IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [1945] Alpy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: [1945] Alpy   Nie Mar 26, 2017 3:59 pm



Alpy jest to najwyższy łańcuch górski ciągnący się łukiem od wybrzeża Morza Śródziemnego po dolinę Dunaju w okolicach Wiednia. Jego długość wynosi około 1200 km, a szerokość od 150 do 250km. lpy położone są na terytorium kilku państw europejskich: od wschodu Słowenia, Austria, Niemcy, Liechtenstein, Włochy, Szwajcaria, Francja i Monako.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Nie Mar 26, 2017 4:16 pm

Wydawać by się mogło, że żołnierze powinni być przygotowani na wszystko, w tym na najgorsze nawet warunki pogodowe. Nie przeszkadzało to jednak kilku Howling Commandos narzekać na stacjonowanie w górach, kiedy temperatury osiągały stopnie sporo poniżej zera. Mimo niedogodności, trzeba było przyznać, że widok jaki serwowała francuska część Alp był po prostu zapierający dech w piersi. Szczyty pokryte śniegiem, nie naruszonym przez ludzką bytność, ostre skały sięgające ku niebu, Wszystko to cieszyło wzrok tych, którzy albo już przywyknęli do niskich temperatur albo najzwyczajniej w świecie postanowili po prostu cieszyć się tym co mają, zamiast narzekać na brak chociażby ciepłych ubrań czy amunicji. James poprawił niebieską kurtkę, patrząc jednak nie na szczyty czy inne uroki Alp. Obserwował czujnie znajdujące się pod nimi tory, którymi wkrótce Zola miał wyruszyć do innej bazy HYDRY. Aż zacisnął dłonie w pięści, kiedy przypomniał sobie rysy naukowca, jego denerwujący i piskliwy ton kiedy podawane substancje zaczynały działać. To traktowanie jak przedmiot badań, nie jak żywego człowieka. Wiedział, że okazał wtedy słabość i to go denerwowało jeszcze bardziej, sprawiając że dosłownie płonął chęcią zemsty. Miał świadomość, że Steve mu na to nie pozwoli. Steve był za dobry i wierzył, ze więzienie jest wystarczającą karą za bycie takim sukinsynem. Barnes otrząsnął się po chwili, uświadamiając sobie, że niemal połamał sobie palce przez siłę z jaką zaciskał dłonie. Nie mógł pozwolić aby zemsta przysłoniła mu cel, musiał odpuścić, przynajmniej odrobinę. Podniósł wzrok, kiedy jeden z żołnierzy przyszedł go wymienić na warcie i udał się od razu na poszukiwanie Steve'a. Po drodze zgarnął odszyfrowane wiadomości nadawane między bazami HYDRY. Miał pewne wątpliwości. Za łatwo im szło. Za dużo prostych szyfrów. Może powoli wpadał w paranoję?
- Kapitanie, potwierdzili odebranie Zoli z punktu docelowego. - Powiedział, kiedy tylko dostrzegł blondyna. Nie powinien się z nim dzielić swoim zwątpieniem, bo ten był dowódcą. Powinien więc wykonywać po prostu rozkazy Rogersa. Westchnął ciężko, patrząc na niego. Steve też był jego przyjacielem i to chyba przede wszystkim.
- Podejrzanie to wygląda, Steve. Pozwalają nam łamać swoje szyfry...stały się one prostsze, a wiedzą, że polujesz na Zolę i na Red Skulla. To może być pułapka. - zauważył cicho, aby nikt poza blondynem tego nie usłyszał.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Nie Mar 26, 2017 6:21 pm

Steve tymczasem sprawdzał otrzymaną dokumentację. Nie odczuwał zimna tak jak inni, a z resztą miał gruby, brązowy kaftan podszyty futrem aby nie marzł. Zabawne, dbają o niego lepiej jak homunkulusa jajko, choć był w stanie w spokoju unikać zwykłych strzałów. Obok wszelkiego rodzaju map i zgłoszeń leżał jego hełm z goglami.
Na wejście przyjaciela uśmiechnął się.
-Dobrze cię widzieć, Buck. - przywitał go od razu, nim znów spojrzał na dokumenty, próbując zrozumieć cokolwiek z doniesień. Wyglądało na to, że albo Red Skull czuł się zbyt pewnie, albo nazistom grunt uciekał spod nóg, że przestali już dbać o bezpieczeństwo.
-Albo naziści nie mają zbyt wiele do stracenia. Spójrz na to.- wyciągnął jedną z map, dostarczonych mu tajnymi ścieżkami. To była trudna droga, ale wreszcie trzymał to w garści. Wskazał na widocznie malejący teren Trzeciej Rzeszy. Granica na wschodzie była dużo bardziej domyślna, ale jedno było pewne: Rosjanom szło całkiem nieźle.
-Widzisz? Coraz mniej mają czasu, coraz więcej im ucieka. - zrobił nieokreślony ruch ręką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Nie Mar 26, 2017 6:42 pm

Obserwował go przez moment, stojąc niemal całkiem nieruchomo. Nie wiedział co mu zrobili, odsuwał od siebie myśl, że coś w ogóle, ale nie dało się uniknąć pewnych zmian jakie zauważył. Nie odczuwał zimna tak jak inni, był w stanie dłużej trzymać warty i wydawało mu się, że widzi lepiej niż wcześniej. Nie było to jednak ważne. Nie mówił Steve'owi, uznając to za efekt plecebo i nic więcej. W końcu, czemu mieliby go ulepszać, kiedy był żołnierzem amerykańskim?
- Ciebie również, Steve. - Uśmiechnął się do niego lekko, patrząc zaraz na dokumenty i mapę jaką dysponował Rogers. Lekko zmrużył oczy. Mimo wygrywania z Rzeszą, nie ufał sowietom. Za dużo razy kombinowali. Poza tym, jeden - bodajże o nazwisku Kozlov - współpracował z HYDRĄ, co powodowało, że James automatycznie czuł awersję do każdego sowieckiego naukowca.
- Nadal bym im nie ufał. Niby się spieszą, ale zawsze próbują coś jeszcze ugrać. To naziści, Steve. Oni mają plany od A do Z i każdy w milionie podpunktów. - Westchnął ciężko, masując nasadę nosa. Zaraz się jednak uśmiechnął do Rogersa lekko.
- Może masz rację. Gotowy na misję? Według meldunków i przełapanych informacji, pociąg z Zolą będzie mijać ten punkt jutro rano. - próbował myśleć pozytywnie. Najpierw Zola, potem Schmidt, a wreszcie Hitler i ostateczne zwycięstwo. Było tak blisko tego!


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Nie Mar 26, 2017 9:37 pm

A Steve podejrzewał, że James oszukuje go aby skupiał się na misji, wiedząc, że gdyby ten był chory martwiłby się o niego. I choć wiedział, że nie powinien to odrobinę nadużywał, swojej chwiejnej pozycji aby choć odrobinę mniej obowiązków spoczywało na jego barkach. Howling Commandos byli wyrozumiali, sęk w tym jak długo.
Steve też nie przepadał za systemem komunistycznym. Pod przepiękną otoczką kryło się zgniła prawda, że jest to kolejny zły ustrój. Ale nie mógł nic zrobić, musieli współpracować z Rosjanami.
- Ale nawet oni robią błędy i zapominają o szczegółach. - Steve czuł się może zbyt pewnie, albo zbytnio nie doceniał swojej persony w kwestii tego jak bardzo był ością w gardle Red Skulla.
-Mamy więc sporo czasu...- posłał mu uśmiech nim wrócił do porządkowania wszystkich papierów. Były zbyt cenne by mógł pozwolić aby coś im się stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Pon Mar 27, 2017 4:29 pm

Nie wiedział, że Steve wie. Nie chciał aby wiedział zbyt dużo i się niepotrzebnie o niego martwił. Przecież był żołnierzem, poradzi sobie. Musi sobie poradzić, by udowodnić, iż tamten czas spędzony w bazie HYDRY nie ma żadnego znaczenia i nadal jest sobą. Sypiał gorzej, słyszał dźwięki jakich nie powinien słyszeń, widział dalej i wyraźniej. Ale to nie miało znaczenia. Tak jak to, że wolniej się męczył i szybciej był gotowy do ponownego wysiłku. Odrzucał te zmiany, udając że nie istnieją. Nie chciał być inny, traktowany inaczej. Bez różnicy czy miało mu to przynieść jakieś profity czy wręcz przeciwnie. Nienawidził tych pełnych współczucia spojrzeń i unikania tematu Zoli kiedy był w pobliżu. Może i reszta Howling Commandos nie trafiła na stół doktora, ale on nie był jajkiem i umiał się sobą zająć.
- Uważaj, abyś nie podzielił ich losu. Zbytnia pewność siebie prowadzić może do potknięć, a te mogą być opłakane w skutkach. - Ewidentnie stał się jakiś cud. James Buchanan Barnes poucza Stevena Rogersa o tym by nie był zbyt pewny swojej pozycji. Cud w Alpach, jak nic. Odchrząknął zaraz, patrząc na dokumenty, które zbierał Cap. Mapy, które pamiętał po rzuceniu na nie okiem, zapiski i notatki. Wszystko co pomagało zaplanować atak z wyjątkową precyzyjnością.
- Zdecydowanie. Powinieneś odpocząć, Kapitanie. Chyba najdłużej jesteś na nogach. - Zauważył. Brak odpoczynku również prowadził do katastrofy. Wiele zmiennych mogło zadecydować o zwycięstwie jak i o przegranej. A jeśli zwycięstwie... to jakim kosztem? Wszystko miało się wkrótce rozstrzygnąć. Ta misja miała zmienić wszystko, stać się krokiem milowym w ich życiorysach.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Pon Mar 27, 2017 7:15 pm

Mimo to, Kapitan wciąż się o niego martwił. W końcu, był jego przyjacielem i po części czuł, że zawiódł jego i Beccę pozwalając mu się narażać samemu.
- Masz rację. Ale sądzę, że tym razem megalomania nazistów będzie nam pomocna. - skończył zwijać mapy i obserwował swojego przyjaciela z uwagą. Był gotów w jednej chwili złapać go gdyby zrobiłoby mu się słabo.
Martwiło go poważnie co takiego zrobił mu Zola. Ale... szczerze obawiał się pytać. Nie chciał grzebać w świeżej ranie, gdy James i tak dzielnie, choć z trudem znosił swoją dolę.
- Jestem super żołnierzem, James. Nie odczuwam zmęczenia tak jak ty...- ale faktycznie należy mieć na to oko - Zabezpieczę dokumentację i pójdę się położyć... ty też powinieneś. - westchnął cicho patrząc, na niego troskliwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Pon Mar 27, 2017 7:41 pm

Gdyby mu powiedział, że się - idiota jeden, uparty osioł i wkurzający dupek - obwinia...Zapewne spotkałby się z tym nieustępliwym, chłodnym spojrzeniem Jamesa, mówiącym jasno i wyraźnie, że sam podjął ryzyko i sam za nie odpowiada. Nie potrzebował jeszcze aby Steve uważał, że zawiódł kogokolwiek. Zwłaszcza jego.
- Obyś się nie mylił, Steve. Nie mam ochoty zastanawiać się nad kolorem kwiatów na twój pogrzeb. Gdzie ja znajdę niby niebieskie kwiaty? czerwone i białe będzie prościej znaleźć. - uśmiechnął się do niego, krzyżując ręce na piersi. Potrzebował tego. Zwykłych docinek, które wnosiły coś normalnego i znajomego. Łapał się każdej możliwości by poczuć się jak dawniej.
- Mimo wszystko. Prześpij się, a ja stanę na warcie. Wymienię Gabe'a. - Uśmiechnął się lekko. Nie mógł spać. Koszmary nawiedzały go każdej nocy odkąd uciekł - przy pomocy Steve'a - z bazy HYDRY. Bał się zamknąć oczy, aby nie otworzyć ich znowu na tamtym stole. Miewał już tak realistyczne majaki, wizje tak rzeczywiste jakby wszystko się działo wokoło niego. Potrząsnął głową, jakby chciał odgonić koszmary. Czemu to nie było takie proste?


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Sro Mar 29, 2017 8:21 pm

Ale wygląda na to, że ta dwójka nigdy nie przeprowadzi szczerej rozmowy, ironicznie obaj sądząc że dzięki temu chroni drugą stronę. Niestety, ta wątpliwa tarcza wyłącznie ich od siebie odpychała.
- Można je stworzyć z białych, przy użyciu atramentu. Z resztą, istnieją kwiaty o błękitnym zabarwieniu płatków, chociażby niezapominajki. - bycie artystą wymagało wiedzy z różnych dziedzin, a znanie się na roślinach w pewnej części się do tego zaliczało.
- Razem ze mną tworzysz grupę uderzeniową, nie możesz być niewyspany. - zmęczenie było groźne podczas tak ważnej misji. Jedna zbyt późna reakcja i odsyłamy cię do domu w trumnie. Z resztą... wystarczył przypadek by zginąć, nie powinno się bardziej nadwyrężać swojego szczęścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Czw Mar 30, 2017 7:17 pm

Cóż, okazja do "szczerej rozmowy" przeminie niedługo bezpowrotnie na najbliższe siedemdziesiąt lat, więc szkoda, że obydwoje wolą milczeć jeśli chodzi o istotne rzeczy.
- Nie dam ci na grób niezapominajek. Symbolowi Ameryki? Coś ty, Steve. Zatramentuję ci białe róże. Postaraj się jednak nie umierać, co? Wiesz jaki to wydatek? Ile mógłbym mieć za to innych rzeczy. Na przykład...jakiś ładny pierścionek, który dam kiedyś mojej wybrance. - Zamyślił się na moment. Nie chciał żeby Steve'owi coś się stało, nie chciał też go stracić. Nie umiał jednak mówić o tym wprost. Nie potrafił i to go gubiło. Sprawiało, że często kiedy miał coś do powiedzenia, wolał zamienić to w żart. Tak było łatwiej.
- W porządku... panie Kapitanie czy mamo? Mówisz jako mój przełożony czy zrzędliwy i upierdliwy kurdupel z Brooklynu? - uśmiechnął się do niego lekko. Od powrotu z bazy HYDRY, rzadko się uśmiechał. Jedynie przy Rogersie zachowywał jakieś strzępy dawnej radosnej natury.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Sob Kwi 01, 2017 9:34 pm

Plus minus cztery lata gdy Winter Soldier będzie próbował zrobić ze Steve'a marmoladę albo inny przetwór w imię bycia misją.
- Dlaczego nie? Niezapominajki to naprawdę ładne kwiatki... - Steve wciąż z trudem akceptował fakt, że nie jest normalnym człowiekiem. Nie rozumiał też tego, że nagle dostawał jakieś "specjalne" traktowanie.
- Wiesz, umarcie nie jest aktualnie szczytem moich marzeń. - tego był akurat stu procentowo pewny. W sumie... chyba nikt nigdy nie miał ochoty, a i tak przyłaziła nie proszona do nich.
- Ale postaram się. I liczę, że będzie ładny. Najlepiej by miał jakiś mały kamyk pod kolor oczu.- może dałby radę poprosić Howarda aby ten delikatnie wsparł finansowo Bucky'ego? Tak dyskretnie... może gdyby jakoś to mądrze rozegrał... tylko Bucky musiałby znaleźć sobie w końcu jakąś ładną dziewczynę... choć on nigdy nie miał problemu z gustem, gorzej z charakterem u wybranek serc.
-Jeśli to konieczne mów mi Kapitan Mama. Tylko się choć raz mnie posłuchaj uparciuchu. - uśmiechnął się do niego, widząc ten powrót znanego sobie Jamesa. Nawet jeśli był on słabym odblaskiem dawnej świetności.
-A to jest jakaś różnica? - spytał z własnym szerokim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Nie Kwi 02, 2017 4:34 pm

- Niezapominajki się nie nadają. Wyglądałyby dziwnie pośród róż czy Bóg wie czego, przywiezionego z innego kraju czy coś. - Zauważył spokojnie. Wiedział, że jego Steve nie da się zabić. Był za dobry, żeby umrzeć. Jego śmierć byłaby największą niesprawiedliwością tej wojny. Steve był dobry, czysty w takim stopniu,w jakim nikt inny nigdy nie będzie. Steve był po prostu tak inny od całej reszty, tak wyjątkowy...
- Mały kamyk pod kolor oczu? Coś czuję, że jak już znajdę tę wybrankę, będę musiał cię zabrać ze sobą do jubilera, żebyś mi pomógł wybrać pierścionek. - wzruszył ramionami. Nie planował w najbliższej przyszłości się oświadczać, najpierw musiał znaleźć kogoś z kim chce spędzić życie, potem jakoś zapomnieć o tym co działo się za linią wroga i wrócić do normalności. To ostatnie wydawało się najtrudniejszym zadaniem.
- Kapitan Mama? To...całkiem urocze, Steve. - Zaśmiał się cicho, patrząc na niego uważnie. Steve zawsze umiał mu poprawić humor. Był mu za to wdzięczny w tym momencie.
- Jest. Jako przełożonego, muszę się ciebie słuchać. Jako upartego dzieciaka z Brooklynu niekoniecznie. Najpierw się mogę upewnić, że ty pójdziesz odpocząć. - Stwierdził, krzyżując ręce na piersi.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Wto Kwi 04, 2017 7:44 pm

Sama myśl o własnym grobie...
-Wolałbym niezapominajki niż kwiaty z nie wiadomo jak odległych stron. - stwierdził dobrodusznie, nie zdając sobie sprawy z treści przemyśleń przyszłego Zimowego Żołnierza.
-Bez przesady, ja ci pomogę. Dobrze zaskakiwać partnerkę! - odparł wesoło, znów myśląc o Peggy Carter. Same wspomnienie kobiety, wywołało na jego twarzy drobne rumieńce. Dla takiej nawet pierścionek z prawdziwym brylantem nie był odpowiedni.
- Prowadzi we wszystkich kółkach gospodyń wiejskich oraz zna przepisy na najlepsze dania. - podłapał całkiem zabawny żart.
-James, już od dawna nie pamiętam żebym się zmęczył. Nie potrzebuję aż tyle odpoczynku co kiedyś. - przypomniał mu to po raz kolejny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Wto Kwi 04, 2017 8:24 pm

- Wolałbym, aby naszym zmartwieniem było gdzie zabrać dziewczyny na podwójną randkę. Teraz chyba żadna nie ucieknie od ciebie, co? Teraz ja będę niewidzialny w twoim cieniu. - Uśmiechnął się do niego łagodnie. Nie przeszkadzała mu ta perspektywa. Potrzebował czasu, odpoczynku od związków. Od wszystkiego co nakazywało mu znowu uczestniczyć w życiu społecznym. Miał poniekąd nadzieję, że będzie miał szansę zaszyć się w domu, doprowadzić do porządku i dopiero wrócić jako James Barnes, nie cień dawnego siebie.
- Co z twoją partnerką, Cap? - Zauważył już wcześniej - w barze kiedy byli po powrocie zza linii wroga - jak Steve patrzy na Peggy i jak ona zerka na niego. Ich napięcie się dało wyczuć w powietrzu. Wiedział, że Steve mocno się angażował emocjonalnie i nie chciał aby został skrzywdzony.
Zaśmiał się mimowolnie, kiedy mężczyzna pociągnął żart dalej. Niemal widział jak Steve swoimi podniosłym, patriotycznym monologiem zdobywa serca gospodyń w całych Stanach.
- Niech ci będzie. Tylko pamiętaj, że nie będę cię łapać jak postanowisz zemdleć. Pewno sporo ważą te mięśnie. - Zauważył, idąc w stronę wyjścia z namiotu. Jasne, że by go łapał. W końcu miał być z nim do końca. Do samego końca.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Wto Kwi 11, 2017 5:05 pm

Myśl, że jego przyjaciel miał stracić przez to jak wyrósł. Aż go to zabolało.
-To, że trochę urosłem nie zmienia mojego charakteru. - ani faktu, że pociągały go silne, niezależne kobiety, które w połączeniu z jego "umiejętnościami" rozmowy z przedstawicielkami płci przeciwnej... chyba niewyobrażalnym fartem Peggy jeszcze nie odeszła załamana poziomem swojego "adoratora". Choć może nawet nie zauważała tego jak bardzo Kapitan się w nią wpatrywał. Aczkolwiek, przy bystrości agentki, raczej nie mogła tego nie zauważyć. Szczególnie, gdy spojrzenie Steve'a pasowało do powiedzenia "patrzeć jak ciele w malowane wrota".
Nawet teraz, gdy tylko James o niej wspomniał, na jego twarzy wykwitł znajomy, ognisty rumieniec, a on uciekł zawstydzony wzrokiem.
-Ona nie jest moją partnerką... właściwie, to... - zmieszany natychmiast zaczął się wycofywać, chcąc ukryć uczucia, które dość często zawracały w jego blond główce.
- Żebym ja nie musiał łapać ciebie. Bo to się może dla nas obu fatalnie skończyć. - cieszył się tym, że James wciąż był jego przyjacielem. Na nim mógł w pełni polegać nawet w sytuacjach skrajnie trudnych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Sro Kwi 12, 2017 8:37 pm

No bez przesady, James nadrabiał urokiem osobistym i pewnością siebie. W końcu n\był przystojnym żołnierzem i całkowicie był tego świadomy. Także nie ma co się załamywać i nic Capa nie musi boleć. Oprócz serduszka, kiedy James już brutalnie spotka się z grawitacją.
- Racja. Podoba mi się to. Nadal jesteś sobą, nawet jeśli wciśnięty w to nowe ciało. Dla mnie ciągle będziesz dzieciakiem z Brooklynu. Nic tego nie zmieni, pamiętaj o tym, Kapitanie. - Uśmiechnął się do niego lekko, ledwo samymi kącikami ust. Nie czuł się na siłach aby się uśmiechać bardziej, aby być tamtym radosnym mężczyzną, który szedł na wojnę "bronić ojczyzny, wolności, honoru i wszystkiego co święte" przed nazistami. Cała ta radosna propaganda z niego uciekła, kiedy zorientował się, że żołnierze krwawią na każdym froncie, a śmierć to nie jest najgorsze co może się przytrafić w obliczu wroga.
- Zastawmy to na razie. Będziecie piękną parą. - Stwierdził, zanim wzruszył ramionami na jego słowa, próbując zachować ostatnie szczątki swojego dawnego uosobienia. Wyszedł z namiotu, aby pójść do innego aby tam odpocząć, zanim nadejdzie następny dzień. Czy gorszy czy lepszy, to się miało okazać.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Czw Kwi 13, 2017 5:07 pm

To fakt, przyszły Winter Soldier był na pewno celem nie jednej panny. Szczególnie, że świetnie pasował do torebek i sukienek, a mundur dodawał mu swoistego uroku.
-Bardzo mnie to cieszy James. - odparł z cichym śmiechem, słowa o partnerce ignorując. Nie czuł się na to gotowy. Sam stan Jamesa go niepokoił ale nie mógł nic na niego poradzić aktualnie. Ale już myślał, gdzie zabrać przyjaciela gdy wrócą na przepustce albo wojna się skończy. To były miłe myśli.
- Porządnie masz mi się wyspać. - dodał jeszcze Jamesowi na pożegnanie nim sam zastanowił się co ze sobą zrobić.

Na początku plan wydawał się równie prosty co brawurowy i głupi. Ot, zjechać na motocyklu na dach samochodu a z niego dostać się do środka. Przy nowych zdolnościach Steve'a zadanie okazało się całkiem proste, choć wciąż nie należało do najłatwiejszych. Gdy znaleźli się we względnie bezpiecznym środku od razu przywitali ich żołnierze, którzy zaczęli strzelać do nich... z dziwnych karabinów. Steve natychmiast przeczołgał się za skrzynie, gdy energetyczne pociski uderzyły w blachę. Wychylił się patrząc za znikającymi plecami ich celu. Uniósł tarczę czując jak przyspiesza mu tętno. Czas aby pokazać im na co stać prawdziwych żołnierzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Nie Kwi 16, 2017 6:38 pm

To się nie mogło udać. Po prostu nie. Jak każdy, kto myśli naprawdę realistycznie, James czuł niepokój na samą myśl. Będą za szybko, pociąg zmieni ich w mrówki pod swoimi kołami. Będą za późno, okazja ucieknie, a kolejna może się szybko nie nadarzyć. Cały plan był brawurowy, nie wierzył aby wyszedł od Steve'a. Ruszył jednak zaraz za nim, trzymając się w pewnym oddaleniu po jego prawej stronie. Musiał chronić przyjaciela. Musiał o niego zadbać.
Wejście nie było problem, problem pojawił się dopiero kiedy pojawili się żołnierze. James uskoczył za skrzynkę, chowając się przed pociskami i przeładował broń, zerkając na Rogersa. Skoro Cap nie zamierzał się wycofać, brnął z nim w to dalej. Wychylił się powoli, pamiętając o zachowaniu bezpieczeństwa. Wziął głęboki wdech i zaraz strzelił w kolano najbliższego przeciwnika. Nie zabijał wroga, wiedząc, że Steve sobie tego nie życzy. W końcu, nie było znaczenia kto umiera. Ważne było, że kolejna osoba traci życie w tej walce. Kolejny pocisk wymierzył w udo innego wroga.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Wto Kwi 18, 2017 8:49 pm

Steve widząc, że przyjaciel powoli zajmuje się agentami, podniósł się i uniósł tarczę, którą cisnął w przeciwników. Uderzyła w dwóch przeciwników, krzywiąc się, gdy jego uszy uderzył skowyt dwóch agentów, jeden z przestrzelonym kolanem, a drugi udem.
-Osłaniaj mnie! - zawołał jeszcze do Jamesa i skoczył w stronę wrogów. Tarcza świetnie chroniła i była wspaniałą bronią. Pozbył się szybko przeciwników i ruszył za uciekającym doktorem Zolą. Powoli podskakiwała mu adrenalina i odczuwał radość z odniesionych sukcesów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Sro Kwi 19, 2017 6:49 pm

- Jak sobie życzysz. Pamiętaj, że nie jesteś nieśmiertelny. - Podniósł się, mierząc bronią w przejście między wagonami, kiedy tyłem podążał za Capem. W końcu, agentów z przodu likwidował Rogers, ci z tyłu mogli chcieć ich nieprzyjemnie zaskoczyć. Kiedy tylko jakiś agent się wyłonił z przejścia, James strzelał do niego, dbając jednak o pociski i licząc je cicho. Wiedział ile ma w magazynku, wiedział też jak szybko strzela i ile ma ze sobą. Licząc, nie zostawał na lodzie z niedoborem kul. Mimo oszczędności i liczenia, wkrótce stracił amunicję. Sięgnął więc po krótszą broń, strzelając celniej z racji, iż dysponował tylko dziesięcioma pociskami w jednym pistolecie i taką samą ilością w drugim. Miał zapasowy magazynek. Jeden. Trzydzieści kul i tak wielu wrogów. Poza tym, nie był idealny. Zdarzało mu się nie trafić, więc marnował pociski.
- Steve! - Odwrócił się przez ramię, kiedy zauważył przeciwnika znacznie bardziej opancerzonego niż poprzedni agenci.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Nie Kwi 30, 2017 12:24 pm

Nie było czasu aby martwić się o własną dupę. Naukowiec wciąż mu uciekał, a tymczasem stanęli przed gorszym przeciwnikiem. Steve zmarszczył brwi i zdecydował się staranować wroga tarczą, chcąc zmusić go do wycofania się.
Starał się przy tym unikać ciosów, choć sylwetka i masywność wroga sugerowała mu, że ten jest dużo mniej zwinny niż Kapitan czy Bucky.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Pon Maj 01, 2017 7:22 pm

Przeciwnik był masywny i bardziej odporny na ostrzał z kalibru jakim dysponował James. Wymagało to nie tylko zdolności strzeleckich, ale także dobrej strategii, a na tworzenie tej nie było czasu jak na razie. Niby najlepsza taktyka, to improwizowana taktyka, ale w wojsku to się nie sprawdzało, zwłaszcza w obliczu takiego zagrożenia.
- Po twojej lewej. - spojrzał na Capa, widząc że przeciwnik zamierza wykonać nie uderzenie, a strzał tym niebieskim czymś, co podobno było energią nie z tej ziemi. Wziął głęboki wdech, aby się uspokoić i na chłodno pomyśleć nad rozwiązaniem. Taranowanie na dobrą sprawę było krótkotrwałym wyjściem. Zerknął na skrzynie, zapewne przewożące broń, wskakując po chwili na jedną i atakując wroga wręcz, poprzez zeskoczenie na niego. Nawet jeśli nie pokona wroga, może przyjąć na siebie cios przeciwnika, nim ten dosięgnie Capa.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Sro Maj 03, 2017 7:09 pm

Najwidoczniej udało im się zaskoczyć przeciwnika, co szło im na korzyść.
- James! - zawołał Steve i z całej siły uderzając przeciwnika w głowę, korzystając jedną z niewielu okazji. Gdy olbrzym legł podszedł do przyjaciela sprawdzić czy na pewno wszystko z nim w porządku.
- Nic ci nie jest? - spytał łapiąc jego dłoń i licząc, że ten nie straci teraz przytomności. Musiał o niego zadbać tak jak nigdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Winter Soldier
Gwiazdor

Liczba postów : 98
Join date : 30/12/2016
Skąd : Brooklyn/Nowosybirsk

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Sro Maj 03, 2017 7:40 pm

Odsunął się od pokonanego przeciwnika i spojrzał na Kapitana uważnie, zaraz biorąc głębokich wdech, by uspokoić odrobinę zbyt płytkie oddechy.
- W porządku, nic mi nie jest. - Zerknął na niego, upewniając się wizualnie, że z Capem jest w porządku. Ścisnął odrobinę mocniej jego dłoń i podniósł zaraz broń wroga, by ją obejrzeć dokładniej. Wyglądała na prototyp, jeszcze bez właściwych detali i wykończeń.
- Znajdźmy... Zolę i znikajmy stąd. - puścił blondyna, idąc do kolejnego wagonu, dzierżąc już własną broń. Prototyp odrzucił na skrzynię, podczas wychodzenia. Steve mógł usłyszeć lekkie drżenie w głosie przyjaciela, kiedy ten wymówił nazwisko szwajcara pracującego dla HYDRY.


When the sun sets we're both the same
Half in the shadows, Half burned in flames

If I could take your hand
If you could understand
That I can barely breath, the air is thin
I fear the fall and where we'll land.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Kapitan Ameryka
Matka kwoka

Liczba postów : 255
Join date : 11/12/2016

PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   Sro Maj 03, 2017 8:02 pm

Trzymał go chwilę, sprawdzając czy aby nigdzie nie jest poważnie ranny, co maskowałaby adrenalina. Na szczęście, wróg nie zdołał go postrzelić, co Steve'a naprawdę mocno pocieszyło.
Natychmiast podniósł się aby ruszyć dalej. Barkiem wyważył drzwi i szybko przekonał się, że to był błąd. Zola, stał trochę z tyłu z uzbrojonym w coś, co przypominało bazookę gościem.
- <Żegnam.> - poinformował go gruby okularnik o mikrym wzrostem, a Steve ledwo zdołał zasłonić się tarczą, gdy dziwny pocisk uderzył w jego tarczę. Siła odrzutu okazała się dużo większa niż mógł to przewidzieć. Steve uderzył o drugą ścianę, pozbawiony tchu. Drugiego strzału cudem uniknął. Pocisk zniszczył ścianę budynku rzucając Kapitana na skrzynki, a tarcza wylądowała tuż obok wejścia. Steve z trudem próbował podnieść się, ale wiedział już, że nie zdoła uciec. Czy to jest jego koniec?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [1945] Alpy   

Powrót do góry Go down
 
[1945] Alpy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów :: Zakończone-
Skocz do: