojarzył się całą sytuacją. Wyrwało mu się z ust ciche sapnięcie, gdy poczuł gorącą krew wypływającą powoli z otwartej rany. Nie miał czasu na opatrzenie jej, musiał najpierw jakoś ów czas wygospodarować. Kopnął mężczyznę w kolano, nie żałując sobie siły i jednocześnie oddał strzał w jego gardło, aby go rozkojarzyć. W ten sposób też zamierzał się wyrwać na razie z niezbyt korzystnego miejsca i uniknąć rozwścieczonego Rosomaka.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Nie Maj 14, 2017 12:51 pm

Kiedy pazury Wolverine dosięgnęły ciała Zimowego Żołnierza, na twarzy atakującego wykwitł wyjątkowo paskudny grymas, który zapewne miał byś uśmiechem. Posoka zalśniła na gładkiej i ostrej jak brzytwa powierzchni Adamantium. Co prawda było to tylko draśnięcie, ale udowodniło, że Zabójca nie był aż tak dobry jak o nim mówiono. Owszem - ruszał się szybko i pewnie, ale nadal można go było zabić.
- Czy duchy potrafią krwawić? - Rzucił krótko, z furią zaś jego słowa bardziej przypominały szczeknięcia wściekłego psa, który planuje rzucić się do gardła swojej ofierze. Już miał zadać kolejne uderzenie, jednak nie zdołał tego dokonać. Kopnięcie wymierzone w jego kolano skutecznie zwaliło go z nóg. To był dobry ruch. Gdyby nie fakt iż kości Rosomaka zostały pokryte jednym z najtwardszych metali na świecie, noga zapewne zostałaby strzaskana w stawie. Skoro leciał na twarz, mógł to wykorzystać. Nie tracąc ani chwili wywinął się tak, by wykonać przewrót przez ramię. Prawdopodobnie właśnie ten manewr pozwolił mu uchronić się przed postrzeleniem w szyję. To by z pewnością odczuł i nawet on na zregenerowanie czegoś takiego potrzebowały dłuższej chwili Zbyt długiej... Po przewrocie chciał wylądować w pozycji kucznej i od razu, bez zastanowienie ciąć udo oponenta lub jego łydkę. Dlaczego? Był zdecydowanie zbyt szybki i to utrudniało toczenie pojedynku. Wolverine chciał wyrównać szanse.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Nie Maj 14, 2017 1:09 pm

Czy duchy potrafią krwawić?Ten jak najbardziej. Wiele lat pracy dla kolejnych organizacji, które pozyskiwały programowanie pokazywały, że tego ducha można zranić. Nieważne jak dobry, jak wyszkolony i skuteczny, nadal był tylko człowiekiem. Draśnięcie doskwierało, ale nauczył się ignorować ból. Dopóki stał, był w stanie walczyć. Kopnięcie nie poszło tak jak tego chciał, ale widział, że mimo to udało mu się rozkojarzyć przeciwnika. Strzał - chociaż niecelny - mógł też odrobinę wprowadzić zamętu. Wiedział już, że mężczyzna się regeneruje i że ma szpony. Jedynym sposobem na utrzymanie przewagi było trzymać go na dystans i starać się trafiać w miejsca, które tak szybko się nie goją. Może w głowę? Powinno chyba pozbawić go przytomności. Tak sądził.
Skupiony bardziej na osłonie swojego torsu, zdążył uskoczyć, jednak pazury drasnęły jego łydkę. Rozcięły uniform i zostawiły długie chociaż płytkie cięcia na nodze Żołnierza. Trafiona część ciała była naprawdę mocno unerwiona, przez co każdy krok odczuwał aż zbyt dobrze. Musiał także zwolnić ruchy, aby nie tracić więcej krwi niż to konieczne. Wymierzył mocne kopnięcie w szczękę mężczyzny, jednocześnie licząc szybko ile oddał strzałów. Nie musiał jeszcze przeładowywać magazynka. jeszcze nie. Strzelił na ślepo, licząc, że trafi go gdzieś w tors.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Nie Maj 14, 2017 1:37 pm

Kolejna wystrzelona kula przebiła tors Wolverina gładko penetrując Lubię to słowo ( ͡° ͜ʖ ͡°) serce mutanta. Paskudna rana spowodowała, że z usta Logana wyrwał się jeszcze głośniejszy ryk. Na jego usta spieniła się ślina, jednak tym razem miała różowe zabarwienie, które stawało się odrobinę intensywniejsze z każdą sekundą. Był w stanie to zregenerować ale nie od razu... Co więcej, nabój zatrzymał się na lewej łopatce, a jego wydalenie zajmie kilka dodatkowych chwil. Zachwiał się lekko, jakby miał upaść, ale tak się nie stało. Zamiast tego raz jeszcze pochylił się do przodu wbijając wzrok w Zimowego Żołnierza.
- Zabiłeś ją... Zabiłeś Itsu i mojego syna... - Wysapał walcząc z chwilowymi zawrotami głowy. Trudno było stwierdzić czy były spowodowane utratą krwi czy też złością, która w tej chwili wylewała się z niego.
- I mówisz, że  nie wiesz kim jestem... - Dodał zaciskając szczęki tak mocno, że aż jego zęby słyszalnie zgrzytnęły.
- Nie obchodziłbyś mnie nawet gdybyś odstrzelił łeb samemu prezydentowi. Nie obeszłoby mnie, gdybyś wypatroszył połowę cholernego miasta. To nie byłaby moja sprawa. Ale za to co zrobiłeś... Zabiję cię... Powoli... Będziesz umierał wiele razy... Kawałek po kawałku... - Zadeklarował znowu ruszając w jego stronę. Powoli, niespiesznie. Noga za nogą, krok za krokiem. Zdecydowanie i nieprzerwanie jak lokomotywa ruszająca ze stacji - niby ospale, ale jednocześnie wiedziało się, że nie da się jej zatrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Nie Maj 14, 2017 1:57 pm

Patrzył na niego, kiedy kawałki cholernej układanki powoli się zbierały w jedną całość. Strzępki wspomnień pojawiały się w jego umyśle. Madripoor. HYDRA. Weapon X. Madame HYDRA. Śmierć kolejnej osoby, zadana po czyszczeniu wspomnień. Kobiety, ciężarnej kobiety, aby wyciągnąć z ukrycia kogoś. Opuścił broń, zmagając się z potworną migreną, kiedy starał się odtworzyć to wydarzenie, ukryte w jego umyśle. Dobyć całości z chaosu. Podniósł wzrok po chwili na mężczyznę.
- To nie byłem ja. - Powiedział tylko, chowając broń. Wcześniej myślał, że chodzi o innego rodzaju porachunki. Nic jednak nie tłumaczyło tego co zrobił. Był winny i zdawał sobie sprawę z własnej winy. Skoro był zbyt słaby aby powstrzymać swoje mordercze alter ego, był w takim samym stopniu odpowiedzialny za to co się wydarzyło, co cała HYDRA, wydająca kolejne zlecenia.
- To była moja misja. Zaprogramowana.- dodał jeszcze, nie tyle próbując ratować swoje życie, ile zwracając uwagę na fakt, że Wolverine szuka zemsty w niewłaściwym miejscu. Winter Soldier był tylko wykonawcą wyroku, który zlecił ktoś inny. Ktoś inny pociągał za sznurki.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Pon Maj 15, 2017 1:40 pm

Logan jednym ruchem zdjął swoją maskę, odrzucając ją na kark niczym kaptur. Teraz można było wreszcie dostrzec oblicze mutanta i pełną gamę targających nim emocji. Jego rysy były stężałe, czoło i nos zmarszczone, szczęka mocno zaciśnięta, włosy zaś nastroszone. Nieprzerwanie szedł przed siebie zbliżając się do Zimowego Żołnierza. Kiedy ten zaczął chować broń, Rosomak warknął gniewnie.
- Nie... - Syknął przez zęby, a jego długi kły zalśniły złowróżbnie.
- Wyciągnij broń... Nie ułatwiaj mi tego... Odbierzesz mi część satysfakcji... - Wyjaśnił unosząc wymownie pazury na wysokość twarzy. Na ich powierzchni nadal znajdowały się ślady krwi pochodzące z rany na ramieniu Winter Soldiera.
Jego słowa... Jego deklaracje niczego nie znaczyły i jedynie jeszcze bardziej rozsierdzały Wolverine'a.
- To była twoja... Misja..? Tylko tyle? To była misja?! To było moje życie! - Ryknął uświadamiając Barnes'owi jak fatalny był to dobór słów.
- Myślisz, że się wyłgasz? Że sprzedasz mi tanią, łzawą historyjkę? Myślisz że "to nie byłem ja" cokolwiek załatwia?! Że powiem "A, to w porządku i rozejdziemy się każdy w swoją stronę?! - Nie przestawał krzyczeć zrywając się do biegu. Nie było sensu tego przeciągać. Po prostu chciał to zakończyć, rzucić się na przeciwnika całym ciałem, całą swoją masą kiedy ten jest rozkojarzony i nieprzygotowany i obalić go, skotłować się z nim na betonowym podłożu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Pon Maj 15, 2017 3:45 pm

Nie wyciągnął woli, chociaż instynkt przetrwania połączony z sekwencją, niemal fizycznie zmuszał do sięgnięcia po pistolet i do obrony. Nie ruszył się ani na krok, patrząc na niego bez żadnych widocznych emocji. Spojrzał w jego twarz, zaraz potem przenosząc wzrok na pazury brudne od jego własnej krwi. Nie miał zamiaru walczyć, zamiast tego bardziej się skupiając na unikach niż na zadawaniu wrogowi ran. Za dużo wspomnień pojawiło się na raz, aby był w stanie zmusić się do walki. Pamiętał nie tylko tę ofiarę. Pamiętał także inne. Pourywane, szczątkowe wspomnienia, nic co układałoby się w większą całość...ale pamiętał.
- Moja śmierć nic nie zmieni. Na moje miejsce mają innych, którzy zmuszeni zrobią wszystko aby wykonać zadanie. - powiedział tylko, wiedząc jak to wygląda od wewnątrz. Pokonasz jednego, a na jego miejsce pojawi się nowy, gorszy, bardziej wypaczony. Ten, który nie potrzebuje sekwencji aby mordować innych, a chwalony jest za wyrafinowane sposoby na zadawanie bólu.
Winter Soldier odsunął się w lewo, aby uniknąć zderzenia z przeciwnikiem.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Pon Maj 15, 2017 4:41 pm

Apatyczna postawa jego przeciwnika jeszcze bardziej rozwścieczała Logana. Czy on się właśnie poddał? Czy był gotowy stawiać jedynie bierny opór? Nie tak miało wyglądać... Miał walczyć do końca, stawiać opór i być rozrywanym na strzępy przy akompaniamencie potępieńczego jęku. Umierać powoli, zdawszy sobie sprawę z tego, jak wielki błąd się popełniło, zdążyć pożałować, cierpieć długo zanim to się zakończy... Teraz odebrał mu także to. Twierdził, że nie był winny? Był... Musiał być... To z jego ręki zginęła Itsu i jego dziecko. Miał zapomnieć? Przebaczyć? Bo co? Bo on tak mówił? Że będą kolejni? Że to niczego nie zmieni? Nieprawda...
- Skończ pierdolić! - Ryknął w akcie desperacji. Zimowy Żołnierz próbował się odsunąć, unikną ataku, ale Logan nie chciał go dźgnąć. ie tym razem. Miał zamiar go przewrócić, owszem ale... Na tym nie koniec. Chciał go pociągnąć w dół razem z sobą... W ostatniej chwili wczepił się dłonią w kombinezon Barnes'a. Złapał mocno i nie miał zamiaru puścić. Całą swoją masą runął w przepaść na krawędzi dachu.
- To. Twoja. Wina... - Skandował nieprzerwanie starając się wymierzać w locie kolejne uderzenia pięścią w twarz mężczyzny. Dlaczego nie używał pazurów? Dlaczego? Mógł po prostu dźgnąć.. Pierwszy balkon i silne uderzenie, które zredukowało pęd ku ziemi... Potem kolejny... I sznur ze schnącym praniem... Weapom X... Żołnierz doskonały. Bezwolny, kontrolowany, zdolny wykonać każde zadanie bez mrugnięcia okiem. Broń X. Zimowy Żołnierz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Pon Maj 15, 2017 5:01 pm

To był właśnie jego opór. Nie stawiany wrogowi, a programowaniu, nakazującym natychmiast podjąć walkę, zranić, zabić, zrobić cokolwiek aby pokonać przeciwnika. Sekwencja i programowanie kazały na nowo pozbyć się skrupułów, wbić pięść w klatkę piersiową, zacisnąć ją na sercu i je wyrwać. Alter ego w jego umyśle niemal warczał, domagając się krwi za krew. On taki nie był. Nie był mordercą, nie chciał nim być.
Złapany nie miał innego wyjścia jak tylko odruchowo chwycić się mężczyzny, aby ten nie zostawił go w tym locie samego. To przypomniało mu inne spadanie. W górach. Pamiętał dokładnie pęd powietrza i zimno. Śnieg. Chyba leżał w górach śnieg.
Próbował unikać uderzeń, ale kilka otrzymał. Ciężko było uniknąć wszystkich, kiedy zmierzali w stronę ziemi, zatrzymując się na wystających balkonach i rozwieszonych sznurkach.
- Nie miałem wyboru! Nie mogłem nic zrobić. Zaprogramowali mi to. - uderzył go pięścią w obojczyk, zaraz sięgając do jednego z balkonów. Siła spadania nadal była spora, także wyrwał mu się krótki krzyk, kiedy łączenie bioniki i mięśni zapłonęło bólem. Dodatkowym problemem było to, że na wszelki wypadek złapał drugą ręką Logana, który był jednak ciężki.
- Nie miałem wyboru. Nie chciałem tego. - powtórzył odrobinę ciszej. Nie było potrzeby podnosić głos, kiedy powietrze nie świszczało wokoło nich.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Pon Maj 15, 2017 7:24 pm

Skotłowani, spadając uderzali o kolejne balkony. Stuk metalu wprawianego w drgania ich własnymi ciałami świst powietrza zagłuszał słowa Zimowego Żołnierza. Wyłapanie ich w tej kakofonii dźwięków zdawało się zadaniem niemal niemożliwym, ale Logan miał dobry słuch. Uderzał raz za razem - Czasem trafiając, czasem nie. Dokładnie wycelowanie takich warunkach było ciężkie, ale też Mutant nie starał cię celować. Pogrążony we własnych myślach, we własnej rozpaczy i wściekłości działał mechanicznie, automatycznie, bezmyślnie. Ramię poruszało się samo...
- To ty ją zabiłeś! - Nie dawał za wygraną. Zaprogramowali... Czemu miało go to przekonać? Chciał się wyłgać... To była jego jedyna szansa. Dlatego schował broń. Liczył na to, że Rosomak uwierzy. To musiało być to... Weapon X. Broń doskonała. Żołnierz idealny. Zimowy Żołnierz...
Silne szarpnięcie i ból... Zderzenie z ziemią? Nie... Do podłoża był jeszcze całkiem spory kawałek... Więc co takiego? Wolverine omiótł wzrokiem otoczenie. Zawiśli. Jego przeciwnik chwycił się poręczy jednego z balkonów, drugą ręką zaś przytrzymywał samego Logana. Obaj byli mocno poobijani, ale z nich dwóch to Logan potrafił się błyskawicznie leczyć. Większość odniesionych obrażeń była już tylko wspomnienie, czego nie można było powiedzieć o jego przeciwników. Krople krwi ze zranionego ramienia skapywały mutantowi na zadartą ku niebu twarz.
To było wyjątkowo kłopotliwe położenie, ale... Dlaczego go nie puścił..?
-Na co czekasz cynowy żołnierzyku? Puszczaj... - Rzucił zdaniem jak cegłą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Pon Maj 15, 2017 8:36 pm

Nie powiedział nic więcej. Wolverine w jednym miał rację: Żołnierz był mordercą i zabił jego rodzinę, wykonując misję. Nie było co do tego żadnych wątpliwości. Nieważne jak bardzo chciałby ocalić wszystkie istnienia, które pozbawił życia, po prostu nie mógł tego zrobić. Nie władał czasem, nie posiadał możliwości zmieniania go, formowania i wpływania na niego. Czas był jak rzeka, a on zdecydowanie się w nim topił, nie mogąc złapać oddechu. Zasypiał i nigdy nie wiedział kiedy się obudzi. Rok później? Dziesięć lat? Dwadzieścia? Nigdy też nie był pewien czy kogoś nie zabije. Każda pobudka w końcu była wyznacznikiem nowej śmierci. Kiedy otwierał oczy w jednej z baz, było już pewne, że zapadł jakiś wyrok.

- Nie. - Zacisnął zęby, ignorując uparcie ból swojego ramienia, zranionego podczas walki jak i tego drugiego, gdzie łączenie wyjątkowo mocno dawało się we znaki. Ciągle trzymając się balkonu, zaczął powoli wciągać Rosomaka. Było to naprawdę trudne, ale nie mógł mu pozwolić spaść. Miał dosyć bezsensownych śmierci, przynajmniej na razie, dopóki znowu go nie pozbawią wspomnień i własnej woli. Warknął głośno przez zaciśnięte zęby i zaraz wrzucił go na balkon, samemu powoli się wdrapując na to miejsce. Ramię krwawiło obficie, musiał zatamować krwawienie.  Wyciągnął z kieszeni stroju szeroki pasek tkaniny, przykładając go do rany i zaraz owijając zranioną nogę ciasno, aby nie tracić krwi.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Wto Maj 16, 2017 8:18 am

Logan poczuł jak coś go unosi. Było to dość nieoczekiwane zważywszy na fakt, że tym "czymś" musiał być Winter Soldier. Był silny... Silniejszy niż mutant przypuszczał. Szkielet z adamantium znacząco zwiększał jego wagę, a mimo to ten człowiek dał radę podciągnąć go tylko i wyłącznie przy użyciu jednej ręki.
Gdy tylko obaj znaleźli się na zdewastowanym, przerdzewiałym balkonie Zimowy Żołnierz zupełnie zignorował Wolverina skupiając się na opatrzeniu krwawiących ran, ale przecież oni jeszcze nie skończyli. Rosomak energicznym pchnięciem przyparł go do ściany jednocześnie przystawiając pięść do gardła.
- Myślisz, że to coś załatwia.. - Wydyszał ciężko. Jego nozdrza poruszały się szybko podobnie jak klatka piersiowa. Skóra pomiędzy knykciami zaczęła pękać, a z powstałych w ten sposób szczelin wyłoniły się adamantowe pazury. Szybko pewnie i gładko, a potem... Zatrzymały się... Ich czubki dotykały skóry zabójcy. Delikatnie ją nakłuwały, jednak nie na tyle mocno by przebić. Szaleństwo o oczach Logana powoli przygasało... Oddech zwalniał i wreszcie uderzył. Nie przy pomocy ostrzy, ale pięścią. Potężnym, prawym sierpowym prosto w szczękę Barnes'a. Cios był na tyle mocny, że Logana aż zabolała ręka .
- Kurwa mać... - Warknął, chrząknął zbierając w ustach flegmę i splunął na podłoże ocierając usta przedramieniem. Nie potrafił go wypatroszyć choć bardzo tego chciał. Nie mógł tego zrobić dopóki nie miał pewności, że nie łgał... Prawdopodobnie przed śmiercią uchronił go tylko fakt, że to właśnie Logan miał w ramach projektu Weapon X stać się bezwolną maszyną do zabijania. Jemu samemu się udało.
- Kto jest odpowiedzialny za ich śmierć..? - Zapytał chwytając mężczyznę za kombinezon na wysokości klatki piersiowej i potrząsnął energicznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Wto Maj 16, 2017 9:25 am

Siłę znacząco wzmagała adrenalina, nagromadzona w żyłach bruneta po całej walce. Jego samego Wolverine także zaskoczył. Głównie tym, że działał w swojej własnej sprawie, chociaż przecież był własnością projektu Weapon X. Jak więc mógł być taki wolny i pozbawiony kontroli kanadyjskich naukowców? Chociaż może kazali mu myśleć, że walczy za siebie? Nie, nie zgadzało się to. Musiał jakoś się uwolnić, zerwać ze smyczy swoim panom. Uderzył o ścianę, właściwie wyczuwając zagrożenie zbyt późno. Gdyby miał do czynienia ze zwykłym agentem, zdążyłby odsunąć się na czas. Tutaj jednak mierzył się z mutantem. Wyjątkowo jednak szybkim, mimo znaczącej masy, jaką zdążył już odczuć podczas wciągania go na balkon. Patrzył mu w oczy swoimi niebiesko-szarymi, oczekując aż ten z nim skończy. Nie stawiałby oporu. Jedna śmierć za ratowanie innych istnień. Brzmiało uczciwie, nawet jeśli alter ego właśnie teraz próbował się wyrwać na zewnątrz i zrobić cokolwiek aby ratować skórę rosyjskiego agenta. Nie panował nad odruchem, nakazującym odchylenie głowy, kiedy poczuł czubki szponów na swoim gardle. Właściwie był teraz zależny od Wolverine’a, całkiem zdany na jego wybór. Cios, który nastąpił chwilę później, był naprawdę mocny. Krew poleciała od razu z nosa żołnierza idealnego, a on sam poruszył szczęką, muszą się upewnić, że nie jest wybita. Nie spodziewał się takiej siły po mężczyźnie.

Wytarł powoli krew z twarzy, zaraz będąc złapanym za uniform. Przez chwilę milczał, patrząc na niego uważnie. Toczył walkę z programowaniem, nakazującym milczeć na temat swoich przełożonych. Przez lata służby nauczono go nie wydawać swoich, zmuszono do dochowania tej tajemnicy. Zacisnął zęby, czując na powrót napad migreny tak silnej, że miał wrażenie iż zaraz po prostu straci przytomność.

- HYDRA. - Wydusił wreszcie z siebie. Pracował wtedy co prawda dla sowieckiego Departamentu X, ale dawna organizacja terrorystyczna często sięgała po jego usługi na mocy porozumienia z sowietami.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   Wto Maj 16, 2017 10:20 am

Logan zastanawiał się czy nie walnął Barnes'a zbyt słabo albo przeciwnie - Zbyt mocno, bowiem odpowiedź jaką otrzymał niekoniecznie go usatysfakcjonowała. Jedyny z czym mu się kojarzyła Hydra to jakiś mitologiczny szajs. Najwyższym wysiłkiem woli powstrzymał się, by nie zdzielić go raz jeszcze. Zamiast tego jednak puścił dość mocno pokiereszowany kombinezon Zimowego Żołnierza pozwalając mu swobodnie opaść na balkon.
- Nie baw się ze mną... Dobrze wiesz jak to działa: Chcę znać nazwiska, adresy... - Wyjaśnił zaskakująco cierpliwie mimo, że jego głos pozostawał szorstki i nieprzyjemny niczym odgłos pocieranych o siebie, chropowatych kamieni.
- Zrobimy tak... Powiesz mi wszystko co wiesz... Tyle ile wiesz. I nie będziesz kłamał bo to w interesie nas obu... - Rzucił groźbą jak cegłą. To, że go nie zabił nie znaczyło, że nie mógł zmienić zdania. Bardzo go korciło by sprawdzić czy w środku też ma jakieś bioniczne, radzieckie wstawki ale się powstrzymywał. Tylko dlatego, że był cień szansy, że nie kłamał co do tego, że był kontrolowany. Być może Wolverine robił się zbyt miękki?
- Dalej.. Nie mam całego dnia... - Ponaglił znowu marszcząc twarz w gniewnym grymasie. Wiedział, że jeśli faktycznie wyprano mu mózg może mieć opory, problem z przekazaniem informacji, które były mu potrzebne ale... Mieli czas... A on też znał różne sposoby "prania"... Subtelność zdecydowanie nie była jedną z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [1990] Nowy Jork   

Powrót do góry Go down
 
[1990] Nowy Jork
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów :: Zakończone-
Skocz do: