IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [2010] Góry Dynarskie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
avatar
Scarlet Witch
Baba Jaga

Liczba postów : 174
Join date : 11/12/2016
Skąd : Transia/Sokovia

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Wto Cze 20, 2017 3:08 pm

Nie wyglądało na to, by Logan jednak miał zamiar ją zostawić. Choć nie znała jego motywacji, w pewien sposób... ucieszyło ją to. Praktycznie nic o nim nie wiedziała, ale podświadomie czuła, że nie zrobi jej krzywdy, nie oszuka jej. A dodatkowo zyskała chwilowego towarzysza! Podróżowanie tymi górskimi ścieżkami było zdecydowanie przyjemniejsze, gdy nie podróżowało się samotnie. Och, no i będzie miała teraz możliwość, by porozmawiać dłużej z mężczyzną. Wypytać go o świat czy o jego moce. Dlatego też Wanda nie miała zamiaru na siłę przekonywać Logana, że nie, nie trzeba, że da sobie radę, że może sobie iść. Sam zaproponował pomoc! A więc z niej skorzysta.
...ale wpierw pomoże jemu. Nie dość, że czuła się zobowiązana, to dodatkowo wiedziała, że naprawdę może to zrobić "lepiej". W końcu... po coś miała te moce, prawda? Nie umiała nad nimi zapanować, nie wiedziała skąd są i na co dokładnie jej pozwalają, ale bywały momenty, gdy wiedziała, że jest w stanie coś zrobić. Gdy ta dziwna... energia, którą odczuwała w sobie, zdawała się jej słuchać, czasem nawet przytakiwać. W większości przypadków jednak ją przytłaczała, dając o sobie znać w najmniej odpowiednich momentach.
- Bo to... coś, co tylko ja potrafię - a przynajmniej nie zauważyła, by inni także odznaczali się takimi zdolnościami. Zawsze była "inna", "dziwna". Nawet jeśli ludzie nie mówili o tym na głos, czuła to. I nie było jej z tym dobrze. Jednak rodzice nigdy nie traktowali ją jak odmieńca, nawet po tym, jak z jej winy spłonął tabor. Tak samo brat. On to już w ogóle! Przy nim zawsze mogła czuć się swobodnie, jak zwykła dziewczynka. Nigdy, nawet przez sekundę nie poczuła, by traktował ją jak "dziwną". To był jeden z wielu powodów, dla których go tak kochała.
- Nie! - zaprzeczyła zaraz, gdy tylko mężczyzna wspomniał o "dostawaniu" się do kuli. Dopiero po chwili do niej dotarło, co to oznaczało. Przyjrzała się ciału mężczyzny. Nie było już śladu po ranie, choć krew nie zniknęła. Czy on... sam się wyleczył? Nic dziwnego, że był w tak dobrym stanie, choć tamci ludzie wcześniej do niego strzelali! I choć Wanda widziała już wiele dziwnych rzeczy, w pewnym stopniu ją to zafascynowało. Za to... męskie torsy widziała sporo rzadziej. I ku jej niezrozumieniu, poczuła się zakłopotana. Spuściła szybko wzrok. - Bo ja umiem. Umiem sprawić, by zniknęła, nawet jeśli nie ma jak się do niej dostać. Tylko musi mi pan zaufać.



A NEW WORLD HAS

OPENED FOR ME
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Czw Cze 22, 2017 8:00 pm

Logan popatrzył na Wandę z dziwną mieszanką sceptycyzmu i zainteresowania malującą się na jego nieurodziwej twarzy. Brew mutanta wyraźnie się uniosła, a wzrok spoczął na dziewczynie i ani myślał się z niej gdziekolwiek przenosić. Milczał dłuższą chwilę jakby rozważając propozycję. Czy naprawdę mogła pozbyć się pocisku tak, by nie musiał po raz kolejny otwierać rany? Wydawało się to... Mało prawdopodobne, ale... Chciała by jej zaufał.
- Sprawisz, że niknie dziecino..? - Zagadnął z przekąsem chowając jednocześnie wysunięty pazur.
- Mam nadzieję, że nie razem z całym ramieniem i znacznym kawałkiem pleców..? - Dodał wracając myślami do chwili, w której Wanda rąbnęła jedno z napastników przy pomocy dziwnej, niezrozumiałej dla Rosomaka mocy. Ostatecznie... Mógł zaryzykować. Głównie z ciekawości... Nawet jeśli coś pójdzie nie tak... Zregeneruje to. Prawdopodobnie... Nigdy nie należał do osób przesadnie ostrożnych ani rozważnych. Cechowała go raczej lekkomyślność i porywczość.
- To co mam robić? - Zapytał rozkładając ręce na boki w zapraszającym geście, jednocześnie znowu zbliżając się o dwa kolejne kroki. Zupełnie nie wiedział jak miało to wyglądać. Powinien stać? Usiąść? Zatańczyć albo wyrecytować wierszyk? Tych dwóch ostatnich rzeczy zdecydowanie wolałby nie robić. Wolałby i nie miał najmniejszego zamiaru. Prędzej dałby się utopić w płynnym Adamantium.
- Więc... Skąd jesteście? - Zagadnął nieumiejętnie. Nie był zbyt dobrym rozmówcą. Wynikało to  w znacznej mierze z braku doświadczenia.
- Masz dziwny akcent dziecino. - Sprostował ten co wcale z kanadyjskim nie gadał. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że dziewczyna lekko się zmieszała, ale zupełnie nie rozumiał dlaczego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Scarlet Witch
Baba Jaga

Liczba postów : 174
Join date : 11/12/2016
Skąd : Transia/Sokovia

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Czw Cze 22, 2017 11:51 pm

Skinęła głową na pytanie, zaś jego sugestia sprawiła, że na twarzy Wandy pojawił się rumieniec wstydu. Miała świadomość, jak bardzo nieprzewidywalne są jej moce i jak nad małą ich częścią jest w stanie zapanować, ale... nie chciała tego zepsuć. Głęboko wierzyła, że da radę! Że tym razem jej moce faktycznie się na coś przydadzą i zrobią coś dobrego. Miałaby wtedy argument chociażby dla samej siebie, że nie musi żyć z dala od innych, a to, co potrafi, przynosi nie tylko strach i ból.
- Nie - zaprzeczyła więc hardo, wierząc w to z całych sił. Na pewno jej wyjdzie. Musi wyjść. Nie zawiedzie i wyleczy Logana. Poza tym... znikanie przedmiotów nie było aż takie trudne! Jedynym problemem było to, że nie miała jak widzieć kuli. Ale jeśli odpowiednio się skupi...
- Niech pan usiądzie i się nie rusza. P-potrzebuję się skupić - powiedziała, samej stojąc w miejscu, gdy mężczyzna podchodził. Czuła, jak zaczyna się denerwować tym wszystkim. A jeśli jednak nie wyjdzie? Jeśli zrobi mu krzywdę? Jeśli coś pójdzie nie tak? Wyrzuciła szybko te myśli, potrząsając głową i skupiła się na tym, by się uspokoić i zapanować nad energią, którą czuła. Nie pomogło w tym pytanie, które Logan zadał.
- Ech...? My... - Zawahała się. To pytanie dla niej samej było trudne i wolała się nad nim nie zastanawiać. Tyle podróżowała przez całe życie, że trudno było przywiązać się do jakiegoś miejsca na dłużej. Można by powiedzieć, że najbliższa jej sercu była Sokovia, ale teraz wolała o niej nie myśleć. Kojarzyła się jej ze zbyt dużą ilością bólu. No i... czy miejscem pochodzenia nie jest to, gdzie się urodziło? Rodzice opowiadali jej i bratu, że krajem ich narodzin jest Transia. Tam też spędzili część dzieciństwa. Dopóki nie wygnali ich z taboru... Ech. A może powinna powiedzieć, że po prostu są stąd? Obcy raczej nie widzieli dużej różnicy między akcentami bałkańskich narodowości, dla nich wszystkie brzmiały tak samo. Jednak jakoś nie chciała kłamać Loganowi. - Urodziliśmy się w Transii, jeśli o to pan pyta. Ale dużo podróżujemy po Bałkanach. A akcent... akcent mamy jak każdy stąd, proszę pana.



A NEW WORLD HAS

OPENED FOR ME
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Pią Cze 23, 2017 8:19 pm

Logan nie mógł oprzeć się wrażeniu, że dziewczyna jest zdenerwowana. Przesadnie zdenerwowana. Zastanawiało go czym mogło być to spowodowane? Czy tym, że jednak do końca nie ufała nowemu znajomemu, który ledwie kilka chwil wcześniej zamienił tutejszych bandziorków w malownicze plamy na śniegu, czy też może sama nie wierzyła w swoje możliwości? Ciężko było stwierdzić. Z lekkim zafrasowaniem poskrobał się po podbródku. Cóż... W najgorszym wypadku trochę go sponiewiera... Jeśli nie będzie to znacznie silniejszy atak niż ten, który już zaprezentowała to powinien to przeżyć. Chyba.
- Spokojnie... - Rzucił od niechcenia sadowiąc się na ziemi ze skrzyżowanymi nogami. Łokcie oparł na kolanach, pochylił się lekko, zgarbił i wbił wzrok gdzieś w przestrzeń przed sobą.
Tak więc Wanda pochodziła z... Transii? Jakoś nie potrafił umiejscowić tego kraju na mapie. Cóż, ostatecznie nie musiał słyszeć o każdym, małym państewku. Nie dziwił go fakt, że ta nazwa nie obiła mu się o uszy.
- Taki akcent jak każdy stąd... - Powtórzył w zamyśleniu, jakby lekko nieobecny.
- Czyli właściwie skąd? - Zadał nieoczekiwanie pozornie idiotyczne pytanie. Pozornie, bowiem faktem było, iż Logan w swoich wędrówkach nieczęsto zwracał uwagę na to gdzie aktualnie się znajduje. Szedł przed siebie, gdzie go nogi poniosą, a fakt, że znalazł się na terenie sąsiedniego państwa często przed dłuższy czas mu umykał. Tak też było tym razem. Nie pamiętał kiedy ruszył w góry.... Tydzień temu? Dwa? Daty, dni, miesiące... Wszystko mieszało się... Zdawało takie nieistotne. Było nieistotne, bo i czemu miałyby go obchodzić? Nikt na niego nie czekał, a i jemu nie było dokąd ani do kogo wracać. Nie miał żadnych zobowiązań. Już nie. Od dawna... Czy mu to przeszkadzało? Zazwyczaj nie. Czasami. Tak jak teraz, bo właśnie zdał sobie sprawę, że prawdopodobnie zrobił z siebie kretyna.
Westchnął ciężko przewracając oczami. Jego dłoń machinalnie namacała w kieszeni spodni niedopałek starego cygara. Miał szczerą ochotę wydobyć go i zapalić, ale nie zrobił tego... Resztki cywilizowanych odruchów nie pozwoliły mu tego zrobić. Była zbyt blisko.
- Dużo podróżujecie po Bałkanach... - Mruknął w zamyśleniu, nieco przeciągle.
- Sami..? Wiecie przynajmniej dokąd zmierzacie? - Zapytał beznamiętnie, nie ruszając się nawet odrobinę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Scarlet Witch
Baba Jaga

Liczba postów : 174
Join date : 11/12/2016
Skąd : Transia/Sokovia

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Pią Cze 23, 2017 9:08 pm

Właśnie, spokojnie. Nie powinna się tak denerwować. To zawsze jedynie wszystko pogarszało. Wzięła głębszy wdech, po raz kolejny powtarzając sobie, że da radę. Och, mogła po prostu nie wyskakiwać tak z tą propozycją... teraz jednak nie wypadało się cofać. No i nie chciała się cofać!
Gdy mężczyzna usiadł, przyklęknęła obok niego, nie przejmując się zbytnio pobrudzeniem swojej spódnicy czy swetra. Ubrania Wandy i tak były wyraźnie znoszone, podniszczone oraz niepierwszej świeżości. Dało się zauważyć, że podróżowała w nich od jakiegoś czasu. Ale w równie nie najlepszej kondycji były także jej włosy i skóra. Otarcia, brud, kołtuny... nic przyjemnego. Mimo to zdawała się być w naprawdę dobrej kondycji, jakby podróżowanie, choćby i w spartańskich warunkach, nie było jej obce.
- Ech…? - Choć mężczyzna nie wyglądał ani nie mówił jak tutejszy, to jednak Wanda nie spodziewała się, że ten może zupełnie nie wiedzieć, gdzie teraz są. Na nowo obudziła się w niej ciekawość dotycząca Logana. Skąd jest? Co tu robi? Czemu jej pomógł? Skąd ma swoje moce? Nie była jednak pewna, czy wypada jej pytać. - Z Serbii. Jesteśmy w Serbii, proszę pana.
Przyłożyła dłoń do miejsca, gdzie jeszcze niedawno była rana po postrzale. Poczuła dziwny dreszcz. Ciekawe, jak by zareagował Pietro, gdyby zobaczył, że zajmuje się nieznajomym i rozebranym od pasa w górę mężczyzną… Nie, nie, nie o tym powinna teraz myśleć. Zarumieniła się mocniej, jednak kolejne pytanie Logana zaraz ją otrzeźwiło. Już otworzyła usta, by coś odpowiedzieć, ale… nie wiedziała co.
- Niech pan przez chwilę nic do mnie nie mówi - powiedziała zaraz, znajdując najprostszą wymówkę. Nie zwlekając więcej, przymknęła oczy i skupiła się. Pocisk kryjący się tuż pod skórą… tuż przy jej dłoni… nie powinno go tam być. Nie chciała, żeby tam był. Powinien zniknąć. Musi zniknąć. Słowa kołatały się w jej umyśle niczym mantra, a Wanda nawet nie zauważyła, gdy zaczęła poruszać ustami, wypowiadając je bezgłośnie. Całość trwała ledwie kilkanaście sekund. I… nie było już tam nic, czego być nie powinno. Nie było pocisku. Dziewczyna oddychała trochę szybciej. Otworzyła oczy i spojrzała na Logana. - Proszę.



A NEW WORLD HAS

OPENED FOR ME


Ostatnio zmieniony przez Scarlet Witch dnia Sob Sie 19, 2017 3:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Pią Cze 23, 2017 9:32 pm

- Serbia..? - Logan zamyślił się na głos. Z pewnością raz jeszcze podrapałby się po podbródku, ale  miał się nie ruszać. Nie chciał dodatkowo rozpraszać dziewczyny. Już pogodził się z tym, że może ona niechcący obedrzeć go z ciała do samej skóry. Choć nie wiedział, czy faktycznie mogłaby to zrobić, wolał zakładać najczarniejszy scenariusz. Jeśli potrafiła cisnąć dorosłym mężczyzną kilka metrów tył i twierdziła, że może pozbyć się pocisku... Kto wiedział co jeszcze mogła zrobić?
To było naprawdę nieoczekiwane i dziwne spotkanie. Właściwie powinien już do nich przywyknąć. W jednej chwili przedzierał się przez zaspy, a w drugiej siedział na ziemi z obnażoną klatką piersiową obok zupełnie obcej dziewczyny. Jak właściwie do tego doszło? Sam nie wiedział... Cóż... Przynajmniej ta sytuacja miała swoje dobre strony. Wiedział gdzie jest - Serbia. Ale czy to dobrze? Czy źle? I czemu w ogóle miałoby go to obchodzić? Nie był pewny.
Kiedy Wanda dotknęła jego ramienia, mimowolnie drgnął. Wszystkie jego mięśnie się napięły, knykcie zbielały, nozdrza poruszył się, a rysy wyraźnie stężały. Zachował się jak zaszczute zwierzę. Była to ledwie chwila, krótka sekunda. Nie wysunął pazurów, co było ogromnym postępem. Zareagował tak, bo... Nie przywykł do dotyku innych. Ten, który pamiętał kojarzył mu się z bólem, wściekłością i mordowanie. Sam nie wiedział dlaczego. Nie pamiętał... Sapnął lekko starają się opanować i nie przestraszyć towarzyszki. Spokojnie... Tylko spokojnie... Przyjemne myśli. Korzystając z kilku chwil ciszy otaksował nastolatkę kątem oka. Wyglądała... Jak on. Może nie dosłownie, ale widział w niej - w jej ubraniu, w jej twarzy coś z samego siebie. Kogoś kto goni ciągle przed siebie, bez celu. Nie wiedząc gdzie przyjdzie mu spać. Jej włosy... Były ładne... Jej twarz też, ale... Zmęczone. Nie fizycznie... To inny rodzaj zmęczenia... W jednej chwili zrozumiał.
-  Nie macie pojęcia dokąd idziecie... - Stwierdził. Nie oczekiwał potwierdzenia, czy zaprzeczenia. Był tego pewny. Zamilkł na dłuższą chwilę znowu patrząc w dal.
- Nie bój się dziecino... Nic mi do tego... Nie mam zamiaru wtrącać się w wasze sprawy ani wygłaszać wam moralizatorskich pogawędek... - Wyjaśnił wreszcie niespiesznie, pozornie obojętnym, a w gruncie rzeczy uspokajającym tonem.
Nawet nie zauważył kiedy ucisk w okolicach ramienia ustał. Tak po prostu. Poruszył ręką w przód i w tył... Nic. Żadnej kuli. Nie miał pojęcia jak to zrobiła, ale przypuszcza, że i tak by nie zrozumiał.
- Nieźle dziecino... - Przyznał z nieskrywanym uznaniem. Powoli, ostrożnie podniósł się z ziemi sięgając po wełniany, szorstki golf. Jeszcze raz przyjrzał się dziurom po kulach. Szkoda... To był dobry sweter i nawet nie zdążył się nim nacieszyć.
- Więc chcesz iść do miasta..? - Wrócił do poprzedniego tematu. Nie był to dobry pomysł zważywszy na to, co tutaj zaszło, ale zdawał sobie sprawę, że nie wyperswaduje tego zdesperowanej dziewczynie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Scarlet Witch
Baba Jaga

Liczba postów : 174
Join date : 11/12/2016
Skąd : Transia/Sokovia

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Sob Sie 19, 2017 10:01 pm

Tyle dobrze, że podczas pozbywania się kuli z ciała Logana, Wanda skupiła się na tym w pełni. Nie zwróciła uwagi na nagłe spięcie mężczyzny ani na jego reakcje. Gdyby wychwyciła tę zmianę, mogłaby wypaść z rytmu, mogłoby jej nie wyjść, mogłaby… zrobić Loganowi krzywdę. Choć nie znała go zbyt dobrze, trudno byłoby jej to sobie wybaczyć. Pomógł jej, teraz ona chciała pomóc jemu. Czuła, że jest mu to winna, a sprawienie mu zamiast tego większej ilości bólu nie dałoby spokoju jej sumieniu. Poza tym, nie licząc rozproszenia, poczułaby się po prostu źle, myśląc, że zrobiła coś nie tak. Bo… jego reakcja musiała mieć jakiś powód, prawda?
Jeszcze lepiej, że słowa mężczyzny, a raczej ich sens, dotarły do niej, gdy było już po wszystkim. Mimowolnie spięła się, słysząc tę prostą, a tak trafnie ujętą prawdę. Poczuła, że zapiekły ją oczy, więc szybko zamrugała parokrotnie powiekami, na chwilę uciekając spojrzeniem. Poczuła się, jakby po raz pierwszy w życiu była po drugiej stronie. Jakby to nie ona potrafiła rozczytać ludzi, a ktoś ją. To było… dziwne, trochę nieprzyjemne uczucie. Jak wiele będzie w stanie jeszcze się o niej dowiedzieć, jeśli zostanie z nim chwilę dłużej? Z drugiej strony… podświadomie ufała mu. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Jak wielu innych rzeczy, które działy się wokół niej.
- Pan… pan też wygląda, jakby dużo podróżował. - Wyglądał, jakby nie robił nic innego. Chciała na chwilę zejść z tematów dotyczących jej i dowiedzieć się przy okazji czegoś o towarzyszącym jej mężczyźnie. Nieświadomie dłońmi zaczęła miętosić materiał swetra na swoim podołku, wciąż nie podnosząc wzroku na Logana. Gdy jednak usłyszała pochwałę, ponownie delikatnie się zarumieniła. Rzadko kto chwalił ją za jej moce. Zwykle budziły one przerażenie. A nieznajomy, zamiast ją przekląć lub uciec, już drugi raz wyraził podziw dla tego, co potrafi. To było nowe, przyjemne uczucie i spróbowała się nim nacieszyć przez tę krótką chwile.
- Ta… tak. Bo… mój brat jest chory, proszę pana. Muszę iść po lekarstwa dla niego. On… - poczuła, jak coś ściska jej gardło, przez co mówienie przychodziło jej z trudem. Spojrzała bezradnie na Logana. - Ja mam tylko jego, proszę pana…
Mężczyzna pewnie już się domyślił, że oboje nie mają nic, że Wanda nie ma nawet za co tych lekarstw kupić. Że są pozostawieni na pastwę losu i zdani tylko na siebie. Ale… rozumiał też pewnie, że to sytuacja, która nie daje możliwości wyboru. Miała nadzieję, że rozumiał.



A NEW WORLD HAS

OPENED FOR ME
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Pią Wrz 29, 2017 4:54 pm

Logan poskrobał się po policzku. Trudno było mu odnaleźć się w takiej sytuacji. Prawdopodobnie był ostatnią osobą na świecie, która nadawałaby się na niańkę czy opiekunkę i choć zdawał sobie sprawę z tego, że Wanda o nic go nie prosiła, nie oczekiwała niczego to jednak nie potrafił odwrócić się, skinąć głową, machnąć ręką na pożegnanie i ruszyć w swoją stronę. Dlaczego nie miał tego w dupie? Dlaczego tym razem go to obchodziło? Czym ta sytuacja różniła się od pozostałych, z którymi zdarzało mu się mieć styczność w bliższej i dalszej przeszłości. Widział żołnierzy błagających o pomoc zaraz po tym, jak mina przeciwpiechotna urwała im obie nogi. Widział zrozpaczone wdowy i sieroty próżno wyczekujące powrotu mężów i ojców, których niejednokrotnie sam wykrwawił. Był przekonany, że te wszystkie doświadczenia skutecznie go znieczuliły, że zobojętniał. Więc... Dlaczego teraz nie potrafił mieć tego wszystkiego po prostu w dupie? Miała tylko brata... Nie ona jedna. Nie ona jedna musiałaby też zmierzyć się z jego utratą. Nie pierwsza, nie ostatnia... Czy powodowało nim to, że była taka sama jak on? Też potrafiła... Więcej... O to chodziło? O to, że tułała się bez celu, nie wiedząc dokąd ją poniosą nogi? A może... Może dlatego, że nie widziała w nim dzikiego zwierzaka, którego trzeba było się bać albo próbować przegnać przy pomocy sztachety i rzucanych kamieni? Potrząsnął lekko głową.- Nie panuj mi tu dziecino, bo czuję się jeszcze starszy niż jestem... - Wysilił się na coś, co można by próbować uznać za żart. Oczywiście zakładając, że odbiorcy chciałoby się dostatecznie wysilić swoją wyobraźnię i poczucie humoru.
- Mów mi po prostu Logan. Albo jeśli wolisz, Wolverine - Jeden pies. - Oświadczył zastanawiając się jakim sposobem dostać się do miasta, zorganizować potrzebne leki i jednocześnie nie ściągnąć sobie na głowę watahy rozwścieczonych wsiurów uzbrojonych w uwalone gnojem widły i pochodnie, bo włanie w taki sposób postrzegał tutejszą ludność (A przynajmniej na podstawie niedawnej potyczki)
- Wiesz... Może to banda kretynów, której przodkowie zbyt blisko się ze sobą krzyżowali, ale nie są chyba AŻ tak głupi... - Mruknął po krótkim namyśle.
- Zbiorą swoich kolegów od kopania ziemniaków i wrócą tu liczniejsi. Dlatego właśnie powinniśmy ruszyć inną trasą... Idąc drogą sami będziemy prosić się o kłopoty... Jeśli wejdziemy na wzgórze, ruszymy pomiędzy drzewami, przy odrobinie szczęścia miniemy ich... I może, ale tylko może zdołamy zgromadzić to, co jest ci potrzebne bez konieczności użynania kolejnych kończyn... - Westchnął ciężko przedstawiając swój misterny plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Scarlet Witch
Baba Jaga

Liczba postów : 174
Join date : 11/12/2016
Skąd : Transia/Sokovia

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Pon Paź 16, 2017 3:07 pm

Może nie był to żart najwyższych lotów, ale mimo to Wanda zaśmiała się cicho. Chyba zwyczajnie tego potrzebowała. Chwilowy oddech, jakakolwiek przeciwwaga do tych wszystkich strasznych i martwiących wydarzeń. Musiało być to jednak dość irracjonalne. Siedzieli teraz oboje na środku drogi - postawnie zbudowany, zrośnięty mężczyzna o groźnej twarzy oraz drobna, zagubiona dziewczyna - brudni i na swój sposób zmęczeni, wokół mając martwe ciała, zaspy śniegu czy wręcz kałuże krwi, a mimo to potrafili wysilić się na trochę śmiechu. Jakby... nie było tak źle, jakby mogło być gorzej. Jakby to, co działo się wokół, nie było tak dziwne czy odbiegające od normy.
Wanda wciąż dobrze pamiętała zarówno krzyki w płonącym taborze, jak i sterty ciał w rodzinnym mieście. Myślała wtedy, że już nigdy nie będzie potrafiła się zaśmiać. Że zapomniała, jak to jest... po prostu się cieszyć. Ale potem czas mijał i choć wciąż było ciężko, to w pewien sposób zaczynało się znów żyć normalnie. Nawet jeśli ta norma była już całkiem inna.
- Dobrze - przytaknęła więc. - Chociaż... to dziwne imiona. Skąd pan jest? - Czuła się już trochę pewniej, a skoro wcześniej on sam pytał o jej pochodzenie, nie czuła się natarczywa, pytając teraz o to samo. I... może tylko jej się wydawało, może się myliła, ale miała wrażenie, że między nią a Loganem wytworzyła się pewna cieniutka nić porozumienia i zaufania. To jednak chyba nic dziwnego w momencie, gdy najpierw on uratował jej życie, a potem poddał się niepewnym umiejętnościom Wandy.
- Ale... ale mi nie chodziło, że drogą. Tylko, o, tędy. Między drzewami. Miasto jest niedaleko podnóża. Mało ludzi tędy uczęszcza, boją się stromych stoków, ale ja już chodziłam tędy, znam drogę. Tam są ścieżki zwierząt - wskazała dłonią na ścianę lasu, w kierunku drzew, wśród których się chowała, gdy Logan... zajął się tamtymi mężczyznami. - Tak... tak chyba będzie szybciej...
Spuściła skromnie głowę, nie wiedząc, czy czasem się nie wygłupiła. Wolverine z pewnością był bardziej doświadczony i mądrzejszy, na pewno wie lepiej, ale pomyślała... że chyba nie zaszkodzi zasugerować czegoś innego?



A NEW WORLD HAS

OPENED FOR ME
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Sob Paź 21, 2017 5:31 pm

Czemu bycie troskliwym i wykazywanie zainteresowania cudzą dolą musiało być takie trudne, męczące i czasochłonne? Zazwyczaj z wszystkim radził sobie naprawdę sprawnie. Wszelkie problemy było można rozwiązać na kilka bardzo prostych sposobów, a jego ulubionym było "Snikt i diug". Tutaj... Nie mogło się sprawdzić. Powolnym ruchem dwóch palców pomasował swoją skroń.
- Dziwne imię? - Powtórzył nieco zaskoczony tym stwierdzeniem. Nigdy go tak nie postrzegał. Był Loganem od... Od kiedy pamiętał. Zawsze tak na niego mówiono. Chyba zawsze... W zamyśleniu zmarszczył czoło i skrzywił się lekko jakby go coś ukłuło. Jakieś uczucie albo wspomnienie, do którego nie mógł dotrzeć, które starało się przebić przez grubą ścianę niepamięci, której nie było w stanie naruszyć, a im bardziej się starało, tym większy ból wywoływało. To było jak narastająca migrena. Był... Loganem... Logan. Po prostu Logan. Wolverine. A może było coś jeszcze..? Kiedyś, gdzieś... Nie. Nie mogło być... Mruknął pod nosem jak rozdrażnione zwierzę. Cicho, niemal niesłyszalnie, a następnie jego oblicze wróciło do normy (Czyli wyrazu ogólnego zniechęcenia mieszającego się z wszechogarniającą obojętnością).
- Kanada... - Odpowiedział wreszcie jednym słowem.
- Chyba Kanada... - Sprostował po chwili. Nie lubił analizować swojej przeszłości. Ciężko było mu stwierdzić co było prawdą, a co jedynie mu się wydawało. Co sobie uroił, by załatać luki w pamięci, co sobie dopowiedział. To było tak denerwujące...
- I znowu wyskakujesz z tym "pan" dziecino... - Zauważył z przekąsem starając skierować rozmowę na inny temat. Mniej... Kłopotliwy.
Cóż... Skoro znała drogę... Skoro chciała iść tą trasą, a nie inną to on nie miał zamiaru jej powstrzymywać. Nie był od wybijania z głów głupich pomysłów (W jego mniemaniu) Tak naprawdę głupie pomysły był jego specjalnością. Skoro miała zamiar się upierać... Mógł jedynie przyklasnąć. Jeśli coś pójdzie nie tak, będzie robił to, w czym był najlepszy. Niestety to w czym był dobry, nie było zbyt ładne.
- Jak chcesz dziecino... Prowadź. - Wzruszył lekko ramionami pozwalając Wandzie rozpocząć wędrówkę. On sam miał zamiar podążyć jej śladem.
- Jeśli... - Zaczął, ale urwał szybko.
- KIEDY już... - Poprawił się po krótkim namyśle.
- ... dostaniesz leki... Co potem? Myślałaś o tym? Postawisz młodego na nogi i co dalej? Dokąd pójdziecie? Macie jakiś pomysł? Jakieś plany? Chyba nie macie zamiaru koczować w jakiejś norze do lata hm..? - Zagadnął niby od niechcenia. Niby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Scarlet Witch
Baba Jaga

Liczba postów : 174
Join date : 11/12/2016
Skąd : Transia/Sokovia

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Wto Paź 24, 2017 1:27 am

Chyba... chyba powiedziała coś, czego nie powinna. Wyczuła, jak nagle w Loganie zaczęły kłębić się negatywne myśli i uczucia, nawet jeśli na zewnątrz nie było tego widać. Och, szkoda, że nie potrafiła cofać czasu... pozostało jej spuścić spojrzenie, mając nadzieję, że jej towarzysz nie będzie z powodu jej słów ani zły, ani smutny. - P-przepraszam... - bąknęła tylko cicho.
- Kanada? - spytała po chwili. Nie była pewna, czy dobrze kojarzy, ale jeśli miała rację, to... ten kraj był daleko. Bardzo daleko. Za oceanem! Obok... Ameryki. Na moment to jej spojrzenie stężało. Nienawiść, kiełkująca w młodym sercu dziewczyny, dała o sobie znać. Ale czy był teraz sens o tym myśleć? Nie miała jak dosięgnąć Starka, jeszcze nie. Na razie ona i brat muszą skupić się na tym, by przeżyć. Muszą poczekać na odpowiedni moment. On na pewno kiedyś nadejdzie!
- Och! - Wyrwała się z zmyślenia, słysząc kolejną uwagę. - Faktycznie... mój błąd. - Spuściła wzrok, czerwieniąc się z zażenowania, a dłońmi znów skubiąc materiał swojej spódnicy. Była zła na samą siebie. Co chwila przydarzały się jej głupie wpadki. Szczególnie wtedy, gdy najmniej ich chciała! Bywało to frustrujące. Jeszcze Logan pomyśli, że jest jakaś niemądra albo coś...
O tym jednak też nie miała co długo myśleć, bo Wolverine (ku jej zdziwieniu) dość szybko zgodził się na jej propozycję. Spojrzała na niego zdziwiona, nie będąc pewna, czy faktycznie tak ma być. Spodziewała się, że to jednak mężczyzna będzie prowadził lub że spróbuje jeszcze raz ją przekonać do swojego pomysłu. Tak zazwyczaj robili dorośli, których znała. Ale z drugiej strony... Logan od samego początku zachowywał się zupełnie inaczej niż ludzie, których do tej pory miała okazję spotkać. Może dlatego aż tak ją fascynował?
W każdym razie, żeby nie tracić czasu, podniosła się, otrzepując ubranie. Dużo mu to nie pomogło, ale Wanda czuła się lepiej, gdy choć minimalnie się ogarnęła. Nie chciała wyjść na fleję!
- To... to chodźmy, dobrze? - zaproponowała, bo czekał ich jeszcze kawałek drogi. Nim jednak ruszyli dalej, Logan zadał pytanie, które wyraźnie wytrąciło dziewczynę z równowagi. Przygryzła wargę, rozglądając się nerwowo. Co miała odpowiedzieć, skoro... sama nie znała odpowiedzi?
- Ja... My... Po prostu... Szukamy ludzi, którzy mogliby nam pomóc. Ale na razie... no... na razie chcemy przeczekać do wiosny jakoś. Wtedy... pomyślimy dalej. Albo poradzimy sobie sami. Umiemy sobie radzić! - zapewniła na koniec żarliwie, jakby próbowała przekonać samą siebie. Kompletnie nie mieli pojęcia, co dalej robić. Błąkali się, szukali, ale tak naprawdę byli w kropce. Ich cel był równie daleki co na początku, jednak pocieszali się tym, że wszystko jeszcze przed nimi, dopiero zaczęli. Minęło ledwie parę miesięcy... Wanda zadrżała na tę myśl. Ledwie parę miesięcy. To prawie jak nic. A jak diametralnie zmieniło się przez ten czas ich życie... Szybko wyrzuciła te myśli z głowy, nie chcąc się na nich skupiać. To nic nie dawało, jedynie sprawiało więcej bólu. Już i tak miała go wystarczająco.



A NEW WORLD HAS

OPENED FOR ME
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Pią Paź 27, 2017 9:51 am

Szedł powoli, z rękoma ukrytymi w kieszeniach kurtki. Śnieg cicho skrzypiał pod podeszwami jego znoszonych, solidnych butów. Nie odzywał się. Nie wiedział co tak właściwie miałby powiedzieć. Nadal nie wyobrażał sobie wizyty w mieście. Jak właściwie miałaby wyglądać? Schodząca z gór dwójka włóczęgów? Podejrzany, zarośnięty gość o aparycji zawodowego mordercy ubrany w dziurawą kurtkę i zagubiona (Czego nie udawało jej się ukryć, mimo że bardzo się starała), młoda dziewczyna. To nie mogło się dobrze skończyć... Loganowi nie udało się zabić wszystkich. Dotrą przed nimi... Powiedzą co się stało, co się wydarzyło... Nie powinien był ich wypuścić... Głupi błąd. Jak amator... Starzał się? Nie... Nawet na chwilę się nie zawahał. Działał instynktownie, jak zawsze. Po prostu pech... Nie mógł nic na to poradzić. W innych okolicznościach nie zgodziły się. Stanowczo odmówił zejścia do miasta po tym, co się wydarzyło... Ale... Potrzebowała tych cholernych leków. Nie dałaby sobie tego wybić z głowy. Poszłaby sama, a on nie mógł jej powstrzymać. Jeśli sytuacja się skomplikuje, a skomplikuje się niemal na pewno to może uda mu się kupić jej wystarczająco dużo czasu, by mogła uciec z lekami? To powinno się udać. Tak czy inaczej chwilowo nie miał zamiaru obarczać jej swoimi przemyśleniami i dokładać problemów. Miała ich już i tak zdecydowanie zbyt wiele... Zbyt wiele jak na tak młody wiek. Westchnął ciężko...
- Do wiosny... - Powtórzył wreszcie za Wandą.
- Tutaj..? - Skinieniem głowy wskazał otaczające ich góry.
- Znam wiele przyjemniejszych miejsc. Bezpieczniejszych. - Stwierdził z naciskiem. Patrzył przez krótką chwilę na swoją towarzyszkę i wreszcie tylko pokręcił głową z zauważalną rezygnacją.
- Tutaj pomocy nie znajdziecie... Ludzi też raczej niewielu, a jeśli uda się nawet na jakichś trafić... Nie liczcie na życzliwość. Z resztą... Po co ja ci to tłumaczę dziecino..? - Skrzywił się wyraźnie nawiązując do niedawnych wydarzeń, których oboje byli uczestnikami. Nie. To nie było szczególnie motywujące. Naprawdę nie był  dobry w prowadzeniu tego typu rozmów. Nie nadawał się na opiekunkę...
- Dlaczego akurat tutaj..? - Spróbował z innej strony ugryźć temat. Zawędrowali tutaj przypadkiem? Musieli wiedzieć gdzie się zapuszczają. Nikt nie idzie przed siebie, by nagle rozejrzeć się dookoła i stwierdzić "O! Góry...".
- Nie wątpię, że sobie poradzicie. Z pewnością umiecie sobie radzić. - Zapewnił poważnym tonem. Ni cholery nie wierzył. To po prostu nie był świat, na którym samotnie wędrujące dzieciaki mogły czuć się bezpiecznie. Zbyt długo żył, by w to uwierzyć.
- Wiesz w ogóle jakich leków potrzebujesz..? - Dodał po niezbyt długim namyśle. Kwestii pieniędzy poruszać nie miał zamiaru. To akurat dało się... Obejść...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Scarlet Witch
Baba Jaga

Liczba postów : 174
Join date : 11/12/2016
Skąd : Transia/Sokovia

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Pon Paź 30, 2017 7:14 pm

Schodziła ostrożnie między drzewami, korzystając ze ścieżek, których nie było widać. Nie kłamała, gdy mówiła, że dobrze zna tę drogę. Jeśli tylko mieli taką możliwość, poruszali się z bratem w taki sposób, by nie rzucać się w oczy. Wiedzieli, jak niebezpieczne jest wychylanie się oraz ile może to przyprawić problemów. A tych mieli już wystarczająco.
Doskonale zdawała sobie sprawę, jak podejrzanie będą wyglądać, gdy dotrą do miasteczka. Ale... czy mieli jakiś wybór? Czy ona miała? Trzymała się nadziei, że ludzie nie zwrócą na to aż takiej uwagi. W górach wciąż utrzymywała się zima, pełno było wypadków i zagubionych wędrowców. Jeśli ktoś mieszkał jeszcze bardziej na obrzeżach, a wcale nie było tu to tak niezwykłe, często spotykał się z problemami, które zmuszały do wyprawy do miasteczka, gdzie po dotarciu wyglądał nie najlepiej. Poza tym... Wanda wciąż pamiętała podróżowanie z taborem. Chodzili wtedy od miasta do miasta, a nawet, jeśli gdzieś poszło się w mniejszej grupie lub samemu, ludzie nie przywiązywali do tego zbytniej uwagi. Byli cyganami. "Wszędzie ich pełno", mówili. Często patrzyli na nich nieprzychylnie, ale rzadko wyganiali. A Wanda, choć nie była rodzoną córką Maryi i Django, miała aparycję bardzo z cygańską się kojarzącą. I teraz, jeśli była taka potrzeba, korzystała z tego. Nagle wszystko łatwiej było wyjaśnić: niedbały ubiór, brudną twarz i włosy czy nawet samotne podróżowanie dwójki dzieci. ...ale miała wrażenie, że z Loganem u boku ta wersja nie przejdzie już tak gładko. Mógł wyglądać na jej opiekuna, nawet ojca, patrząc po różnicy wieku. Pozostawało im jedynie podawać się za wędrowców... Może tamci mężczyźni wcale nie wrócili się do miasta?
Dziewczyna spuściła wzrok, gdy Logan wspomniał o bezpiecznych, przyjemnych miejscach. Kopnęła kamień, który akurat miała w zasięgu nogi, uświadamiając sobie po chwili, że to raczej zwyczaj jej brata.
- Bezpieczne miejsca często szybko przestają takie być - powiedziała cicho, jakby wcale nie chciała mówić tego na głos. Trudno byłoby im zagrzać teraz gdziekolwiek miejsce. Wanda miałaby ciągle wrażenie, że jeśli tylko na chwilę zamknie oczy, zaraz wszystko zniknie. Rozpadnie się. Pozostaną gruzy, smród i pustka. Nie chciała przeżywać tego po raz kolejny. Dużo lepiej czuła się w podróży, nawet jeśli tęskniła do spokojnego, domowego zacisza.
- To... nie takiej pomocy szukamy, jakiej oni mogą nam udzielić - pokręciła głową. Czy powinna mu wytłumaczyć? Nie była pewna, czy to dobry pomysł. To już nie była kwestia zaufania... Przeszedł ją dreszcz na myśl, jaki jest prawdziwy cel tego całego błąkania się. Gdyby chcieli, mogliby być już w Stanach, bezpieczni w Instytucie...
- Bo... bo tu jest mało ludzi - bąknęła lakonicznie. To wszystko musiało brzmieć coraz dziwniej. Z jednej strony chcieli pomocy, z drugiej omijali miasta i wsie. Wanda sama zaczęła zauważać nieskładność swoich słów. Co jednak miała powiedzieć...? Choć czuła, że może Jamesowi zaufać, były pewne sprawy, o których nie chciała wspominać. A także takie, o których nie powinna. Bo to nie były tylko jej sprawy, nie mogła o tym zapominać (ha, jakby w ogóle potrafiła!). Ech, i to dlatego zawsze miała problem rozmawiać z ludźmi, jeśli Pietro przy niej nie było...
- ...och. Ja... nie do końca wiem, ale... ale jeśli powie się w aptece, co się dzieje, to oni chyba potrafią dobrać, prawda...? Tak robiliśmy kiedyś. - Wiedziała, że jej bliźniak powinien pójść do lekarza. Jednak nie było takiej możliwości. Nie mieli ubezpieczenia, rodziców, niczego. Poza tym... Wanda bała się, że taka podróż, to mogłoby być dla niego za dużo.



A NEW WORLD HAS

OPENED FOR ME


Ostatnio zmieniony przez Scarlet Witch dnia Pon Lis 06, 2017 3:45 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Wto Paź 31, 2017 11:24 am

Logan potarł zarośnięty polik knykciami prawej pięści uważnie przyglądając się Wandzie. W jej postawie zaszła jakaś zmiana. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że ta rozmowa - w gruncie rzeczy niewinna, mająca na celu jedynie przerwanie nieprzyjemnej ciszy - w znacznym stopniu ją... Speszyła? Nie... Zasmuciła? Nie był dobry w odgadywaniu ludzkich emocji. Kiedyś... Radził sobie z tym lepiej. Tak mu się wydawało... A może to jedynie pamięć płatała mu figle? Chyba nie zawsze był aż takim mrukiem? Nie... Chyba zawsze?
Tak naprawdę dziwnie było nie iść samemu. Odwykł od jakiegokolwiek towarzystwa tak bardzo, że teraz naprawdę nie wiedział jak się zachować. W ciągu ostatnich miesięcy jego kontakt z drugim człowiekiem ograniczał się do tych kilku, krótkich chwil w których kupując najpotrzebniejsze rzeczy rzucał pieniądze na ladę unikając podejrzliwego wzroku sprzedawcy. Najczęściej transakcje te odbywały się w małych, zabitych dechami dziurach. Ich mieszkańcy zazwyczaj byli nieufni. Wolverine nie mógł oprzeć się wrażeniu, że to takiej właśnie dziury zmierzali i teraz.
- Nie łam się dziecino... - Mruknął wreszcie. Wcale nie był przekonany, czy były to najwłaściwsze słowa, ale nic innego nie przychodziło mu do głowy.
- Jakoś to będzie... - Stwierdził przekrzywiając głowę na lewo, potem na prawo. W pewnym momencie dało się słyszeć głośne chrupnięcia, a po nim westchnienie wyraźnej ulgi.
- Nie mam pojęcia czego szukacie. Jakiej pomocy... Ale nie będę dopytywał. Skoro sama nie czujesz potrzeby, by się tym podzielić... - Kontynuował przystając na chwilę. Zadarł głowę, pociągnął kilka razy nosem sprawdzając otoczenie, a potem wznowił marsz podążając śladami dziewczyny. Stawiał swoje stopy dokładnie w tych miejscach, w których chwilę temu postawiła je Wanda dzięki czemu trop wyglądał tak, jakby szła tędy jedna tylko osoba. Czemu? Był to odruch... Przesadna podejrzliwość, może paranoja.
- Jeśli zaś chodzi o aptekę... Nie mam pojęcia czy pomogą... Nie mam pojęcia jak to działa. Nigdy nie byłem w aptece... Nie pamiętam też kiedy ostatni raz byłem u lekarza... Ja nie choruję... - Wytłumaczył rozglądając się dookoła.
- Wiesz, że jeśli coś pójdzie nie tak... A pewnie pójdzie... Będziesz musiała uciekać... - Oświadczył po dość długim milczeniu.
- Nie chcę cię straszyć. Wiesz, że zawsze powinno się być przygotowanym na najczarniejszy scenariusz, prawda? Jesteśmy podobni... - Mówił zaskakująco spokojnie, możne nawet zbyt spokojnie.
- Gdyby zaszła taka konieczność. Nie mówię, że tak się stanie... Łap wszystko ci ci wpadnie w ręce. Nie zastanawiaj się, tylko bierz i biegnij nie oglądając się za siebie...  Po prostu biegnij... - Zasugerował czy też może raczej zakomenderował? Nie wydawało się, by miał zamiar poddawać ten temat jakiejkolwiek dyskusji.
- Twój brat...  Powiesz coś o nim? Też z niego taki kozak? - Zmienił temat usiłując na miarę swoich możliwości rozładować napięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Scarlet Witch
Baba Jaga

Liczba postów : 174
Join date : 11/12/2016
Skąd : Transia/Sokovia

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Pon Lis 06, 2017 6:25 am

- Ja... wiem. Nie mam zamiaru - powiedziała, opatulając się bardziej płaszczem. Choć były dni, gdy wszystko wydawało się beznadziejne, poddanie się nigdy nie było opcją. Było ciężko, ale miała brata. I mieli wspólny cel. Zaś potem... jakoś to będzie. Na pewno. Byle tylko nic ani nikt ich nie rozdzieliło.
Z rozmyślań wyrwało ją chrupnięcie. Odruchowo spojrzała szybko w kierunku, z którego usłyszała ten dźwięk, pokazując, że mimo wszystko trudno było u niej szukać spokoju. Ale to był tylko Logan... Upomniała się w myślach za swoje przewrażliwienie. Co jednak mogła poradzić? Ostatnimi czasy spięcie i strach towarzyszyły jej na każdym kroku, a coś brzmiącego tak nieprzyjemnie nie uchodziło jej uwadze.
- ...dziękuję. - Poczuła pewną ulgę, słysząc te zapewnienia. Naprawdę nie chciała się w to zagłębiać, a jednak trudno byłoby jej odmówić wyjaśnienia sprawy, gdyby Logan spytał wprost. Wciąż uważała się za jego dłużniczkę, co sprawiało, że jej asertywność spadała do poziomu bliskiemu zeru. Choć w granicach rozsądku!
Widząc, jak mężczyzna się zatrzymał, zerknęła na niego pytająco. W tym momencie ponownie skojarzył się jej ze zwierzęciem. Zastanawiała się, kim i... czym jest jej towarzysz. Na pewno nie był normalnym człowiekiem. Był inny. Ciekawa była, czy w jakiś sposób było to związane z tym, co potrafi ona i Pietro. I jeśli tak, to czy byłby w stanie im cokolwiek wyjaśnić? Wciąż jednak było jej trochę głupio prosto z mostu wypytywać o takie rzeczy.
- ...och, nie? - Ochota, aby wypytać Logana o rzeczy z nim związane, zaatakowała ze zdwojoną siłą. Chwilę się wahała, ale ostatecznie poddała się własnej ciekawości: - A... czemu tak właściwie? Nie jest pa-... Nie jesteś taki jak reszta, prawda?
Gdy mężczyzna wspomniał o ucieczce, Wanda ponownie się spięła. Było to słowo, którego wyjątkowo nie lubiła. Które zawsze źle jej się kojarzyło. Ucieczka... W dawnych, odległych dniach musieli czasem uciekać przed ludźmi, którzy szykanowali cygańskie tabory. Potem musieli uciec z samego obozowiska. Przed ludźmi będącymi przez lata jej rodziną. Prawie rok temu uciekli z Sokovii, przed wojną i wspomnieniami. A teraz każdy ich dzień był ucieczką... Nie znosiła tego słowa, bała się go. Bo było jej zbyt bliskie.
- W-wiem. Wiem, co robić, gdy rzeczy idą nie tak.
"Podobni"... to słowo wydało jej się dziwnie prawdziwie, trafne. Spojrzała znów na swojego towarzysza. Na pierwszy rzut oka wydawali się tak skrajnie różni. Jednak im dłużej Wanda nad tym myślała, tym więcej wspólnych aspektów wyczuwała. Tak, są podobni. Zmęczeni, zaszczuci, zbłąkani. Bez domu i pomysłu, co zrobić ze swoim życiem. Wyczuleni na niebezpieczeństwo, świadomi okrutności świata. Ograbieni z tych przyjemnych, radosnych części życia. Inni.
- Dobrze - powiedziała, nie mając zamiaru kłócić się w tej kwestii. Choćby nie chciała uciekać, choćby oznaczało to zostawienie Logana w nieciekawej sytuacji, choćby czuła wyrzuty sumienia... jej priorytetem było teraz to, by dotrzeć do brata z lekami. Nie było nic ważniejszego. Nie mogła ryzykować zdrowiem Pietro dla kogoś, kogo ledwo poznała, nawet jeśli czuła do Wolverine'a sympatię i wdzięczność.
Akurat gdy jej myśli uciekły w kierunku jej bliźniaka, Logan o niego spytał. Zdziwiła się, wyraźnie się tego nie spodziewając.
- Coś? On... - zawahała się. Opisanie go było trudniejsze, niż mogło się wydawać. To oznaczało ubranie w słowa wszystkich wspomnień, emocji, myśli, uczuć i więzi, która ich łączyła. To oznaczało wyodrębnienie tych cech, które liczyły się dla innych, a tych, które miały znaczenie tylko dla niej. I co najtrudniejsze - miała opisać jego, nie ich. Przymknęła oczy, starając się poskładać to wszystko w całość oraz uśmiechając na ostatnie pytanie Logana. Zaśmiała się cicho. - Tak, zdecydowanie tak. Pietro jest... on jest wszędzie. Ciągle coś robi, mówi i nigdy nie stoi w miejscu. Czasem... czasem robi głupoty. Nawet częściej niż czasem. I uwielbia robić psikusy. Ale i tak jest kochany! No i zabawny i troskliwy. I... i zawsze mnie rozumie. Jak nikt. Przy nim czuję się najlepiej i... najbezpieczniej. Wiem, że mnie kocha równie bardzo, co ja jego. Zawsze byliśmy razem... Ale tak naprawdę zawsze-zawsze. Bo wiesz, jesteśmy bliźniętami. Nawet urodziliśmy się razem. Ale to ja jestem starsza! - zaznaczyła na sam koniec. W czasie, gdy Wanda opowiadała, Logan mógł zauważyć, że dziewczyna faktycznie zaczęła się uspokajać, rozluźniać. Przez tę chwilę jakby zapomniała o problemach czy sytuacji, w której się znaleźli. Po prostu nie potrafiła mówić o Pietro bez uśmiechu na twarzy.



A NEW WORLD HAS

OPENED FOR ME
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
avatar
Logan


Liczba postów : 104
Join date : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    Czw Lis 09, 2017 8:11 pm

- Taki jak reszta? - Zdziwił się najzupełniej szczerze słysząc tego typu pytanie. Bo chyba było to pytanie? Tylko jak właściwie miał na nie odpowiedzieć? Sprawa wydawała się aż nazbyt oczywista, bo przeciętny drwal z tych stron zapewne nie biegał po lasach z pokrytymi adamantium pazurami wystającymi spomiędzy knykci. Cóż... A przynajmniej zdawało się to mało prawdopodobne. Owszem, był inny. To raczej kwestii nie ulegało. Wandę zapewne musiał więc interesować... Hm... Rodzaj tej inności? Pff... Zdecydowanie nie nadawał się do wyjaśniania tak skomplikowanych zagadnień. Nie był jajogłowym naukowcem.
- Jasne, że nie... Jestem mutantem... - Wzruszył reszcie ramionami wygłaszając to z taką obojętnością, jakby pytał o bułki w ulubionej piekarni. Gdyby miał ulubioną piekarnię. Cóż. Takie był fakty. Nie widział powodu by kręcić, wymyślać niestworzone historie. Jeśli miała się z tego powodu rzucić do ucieczki... Nie miał zamiaru jej ani powstrzymywać, ani gonić. Miała chyba prawo wiedzieć z kim się zadaje...
- Wiesz... Odmieniec, dziwadło... - Kontynuował wsunąwszy ręce do kieszeni. Na moment przystanął, powęszył, splunął gęstą flegmą i podjął marsz śladem towarzyszki. To chyba powinno zaspokoić jej ciekawość? Chyba każdy słyszał o mutantach... Natury tego zjawiska nie trzeba było opisywać. Jak zgadywał gazety, telewizja i ludzie z pewnością już wyrobili im opinię.
Tylko czy ta dziewczyna oglądała telewizję? Czy wraz z bratem czytywali gazety? No i ona sama też... Potrafiła... Coś... Nadal nie do końca był pewny co dokładnie, ale było to raczej nienaturalne i mogło mieć takie samo... Podłoże. Mogło, ale nie musiało. Nie był ekspertem i nie miał zamiaru się w takiego bawić ale... Jeśli faktycznie ona też to... To może przedstawił to zbyt ostro? Skrzywił się na tę myśl. Naprawdę nie miał talentu pedagogicznego, a i na opiekunkę nadawał się średnio.
- Wiesz... Ma to swoje dobre strony... - Zdecydował się ratować sytuację.
- Widzisz... Na przykład to... - Raz jeszcze wysunął pazury, a następnie jednym niedbałym gestem ściął drzewko grubości jego własnego ramienia.
- Z resztą... Nie powiesz mi, że to co pokazałaś było najzupełniej w świecie zwyczajne? Zgrabnie sobie poradziłaś... - Dla odmiany poszedł w tę stronę. Nie wiedział czy dobrze mu idzie czy też nie, ale... Dawał z siebie ile mógł. A że wyczucia i empatii można było z niego wycisną tyle, co z omszałego kamienia... Podobno liczyły się intencje. Pf... Dobrze, że można było zmienić temat. Kiedy Wanda zaczęła opowiadać o swoim bracie wyraźnie się uspokoiła, wyciszyła. To było to. Zdecydowanie w to powinien brnąć. Słuchał możliwie uważnie od czasu do czasu kiwając potakująco łbem. Nie skomentował, że ciągłe robienie czegoś, mówienie o czymś i wyprawianie głupot brzmiało raczej denerwująco. Zatrzymał to dla siebie, bo chyba powinien.
- Bliźniaki hm? Teraz rozumiem... - Mruknął uświadamiając sobie, że w tym wypadku ta więź była jak najbardziej zrozumiała. Tak podobno to działało.
- No to skoro jest taki fajny to musisz zanieść mu leki czerwony kapturku... - Wyciągnął rękę, zawahała się... I wreszcie niedbale poczochrał ją po włosach wykrzywiając usta w czymś, co można było uznać za wyjątkowo nieudolny uśmiech. Nie zrobił tego mocno... Raczej ledwie je musnął kilka razy tak, by jej nie zdenerwować. Nigdy tego nie robił. Komuś innemu... Chłopakowi... Pewnie stuknąłby go pięścią w ramię chcąc dodać otuchy. Szorstkie oznaki męskiej sympatii i życzliwości. Tutaj by to nie przeszło... Improwizował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Sponsored content



PisanieTemat: Re: [2010] Góry Dynarskie    

Powrót do góry Go down
 
[2010] Góry Dynarskie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Avengers Assemble :: Rozgrywki fabularne :: Mroki dziejów-
Skocz do: