IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Okolice opuszczonego hotelu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 40
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Sro Wrz 20, 2017 12:07 am

W momencie, gdy Gabriel się zatrzymał, Lu miała nawał negatywnych myśli. Utknęli? Nie mają dokąd uciekać? Ogień zagrodził im drogę? Panicznie zaraz otworzyła oczy, rozglądając się wokół, ale nim dokładnie zrozumiała ich sytuację, znów zmieniła się jej perspektywa. Ledwo utrzymała się na drżących nogach… ale utrzymała!
Gdy Gabriel zaczął do niej mówić, ta równocześnie próbowała ogarnąć gdzie są i o co chodzi. Pokój. Praktycznie pusty. I ogień jeszcze się tu nie dostał. Ogień… Zadrżała mimowolnie na samą myśl, jak blisko nich jest pożar. Każda próba niemyślenia o tym spełzała na niczym. Jednak… była chwila na oddech. Choć przez moment oboje byli oddzieleni od pożogi, co dawało jakby… iskrę nadziei?
C-co? – wykrztusiła, patrząc na niego nierozumiejącym wzrokiem, ale sens słów Gabriela zaraz do niej dotarł. Spojrzała na schody ewakuacyjne i aż zakręciło się jej w głowie. Nie od lęku wysokości, nigdy go nie miała, jednak… miała iść przodem. Sama. Mając przy sobie jako oparcie płonący budynek. Już nawet aluzja, że może spaść, nie brzmiała dla niej tak źle. Cóż, zdecydowanie wolałaby skończyć całkiem połamana niż spalona żywcem. Choć… przede wszystkim chciała przeżyć. Dlatego też pokonała strach i, blada jak duch, skinęła głową.
Chyba pozostaje mi ci zaufać, skoro nie uwzględniłam cię w testamencie – wykrztusiła pierwsze, co jej na myśl przyszło, jakby chcąc czymkolwiek zmniejszyć stres i rozładować napięcie. Ha, jakby to dużo dało.
Tak jak wcześniej trzymała się Gabriela, tak teraz przylgnęła do ściany, nie ufając swoim nogom. Nie tracąc czasu, weszła na schody. Walczyła między chęcią jak najszybszego znalezienia się na dole, a wrodzoną ostrożnością, która kazała jej sprawdzać każdy stopień z osobna. W ostateczności szła nerwowym krokiem, co chwila spowalniając i przyspieszając. Choć raczej nie była wierzącym typem, to w myślach modliła się, by bezpiecznie dotrzeć na dół. Do… jakichkolwiek bogów, którzy gdzieś tam są.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pani Kar
Kapryśna Pani.rar

Liczba postów : 601
Join date : 10/12/2016
Skąd : Mroczny wymiar

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Sro Wrz 20, 2017 12:19 pm

Schody przeciwpożarowe, stanowiące główne zabezpieczenie dla schodzącej pary były w opłakanym stanie. Rdza przeżarła zdradliwe oparcie i pod iluzją stabilności kryły się stopnie pękające pod naciskiem masy ciała. Lu miała o tyle dobrze, że nie była aż tak ciężka, a jej ostrożne choć nie pozbawione nerwowości kroki pozwalały jej nie spaść od razu.
Schody zaskrzypiały złowrogo. Trzymające je śruby również nie były pierwszej świeżości i cała konstrukcja zaczęła ostrzegać o zbliżającym się zawaleniu. W jednym z okien obok łączenia pojawiły się języki ognia w czarnych, wręcz smolistych kłębów dymu (doprawdy, jakie sztuczne paskudztwo musiało tam płonąc?). Wycie koguta straży pożarnej dotarło do nich dalekie, choć pełne nadziei.
Nagle jednak dwa stopnie między pierwszym a drugim piętrem załamały się pod naciskiem Lu. Kobieta zawisła na przerdzewiałej rurze, która boleśnie wbiła swe ostre krawędzie w jej dłonie i z piekącą raną na boku, gdy fragment zarwanego stopnia zranił jej ciało i przy okazji rozdarł koszulkę.

Lu Cavendish:
HP: - 2 (98)
Energia: - 10 (90)

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://avengers-assemble.forumpolish.com
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 211
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Czw Wrz 21, 2017 6:17 pm

Nie mieli lepszego wyjścia. A przynajmniej Lu nie miała, bo Gabriel jakoś nie podejrzewał, żeby skok z trzeciego piętra miał się dla niej skończyć specjalnie dobrze. Dla niego? Niewielka przeszkoda, taka wysokość na pewno przynajmniej by go nie zabiła. Gorzej z nią, bo nie wyglądała na kogoś więcej ponad zwykłego człowieka. Wprawdzie pozory bywały mylące, no ale naprawdę, gdyby miała jakiekolwiek moce już by ich użyła, gdyby mogła.
On nie użył tylko dlatego, że tak nie panikował. I potrzebował pieniędzy.
Nisko upadłeś, Gabrielu.
Obserwował schodzącą powoli Lily, wdzięczny że miała chociaż na tyle oleju w głowie, żeby nie gnać po tych schodach na łeb na szyję. Wtedy to na pewno by się pod nią zała- och. Chwila. Nieważne. Przez dwie sekundy patrzył w napięciu, czy poleci w dół, przypuszczalnie poważnie łamiąc sporą ilość kości, ale wyszło na to, że jednak wisi. Żyje. Dynda. I może zaraz się puścić i grzmotnąć w ziemię, odbierając mu szansę względnie prostego zdobycia gotówki. Zaklął.
- Złota rada: nie puszczaj się - poradził dobrodusznie, zastanawiając się jednocześnie szybko jak to ugryźć. Nie miał zbyt wielu opcji, znowu. Mógł albo pozwolić jej tak majtać między stopniami, ryzykując jej życiem, albo po nią zejść, ryzykując załamaniem się większej ilości stopni, albo czekać aż pojawi się straż.
No nie ma, kurwa, opcji.
Już bardziej ufał tym przeżartym rdzą stopniom niż służbom bezpieczeństwa. Poza tym... przebywanie w takim miejscu wiązało się z zadawaniem pytań, a na to Gabriel ochoty nie miał.
- Spróbuj wdrapać się z powrotem, jeśli masz się czego złapać. Jeśli nie to spróbuj nie spaść, idę tam - "I wtedy spadniemy razem". Co innego miał jednak do zrobienia? Powoli i ostrożnie, śladami Lu, badając kolejne stopnie, zaczął schodzić w dół, mając nadzieję, że stopnie go utrzymają. Używając mocy byłoby mu łatwiej, ale... nie chciał ryzykować że Lily to zauważy. W razie czego gotów był łapać się choćby i wystających ze ściany cegieł, które wydawały się jakby bezpieczniejszą podporą. Oczywiście... próbował jakoś dotrzeć do dziennikarki i ze względnie stabilnej pozycji wyciągnąć do niej rękę, żeby mogła się jej chwycić. O ile jej to zadanie nie przerasta.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 40
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Pią Wrz 29, 2017 2:40 pm

Oczywiście, kiedy wszystko powoli zaczynało się układać, a wybawienie było tak blisko, coś musiało się zjebać. Nie było innej opcji. Najwyraźniej cały życiowy pech i kulminacja nienawiści wszechświata skupiły się na tym jednym dniu. Czy naprawdę ktoś tam na górze tak bardzo chciał, by dziś zginęła? Cóż, na dole znalazłoby się całkiem sporo takich osób.
Sam moment spadania był dla niej jak orzeźwiający prysznic, który choć na chwilę pozwolił jej nie myśleć o pożarze. Hm, czy to nie ona chwilę wcześniej w myślach stwierdziła, że wolałaby się połamać niż spłonąć? Obecnie doszła do wniosku, że żadna z tych opcji jej nie pasuje. Dlatego też, mimo bólu wbijających się ostrych krawędzi w dłonie, trzymała się mocno rury, która była w tej chwili jej jedyną podporą. Serce gnało jej jak szalone, a sama Lily rozglądała się wokół, szukając jakiejkolwiek szansy ratunku. Oczywiście na sam początek spojrzała w dół. Wysokość jej nie przerażała, ale miała świadomość, jak bolesny byłby upadek. A ona zdecydowanie nie lubiła bólu. Dłonie odruchowo zacisnęła mocniej, czego zaraz pożałowała. Szczególnie gdy po chwili doszło do niej szczypanie w okolicach boku. Dopiero w tym momencie dotarło do niej, że się tam rozcięła. Nie chciała nawet myśleć o tym, jak bardzo zakażone muszą być teraz jej rany!
Co ty, kurwa, nie powiesz? – ten pisk brzmiał już trochę bardziej jak zwyczajowa dla niej odzywka, nie był już nawet aż tak… piskliwy. Mimo to z obu rad Gabriela Lu miała zamiar skorzystać. Ponownie rozglądnęła się wokół, szukając jakiejś podpory, wygodnego uchwytu lub mniej niż inne przerdzewiałego stopnia. Spróbowała sięgnąć ręką do jednego, mając nadzieję, że rura dobrze zniesie przeniesienie ciężaru ciała i nie weźmie przykładu z tej części konstrukcji, która zawaliła się pod Lu. Wciąż jeszcze jednak głównie opierała się na niej. Szarpnęła stopniem, którego się chwyciła, by sprawdzić stan jego wytrzymałości i, jeśli nie wykazał żadnych przeciwwskazań, przeniosła na niego drugą rękę, zawisając w minimalnie wygodniejszy sposób. Ale… o podciąganiu się własnymi siłami nie było szans. Spojrzała jednak w dół, by sprawdzić, czy nie będzie mieć pod nogami czegoś, co mogłaby wykorzystać jako podporę dla nóg (lub chociaż jednej nogi). Rzuciła też w międzyczasie parę spojrzeń w kierunku Gabriela, mając nadzieję, że magicznym sposobem znajdzie się tuż obok i jej pomoże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pani Kar
Kapryśna Pani.rar

Liczba postów : 601
Join date : 10/12/2016
Skąd : Mroczny wymiar

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Pią Wrz 29, 2017 7:22 pm

Nie wiem jak Lu udało się przekupić bóstwa losu, bo raczej na sympatię z ich strony z powodu uroczego charakteru i wspaniałej osobowości nie miała co liczyć.
Mimo to udało jej się zawisnąć na tym jednym z lepiej zachowanych stopni, a jej noga trafiła, choć z trudem, na trzeci stopień. Przy odrobinie dobrej woli mogła robić za pomost dla Gabriela, jeśli ten zdecydował się z niego skorzystać. Jak na razie by podciągnąć się bardziej o własnych siłach, to Lu musiałaby rozważyć karnet na siłownię w innej formie niż tylko po to by podziwiać panów trenujących aerobik. Gabriel zaryzykował wyciągnąć do zainteresowanej rękę, ale wtedy cała konstrukcja znów gwałtownie rzuciła się na boki, szczęśliwie nie gubiąc kolejnych elementów, ani pasażerów. Coś zgrzytnęło dużo głośniej na samej górze... o pacz pan! Jedna z trzymających konstrukcję śrub powoli zaczęła się wysuwać, przechylając ją bliżej ziemi. Ale nie czyniło to sytuacji wcale bezpieczniejszej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://avengers-assemble.forumpolish.com
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 211
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Sob Wrz 30, 2017 4:52 pm

O dziwo dziennikarka całkiem uparcie trzymała się felernej konstrukcji, nie zamierzając najwidoczniej tak łatwo zrzucić się na dół. Bardzo miło z jej strony, bo inaczej dotychczasowe wysiłki i starania Gabriela poszłyby na marne, a wtedy byłoby mu bardzo przykro. A raczej byłby przednio podkurwiony... to znaczy, bardziej niż teraz, bo już i tak mocno szalały mu nerwy. Stres, poddenerwowanie i ogólne czemu ja się na to zgodziłem tłukły mu się upierdliwie z tyłu głowy, utrudniając działanie zgodnie z rozsądkiem. Chociaż rozsądek to on chyba zostawił za sobą jak tylko zobaczył ogień i uruchomił się w nim zmysł ucieczki. Teraz trzeba było sobie jakoś radzić, i wybierać między "spierdalam" a "potrzebuję kasy". I jakkolwiek przebiegnięcie po dyndającej w powietrzu Lily wydawało się opcją bardzo kuszącą, postanowił jednak wykazać się resztką najemniczej uczciwości (która tak naprawdę była po prostu przewlekłym objawem materializmu) i trzymać się nieformalnej umowy. Z drugiej strony te kluczyki w zastawie to już i tak całkiem niezła kwota w kieszeni.
- Gdybyś nie była chodzącym workiem pieniędzy, osobiście wypierdoliłbym cię przez tę barierkę - poinformował ją, słysząc to butne stwierdzenie. Wyjątkowo groźnie brzmiało z ust lichej Brytyjki przekomicznie wiszącej pomiędzy stopniami. Na tyle komicznie, że Gabriel miał ochotę zasadzić jej kopa w nos. Czego na szczęście dla Lu i jej nosa nie zrobił.
Sceneria już miała zwolnić w rytm dudniącej muzyki kiedy Gabriel wyciągnął do niej rękę, ale jak to się wszystko nagle nie jebło...
Na szczęście nie stracił równowagi, za to resztki cierpliwości jak najbardziej. Skrzywił się, powstrzymując idiotyczną potrzebę kopnięcia tej złośliwej konstrukcji, co może i by tej konstrukcji zaszkodziło, ale jemu bardziej. Schylił się, jedną ręką trzymając się dowolnego, względnie stabilnego elementu jaki się nawinął, a drugą łapiąc Lily za ramię i podciągając ją do góry, żeby wyciągnąć ją ze zbugowanych tekstur spomiędzy stopni. Nawet próbował przy tym nie rozpłatać jej brzucha jakimś przypadkowym zardzewiałym elementem, w końcu raczej zależało mu na niej żywej. Inaczej by się tak nie starał. W przypadku powodzenia należało po prostu przeskoczyć urwany stopień (tudzież wykonać długi krok), licząc na to że się sukinsyn nie urwie i wytrzyma jakoś ciężar, i dokonać ekspresowej ewakuacji w dół, co zresztą miał w planie. Szybko. Względnie ostrożnie, bo na więcej zwyczajnie nie było już czasu.
- Policzę ci za to podwójnie - zawyrokował, słysząc jak wszystko nad nim i pod nim trzeszczy, wołając o pomstę do Nieba za lata zaniedbania. Pierdoleni niskobudżetowi najemnicy nie dbający o swoje podwórko.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 40
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Pon Paź 16, 2017 4:05 pm

Poziom strachu Lu osiągnął swój szczyt jakiś czas temu, więc można powiedzieć, że obecnie sytuacja jej stanu psychicznego była całkiem stabilna. Bo chyba gorzej już być nie może?! Zdążyła przekląć i pomodlić się do wszystkich bogów, których tylko znała (odpuściła sobie jednak świętego Mikołaja, stwierdzając, że jego grube dupsko jest tym, czego najmniej w tej chwili potrzebuje), wypomnieć sobie, że wciąż nie spisała testamentu ani wytycznych co do pogrzebu, opierdolić samą siebie za myśl, że w ogóle może zginąć, wyzwać od najgorszych projektanta i konserwatora tego budynku, a na sam koniec pokurwić na tę rudą sukę z biura (w każdym biurze jest jakaś suka... że jak to niby Lu wyrabia normę?!), jakimś cudem obwiniając ją o całą tę sytuację. Gdy wyzwiska się jej skończyły, trzeba było na powrót skupić się na próbach przetrwania tego cholernego bajzlu.
Na twoje nieszczęście jestem, więc weź w końcu coś zrób! – nie było to najmądrzejsze posunięcie, ale trudno było trzymać teraz nerwy na wodzy. Choć w miarę stabilnie się trzymała (dopóki cała konstrukcja nie stwierdziła nagle, że jednak nie), to wiedziała, że nie będzie w stanie wytrzymać tak długo. I tak już nadwyrężyła mięśnie bardziej, niż sądziła, że jest to możliwe. Kurczowo trzymała się tych paru elementów, dających jej ułudę bezpieczeństwa.
Gdy jednak Gabriel chwycił ją za ramię, sama dla pewności złapała go za przegub jedną ręką, drugą wciąż przez chwilę przytrzymując się stopnia. Jeśli tylko tym razem nic się nie zjebało, wdrapała się niezdarnie na schody, gdy najemnik uniósł ją na odpowiednią wysokość, łapiąc się zaraz barierki. Nie miała zamiaru puszczać jej choćby na chwilę. Jeśli znów załamie się stopień lub cała konstrukcja zacznie lecieć, to... przynajmniej będzie miała czego się przytrzymać i może nie zginie, a jedynie znów zawiśnie, o!
Mogę ci zapłacić nawet trzy razy więcej, ale, do jasnej cholery, chcę to przeżyć w całości i bez kolejnych uszczerbków na zdrowiu. – Kto wie, może wymagała niemożliwego, ale... stać ją!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pani Kar
Kapryśna Pani.rar

Liczba postów : 601
Join date : 10/12/2016
Skąd : Mroczny wymiar

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Pią Paź 20, 2017 8:56 pm

Lu zdecydowanie się Reaperowi nigdy nie wypłaci, jeśli dalej tak będzie podwajać i potrajać to nic jej nie zostanie. Ale przynajmniej będzie mogła się wypłacić, bo zamiast spieprzyć się w dziurę piętro niżej, Gabriel zdołał dosięgnąć trzeciego szczebla. Przez jedną morderczą chwilę stopień zgrzytnął... ale nie złamał się pod zwiększoną masą. Tak samo reszta stopni i teraz dzieliło ich jedno piętro do wolności. Lepiej nie zatrzymywać się jednak na dłużej, bo konstrukcja, trzymająca się już chyba na słowo honoru tworzącego ją budowniczego, zaczęła powoli odchylać się w drugą stronę.
Szybki bieg na dół na szczęście nie spotkał się z problemami ze strony reszty szczebli czy tam tekstur i mogli przebiec spokojnie na sam dół. Gdy się tam znaleźli, góra konstrukcji odgięła się znacząco, po czym rozległo się głośne skrzypienie i metalowe rury zawaliły się pod swoim ciężarem rozrzucając po całym placu "deszcz" metalowych rur, które z łatwością mogły przyszpilić człowieka do ziemi, a zapadająca się pod siebie dobudówka wznieciła dużą ilość kurzu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://avengers-assemble.forumpolish.com
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 211
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Sro Paź 25, 2017 10:20 pm

Kawał przeżartej rdzą stali chybotał mu się niebezpiecznie pod nogami, grunt w dole zawirował jak po rundce na karuzeli, kiedy Gabriel rzucił przelotne spojrzenie pomiędzy rozerwane stopnie, a gdzieś w górze, nie tak daleko, puszczały kolejne śruby i z wybitego okna sączył się śmierdzący, duszący dym. Czuł go nawet tutaj, jak wżera mu się w płuca. Dodatkowo motywowało go to do zawinięcia się z nieprzyjemnej placówki jak najszybciej. Lily w myślach wzywała o wstawiennictwo świętych i wyklinała wszystkich i wszystko, co przyszło jej do głowy, tymczasem Gabrielem wodziła głównie jedna, bardzo prosta myśl: spierdalać. Nie bardzo był tu czas na skomplikowane plany i głębokie przemyślenia, po prostu trzymał się wytyczonego zamiaru zabrania stąd w jednym kawałku i siebie, i tego wygadanego portfela.
- Przecież próbuję, do...! - podniósł głos, jeszcze nim udało mu się bezpiecznie wciągnąć ja na... mniej bezpieczną powierzchnię pochyłą (bo schody w tym momencie z byciem powierzchnią płaską miały mniej więcej tyle wspólnego, co tylne partie Kim Kardashian). Wprawdzie zagłuszył go trochę agonalny jęk konstrukcji, ale krótka wiązanka poniosła się po okolicy bardzo zirytowanym echem.
Jak tylko wyciągnął ją z tej stalowej pułapki głodnych stopni które kilka sekund wcześniej usiłowały ją pożreć, pognał dalej. Na szczęście schody jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu udźwignęły ich oboje w ich ekspresowej podróży na dół. Trzymał Lily za ramię, nie pozwalając jej zgubić się gdzieś przy barierce albo po raz kolejny wpaść niezdarnie między schody. Stwierdzenie co do potrojenia stawki zmotywowało go na tyle, że mimo jej żółwiego tempa nie puścił jej, prowadząc - czy też raczej ciągnąć? - ten niezdarny balast za sobą dalej na dół.
Kiedy dotarli na sam dół, na już stabilniejszy grunt, Gabriel niemal odetchnął z ulgą. Niemal, bo znowu coś zgrzytnęło, jęknęło, i cała konstrukcja doznała załamania nerwowego, decydując zakończyć swoje życie. Na ich nieszczęście, ze sporym impetem.
Kuuuurwww...
Może zamiast zostawać najemnikiem powinien zrobić karierę w maratonach. Z balastem, bo ponownie porwał Lily z ziemi i pobiegł dalej, rozsądnie zamiast biec przed siebie przez niemal pusty plac, w najbliższym miejscu schował się wraz z nią za bezpieczną ścianą budynku, gdzie nie groziło im oberwanie morderczymi elementami spadającymi z powietrza. Zakładając, że ściany hotelu były wytrzymalsze od schodów.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 40
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Pią Paź 27, 2017 5:30 pm

Ruszenie się z miejsca i puszczenie niby-solidnej barierki wiele ją kosztowało, ale świadomość bliskości pożaru oraz chęć uratowania się jakoś pozwoliły jej ruszyć tyłek. No, sama siła Gabriela pewnie też miała tu sporo do powiedzenia. Mimo to po prostu w żaden sposób nie oponowała, choć miała ogromną ochotę. Bo jednak... zbieganie po schodach, jak gdyby nigdy nic, na sam dół – to nie mogło wyjść. To zdecydowanie nie mogło się udać. To nie miało prawa się udać! Lu tylko patrzyła, jak zaraz kolejny stopień odmówi posłuszeństwa i albo ona, albo Gabriel runą w dół. Obie opcje jej nie pasowały, bo nie miała zamiaru tracić jedynej osoby, która mogła teraz pomóc jej jakkolwiek to przeżyć. Chociaż... trochę zaczynała wątpić w jego kompetencje pod tym względem. Z drugiej jednak strony, choć ktoś bardzo się starał, by było inaczej, wciąż żyli. To był chyba dobry znak?
Jeszcze lepszym było to, że jakimś pieprzonym cudem dotarli na ziemię. Lu nie wiedziała, czy to szczęście, czy faktycznie któreś z bóstw w końcu ją wysłuchało. Jednego była pewna – już dawno tak się nie cieszyła, że dotykała nogami stabilnego gruntu. Nie miała jednak okazji, by się tym uczuciem napawać, bo zaraz coś innego się zjebało (serio, SERIO?). Lu ledwo zdążyła unieść głowę, by spojrzeć co tam się dzieje, a już została na nowo poderwana do góry i przerzucona ponownie jak worek kartofli. ...chyba zaczęła się przyzwyczajać do tego uczucia. Nie narzekała jednak i nie wyklinała, szczególnie widząc, jak stosy prętów i metalowych elementów konstrukcji spadają tam, gdzie dopiero co stali. Aż zakręciło się jej w głowie na myśl, co by z nią było, gdyby Gabriel nie złapał jej na czas.
Nawet gdy znaleźli się w końcu w teoretycznie bezpiecznym miejscu, kobieta wciąż miała problem, by się uspokoić. Po prostu... zbyt dużo się wydarzyło w stosunkowo krótkim czasie! Poza tym wszystko ją bolało, było jej niedobrze, głowa jej pękała, krwawiła (!), a wokół był brud i syf. Sama wyglądała jak siedem nieszczęść! Trudno było się też pozbyć poczucia zagrożenia, które cały czas towarzyszyło dziewczynie. Lily miała wrażenie, jakby w każdej chwili coś jeszcze miało się zapaść, spaść, zawalić się czy zapłonąć. Naprawdę nic by jej teraz już nie mogło zdziwić. I gdzie niby są w takich chwilach ci wszyscy superbohaterowie, co?!
Je... jesteśmy już bezpieczni? – spytała, krztusząc się przy okazji wszechobecnym pyłem. Oparła się o ścianę, bo utrzymywanie równowagi nie najlepiej jej teraz szło. Czuła, jak coraz ciężej jej się oddycha. Odruchowo chciała sięgnąć do torebki, ale... torebki nie było. Zaczęła nerwowo rozglądać się wokół. – Nie, nie, nie.... nie! – Wychyliła się zza ściany, patrząc na całe to pobojowisko i próbując dostrzec swoją własność. Przecież musi gdzieś być! ...oczywiście nie miała zamiaru sama po nią iść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pani Kar
Kapryśna Pani.rar

Liczba postów : 601
Join date : 10/12/2016
Skąd : Mroczny wymiar

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Sob Paź 28, 2017 6:52 pm

Ucieczka powiodła się. Metalowy pręt wbił się w ścianę niedaleko głowy Lu, nie czyniąc jej specjalnie wielkiej krzywdy, poza obsypaniem pokruszonymi cegłami. Kurz z upadłej konstrukcji zakrył praktycznie cały plac, włażąc do oczu i utrudniając oddychanie. Ale blask kogutów przedarł się i przez pył i brud, a grupka strażaków zaczęła ocenę sytuacji. Zaraz obok pojawiła się karetka, gdzie personel zaczął rozglądać się za jakimiś żywymi poszkodowanymi. Niedługo zrobi się tu naprawdę tłoczno.
Ale raczej nie powstrzyma to materialistycznych zapędów Lu. Strażacy tymczasem, po ustaleniu od czego tu zacząć, zaczęli próbować pozbyć się przeszkody w postaci metalowych rur. Pięciu innych, już całkowicie przygotowanych, ruszyło do środka budynku, aby sprawdzić, czy ktoś się w nim nie ostał. Najemnicy, najemnikami, ale to wciąż ludzie.
Zazwyczaj.
Co do torebki to...
Ej, ej!
~ Czego chcesz, fabułę prowadzę?
Oni prosili żeby im tego specjalnie nie utrudniać!
~ Lol, czemu miałabym słuchać?
*podsuwa eukaliptus*
~niech ci będzie, userze.

szczęśliwie dało się ją dostrzec. I wcale nie pod kupą metalowych rur, zmiażdżoną i pozbawioną resztek wartości a obok niej. Musiała spaść podczas widowiskowego wiszenia Lu na drabince.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://avengers-assemble.forumpolish.com
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 211
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Nie Paź 29, 2017 12:59 pm

Niestety odrobinę się im śpieszyło i nie bardzo był czas na trzymanie się złudnie bezpiecznej barierki; Lu istotnie musiała więc opuścić jej przesympatyczne towarzystwo i usiłować nadążyć za Gabrielem, który już i tak biegł wolniej niż by mógł. Czuł każdy następny stopień, o który w pośpiechu uderzał ciężkim butem, mając nadzieję, że tym razem kapryśne zrządzenie losu się do niego uśmiechnie i konstrukcja nie postanowi się pod nim załamać. Na szczęście - nie załamała się, a Gabriel wyczerpał swój limit szczęścia na najbliższy czas.
Był profesjonalistą. Jako najemnik zajmował się nie tylko morderstwami na zlecenie, nawet, jeśli głównie tym; czasami trzeba było kogoś gdzieś bezpiecznie przetransportować, ot, jak i Lu teraz. Z tym że mimo wszystko... Gabriel wciąż był człowiekiem, przynajmniej w sporej części, i on również napotykał sytuacje, gdy tracił sporo ze swojego zwyczajowego profesjonalizmu. Ogień wzmagał w nim  strach, którego zwykle albo nie czuł, albo potrafił doskonale kontrolować - nałożyło się kilka stresujących czynników i proszę, nawet najemnik może poczuć się osaczony. Najważniejsze jednak, że dotarli na dół w jednym kawałku, żywi, nie przygnieceni tonami przeżartego rdzą metalu. To spory sukces!
Na jej pytanie o bezpieczeństwie już miał odpowiedzieć twierdząco, ale jej następne nieskładne dukanie wywołało u niego pewne subtelne podejrzenia. Zlustrował ją uważnie spojrzeniem i zarejestrował brak pewnego kurewsko ważnego elementu. Wprawdzie wyglądała jak siedem nieszczęść, ale Gabriel nie był najbardziej empatycznym człowiekiem stąpającym po tej planecie, więc zamiast jej współczuć - spojrzał na nią morderczo, powstrzymując się przed zrobieniem jej krzywdy. A korciło.
- Przerasta cię nawet zadanie utrzymania torebki w ręce?! - Niekoniecznie było się co dziwić przy takiej chaotycznej ucieczce, gdzie po drodze dziennikarka niemal została pochłonięta przez wadliwą konstrukcję schodów, ale niespecjalnie umniejszało to irytacji Gabriela.
Wychylił się zza ściany do kompletu ze swoją chwilową klientką, szukając wzrokiem zgubionej własności. Na szczęście (także dla Lu) zauważył ją, w stanie niemal nienaruszonym. Jedynym problemem pozostawało towarzystwo służb porządkowych, choć na szczęście tylko straży i pomocy medycznej, która zaczęła gdzieś tu się kręcić. To akurat najmniejszy problem. Zgrzytnął zębami.
- Zostań - zwrócił się do niej jak do psa i wyszedł zza ściany, strzepując z ramienia kurz i pył. Nawet jeśli niewiele to dało.
Do torebki na szczęście nie miał daleko, ale niezauważony się nie przemknie. Strażacy nie powinni być nim jednak przesadnie zainteresowani, a w każdym razie... nie powinni mieć ochoty na siłę go zatrzymywać.
- Dzień dobry, panowie - skinął im głową, na siłę przybierając lekki ton głosu. Pojawił się jakby znikąd, wyglądał na nieprzejętego, poruszał się lekkim krokiem; jak na takie otoczenie i okoliczności wyglądał pewnie na tyle niecodziennie, żeby na moment ich rozkojarzyć. Takie drobne odwrócenie uwagi od tego, że właśnie przemaszerował odcinek trasy, wymijając ich, i zabrał torebkę Lu, odwracając się na pięcie by do niej wrócić i jej ten głupi ryj rozwalić za gubienie swoich rzeczy. - O proszę, tutaj była. No, to powodzenia - rzucił im na odchodne, swobodnie maszerując z powrotem do miejsca, z którego przyszedł.
Zakładając że nikt nie usiłował mu w tym przeszkodzić (no bo co, mężczyzna niby nie mógł zgubić torebki?! To nie jest dziwne i nikt nie powinien się czepiać!), zaraz zniknął z pola widzenia strażaków, chowając się z powrotem za ścianą równie szybko, co zza niej wyszedł. Z twarzy od razu zszedł mu lekki wyraz, kiedy niemal agresywnie wcisnął torebkę w ręce Lu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 40
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Nie Paź 29, 2017 4:28 pm

Prawdopodobnie prętem, który wbił się tuż przy jej głowie, przejmowałaby się dużo bardziej, gdyby nie brak torebki. Ona była ważniejsza, niż się Gabrielowi mogło wydawać...! Okej, dla niego faktycznie mogła mieć ona wartość tylko przez pryzmat karty kredytowej będącej w środku, ale Lily miała tam wszystko. Dokumenty, (buty na zmianę), wszystkie swoje notatki, klucze do mieszkania i... inhalator. No, spluwę też, ale ta najmniej ją teraz interesowała. W każdym razie kobieta starała się nie poddać panice, by nie dokładać dodatkowego problemu, ale było z tym naprawdę ciężko!
Ja tam prawie zginęłam! MIAŁAM PRAWO ZGUBIĆ PIEPRZONĄ TOREBKĘ! – krzyknęła histerycznie. Sama była w szoku, że w ogóle dała radę się jakimś cudem utrzymać, gdy stopnie się pod nią zapadły. Nie myślała wtedy o niczym innym, jak tylko o tym, by przeżyć! To Gabriel był odpowiedzialny za całą resztę, za to mu płaciła, więc teraz powinien grzecznie potruchtać po jej własność, a nie mieć do niej jakiekolwiek pretensje.
...o ile ta własność wciąż w jakimkolwiek stopniu przypominała siebie. Wróciła do panicznego rozglądania się, czy może jednak nie ma torebki gdzieś na wierzchu, po czym... okazało się, że najwyraźniej limit pecha i nieszczęścia na dzisiejszy dzień (albo raczej miesiąc, patrząc po intensywności) się skończył. Odetchnęła z ulgą, lecz zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć (i wysłać Gabriela jak psa, który aportuje), najemnik sam ruszył się z miejsca. I choć za inwencję mogłaby go pochwalić, to jednak spiorunowała go spojrzeniem, słysząc sposób, w jaki się do niej zwrócił. Ale będzie poważną, spokojną i dojrzałą kobietą, która choć raz przytrzyma język za zębami. Głównie dlatego, że gdyby Gabriel postanowił teraz z tą torebką zwiać, byłaby w czarnej dupie (znowu). Lepiej więc go nie wkurzać... przez tę jedną chwilę. No co, posiadała instynkt samozachowawczy!
Prawdę mówiąc, wcześniej nie zwróciła uwagi na tych wszystkich ludzi, którzy zaczęli się tu kręcić. Okej, nie byli to zwykli ludzie, a ratownicy, ale... no, wcześniej co innego zajmowało jej uwagę. Czemu miałaby interesować się czymś wokół, co nie dotyczyło jej bezpośrednio? Szczególnie gdy było zagrożone jej życie, zdrowie, dobre imię i torebka! Mimo to teraz trudno nie było nie ich zauważyć. Lu wciąż wyglądała zza ściany, dość komicznie wystawiając za nią tylko głowę i obserwowała próby dojścia Gabriela do jej zguby. ...no naprawdę, bardziej subtelny być nie mógł? Obserwowała z niepokojem, czy ktoś nie zacznie mu robić problemów, czy ktoś nie będzie chciał go legitymować, sprawdzać, dopytywać lub czy, co gorsze, nie będą chcieli jej torebki przeszukać. Albo skonfiskować...!
Gdy tylko (lub jeśli?) Gabriel powrócił, natychmiast chwyciła swoją własność, zupełnie tym razem nie przejmując się zachowaniem czy mimiką wynajętego przez siebie człowieka. Ha, były teraz ważniejsze sprawy! Od razu zajrzała do środka, sprawdzając, czy wszystko jest, nic się nie zgubiło albo czy Gabriel czegoś po drodze nie podwędził, ale... wydawało się okej. Zakasłała parę razy, na nowo opierając się o ścianę, bo trochę zakręciło się jej w głowie. Rana na boku przypomniała o sobie piekącym bólem. Emocje i adrenalina opadły, więc całe ciało powoli zaczynało dawać znać o tym, jak bardzo ma dość. Lu się temu nie dziwiła... nie miała już sił na nic. Nawet na wkurwianie się na Gabriela.
Boczna uliczka prowadząca do tylnego wyjścia z hotelu. Ta na wschodzie. Pierwsza odnoga na lewo, tam stoi mój samochód. Czarny Aston Martin. Zanieś mnie tam. Proszę – dodała na koniec wbrew sobie, pamiętając jak wcześniej ten się czepiał o to głupie słowo. Ugh.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pani Kar
Kapryśna Pani.rar

Liczba postów : 601
Join date : 10/12/2016
Skąd : Mroczny wymiar

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Pon Paź 30, 2017 4:59 pm

Strażacy na szabrownika nie zwrócili uwagi, po prostu wchodząc do środka, aby walczyć z pożarem. Później będą się przejmować kradzieżami, a właściwie to nie oni tylko... policja. Na sygnale w końcu na miejsce zdarzenia dotarła policja. I lepiej dla najemnika i jego pracodawczyni by zabrali się stąd jak najszybciej, chyba że chcą zostać przez kilka godzin poturbowani na komendzie, głównie w charakterze świadków, ale niczego nigdy nie wiadomo. Jeszcze ktoś gotów rozpoznać przesympatyczną mordkę Gabriela.
Więc zwiewajcie, zanim się zorientują, że tu jesteście, odpowiednie do waszej osoby służby porządkowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://avengers-assemble.forumpolish.com
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 211
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Pon Paź 30, 2017 10:14 pm

Gabrielowi obce były liczne zastosowania i ważność damskiej torebki, z racji faktu, że od czasu do czasu zdarzało mu się dźwigać co najwyżej torby ze zwłokami. Niespecjalnie miał więc porównanie, jakkolwiek na obecnym etapie ta przenośna czarna dziura należąca do Lily również była dla niego rzeczą bardzo ważną, jako że od jej znalezienia i przetrwania zależała zasobność jego portfela na najbliższe dni. A także, przypuszczalnie życie i zdrowie samej właścicielki, bo jeśli okazałoby się, że gra była niewarta świeczki, Gabriel nie byłby specjalnie zadowolony, delikatnie mówiąc. Nie po to się tyle męczył!
Słowa Lily, kiedy wychylał się zza ściany, puścił mimochodem. W ogóle doszedł do wniosku, że ignorowanie jej w pewnych sytuacjach jest najzdrowszym podejściem, jakie może zastosować, dla własnego zdrowia psychicznego. Do pewnego etapu miał nawet pewną ochotę na słowne przepychanki i pogaduszki z tą przypadkiem napotkaną, wygadaną jędzą z brytolskim akcentem, ale ochota ta przeszła mu równie szybko, jak szybko gnał korytarzami hotelu ratując zarówno swój, jak i jej tyłek przed usmażeniem na gorącym ogniu. Obecnie chciał więc przede wszystkim dostać swoje wynagrodzenie i... zająć się czymkolwiek, co miał w planach. Niespecjalnie pamiętał co takiego, ale z całą pewnością znudziło mu się kręcenie się w okolicach opuszczonych ruder - a na pewno tej, zresztą, teraz kompletnie nieatrakcyjnej turystycznie dla najemnika.
Prawdę mówiąc, mógłby zwiać z tą torebką. Mógłby, ale jakoś nie silił się już na przesadny brak uczciwości, zresztą, nie chciałoby mu się bawić z kartami kredytowymi i tym wszystkim. Wprawdzie miał od tego swoich, hm, ludzi, ale jakoś nie miał ochoty prosić tej małolaty o kolejną przysługę. Jeszcze zażądałaby podzielenia się łupem. Na obecnym etapie wystarczała mu trzykrotność pierwotnie umówionej stawki, którą Lu sama zaproponowała - och, że niby po takiej deklaracji miałby się zadowolić niższą? Dobre sobie.
Obserwował ją chwilę podczas panicznego przeszukiwania torebki, nie czując specjalnej potrzeby odzywania się. Zmrużył lekko oczy, widząc, jak krztusi się i opiera plecami o ścianę. Byłoby szkoda, gdyby teraz postanowiła mu zemdleć, bardzo mu to było nie na rękę. Wychylił się lekko i ponownie rozejrzał, obserwując niepokojący przyrost służb bezpieczeństwa, wprost proporcjonalny do czasu, jaki tu spędzali. Wniosek nasuwał się sam.
- Życzy sobie księżniczka czegoś jeszcze? - zapytał niemal usłużnie, krzywiąc się lekko, po raz kolejny. Mama powtarzała, że jak będzie za często tak robił, to mu zostanie; no i proszę, prawie miała rację, bo obecnie krzywił się mniej więcej co trzecie zdanie.
Na drobnych uszczypliwościach się jednak skończyło, bo zaraz Gabriel podniósł Lu z ziemi zgodnie z prośbą, tym razem trzymając ją normalnie, a nie przerzucając przez ramię na co forumowa populacja Cliffów wydała zapewne fanboyowy pisk. Mniejsze ryzyko, że na niego zwymiotuje, a sądząc po jej wyrazie twarzy, mogło się na to zapowiadać.
- Jak jeszcze raz zgubisz tę zasraną torebkę, to ja też cię gdzieś zgubię - ostrzegł ją uczciwie i ruszył się z miejsca, z tym uciążliwym, choć nie ważącym wiele balastem na rękach. Zgrabnie ominął służby, a przynajmniej taki był plan, kierując się wskazówkami Lu co do miejsca docelowego.
Nie robił problemu o to, że niespodziewanie został darmowym środkiem transportu. Czego człowiek nie robi dla pieniędzy!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 40
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Pon Paź 30, 2017 11:01 pm

Gdyby w tym momencie zemdlała, Gabriel miałby dużo mniejszy problem, niż gdyby znowu dostała ataku astmy. Aż dziw, że ta jej jeszcze nie złapała! Wysiłek, stres, wszechobecny pył... brzmi jak piekło astmatyka. Choć z drugiej strony, skoro Lu odzyskała torebkę, nie było już aż tak źle. Przynajmniej miała leki pod ręką! Mimo to nikt nie lubił mieć nagłych problemów z oddychaniem, prawda?
W tej chwili – nie – powiedziała, specjalnie zostawiając sobie wolną furtkę na możliwe polecenia. W końcu obiecała mu tyle forsy, że miała prawo wymagać od niego więcej, niż w założeniu! Gabriel i tak na tym nie straci (co najwyżej zszarga sobie nerwy). I jakoś wyjątkowo za "księżniczkę" obrażona nie była, bo jednak... hmpf, w porównaniu do swojego towarzysza, ona naprawdę żyła na królewskim poziomie! Więc to była po prostu prawda. Fakt. Była pieprzoną księżniczką, która mogła wymagać i mogła za spełnienie tych wymagań zapłacić.
Fakt, że tym razem nie została potraktowana jak worek ziemniaków, przyjęła z zadowoleniem i z ulgą. Jeszcze jedna akcja z przerzucaniem przez ramię, a prawdopodobnie jej ciało poważnie by się zbuntowało. Już i tak ledwo co trzymała się na nogach. Migrena nie przestawała męczyć Lu, rana na boku coraz bardziej dokuczała. Jak dobrze, że ma w samochodzie apteczkę... Byle tam teraz trafić bez żadnych przeszkód. Ktoś by pomyślał, że to proste zadanie, ale po dzisiaj nauczyła się, jak nawet najprostsza rzecz może się zjebać. A miało to być tylko krótkie zebranie informacji...!
Nie wyglądasz na kogoś tak głupiego, kto chciałby specjalnie zgubić własny portfel. Ale ja tam nie oponuję. Gdziekolwiek mnie zostawisz, już sobie poradzę, a przynajmniej zaoszczędzę... no, sporo. Jednak jeśli wytrzymasz ze mną jeszcze trochę, samemu pilnując, by żadna pieprzona torebka już się nie zgubiła, ani tym bardziej ja, to będzie cię stać, by stołować się w dobrej restauracji do końca roku. I ci nawet zostanie.
Tak po prawdzie nie do końca miała już siły na utarczki słowne, jednak nie mogła się powstrzymać. Tuż po swoim wywodzie rozluźniła się, pozwalając się nieść Gabrielowi. Miała nadzieję, że dzięki temu poczuje się choć trochę lepiej. Pilnowała mimo to, by nie zamykać oczu, choć naprawdę miała na to chęć. Teraz lepiej było nie przysypiać, jeszcze nie. Torebkę zaś przytulała do siebie, nie mając zamiaru pozwolić jej wypaść po raz kolejny. Ona jej utratę przeżywała bardziej niż Gabriel!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 211
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Wto Paź 31, 2017 11:48 pm

Na obecnym etapie dla Gabriela najlepiej by było, gdyby Lu wyświadczyła mu tę drobną przysługę i postanowiła ani nie mdleć, ani nie dostawać ataku astmy, ani w ogóle dodatkowo mu tego nie utrudniać. W zasadzie zadanie odstawienia jej żywej do miejsca docelowego wcale nie było jakoś wyjątkowo skomplikowane i wymagające, ale całokształt sytuacji sprawił, że Gabriel miał trochę bardziej dość tego dnia niż normalnie by miał. Prawdę mówiąc lepiej radził sobie z osobistym wysyłaniem kogoś na dywanik do śmierci, niż ratowaniem przed taką wizytą, jak w przypadku Lu.
Zamierzał spełnić absolutne minimum swoich niedopowiedzianych przez nią zadań i zgarnąć za to maksimum pieniędzy, ile tylko był w stanie z niej wydusić. Był podręcznikowym przykładem materialisty, a zarazem niespecjalnie lubił się z poleceniami, szczególnie od osób z charakterkiem jak ta kobieta - średnio co drugie wypowiedziane przez nią zdanie wzbudzało w nim przemożną chęć zaklejenia jej ust. Znosił je cierpliwie, cały czas mając w głowie obraz cudownej zieleni dolarów, ale mimo to zastanowił się krótko, czy może dobrym pomysłem nie byłoby noszenie przy sobie taśmy izolacyjnej, gdyby w przyszłości miały mu się zdarzać podobne spotkania.
Oboje w zasadzie pojawili się w tej zapuszczonej najemniczej melinie w podobnym celu, a opuszczali ją bogatsi o średnio przyjemne doświadczenia. No proszę jak ten los zaskakuje! Lu się czegoś nauczyła, Gabriel - kosztem delikatnego zszargania nerwów - dostał, czy raczej dostanie, całkiem satysfakcjonujący zastrzyk gotówki. Ostatecznie, mimo problemów, chyba jednak wyjdą na plus.
- Za wysoko się cenisz - skomentował krótko, ani trochę nie złośliwie. W swojej opinii przynajmniej wcale nie kłamał - I zdecydowanie za dużo gadasz.
Zaskakujące, jak duża część zwykłych, szarych ludzi cierpiała na przerost ego. Krusi, delikatni, nieświadomi, pacniesz takiego mocniej to się połamie, ale będzie ujadał jak mały ratlerek, który patrząc w lustro widzi dobermana. Lu była jak mały, denerwujący york.
Boże, jak Gabriel nienawidził yorków.
Uśmiechnął się tylko do siebie na to piskliwe szczekanie, które Lily w swojej głowie zapewne widziała jako trafną uwagę, która powinna wywrzeć na nim jakieś wrażenie. Jednak w przeciwieństwie do niej, w tym momencie po prostu zamilkł; zresztą po chwili dość szybkiego marszu dotarli na wskazane przez nią miejsce i Gabriel mógł odstawić ją (dobrze, że nie zrzucić, co przez chwilę go kusiło) na ziemię, wyciągając kluczyki do jej samochodu z kieszeni i dyndając jej nimi przed nosem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 40
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Pią Lis 03, 2017 3:19 am

Możliwe, że Gabriel nie brał tego pod uwagę, ale dla Lu możliwość zasłabnięcia lub dostania ataku była jeszcze mniej przyjemną perspektywą niż dla niego. Szczególnie w przypadku tego drugiego. Tyle dobrze, że odzyskała torebkę. Przynajmniej leki miała pod ręką.
Tak jak nasz drogi najemnik miał zamiar odwalić jak najmniej roboty za jak największą kwotę, tak Lily mimo wszystko nie miała zamiaru dać się wykorzystać i przepłacać. Szczególnie, czy Gabriel tego chciał, czy nie, mężczyzna był jej jeszcze potrzebny. Już na samym początku mówiła, że domaga się dostarczenia swojego szanownego tyłka do domu. Chociaż... obecnie niekoniecznie miała ochotę, by ten gość wiedział, gdzie mieszka. Hm, zawsze można zmienić to na hotel. Przytulny, z dobrą obsługą i zdecydowanie niespalony. Gdyby tego było mało, potrzebowała jeszcze wpaść po drodze do bankomatu. Bo przecież nikt normalny nie nosi ze sobą w takie miejsca ilości gotówki, której sobie zażądał Gabriel!
Och, cenię się wystarczająco. Stan mojego konta to potwierdzi. – Teraz, kiedy emocje już opadły, a Lu nie musiała się skupiać nawet na tym, by chodzić, na spokojnie mogła się odcinać i paplać. Poza tym... zajmowało to jej uwagę. Gdyby teraz zamilkła, prawdopodobnie zaraz by odpłynęła. Nie była osobą stworzoną do wysiłku, a co dopiero do znoszenia ran i obrażeń. I tak poradziła sobie całkiem nieźle, jak na jej fizyczne możliwości! Mimo to wciąż krwawiąca rana dawała się we znaki, mięśnie pulsowały bólem, a w głowie kręciło się od dymu, pyłu, biegu, strachu i wszystkiego, co się wydarzyło. – Będziesz musiał to znieść jeszcze przez chwilę.
Gdy odstawił ją w końcu przy samochodzie, dzielnie ustała na nogach. Widząc swoje kluczyki, zmarszczyła brwi. Nie, nie miała na to sił. Poza tym... musiała się jeszcze ogarnąć.
Ty prowadzisz. Pamiętaj, że obiecałeś mnie odstawić do domu, nie do auta. Taka była umowa. No i po drodze muszę ci wypłacić hajs. Chyba że chcesz przelew? Mi to naprawdę obojętne. Tylko nie wyskakuj z jakimś cholernym "zostaw torbę z pieniędzmi na dachu budynku między 3 a 4 w nocy", bo nie będzie mi się chciało bawić w takie rzeczy.
Wyłączyła alarm w samochodzie, po czym otworzyła tylne drzwi i wsiadła do środka. Niezbyt zgrabnie. Przeklęła w myślach, gdy sobie uświadomiła, jak bardzo będzie mieć teraz upierdolony samochód od środka. Ciekawe ile wezmą za czyszczenie? Ten wypad robił się coraz droższy.
Przy czym zmieniłam zdanie, tak swoją drogą. Nie do domu, a do hotelu. Jakiegoś najbliższego, żebym mogła się ogarnąć. Byle to nie była jakaś rudera. I by był po drodze bankomat, jak mówiłam. Cóż, pewnie i tak znasz tę okolicę lepiej ode mnie.
W myślach błagała (ha, w życiu by tego nie zrobiła na głos!), by Gabriel nie zaczął się teraz wykłócać. Od początku tak się umawiali, psia mać. A ona nie miała zamiaru zostać porzuconą na pastwę losu. Co prawda mogłaby załatwić sobie taksówkę, ale... To by rodziło całkiem sporo pytań. Poza tym jemu już za to obiecała forsę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Reaper
Żona Admina & Ojciec-Szlaban

Liczba postów : 211
Join date : 10/12/2016

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Pon Lis 06, 2017 10:29 pm

Gabriel absolutnie nie brał tego pod uwagę, bo stan zdrowia Lu był mu zwyczajnie wybitnie obojętny - przynajmniej dopóki nie była mu dłużna pieniędzy, a aktualnie była. Tak czy owak nie przejmował się nią, a sobą; zwyczajnie jego interes zależny był od niej. Jakoś nie zwykł specjalnie dbać o innych ludzi, przynajmniej zazwyczaj. Szczególnie gdy działali mu na nerwy.
Nie był głupi, wbrew pewnym pochopnym opiniom. Czasem trochę nerwowy, narwany i za bardzo do przodu, ale na pewno nie głupi, więc mimo całego swojego zirytowania sytuacją, wiedział, co musi jeszcze przejść żeby dostać swoje pieniądze. Przy czym dziennikarka działała mu na nerwy do tego stopnia, że zaczął się zastanawiać, czy nie wygodniej byłoby ją po prostu okraść i mieć święty spokój. Z drugiej strony - za dużo roboty, nie chciał się bawić w morderstwo, a że był w cywilu mogłaby go gdzieś zgłosić. Wprawdzie policja bywała... cóż, średnio przygotowana, ale to nie znaczyło, że można ich było bagatelizować. Znosił więc dzielnie te cokolwiek dość zabawne odzywki Lu, których nasłuchał się w życiu wystarczająco dużo, żeby traktować je jako czcze słówka małych-wielkich ludzi. Wielkich tylko w swojej wyobraźni.
- Ktoś tu chyba nie odrobił lekcji i nie wie, co dzieje się z wygadanymi, bogatymi ludźmi, którzy nie mają odpowiedniej ochrony - W tej chwili był dla niej potencjalnym zagrożeniem. Wróć; był dla niej zagrożeniem przez cały czas, po prostu grzecznym jak do tej pory. Nie zamierzał jej jednak umożliwiać poczucia się przesadnie bezpiecznie, bo paplająca koło ucha irytująca baba jakoś niespecjalnie była mu na rękę - Ależ znoszę. Po prostu jestem tylko człowiekiem i mam swoje limity takiej, dajmy na to, zwykłej, ludzkiej cierpliwości.
Najwyraźniej umowa obejmowała również bycie szoferem. W sumie nie tak źle - lepsza wygodna, szybka podróż samochodem, niż gramolenie się z tym yorkiem pieszo. Gabriel akurat nie miał przy sobie odpowiedniej torebki na transportowanie wyszczekanych szczurków, na przykład takiej na zwłoki.
- Za dużo filmów oglądasz, ogranicz telewizję. Gotówka na miejscu mnie satysfakcjonuje - Po co miałby bawić się w podchody, skoro i tak widziała jego twarz? Bez sensu. Nie miała też powodu na niego donosić, bo sama strzeliłaby sobie w stopę a ktoś jej później w twarz, więc o to się nie martwił. A w każdym razie zakładał, że to absolutne minimum wymaganego do przeżycia oleju w głowie ma.
Nie miał żadnych oporów przed umazaniem Lu tapicerki. Samochód mu się, przynajmniej zgodnie z umową, nie należał, więc nie zamierzał się nim przesadnie martwić, ot, nie jego problem. Byle nie roztrzaskać go na słupie, bo jeszcze mu ten york zacznie ujadać jeszcze głośniej, a tego by już chyba psychicznie nie wytrzymał.
"Nie do domu, a do hotelu". Uśmiechnął się pod nosem, znów kwaśno. Obawia się, że będzie wiedział gdzie mieszka? I tak by wiedział, gdyby mu zależało. Po prostu nie była warta zachodu, dopóki ktoś nie chciał za nią kasy.
- Jedną ruderę już dzisiaj odwiedziłaś, co, znudziły ci się podróże? Podobno kształcą - odwrócił jeszcze do niej głowę, wychylając się zza oparcia. Puścił jej oczko i spojrzał z powrotem przed siebie, odpalając samochód i odjeżdżając z miejsca zdarzenia, kierując się do najbliższego względnie znośnego hotelu w okolicy. Koniecznie z bankomatem.

/z.t


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lu Cavendish


Liczba postów : 40
Join date : 21/03/2017
Skąd : London, of course.

PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   Sro Lis 08, 2017 10:18 pm

Teoretycznie nie przyszłam tu jako wygadany, bogaty człowiek, ochrona by mi zawadzała. I zanim to skomentujesz, to tak, wiem, spierdoliło się po całej linii, zauważyłam. I tak, tym bardziej wiem, że szczęśliwie dla mnie "zarabiasz" na swój hajs, zamiast wpakować mu kulkę w łeb. – Miała już naprawdę dość tego dnia. Szczególnie że... kompletnie to się jej nie opłaciło. Nie dowiedziała się niczego, co by jej pomogło, dało jakieś faktycznie informacje lub dalsze tropy. Okej, Reaper faktycznie się tu pojawiał. To udało się jej potwierdzić. Ale... teraz ta informacja nie miała żadnego znaczenia. Skoro została zdemaskowana jako dziennikarka, która węszy po okolicy (na szczęście nie pokazała bezpośrednio za kim konkretnie), mogło to przepłoszyć stąd parę osób. Cały ten pieprzony pożar również raczej zachęcał do zmiany miejscówki (kto wie, czy nie był wywołany specjalnie... będzie musiała to sprawdzić). Oczywiście mogło być wręcz przeciwnie, ale domysły to nie fakty, a ich właśnie potrzebowała.
Podziwiam. Mnie to chujostwo już dawno się wyczerpało – mruknęła z lekkim przekąsem, ignorując faktyczny kontekst tego zdania. Ściągnęła z siebie skórzaną kurtkę, rzucając ją gdzieś w kąt i krzywiąc się przy tym wyraźnie z bólu. Już chciała ściągnąć z siebie koszulkę, by przebrać ją na jakąś inną (nie poplamioną krwią), a przy okazji na spokojnie zająć się swoją raną w trakcie podróży, jednak zatrzymała się w połowie ruchu. Po chwili zawahania zrezygnowała z tego.
Cieszę się, że przynajmniej w tym jesteśmy zgodni. – Mniej problemu i dla niego, i dla niej. Poza tym... na twarzy Lu pojawił się lekki uśmieszek. Ograniczenie telewizji... ha. Ciekawe czy to obejmowało stanie po obu stronach ekranu.
...och, zamknij się – rzuciła tylko na koniec, wywracając oczami.
Ignorując to, jak bardzo miała ochotę się teraz po prostu położyć i zasnąć oraz jak co chwila rwało ją w boku, podniosła się do klęczek, odwracając tyłem do Gabriela i sięgnęła ręką do bagażnika. Hm, gdzie to powinna... o, jest! Wyciągnęła apteczkę, siadając z powrotem normalnie. Czas się zająć sobą. Na początek przemyła swoje dłonie spirytusem, krzywiąc się przy tym mocno i sycząc z bólu, choć było to nic w porównaniu do tego, jak zabolało przemywanie gazą nasączoną wspomnianym spirytusem rany na boku. Lu zagryzła mocno wargę, przechylając głowę do tylu.
Kurrrrrrrwa. Kurwa jego mać! – Zacisnęła zęby i policzyła w myślach do pięciu, by się uspokoić. Przy tym wszystkim cały czas pamiętała, by nie podciągnąć koszulki do góry. Nie było to zbyt praktyczne, ale... inaczej nie chciała.
Po przemyciu ran, owinęła je czystym bandażem, dając pod spód jałowe opatrunki. Spojrzała na swoje opatrzone dłonie. To... wyglądało problematycznie. Będzie mieć problem z pisaniem, zdecydowanie. Ech... ciekawe ile takie rany się goją? Będzie musiała jak najszybciej wybrać się do dobrego chirurga. Byle jej nie zostały po tym kolejne blizny...
Choć na razie chciała po prostu odpocząć.

z/t do Opera House Hotel
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Okolice opuszczonego hotelu   

Powrót do góry Go down
 
Okolice opuszczonego hotelu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Okolice Opuszczonego Reaktora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: New York City :: Bronx-
Skocz do: