IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Las Bawarski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Cliff Rosswell
Dobry Samarytanin

Liczba postów : 143
Join date : 26/02/2017
Skąd : Waszyngton

PisanieTemat: Las Bawarski   Czw Kwi 06, 2017 4:25 am




Największy zwarty kompleks leśny i pierwszy niemiecki park narodowy. Oprócz pięknego , nietkniętego przez człowieka krajobrazu można zobaczyć wiele przedstawicieli różnych gatunków zwierząt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Cliff Rosswell
Dobry Samarytanin

Liczba postów : 143
Join date : 26/02/2017
Skąd : Waszyngton

PisanieTemat: Re: Las Bawarski   Czw Kwi 06, 2017 4:29 am

Las Bawarski… piękne odludne miejsce, jak to wiele parków narodowych. Nienaznaczone obecnością człowieka, pełne fauny i flory. Miejsce, w którym nie było wolno chodzić turystom, jednak Cliff niekoniecznie zamierzał się tym przejmować. Właśnie teraz był zawieszony na kilku gałęziach i rozglądał się dookoła siebie z znudzonym wyrazem twarzy. Zdecydowanie lubił takie okolice. Było cicho, spokojnie i co najważniejsze – nawet brak śladu ludzkiej obecności. Może się niektórym wydawać, że jako istota ludożercza powinien przebywać wśród ludzi jak najczęściej to możliwe, ale tak w jego przypadku nie było. Tak naprawdę nie lubił ludzi, a ci na jego humor nie działali wcale kojąco. A akurat zdecydowanie nie był głodny, bo przed ledwie… godziną? Coś koło tego, najadł się już wystarczająco. A z ludzkiego osiedla do tego miejsca przeszedł szybko i sprawnie, krótko przed przejściem do parku narodowego rozdarł ludzkie ubrania. W tej chwili miał na sobie tylko spodnie i buty, które wraz z nim zmieniały rozmiar. No, i nie licząc tej przeklętej bransolety.

Zeskoczył z drzewa na wszystkie cztery kończyny, po czym wstał i rozejrzał się. Było popołudnie, choć dla niego nie miało to aż takiego znaczenia. Zaczął iść pomiędzy drzewami, raczej powoli. Obserwował przy tym zwierzęta, które dało się co jakiś czas zauważyć. Zatrzymał się dopiero, jak w jego kierunku zaczął biec jakiś wyraźnie wygłodniały niedźwiedź. Gdy zwierzę było blisko, blondyn chwycił je oburącz i rzucił niedaleko obok. Przybrał dość bojową pozę i wydał groźny ryk. To jeszcze nie przestraszyło niedźwiedza, ale gdy ten został rzucony na jeszcze dalszą odległość – już zdał sobie sprawę, że coś co wyglądało jak niegroźne mięsko, to lepiej do tego się nie zbliżać. Gdy tylko niedźwiedź pobiegł w innym kierunku, jedynie pokręcił głową i skwitował to cichym warknięciem. To zachowanie swoją drogą aż idealnie odzwierciedlało, czym różniło się jego zachowanie wobec ludzi i zwierząt – jakby go zaatakował jakiś człowiek, ten najpewniej straciłby życie. Z kolei zwierzę zabijał już tylko wtedy, gdy to było wyjątkowo natarczywe lub gdy naprawdę musiał jeść, a znalezienie człowieka graniczyło z cudem. Można było nawet powiedzieć, że zwierzęta lubił – przynajmniej w porównaniu do tego, jak traktował gatunek, na którym się żywił. Warto było zauważyć, że gdy już musiał polować na zwierzęta, zabijał je zazwyczaj bezboleśnie, ale zawsze szybko – inaczej, niż nierzadko to robił z ludźmi.

Gdy dotarł na jakąś polanę, sam jedynie usiadł na jej skraju, rozglądając się wokół. Nie zamierzał się przejmować niczym, a sam na razie był wyciszony i dość zrelaksowany. Wiedział jednak, że i tak pod wieczór będzie musiał ponownie znaleźć się blisko ludzi. Aczkolwiek… do tego było jeszcze dużo czasu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Las Bawarski   Czw Kwi 06, 2017 12:13 pm

Często zdarzało się, że Doktorzy podróżowali po świecie, żeby zdobyć jakieś rzeczy "potrzebne" im do projektu. Nikt oprócz nich nie wiedział po co im to, do czego im to, a czasem nawet co to. Tak było w tym przypadku. Nie wtajemniczali Theo w ogóle, bo nie był im potrzebny, żeby to zdobyć. W innych sytuacjach wykorzystywali go, bo miał kilka rzeczy, których im brakowało, a był tym między innymi ludzki wygląd, urok osobisty trochę bardziej zrozumiała umiejętność perswazji, no i mógł kogoś poharatać jeśli ktoś tego wymagał. Doktorzy byli dobrzy we wszystkim co nie wiązało się z "normalnym", ludzkim światem, więc trzeba było im czasem pomóc. A jeżeli nie potrzebowali pomocy, to i tak ciągali go ze sobą, bo nie mogli przecież spuścić z oczu swojego pierwszego udanego projektu. Odrobinę to brzmi jak jakaś upośledzona forma rodziny, ale Theo nie narzekał. Był w środku zainteresowania, nawet jeśli to zainteresowanie było... specyficzne. I nie do końca spowodowane czysto emocjonalnymi elementami tej relacji. Jeżeli w ogóle Doktorzy żywili jakiekolwiek uczucie do niego poza zadowoleniem z osiągniętego sukcesu. Narzekać nie mógł, bo zrobili z niego nad człowieka i to mu się bardzo podobało. Miał prawie wszystko czego chciał, a z podróży mógł sobie korzystać. Nie mógł przecież stracić takiej okazji jak odwiedzenie Lasu Bawarskiego. Może gdyby był po prostu człowiekiem to nie miałby tak dużej ochoty, ale jego wewnętrzne zwierzę aż rwało się, żeby przebadać te tereny. Korzystając z tego, że Doktorzy mieli na głowie inne rzeczy i nie potrzebowali go w tym momencie udał się w ludzkiej formie na jakąś polanę, gdzie pozbył się wszystkich swoich ubrań, schował je do plecaka, który miał ze sobą i położył na gałęzi jednego z drzew przy polanie, żeby przypadkiem jakiś zainteresowany zwierzaczek nie postanowił mu tego zabrać. Przybrał swoją zwierzęcą formę i jako czarna mieszanka wilka oraz kojota ruszył na zwiedzanie okolicy.
Usłyszał głośny ryk i nie był w stanie stwierdzić kto jest jego autorem. Właśnie przez to wydało mu się to bardzo interesujące, więc ruszył biegiem do źródła tego dźwięku. Stanął niedaleko i przyglądał się swoimi dwukolorowymi oczami, jak jakiś mężczyzna bez problemu pozbywa się niedźwiedzia, który stanął na jego drodze. Zawarczał, czując zagrożenie. Nie sposób było zapanować nad zwierzęcymi instynktami w tej postaci. Ruszył za mężczyzną, bo bardzo nurtowało go to, co robi w Lasie Bawarskim. W końcu trafił na tę samą polanę co przedtem. Ostrożnie stawiał łapy, zbliżając się do osobnika, jednocześnie ukazując kły i warcząc. Każdy normalny człowiek już dawno zaczął by uciekać. Oczywiście po nim czegoś takiego się nie spodziewał, w końcu był świadkiem potyczki z o wiele groźniejszym zwierzęciem. Nie chciał go zaatakować, ale wszystkie jego wilkokojocze zmysły ostrzegały go przed nim. Cofnął się odrobinę, a potem zmienił postać. Podniósł się z ziemi, w ogóle nie czując wstydu i podszedł do drzewa, na którym schował plecak. Założył spodnie i znowu spojrzał na mężczyznę.
- Ty i ten niedźwiedź. - przywołał sytuację, której był świadkiem. - Imponujące.
Powrót do góry Go down
avatar
Cliff Rosswell
Dobry Samarytanin

Liczba postów : 143
Join date : 26/02/2017
Skąd : Waszyngton

PisanieTemat: Re: Las Bawarski   Czw Kwi 06, 2017 8:40 pm

Siedział sobie w spokoju dalej na polanie, przymykając od dłuższego czasu oczy. Przestał myśleć o niebieskich migdałach (no dobra, nie myślał. Wyłączył się po prostu.) gdy zobaczył wilka. Ale... czy na pewno? Cliff widział wilka niejednokrotnie, a ten wyglądał... dziwnie. Trochę jak kojot. Zdziwił go też fakt, że zobaczył wilka samego. Gdy ten obnażył kły, jedynie uniósł brew do góry w powątpiewającym geście. Nie zamierzał reagować, po prostu boleśnie walnie psowatego za naruszenie jego przestrzeni osobistej.

Jednak widząc, że ten nagle zmienił się w człowieka - osłupiał. Zacisnął usta i otworzył nieco szerzej swoje oczy, ale długo ten wyraz twarzy nie utrzymał się. Na tę pochwałę, odrzekł jedynie.
- Oj, mój drogi, nie podlizuj tak się. Ten misiek* to nic takiego.- Pokręcił głową i wzdrygnął się, jakby coś obrzydliwego zobaczył. Wilkołak mógł zaważyć fakt, że miał zupełnie inne oczy od ludzi. Tęczówki blondyna miały barwę szkarłatną, z kolei jego białka... były dziwne. Jakby u osoby martwej od kilku dni, jakieś wyschnięte a przy tym pożółkłe. A ich spojrzenie świdrowało chłopaka. - Powiedz mi. Jesteś jakimś eksperymentem czy co? Jakimś cudakiem czarodziejki jakiejś?

A miał nadzieję, że nie będzie musiał używać ludzkiej mowy... przynajmniej mówił po angielsku. A niemieckiego nie znał. Gdy ten paradował chwilę bez spodni, to na Gigancie to nie zrobiło wrażenia.
- Nie jesteś stąd. W sumie ewidentnie brzmisz na kogoś z Stanów. - akurat umiał rozpoznawać akcenty. Przynajmniej jak chodzi o te języki którymi władał. Zazwyczaj nie umykały mu nawet drobne różnice. - Powiedz mi... co tu robisz? Chyba, że mieszkasz w tej puszczy i humanoidalną postać przybierasz czasami. Ja nie wiem.
Wstał i ruszył w stronę nastolatka, mierząc go wzrokiem. Szedł dookoła niego powolnym krokiem, jakby z gracją. Skrzyżował ręce, a po chwili jedną z dłoni objął swój podbródek w zastanowieniu. W tej chwili wyglądał jak zwykły człowiek - cóż szczególnego? Jednak miał wystarczający dowód na to, że ten człowiekiem nie jest. Patrzył na niego jeszcze dłuższą chwilę. Wyglądał na dość silnego, przynajmniej jak na człowieka. Aczkolwiek i tak nie dorównywał w umięśnieniu Cliffowi.**
- Nie, żebyś był dla mnie czymś nowym, tawariszcz. Ale na pewno nieczęsto spotykanym. - odparł, choć nie zamierzał wtajemniczać go w eksperymenty Umbrelli. Nie, to nie byłby dobry pomysł. - W sumie moja ciekawość już opada, choć ciekawie było jakbyś wyjaśnił, czym jesteś. I uwierz mi, wychwytuję świetnie kłamstwa.
Spojrzał na niego kątem oka i przez chwilę znowu chodził dookoła niego. Później stanął gdzieś blisko. Jedną dłoń oparł na biodrze a drugą ujął podbródek, udając zamyślenie. Tak naprawdę znowu się wyłączył, co było delikatnie widać w jego oczach. Pewnie wszystko zacznie ogarniać, jak ten zacznie mówić.



* - Misiek, a tu na pewno Cliff powiedział "Teddy Bear"*
**Wiem, że na obrazku wygląda na dość szczupłego, ale w wyglądzie ma napisane, że jest napakowany.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Las Bawarski   Pią Kwi 07, 2017 11:30 am

Czy Theo się podlizywał? Ani trochę. Nigdy nie zależało mu, żeby zwrócić na siebie czyjąś uwagę tanimi lub tymi bardziej wyrafinowanymi komplementami. Uważał po prostu, że to nie ma sensu, a poza tym nie odczuwał potrzeby zwrócenia na siebie czyjejś uwagi w taki sposób. Chyba, że sytuacja tego wymagała, ale w takim wypadku to się nie zalicza. Wzruszył ramionami.
- Dla Ciebie może nie, ale jestem pewien, że każdy przeciętny człowiek byłby pod wrażeniem. - byłby pod wrażeniem albo uciekałby w popłochu. Ludzie już tak mieli, nawet jeśli dla samego Cliffa rozprawienie się z niedźwiadkiem nie było niczym szczególnym, to dla zwykłego zjadacza chleba już tak, ale ludzie z reguły byli słabi, dlatego podniecali się na widok czegokolwiek co jest silniejsze od nich.
Przygryzł dolną wargę, wpatrując się w dziwnego mężczyznę. Z pewnością zauważył, że jego oczy wykazują dość podejrzane cechy i przez chwilę się nawet zastanawiał czy pierwotną formą Cliffa był człowiek, czy może ta historia bardzo odbiega od jego wyobrażenia. Jednak nie odczuwał strachu, bo miał to do siebie, że przez jego psychopatyczną osobowość bardzo rzadko się bał. Odczuwał zagrożenie i zdawał sobie sprawę z powagi pewnych sytuacji, to pewne. Z resztą jego zwierzęca część nie dałaby mu inaczej spokoju, instynkt to instynkt, nawet jeżeli odrobinę brawurowy. Zaśmiał się. Gdyby Doktorzy dowiedzieli się, że ktokolwiek stwierdził, że ich praca może być dziełem jakiejś czarodziejki to pewnie by się wkurzyli. Przynajmniej Theo tak uważał, nie byli jacyś bardzo wylewni jeśli chodzi o cokolwiek. Praktycznie to nie dzielili się z nim prawie niczym, a czasem to i nawet na jego pytania nie odpowiadali. Jedyne czego nie ograniczali w kontakcie z nim to były opowieści o nadnaturalnych stworzeniach. Ciekawe czy zainteresowaliby się Cliffem? - To bardziej skomplikowana historia. - odpowiedział, unosząc prawy kącik ust. Miło było spotkać kogoś z kim mógł sobie na ten temat porozmawiać. Zaczął przechadzać się po polanie przez chwilę zastanawiając się nad czymś, co zupełnie odbiegało od rozmowy.
Pokiwał głową na potwierdzenie tego, że jest ze Stanów. Przeciągnął się. - Korzystam z okazji. Moja zwierzęca natura nie mogła przejść obok tego miejsca obojętnie. - odparł. Może i odpowiadał trochę skrótowo i ogólnie, a;e trudno było to zrobić inaczej. Po pierwsze: historia była długa i skomplikowana, a po drugie: nieważne jak bardzo chciałby się nią całą z kimś podzielić to nie mógł. Doktorzy nie lubili zwracać na siebie uwagi. Nie to co Theo!
Ponownie się zaśmiał. Czuł się jak gwóźdź jakiegoś programu, oglądany z każdej strony przez mężczyznę. Nie, żeby mu się to nie podobało. Mógł przecież wyjaśnić czym jest bez zdradzania jakichś szczegółów, których i tak za dużo nie znał.
- Chimera. Genetyczna mieszanka genów kojota, człowieka i wilka.
Tak to mniej więcej działało. Oprócz tego, że człowieka powinno wymienić się razy dwa. Jego siostra na pewno miała poczucie, że jej serce się nie zmarnowało.
Usiadł na trawie. Jego zwierzęca część ciągle domagała się tego by być bliżej natury i mógł spełnić jej zachciankę. Uniósł brew spoglądając na zamyślonego towarzysza rozmowy. Uśmiechnął się w dość cwaniacki sposób, co nie było jego zamiarem, po prostu już tak miał.
- A jak jest z tobą? Bo wątpię, że dla zabicia nudy przychodzisz tutaj i siłujesz się z niedźwiedziami. - zapytał, bo i jego interesowało odrobinę kim jest i co tutaj robi. - No chyba, że tak. - wzruszył ramionami.
Powrót do góry Go down
avatar
Cliff Rosswell
Dobry Samarytanin

Liczba postów : 143
Join date : 26/02/2017
Skąd : Waszyngton

PisanieTemat: Re: Las Bawarski   Pią Kwi 07, 2017 9:19 pm

On komplementował rzadko. Nie liczymy sytuacji, gdy akurat przybierał jakąś maskę... jednak gdy ukazywał swe prawdziwe oblicze to ciężko było o komplement od niego.
- Nie obchodzi mnie zdanie tych marnych zwierząt. - Zmarszczył delikatnie brwi na wspomnienie o ludziach. Choć w jego wypadku może porównywanie ludzi do zwierząt nie miało sensu, bo te traktował lepiej od istot ludzkich. - Ale fakt. Dla nich starczy byle co, by byli pod wrażeniem. Żałosne istoty...
Prychnął pogardliwie, zaraz wrócił mu jednak stosunkowo rozluźniony uśmiech. Wpatrywał się w chłopaka spokojnie, Potem dał mu mówić łaskawie, dopiero gdy wypalił z chimerą ten jakoś się "obudził".
- Wydaje mi się, że te geny powinny występować jednocześnie... - rzekł, po czym się zamyślił. Krótko, ale jednak. Po tym odparł. - Ale rozumiem. W sumie twoja zwierzęca forma przypomina coś między wilkiem i kojotem... serio, dziwnie wyglądasz.
Odparł spokojnie. Cóż, on sam żadną hybrydą nie był, ale miał do czynienia z robieniem hybryd. Choć zbyt często jako człowiek nie bawił się w naukowca. Wolał akcję.
- To miejsce jest wolne od ludzi, wilczku. Gdy ci nie są mi potrzebni, ich towarzystwo nie jest zbyt kojące. - Odparł, a mówiąc o "potrzebności" ludzi oblizał wargi, jakby myślał o czymś pysznym. Podszedł bliżej i chwycił go za podbródek, przyglądając mu się. Po chwili go puścił i odszedł o krok. - Nie jesteś aż taki ciekawy. W sumie już znudziło mnie to.
Po chwili sam usiadł, dość wygodnie rozwalony przy tym. Patrzył spokojnie na młodego mężczyznę z pewnym znudzeniem. Blondyn poprawił swoją i tak (jak zwykle) aż nazbyt idealną grzywkę, idealnie naśladując zamyślenie.
- Poza tym miałem nadzieję, że nie będę musiał przez kilka godzin mówić ludzkim głosem... ale cóż... nie irytuj mnie za bardzo tylko.
Przymrużył oczy i odchylił lekko głowę do tyłu, patrząc w niebo. Chłopak go nie obchodził szczególnie, ale był gotów go znieść, o ile ten nie był zbyt nieznośny. Według niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Las Bawarski   Nie Kwi 09, 2017 12:37 pm

- Całkiem ciekawa opinia. - uśmiechnął się. Sam uważał się za lepszego od ludzi, ale prawdą było, że był lepszy. Nie tylko dlatego, że Doktorzy udoskonalili go przez te wszystkie eksperymenty, ale również z innych powodów. Od zawsze czuł się lepszy od innych i uważał, że zasługuje na wszystko, czego chce. Takim oto sposobem doprowadziło go do momentu, w którym zabił swoją siostrę dla własnych korzyści. Parsknął śmiechem na zdanie o tym, że dziwnie wygląda.
- Domyślam się. Chociaż bardzo ciężko jest obejrzeć się w lustrze, kiedy ma się ochotę rozerwać komuś gardło. - wzruszył ramionami. - Ludzie też nie są zbytnio rozmowni, kiedy myślą, że zaraz zginą. Chociaż czasami zdarzało mu się, że ktoś potem opisywał go jako "bardzo dziwnego wilka" albo "przysięgam, ten wilk miał dwie różne gałki oczne."
Ostatnio przez długi czas nie miał za bardzo z kim rozmawiać, bo spędzał cały czas z Doktorami, a oni nie byli zbyt rozmowni. Poza tym Cliff jako wyjątek od ludzi nie był tak nudny i żałosny jak oni. Nie żeby mu jakoś szczególnie na tym zależało, ale zastanawiał się przez chwilę czy Doktorzy byliby zainteresowani kimś takim. Przekręcił głowę przyglądając się mu, wciągnął powietrze nosem, próbując dowiedzieć się czegokolwiek przez jego zapach, ale był dziwny. Theo nie spotkał się jeszcze z czymś takim. Od przemyśleń oderwały go jego słowa o ludziach i ten gest, który poważnie coś sugerował. Zmrużył oczy, kiedy Cliff złapał go za podbródek, ale uśmiech nie znikał z jego twarzy. Był nudny? Okej. W głowie wzruszył ramionami, ale to nie było ważne, nurtowało go coś innego.
- Żywisz się ludźmi? - zapytał a w tonie jego głosu można było dostrzec bardzo małą drobinkę zainteresowania. Przynajmniej jeden z nich nie był znudzony. Chociaż wcale nie zrobiłoby mu się przykro, gdyby nieznajomy stwierdził, że w ogóle nie ma zamiaru kontynuować rozmowy, ale nie mógł nie skorzystać z okazji.
- Nie irytować? Może da się zrobić. - przygryzł dolną wargę zastanawiając się nad tym. Potrafił być bardzo irytujący na zawołanie, ale czy to działało w odwrotną stronę?
Powrót do góry Go down
avatar
Cliff Rosswell
Dobry Samarytanin

Liczba postów : 143
Join date : 26/02/2017
Skąd : Waszyngton

PisanieTemat: Re: Las Bawarski   Nie Kwi 09, 2017 5:26 pm

Uniósł brew, patrząc na wilkołaka. On sam poniekąd miał powody, by uważać się za lepszego od ludzi. Był od nich silniejszy, szybszy i inteligentniejszy od wielu z nich.
- Dziwnie jak na zwierzę. Ale bycie hybrydą ten fakt wyjaśnia. - Był gotów uznać to za wystarczające wyjaśnienie, bo to go nie obchodziło. Jego ciekawość z natury szybko opadała, tylko wyjątkowo dziwne zjawiska powodowały, by to zainteresowanie utrzymywało się dłuższy czas. - Zazwyczaj ograniczają się do błagań, lamentu i smętu.
Wywrócił oczami, i warknął pogardliwie marszcząc kącik ust. Tia, pogardę wobec ludzi uwielbiał okazywać na każdym kroku. Uważał, że ludzie są dobrzy tylko w mnożeniu się, byciu ofiarami i niszczeniu własnego środowiska. W niczym więcej.
On nie potrzebował rozmowy. Od czasu przemiany w Giganta przestał odczuwać potrzebę rozmowy i kontaktu z kimkolwiek. Jak dawniej był ekstrawertykiem, dzisiaj można było go uznać za coś w stylu introwertyka. Chociaż czasami nie miał nic przeciwko rozmowom.
- To chyba aż zbyt oczywiste, jeśli analizuje się moje wypowiedzi. -Pokręcił głową, z lekkim i zarazem protekcjonalny uśmiechem. Inne istoty niż ludzie jadł tylko, jeśli sytuacja go do tego zmuszała. A raczej nie zapuszczał się w obszary, które w ogóle były pozbawione ludzi w jakiejkolwiek okolicy. - Ale tak, uwielbiam ich jeść. Właściwie tylko nimi się żywię.
Jak było powiedziane wcześniej - jeśli było to możliwe. Zazwyczaj jednak było. W razie wypadku deficytu ludzi żywił się w ludzkiej formie, wtedy nie potrzebował aż tyle pokarmu. A na szczęście zawartość żołądka zmieniała rozmiar wraz z nim.
- Lepiej dla ciebie. Jakoś nigdy nie miałem oporów, aby kończyć z życiem innych. - Chociaż uznawał rozmówcę za coś innego, niż człowieka. Takowego potraktowałby dużo mniej przyjemnie. Z drugiej strony to była kwestia czasu, nim będzie bezczelny wobec Theo. - Powiedz mi, chłopcze. Twoi "rodzice" produkują takich jak ty na masową skalę, są nieudacznikami czy może to za kosztowne?
Akurat firma jego ojca produkowała wiele potworów, chociaż... zazwyczaj nie były aż tak groźne jak Cliff. Te szeregowe nierzadko dawało się zabić za pomocą broni palnej, a do słabszych starczyć mógł pistolet. Pomijając fakt, że blondyn nie był zamierzonym potworem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Las Bawarski   Czw Kwi 20, 2017 1:18 am

Pokiwał tylko głową słuchając uważnie Cliffa. W zasadzie to nie musiał zbytnio się skupiać na tym co mówi, bo miał podzielną uwagę, a poza tym jego wilcze zmysły sprawiły, że takie rzeczy przychodziły mu łatwiej. Zdawał sobie sprawę ze swojej inności, bo jakże mogłoby być inaczej.
- I jeszcze ten zapach. - powiedział bardziej do siebie niż do giganta i jednocześnie zmarszczył nos na samą myśl o tym jak bardzo ludzie cuchną strachem tylko kiedy zobaczą przed sobą wilka. Theo zabijał ludzi bardziej dla zabawy niż pożywienia, bo preferował dziką zwierzynę, ewentualnie pożywianie się w ludzkiej postaci. Niestety nie zawsze mógł sobie pozwolić na dużo zabawy, bo Doktorom się takie rzeczy często nie podobały. I nie chodziło o to, że szkoda im było ludzkich żyć, tylko wymagali od Theo tego, żeby zachowywał się rozważnie i nie zmuszał ich do naprawiania jego bałaganu. On sam również tego nie chciał, bo wiedział, że skończy się to poważnymi konsekwencjami.
Raeken mimo, że różnił się od ludzi w swoim wieku i to prawie wszystkim, to jednak wciąż był nastolatkiem, który potrzebował w życiu też tych "typowych zajęć". Zaliczała się do tego między innymi rozmowa. Jednak nigdy nie uważał takich uczuciowych potrzeb za coś bardzo ważnego i wartego uwagi, dlatego starał się tłamsić w sobie takie rzeczy. Niestety nie zawsze się dało.
- Wolałem się upewnić. - wzruszył ramionami. Nigdy jeszcze nie spotkał nikogo, kto by tak bardzo się od niego różnił, ale jednocześnie gustował w ludzkim mięsie. Nie uważał oczywiście tego za nic strasznego, złego ani nic innego co mogli wymyślić ludzie. Czuł po prostu przez chwilę jakieś podobieństwo do kogoś i było to nawet miłe uczucie, ale tylko chwilowe, bo Theo nie był osobą, która takie uczucia doceniała. On doceniłby tylko jedno, a byłoby to własne stado.
- Powiedziałbym, że są w fazie eksperymentów. - przechylił lekko głowę. Doktorzy chcieli stworzyć istotę, która byłaby pozbawiona wszystkich ludzkich słabości, dlatego eksperymentowali z każdą z nich osobno, po kolei. - Po co mają tworzyć drugiego mnie, skoro mogą stworzyć coś lepszego? - dodał. Chociaż Theo nie pogardziłby kimś takim jak on, bo do tej pory eksperymenty nie odnosiły sukcesów, a on sam był zmęczony tymi ciągłymi poszukiwaniami nowych mieszanek genów, które przyniosą coś nowego i wzmocnią człowieka w inny sposób. Niestety nie dało się im przemówić do rozsądku, bo nie ma takiej mocy, żeby Doktorzy zaczęli robić coś nie po swojej myśli, a jakie to były myśli, to tylko oni sami wiedzą.
Powrót do góry Go down
avatar
Cliff Rosswell
Dobry Samarytanin

Liczba postów : 143
Join date : 26/02/2017
Skąd : Waszyngton

PisanieTemat: Re: Las Bawarski   Wto Kwi 25, 2017 12:14 pm

Czy on miał podzielną uwagę? Do pewnego stopnia raczej tak, ale on po prostu zazwyczaj był stale czujny. Na chwilę wytchnienia, gdzie skupiał się na odpoczynku pozwalał sobie tylko wtedy, gdy zaszył się w jakimś azylu. Czasem to była jakaś jaskinia, czasem dom jakiejś ofiary albo inna kryjówka. Zdarzało mu się nawet ukrywać w ruinach zamków lub rezydencji.
- Zapach jest wielokrotnie mniej ważny od smaku. – odparł z szczególnym przekonaniem, wbijając wzrok w niebo. Cliff się domyślał, że jako krzyżówka psowatego Theo miał szczególnie wyostrzony węch. Akurat u blondyna był to smak, który był doskonale rozwinięty. Na pewno znacznie lepiej niż człowieka.
On sam, chociaż pozornie zdawał się ignorować konsekwencje i wydawać się mogło, że robił po prostu co chciał to było to mylne wrażenie. Nigdy nie zaatakował człowieka wśród gapiów i zawsze upewniał się, że będą problemy z rozpoznaniem zwłok. Przeto nierzadko niszczył też lub darł wszelakie dokumenty. Jeśli chodzi o bardziej typowe zajęcia… Rosswell zmienił się stosunkowo mocno od czasu jak był człowiekiem. Obecnie towarzystwo nie było mu tak naprawdę potrzebne, jednak od czasu do czasu mógł z kimś porozmawiać. Ostatecznie raczej to go nie zabije.
- Wątpię, że ci się to przyda do szczęścia, szczeniaczku. – Przymrużył oczy i tutaj ponownie zaczął wpatrywać się w Theo. On zwierzęta zabijał tylko, jeśli już musiał. I zazwyczaj nie chciał tego robić, choć ciężko powiedzieć czy to z powodu, że życie zwierząt szanował bardziej niż ludzkie czy po prostu takowe mniej mu smakowały niż przedstawiciele Homo Sapiens. – Coś lepszego? Hm, hm, hm. Możliwe jest stworzenie naprawdę potężnych istot, wystarczy tylko chcieć.
On sam nigdy nie przykładał aż takiej uwagi do tworzenia nowych wirusów, które wywoływałyby wszelkie mutacje. Chociaż stworzył takowy, który nazwał Atrocity. Jednak ten różnił się bardzo ot tych, które kiedykolwiek zostały wyprodukowane przez ludzi jego ojca. Jednak stworzenie Giganta nie było niczyim celem.
- Powiedz mi tak szczerze. Dlaczego twoi „rodzice” puszczają cię tak samopas? – Uniósł brew. Chociaż interesowało go to tylko trochę, to postanowił zadać pytanie. Ojciec blondyna nie pozwalał na puszczanie wszelkich potworów na wolność, jednak było kilka przyczyn tego. Głównie taka, że większość nie posiadała inteligencji dorównującej ludziom i nie czułaby szczególnej chęci, by się pilnować. Jednak Olbrzym nie dałby się tak po prostu ujawnić. – Nie pokazałeś zbytniej rozwagi pokazując się mi. Na przykład organizacje lub poszczególne jednostki, które walczą z eksperymentami na ludziach mogłyby próbować dojść do tego, kto cię stworzył. Pomijając fakt, że ujawnianie się komukolwiek graniczy z niebezpieczeństwem.
On sam nie podejrzewał chłopaka, że ten zdradziłby komuś jego położenie. Zwłaszcza, że nie dostrzegł cienia emocji, które okazałby człowiek, jakby usłyszał o jedzeniu osobników jego gatunku. To prawie zawsze widać było w oczach, mimice i ruchach. Zdarzało się jednak, że musiał kogoś zabić, bo był zbyt dużym ryzykiem. Nie znaczyło to jednak, że zawsze takie osoby zabijał. Robiłto tylko wtedy, gdy okazywało się, że ktoś próbował go poszukiwać.
- Chociaż powinieneś mieć na tyle oleju w głowie, żeby mordować tych, którzy mogą cię wydać. To zawsze widać, kto ma predyspozycje do tego. – Wiele osób czuje się bezpiecznie, gdy blondyn pozwoli takim odejść. Wystarczyło jednak tylko jakiekolwiek okazanie strachu lub podobnego uczucia, żeby być „,monitorowanym”. A gdy tylko usłyszał, że ktoś próbuje poszukiwać jakiegoś „szalonego kanibala”, to… prawie zawsze naoczny świadek tajemniczo ginął. – Mnie nie obchodzi to, co będą robili twoi stwórcy, czy zdechniesz lub kogo zabijesz. Ale możesz natrafić na kogoś, kogo będzie to interesować. Wiesz o czym mówię?
Uniósł ponownie brew. Mogło to wyglądać na rady, było to jednak po prostu wytykaniem popełnianych błędów. Nie uświadamiał go z jakiejś dobroci serca, raczej z braku czegokolwiek do roboty. Zdmuchnął grzywkę delikatnie nachodzącą na oczy, po czym oparł się łokciami o ziemie i znowu wpatrywał się w niebo.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Gość
Gość


PisanieTemat: Re: Las Bawarski   Sob Kwi 29, 2017 2:09 pm

Oczywiste, że zapach był mniej ważny, kiedy masz zamiar skonsumować swoją ofiarę, ale Theo wolał raczej zabawić się jej emocjami, postraszyć, a potem ewentualnie zabić. Nie zdarzało mu się to zbyt często, bo nikt nie chciał, żeby okoliczne władze zorganizowały polowanie na wilka. Chociaż czasem naprawdę zabawnie popatrzeć na coś takiego z boku i wiedząc jacy ci ludzie są naiwni. Dla niego smak liczył się bardziej na przykład w przypadku jelenia. Tak, kochał jelenie.
- To wygląda całkiem inaczej. - skomentował tylko. Sprawa była skomplikowana nawet jak dla niego, a poza tym Doktorzy nie dzielili się z nim dużą ilością informacji. Czasem tylko jeżeli chcieli go do czegoś wykorzystać albo stwierdzając, że tym razem może się czegoś dowiedzieć. Jednak to było niewielki odsetek tego co robili, nawet jeśli Theo znał mniej więcej tego zarys. - To trochę obsesyjne... istoty. - dodał po chwili. - Nie chcą tworzyć potęgi, a ideał. A potem wykorzystać to dla siebie. - uniósł brwi, mówiąc to. Szczerze powiedziawszy to sam wątpił w to, że kiedykolwiek uda im się osiągnąć ten ideał i to nie dlatego, że uważał, że nie mają do tego możliwości i wiedzy, ale dlatego, że za każdym razem wymyślali coś nowego, czego brakowało im do ideału, który chcieli osiągnąć. A te braki pewnie nigdy się nie skończą, zawsze czegoś będzie za mało, a czegoś za dużo. Theo na ich miejscu już dawno skorzystałby z tego, co mieli, a nie narzekał jednocześnie będąc czymś, co do człowieka miało bardzo mało.
- Bo wiedzą, że wrócę. Z resztą, mamy bardzo ugodowe warunki. - wyjaśnił. Bał się ich to prawda, ale patrząc na to, że spędził z nimi tyle lat, a oni dali mu to czego chciał, mieli całkiem bliskie relacje. Szanował ich, traktował lepiej niż rodziców, robił to czego od niego wymagali i dostawał za to nagrody. Może brakowało w tym jakiejś bliskości i uczuć, ale coś ich łączyło. Na pewno byli odpowiedzialni za jego wychowanie w jakimś stopniu. Poza tym, wiedział, że gdyby postanowił zrobić coś po swojemu to oni by na to nie pozwolili. Na przykład, gdyby postanowił nie wrócić, to przyszliby po niego, a to miałoby nieprzyjemny koniec. - Mam możliwości, które pozwalają mi na takie rzeczy. - wzruszył ramionami. Naprawdę tak było. To prawda, że takie coś nie było zazwyczaj rozsądne, ale Theo nie był głupi. Wiedział kiedy może, a kiedy nie. Poza tym takimi rzeczami zazwyczaj zajmowali się Doktorzy jeżeli coś poszło nie tak. Byli oni dość nieuchwytni i bezwzględni, a poza tym bardzo lubili modyfikować pamięć.
Cliff się nie mylił. Theo nie miał zamiaru nikomu zdradzać czegokolwiek dotyczącego towarzysza. Miał do tego kilka powodów, a głównym było to, że nie za bardzo go jego żywot i żywot ludzi obchodził. Nie czuł jakiejś palącej potrzeby ratowania ludzkości, a gdyby coś takiego wystąpiło, to z pewnością uznałby to za coś bardzo dziwnego. Chodziło o to, że fajnie było spotkać taką postać, pogadać, wymienić się jakimiś spostrzeżeniami i to w takim przyjemnym otoczeniu, ale to tyle. Theo pewnie zapomni o tym spotkaniu pochłonięty innymi rzeczami.
- Szczerze mówiąc, nieczęsto mi się zdarzają takie "spotkania". W końcu trudno było znaleźć kogoś z kim można było pogadać na takie tematy. Logicznie, że Theo nie pokazywał swojej ludzkiej formy każdemu napotkanemu człowiekowi. Byłoby to głupie i problematyczne. Doskonale wiedział o co Cliffowi chodzi i to rozumiał. Miał jednak takie możliwości, że raz na jakiś czas mógł sobie na coś takiego pozwolić i szczerze mówiąc był to pierwszy raz.
Pokiwał głową. - Jasne, że wiem. Nie pierwszy i nie ostatni wtykał nos w nie swoje sprawy, ludzi do tego bardzo ciągnie. - przerwał unosząc głowę i wpatrując się w niebo. - Ale wiesz, wątpię, żeby ktoś oprócz nas wybierał się na pogaduszki do Lasu Bawarskiego. - dodał. O to chodziło, że było to nietypowa sytuacja. A Theo tylko w takim zdarzało zachowywać się inaczej niż zwykle. Poza tym mimo wszystko był nastolatkiem, któremu mimo wszystkich spędzonych latach z Doktorami i prowadzenia życia zupełnie innego, niż to, jakie prowadzą zwykłe, ludzkie dzieci, brakowało mu doświadczenia oraz klarownych rad i instrukcji, których Doktorzy nie potrafili mu dać.
Powrót do góry Go down
avatar
Cliff Rosswell
Dobry Samarytanin

Liczba postów : 143
Join date : 26/02/2017
Skąd : Waszyngton

PisanieTemat: Re: Las Bawarski   Pon Maj 01, 2017 11:45 pm

On akurat bardzo często zabijał i jadł ludzi. O ile straszenie i torturowanie wywoływało u niego jakąś satysfakcję, to wolał to traktować jako "świetną przyprawę do potrawy". Można to o tyle porównać jego torturowanie przy jedzeniu ludzi jak sól do potrawy. O ile soli się często do potraw używało, to raczej wiele osób nie jadło samej soli. A zwierzęta... nie, żeby mu w ogóle nie smakowały. Po prostu ludzie smakowali mu bardziej.
- Nie dadzą rady stworzyć ideału, bo ludzie z natury są gatunkiem idiotów. - odparł i zaśmiał się prawie że serdecznie, ale dalej słychać było ten okrutny, sadystyczny chłód. Po chwili ciągnął myśl. - Ludzkość mnoży się na potęgę, wyczerpują zasoby a problemu szukają nie tam, gdzie on jest. Ludzkość albo w końcu upadnie, albo zniszczy tę planetę. Nie inaczej.
On sam nie chciał wyniszczenia ludzkości, bo to ludźmi się żywił. Choć ostatecznie zadowoliłby się zwierzętami, raczej by przeżył. Chyba, że wszelkie większe formy życia miałyby wyginąć w wodzie i na lądzie. Tak, wtedy mógłby być problem. I to spory, bardzo spory.
Gdy słuchał chłopaka opowiadającego o swoich "rodzicach, zmrużył swoje szkarłatne ślepia jakby zamyślony. Analizował sytuację, po czym postanowił podzielić się spostrzeżeniami.
- Wiesz co, valp*? - zaczął tonem typowo znudzonym, po czym bardziej się wychylił w stronę rozmówcy. Po chwili dość wysoko uniósł jeden z kącików ust. - Mam dziwne wrażenie, że jesteś jak piesek na smyczy, jesteś skrajnie od nich uzależniony i najpewniej się ich boisz. Myyyyylęęęęę sięęęęę?
Po tej wypowiedzi szeroko się uśmiechnął. Olśniewająco wręcz, choć nie miało to na celu wywołać zachwyt. Choć to były tylko domysły i nie musiały być do końca z prawdą, choć Cliff był w ponad 50% pewny, że są mniej-więcej trafne. Znał też, powiedzmy procedury w wypadku wszelakich eksperymentów tego pokroju. Na przykład w jego firmie rodzinnej wszelkie co inteligentniejsze eksperymenty były mocno uzależnione od "góry" i były bardziej pilnowane od bezmyślnych stworów. A poza tym odpowiedzią na pytanie o puszczaniu Teosia samopas wyraźnie potwierdził, że jakoś od nich wprost musiał być uzależniony.
- A co do wtykania nosa w nieswoje sprawy... jeg skjønner*. - Akurat na tym punkcie był w pewnym stopniu wyczulony.  W sumie nierzadko był skłonny zabić za samo wyciągnięcie telefonu w jego obecności, gdy rozmówca wiedział o tym, kim Cliff jest. Choć bez przesady, nie zabiłby za samo wyciągnięcie Nokii 3310. - Gdyby mnie jakkolwiek obchodził twój los, to radziłbym ci tak nie ufać innym. Co by było, jakbyś trafił na gieroja i byś się ujawnił z złą naturą?
Tu znowu się wyszczerzył, ale i tak po oczach potwora było widać, że jakoś nie palił się do informowania kogokolwiek o Raekenie. Bo z jakiej racji miałby? Nie było mu to potrzebne. Zresztą prędko po tym spotkaniu przestanie go obchodzić jakkolwiek Theo. Choć.. raczej go zapamięta.


--------------------------------EDIT-----------------------------------

Znudziło mu się już to gadanie, a nie wiedział o czym gadać. Nie ważne jak zareagował chłopak na wyśmianie go, po prostu wstał (i odepchnął, jesli było trzeba) po czym odrzekł.
- Powiedziałbym, że było miło, ale zwykłem nie kłamać jak mi to nie jest potrzebne. - Uśmiechnął się niemal przyjacielsko, ale to tylko pozory i tak. Wygiął się do tyłu, po czym ruszył w swoją stronę. Nie minęło dużo czasu, nim zaczął biec, a po chwili skoczył na jedno z drzew, żeby skakać po nich w iście małpim stylu.






*Valp - szczeniak z norweskiego.

*jeg skjønner - zdaję sobie sprawę, z tego samego języka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: Las Bawarski   

Powrót do góry Go down
 
Las Bawarski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Reszta świata :: Europa :: Niemcy-
Skocz do: